Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?
Alison - Wto 20 Lut, 2007 12:15
Nieee, ja się potrafię doskonale izolować i większość tego co czytam, czytam po tramwajach i w poczekalniach. Po prostu jakieś to takie było nieudałe i dialogi dość drętwe, w porównaniu z poprzednimi, może dlatego, że to już nie zauroczenie, ale bujnie powikłane pożądanie im zaczyna słowa i myśli plątać
Trzykrotka - Wto 20 Lut, 2007 12:25
Te róze miały swój początek i koniec: szedł za nią, patrzał jak je wąchała i wtulała w nie twarz i zrywał te, ktorych dotykała.... A potem, kiedy już wyjechala wysłuchawszy wszytskiego, co wyszeptały bezpamiętne usta jego (jakie to są usta "bezpamiętne"?), on chodził smetny po sali portretowej i zbierał płatki tych róż, jeszcze nie sprzątnięte....
Ech
Admete - Wto 20 Lut, 2007 12:27
Wiecie co? Ja jednak nie będę tego czytać, nie dam rady
Alison - Wto 20 Lut, 2007 12:30
O Jezusie, chyba smyrnę do klopa z tą książką, bo w pracy to czytać nie wypada, poza tym ja mam pełno pisaniny, Bożeeee, co za niesprawiedliwość rozpaczna i rzeczywistość tyraniczna!!!!!!
A usta bezpamiętne, to może takie, że pocałunku spragnione, a nie zaznawszy go bez pamięci o niem pozostają, bo i pamiętać nie mogą tego, co się nie stało...
Ach....
Admete - Wto 20 Lut, 2007 12:52
W dodatku to romans, a mnie się nie chce romansowych czytać Jakby tak strzelali, naparzali się, ewntualnie walczyli z przeważającymi siłami ciemności w imię większego dobra i gadali co trzy strony o przeznaczeniu i poświęceniu - to może bym się skusiła
Trzykrotka - Wto 20 Lut, 2007 13:14
Kochane Panie, nic na siłę! Admete nie czyta in extenso, ale jak sobie poczyta nasze komentarze, to już będzie wiedziała o co chodzi, a samo duchowe uczestnictwo da jej "wielką doze zadowolenia", jak hrabiance Barskiej zwiedzanie Głębowicz. Inaczej mogłaby wzdychac rozpacznie.
Admete
Alison - Wto 20 Lut, 2007 14:15
Na tym forum to co poniektórzy to po prostu limfatyczne gusta mają i nie doceniają sztuki przeprawdziwej
A swoją drogą, zauważyłam, że u pani Heleny wyraz "prąd" zarówno w liczbie mnogiej, jak i pojedynczej, w najróżniejszych konstelacjach znaczeniowo-stylistycznych chętnie jest używany i chyba należy, obok przymiotnika "pyszny", do najulubieńszych
Jednem słowem - kobita z prądem - porażająco obezwładniająca!
Alison - Wto 20 Lut, 2007 15:20
Właśnie przyjechałam z pracy i jestem po nowej porcji lektury, nie wiem czy słyszałyście drogie panie, ze Wiluś Szeliga w Głębowiczach grywał w tenisa impetycznie, a gondola po odnowieniu, zyskała nowy srebrny napis "Stefania", co wszystkim obecnym dało do myślenia...
Admete - Wto 20 Lut, 2007 15:25
Ja się z wami droczę , a jeśli czytać bedę to tendencyjnie Eee...nigdzie się zapisywać nie bedę, bo leniwa jestem i wolę sobie oglądać jak się inni męczą, niż sama męczyc
Alison - Wto 20 Lut, 2007 17:22
No chiba, że tak
To ja spokojnie odpływam na łyskliwe wody głębowickich strumieni
Alison - Wto 20 Lut, 2007 18:31
Gosiu, pytałaś jak mi się podoba główny bohater? Właśnie jestem świeżo po imieninowym powożeniu Przyznać muszę, że jak on ją tego powożenia uczył, stojąc za nią i napawając się jej bliskością, spoglądał na nią zabójczo i odzywał się uderzając w "tony pieściwe", to mnie się rolmalnie gorąco robiło .
