To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

Agn - Sob 16 Sty, 2010 15:53

Cóż z tego, że nosi drogie ubrania i jeździ wypasionymi samochodami? Cóż, w zasadzie nic z tego, choć powiem szczerze, że opisy bogactwa Cullenów robiły się czasem wręcz niesmacznie absurdalne. Szkoda, że się Cullenowie nie udzielali jakoś cichaczem charytatywnie, nieco by to poprawiło ich wizerunek nadzianych forsą odludków.
No i... Alice zarąbała porshaka we Włoszech. A Edward, na jej nostalgię za wozem, powiedział, że jej go kupi na gwiazdkę. Nawet mi tych Cullenów trochę szkoda. Mają tyle kasy, wszystko sobie mogą kupić (nawet - co już jest dla mnie totalnym absurdem - wyspę), a co z marzeniami? Smutno bez marzeń.
Wracając od samochodu - o co zakład, że gdyby to Jake gwizdnął wóz, to by się na jego głowę posypały gromy?
Furgonetka ponoć sama padła. PONOĆ. Nawet Bella miała względem tego wątpliwości. Nie mogła jej zobaczyć? Bo mnie to wyglądało na to, że Edward po prostu ją sprzątnął, pomimo że jego dziewczyna tak bardzo ją lubiła. I co? Wpakował Bellę jak eksponat muzealny w rakietoodporną gablotę (w każdym tego słowa znaczeniu). Mógłby się facet nieco uspokoić.
A ograniczanie spotkań z Jacobem też jest nienormalne. Sorry, wilkołaki niebezpieczne? Powtarzam - przez całe NM, kiedy on spektakularnie się nad sobą użalał diabli wiedzą gdzie, Bella przebywała w towarzystwie tej zgrai żądnych krwi bydlaków. :-P I włos jej ze łba nie zleciał. E. natomiast jest równie niebezpieczny, skoro wystarczy, że straci panowanie nad sobą i Bellę ze smakiem zje. Więc mógłby czasem popatrzeć na siebie, ZANIM wymyśli coś głupiego.
Wracając do tekstu. Po pierwsze - jest on wyrwany z kontekstu. We wcześniejszych artykułach było o tym, jak zachowywał się czasem Edward, więc autorka akurat tego tekstu już za resztą nie powtarzała. Wybaczcie, ale CAŁEJ książki to mi się nie chce przepisywać.
Po drugie - artykuł rozumiem tak, że dobro Jacoba zostało wyjaśnione jego przeszłością. Tzn. co się stało i w jakich warunkach żyje, że teraz jest taki, a nie inny. Jake całe życie zajmował się ojcem, więc wie, na czym polega opieka, ale nie jest to przesadzone. E. nikim się zajmować nie musiał, więc swoją dziewczynę traktuje jak lalkę, której byle zefirek połamie ręce i nogi, co jest wręcz wnerwiające. Nie znaczy to, że ponieważ Jake jest biedny, to jest od razu dobry i idealny, ale jego przeszłość ukształtowała jego charakter właśnie w taki sposób. To akurat źle zrozumiałaś.

Odnośnie Edwarda, który nie chce słuchać Belli - jeśli dobrze pamiętam, to Bella usiłowała go przekonać, by tak nie lecieć, ale ten jej nie słuchał. Dopiero Alice czy Emmett zmusili go, by nieco wyhamował.

Zaś słowa Edwarda do Jacoba - nie tyle pokora, co mógł sobie pogadać tak, skoro miał pewność, że Bella wybierze jego. Nie jest chyba aż tak głupi, by nie zauważyć jej maślanych oczu, obsesyjnej miłości i tego, że już raz mu powiedziała "tak"? (Dobrze pamiętam? Pierwsze oświadczyny w końcu zaakceptowała?) Pewnie, też bym zaakceptowała wybór dziewczyny, skoro mam 90% pewności wygranej.
Zaś jeśli chodzi o Jacoba - miał w sumie prawo uważać, że byłby lepszy, jak każdy samiec. Uważam też, że miał rację, gdy mówił, że ten związek byłby zdrowszy. Bo nie miałby znamion obsesji, która zakrawała na chorobę (w przypadku Belli).

spin_girl napisał/a:
BTW, Rozważna, gdybyś w jakimś równoległbym świecie poślubiła na przykład pana Darcy'ego, mówiłabyś do niego per "Fitzuś" albo "Willy"?

