To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")

Marija - Czw 25 Paź, 2007 09:06

Dupek żołędny, oł jes :banan_czerwony:
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 09:06

Alison napisał/a:
Serce nie sługa. Połowy z nas nie byłoby na świecie gdyby wszyscy wykazywali się wyłącznie rozsądkiem.

Tyle, że u Toma oprócz rozsądku brakuje mi przede wszystki konsekwencji. Najpierw na przekór wujowi decyduje się na związek z Jane. Potem po otrzymanej burze się wycofuje. Potem jednak wraca, żeby w końcu przekonany przez swoją wybrankę ostatecznie zwinąć chorągiewkę.
Nie zdziwiłabym się, gdyby już po ślubie zasypywał Jane listami i zapewnieniami i swojej dozgonnej miłości niczym Zygmuś Korczyński Justynę...
Sorry, ale ja bym z takim facetem zwariowała. Albo albo...

Alison napisał/a:
taniec jak mówił ćwiczył, ale efekty miał żadne, więc najwyraźniej bał sie publicznego ośmieszenia i wolał stać z boku

Akurat tu dobrze go rozumiem - do tańca oprócz tego "ćwiczenia" trzeba mieć trochę "daru Bożego". Jeśli go nie ma, to... Więc jeśli się nie umie, to po co robić z siebie pośmiewisko ? :wink:

Marija - Czw 25 Paź, 2007 09:08

Maryann napisał/a:
Potem jednak wraca, żeby w końcu przekonany przez swoją wybrankę ostatecznie zwinąć chorągiewkę.
Sorry, ale ja bym z takim facetem zwariowała. Albo albo...

Chorągiewkę to chyba zwinęła ona :roll: .
Zasadniczo, to można zwariować z każdym, ale zanudzić się tylko z niektórymi i takich należy unikać :-P .

Maryann - Czw 25 Paź, 2007 09:10

Marija napisał/a:
Chorągiewkę to chyba zwinęła ona :roll: .

A on specjalnie nie protestował.

Marija napisał/a:
Zasadniczo, to można zwariować z każdym

Tylko jak długo można żyć na takiej emocjonalnej karuzeli...

Marija napisał/a:
zanudzić się tylko z niektórymi i takich należy unikać :-P .

A skąd tak naprawdę wiemy, czy Wisley rzeczywiście był takim nudnym facetem ? Może tylko nie umiał okazywać swoich uczuć ?

Marija - Czw 25 Paź, 2007 09:26

Maryann napisał/a:
A skąd tak naprawdę wiemy, czy Wisley rzeczywiście był takim nudnym facetem ? Może tylko nie umiał okazywać swoich uczuć ?
Jest to pewien problem, że mało go pokazano :roll: - może i miał bogate wnętrze? Mam jednak zaufanie do filmowej Jane: skoro ona nie zauważyła żadnego błysku w Wisleyu, aczkolwiek na koniec nabrała do niego (i nawzajem) szacunku, a poleciała za impertynentem i fircykiem (na oko) Tomem, to niewątpliwie coś w nim było :thud: .
Reasumując: dalej się tłoczę w haremiku Lefroya :mrgreen: .

Alison - Czw 25 Paź, 2007 09:27

Maryann napisał/a:
Marija napisał/a:
Chorągiewkę to chyba zwinęła ona :roll: .

A on specjalnie nie protestował.

Marija napisał/a:
Zasadniczo, to można zwariować z każdym

Tylko jak długo można żyć na takiej emocjonalnej karuzeli...

Marija napisał/a:
zanudzić się tylko z niektórymi i takich należy unikać :-P .

