To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Klub Jane Austen The Jane Austen Book Club (2007)

Alison - Sob 12 Sty, 2008 13:43

Admete napisał/a:
No chyba, że faktycznie ktoś sympatyczny. Moja koleżanke tak zeswatano i wyszło z tego bardzo udane małżeństwo :-)


Bałabym się odpowiedzialności. człowiek sam dla siebie jak źle wybierze, to sam w tyłek zarobi i przełknie, ale tak komuś zrobić niedźwiedzią przysługę... chybabym nie przeżyła. Nawet dobry znajomy cy przyjaciel, w małżeństwie z kimś może okazać się kimś nie do zniesienia.. :?

Aragonte - Sob 12 Sty, 2008 14:25

Ali, ale przecież swatanie nie oznacza zmuszania do czegokolwiek :wink:
I jak tu mówić o odpowiedzialności, skoro właściwą decyzję podejmuje dwoje dorosłych ludzi?

Żeby było jasne - mnie swatała kiedyś koleżanka, ale z marnym skutkiem :mrgreen: Facet był nudziarzem, sknerą, a co najgorsze, nie lubił fantastyki ani JA :twisted:



No dobra, trochę koloryzuję z tymi wadami :lol:

Sofijufka - Sob 12 Sty, 2008 14:35

Aragonte napisał/a:
Ali, ale przecież swatanie nie oznacza zmuszania do czegokolwiek :wink:
I jak tu mówić o odpowiedzialności, skoro właściwą decyzję podejmuje dwoje dorosłych ludzi?

Żeby było jasne - mnie swatała kiedyś koleżanka, ale z marnym skutkiem :mrgreen: Facet był nudziarzem, sknerą, a co najgorsze, nie lubił fantastyki ani JA :twisted:

No dobra, trochę koloryzuję z tymi wadami :lol:

To mnie i brata swatała niedoszła teściowa [miała dwie córy i syna]. Oboje uważalismy, że gdyby w grę wchodziła tylko teściowa, a nie jej potomstwo, to kto wie :mrgreen:
Córy były jeszcze całkiem, całkiem, ale synalek [w ojca się wdał] :thud:

Alison - Sob 12 Sty, 2008 14:42

Aragonte napisał/a:
Ali, ale przecież swatanie nie oznacza zmuszania do czegokolwiek :wink:
I jak tu mówić o odpowiedzialności, skoro właściwą decyzję podejmuje dwoje dorosłych ludzi?


Nie no oczywiście, ale wiesz, ja byłam w życiu wiele razy swatana, czasem niezwykle nachalnie i wyobrażam sobie, że ktoś mało asertywny czy mocno zdesperowany jednak jest w stanie dla świętego spokoju ulec takim "perswazjom" i pełnoletność nie koniecznie odgrywa tutaj rolę.

Admete - Sob 12 Sty, 2008 17:05

Pod terminem swatanie rozumiem przedstawienie sobie dwóch osób przez wspólnych znajomych. Nic więcej :)
Alison - Sob 12 Sty, 2008 17:15

Admete napisał/a:
Pod terminem swatanie rozumiem przedstawienie sobie dwóch osób przez wspólnych znajomych. Nic więcej :)


Ja niestety z własnego doswiadczenia rozumiem przez to dużo, dużo więcej. Mój profesor, chciał mnie wyswatać najpierw ze swoim synem, potem ze swoim bardzo dobrze sytuowanym (chyba po to, żebym się nie musiala martwić o pieniądze i spokojnie mogła pracować naukowo :wink: ) bliskim znajomym. Boże, czego on nie wymyślał, jakie knuł intrygi, w jakich stawial mnie sytuacjach. Horror! :zalamka: Już nie żyje od paru lat, więc niech mu ziemia lekką będzie, ale to był koszmar. Więc poznanie to jest tylko poznanie, ale prawdziwe swatanie to wierz mi, może być dużo, dużo więcej..