Błagam, tylko nie "Willy"... Kojarzy mi się z burzą, jaka wybuchła po wypuszczeniu na zachodzie do kin filmu "Uwolnić orkę". :rotfl:
Na koniec DiU Georgiana zauważyła, że Elżbieta ma do swojego męża stosunek żartobliwy, a czasem wręcz jawnie z niego kpi. Można się tylko więc domyślać, czy przypadkiem przy stole w trakcie obiadu nie wypalała ze złośliwym uśmieszkiem np.: "Misiaczku, podaj sól". :lol:

Tak się domyślałam, że od rana nie było od ciebie odpowiedzi, ponieważ masz uczelniane wichry niespokojne, ale wczoraj wieczorem, to się nieco martwiłam, przyznaję.

EDYCJA: Czemu nie lubię Alice? Z prostego powodu. Ta postać po prostu niemożliwie mnie WNERWIA. Stuletnia wampirzyca z obsesją na punkcie przyjęć, traktująca Bellę jak Barbie, na której może sobie eksperymentować z kosmetykami, bo ona nie może się malować (nawiasem pisząc to jakaś bzdura, bo kosmetyki na trupach się trzymają). Jak wyobrażam sobie Alice, to widzę małą podskakującą piszczącą mysz. Gdybym miała mieć taką przyjaciółkę, to bym się bez reszty chyba zamknęła w sobie. Nie cierpię po prostu tego typu osób.

Ku złagodzeniu nieco nastrojów...


spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 16:11

Agn napisał/a:
Furgonetka ponoć sama padła. PONOĆ. Nawet Bella miała względem tego wątpliwości. Nie mogła jej zobaczyć? Bo mnie to wyglądało na to, że Edward po prostu ją sprzątnął, pomimo że jego dziewczyna tak bardzo ją lubiła

Furgonetka, cytuję w moim tłumaczeniu wypowiedź Belli "zamieniła się na moim trawniku w pomnik poświęcony klasycznym modelom Chevroleta". Furgonetka stała jak byk przed domem Belli, tyle że zepsuta.
Agn napisał/a:
Szkoda, że się Cullenowie nie udzielali jakoś cichaczem charytatywnie, nieco by to poprawiło ich wizerunek nadzianych forsą odludków

Skąd wiesz, że nie dawali? Ja poderzewam, że dawali.
Agn napisał/a:
wszystko sobie mogą kupić (nawet - co już jest dla mnie totalnym absurdem - wyspę)

Johnny Depp też ma swoją prywatną wyspę...
Agn napisał/a:
Powtarzam - przez całe NM, kiedy on spektakularnie się nad sobą użalał diabli wiedzą gdzie, Bella przebywała w towarzystwie tej zgrai żądnych krwi bydlaków.

jej akurat nie, ale już takiej Emily aż tak dobrze nie poszło i do końca życia ma zrujnowane pół twarzy, samą Bellę zaś prawie rozszarpał, zdaje się Paul i Jacob dosłownie w ostatniej chwili ją uratował, więc takie superbezpieczne nie były te wilkołaki.
Agn napisał/a:
E. natomiast jest równie niebezpieczny, skoro wystarczy, że straci panowanie nad sobą i Bellę ze smakiem zje. Więc mógłby czasem popatrzeć na siebie, ZANIM wymyśli coś głupiego

ekhm, vide trzy czwarte akcji z Zmierzchu ("we should never be friends") oraz powód "spektakularnego użalania się nad sobą" w New Moon...
Agn napisał/a:
To akurat źle zrozumiałaś.