No fakt, że akurat byłam w wannie pełnej gorącej wody, ale to jedno z drugim nie może mieć nic wspólnego.
Nie mogę ukryć, że te wszystkie "caca" i "dzidzi" w jego ustach bezpamiętnych wprawiają mię w niejakie osłupienie, a może nawet zesłupienie, ale cóż, pomna, ze ideałów nie ma, rozumiem, że i ordynat być nim nie może.
Zostawiam Was moje drogie, gdyż fascynujace wydarzenia wystawy rolniczej (zupełnie jak w N&S ) mnie czekają, więc spływam podążając za głosem "orkiestry, snujacej się dźwiękliwie po wodzie". Adieu!
Gosia - Wto 20 Lut, 2007 20:44
Wlasnie, juz po obejrzeniu N&S, uderzylo mnie ze w naszej Tredowatej tez jest temat wielkiej wystawy [rolniczej] co daje okazje do spotkania sie bohaterow
A slowo "dzidzi" w oczach ordynata bylo chyba najgorszym okresleniem w tej powiesci Raczej wiekszosc "zabojczych" slow w Tredowatej jest w sumie zabawnych, ale to "dzidzi" mnie troszke zniesmacza. W TAKICH ustach, takie zdrobnienie Toz to sie nie godzi
Wlasnie, wlasnie, czy doczytalas juz o dziku i kordelasie?
Alison - Śro 21 Lut, 2007 10:13
Ach, moja droga skończyłam pierwszy tom i chyba muszę sobie zrobic trochę przerwy, bo już zaczynam gadać w domu po :mniszkowemu"
Poza wszystkim jednak, jak czytałam o tych polowaniach, o tych balach, o tym jego nadskakiwaniu jej i zerkaniu na nią, wszędzie zza winkla, to nie wiem czemu coraz częściej widziałam Darcy'ego (czyli Colina) i Lizzy. Ona jakaś mocno podobna w zachowaniu i pewności siebie, on podobnie się w niej zapada powoli, ale bez pamięci. Wprost nie mogę tylko uwierzyć, że Dygat tak spłycił wszystko w filmie. Nie miałam świadomości, że ona tak brylowała długo na salonach i przez tyle osób, mimo wszystko była podziwiana i akceptowana. Muszę trochę popisać służbistości, więc narazie pozostaję w tęsknocie do wystawności Głębowickich przyjęć, piękna doliny róż, tudzież takiego bezgranicznego, męskiego uwielbienia... :oops:
Och, mój Boże, wcale się nie dziwię, ze tabuny kobiet szalały za tą książką. Furda tam te usta bezpamiętne i tony pieściwe, fajnie jest poczytać, że kogoś tak uwielbiano, i to jeszcze TAKI mężczyzna Po tym pierwszym tomie, muszę powiedzieć, że egzaltacja tej książki już mnie nie denerwuje, a właściwie wzrusza, bo ta pani Helena naiwnie tęskniąca za wielką, szaloną miłością, przelała to na papier tak jak czuła, a że czuła strasznie po dziecinnemu i z taką zadyszką myślową, no to tak to zostało napisane. Ja tam ją do serca za to przytulam i rozumiem w pełni.
Muszę tu jednak dodać, że jak na scenie dramatu pojawiła się Wera i te wszystkie pełzające zmysły, tygrysy i tygrysice, to się popłakałam ze śmiechu, ale i tak: Vive madam Helene! O przepraszam, pan ordynat by mnie zganił: Wiwat pani Helenka!
Alison - Śro 21 Lut, 2007 13:02
Nie mogłam się oprzeć i pochłonął mnie niczym otchłań bezbrzeżna drugi tom!
Cofam z tymi prądami! Najulubieńszym słowem autorki zdecydowanie jest "wena". Wszyscy ją mają do wszystkiego, chyba, że jej akurat nie mają. Najczęściej nie ma jej Trestka.