A skąd tak naprawdę wiemy, czy Wisley rzeczywiście był takim nudnym facetem ? Może tylko nie umiał okazywać swoich uczuć ?


ad1. A co bys chciała, żeby ją dusić zaczął? Protestował, ale jak widzisz, że ktoś podjął stanowczą decyzję, jak wiesz, że tak na dobrą sprawę ten ktoś ma rację, to czasem bez sensu jest walczyć, mimo, że sie kocha. Ja w jego miłość nie wątpię. Może nie miał charakteru Johna Wayne'a, któren jak chciał kobiety, to ją sobie przerzucał przez ramię i wychodził, mimo, że ona okładała go piąstkami po plecach i darła się "no, no, you stupid animal!!!!" :wink: Tom był subtelniejszy i szanowal kobieckie uczucia :roll: :wink:
ad2. No fakt, długo nie można, ale jednak dłużej się wytrzymuje, bo żyje się od jednego wzlotu do drugiego i ma sie motywację. Z nudnym można tylko zdechnąć od razuśnie.
ad.3 A co ma nudziarstwo z okazywaniem uczuć wspólnego? Ktoś wewnętrznie ciekawy tez może mieć problem z okazywaniem uczuć, a mimo to być ciekawym interlokutorem. Nie musi od razu rzucać się do całowania. :roll:
No dobra, ja już przyznałam, że ten ostatni spacer w parku ujawnił nieco ludzkich cech u tego drąga, ale mimo to Jane go nie chciała. Chciała być albo z Tomem "który był spełnieniem jej wszystkich marzeń o mężczyźnie" albo sama. Skoro nie mogla być z Tomem została sama.
To durna baba, a tu taki drąg z głębokim głosem, pełen skrywanych uczuć i zasobów materialnych. Kobiety to są czasem bezmyślne, prawda? :wink:

Maryann - Czw 25 Paź, 2007 09:28

Marija napisał/a:
Mam jednak zaufanie do filmowej Jane: skoro ona nie zauważyła żadnego błysku w Wisleyu, aczkolwiek na koniec nabrała do niego (i nawzajem) szacunku, a poleciała za impertynentem i fircykiem (na oko) Tomem, to niewątpliwie coś w nim było :thud: .

Elżbietka też najpierw nie zauważyła żadnego błysku w Darcym i poleciała za Wickhamem, bo też "coś" w nim było... :wink:

Alison - Czw 25 Paź, 2007 09:32

Maryann napisał/a:
Marija napisał/a:
Mam jednak zaufanie do filmowej Jane: skoro ona nie zauważyła żadnego błysku w Wisleyu, aczkolwiek na koniec nabrała do niego (i nawzajem) szacunku, a poleciała za impertynentem i fircykiem (na oko) Tomem, to niewątpliwie coś w nim było :thud: .

Elżbietka też najpierw nie zauważyła żadnego błysku w Darcym i poleciała za Wickhamem, bo też "coś" w nim było... :wink:


Darcy był odpychający. Wisley lgnie do Jane, ale jest jak chłodna owsianka :obrzydzenie: nawet podgrzanie jej nie pomoże. Darcy'ego wystarczyło wyzwać na pojedynek werbalny i wszystko stało sie jasne :wink:

Maryann - Czw 25 Paź, 2007 09:37

Alison napisał/a:
Ktoś wewnętrznie ciekawy tez może mieć problem z okazywaniem uczuć, a mimo to być ciekawym interlokutorem.

Chyba, że np. jest nieśmiały...

Alison napisał/a:
Darcy'ego wystarczyło wyzwać na pojedynek werbalny i wszystko stało sie jasne :wink:

A może Wisley nie miał o sobie tak wysokiego mniemania, jak Darcy, żeby narzucać się Jane ze swoją osobą, skoro wyraźnie i jednoznacznie oświadczyła, że go nie chce ?

Marija - Czw 25 Paź, 2007 09:42

Wisley jak chłodna owsianka, oł jeeees!!!!! :banan_czerwony:
(nawet banan się przy nim zamienił w posąg :? )
o, ruszył się :twisted:

Alison - Czw 25 Paź, 2007 09:50

Maryann napisał/a:
A może Wisley nie miał o sobie tak wysokiego mniemania, jak Darcy, żeby narzucać się Jane ze swoją osobą, skoro wyraźnie i jednoznacznie oświadczyła, że go nie chce ?


