Z Południa na Północ Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.
Seriale - Winter sonata, czyli dramy na koniec roku
BeeMeR - Pią 27 Sty, 2017 19:25
Aragonte napisał/a:
Ten przykład z linka to te wartości intelektualne?
Niewątpliwie
Myślałby kto, że człowiek żartujący z w/w "wartości intelektualnych" nie będzie się czepiał nieścisłości historycznych w filmie albo użycia piosenek k-popowych
Głupotka:
https://www.instagram.com/p/BPwAZUKgxZr/Admete - Pią 27 Sty, 2017 20:38 Odcinek 4 Missing Nine interesujący. Ciekawe, co naprawdę wydarzyło się na tej wyspie. Ewidentnie przynajmniej cześć rozbitków ją opuściło, ale się nie pojawili w Korei. Defendanta zacznę jak się kilka odcinków uzbiera. Zwiastuny Tomorrow with you:
Podobają mi się.Aragonte - Pią 27 Sty, 2017 21:27 Chyba wrócę do Nine - tzn. włączyłam na razie trzeci odcinek, żeby cokolwiek sobie przypomnieć.
Mam Hwarangowe reminiscencje - główny bohater (nasz książę-Atos ) nazywa się Sun Woo, jak bohater Hwarangów, a jego młodsze wcielenie gra PSH, czyli przyszły król Jinheung Agn - Sob 28 Sty, 2017 00:29 A ja po 14tce Achiary. Trzykrotko, oglądałaś?
Spoiler:
Śmierć gówniary mnie ruszyła. Ale nie dlatego, że głupia dziewucha wyciągnęła kopyta, tylko w kontekście jej matki - nacierpiała się jednak ta kobieta, przeżyła koszmar, mimo wszystko urodziła tę córkę i wychowała jak umiała - nie wyszło, bo nie wyszło, ale swoje dziecko jednak kochała. I teraz patrzyła jak umiera. Przykre.
Swoją szosą - taaaa, to o Hye Jin i Czebolowej to dobre miałaś przeczucie. Kurde, jakie to wszystko jest podefekowane - głowa mała.
Jutro idę na RE6. Wnikliwie obadam te magiczne 10 minut z Junkim. Aragonte - Sob 28 Sty, 2017 00:43 Obadaj
Kurczę, coś nie mogę wejść w to Nine, wyłączyłam na razie i zaczęłam szukać czegoś innego do zaczepienia uwagi. Obejrzałam parę scen Królowej Seondeok, wyłączyłam. Zerknęłam na początek Zwierciadła - to też nie. Włączyłam Faith (przypadkowy odcinek) - wyłączyłam po kilku minutach. A teraz podejrzałam sobie fragmenty KMHM - teraz może nie zrobię powtórki, ale chyba skuszę się na to za jakiś czas (dla obu panów, oczywiście - bohaterka niezmiennie mnie wkurza).
No i dalej nie wiem, co chcę oglądać Agn - Sob 28 Sty, 2017 00:55 Chodź obejrzeć Achiarę... *kusi*Aragonte - Sob 28 Sty, 2017 01:01
Agn napisał/a:
Chodź obejrzeć Achiarę... *kusi*
Nie mam jej na razie. Za to mam mnóstwo dram, które zaczęłam i nie dokończy lam albo które w ogóle leżą i czekają na zmiłowanie... aż głupio.
No nic, zerknęłam sobie na parę scen KoD - ten głos Kim Myung Mina - i pewnie pójdę spać. Zobaczymy, czy po prysznicu najdzie mnie na jakąś dobranockę.Agn - Sob 28 Sty, 2017 01:06 Może właśnie Achiara cię wciągnie? *nie poddaje się*Trzykrotka - Sob 28 Sty, 2017 01:11
Agn napisał/a:
Swoją szosą - taaaa, to o Hye Jin i Czebolowej to dobre miałaś przeczucie. Kurde, jakie to wszystko jest podefekowane - głowa mała.
Jedno małe miasteczko, a statystyką okropności bije na głowę pewne Seul z Busanem razem wzięte.