nie wiem, czy źle zrozumiałam, czy idiotyczna, tendencyjna, łopatologiczna filozofia dla ubogich musi posługiwać się takimi porównaniami, żeby czytelnik lepiej dostrzegł różnice między Jacobem i Edwardem.
Agn napisał/a:
Na koniec DiU Georgiana zauważyła, że Elżbieta ma do swojego męża stosunek żartobliwy, a czasem wręcz jawnie z niego kpi. Można się tylko więc domyślać, czy przypadkiem przy stole w trakcie obiadu nie wypalała ze złośliwym uśmieszkiem np.: "Misiaczku, podaj sól".

a może w zaciszu na przykład sypialni Bella zwracała się do Edwarda na przykład "mój ty błyszczący diamenciku" czy "mój ty marmurku" ? :-P
Agn napisał/a:
EDYCJA: Czemu nie lubię Alice? Z prostego powodu. Ta postać po prostu niemożliwie mnie WNERWIA. Stuletnia wampirzyca z obsesją na punkcie przyjęć, traktująca Bellę jak Barbie, na której może sobie eksperymentować z kosmetykami, bo ona nie może się malować (nawiasem pisząc to jakaś bzdura, bo kosmetyki na trupach się trzymają). Jak wyobrażam sobie Alice, to widzę małą podskakującą piszczącą mysz. Gdybym miała mieć taką przyjaciółkę, to bym się bez reszty chyba zamknęła w sobie. Nie cierpię po prostu tego typu osób.

No to chyba jednak nie dane nam by było zaprzyjaźnić się w realu :( Gdybym była wampirem chyba byłabym Alice. Nie widzę nic złego w organizowaniu imprez i zabawach w makeover a od początku czytania sagi miałam ochotę zaprzyjaźnić się z Alice, która wydaje mi się bardzo sympatyczna, pogodna, nieco zwariowana, szalenie kobieca, ale jednocześnie czuła, kochająca, lojalna i inteligentna, w przeciwieństwie do Belli, która przy niej zawsze wygląda i zachowuje się jak nadęta krowa albo udzielna księżniczka :-|

spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 17:04

Agn, Rozważna - żyjecie???
Agn - Sob 16 Sty, 2010 17:21

Odnośnie furgonetki, pozwolę sobie przytoczyć cytat. Nie sądzę, by tłumaczka tu aż tak coś spaprała, jednakowoż...
Cytat:
- Jak ja tęsknię za moją furgonetką - pożaliłam się sama sobie.
Że też akurat musiała wyzionąć ducha zaledwie kilka tygodni po tym, jak zgodziliśmy się z Edwardem, że każde z nas pójdzie na jakiś kompromis, z czego ja będę musiała, między innymi, pozwolić kupić sobie nowy samochód, kiedy mój stary nie będzie się już nadawał do użytku. Czy to aby na pewno był zbieg okoliczności? Edward twierdził, że w awarii furgonetki nie było nic dziwnego - że był to "zgon z przyczyn naturalnych" - służyła w końcu ludziom kilkadziesiąt lat. Taka była jego wersja. A ja, niestety, nie miałam możliwości jej zweryfikować, bo mój ulubiony mechanik...

Wniosek jest jak dla mnie dość jednoznaczny, bo ja nie wierzę w takie zbiegi okoliczności przy pewnym uporze Edwarda - on jej pomógł się zepsuć.

Odnośnie charytatywności - podejrzewam, że Meyer by o tym napisała. Bella by to odkryła. Nie powiedziałaby tego przyjaciołom, ale na pewno czytelnikom, dodając kolejną tonę peanów pochwalnych na temat Cullenów.

Wyspa Deppa też mnie rozwala.