A czemu Tomowi nie dajesz prawa do tego samego, tylko każesz mu walczyć o nią do upadłego? Wisley też mówił, że ją kocha od dawna (nie, coś tam o zauroczeniu prawił, ale u takiego to na jedno wychodzi, z nieśmiałości słów mu brakło) :wink:

Maryann - Czw 25 Paź, 2007 10:06

Alison napisał/a:
A czemu Tomowi nie dajesz prawa do tego samego, tylko każesz mu walczyć o nią do upadłego?

Bo Wisley potrafi powiedzieć "OK. Nie, to nie". A Tom najwyraźniej nie umie się zdecydować i miota się między uczuciem do Jane i swoimi zobowiązaniami rodzinnymi.
Ciekawe, co by się stało, gdyby jednak Jane nie odwiodła go od tego pomysłu ucieczki. Czy po paru latach znowu zmieniłby zdanie pod wpływem skrzeczącej rzeczywistości ?

Marija napisał/a:
Wisley jak chłodna owsianka

Ja tam lubię owsiankę... :wink:

Marija - Czw 25 Paź, 2007 10:19

Ale cieplutką :mrgreen: ...
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 10:20

Ale nie za gorącą... :mrgreen:
snowdrop - Czw 25 Paź, 2007 10:24

Spór między Wisleyem a Tomem jest równoważny z tym czy lubimy tańce klasyczne takie jak walc - wyważone, spokojne, z rezerwą czy latyno-amerykańskie - szalone, ogniste, wybuchowe.
Jedni opowiedzą sie za tym a drudzy za tamtym. I żadna ze stron siebie nie przekona.

Uraziło mnie natomiast porównanie Darcy'ego z Wisleyem.
Darcy był niezalezny, przedsiębiorczy (prowadził interesy, dbał o Pemberly i Georgiane), miał grono przyjaciół, miał wyrobioną pozycję (Bingley ufał mu, chyba nie tylko dlatego że był bogaty, był przystojny. Umiał odcinać się na docinki Lizzy, był mądry. Dla miłości była w stanie zmienić się i przeciwstawić pannom Bingley, ciotce i całemu światu z wyższej półki. Potrafił tańczyć. Owszem był zamknięty, niedostepny, uprzedzony, wywyżsał się ale potem się nawrócił. To że Darcy jest sztywny według mnie jest rzeczą dyskusyjną. To CF stworzył sztywnego darcyego. On był raczej uprzedzony.
O Wisleyu nie wiemy tyle co o Darcym i może to jest wynik tego, że co niektóre osoby, włączając i mnie, niezbyt za nim przepadają.
Żył w cieniu ciotki, nie potrafił poruszać się w świecie towarzyskim (kiepsko tańczył, nie toczył wyrafinowanych dyskusji z Jane), był bojaźliwy (krykiet, szukał aprobaty ciotki podczas balu), nie zarządzał majątkiem, nie miał przyjaciół. Jego plusem jest to że w końcu postawił się ciotce i zrozumiał Jane. Nie wiemy nic o tym, czy był oczytany i mądry. Ale ponieważ nic o tym w filmie nie było, ja przyjmuje ze nie był.

Alison - Czw 25 Paź, 2007 10:31

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
A czemu Tomowi nie dajesz prawa do tego samego, tylko każesz mu walczyć o nią do upadłego?

Bo Wisley potrafi powiedzieć "OK. Nie, to nie". A Tom najwyraźniej nie umie się zdecydować i miota się między uczuciem do Jane i swoimi zobowiązaniami rodzinnymi.
Ciekawe, co by się stało, gdyby jednak Jane nie odwiodła go od tego pomysłu ucieczki. Czy po paru latach znowu zmieniłby zdanie pod wpływem skrzeczącej rzeczywistości ?