Jak mi się podobał szantażyk wielokrotnego właściciela w stosunku do syna: nie zdradzaj mnie, bo się poprawiłem (aha, jasne), a twoja mała siostrzyczka (pół miasteczka sióstr, normalne ) nie może przecież żyć z piętnem "córki gwałciciela." Mało brakowało, a i gówniarę przeleciałby, kiedy ją przytaskał do chaty.
Jej śmierci mi żal, bo może - może zaczynało się w niej coś przemieniać.Agn - Sob 28 Sty, 2017 10:24 Ona zaczynała się ciut zmieniać, bo zachorowała. Kiedy człowieka wszystko boli, to może być inny. Gdyby nie to, nadal załaziłaby wszystkim za skórę.
Trzykrotka napisał/a:
nie zdradzaj mnie, bo się poprawiłem (aha, jasne), a twoja mała siostrzyczka (pół miasteczka sióstr, normalne ) nie może przecież żyć z piętnem "córki gwałciciela." Mało brakowało, a i gówniarę przeleciałby, kiedy ją przytaskał do chaty.
No właśnie. I te jego argumenty... weź... swoją szosą zastanawiająca jest Stolarzowa - co ją skłoniło do małżeństwa z tym człowiekiem? Brrr.
Dobra, rychtuję się! Trzeba umyć kły, wyfiokować się - nie będę nieogarnięta oglądać Junkiego. Admete - Sob 28 Sty, 2017 14:10 Nadrabiam Salomon's perjury. W ten weekend zakończenia, akurat obejrzę te wcześniejsze i będzie całość. Bardzo mi się podobał odcinek 9. Dzieciaki walczące o prawdę i w imię dobra, uczące się życia. Jak Harry Potter minus magia Agn - Sob 28 Sty, 2017 18:17 Wróciłam z kina. Anaru też. Obie żyjemy.
W opowieści będzie miliard spoilerów, więc jeśli ktoś chce obejrzeć to filmowe arcydzieło, to niech nie czyta.
Zombiaki to nie boja bajka i nigdy nie będzie. Na szczęście poszłam z Anaru, więc dobrze się bawiłyśmy chichrając się po cichu z kolejnych niedorzeczności. Generalnie co jest wielką wadą filmu - ma strasznie szybki montaż. Za szybki, ludzkie oko nie jest w stanie nadążyć. I tak - coś latającego atakuję Millę na drodze, ale nie jesteś nawet w stanie zobaczyć, co, bo montaż się z tym rozprawił. Plusem jest to, że dzięki temu nie widać zbyt wielu flaków na ekranie. Straszny ten film nie jest, efektów specjalnych nie doceniam.
No dobra, skupię się na powodzie, dla którego poszłam na to do kina (27,50 za bilet!!!!!!!!!!!!!!!!! rozbój w biały dzień!). A więc - Junki. Junki wyglądał cudnie. Doceniłybyście odzienie w czerń (coś na kształt munduru miał), czarne włosy dobrze przystrzyżone, zgrabna, męska fryzura, żadnych grzybów, loków i innego badziewia. Nawet miał rolę mówioną (konkretnie powiedział: "Sir! She's gone." i tyle). Najpierw były na niego ujęcia, jak mu Ian Glenn każe celować i strzelać, więc ślicznie wytaczał działa na Millę, potem miał ładną walkę z Millą. I tę walkę chciałabym mieć. Szczęka opada, jaki on jest szybki. Znaczy się to pewnie też kwestia montażu itp., ale nogami takie cuda wyczynia, że nic tylko wpatrywać się w ekran i nie mrugać. Pragnę też zaznaczyć, że Milla go brzydko postrzeliła, a potem zrobiła mu wyjątkowe świństwo. Bo tak - gdzieś tak w pierwszej półgodzinie filmu Milla została złapana przez Iana Glenna i, nie rozpisując się z wszystkim po kolei, Ian kazał ją przywiązać do swojego superczołgu za ręce i biegła sobie za tym czołgiem, a za nią armia zombiaków. I potem Milla to zrobiła Junkiemu. Chyba sobie muszę z Millą na ten temat porozmawiać. Bo to Ian Glenn sobie na takie bieganie zasłużył. Biedny Junki potem miał ujęcia z daleka, że b. długo za tym czołgiem biegł i chyba mi mignął, jak wgryzł się (już jako zombi) w Iana Glenna na samiuśkim końcu. Tak mi się wydaje, że to był on, bo mi jego uczesani mignęło. Ale mogę się mylić - wybaczcie, nie pójdę drugi raz, by to sprawdzić.
