Literatura - Proza i poezja - "Jeżycjada"
Trzykrotka - Śro 17 Paź, 2012 15:41
| Anaru napisał/a: |
Sprawdź, może masz inne tłumaczenie |
Chyba tak No nie, z całym szacunkiem, ale pełen przemocy jest dla mnie Lee Child, a nie stara, poczciwa Musierowicz...
Pewną wyniosłość bohaterowie Jeżycjady mieli zawsze - zwłaszcza w stosunku do ludzi zamożnych. Teraz też - młodzi poznańscy przedsiębiorcy to "dorobkiewicze" wymyślający "prostackie" hasła. To mnie już przestało dziwić, choć nadal nie cieszy.
Agn - Śro 17 Paź, 2012 21:30
| JoannaS napisał/a: | | W całej książce jest tyle scen przemocy, że jest to niestrawne. |
No nie, błagam, co ty za książkę czytałaś?
JoannaS - Czw 18 Paź, 2012 12:37
Niestety ostatnie dzieło pani Musierowicz. Bijatyka, Józinek, kłódka , kopanie.
Gdybym nie znała Poznania to bałabym się tam wyjść na ulicę.
Trzykrotka - Czw 18 Paź, 2012 21:01
Jaka przemoc wiązała się z kłódką? Matko kochana, może już taka stara jestem, że nie mogę sobie przypomnieć...
Bijatyka - rozumiem, że Ignasia z kuzynem. A nie, może ta pod rondem, uliczna, z pierwszego rozdziału? Jeśli tak, to z całym szacunkiem - to nie literatura, to samo życie, niestety.
Cóż, może dlatego, że niedawno czytałam Kolekcjonera kości, jakoś mi się niewinna ta poznańska przemoc widzi
nicol81 - Czw 18 Paź, 2012 21:34
Ignaś przywalił kłódką bliźnim w Sylwestra, czym zasłużył na wzajemność McDusi
Agn - Czw 18 Paź, 2012 23:35
To obronę własną (oraz dziewczyny) traktujemy też już jak przemoc? Ignaś raczej nie miał szans rozwiązać sytuacji pokojowo? Na ulicy tak naprawdę dzieją się gorsze rzeczy, faceci potrafią gorzej potraktować towarzyszące im dziewczyny. Żyję na jakimś innym świecie, ale dla mnie Musierowicz nawet na chwilę nie jest brutalna. A jeśli zaliczyć tę napaść (no naprawdę, jedna napaść i już lęk przed wyjściem z domu? Żeby to chociaż Japonia była, to bym to zrozumiała, ale w Polsce?), to od razu widać udaną reakcję, obronę w wykonaniu faceta (przypominam, że bronił nie tylko siebie).
Trzykrotka - Czw 18 Paź, 2012 23:37
A-ha....
Nic nie poradzę, nadal mam takie oczy
Kurcze, chyba muszę sobie przedefiniować pojęcie przemocy.
nicol81 - Sob 20 Paź, 2012 20:35
| Agn napisał/a: | Dla mnie niedopuszczalne było także zachowanie Magdusi, więc dostała za swoje. I nie uważam, by trzeba było aż tak wyskakiwać na chłopaka. Gdyby ją uderzył w twarz - inna bajka. Ale jeśli mamy równouprawnienie i łykamy jak pelikany, że dziewczyna wyskakuje z inicjatywą, do tego startuje do chłopaka, który sobie tego nie życzy i to w ten sam dzień, w którym się poznali (i to nawet nie o poranku), to uznaję jego prawo do obrony przed nachalnością. Bo gdyby sytuacja była w drugą stronę, to nie byłoby problemu, gdyby Magdusia kopnęła Józefa w tyłek. I to by było ok, nikt by nie zareagował, jeszcze by wszyscy przyklasnęli, że mu się należało. Wyższy czy nie wyższy, ma takie samo prawo do ochrony swojej strefy osobistej, jak niskie chucherko. Mnie się McDusia podobała w całości. |
Jak Zaba walnęła Żeromskiego, "aż zadzwoniło" (czyli po zębach poszło), to sklepowa będąca świadkiem wyraziła aprobatę, a co więcej - aprobatę wyraził również Żeromski, bo myślał, że uderzyła jego bliźniaka.
I oczywiście nikt się o przemocy nie rozpisywał...
