Ekranizacje - Nowa nowa nowa ekranizacja Jane Eyre?
Admete - Sob 30 Lip, 2011 16:47
Może kiedyś sama sprawdzę...
BeeMeR - Sob 30 Lip, 2011 18:18
ja na pewno kiedys sama sprawdze
behemotka - Nie 31 Lip, 2011 15:15
zgadzam się, przede wszystkim film jest nudny – po prostu nudny
Pierwszy raz w ogóle mnie nie interesowało, co się stanie i z Jane i z Rochesterem
Dodatkowo „pocięta” chronologia i usunięte wątki sprawiają, że moim zdaniem ktoś kto nie czytał książki nie zrozumie połowy filmu
Na Wasikowską patrzeć nie mogę, jednocześnie za ładna i za brzydka, a aktorka beznadziejna –(wg mnie, zaznaczam)
milenaj - Nie 31 Lip, 2011 15:45
Napisałam sobie cały post i przypadkiem zamkło mi stronę.
arlekin - Nie 31 Lip, 2011 21:21
BeeMer, bo mnie na tej stronie o jakies hasło pytają. O co chodzi?
Akaterine - Pon 01 Sie, 2011 09:58
Zgadzam się częściowo z opiniami wyżej, film jest po prostu nudny. Scenariusz akurat nie jest według mnie taki zły (rozumiem, że twórcy po prostu chcieli zrobić coś inaczej. Lepsze to niż gdyby mieli coś "unowocześniać"). Najgorsze jest aktorstwo - drętwe jak w serialach BBC z lat 80., zero uczuć, zero chemii między bohaterami, miałam ochotę przewinąć wszystkie rozmowy Jane i Rochestera, nie było między nimi żadnego porozumienia, on coś mówił, ona mu odpowiadała (oboje cały czas tym samym tonem i z tym samym wyrazem twarzy), żadne nie wydawało się tymi rozmowami zainteresowane.
Co do urody Jane to według mnie Mia Wasikowska jest dość ładna, ale przeciętna, pasowałaby raczej do roli jakiejś zwykłej, ładnej dziewczyny, jak któraś z sióstr Rivers.
Ktoś poznał, że St Johna grał Billy Elliot?
BeeMeR - Pon 01 Sie, 2011 11:20
| arlekin napisał/a: | BeeMer, bo mnie na tej stronie o jakies hasło pytają. O co chodzi? | powinno wejść: historiasdepoca albo www.historiasdepoca.es
arlekin - Śro 03 Sie, 2011 20:27
To są hasła do tamtej strony?
Przepraszam, że tak cie morduje ....
BeeMeR - Czw 04 Sie, 2011 08:22
do tych konkretnych plików, żeby go rozpakować, jak już pobierzesz linki. Jakbyś miałą dalej problem pisz na pw
achata - Czw 04 Sie, 2011 11:44
Ale chyba jest duża wierność książce. Widziałam amatorskie wideoklipy i dostrzegłam detale książkowe których w serialu nie było. A książkę odświeżałam sobie całkiem niedawno.
Ja i tak zamierzam obejrzeć
praedzio - Czw 04 Sie, 2011 13:44
Ja na razie obejrzałam częsć (na resztę zabrakło czasu) i stwierdzam, że nie jest tak źle.
Admete - Nie 07 Sie, 2011 13:11
Moim zdaniem ta wersja jest dobra, tyle tylko, że sama historia się "zużyła". Jakiś czas temu stwierdziłam, ze dzieje Jane Eyre i Rochestera mnie nudzą. Nie ma w nich ( w moim odczuciu ) ani krzty romantyzmu. Rochester mnie wkurza, bo jest krętacz, a Jane jest egzaltowana. To już przy tej serialowej wersji się nudziłam. Chyba wyrosłam z tego typu opowieści.
achata - Sob 17 Wrz, 2011 13:06
Obejrzałam wreszcie wczoraj i jestem bardziej na tak niż nie.
Może zacznę od tego co mi się podobało
1. Obsada- o ile Mia nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, to aktorka grająca małą Jane jak dla mnie była świetna. Reprymenda jakiej udziela cioci Reed wygłoszona jest z takim skupionym spokojem i siłą, że ta scena w tej adaptacji po raz pierwszy mnie poruszyła.