No i tyle. Junki piękny, sprawny, że proszę siadać. Mało go było, ale dobre i to. I był na dużym ekranie. Yay!
Poza tym nienawidzę multikina. Drogo, że głowa boli, przed filmem reklamy - owszem, innych filmów też, ale do tego czekoladki, kawa i inne pierdoły. I tego nie da się wyłączyć. Grrrrrr!!!Aragonte - Sob 28 Sty, 2017 18:26 A Gwaine'a zauważyłaś? Bo on (tj. Eoin Macken) w tym też gra, już pisałam Pewnie czwartego zombiaka od lewej Agn - Sob 28 Sty, 2017 18:28 Kurczę, miałam o tym pisać, że Gwaine tam był! Zapomniałam wspomnieć. Oczywiście, że zauważyłam. Nie grał czwartych zwłok po prawej, prawdę mówiąc było go dość sporo i jego postać miała znaczenie dla, ehem, fabuły.Anaru - Sob 28 Sty, 2017 18:32 Tak sobie myślę, że miara wariactwa jest pójście do Multikina i wydanie 27,50 zł na entą część Resident Evil tylko dlatego, że gra tam Junki . Ale czego się nie robi dla towarzystwa
Biletu ode mnie nikt nie chciał, więc w sumie mogłam nie kupować , byłoby więcej np na cyderek . Za to oszczędziłyśmy na popcornach i colach, na przegrychę i ukojenie nerwów były znane co poniektórym chipsy jabłkowe
Ale nic to. Najpierw 20 minut reklam, w tym Play (mój heft reklamowy w ciężkim przesycie) oraz ciąg dalszy Greya i kilka rzeczy, które chętnie obadam jak się pojawią w dystrybucji .
A potem zębata migająca sieczka, strzały, wybuchy i ogłuszający poziom dźwięku.
Będą spoilery jak krowy, ale wątpię żeby się któraż z was wybierała, więc sobie pozwolę, Agn pewnie pozwoli sobie również
Ostatnia posługa
Michał Walkiewicz
wczoraj recenzja kinowa Resident Evil: Ostatni rozdział (2016)
Filmowa seria "Resident Evil" dobiega końca, beznamiętna Milla Jovovich opróżnia ostatni magazynek, zombie mogą wrócić do grobu, a widzowie – odetchnąć z ulgą. Jak wypada zwieńczenie liczącego aż sześć odsłon cyklu? Czy producent wykonawczy wrócił z urlopu? Reżyser zrozumiał, że pomysły nie są tożsame z efektami specjalnymi? A montażysta i operator odstawili ciężkie narkotyki?
Żartowałem, to w większości pytania retoryczne. "Ostatni rozdział", choć w finale puszy się na opowieść o tym, co dostajemy w genach, a czego musimy się nauczyć, pozostaje dzieckiem realizowanego z bezwzględną precyzją planu biznesowego, zaś Paul W.S. Anderson ponownie serwuje nam fabularno-estetyczny bajzel. Historia podąża śladami genetycznie zmodyfikowanej twardzielki Alice (Jovovich) oraz jej mało interesujących, nakreślonych dłutem przyjaciół, z kolei trop wiedzie do punktu wyjścia, czyli do laboratorium korporacji Umbrella zwanego Ul, w którym rozpoczęła się epidemia śmiercionośnego wirusa. Stawka jest wysoka, chodzi o ratowanie świata i odnalezienie tożsamości przez główną bohaterkę, ale żywiący nadzieję, że film postawi konwencję na głowie, odejdą rozczarowani. Jeżeli reżyser próbował kiedykolwiek opowiedzieć o czymś więcej niż o anatomii i nieświeżym oddechu żywego trupa, te chlubne ambicje zostały pogrzebane dawno temu.