Tom ostatecznie też powiedział, "nie, to nie" :wink: nieprawdaż? Tom nie mógł się od razu zdecydować bo kochał namiętniej i więcej miał do stracenia, stawiając na swoim w sprawie miłości. Wisley nic nie tracił. Mimo to oświadczył, że "jest zbyt próżny, by żenić się wiedząc, że nie jest kochany". Dlaczego to Was nie razi? Skoro ją kochał, skoro w tej ostatniej rozmowie uzgodnili, że będą przyjaciółmi, to dlaczego nie wykorzystał tego i spokojnie, w przyjaźni nie dał jej się poznać od tej rzekomo lepszej, ale z nieśmiałości skrywanej, strony?
Charlotte Bronte wyszła za mąż za faceta, który latami całymi ją drażnił i denerwował, ale w końcu zdobył ją swoją wytrwałością, wielokrotnie ponawianymi oświadczynami. Kiedy już w końcu zgodziła się, chyba bardziej dla świętego spokoju i na przekór ojcu, niż z miłości do niego, w małżeństwie okazało się, że był wspaniałym człowiekiem, opiekował się nią czule do końca w chorobie. Małżeństwo było krótkie ale szczęśliwe.
Wisley nie wykorzystał sytuacji, tylko się zmył, bo mu się trochę postarać nie chciało, czyli okazał się drągiem, ale to Was nie razi, bo drąg przynajmniej stoi w jednym miejscu i można go mieć na oku, a taka iskra jak Tom lata jak opętany, wszędzie go pełno i lepiej go pogonić, bo z takim to nie wiadomo na czym się stoi. Tak?

Maryann - Czw 25 Paź, 2007 10:40

snowdrop napisał/a:
O Wisleyu nie wiemy tyle co o Darcym i może to jest wynik tego, że co niektóre osoby, włączając i mnie, niezbyt za nim przepadają.
Żył w cieniu ciotki, nie potrafił poruszać się w świecie towarzyskim (kiepsko tańczył, nie toczył wyrafinowanych dyskusji z Jane), był bojaźliwy (krykiet, szukał aprobaty ciotki podczas balu), nie zarządzał majątkiem, nie miał przyjaciół.


Darcy był niezależny. Wisley nie. Trochę więc trudno porównywać ich sytuację. Chociaż nie chce mi się wierzyć, że ciocia nie zaznajomiła go z tym, czym miał się w przyszłości zajmować.
Argument, że kiepsko tańczył - cóż, skoro nie umiał (ja też nie umiem :wink: ), to może lepiej, że nie starał się na siłę być mistrzem parkietu niczym pastor Collins.

snowdrop napisał/a:
Nie wiemy nic o tym, czy był oczytany i mądry. Ale ponieważ nic o tym w filmie nie było, ja przyjmuje ze nie był.

Idąc Twoim tokiem rozumowania - w filmie nie było też nic, że chodził do szkoły. Mamy więc przyjąć, że ciocia nie zadbała o edukację swojego spadkobiercy ? :wink:

Loana - Czw 25 Paź, 2007 10:58

Alison napisał/a:
ad.3 A co ma nudziarstwo z okazywaniem uczuć wspólnego? Ktoś wewnętrznie ciekawy tez może mieć problem z okazywaniem uczuć, a mimo to być ciekawym interlokutorem. Nie musi od razu rzucać się do całowania.
No dobra, ja już przyznałam, że ten ostatni spacer w parku ujawnił nieco ludzkich cech u tego drąga, ale mimo to Jane go nie chciała. Chciała być albo z Tomem "który był spełnieniem jej wszystkich marzeń o mężczyźnie" albo sama. Skoro nie mogla być z Tomem została sama.
To durna baba, a tu taki drąg z głębokim głosem, pełen skrywanych uczuć i zasobów materialnych. Kobiety to są czasem bezmyślne, prawda?