Judi Dench jest jak na mój gust niezła, dobrze dopasowana Helenka Burns, Adelka ujdzie, natomiast Micheal Fassbender elektryzezował mnie przez cały film. Ten aksamitny głos, przeszywające spojrzenie. Fantastycznie potrafił zagrać sarkazm, oschłość względem Adelki czy Blanche a także ujmujące ciepło w stosunku do Jane. Postać pokazana podobnie jak w adaptacji z 1996 r. (do tej pory mojej ulubionej z ulubionym Rochesterem), tylko znacznie seksowniejsza. W odróżnieniu od Tobiego Stephensa ten Rochester wydaje się nieświadomy swojego seksapilu, swobodnie wyrażający swoje uczucia bez próby oczarowania loczkami czy ciasnymi portkami.
2. Dialogi- od czasu do czasu uświadczałam zaskakującego dowcipu w wenie twórczej scenarzysty np. riposta Jane na temat skrzatów. Te małe iskierki słowne bardzo mi umilały oglądanie filmu.
3. Uduchowienie. Scenarzysta uparcie zachował wszystkie fragmenty dialogów świadczące o wierze w sprawy nadprzyrodzone czy zasadach moralnych bohaterów. Posiłki poprzedzone modlitwą i niektóre może trochę staroświecko brzmiące dialogi są rzadko spotykane we współczesnych adaptacjach, ale dla mnie tej historii nie powinno się sprowadzać tylko do historii miłości młodej dziewczyny i jej chlebodawcy. Obraz moralności epoki i wewnętrznej siły Jane jest ważną częścią tej historii i ciesze się, że został zachowany.
4. Muzyka ciekawa, chociaż momentami męcząco monotonna. Pejzaże piękne w swojej surowości. Choreografia wydaje mi się dopracowana.
Film nie jest jednak doskonały .
1. W fabule zabrakło wielu scen, które pogłębiłyby wiarygodność toku wydarzeń. Tajemnicza zjawa została zredukowana do minimum i ani razu nie można zobaczyć Grace Pool. Na dodatek wiele ciekawie się zapowiadających scen ze zwiastuna w filmie się nie znalazło. W scenach wyciętych na tubisiach znalazłam między innymi rozwiniętą cenę gry w badmintona z następująca po niej rozmową i niezłą scenę przypadkowego spotkania Jane z Blanche Ingram oraz Berthę drącą welon Jane (może tego ostatniego i słusznie nie umieszczali)
2. Film ma dość spokojny i leniwy rytm, zawiera wiele scen z milczącą Jane i niekiedy traci tempo i zaczyna nudzić
3. Zdecydowanie słabe i pozostawiające niedosyt zakończenie. Rochester zbyt wyprany z emocji, równie dobrze mógłby zginąć podczas pożaru. Jedyna scena z Fassbenderem, którą oglądałam niestety całkowicie na zimno
Skojarzeń z serialem zbyt wielu nie miałam, może tylko w scenie ciągnięcia Jane do ślubu- mogli to sobie odpuścić. Czy kaplica nie powinna się mieścić gdzieś bliżej zabudowań zamku?
Podsumowując- cieszę się, że obejrzałam. Na pewno wrócę do wielu scen. Adaptacja ciekawa, chociaż nie doskonała.
Admete - Sob 17 Wrz, 2011 13:39
Przyznam ci całkowita rację co do małej Jane. Właściwie to podobałby mi się film będący wariacją na temat - dzieje Jane w szkole.
praedzio - Sob 17 Wrz, 2011 14:41
| achata napisał/a: | | W odróżnieniu od Tobiego Stephensa ten Rochester wydaje się nieświadomy swojego seksapilu, swobodnie wyrażający swoje uczucia bez próby oczarowania loczkami czy ciasnymi portkami. |
Uwielbiam Cię, wiesz?
nicol81 - Nie 18 Wrz, 2011 20:49
A wiadomo coś o polskim wspomaganiu do tej wersji?
achata - Pon 19 Wrz, 2011 11:00
| praedzio napisał/a: |
Uwielbiam Cię, wiesz?
|
Bardzo mi miło
Tak już mam, że Tobik mimo całego swojego wdzięku nie przekonał mnie jako Rochester.
