Literatura - Proza i poezja - Najgłupsze książki, jakie wpadły wam w ręce
praedzio - Pon 07 Sty, 2008 12:20
Aua...! Gorsza sprawa, że mam obolałą gębę i nie za bardzo mogę się śmiać...
izek - Pon 07 Sty, 2008 12:26
A co się stało, za dużo śmiechu w weekend
praedzio - Pon 07 Sty, 2008 12:36
A zajrzyj do wątku zdrowotnego... Już się poskarżyłam.
Ale fragment wyszperałaś niesamowity! Z jakiej to książki?
izek - Pon 07 Sty, 2008 12:52
na poprzedniej stronie opisuję mój typ goopiej książki - Gra Neila Straussa
Już ide do zdrowotnego wątku... aa, to faktycznie musi boleć. Czyli nie boli Cię raczej bo wyśmiałaś kogoś kto chciał Cię nieudolnie poderwać (ta książka jest o nauce podrywania).
nicol81 - Pon 07 Sty, 2008 15:25
To było piękne, izek Czy ja dobrze rozumiem: sztuka=cel, sztuka+płotki=stado ?
Agn - Pon 07 Sty, 2008 17:43
Boru!!! Już chyba wiem, czemu niektórzy faceci podrywający moje koleżanki zachowują się jak kretyni - mieli styczność z tą książką.
Gunia - Pon 07 Sty, 2008 18:08
To mi przypomina brata Kate w "Kate i Leopold". Zdecydowanie: on czytał tę książkę.
nicol81 - Śro 09 Sty, 2008 21:16
No to link do vicious review, będącego personal attackiem histerycznej książki, o której wam kiedyś mówiłam:
http://www.amazon.com/rev...erBy=addTwoStar
Na polski chyba jeszcze nie przetłumaczona. Reflektujesz, Sofijufko?
Sofijufka - Śro 09 Sty, 2008 21:43
| nicol81 napisał/a: | No to link do vicious review, będącego personal attackiem histerycznej książki, o której wam kiedyś mówiłam:
http://www.amazon.com/rev...erBy=addTwoStar
Na polski chyba jeszcze nie przetłumaczona. Reflektujesz, Sifijufko? |
Apage
O mamo! Takich byków to ja dawno nie widziałam.... To już Beatrice Small wybaczę to piure ziemniaczane...
Ale... powiem Ci, że autorka, która przed napisaniem książki uczy się fechtunku według wczesnorenesansowych traktatów szermierczych, ćwiczy strzelanie z łuku oraz uczy się u jednego z najlepszych szkockich płatnerzy - i popisuje się swoją wiedzą - jest cholernie trudnym orzechem do zgryzienia dla tłumacza...
Obecna moja autorka zapełnia stronę opisem tanga argentyńskiego - no i siedzę w teletubisiu i oglądam, jak każdy z kroków i każda figura wygląda, bo ni cholery nie rozumiem....
trifle - Czw 10 Sty, 2008 10:00
O, a mi się przypomniała jedna książka ostatnio w autobusie, nie wiem czemu. Czytałam mianowicie kiedyś jakąś coś, z fantastyki, pod tytułem bodajże "Pani świata" (autorki nie pomnę... google mówią o takim tytule pani Kamińskiej, ale ja głowy nie dam, że to polskie było..). Ogólnie rzecz biorąc - było w niej zawarte odwrócenie stereotypów tzn. to mężczyźni płaczą, są słabi (psychicznie), trzeba ich przytulać i się nimi opiekować, są nazbyt emocjonalni, strzelają fochy itp, a kobiety są silne, przywódcze, opanowane. Nie była to może książka najgłupsza, najwyższych lotów jednak też nie. Trafiłam na nią całkiem przypadkiem w bibliotece, może ktoraś z was też to czytała?
Marta - Czw 10 Sty, 2008 10:56
A juści! A mnie się ta wizja całkiem podobała, zwłaszcza, że czytałam to gdy mnie mężczyźni bardzo wkurzali... Książka owszem, nie najwyższych lotów, ale do najgłupszej też bym jej nie zaliczyła... Ciekawa pozycja, do poczytania do poduszki. I owszem, pani Kamińskiej.
trifle - Czw 10 Sty, 2008 10:58
| Marta napisał/a: | A juści! A mnie się ta wizja całkiem podobała, zwłaszcza, że czytałam to gdy mnie mężczyźni bardzo wkurzali... |
Ja też i miałam dokładnie taki wredny uśmiech na twarzy
Agn - Czw 10 Sty, 2008 11:37
Mnie by się to chyba ciężko czytało. Odwrócenie (jak wnioskuję z waszych postów) to ciekawy zabieg, ale wszyscy mężczyźni o emocjach kobiet to dla mnie ciężkostrawne danie.
