Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
Alison - Pon 29 Paź, 2007 23:15
| nicol81 napisał/a: | O kocie się nie wypowiadam, bo nikt nie chce mi o nim opowiedzieć
|
Miśku, nie będziemy Ci opowiadać, lepiej sama obejrzyj. Kilka (naście?) postów wyżej jest link do wyciętych scen i bodaj w drugiej części jest scena z kotem i Twoim ukochanym Drągalkiem
Anonymous - Wto 30 Paź, 2007 01:14
Nicol, tak wielu znasz socjopatów?
nicol81 - Wto 30 Paź, 2007 15:35
Z pełnym poświęcenia wysiłkiem dobrnęłam do kota i żałuję, że to wycięli. Jest cudowny, Wisley też. Przypomina to, jak w Harrym Potterze nr 4 Neville tak ćwiczył. Tylko, że jemu udało się spędzić całą noc z Ginny. Biedny Wisley...
Loana - Wto 30 Paź, 2007 16:04
Zadam glupie pytanie - a gdzie tam jest kot? Widzialam scene jak Wisley cwiczy taniec, ale kota nie zauwazylam... -_-'
nicol81 - Wto 30 Paź, 2007 18:06
Kot jest obok i wspiera Wisleya, kibicując mu .
Anonymous - Wto 30 Paź, 2007 18:58
a na koniec widząc, że sprawa jest beznadziejna załamał i się i zwiał (przypuszczam, że niemałe znaczenie miał instynkt samozachowawczy i wrodzona chęć ujścia z życiem ...)
Loana - Śro 31 Paź, 2007 09:24
A co do kota, w ktorym miejscu go widac??? Na Youtubie jest bardzo ciemny obraz, widze tylko Wisleya i zaden kot nie mignal mi przed oczkami... Oprocz tego, czemu kot mialby uciekac z powodu Wisleya? Wg mnie calkiem dobrze mu idzie nauka, na pewno tanczy lepiej niz ja! I podoba mi sie, ze nie siedzi na tylku, tylko uczy sie sam .
maenka - Czw 01 Lis, 2007 10:57
Jeśli oglądałyście sceny niewykorzystane w filmie to na pewno widzialyscie scene pierwszej próby oświadczyn Wisley'a. Jest to w dniu kiedy przyjeżdza Henry na samym poczatku filmu. Scena zaczyna sie, że Wisley puka do domu Austenów a potem jest razem z Jane w ogrodzie i rozmawiają kiedy pod drzwi domu podjeżdza Henry. Jane przerywa dukające wyznanie Wisley'a i biegnie w stronę brata.
Zauważcie, że w filmie kiedy przyjeżdża Henry siostry są w pokoju. biegną do drzwi a potem.... Jane, która zbiegała po schodach nodbiega od strony ogrodu.
Trochę im się chyba pomieszało przy montażu.
Zauważyłyście może jeszcze podobne wpadki?
Anonymous - Czw 01 Lis, 2007 19:19
Ja jezcze tylko słowko do Loany - Słońce, kot jest zaraz na poczateczku tej sceny, potem Wisley tanczy, co w 8 minucie sklania kota do ratowania życia.
Loana - Pon 05 Lis, 2007 10:07
Aine, dziekuje Ci za instrukcje. Moze podajcie mi jeszcze ubarwienie tego kota, to bede wiedziala, co szukac. Bo nie umiem sobie rozjasnic filmiku i ledwo widze Wisleya oraz jakies okno, reszta to ciemna plama... -_-'
dla Aine
nicol81 - Pon 05 Lis, 2007 13:38
Kot jest biało- czarny. Lub czarno- biały.
Matylda - Śro 07 Lis, 2007 20:16
Przeleciałam watek bo dawno mnie nie było i trzeba trochę pamięć odświeżyć . I co zobaczyłam
| nicol81 napisał/a: | Dniówka, tygodniówka, miesięczniówka- jeden pies. Nie sądzisz, chyba, że przychodził do wuja, mówiąc: Proszę o kasę, bo muszę opłacić trzy dziwki z ubiegłej nocy?
Tom nie jest dla mnie postacią do lubienia, gdyż jest tak zamotany jako postać, że wcale go nie znam po dwóch godzinach. A jest głównym bohaterem. |
Ojej a leciał jeszcze jakiś film gdzie można tego Wisleya poznać lepiej
W zakochanej Jane tylko mignął
Lefroya szkoda na prezydenta !!!