Zauważmy również, że Magdusia w marcu będzie miała 18 lat, zaś Jozinek dopiero skończył 15. I ona już miała chłopaka na poważnie, on zaś jedynie się w Staszce na odległość podkochiwał.
| Trzykrotka napisał/a: | | młodzi poznańscy przedsiębiorcy to "dorobkiewicze" wymyślający "prostackie" hasła. |
Ale Bernard zaraz poprawia "dorobkiewiczów" na "elitę finansową"
Tamara - Śro 31 Paź, 2012 21:46
No , przeczytałam . I tak : początek wymęczony , sztywny , siekane krótkie zdanka , Musierowicz najwyraźniej bardzo się męczyła nie mając kompletnie pomysłu jak zacząć , i chyba straciła umiejętność płynnej narracji . Początek po prostu męczy . Potem się wprawdzie rozkręca i czyta się lżęj , ale tak czy siak to nie to co kiedyś . Znikła gdzieś jej umiejętność obserwacji i rysowania tła - stare Jeżycjady były bardzo realnie obsadzone w konkretnej scenografii , wszystko było plastycznie opisane , nawet nieistotne z pozoru obrazki nadające tło konkretnym sytuacjom - pamiętam jak Cesia Żak zanosząc się płaczem wybiegła od Hajduka , co komentowały dwie panie stojące na ulicy , i jednej z nich z siatki "dramatycznie sterczały blade nogi kurczaka w celofanie" wszędzie było pełno szczególików nadających soczystość całej opowieści . Teraz ino wiatr , gwiazdy i mróz oraz wszyscy filozoficznie rozmyślają
A najgorzej jest z Józinkiem - przecież on młodszy od Ignasia , czyli albo ma 14 albo dopiero skończone 15 lat , a jest taki spiżowo monolityczny , że się niedobrze robi , taki stary malutki , w wieku dojrzewania już jak stary kawaler , co lubi spodnie sobie dobrze wyprasować zero jakichkolwiek wątpliwości , rozterek , buntu , zwykłych młodzieńczych zachowań na dodatek wychodzi na to , że Ida tworzy patologiczną rodzinę , gdzie rolę opiekuńczą przejmuje dziecko czyli Józinek - żeby po opieprzeniu przez matkę i zlaniu lodowatą wodą za nieumyśłne spożycie kremu Choco jeszcze jej herbatę do lóżka robił i się nią zajmował ??? Normalny chłopak w tym wieku by na nia nawrzeszczał , zrobił burdę i zamknął się z trzaskiem drzwi w swoim pokoju Już Ignaś bardziej do żywego człowieka podobny...
Tak samo nieprawdopodobna jest Łusia - no ja przepraszam , ale żeby 12-lasta egzaltowała się na temat Wyzwolenia to i zachowuje się jak 9-10-latka z tym poniekąd
I ja się pytam , jakie to straszliwe ciosy spadły na Gabrielę Bohaterkę ? Mąż ją rzucił , zgoda . Nie ją jedną . Ale : nigdy nie miała problemów z mieszkaniem . Nigdy nie straciła pracy . Nikt z rodzin nie zachorował , nie umarł , nie został kaleką . Zawsze miała oparcie w postaci niezawodnych rodziców i sióstr , znalazła drugiego męża będącego ideałem , urodziła syna , wszystkie dzieci ma zdrowe i udane , no kurde , jakie tu ciosy wypadek samochodowy ? Nawet najwyraźniej nie musiała na rehabilitację żadną chodzić i nic jej się poważnego nie stało pani M. już w kulki leci
CO do zarzutó pod adresem niboszczyka Dmuchawca , że taki wszechwiedzący - jako doskonały pedagog z ogromnym doświadczeniem z pewnością potrafił bardzo szybko rozgryźć człowieka i zgadnąć co w nim siedzi i czego mu trzeba . Są ludzie obdarzeni taką umiejętnością , a zwłaszcza taki powinien być dobry wychowawca i nauczyciel , a Dmuchawiec taki był .
Jasnym punktem jest tylko bernardowy tort z gąsiennicami
Tamara - Czw 01 Lis, 2012 19:36
Tak samo absolutnie nie przekonuje mnie katharsis i ekspiacja Janusza Pyziaka
A najmłodszy Pałys przepraszam dlaczego jest Ziutek czyli zdrobnienie od Józefa ? Przecież jednego Józefa już Ida urodziła Nota bene Ida wygląda na osobę z natręctwami i zaburzeniami odżywiania
nicol81 - Czw 01 Lis, 2012 21:30
Ziutek to Kazimierz, po przybranym dziadku, mężu Gizeli.
