To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Cykl o Ani i inne książki L.M. Montgomery

annmichelle - Wto 07 Cze, 2022 11:49

Tak czy siak powinna być adnotacja (najlepiej na odkładce pod tytułem), że to wersja skrócona.

Ja tak, z pełną świadompścią, że mam do czynienia z wersją skróconą czytałam kiedyś Dickensa "Małą Dorrit". Tam była ta informacja od razu podana.

Tamara - Wto 07 Cze, 2022 12:55

A bo kiedyś wydawali wersje skrócone, też trafiałam.
Aragonte - Wto 07 Cze, 2022 13:31

annmichelle napisał/a:
Tak czy siak powinna być adnotacja (najlepiej na odkładce pod tytułem), że to wersja skrócona.

Oczywiście, że powinna :-)

Admete - Wto 07 Cze, 2022 15:09

W czasie czytania Wojny i pokoju opuszczałam wszystkie nudne opisy bitew 😁 Ogólnie jak wiadomo rosyjska literatura była u mnie głównie z obowiązku.
Trzykrotka - Wto 07 Cze, 2022 18:42

Aragonte napisał/a:
Ale te ingerencje typu wycinki wcale muszą być dziełem tlumacza. Równie dobrze to wydawca/redaktor serii mógł ocenić "to nudne, więc idzie pod nóż" i wyciąć już na etapie przygotowywania do druku.

Prawda. Ale kiedy tłumacz w innych miejscach wykazuje się niechlujstwem i przemyka nad co trudniejszymi kawałkami, to zapala się czerwona lampka.

Aragonte - Czw 29 Wrz, 2022 19:00

Filmik o LMM - wrzucam link, żeby ewentualnie posluchać/obejrzeć, bo nie wiem, na ile jest sensowny:
https://www.youtube.com/watch?v=OM0JRnJGdBw

Admete - Śro 11 Sty, 2023 20:14

Przeczytałam "Anne z Richmond" wrażenia mam pozytywne - to tłumaczenie dobrze się czyta, ale...Jak bardzo zmieniło się podejście do zwierząt. Zauważyłam to już przy poprzedniej książce, ale teraz to już okropne. Pies pana Hamiltona i próba zabicia kota :? A tu wszyscy tacy bogobojni dookoła. Stwierdziłam też, że nie znoszę Dawidka Keith. Jakbym miała takie dziecko koło siebie, to bym stwierdziła, że to najwyraźniej psychopata ;)
Ania Aga - Śro 11 Sty, 2023 20:34

Admete, w którymś z tomów mały chłopiec topi swojego ukochanego kociaka jako ofiarę, żeby Jim wrócił z wojny.
RaczejRozwazna - Śro 11 Sty, 2023 21:26

Kto to jest Dawidek Keith?
Admete - Śro 11 Sty, 2023 22:18

Tadzio Keith ;) Davy ;) Spolszczyłam sobie.
Aragonte - Czw 12 Sty, 2023 12:33

Admete napisał/a:
Przeczytałam "Anne z Richmond" wrażenia mam pozytywne - to tłumaczenie dobrze się czyta, ale...Jak bardzo zmieniło się podejście do zwierząt. Zauważyłam to już przy poprzedniej książce, ale teraz to już okropne. Pies pana Hamiltona i próba zabicia kota :? A tu wszyscy tacy bogobojni dookoła. Stwierdziłam też, że nie znoszę Dawidka Keith. Jakbym miała takie dziecko koło siebie, to bym stwierdziła, że to najwyraźniej psychopata ;)

Już podczas czytania "Anne z Avonlea" rzuciło mi się to w oczy. I kiedy czytałam jakieś starsze tłumaczenie :? Oj, książki się starzeją, a na pewno obyczaje.

Aniu Ago - no właśnie, to jakiś koszmar :wsciekla: :cry2: W "Rilli" to było.

Tamara - Czw 12 Sty, 2023 13:22

Dziecko z zaburzeniami rozwojowymi i zaniedbane wychowawczo , to pewne :wink: Tola nota bene też do terapii, oboje stanowią książkowy przykład dzieci z rodziny dysfunkcyjnej - on nieopanowany rozrabiaka skupiający na sobie uwagę i non stop karany, ona - niewidzialne idealne dziecko.
Admete - Czw 12 Sty, 2023 14:13

Właśnie - pewnie Montgomery spotykała takie dzieci. Tyle, że on już powinien z czasem się zmienić. Stwierdzam, że u niej dzieci są naturalnie dobre jak Paul ( Jaś ) Irwing, takie słodkie aż do bólu zębów albo też jak ten nieszczęsny Davy ( Tadzio ) - skrzywione najwyraźniej.
Tamara - Czw 12 Sty, 2023 15:06

Wiesz, przy ówczesnych przemocowych metodach wychowawczych zaburzonych było więcej niż prawidłowych . Jaś wg mnie jest wytworem wyobraźni, bo takich dzieci nie ma , w przeciwieństwie do Tadzia i Toli (nie pozbędę się starych wersji imion bohaterów :wink: ).
Ostatecznie dopiero od niedawna dziecko uznaje się za człowieka, a i to ciągle jeszcze nie wszyscy tak uważają :?