Byłabym tylko wdzięczna, gdyby mię ktoś objaśnił w sprawie "zastosowania". Nijak nie rozbieram o co autorce chodzi, bo raz Stefcia nie jest zastosowana do pogody, innym razem Trestka jest zastosowany do koni zdaje się, jakoś w otumanieniu swym nie nadążam chyba... :oops:
Margarett - Śro 21 Lut, 2007 13:19
hmm...może odpowiednio ubrany. Nie znam całego kontekstu
Takie moje domysły, poza tym kiełbie we łbie :razz:
Trzykrotka - Śro 21 Lut, 2007 13:55
Panna Stefania też była do czegoś zastosowana. Mamy kolejną rzecz do rozważeniaa, po bezpamiętnych ustach.
Alison, w tomie drugim zmysły dochodza wyraźnie do głosu
Alison - Śro 21 Lut, 2007 15:33
Dziewczynki jestem po oświadczynach ordynata w oranżerii :neutral: Jeszcze te oświadczyny jak oświadczyny, ale to co nastapilo PO... żenada. Czytałam to z prawie zamkniętymi oczami. Omam jakiś panią Helenę, moją ulubioną pisarkę, dopadł .
Jezusie przenazareński, te wszystkie nawałnice, huragany, żyły, mózgi, pioruny, serca, dławice duszy, o mamusieńku, natłok tych kataklizmów taki, a wszystko w tym drobnym ciałku Stefanii. Już zaczęłam wymiękać, bo wyrozumiałość wyrozumiałością, miłość do romansów, miłością do romansów, ale co za dużo to niezdrowo. :cry:
Nic to, twarda jestem jak Roman Bratny, czytam dalej, tem bardziej, że gromy i rzężączki duchowe nieco przycichły, chyba jednak zostanę wielbicielką pierwszego tomu, bo ten drugi to trochę nie na moje nerwy. Ale melduję, że czytam dalej i nic mnie nie zmoże, nawet ta cholerna magnacka SFERA z wszystkimi jej fanaberiami. Aż się boję pomyśleć, co będzie targało Waldemarem jak Stefcia zemrze, nie wiem czy ja to wytrzymam, tę ilość przymiotników najtragiczniejszych w wyrazie, ale spróbuję.
No to do następnej odsłony. Idę się posilić, bo mię ta tragedyja rolmalnie z sił wyssała, ale potem zmagań ciąg dalszy nastąpi. Trzymajta za mnie, co tam macie do trzymania...
Alison - Śro 21 Lut, 2007 15:56
Oj moje kochane.... Scena w karecie - ja drżę febrycznie jak Stefcia w ramionach ordynata.
Przede wszystkim były bezpamiętne, tym razem, pocałunki. Czyli rzecz cała wyjaśnioną! "Bezpamiętny" to taki od zatracenia się bez pamięci, więc i do ust Waldemara pasujący i do jego pocałunków.
No to lecę, bo tam co zaraz jeszcze mi w tej karecie frenetycznie wybuchnie i się nie załapię na co ważnego, i się w akcji pogubię. Spadam impetycznie!
Pemberley - Śro 21 Lut, 2007 16:05
Podawalam juz link do e-booka - mozecie zaczac czytac elektro, a jak przestaniecie wyczekiwac listonosza, to moze na zlosc jutro przyjdzie...
Podp.