Wilkołaki - superbezpieczne nie były. Ale wampiry też nie są ekstrabezpieczne, więc można by o tym długo i rzewnie debatować. A E. zaiste uwielbia się chyba nad sobą użalać, skoro bite 7 miesięcy to robił, z dala do Belli, by jeszcze rzewniej było. Przy czym rzucił Bellę nie dlatego, że on sam jest niebezpieczny, tylko ponieważ Jasper (podobnie jak z wilkołakami prawie) prawie jej zrobił krzywdę. Niemniej po prostu rozbraja mnie ten argument. "Bo wilkołaki są niebezpieczne". Koleś, sam ponoć stanowisz zagrożenie. Skoro już wróciłeś, to Belli nie zrobi różnicy jedno zagrożenie w tą czy w tamtą. Pomijam fakt, że największym zagrożeniem na dobrą sprawę była dla Belli Victoria, ale E. wolał B. zostawić na pastwę losu, niż pomyśleć, kto może łatwo paść ofiarą zemsty rudej wampirzycy.
No ale E. ogólnie jest nielogiczny. We shall never be friends, powinnaś trzymać się ode mnie z daleka, a jednocześnie planowana wspólna wycieczka do Seattle (która została zamieniona w ganianie po lesie we dwójkę z dala od innych).

Jestem PEWNA, że Bella strzelała do E. takimi tekstami w łożnicy. A E. do niej "moja krucha istotko". :roll:

Pomijając kwestię przyjaźni z Bellą (też bym nie chciała, choć już wolałabym ją niż np. Jessikę Stanley) - ja bym się z Alice nie zaprzyjaźniła. Pod pewnym względem jestem podobna do Belli. Nie lubię imprez, źle się na nich czuję i czułabym się podle, gdyby ktoś urządzał je na moją cześć i zmuszał mnie do brania w nich udziału. Alice prezentuje w sadze postawę człowieka, który jest głuchy na potrzeby innych, ponieważ ma swoją wizję i wszyscy muszą się temu podporządkować, bo inaczej będzie chodzić z buzią wygiętą w podkówkę.
Podejrzewam jednak, że nawet z podobieństwem do Alice (pogoda ducha akurat nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie) nie uszczęśliwiałabyś mnie na siłę tego typu akcjami, co? A właśnie m.in. to mnie najbardziej w tej postaci drażni.


EDYCJA: Szyję, szyję. Odpowiedź komponowałam, a w tzw. "międzyczasie" sprzątnęłam pokój taty.

RaczejRozwazna - Sob 16 Sty, 2010 17:41

spin_girl napisał/a:
Rozważna - żyjecie???


ja takowoż żyję. I czytam z zainteresowaniem. A się wypowiem jak Was dogonię :mrgreen:

Jednakowoż - znaczając nieco z głownego tematu - co myślicie o tym scenariuszu do "Eclipse"

Cytat:
Ku złagodzeniu nieco nastrojów.
..

Ładne mi łagodzenie... Ten uśmiech, łojojojoj :thud:

spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 17:45

Agn napisał/a:
Podejrzewam jednak, że nawet z podobieństwem do Alice (pogoda ducha akurat nie jest niczym złym, a wręcz przeciwnie) nie uszczęśliwiałabyś mnie na siłę tego typu akcjami, co? A właśnie m.in. to mnie najbardziej w tej postaci drażni.