Admete - Czw 12 Sty, 2023 15:55

Pewnie coś w tym jest - jak dodać do tego restrykcyjna religijność. Zasadniczo mąż Montgomery cierpiał na coś w rodzaju religijnej paranoi albo psychozy.
Tamara - Czw 12 Sty, 2023 16:27

No dokładnie. Rózeczką dziateczki Duch Święty bić radzi, rózeczka nigdy zdrowiu nie zawadzi. Przypominam o "Dzieciństwie w cieniu rózgi", które pięknie wyjaśnia skąd mamy dziedziczoną z pokolenia na pokolenie przemoc wobec dzieci jako normę kulturową.
Admete - Czw 15 Cze, 2023 20:54

Nie zauważyłam, że jest już tłumaczenie kolejnych części cyklu - "Anne z Szumiących Wierzb" i "Wymarzony dom Anne". U nas w szkole zakupią to tłumaczenie i będę mogła wrócić do omawiania Ani na lekcjach.
Admete - Pon 19 Cze, 2023 17:06

Zdecydowanie wolę "Wymarzony dom Ani" od "Ani z Szumiących Wierzb" - bardzo lubię postać kapitana Jima. Pojawiła się biografia Montgomery:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5067045/maud-montgomery-uskrzydlona

Zabiorę się za czytanie.

annmichelle - Nie 05 Sty, 2025 13:52

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5067045/maud-montgomery-uskrzydlona
Ktoś już może czytał? :mysle:

Admete - Nie 05 Sty, 2025 17:00

Czytałam i wspominałam w wątku czytelniczym. Bardzo konkretna i dociekliwa biografia. Potem nie da się już czytać książek Montgomery bez poczucia żalu. Smutne miała w gruncie rzeczy życie.
annmichelle - Wto 28 Sty, 2025 11:20

Wywiad z tłumaczką:
https://lubimyczytac.pl/aktualnosci/21456/anna-bankowska-jesli-ktos-chce-czytac-o-zielonym-wzgorzu-ma-pietnascie-innych-przekladow

Aragonte - Pon 03 Sie, 2026 18:11

Czy ktoś czytał najnowsze tłumaczenie "Błękitnego zamku"? Trochę się boję po nie sięgać :-P

Cytat:
Przeczytałam nowy przekład "Błękitnego zamku" z tłumaczeniem Kai Makowskiej i mam mieszane uczucia. Ogólnie jest dobrze, na pewno lepiej, niż przy tych kilku niedawnych tłumaczeniach tej książki, które wydawały się niemal toporne. Na plus to, że przekład jest pełny i wierny oryginałowi. Drugi - duży - plus to to, że w tej wersji bardzo ładnie widać rozwój uczucia Valancy do Barneya. W mojej ulubionej wersji z Joanną i Edwardem usunięte fragmenty nie pozwalały tego doświadczyć.