Nudziarstwo :) . Szerokie pojecie. Sama mam przyklad, ze osoby, ktore na pierwszy rzut oka oraz w towarzystwie sprawiajace wrazenie nudnych i glupich, wcale takie nie sa. Po prostu wystarczy je lepiej poznac i osmielic do siebie. Nie kazdy jest przebojowy i smialy na "dzien dobry". Dlatego daje Wisleyowi szanse, ze wcale nie jest taki nudny i glupi dzieki wlasnie tej scenie, o ktorej wspomniala Alison. Jego naprawde okropna wada jest podporzadkowanie ciotce, no ale nie ma ludzi idealnych :) .
Jesli chodzi o Jane to rozumiem, ze w porownaniu z Tomem Wisley nie mial zadnych szans. I IMHO Jane miala za malo cierpliwosci dla Wisleya, nigdy nie stworzyliby dobrej pary. Co jest oczywiscie smutne, bo moze moze gdyby jednak sie na niego zdecydowala, moglaby miec wygodne zycie. Ale poniewaz nie sadze, zeby chciala miec wygodne zycie kosztem milosci, wiec ma o czym mowic.
Bezmyslne niekoniecznie, po prostu lubia sie dzielic! :wink:

Marija - Czw 25 Paź, 2007 11:03

Alison napisał/a:

Wisley nie wykorzystał sytuacji, tylko się zmył, bo mu się trochę postarać nie chciało, czyli okazał się drągiem, ale to Was nie razi, bo drąg przynajmniej stoi w jednym miejscu i można go mieć na oku, a taka iskra jak Tom lata jak opętany, wszędzie go pełno i lepiej go pogonić, bo z takim to nie wiadomo na czym się stoi. Tak?
Matuś, nie unoś się, ja Cię popieram wzdłuż i w poprzek w sprawie drąga...pardon, Wisleya :taniec:
Maryann - Czw 25 Paź, 2007 11:06

Loana napisał/a:
Jesli chodzi o Jane to rozumiem, ze w porownaniu z Tomem Wisley nie mial zadnych szans.

Podobnie, jak Marianna do Brandona. Przy oglądaniu tego filmu porównanie z "RiR" nasuwało mi się przez cały czas. Tom jest impulsywny i nieodpowiedzialny, jak Willoughby (choć nie tak, jak on zakłamany) - zawraca głowę romantycznej dziewczynie bez posagu, pozwala jej wierzyć, że się z nią ożeni, choć dobrze wie, że nie może sobie pozwolić na taki luksus.

Maryann - Czw 25 Paź, 2007 11:16

Alison napisał/a:
Wisley nic nie tracił. Mimo to oświadczył, że "jest zbyt próżny, by żenić się wiedząc, że nie jest kochany".

Nic nie tracił poza szacunkiem do samego siebie. Bo on nie tylko wiedział, że Jane go nie kocha. On wiedział, że ona kocha innego.
JA napisała kiedyś, że nie ma nic bardziej żałosnego, niż kobieta, która wyszedłszy za mąż za jednego chyłkiem wzdycha do innego... Powiedziałabym, że jest - być mężem takiej kobiety.

Alison napisał/a:
Wisley nie wykorzystał sytuacji, tylko się zmył, bo mu się trochę postarać nie chciało, czyli okazał się drągiem, ale to Was nie razi, bo drąg przynajmniej stoi w jednym miejscu i można go mieć na oku, a taka iskra jak Tom lata jak opętany, wszędzie go pełno i lepiej go pogonić, bo z takim to nie wiadomo na czym się stoi. Tak?

To trochę nie tak. Ja po prostu nie umiałabym być z człowiekiem, po którym nie wiem, czego mogę się spodziewać i który podejmuje decyzje pod wpływem impulsu.
Może jestem nieromantyczna ( :wink: ), ale ja tak nie potrafię. Powiem więcej - ile razy "poszłam na żywioł" i zrobiłam coś bez zastanowienia, to prawie zawsze tego żałowałam...

Loana - Czw 25 Paź, 2007 11:19

Alison napisał/a:
Wisley nic nie tracił. Mimo to oświadczył, że "jest zbyt próżny, by żenić się wiedząc, że nie jest kochany". Dlaczego to Was nie razi? Skoro ją kochał, skoro w tej ostatniej rozmowie uzgodnili, że będą przyjaciółmi, to dlaczego nie wykorzystał tego i spokojnie, w przyjaźni nie dał jej się poznać od tej rzekomo lepszej, ale z nieśmiałości skrywanej, strony?