Tak zupełnie szczerze mówiąc to mieszkając jeszcze w Irlandii zaprosiłam do siebie moją kumpelę z Polski na wakacje. Kumpela jest osobą, która niby teoretycznie lubi imprezy, ale jakoś ma tendencję do izolowania się od ludzi, na których zresztą sprawia wrażenie po prostu nudnej (wiem, bo mi mówili). Kiedy przyjechała do mnie do Irlandii przez pewien czas wyciągałam ją na imprezy, żeby ją po prostu trochę ożywić, potem jednak stanęła okoniem, więc dałam jej spokój, nie chce to nie. Nie uważam, żeby w namawianiu na lekką rozrywkę było coś złego, ale jeżeli miałoby to komuś sprawić wielką przykrość to na pewno bym się odczepiła.
Przez cztery tomy Alice organizuje dla Belli trzy imprezy: jedną na jej urodziny (i to może był i błąd, ale z drugiej strony, co to niby za impreza, sami Cullenowie, którzy chcieli Belli okazać swoją sympatię i w pewien sposób przyjąć ją do rodziny), drugą na zakończenie szkoły (będącą jednocześnie imprezą dla samej Alice i Edwarda, którzy być może pierwszy raz, dzięki Belli, mieli jakiś znajomych ze szkoły, których mogli zaprosić na imprezę, bo dzięki Belli ludzie nieco mniej się ich bali) i trzecią z okazji ślubu. Ta trzecia najbardziej mnie drażni. Przy całych wyrzutach sumienia, jakie nieustannie dręczą Bellę z powodu trójkąta z Edwardem i Jacobem, Bella, która udaje taką kochającą i skłonną do wszelkich poświęceń dzieweczkę zachowuje się wręcz skandalicznie. Począwszy od jej okropnie nietaktownej reakcji na oświadczyny, przez "show me the damn ring" i wszelkie idiotyczne opory względem ślubu zachowuje się jak rozkapryszona idiotka. Aż mnie serce bolało, jak sobie pomyślałam, jak musiało to zaboleć Edwarda, a ta debilka nic nie skumała. No i wreszcie ślub. Wizja Belli- w starych dresach w Vegas jest koszmarna i znowu obrzydliwie nietaktowna, w najgorszym świetle stawiająca wieśniacki styl Amerykanów i ich totalnie pozbawiony respektu dla tradycji i wartości samego sakramentu stosunek do małżeństwa. Każdy, kto ma odrobinę szacunku dla instytucji małżeństwa oraz osoby, z którą chce to małżeństwo zawrzeć, nie pójdzie do ślubu w samych dresach.
Poza tym od zarania dziejów ślub był okazją tak samo dla rodziny jak i dla samych młodych. To okazja aby bliscy państwa młodych mogli się poznać i wspólnie świętować radykalną zmianę w życiu młodej pary. To okazja do zabawy, do świętowania, do zadośćuczynienia tradycji. W tym przypadku Alice wykazała się milion razy większym zdrowym rozsądkiem niż rozkapryszona i egoistyczna Bella. Zresztą to nie był wyłącznie ślub Belli ale również Edwarda i on też chyba miał jakieś prawa? Alice była jego przybraną siostrą. Zresztą w trakcie ślubu Bella wreszcie dostrzega głęboki sens intencji Alice. Czasami ktoś po prostu wie lepiej, w tym wypadku Alice wiedziała lepiej niż Bella i to Bella jest dla mnie czarnym charakterem w tej akcji.

Agn - Sob 16 Sty, 2010 17:47

A jak ci się podoba rozleniwiony, drzemiący Rpattz? *kuje żelazo póki gorące :twisted: *

Odnośnie scenariusza. Ahem... Powiem szczerze, że ta ucieczka spod szkoły to też jeden z imho fajniejszych momentów w Eclipse. Już nie chodzi o to, że następują sceny z Jacobem, ale kwestia przygotowania tego wszystkiego. I pokazuje, że Bella nie życzy sobie być pilnowana i ograniczana w kwestii spotkań z tymi, których lubi. Ona jest poza wszelkimi paktami (choć potem staje się jego centrum). Spontan i bunt. I odjazd na motorze. Mrrruuu... A tu lipa! W filmie, jeśli to, co tam zapodali, to faktyczny stan rzeczy, zamierzają to najwyraźniej - pardon my french - spieprzyć. :roll:

EDYCJA: Biorąc pod uwagę, że Bella wcale się nie paliła do małżeństwa, mógł choć wyglądać tak, jak ona by tego chciała. Mógł być nieco skromniejszy (ja np. gdybym nie daj Eru miała się kiedyś chajtać, to też wolałabym skromniejszą wersję, bo nie lubię wielkich pomp).
Acz fakt, że zachowywała się, jak rozmemłana ciapa (proszę docenić to dodatkowe "a"), robiąca komuś łaskę.
Niemniej przebieranie Belli, imprezy... jeśli dziewczyna nie chciała, to po co na siłę ją uszczęśliwiać? Alice, skoro była taka niewyżyta w kwestii organizacji czegokolwiek, mogła sobie znaleźć inne poletko, a nie bratową.

spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 17:51

Nie wypowiadam się odnośnie scenariusza, chcę zobaczyć całość i wtedy dopiero ocenię efekt. Może jakoś sensownie to wszystko połączą, tak jak ze scenami motorowymi w New Moon. Trzymam kciuki. Mam tylko nadzieję, że Edward i Jacob dostaną mniej więcej tyle samo czasu antenowego i każdy zaprezentuje się od jak najlepszej strony. Eclipse jest moją ulubioną częścią sagi i uważam, że film też ma potencjał być najlepszy.
RaczejRozwazna - Sob 16 Sty, 2010 17:54

Agn napisał/a:
A jak ci się podoba rozleniwiony, drzemiący Rpattz? *kuje żelazo póki gorące :twisted: *


Agn, bo przyłoże chochelką :bejsbol: :wink: Jestem na etapie powracania do samej siebie. Uda się uda :trzyma_kciuki: :trzyma_kciuki: :trzyma_kciuki:

a tak naprawdę - skojarzyło mie się z faunem drzemiącym podczas sjesty gdzieś na południu ("Popołudnie fauna" Debussy'ego :wink: )

Agn - Sob 16 Sty, 2010 17:55

Ech, mogłam poczekać na odp. i wtedy pisać, a nie babrać się edycją. Teraz robię "bump!", by było ją widać. ;)

Rozważna, nie prowokuj mnie, bo ci nawrzucam takich fotek Roberta, że ani się obejrzysz, a będziesz jego wierną wyznawczynią. Wystarczy, że znów rzucę coś z RM. :twisted: CHOCHLI SIĘ NIE BOJĘ!!!

RaczejRozwazna - Sob 16 Sty, 2010 18:39

Dobra poddaję się i wycofuję. Prowokacji nie zniosę... :wink:

a co myślę:
Alice i mnie irytowała z tym uszczęśliwianiem Belli na siłę. Do dziś wspominam traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, gdy mnie, dziecko zamknięte w sobie i nie znoszące bycia w centrum uwagi, a zarazem ładniutkie, moje ukochane ciocie ubierały w rózne śliczne sukieneczki i zabierały na spacery. I te westchnienia - jakie to śliczne dziecko. Brrrrr :confused3:
Według mnie akurat między Bellą a Alice nie ma większej róznicy - obie były niezadowolone i okazywały to, gdy coś szło nie po ich myśli.
ja nie mogę zrozumieć niechęci Belli do małżeństwa jako takiego przy tej wielkiej miłości do Edwarda, bo sama uciekałabym gdzie pieprz rosnie od wesela organizowanego przez Alice... :roll:

Co do zachowywania się Edwarda w Eclipse już się wypowiadałam i zdania nie zmieniam. Tylko, że dla mnie to nie jest wyraz arogancji , lecz jakiejś krótkowzroczności, pewności siebie i swoich racji i niezrozumienia potrzeb Belli. Przypomina mi się scena w "Nędznikach" Hugo, gdy ten młody człowiek, który poślubia Cosette, dowiadując się, że Jean Valjean jest byłym galernikiem robi wszystko aby ją od niego odizowlować. Nie zauważa przy tym, że to, jaka ona jest, zawdzięcza własnie swemu przybrameu ojcu... W "Eclipse" to idzie jeszcze dalej - to tak jakby więzień który wyszedł na wolność i ożenił się z miłości z piękną dziewczyną izolował ją od jej ojca, bo ten był... więźniem.