Oczywiście, seria nie stoi ani pytaniami wagi najcięższej, ani odpowiednio dawkowaną atmosferą grozy, lecz obezwładniającą akcją. I tutaj jest już znacznie ciekawiej – dzięki strukturze dobrego pornosa, całość składa się wyłącznie ze scen rozwałki przerywanych niepotrzebnymi dialogami. "Ostatni rozdział" to bodaj pierwszy film od czasu wyreżyserowanej przez Russella Mulcahy’ego "Zagłady", który nie przypomina formalnie kina Leni Riefenstahl. Wewnątrzkadrową symetrię zastąpiły różnorodne ujęcia, z kolei sterylne wnętrza podmieniono na odpowiednio zasyfione i nadgryzione zębem apokalipsy lokacje. Trup ściele się gęsto, eksplozje raz po raz wstrząsają ekranem, pocisków nikt nie liczy – ani bohaterowie, ani reżyser. Jest kampowo i absurdalnie, a zarzuty mam tradycyjnie do montażu – sceny potyczek z monstrami różnej maści są tak poszatkowane, że film przypomina celuloidowy kebab. Reżyseria i prowadzenie aktorów leżą, nihil novi, zaś na czele korowodu obsadowych pomyłek dumnie kroczy Iain Glen jako demoniczny naukowiec z aspiracjami na religijnego fanatyka.
Widzowie, którzy znają markę "Resident Evil" głównie z kina, wiedzą, czego się spodziewać – i dostaną dokładnie to, za co zapłacili. Miłośnicy gier wideo przełknęli łyżkę dziegciu dawno temu, gdy Anderson porzucił mitologię oryginału na rzecz autorskiej linii fabularnej, do czego zresztą miał prawo i co nie musiało być wcale kiepskim pomysłem. Wyszło jak wyszło, uniwersum, mówiąc delikatnie, zaorał, kultowe postacie podmienił na cosplayerów z aktorskim CV, a ciekawą w gruncie rzeczy bohaterkę sprowadził do roli jednowymiarowej mścicielki. Po sześciu filmach i dokładnie 587 zmarnowanych minutach wciąż nie wiem, czy mógł to zrobić lepiej. Wiem natomiast, że w przeciwieństwie do niego Alice na swoją emeryturę zasłużyła.
Na Junkiego musiałyśmy trochę poczekać , przeczekać parę ataków zombiaków, biegających i latających, jak i jakichś indywiduów, bęcki ze strony Milli, aż wreszcie się pojawił jako przyboczny religijnego psychopaty.
Po pierwsze miał świetna fryzurę, bardzo dobrze w niej wygląda , po drugie mundur: nie muszę mówić jak dobrze w nim wyglądał . Po trzecie tajemniczy krzywy uśmieszek i siła spokoju w tym zombiakowo-kaznodziejsko-wybuchowym kołowrotku. Grał głównego strzelca od strony Wielkiego Złego, więc oczywiście mimo wszelkich starań i wystrzeliwania przeróżnych pocisków nie mógł sobie w niezniszczalną Millę trafić, więc był jeszcze zmuszony trochę się z nią pokopać. Warta zobaczenia sekwencja.
Niestety ze względu na wybór nieodpowiedniej strony nie mógł za długo pożyć , a ponieważ Milla biegała na sznurku za opancerzonym wrogim pojazdem, to zafundowała ten sam los Junkiemu . I powiem wam, że całkiem nieźle biegał, przez jakieś pół filmu kiedy Milla i s-ka w podziemiach rozwalali system , a za nim biegła armia zombiaków pragnących bliższego poznania .
Niestety nie da się biegać bez końca (choć co migawka to leciał biedak na sznurku ), więc i on musiał ulec, ale (jak Agn przyuważyła, bo mnie umknęło) zemsta jest rozkoszą nie tylko bogów, więc i Junkiemu dany był ostatni, finalny gryz, który unieszkodliwił Bardzo Złego, a raczej jego klona, ale to w sumie nieważne. Agn poznała chyba po fryzurze, ale z racji montażu zbyt szybkiego dla ludzkiego oka nie dało się tym delektować, ani nawet przyuważyć dokładnie.