Marta - Czw 10 Sty, 2008 11:43
Ale to nie było aż takie złe, zapewniam Cię Właśnie o dziwo, podobał mi sie pomysł i jego wykonanie...
Agn - Czw 10 Sty, 2008 12:52
Ok, a czemu to nie jest książka najwyższych lotów? Co tam skopali?
Marta - Czw 10 Sty, 2008 13:04
Właściwie to nie wiem... Czytałam to dość dawno temu, więc dokładnie nie pamiętam... Ale nie była to książka, która na długo zapadła mi w pamięć, o której później rozmyślałam, czy do której miałam ochotę koniecznie wrócić, a takie w moim pojęciu są "dobre książki". Ta była po prostu przeciętna, choć, jak już mówiłam, pomysł odwrócenia ról był ciekawy a jego wykonanie nie najgorsze.
trifle - Pią 11 Sty, 2008 16:10
Właśnie, czemu tu ją wpisałam... bo nie jest "ostatnio przeczytana", a nie wątku "dziwadła literackie" Też już dawno to czytałam, przypomniało mi się, nie wiem, czemu, jakoś ostatnio. Z tego co kojarzę, nie jest najwyższych lotów, bo ona traktuje wszysto dość płytko, powierzchownie, nie ma tam raczej głębokich przemyśleń i ukazania tego odwrócenia psychik, to takie przeciętne czytadło do zaliczenia. Choć koncept zły nie jest, ale wykonanie nie najlepsze. Może to rzeczywiście nie jest najlepszy dla tego wątku przykład
Diana - Pon 26 Maj, 2008 21:23
Czytam sobie teraz książkę "Adrian Mole. Sekretny dziennik", zachęcona niewątpliwie opisem wycieczki klasy 4 D do Muzeum Brytyjskiego, zamieszczonym tu wcześniej. Cóż, mnie ta powieść po prostu odpręża, wyluzowuję się przy niej. I fajnie, że o niej tu wspomniano, bo dzięki temu po nią sięgnęłam.
spin_girl - Pią 12 Gru, 2008 20:03
Właśnie trafiłam na ten temat i od razu się uśmiałam
Muszę jednak wystąpić w obronie harlekinów (trudno, najwyżej wyjdę na osobę o spaczonym guście). Harlekiny zaczęłam czytać w liceum. Na tym etapie łykałam wszystko jak młody pelikanik i wszystkie mi się podobały. Potem gust mi się chyba nieco polepszył i odrzuciłam te, których akcja dzieje się współcześnie, a które na ogół są idiotyczne. Została mi za to spora kolekcja "historycznych". Oczywiście widzę historyczne nieścisłości, albo wręcz idiotyzmy, ale muszę przyznać, że wracam do tych książek uporczywie, zawsze w okresach kiedy cierpię na permanentną depresję, albo wtedy, kiedy muszę się intensywnie uczyć- w ramach odskoczni. Kiedy mózg jest przytłoczony nadmiarem wiedzy czy emocji nie ma nic bardziej odprężającego niż "soczysty" harlekin
Co do Barbary Cartland to takich głupot w życiu nie czytałam. Jej chyba płacą od strony i pewnie dlatego każde zdanie wygląda tak "bardzo...chce...mi...się...siku".
Natomiast najgłupszą i najbardziej denerwującą książką, jaką w życiu przeczytałam jest "Kochanica Francuza". Jest to książka o niczym, napisana przez przemądrzałego bubka. Zostałam zmuszona do tej lektury na studiach i żałowałam każdej strony.
Aragonte - Pią 12 Gru, 2008 20:20
| spin_girl napisał/a: | | Natomiast najgłupszą i najbardziej denerwującą książką, jaką w życiu przeczytałam jest "Kochanica Francuza". Jest to książka o niczym, napisana przez przemądrzałego bubka. Zostałam zmuszona do tej lektury na studiach i żałowałam każdej strony. |
A ja bym broniła tej książki Fowlesa, czytałam ją kiedyś z przyjemnością, z własnego wyboru, absolutnie nie jak lekturę. I komuś pożyczyłam nierozważnie, a ten ktoś nie oddał
De gustibus, wiadomo Może nie odpowiadała Ci zabawa z czytelnikiem, jaką po części uprawia tam Fowles. Ja weszłam w konwencję i było OK
A co do historycznych harlekinów i podobnych romansideł, to się zgadzam Sama czasem wracam do takowych dla odprężenia
aneby - Pią 12 Gru, 2008 22:33
| spin_girl napisał/a: | | "Kochanica Francuza" |
Najpierw obejrzałam film, książkę przeczytałam potem i dla mnie nie była taka zła. Idąc za ciosem zaczęłam "Mantissę" Fowlesa i ..... ksiązka mnie pokonała. O matko i córko, nie dobrnęłam nawet do połowy. Może czas zrobić drugie podejście ?