Z wiekiem Łusi jest rzeczywiście błąd - ma 11 lat (ur. 1998) i na to się bardziej zachowuje.
Józinek od maleńkości mial opiekuńczą rolę w rodzinie, ze względu na pracę rodziców na kilku etatach.
Tamara - Pią 02 Lis, 2012 21:29
Tiaaa , i nawet jako 9-latek myślał poważnymi kategoriami dorosłego faceta beznadziejnie się kochając w 15-latce Przecież on nawet nie przechodzi psychicznie okresu dojrzewania
Anonymous - Pią 02 Lis, 2012 21:49
Józef bowiem urodził się dojrzały i odpowiedzialny.
Ignaś dojrzewa mając pryszcze, które cudownie leczy Gabriela
nicol81 - Pią 02 Lis, 2012 21:53
A jako 15latek kocha się beznadziejnie w 21latce - i kto mówi, że MM nie prowadzi konsekwentnie postaci?
Młodzież zawsze się kocha poważnie - to my, starszyzna, widzimy te uczucia jako szczeniackie zadurzenia.
Aragonte - Pon 05 Lis, 2012 15:41
Był ten wywiad?
http://www.youtube.com/watch?v=-La03LT2KMw
Aragonte - Nie 03 Lut, 2013 12:07
Felietion o MM, eskapizmie i takich tam
Fajnie, że jest nawiązanie do Tolkiena
http://www.krytykapolityc...130118/mcduszno
Anonymous - Nie 03 Lut, 2013 12:32
Fajnie się czytało, Autorowi się dostanie od fanek, ale mi się artykulik podobał
Aragonte - Nie 03 Lut, 2013 12:44
W paru miejscach się rąbnął, ale to już w komentarzach mu wytknięto (akcja z popiersiem Katona to u Niziurskiego).
Admete - Nie 03 Lut, 2013 12:51
Ja też nie widze dla siebie miejsca w obecnej rzeczywistości. Nie potępię więc Musierowicz.
Aragonte - Czw 07 Lut, 2013 22:30
Ja jej nie potępiam, ale jej eskapizm nie jest moim i w jej świecie ni czorta się już nie odnajduję Zdecydowanie wolę czystą fantastykę czytać.
Caroline - Nie 12 Maj, 2013 14:22
Dzięki uprzejmości Aragonte przeczytała McDusię i moja recenzja mogłaby się sprawdzić do pytania: "Gdzie, do kroćset, jest rosół?!"
Dla mnie ta książka jest przede wszystkim przeraźliwie smutna. Nawet bardziej niż "Dziecko piątku" czy "Kalamburka". Pociągnięto w niej 3 wątki ze starych powieści i każdy jest w jakiś sposób przykry. To całkowicie zaciążyło na książce.
- duch Dmuchawca jako motyw przewodni i ogólna atmosfera "wszystko umiera, zmierzamy w przepaść"
- wątek nieszczęsnego Pyziaka
- powrót Staszki z fatygantem
Gdzie przeciwwaga? Jeden tort z gąsienicami, fajerwerki i "makrogamety z majonezem" to za mało.
Nie rozumiem, jak to jest możliwe, że w "Opium w rosole", którego akcja dzieje się w bardzo ponurych czasach, był tak ogromny ładunek pozytywnej energii (symboliczny rosół), a w McDusi panuje depresyjna degrengolada?
Być może tajemnica tkwi w Poznaniu, tym nieszczęsnym polskim odpowiedniku Bronksu z lat 70, gdzie w przeciągu kilku dnia można być dwukrotnie świadkiem lub uczestnikiem bójki.
Może trzeba zaproponować MM, żeby się przeniosła do Warszawy albo Wrocławia? Albo nawet na Bałuty w Łodzi, które są ponoć najniebezpieczniejszą dzielnicą miasta w Polsce. Ja stamtąd pochodzę, jestem częstym gościem i zapewniam, że jest tam bezpieczniej niż w Poznaniu z McDusi.
Ale serio, w jakim świecie żyje MM? Czy naprawdę jej zdaniem jest tak źle, aż o tyle gorzej niż w stanie wojennym? Bo tak trzeba by rozumieć tę książkę.