EDIT 1; Co do Emily - wydaje mi się, że świadomość, iż jest się zdolnym do czegoś takiego gdy się nad sobą nie panuje wystarcza, aby po raz wtóry do tego nie doszło. Nie sądzę, żeby nie tylko Jakob, ale równiez kto inny ze sfory (no, może poza Paulem, to taki odpowiednik Jaspera :lol: ) mając przed oczyma twarz Emily mógł się zapomnieć do tego stopnia. Jakob świetnie nad soba panuje. Tak czy siak, Edward po swoim powrocie nie ma moralnego prawa wyrokować, że sfora jest dla Belli niebezpieczna.

EDIT 2; Co do tez w ZiF - mnie one nie przekonują - ale to moje skrzywienie zawodowe. Tak jak do Jacoba nie pasuje ideał buddyjski (przeciez Jacob to czysta aktywność właśnie a nie bierność! Swoją ścieżką strasznie podoba mi się sposób w jaki on walczy o Belle - tak zębami i pazurami - dosłownie i w przenośni :lol: ), tak do obu bohaterów nie pasuje określenie 'pokora". To okreslenie pasuje mi jedynie do Carlisle'a, jeśli już do kogokolwiek w sadze. Ani Jakob, ani Edward nie byli pokorni.

spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 18:56

Agn napisał/a:
Niemniej przebieranie Belli, imprezy... jeśli dziewczyna nie chciała, to po co na siłę ją uszczęśliwiać?

wbrew temu, co nam mówi saga Zmierzchu nie wszystko na świecie kręci się wokół Belli. W dalszym ciągu uważam, że przy slubie Alice miała rację, co nawet durna Bella jej przyznała.

Agn - Sob 16 Sty, 2010 19:30

No i właśnie - a Alice chciała, by Bella była w centrum "wszechświata", kiedy organizowała jej to gigant weselicho, na które ja bym chyba nie przyszła jako panna młoda. :-P

A teraz uwaga, ja na chwilkę zaRobertuję... Jest taki film z nim The summer house. Nigdzie tego znaleźć nie mogę, żadna stacja tego nie nadaje. Czy ktoś wie, gdzie by to można było ewentualnie zobaczyć? Może na jakimś kanale esperanto czy choinka wie, gdzie? Za jakieś informacje jestem w stanie napisać listę (taką, dajmy na to, dziesięciopunktową) rzeczy, za które lubię (lub chociaż podziwiam) Edwarda.
Albo popełnić o nim jakiś sympatyczny tekst, jeśli zniesiecie kolejną dawkę grafomaństwa...

spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 19:36

Na moim kanale tego nie ma, a ponieważ nie śledzę kariery Pattinsona jakoś nie szukałam na innych dostępnyhc mi kanałach, ale poszukam i jeśli znajdę to dam znać, bo nagroda jest nader kusząca :mrgreen:
Agn napisał/a:
kiedy organizowała jej to gigant weselicho, na które ja bym chyba nie przyszła jako panna młoda

czy to było takie gigant weselicho? Rodzice Belli, Cullenowie i znajomi Belli i Edwarda ze szkoły, kilku Indian z rezerwatu...sami swoi.... :mysle:

Agn - Sob 16 Sty, 2010 19:47

Wiesz, powiem tak - dla mnie impreza (w rozumieniu: impreza, a nie wyjście na piwo), na której chodzi o to, by się BAWIĆ, a na której jest więcej niż 5 osób i nie jest to zjazd forumowiczek, gdzie są ludzie o podobnych do moich zainteresowaniach, to już dla mnie tłok. I źle się czuję. Myślę więc, że i dla Belli było to dosyć niewygodne i całkiem stresujące. Że jej się w końcu podobało to inna bajka, ale przecież tak nie musiało być.