Wygląda na to, że powinnyśmy pójść jeszcze raz i dobrze się przyjrzeć czy to na pewno on
A w skrócie: co za badziewie , ale tak pociachany montaż, że nawet nie dało się przyjrzeć zombiakom z bliska, więc nawet dla Agn było bezboleśnie
Haha, Agn już zdążyła napisać, zgadzam się absolutnie z tym, że to Ian Glenn powinien tam biegać, ale do spóły z Junkim, który zezowacie strzelał, chociaż kaliber miał imponujący Aragonte - Sob 28 Sty, 2017 18:42 Żeby to chociaż nie było o zombiakach, tylko innych ohydztwach, to może bym poszła, ale zombiaków nie znoszę albo gdyby Junkiego było tam więcej
Niestety ze względu na wybór nieodpowiedniej strony nie mógł za długo pożyć
Przepraszam, ale z tych po właściwej stronie też tylko dwie babki przeżyły, przy czym jedna okazała się klonem.
Anaru napisał/a:
Ian Glenn powinien tam biegać, ale do spóły z Junkim
Ja ci dam! Jestem pewna, że komandora Chu (wbrew temu, co się szerzy po necie jego postać nazywała się Chu, a nie Lee!) dałoby się zreformować! Przeszedłby na jasną stronę mocy i świecił przykładem!
Aragonte napisał/a:
Żeby to chociaż nie było o zombiakach, tylko innych ohydztwach, to może bym poszła, ale zombiaków nie znoszę albo gdyby Junkiego było tam więcej
Liczę, że niedługo ktoś wytnie sekwencję kopanej walki między Junkim a Millą i umieści na YT, wtedy to co najważniejsze będzie dostępne bez konieczności męczenia się z resztą filmu.
Prawdaż, ale człowiek jest zdolny do wielkich poświęceń .
Aragonte napisał/a:
Żeby to chociaż nie było o zombiakach, tylko innych ohydztwach, to może bym poszła, ale zombiaków nie znoszę albo gdyby Junkiego było tam więcej
Tak szybko migają kadry, że tych zombiaków w sumie prawie wcale nie widać , głównie lecą jako zwarty tłum za tymi dwoma opancerzonymi pojazdami . Pojawia się parę potworków smokopodobnych latających, jeden wyskakuje z wody jak utopiec i przy okazji kłapania zębiskami na Millę urywa sobie nogę , przez chwilę pędzi za Millą i jej grupką stado czegoś typu zmutowane psy, które nie umieją pływać , kilku prawie denatów dynda żwawiej na linach jak się koło nich coś rusza i chyba jakiś jeden czy dwóch zombiastych zębiastych trolli pojawia się w podziemiach. Poza tym głównie jakieś pułapki, wybuchy, strzały, kopanina, trochę (nieszczególnie mlecznej ) retrospekcji i kaznodziejski psychol, który oczywiście źle kończy . Aa, na początku był chłopaczek zombiaczek, który zaraził całą kabinę kolejki linowej i sprawił, że miałam przed oczami Pociąg do Busan . To biegnące uparcie stado tez mi się kojarzyło, ale w Busan były urocze i durne (kretyniały po zgaszeniu światła czy zasłonięciu widoku ), a tu ani urocze ani mądre, za to szybkie i tworzące ciemny tłum, ani się przyjrzeć ani nic, mogliby ich nawet nie charakteryzować, szkoda zachodu.
A Junkiego nawet było więcej niż myślałam, że będzie Agn - Sob 28 Sty, 2017 21:22 Tak jeśli ktoś chciałby jakąś petycję uskutecznić, jak na wieki strzyc Junkiego, to tu można zobaczyć, za czym się optuje: http://gall.dcinside.com/...ungi&no=1096897
A ja skończyłam Achiarę. Uchhh, cała ta historia była naprawdę... erm... pokręcona. Nie rozumiem trzech rzeczy.
Spoiler:
1. O co chodziło z czebolem i tym całym panem Noh, że on nagle się okazał cały i zdrowy?
2. Śmierć pracownika masarni? W sensie - kim byli ci ludzie, którzy go wykończyli?
3. Dlaczego babcia głównej bohaterki popełniła samobójstwo?
W zasadzie to wszystko było straszne. Ufff... ale drama dobra.
No to co by tu teraz...?