W końcu jestem starsza i (chyba) mądrzejsza
spin_girl - Sob 13 Gru, 2008 18:06
Co do "Kochanicy" to zdaję sobie sprawę, że występuję przeciwko książce wpisanej do kanonu literatury angielskiej, czytałam ją na potrzeby seminarium z tejże, ale zdania nie zmienię nigdy. Nie jestem przeciwniczką konwencji zabawy z czytelnikiem, ale jeśli pan Fowles chce napisać książkę o tym jak się pisze książkę (a to jest właśnie motyw przewodni tej książki) to powinien najpierw udowodnić, że sam potrafi napisać książkę. Jeśli decyduje się napisać książkę, której akcja dzieje się w epoce wiktoriańskiej to powinien wykazać nieco zrozumienia dla tej epoki, zamiast wyśmiewać ją co chwila od strojów, przez moralność po odkrycia naukowe, cały czas wytykać palcem swoich bohaterów śmiejąc się "haha! O ile ja jestem od was mądrzejszy, ja człowiek- XXwieku!"
W powieści jest jedna (słownie:jedna) niezła scena, kiedy bohater plącze się w plenerze i lada chwila natknie się na ukrytą w stodole (z powodu burzy) bohaterkę, do której czuje zwierzęcą, choć jeszcze nieujawnioną chuć. Wiadomo, że jeśli znajdą się sam na sam w odosobnionym miejscu nastąpi jakiś konkretny zwrot akcji. No więc bohater idzie, jest coraz bliżej i...nstępuje baaardzo długi opis przyrody, czy czegoś tam wzbogacony, oczywiście, o dywagacje autora. Napięcie szlag trafia. Po tym, jak pan Fowles załatwił jedyną scenę, która zdołała mnie zainteresować nic go już nie mogło uratować w moich oczach. Miażdżącą krytykę "Kochanicy"odwaliłam również na obronie, na wyraźne życzenie promotora, który robił sobie notatki Prosił mnie, żebym przeczytała "Maga", żeby mi udowodnić, że Fowles jednak potrafi napisać książkę. Wymiękłam po 100 stronach.
Doleję oliwy do ognia- z polskiego kanonu lektur najbardziej nienawidzę "Ferdydurke". Uważam, że usunięcie tego okropieństwa z listy lektur było jedynym dobrym posunięciem imć Giertycha. Jednocześnie zaświadczam, że NIE POSIADAM moherowego beretu
Ja tak sobie myślę o lekturach to przypomniały mi się jeszcze nieszczęsne "Cierpienia modego Wertera"- jedyna książka, którą rzuciłam o ścianę (zazwyczaj mam olbrzymi szacunek do książek).
"Ludzie Bezdomni" zdenerwowali mnie niezmiernie- niech mi nikt nie wmawia, że Judym to był pozytywny bohater!
Reszta lektur była, moim zdaniem, fantastyczna, szczególnie XIXw (Sienkiewicz, Prus, Orzeszkowa...).
Ktoś się ze mną zgadza? Ktoś się nie zgadza?
Marija - Sob 13 Gru, 2008 18:17
A wiesz, że chyba Cię poprę ...Do rzucania o ścianę moja córka dołożyłaby "Księgę dżungli" .
aneby - Sob 13 Gru, 2008 18:25
Generalnie lektury mają to do siebie, że człowiek jest zmuszany do ich przeczytania. Dlatego się buntuje. Te ksiązki może byłyby do zniesienia, gdyby nie konieczność rozbierania ich na czynniki pierwsze, czyli tzw analiza utworu
Marija - Sob 13 Gru, 2008 18:29
Dwa lata temu córka musiała przeczytać jako lekturę "O psie, który jeździł koleją". Na końcu książki pies ginie pod pociągiem. Dziecko w ryk, nie mogła się uspokoić. I pytanie: czy to źle, że lektura jest "drastyczna", bo życie to nie bajka, czy też powinno się unikać takich właśnie opowieści, żeby maleństw nie stresować? Zimny chów lekturowy czy dopieszczanie ("Puc, Bursztyn i goście"?).
|
|
|