Lefroya trza do ołtarza zaciągnąć !!!
Ech ja tam bym mogła nawet w konkubinacie . Jeden pies grunt , że byłby blisko
Matylda - Sob 10 Lis, 2007 21:02
Wczoraj widziałam Waszego Winsleya czy jak to sie pisze w odcineczku z Panna Marple
On ma przerażający głos
Az tak niskich to chyba nie lubię
Alison - Sob 10 Lis, 2007 21:22
| Matylda napisał/a: | Wczoraj widziałam Waszego Winsleya czy jak to sie pisze w odcineczku z Panna Marple
On ma przerażający głos
Az tak niskich to chyba nie lubię |
Jak jest z metra cięty, to choć głos musi mieć niski
Gosia - Nie 11 Lis, 2007 16:41
To pewnie byl odcinek: Panna Marple: Tajemnica Sittaford (2006). Niestety go nie znam
Musialabym sobie przypomniec, ale kojarze ze glos ma Laurence Fox chyba troche ponury, co nie zmienia faktu, ze choc urodziwy to on moze nie jest ale jako Wisley jak dla mnie wygrywa z Tomem
EDIT: O qurcze, ta Miss Marple jest dzis o 18.00 w Hallmarku
Chyba sobie obejrze
Jeannette - Pią 16 Lis, 2007 20:54
Jestem po obejrzeniu Becoming Jane. Otarłam grube łzy i chciałabym się podzielić refleksjami. Matulu, jaki to smutny film! Poryczałam się jak bóbr przy paru scenach. Osobiścia wymiękłam ze śmiechu przy sekwencji w bibliotece, po odczycie, na pierwszym balu. Ale ten humor cały czas był zabarwiony czymś gorzkim, bo wciąż tłukło mi się po głowie - i tak się rozstaną. Ale gdy Jane szuka Toma podczas balu u Lady Gresham...no po prostu czuć jej mękę, nadzieję, oczekiwanie. Wiele momentów było niedorzecznych dla oświeconych, ale to można spokojnie pominąć. Podobało mi się jeszcze jak Jane zmieniała się pod wpływem Toma i swojego uczucia do niego. Stała się kobietą dojrzałą, "uświadomioną", a także lepszą pisarką. Nauczyła się cenić słowa i je ważyć, nauczyła się skromności i pokory wobec swojej twórczości. Piękne są momenty gdy pisze, gdy w zapamiętaniu pochyla się nad papierem i tworzy te dzieła, które dziś czytją miliony. Wiele jest nawiązań do powieści, ale to miłe znajdować takie smaczki.
Jeśli chodzi o postaci to Tom nie jest godny lubienia, może o wina scenariusza, ale tak naprawdę nie wiem jaki on był. Wisley natomiast jest świetny, mógł być dla Jane mężem, opiekunem, przyjacielem, może nawet ukochanym? Fantastyczna jest także Cassandra i związek pomiędzy nimi, który tak zgadza się z faktami.
Od strony wizualnej nie mam BJ nic do zarzucenia - piękne zdjęcia, muzyka, plenery, stroje. Po pierwszym wstrząsie jednak przyznam, że za dużo w tym filmie romantyzmu, za mało wierności faktom. Na koniec narzuca mi się tylko pytanie: jak to było naprawdę? Czy Jane kochała Tom, czy on kochał ją prawdziwie? Czy faktycznie chciała z nim uciec? Może był to tylko przelotny flirt? Chociaż nie wiem czy flirt wpłynąłby tak na twórczość Jane. Bo chyba coś musiało nią wstrząsnąć, aby zaczęła pisać tak dobrze. I musiał to być porządny wstrząs. Niemniej przyznam, że oglądałam film bez niesmaku, Jane stała się dla mnie bardziej żywa, namacalna. Zastanawiam się jak by to było gdbyby wyszła za mąż? W recenzji "Dziennika" było takie ładne zdanie:
"Wsztscy dalej będą grać w grę, której nie lubią, ale którą akceptują z zaciśniętymi zębami. Wszyscy poza Jane. Ona nie wyjdzie za mąż. Nie da się sprzedać, nie będzie po raz rugi próbować miłości. Napisze za "Dumę i uprzedzenie", a Toma, który ją porzucił, unieśmiertelni jako dumnego pana Darcy'ego."