Czytelnik z drugiego końca świata, który by znał Opium, po przeczytaniu McDusi musiałby stwierdzić, że w tym smutnym kraju zapanowała jakaś postapokaliptyczna dyktatura, przemoc i zło zwyciężyły, a Borejkowie zostali zmuszeni do wycofania się do swojej wieży z kości słoniowej na Roosvelta i już nawet nie próbują nawiązać kontaktu z otoczeniem, tylko karmią swoje latorośle łaciną i Wyspiańskim.
I tak dalej, i tak dalej - nawrócenie Laury (?!). Histeryczno-chamska Ida. Ekspiacje Pyziaka. Dzielna Gabriela, która kiedyś dawno temu robiła ESD, ale teraz już nie... O Józinku i szczurze nie wspomnę.
Trzeba jakąś "Szóstą klepkę" zapodać jako odtrutkę. Musierowicz nadal pisze lekko, ale czyta się ją coraz ciężej.
Pamiętam jak sama latałam za tymi książkami i polowałam na nie w bibliotekach, McDusi nie poleciłabym żadnej nastolatce, która nie czytała jej wcześniejszych książek.
Trzymam kciuki za następną (jak zwykle od paru już lat):
Link
Aragonte - Nie 12 Maj, 2013 14:31
Cieszę się, że na pytaniu o rosół nie poprzestałaś, bo mogłam przynajmniej przeczytać ciekawą recenzję, z którą, niestety, w stu procentach się zgadzam
Ech, masz rację, "Szósta klepka" to będzie świetna odtrutka... Z chęcią ją sobie znowu przypomnę.
Caroline - Nie 12 Maj, 2013 14:42
A tak swoją drogą, zgadzam się z Twoim spostrzeżeniem, że polityka się tli w cieniu. Do pana taksówkarza, który ma złe przeczucia co do 2010 roku dołożyłabym wątek z dyskusją o potrzebie "przebudzenia" kraju - mnie jednoznacznie kojarzy się z "Obudź się, Polsko".
To jeszcze nic złego - mamy wolny kraj, autorka ma określone sympatie polityczne, wyraża je w sposób mocno zawoalowany (to akurat dobrze z literackiego punktu widzenia), choć już nie musi. Tylko czy naprawdę musi być tak grobowo i kasandrycznie? Gdyby Borejkowie jednak odrobinę odnaleźli się w obecnej rzeczywistości trwając przy swoich klasykach, czy naprawdę byłby to jakiś dramat?
Anonymous - Nie 12 Maj, 2013 16:56
| Caroline napisał/a: | | Tylko czy naprawdę musi być tak grobowo i kasandrycznie? Gdyby Borejkowie jednak odrobinę odnaleźli się w obecnej rzeczywistości trwając przy swoich klasykach, czy naprawdę byłby to jakiś dramat? |
Pojawiają się hipotezy, że Autorka nie rozumie współczesnego świata i nie chce za nim nadążać, więc zamknęła bohaterów w "wieży z kości słoniowej" i są tam tacy skostniali i nijacy
Caroline - Nie 12 Maj, 2013 19:57
Takie dokładnie mam wrażenie, kasiek.
Z drugiej strony faktem jest, że na przykład krytyka w necie przyjmuje masakryczną, czasem wręcz groteskową postać. Na przykład ta nowa okładka skojarzyła się niektórym z hitlerjugend (?!).
Nie każdy ma odpowiednio grubą, a zarazem odpowiednio przepuszczalną skórę, żeby coś takiego znieść z godnością i nie tracić kontaktu z czytelnikami.
Bezwzględna i czasem durna krytyka na pewno nie jest jedyną przyczyną oderwania MM od rzeczywistości, ale wyobrażam sobie, że jest trudna do zniesienia dla autora przez wiele lat wręcz hołubionego przez czytelników.
Mnie ręka zadrżała przy pisaniu recenzji, bo jest taki fragment w McDusi, który traktuję jak wyznanie. W rozmowie o poezji pojawia się stwierdzenie, że autor w tym co pisze ujawnia o sobie więcej niż by chciał, odsłania się. Dla mnie to zabrzmiało strasznie bezbronnie. Ale co z tym zrobić? Nie napisać, że coś wydaje mi się nie ok?
Tak po ludzku rozumiem na przykład, że wątek Pyziaka może być elementem rozliczenia autorki z własną historią rodzinną, ale jako zwykły czytelnik nie muszę tego wiedzieć i mam prawo napisać, że ten wątek wraz z jego postacią został przesadnie przeciągnięty albo wręcz przeczołgany przez ostatnie książki do nieprzytomności. I naprawdę już dość, idźmy dalej.
|
|
|