Niestety widzę też parę problemów. Ogólnie miałam chwilami wrażenie, że tłumaczka nie przeczytała książki z punktu widzenia czytelniczki, a tylko zawodowo, w ramach pracy. Są miejsca, w których brakuje wyczucia. To rzuciło mi się to w oczy przy rozmowie rodziny na temat Valancy. Jeden z bohaterów stwierdza w oryginale, że zawsze uważał, że jest ona "a bit backward". Z nieznanych powodów tłumaczka przełożyła to na "zacofana", co nijak ma się do sytuacji. "Backward" ma kilka znaczeń, a z fabuły jasno wynika, że rodzina uważa Valancy za lekko niedorozwiniętą, opóźnioną w rozwoju, powolną umysłowo... i każde z tych określeń by tu pasowało. Na pewno nie "zacofana", zwłaszcza że Stirlingowie w żaden sposób nie są postępowi. Raczej zacofani 😉
Inne niezręczne fragmenty:
Barney, dowiedziawszy się, że Valancy opiekuje się Cissy, stwierdza w oryginale: "Miss Stirling, you’re a brick! You’re a whole cartload of bricks." Pani Makowska przełożyła to na "Panno Stirling, jesteś solidna! Solidna jak dom." ??? Po pierwsze słowo "solidna" średnio pasuje do kontekstu. Po drugie, po co w ogóle używać przymiotnika, którego nie ma w oryginale? Po trzecie, skąd ten dom? Że domy są z cegieł? (w tym momencie włącza się bajeczka o trzech świnkach...). Dom w języku polskim nie jest symbolem solidności, raczej ciepła, bezpieczeństwa czy miłości. I rozumiem, że cegła też nie ma takiego znaczenia, jak w angielskim, ale mamy przecież skałę, a od skały opokę, która świetnie by tu pasowała. "Panno Stirling, jesteś jak skała. Jesteś prawdziwą opoką" - nie lepiej?
Podobnie niezręcznie wyszło z określeniem, które pojawia się we fragmentach dotyczących potańcówki w Chidley Corners. Montgomery używa wobec tej okolicy określenia "back up", które zresztą podaje w cudzysłowie. Nie doszłam do źródła tego zwrotu, jednak z kontekstu wynika, że chodzi po prostu o tereny poza miastem, mniej cywilizowane i uboższe. W starym przekładzie nazwano je po prostu wiejskimi i to się sprawdzało. Tymczasem pani Makowska wielokrotnie pisze o "dziczy" - "Potańcówka w dziczy", "młodzieńcy z dziczy", "dziewczyny z dziczy"... Brzmi to tak, jakby zabawa odbywała się w jakiejś dżungli. Jeśli nawet w Kanadzie funkcjonowało jakieś rozróżnienie na rejony dzikie i cywilizowane, to przecież jego sens był inny niż w Polsce, gdzie dziczy jako takiej już nie było...
Podsumowując - wrażenie ogólnie pozytywne, z kilkoma zastrzeżeniami.

A, i jeszcze jedno - Makowska dała głównej bohaterce przydomek "Gnuś". W oryginale była Doss, w klasycznym starym tłumaczeniu Buba. Nie wiem, dlaczego Gnuś (tzn. wiem, że od gnuśna, ale dlaczego akurat to słowo?), natomiast to kolejny przykład, że tłumacze traktują przekład nazw własnych uznaniowo i jak im akurat pasuje. Mamy więc Valancy i Cissy, ale mamy też Gnuś i Pytlę.


Cytat stąd:
https://znienacka.com.pl/forum/inni-autorzy/lucy-maud-montgomery/paged/5/#post-55795

Aragonte - Pon 03 Sie, 2026 18:24

Jeszcze jeden komentarz o tłumaczeniach (bardzo lubię takie rozkminy), z tego samego forum co poprzednio (link poniżej):

Cytat:
Maruta: Przypadkiem kupiłam „Błękitny Zamek” w tłumaczeniu Agnieszki Kuc. Przejrzałam i… nie jest dobrze. Tłumaczenie jest chyba kompletne i dość dokładne, imiona oryginalne , ale brak mu klimatu, polotu i wyobraźni. Niektóre zwroty „przełożono” na język współczesny w sposób, który mnie osobiście razi. Przykładowo, podczas rozmowy z rodziną Joanna wspomina o propozycji Edwarda Becka. W oryginale bohaterka mówi:
„Cousin Georgiana here wanted to help me to Edward Beck”
W starej, niekompletnej wersji mamy: „Kuzynka Georginia na przykład chciała mnie dopiero co wyswatać Rudolfowi Schulzowi.” Pomijając Rudolfa, zdanie brzmi ładnie i pasuje do kontekstu. U Joanny Kazimierczyk: „Kuzynka Georgiana chciała mi pomóc złapać Edwarda Becka.” – prościej i bardziej potocznie, ale też w porządku. A u pani Kuc: „Już mi tu kuzynka Georgiana chciała naraić niejakiego Edwarda Becka, ale niedoczekanie.” Osłupiałam. Całe to zdanie zabrzmiało nagle niemal wulgarnie, nawet nie prosto, ale wręcz prostacko.

Kolejny przykład – w liście Oliwii znajduje się zwrot „Evidently the Purple Pills bring in the bacon.” Taki idiom w języku polskim nie występuje, dlatego wcześniejsi tłumacze używali zwrotów: „Widocznie te Czerwone Pigułki są prawdziwą kopalnią złota.” oraz „Najwidoczniej Czerwone Pigułki to dobry interes.” U pani Kuc Oliwia pisze: „(…) można zarobić kokosy na tych pigułkach.” Kokosy? W tamtych czasach? Serio?