Admete - Sob 12 Sty, 2008 17:38

Pewnie tak tez może być :-) W takim razie nigdy nie byłam swatana.
praedzio - Sob 12 Sty, 2008 17:45

Admete napisał/a:
W takim razie nigdy nie byłam swatana.
Szczęściara... ;)
Gunia - Sob 12 Sty, 2008 20:02

Byłam dziś w kinie i jestem po prostu zachwycona! :serce2:
Pamięć mam krótką, więc wiele z książki pozapominałam, ale pamiętam swoje ogólne wrażenie i muszę przyznać, że film był moim zdaniem o wiele lepszy!
Niby lekka komedia romantyczna, a jednak niesamowicie urocza i nienachalna. To był jeden z tych filmów, gdzie w ogóle zapomniałam gdzie jestem i co się wokół mnie dzieje i istnieli dla mnie tylko bohaterowie. Świetnie wybrane z książki to, co było najlepsze. I dość wierne ukazanie tematu, który można by luźno ująć w słowach "my tak bardzo lubimy komplikować sobie życie", a przy tym prześliczne i szczęśliwe zakończenie. Można było i śmiać się, i płakać, i wściec (zwłaszcza na tego całego Daniela...), więc jak dla mnie był to film idealny w odbiorze, bo po prostu zajmujący.
Budzący sympatię główni bohaterowie (i wcale się nie przejmuję, że jak to stwierdziła moja koleżanka "Oni są po amerykańsku - wszyscy piękni" ;) ), nie przesadzony scenariusz i oczywiście Grigg... Cóż, on jest dla mnie najlepszym dowodem, że nie ma lepszego mężczyzny, niż taki wychowany wśród kobiet, bo są o wiele bardziej wartościowi niż ci wszyscy odrażający macho razem wzięci). Bardzo mi się podobał pomysł z tymi piosenkami wkomponowanymi w akcję.
A na sensie było oprócz mnie i mojej koleżanki 13 albo 15 osób, nie jestem pewna bo na koniec ona powiedziała głośno "Gdyby się jeszcze znalazł facet, który chodziłby na takie filmy" i rozproszyłam się przeglądaniem pod tym kątek sali. Zarejestrowałam jednego. ;)
P.S. Wiem, że napisałam to niezbyt składnie, ale jestem trochę rozproszona. :serduszkate:
Podsumowując - chyba się skuszę na DVD.

maenka - Nie 13 Sty, 2008 20:52

Ciesze się że też tak bardzo film Ci sie podobał.

A co do panów na sali to może zacznijmy przyzwyczajać wlasnych panow do naszych ulubionych filmów. W ramach rewanżu można czasem obejrzeć z nimi jakieś "pif-pafy" lub temu podobne one też mogą okazać się ciekawe. Patrz przkład Grigga i Jocelyn.

Loana - Pon 14 Sty, 2008 09:37

W kinie na sali byl facet, ktory wygladal na fana S-F - kolo 30, zarosniety i z miesniem piwnym - chyba jednak wolalabym Grigga ;P.

Przyklad Grigga i Jocelyn jest amerykansko- idealny! Ja przeczytalam troche Ursuli Le Guin, ktora podsunal mi maz (na razie trylogie o Czarnoksiezniku i jakies drobiazgi), ale maz za nic nie chce przeczytac Jane Austen :( . Do kina na to tez nie chce chodzic (poszedl raz i zalowal, ale to byla P&P 2005, wiec mial prawo...)! A ja co jakis czas ogladam te jego zombiaki... gdzie tu sprawiedliwosc?

Sofijufka - Pon 14 Sty, 2008 09:45

Loana napisał/a:
W kinie na sali byl facet, ktory wygladal na fana S-F - kolo 30, zarosniety i z miesniem piwnym - chyba jednak wolalabym Grigga ;P.

Przyklad Grigga i Jocelyn jest amerykansko- idealny! Ja przeczytalam troche Ursuli Le Guin, ktora podsunal mi maz (na razie trylogie o Czarnoksiezniku i jakies drobiazgi), ale maz za nic nie chce przeczytac Jane Austen :( . Do kina na to tez nie chce chodzic (poszedl raz i zalowal, ale to byla P&P 2005, wiec mial prawo...)! A ja co jakis czas ogladam te jego zombiaki... gdzie tu sprawiedliwosc?