Optymistka Popielcowa
Trzykrotka - Śro 21 Lut, 2007 16:18
To teraz Ali, ostrzegam, on będzie jak Zawisza pod Grunwaldem, walczył z całą rodziną o swoją miłość. Nawet Admete by sie spodobało: jak we Władcy Pierścieni go oblegną, z olifantami, sprzymierzonymi wojskami i wszelkim sferowym plugastwem. W powieści przekłada się to na wiele gadania :neutral:
Gosia - Śro 21 Lut, 2007 16:45
Zaiste, to bedzie TYTANICZNA walka
Co do kultowych tekstow z Tredowatej
U mnie takim tekstem jest ( gdy ktos bierze sobie dokladke):
"Nie wiem, jak mozna drugi raz dobierac? Bierze sie raz, odpowiednia ilosc dla zaspokojenia apetytu"
W podobnych okolicznosciach, gdy ktos sie czyms objada mowi sie:
"Koleżanko Puciata, bez przesady!" (to z "Czterdziestolatka" akurat)
Alison - Śro 21 Lut, 2007 18:30
Dzięki, że mnie wspieracie, muszę sobie robić przerwy, bo emocji tyle przewija się przez strony tej powieści, że nie nadążam z przeżywaniem
Jestem już po tej walce tytanicznej, Byłam dumna z Waldemara i z Macieja, w filmie poszedł z tym błogosławieństwem na dwie raty. Już i klejnoty rodowe przymierzali, już on ją i przy księżnej całuje, no taki byłby miód z marcepanem, że hej, gdybym ja nie wiedziała, że wszystko ku złemu zmierza, że się i cieszyć tym szczęściem nie potrafię :sad: . Protestuję przeciwko scenariuszowi Dygata, wszystko tam takie szastprasowe było, a w książce ona zdążyła się z całą rodziną zaprzyjaźnić, księstwo ją w Ruczajewie odwiedziło i stwierdziło, że było całkiem "możliwie" , ona już się nazdążała ochronek naodwiedzać prawie jako ordynatowa, kurcze, sypialnię purpurową z babcią Podhorecką zwiedziła. Jako stara fanfikara już miałam w oczach jak księżna jej rad, co do nocy poślubnej udziela, ale poszły w klejnoty i Waldi je nakrył. W filmie to ją zaraz po oświadczynach zbluzgali na balu i poooszło!
Nic to, mam już z górki, trochęm nadwątlona, nie wiem czy będę miała siły zapłakać nad ich losem, ale się postaram, żeby pani Heli przykrości nie robić.
No to Adieu!
Alison - Śro 21 Lut, 2007 18:48
NO NIE!!! On jej drogę zastępuje, światło gasi, bierze ją w ramiona, niskim głosem do ucha mruczy: nie wyrywaj mi się nigdy! Słyszysz? A ona skomli: Waldi...mój..tyś dobry.
Mało tego! On ją puszcza, poruszony dźwiękiem jej prośby! ZAŁAMKA!!!
Pani Heleno!!! Pani mię rozczarowuje!! ??:
I nie dam się przekupić tym, że po zapaleniu światła kazał się pocałować. A gdzie jakieś zmysły pełzające albo co...przecież już wolno, są zaręczeni!
Aaalee nuuudy ??:
Gosia - Śro 21 Lut, 2007 18:54
Ależ Ali, nie uchodzi żeby on jej ust dotknal, poki nie staneli na slubnym kobiercu
Mnie to smieszy w roznych powiesciach, jak bohaterka mowi w myslach do siebie, ze drzy w jego obecnosci, i gdyby ją tylko dotknąl, to ona by nie wytrzymala.
Ale kiedy do takiej sytuacji jednak dochodzi, to ona ma w sobie tyle sil, aby go odepchnac. Nieraz juz takie rzeczy czytalam i w Tredowatej nie jest inaczej
Troche konsekwencji, romantyczne bohaterki!
Ali tez jak widze nie jest konsekwentna, raz chwali naszą piękną Helenę, drugi raz gani bez litosci. Zadnego umiarkowania.
A tu milosc trzeba okazac do tej pieknej prozy i serce mi się raduje, gdy czytam Twoje Ali, wrazenia i zachwyty
Alison - Śro 21 Lut, 2007 19:18
Jakżeż?! Przecie dotykał, i w pociągu, i w saniach, tu i owdzie
Jak jej skroń wąsami musnął w loży, to aż mnie prąd mniszkowy przeszył :razz:
A w ogóle to wpadłam tylko zapisać punkt dla Waldiego, bo pysznie przywalił Barskiemu w teatrze. Magnackie pawice! No pysznie, pysznie! Wprost uwierzyć nie mogę, że ona umrze, teraz kiedy już wszystkich do siebie przekonała. Barscy to zakała arystokracji, nie liczą się!
Lecę!
|
|
|