Jutro pomyślę. O, Saimdang sobie sprawdzę! A teraz idę spać. BeeMeR - Sob 28 Sty, 2017 22:11 Och, wrażenia cudne
Na film się nie piszę Wyjątek z Junkim mogę zobaczyć Aragonte - Sob 28 Sty, 2017 22:54 Obejrzałam 4. odcinek Nine. Zaczynam się wkręcać
Widzę pewne podobieństwa z Signal, ale nie gatunkowe, tylko wspólne motywy. No, ale część tych motywów jest czy była po prostu popularna w kręconych dramach.
Edit: krótkie te odcinki - kolejny się obejrzał nie wiadomo kiedy Z Goblinem by tak szybko nie poszło Bohater zaczyna żałować, że zaczął mieszać Aczkolwiek nadal jest taka możliwość, że to efekt uboczny choroby Trzykrotka - Nie 29 Sty, 2017 01:10 O, moje kochane, jaka to ulga, że się poświęciłyście dla mas Powinnyśmy się chyba zrzucić na te zdziercze bilety (bandyci po prostu nie kiniarze ) Na Milę z Pięknookim wolę patrzeć tak.
Ale i ulgę czuję, ze nie tylko Siwon popełnił międzynarodową rolę w takim arcydziele
Skończyłam Achiarę SPOLIERY
Agn na twoje pytania też nie znam odpowiedzi. Ten szemrany Oh snuł się cały czas nie wiedzieć po co - podejrzewam, że tylko dla ostatecznego zohydzenia postaci ojca - czebola. Ajussi w ubojni to była sprawka ludzi Noha - ale po co był ten wątek - pojęcia nie mam. Bardzo się cieszę, że czebolowicz ostał się do końca miłym, porządnym chłopcem i że nauczycielka Moonówna także na końcu nie ubiła Agassi. Nie wiem nawet, czy wszystkie wątki kryminalne powiązały mi się w logiczną całość, ale jedno jest pewne - to świetna drama. Kryminał, ale nie z serii "zabili go, a on uciekł." W gruncie rzeczy zabójstwa były tylko dwa, strzelaniny niewiele. To jest świetny dramat psychologiczny, bardzo, do samej głębi cholernie smutny i prawdziwy. To, że Moonówna tak bardzo analizowała każde słowo, drążyła wypowiedzi, dokopywała się ukrytych motywów sprawiło, że każda postać była ładnie wielowymiarowa. Nawet potworom można było współczuć. A "porządni ludzie" byli aż obrzydliwi w tej porządności (teściowa czebolowa, żona stolarza). Na końcu obrzydlistwa schowanego w ludziach było już tak dużo, że sama poczułam się jak bohaterka Moonówny - juz dość, trzeba uciekać z Achairy.
Ale dramę bardzo polecam. Obaj posterunkowi to moi idole Agn - Nie 29 Sty, 2017 07:32
Trzykrotka napisał/a:
Powinnyśmy się chyba zrzucić na te zdziercze bilety (bandyci po prostu nie kiniarze )
Jeśli Pięknooki znów zagra w czymś takim, to przemyślę tę ofertę.
Trzykrotka napisał/a:
Ajussi w ubojni to była sprawka ludzi Noha - ale po co był ten wątek - pojęcia nie mam.
No właśnie nie mam pojęcia i to mnie zastanawia.
Swoją szosą było powiedziane, że zbok nie zostanie ukarany. Bardzo to... życiowe.
Współczuję małej. Ma tatę-zboczeńca i matkę-morderczynię. Nie wiem, co z niej wyrośnie.
Trzykrotka napisał/a:
Nawet potworom można było współczuć.
Mogę chyba powiedzieć, że do końca czułam sympatię wobec Agassi.
Trzykrotka napisał/a:
Obaj posterunkowi to moi idole
Oni byli cudni. Młody szczególnie. Tyle razy spławiany, a się nie poddawał, drążył, kombinował, szukał... no cudny.
I tego aktora, który grał jego kolegę, chyba pierwszy raz widzę w pozytywnej roli. Przeważnie chyba gra jakieś szuje. Admete - Nie 29 Sty, 2017 08:08
Trzykrotka napisał/a:
Ale dramę bardzo polecam. Obaj posterunkowi to moi idole
Posterunkowi to była jasna strona mocy Agn - Nie 29 Sty, 2017 13:48 Oj tak, zwłaszcza że wokół niemal sami lordowie Sithów.