Alison - Pią 16 Lis, 2007 21:31
| Jeannette napisał/a: | | "Wsztscy dalej będą grać w grę, której nie lubią, ale którą akceptują z zaciśniętymi zębami. Wszyscy poza Jane. Ona nie wyjdzie za mąż. Nie da się sprzedać, nie będzie po raz rugi próbować miłości. Napisze za "Dumę i uprzedzenie", a Toma, który ją porzucił, unieśmiertelni jako dumnego pana Darcy'ego." |
Zdanie ładne, choć nie zgadzam się ze słowem "porzucenie" bo nikt tu nikogo nie porzucił. I dalej pozostaję w osłupieniu nad waszym odbiorem głównych postaci. Oglądałam wywiad z reżyserem i producentem i z tego co mówią wyraźnie wynika, że Tom z założenia był postacia pozytywną, która miała uosabiać wszystkie marzenia Jane o mężczyźnie, a z którego musiała zrezygnować z powodu sytuacji życiowej obojga. Wisley był tu postacią marginalną, miał być tylko kontrastem dla Toma, służącym pokazaniu tego przed jakim wyborem stanęła - albo wymarzony z pasmem problemów życiowych, albo taki manekin ale z zapleczem socjalnym. Nie wybrała żadnego. Tzn. wybrała niespełnioną miłość do Toma, którą uwieczniła w powieści zwieńczonej happy endem, żeby obojgu dać namiastkę szczęścia czy wyobrażenia o szczęściu jakiego mogliby zaznać w innych okolicznościach. Tak ja to rozumiem. To dla mnie fenomen socjologiczny, że tyle sobie dośpiewałyście do postaci, która właściwie nic w tym filmie nie znaczyła... Ale oczywiście ten post nie ma być zaczynem kolejnej dyskusji, na którą ja juz nie mam siły
Marija - Pią 16 Lis, 2007 21:38
Taaak . Też się zmieniam w słupek i tak sobie postoję, żeby już nie mącić .
Admete - Pią 16 Lis, 2007 21:43
A może to zwyczajnie zasługa aktora, który z małej rólki wykrzesał ile się dało?
Też nie mam zamiaru wszynać dyskusji Zresztą jestem dziś tak absolutnie rozpłynięta z powodu braci Winchesterów, że nie myślę logicznie
Marija - Pią 16 Lis, 2007 21:45
Że niby jak się mało odzywa, to ma bogate wnętrze?
A niech mu będzie, co mi tam
Admete - Pią 16 Lis, 2007 21:49
Nie o to mi chodziło. Może zwyczajnie dobrze zagrał. Ja właściwie nie znam tego aktora, ale go zapamiętałam. Nie jest żadną gwiazdą, niewiele osób go kojarzy, ale wykonał najlepiej jak mógł swoją pracę i dobrze mu wyszło. Tak obiektywnie i bez żadnych wielkich emocji mogę to stwierdzić. Oddać szacunek aktorowi.
Gosia - Pią 16 Lis, 2007 21:50
Ja jednak sadze, ze rezyser obdarzyl nieswiadomie te postac (mowie o Wisleyu) zwlaszcza w koncowych scenach jakims wewnetrznym cieplem. Dla mnie MacAvoy to pyszalek (zwl. na poczatku) ktory zawrocil w glowie dziewczynie i nie poniosl zadnych konsekwencji (chyba ze uznac za nie pewien koncowy zal).
A Wisley to ktos na kim mozna by bylo sie oprzec. Okazal sie bardziej mezczyzna niz Tom, ktory ugial sie pod presja innych i nie walczyl o szczescie. Wisley zrezygnowal z Jane tylko dlatego, bo uznal, ze kobieta ktora go interesuje, kocha innego.
Marija - Pią 16 Lis, 2007 21:53
Bardziej świadomy pozer, niż nieświadomy pyszałek
Gunia - Pią 16 Lis, 2007 23:01
A czy wątek Henry'ego i Francuzki ma jakiekolwiek podstawy w faktach?
Admete - Pią 16 Lis, 2007 23:04
Guniu jak najbardziej ma. Była jego żoną.
|
|
|