Zdenerwowało mnie poprawianie autorki, gdy tego nie potrzeba i dosłowność we fragmentach, które na tym tracą. Mówiąc o Becku Joanna „snapped her fingers”. Dotychczas przekładano to po prostu na „strzeliła palcami”, co bardzo mi pasowało do tej sceny i tej bohaterki. A w nowej wersji „snapped” zamieniło się w „ wykonała gest, jakby strzepywała z dłoni jakiś marny pyłek”. Czyżby tłumaczka obawiała się, ze współcześni czytelnicy nie zrozumieją znaczenia lekceważącego pstryknięcia?

I na koniec mój najmniej ulubiony „kwiatek” – scena pierwszego spotkania między doktorem Stallingiem a Ryczącym Ablem. W oryginale wygląda ona tak:
“Dr. Stalling had contrived to ask his question in about the most idiotic manner possible. He said, "Can you tell me where I'm going?"
"How the devil should I know where you're going, gosling?" retorted Abel contemptuously.”

W wersji z Joanną przetłumaczono ten fragment następująco:

„Doktor Stalling sformułował pytanie w możliwie jak najidiotyczniejszy sposób:
- Czy możecie mi powiedzieć, człowieku, dokąd ja idę?
-A skąd, do jasnej Anielki, ja mam wiedzieć, dokąd ty idziesz, frajerze? – odparł Abel z pogardą.”

Pani Kazimierczuk nie odeszła daleko:

„Pastorowi udało się sformułować pytanie w sposób najbardziej idiotyczny z możliwych.
Spytał mianowicie: „Może mi pan powiedzieć, dokąd idę?”
— A skąd u licha, gapo, miałbym niby to wiedzieć? — odpalił pogardliwie Abel.”

Niestety w wersji pani Kuc scena ta wygląda następująco:
„Doktor Stalling zadał mu najgłupsze z możliwych pytań:
- Czy mógłby mi pan powiedzieć, dokąd ja właściwie zmierzam?
- Skąd u diabła miałbym to wiedzieć, cielęca głowo? – z politowaniem odparł Abel.”

Przede wszystkim, źle przetłumaczone zdanie „Doktor Stalling zadał mu najgłupsze z możliwych pytań” dosłownie „rozwaliło” cały dowcip. Poprzedni tłumacze zachowali sens oryginału, w którym autorka jasno określiła, że Stalling nie tyle zadał głupie pytanie, co zrobił to w idiotyczny sposób, dając Ablowi okazję do pogardliwej odpowiedzi. W wersji pani Kuc czytelnik odnosi wrażenie, że Abel jest po prostu bezczelny, bo co jest głupiego w samym pytaniu o drogę? A całość wieńczy „cielęca głowa”. Ja w tym momencie złapałam się za swoją, ludzką 😉 Co to za zwrot? Rozumiem, że „gosling” („gąsiątko” w znaczeniu podobnym do "żółtodzióba") w języku polskim nie pojawia się jako obelga, ale „cielęca głowa” też nie. Jeśli tłumaczka tak bardzo chciała pozostać wśród zwierząt, miała pod ręką „barani łeb” czy w ostateczności „dupę wołową”.
Według mnie najlepiej wypada tutaj tłumaczenie najwcześniejsze, ponieważ jako jedyne trafnie wykorzystuje w obu zdaniach zaimki osobowe i w ten sposób oddaje wymowę angielskiego oryginału. Tym samym utwierdzam się w przekonaniu, że w przypadku „Błękitnego zamku” warto sięgnąć po wersję z Valancy i Barneyem, ale tylko raz, w celu „doczytania” brakujących scen i zdań. Na półce jednak lepiej zatrzymać stary i staroświecki przekład z Joanną i Edwardem. No, chyba że ktoś pójdzie po rozum do głowy i zamiast tłumaczyć "Błękitny Zamek" po raz kolejny wyda po prostu to dawne tłumaczenie, uzupełniając tylko wycięte fragmenty…

https://znienacka.com.pl/forum/inni-autorzy/lucy-maud-montgomery/paged/4/

Zgadzam się w pełni z uwagą na końcu - chciałabym to stare tłumaczenie, ale uzupełnione, kompletne.

BeeMeR - Pon 03 Sie, 2026 20:07

Ja najbardziej lubię wersję z Joanną i Edwardem :mrgreen:
RaczejRozwazna - Pon 03 Sie, 2026 20:13

Ja chyba tylko taka czytałam :mysle: I nie mam potrzeby sięgania po inną :wink:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group