Hmmmm To już Ci tylko taktyka Gromiwoi czyli Lizystraty została :mrgreen:

Loana - Pon 14 Sty, 2008 10:23

Sofijufka napisał/a:
Hmmmm To już Ci tylko taktyka Gromiwoi czyli Lizystraty została :mrgreen:

Hmmm... tzn??? :)

trifle - Pią 15 Lut, 2008 14:30

Obejrzałam sobie i ja wreszcie. Fajny film, przyjemnie się ogląda, nie nudzi. Zdecydowanie lepszy w odbiorze niż książka :roll: Podobali mi się aktorzy, piosenki. Bernadette mnie denerwowała w książce, a tutaj była chyba moją ulubioną kobietką :D I na końcu to jej "esposo" (tak brzmiało ;) ) :mrgreen:
Zakończenie, no trochę przesłodzone, ale strawne ;)
Grigg - kurczę, gdzie znajdę takiego faceta? Z takim podejściem? Uwielbiającego czytać i będącego otwartym na nowe rzeczy, nawet te uznawane za "babskie" i potrafiącego je docenić?? Ach, nie w tym świecie chyba :roll:
Myślę, że osoby, które nie znają Austen nie mają co tego oglądać, gdybym nie znała powieści, nie wiedziała kto to Lizzy albo co znaczy "zostać panią na Pemberley", to bym się chyba mocno wynudziła. A tak - było fajnie :)

Sofijufka - Pią 15 Lut, 2008 14:39

Loana napisał/a:
Sofijufka napisał/a:
Hmmmm To już Ci tylko taktyka Gromiwoi czyli Lizystraty została :mrgreen:

Hmmm... tzn??? :)

Odstawić od łoża [i ewentualnie od stołu].....

Gunia - Pią 15 Lut, 2008 15:14

trifle napisał/a:
Obejrzałam sobie i ja wreszcie. Fajny film, przyjemnie się ogląda, nie nudzi. Zdecydowanie lepszy w odbiorze niż książka :roll: Podobali mi się aktorzy, piosenki. Bernadette mnie denerwowała w książce, a tutaj była chyba moją ulubioną kobietką :D I na końcu to jej "esposo" (tak brzmiało ;) ) :mrgreen:
Zakończenie, no trochę przesłodzone, ale strawne ;)
Grigg - kurczę, gdzie znajdę takiego faceta? Z takim podejściem? Uwielbiającego czytać i będącego otwartym na nowe rzeczy, nawet te uznawane za "babskie" i potrafiącego je docenić?? Ach, nie w tym świecie chyba :roll:
Myślę, że osoby, które nie znają Austen nie mają co tego oglądać, gdybym nie znała powieści, nie wiedziała kto to Lizzy albo co znaczy "zostać panią na Pemberley", to bym się chyba mocno wynudziła. A tak - było fajnie :)

A ja wczoraj obejrzałam drugi raz i nadal kocham ten film. Oglądałam z koleżankami, które nie znają Jane Austen, albo dopiero są w trakcie czytania jej książek, ale wszyscy mieli ubaw. Faktycznie, z paru gagów śmiałam się sama do siebie, ale one też były z filmu zadowolone.

trifle - Pią 15 Lut, 2008 16:31

Fajnie, że to nie jest kolejna głupawa komedia, a jednocześnie nie jest to przyciężkawy, nadmiernie przegadany film - czego się obawiałam po przeczytaniu książki.. Buahah, podobało mi się, jak Grigg zrobił u siebie opactwo i zamek Udolpho w jednym i to jak one jednocześnie piszczały i śmiały się przy tym :D I podobało mi się, jak Prudie stała na światłach "What would Jane do?" i takie czerwone "don't walk" :D Swoją drogą - Prudie do czasu była tylko i wyłącznie wkurzająca.. :roll:
Gunia - Pią 15 Lut, 2008 16:46

trifle napisał/a:
Swoją drogą - Prudie do czasu była tylko i wyłącznie wkurzająca.. :roll:

Ja mam jakąś słabość do Prudie, bo ani przez chwilę nie mogę jej nie lubić. ;)
trifle napisał/a:
Buahah, podobało mi się, jak Grigg zrobił u siebie opactwo i zamek Udolpho w jednym i to jak one jednocześnie piszczały i śmiały się przy tym :D