Dzieje Jane w szkole? To taka smutna część historii, że nie wiem czy dałabym radę oglądać jako osobny film. Najlepiej i tak ten wątek ujął Zefirelli. Zdołał w krótkim czasie i pokazać obcięcie Helen włosów i pannę Temple przekonującą, że to ciężkie doświadczenie mogło dziewczynkom pomóc w dalszym życiu hartując ich charakter.
Wspomaganie mąż mi wyharatał z jakichś zakazanych stron, gdzie jest zalogowany. Mogę podrzucić
nicol81 - Czw 22 Wrz, 2011 20:45
Już jemiołuszki przyleciały do mnie, ale dzięki
Mnie przeszkadzało to, że to nie Helen obcinano włosy.... tylko innej. Helen mi do wątku nie pasowała.
achata - Pon 26 Wrz, 2011 10:47
Doczytałam- masz rację, tzn. Pan Brocklehurst się czepiał innej dziewczynki ale włosy chyba obcięto zbiorowo. Mnie to jednak u Zefirellego pasowało. W książce jest inna scena kiedy Jane demonstruje solidarność z Helen- opaska na czole. Tutaj upieczono dwie pieczenie na jednym ogniu.
Anonymous - Pią 14 Paź, 2011 12:31
| Mag113 napisał/a: | | Rochester Fassbendera jest dobry, ale w mojej opinii nie ma w nim pewnego elementu charyzmy, wielkopańskości, obycia z wielkim światem, ale i owej ciemności duszy, która musi towarzyszyć tej postaci. Już i tak Stephensowi zarzucano, że jego bohater nie jest straszny, mroczny, trudno właściwie doszukać się w nim obecności wielkiej tajemnicy. |
Czytuję tą wypowiedź, podpisuję się pod wszystkim. Mnie w tej wersji brakowalo najbardziej pokazania bliskości Jane i Edwarda, ja nie kupuję ich miłości, w filmie nie ma nic co świadczyłoby o tym, że Ci dwoje mają się ku sobie, zrezygnowano z wielu, jak dla mnie ważnych detali, odzyskanie przez Jane rodziny, faktyczne odzyskanie, a nie tylko przysposobienie, brak tajemnicy dworu, bo tu jest coś przebąknięte bez ładu i składu. Ja rozumiem, że to film i pójść musieli na skroty, ale obcięli za dużo.
I nie zgadzam się, że Rochester serialowy czarował loczkami i ciasnymi portkami, ten nie ma tej szatańskiej złośliwości, zresztą o tym Mag napisała. My dostaliśmy ładne zdjęcia, wyprane emocje. Bo przecież w serialu emocje grały jak berlińska orkiestra symfoniczna a tutaj, ledwo coś tam na harmonijce przebąknęło i umilkło. Tak, że nie wiem czy był jakiś motylek, czy to wspomnienie motylka było...
Anonymous - Pią 14 Paź, 2011 12:57
a ja ciagle jeszcze mysle Ogolnie bardzo nudnie sie zgadzam
Admete - Pią 14 Paź, 2011 13:25
Chętnie bym obejrzała znów wersję Zeffirellego. Ona jako jedyna mi się naprawde podobała. Tak całościowo. Nie jestem i nie byłam nigdy zafascynowana postacia Rochestera. W zasadzie to na obecnym etapie czytelniczego żywota nawet go nie lubię. Tamta wersja mi odpowiadała nastrojem i doborem aktorów.
Anonymous - Pią 14 Paź, 2011 13:32
A widziałaś tą nową czy zrobić ten tego Ci ?
Ania Aga - Pią 14 Paź, 2011 20:17
http://www.polskieradio.p...widzi-Jane-Eyre
Ja jeszcze tej ekranizacji nie widziałam
Anonymous - Pią 14 Paź, 2011 20:52
A ja chyba nie widziałam ekranizacji o której piszą w tej recenzji....
|
|
|