No musiałam jakąś pokusę wrzucić ludziom. A ja... w sumie pooglądałam z nim parę filmów. Wysiadłam na How to be, które okazało się bezbrzeżnie drętwym filmem, więc nie obejrzałam do końca. Ale TSH bym chciała obejrzeć. Bo tam jest taka motylkowa scenka...
http://www.youtube.com/watch?v=Ly3s82I0_Yg
Wprawdzie dziewczyna najwyraźniej go odrzuca (i pewnie słusznie, bo to jest jakiś jej były, który wraca jak zły duch), ale... te ręce... rany, jakie on ma cudniaste dłonie... :thud:

spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 20:21

Ale fryzurę ma koszmarną :-|
Agn - Sob 16 Sty, 2010 20:24

Lata 60-te, czego wymagasz? ;)
spin_girl - Sob 16 Sty, 2010 20:25

Agn napisał/a:
Lata 60-te, czego wymagasz? ;)

a, nie wiedziałam, że to maja być lata 60-te :-)

Agn - Sob 16 Sty, 2010 20:33

Konkretnie lato 1969 roku. Kurde, no nigdzie nie ma. Pochlastam się. 12-minutowy, króciutki filmiczek. I żeby żadna stacja go między reklamy nie dała rady wcisnąć, szlag by to... nawet CocoJumboTV. Hmpf!
RaczejRozwazna - Sob 16 Sty, 2010 22:37

http://gfx.filmweb.pl/ph/80/20/448020/135436.1.jpg

tak jakoś mi się otworzyło :rotfl:

http://gfx.filmweb.pl/ph/80/20/448020/135439.1.jpg

a tu wygląda całkiem, całkiem...

ale tutaj :zalamka:

http://gfx.filmweb.pl/ph/80/20/448020/163848.1.jpg

Agn - Nie 17 Sty, 2010 08:49

A, to są foty z How to be. IMHO beznadziejny film. Ale mnie się to zdjęcie b. podoba.



I ujęcie m.in. z trailera, jak idzie ulicą na wprost kamery i się tak wtula w kurtkę. Mmm...

spin_girl - Nie 17 Sty, 2010 18:07

Nie, jednak zdecydowane nie dla tej fryzury. :confused3:
Zdecydowanie fryzura a la Edward najlepiej wydobywa jego urodę. Już nawet prywatna wersja tej stylizacji średnio mi się podoba. Uważam, że powinien zachować swoją filmową fryzurę.

RaczejRozwazna - Nie 17 Sty, 2010 21:32

Cóz, ja też uważam, że Edwardowe wcielenie jest najlepszym z (dotychczasowych) wcieleń Pattinsona. Szczególnie zaś nie odpowiada mi jego własny styl ala kloszard... :?

Taka jeszcze jedna mała uwaga, która narodziła mi się po przeczytaniu scenariusza i przypomnieniu w związku z tym fabuły "Eclipse". To co zrobił Edward, a mianowicie uświadomienie Jake'owi tuż przed bitwą, że planują z Bellą ślub, świadczyło albo o jego całkowitej głupocie albo podłości. Ponieważ Edward miał być szlachetny, więc powiedzmy, że to pierwsze. (Nie wiem czy w założeniu Meyer Edward studiował też psychologię; jeśli tak, to niewiele z niej wyniósł....) Przy tym niskim postępku wszystkie wyskoki Jacoba to naprawdę pikuś. Zresztą to jest też zupełnie nielogiczne - po tej nocy, podczas której zaczęli się nawzajem rozumieć (tzn. Jake i Edward) nagle taka szpila... Świństwo popełnił i tyle. Powinien pozwolić Belli samej to rozegrać, odrobina delikatności po prostu się Jacobowi należała.
Jak widać - wracam do siebie... :mrgreen:

asiek - Pon 18 Sty, 2010 08:30

Czy ktoś już przeczytał "Szeptem" ? :-) ... Ja właśnie zaczęłam lekturę i trudno pozbyć mi się skojarzeń ze "Zmierzchem" Meyer. Zobaczymy jak akcja rozwinie się dalej. :wink:
Póki co bohaterka Nora, mająca spore problemy emocjonalne, poznała na lekcji biologii tajemniczego Patcha. Chłopak jednocześnie fascynuje ją i przeraża. Dodatkowo ktoś lub coś nawiedza ją nocami. :wink:

spin_girl - Pon 18 Sty, 2010 09:49

Nawet nie mogła zmienić przedmiotu...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group