To jest super, najbardziej mnie zaskakują te nietoperze.
Szalenie lubię jak Grigg się odstawia przed lustrem i zadowolonym wzrokiem spogląda na ten swój strój wyjściowy z rowerowym kubraczkiem na czele. Albo ta jego żółta koszulka na luchu z Jocelyn. No i nic nie pobije tego robocika na kanapie. :rotfl:

trifle - Pią 15 Lut, 2008 16:53

I jeszcze fajne było jak na samym początku oboje siedzieli przy barze i on udawał takiego wyluzowanego, że aż z tego luzu sięgnął po szklankę ze świeczką :rotfl:
Nie no, ja chcę takiego Grigga! :cry2:
:mrgreen:

Gunia - Pią 15 Lut, 2008 17:06

trifle napisał/a:
I jeszcze fajne było jak na samym początku oboje siedzieli przy barze i on udawał takiego wyluzowanego, że aż z tego luzu sięgnął po szklankę ze świeczką :rotfl:

Ta scena w barze to w ogóle jest przecudna. Ale świeczka to już faktycznie szczyt. :rotfl: Albo ten tekst Allegry: "On cały czas gapił mi się na biust" i ta jego mina, jak zobaczył ten nadruk. :lol:
Kurczę, znałam jednego gościa, który miał tylko trzy siostry, ale wcale nie był fajny. :(

Loana - Sob 16 Lut, 2008 17:22

Sofijufka napisał/a:
Odstawić od łoża [i ewentualnie od stołu].....

Hehe, z powodu diety maz sobie sam gotuje, a dziecka bez meza tez sobie nie zalatwie, wiec ciezko go odstawiac ;P. Ale mam nadzieje, ze namowie go na ten film, bo slyszalam komentarze, ze sie nawet panom podoba.

Prudie w filmie BYLA wkurzajaca! Ale nawet sie nie dziwie, ja z ksiazki zapamietalam jej meza jako PRAWIE ideala, a w tym filmie to oni naprawde nie mieli o czym ze soba rozmawiac -_-'. Dobrze, ze w koncu nie zrobila tego, co chciala zrobic.

Bernadette (nie wiem czemu myslalam, ze ona byla czarna??? gdzie ja to wyczytalam? bo w ksiazce tego znalezc nie moge...) okazala sie z calego towarzystwa najbardziej madra :) . A wcale tak jej nie odczuwalam po przeczytaniu, wtedy odnioslam wrazenie, ze ona jest lekko szalona.

Naprawde ciesze sie, ze film wyszedl taki lekki, bo sama ksiazka nie miala tych zalet :) .

Anonymous - Sob 15 Mar, 2008 16:58

kilka razy zabierałam się do tego filmu, aż wreszcie dziś dooglądałam i jestem zadowolona bardzo. Zamażył mi się taki klub ze spotkaniem na żywo z kawą/herbata i kulturalną dyskusją, zamażył mi się a jakże i Grigg.
On naprawdę musiał się Nią interesować, myślałam, że przy drugim zapytaniu czy przeczytała te książki co On jej polecił to machnie ręką a tutaj zaskoczenie, chłopaczyna trwał wiernie
A zakończenie to mnie rozczuliło, słodkie, ale bo to w zyciu nie ma się dosyc gorzkich zakończeń? to w filmie się oderwę troszkę, aż się biorę za Austen od nowa, bo miałam kryzys książkowy, ale czuję, ze trzeba wrócić ad fontes

Gunia - Nie 16 Mar, 2008 16:47

Świetnie dobrali aktora do roli Grigga. Hugh jest idealny! :serduszkate:
Anonymous - Nie 16 Mar, 2008 17:06

o dobrali Go cudownie. No i weź nie miej spaczonego spojrzenia na świat po takim filmie.
gdzie ja teraz takiego faceta znajdę??

MiMi - Nie 16 Mar, 2008 22:30

lady_kasiek napisał/a:
o dobrali Go cudownie. No i weź nie miej spaczonego spojrzenia na świat po takim filmie.
gdzie ja teraz takiego faceta znajdę??


Jeden się może znajdzie, ale prawie każda z nas takiego faceta by chciała i tu jest problem, znaleźć ich aż tylu!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group