A ja go rozumiem. Mnie tez mozna kopac, ale do pewnego momentu. Oswiadczyl sie Jane, olala go, potem jednak powiedziala, ze okej, przyjmuje, ale w takich slowach, jakby rzucala mu ochlapy (a masz mnie, jak juz musisz)... a na koniec uciekla z innym. Okej, mogl jej zaproponowac przyjazn, bo podziwial ja za samozaparcie i za walke o milosc, ale czemu mialby jej jeszcze proponowac siebie? Pokazala mu wyraznie, ze jest ostatnia osoba, ktora ona potrzebuje do szczescia. Mial byc Matka Teresa i poswiecic sie dla milosci z wiedza, ze ukochana osoba i tak jest z nim, bo nic innego nie miala do roboty??? Tak jak Alison napisala, Jane chciala Toma albo chciala byc sama i wg mnie Wisley zauwazyl to. Dlatego nie oswiadczyl sie znowu, tylko zaproponowal jej przyjazn. I kto wie, moze naprawde byl jej prawdziwym przyjacielem do konca zycia, tego w filmie nie pokazali przeciez. Kto wie, moze nie byl wcale takim dragiem, za jakiego jest uwazany :) .

Marija - Czw 25 Paź, 2007 11:22

Loana napisał/a:
ale czemu mialby jej jeszcze proponowac siebie?
Mogłaby na nim uprawiać fasolę, albo pnące ogórki :mrgreen:
Alison - Czw 25 Paź, 2007 11:52

Loana napisał/a:
Pokazala mu wyraznie, ze jest ostatnia osoba, ktora ona potrzebuje do szczescia. Mial byc Matka Teresa i poswiecic sie dla milosci z wiedza, ze ukochana osoba i tak jest z nim, bo nic innego nie miala do roboty??? .


No tu właśnie nie rozumiem waszego toku myślenia. Czemu Wisleyowi wolno sobie odpuścić, bo kobieta nie chce z nim być, a Tomowi nie wolno? Czemu jednemu odpuszczacie, że nie zawalczył o swoją miłość, a drugiemu nie?
Maryannku, to nie jest tak, że Tom bałamucił Jane wiedząc, że nie może się z nia ożenić. Po prostu przebywali przez wakacje w jednym towarzystwie i jak to się mówi, obcowali ze sobą. Przekomarzali, droczyli, tańce, uśmiechy, wspólna lektura... i pewnego dnia człowiek budzi się z przekonaniem, że bez tego już nie da się żyć. Myślę, że obydwoje walczyli o tę miłość, trochę asynchronicznie, z marnym skutkiem, bo rzeczywistość była taka a nie inna, ale walczyli. To, że Tom się tak miotał i zmieniał zdanie, dla mnie jest dowodem na to, że ta miłość była prawdziwa, nie taka bajecznie książkowa, co to wszystkie przeszkody miażdży niczym czołg, ale ludzka i prawdziwa, zbyt słaba może, dla nas spragnionych happy endów w wykonaniu męskich herosów, ale jak tu któraś usprawiedliwiała Wisleya, że nikt nie jest ideałem, wykorzystam to i powiem to samo w obronie Toma. :-D
Znowu doszłyśmy do punktu, że stoimy nad stosem wywalonych argumentów i każda dalej swoje wie :rotfl:

Maryann - Czw 25 Paź, 2007 12:04

Alison napisał/a:
Czemu Wisleyowi wolno sobie odpuścić, bo kobieta nie chce z nim być, a Tomowi nie wolno? Czemu jednemu odpuszczacie, że nie zawalczył o swoją miłość, a drugiemu nie?

No właśnie - bo nie chce z nim być. A Jane chciała być z Tomem, a z Wisleyem nie...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group