To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Filmy - Love Actually

Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 09:54

Marija napisał/a:
I kwestia jego menadżera: "15 minut u Eltona Johna i już jesteś gejem?" :rotfl:

:rotfl: :rotfl: :rotfl:

Admete - Pon 03 Gru, 2007 12:46

Jesli mam wybrać, co mi sie w Love Actually podoba, to muszę przyznać, że to ciężki orzech do zgryzienia. Wzruszam się bardzo przy scenie z Emmą i Joni Mitchell, ale chyba najbardziej lubię wątek ojczyma i jego przybranego syna łącznie z biegiem przez lotnisko :-) Znów się na koniec popłakałam. A co myślicie o wątku Keiry i tego nieszczęśliwie zakochanego?
Czarna zdzira chyba jednak robiła to z samotności...

BeeMeR - Pon 03 Gru, 2007 12:57

Admete napisał/a:
A co myślicie o wątku Keiry i tego nieszczęśliwie zakochanego?
Bardzo lubię ten wątek - też ładnie zagrane sceny

natomiast nie lubię i nie przemawia do mnie w ogóle watek wyprawy do Ameryki na lasencje - jest to w zasadzie jedyny odrealniony dla mnie wątek - już nawet ekscentryczny rockstar (mój idol ;) ) przy nim wydaje się wiarygodniejszy :roll:

Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 12:58

BeeMeR napisał/a:
Admete napisał/a:
A co myślicie o wątku Keiry i tego nieszczęśliwie zakochanego?
Bardzo lubię ten wątek - też ładnie zagrane sceny

natomiast nie lubię i nie przemawia do mnie w ogóle watek wyprawy do Ameryki na lasencje - jest to w zasadzie jedyny odrealniony dla mnie wątek - już nawet ekscentryczny rockstar (mój idol ;) ) przy nim wydaje się wiarygodniejszy :roll:

Zgadzam się :mrgreen:

Kaziuta - Pon 03 Gru, 2007 13:08

A mnie jeszcze zasmuca wątek tej dziewczyny (nie pamiętam imienia) co ma chorego psychicznie brata. Już była tak blisko swego szczęścia :cry2:
Z drugiej strony, co to za facet którego przerasta taki problem?

Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 13:13

Kaziuta napisał/a:
A mnie jeszcze zasmuca wątek tej dziewczyny (nie pamiętam imienia) co ma chorego psychicznie brata. Już była tak blisko swego szczęścia :cry2:
Z drugiej strony, co to za facet którego przerasta taki problem?

Ja go jeszcze ostatecznie nie skreśliłam. A poza tym - weź pod uwagę, że gdyby eee braciszek zaczął ich bombardować telefonami po harapie dopiero - to reakcja Carla mogła być zupełnie inna. A tu jeszcze zrozumiała frustracja zadziałała...

snowdrop - Pon 03 Gru, 2007 13:26

A Colin znowu znalazł się w jeziorze. Najpierw DiU teraz LA. Ciekawe czy jeszcze w jakimś filmie się pluskał.
Marija - Pon 03 Gru, 2007 13:29

Ale w lodowatym, brrr...Fajnie się uderzył o barierkę, pędząc nad to jezioro, czyż nie? :oklaski: Wydał z siebie anglosaskie "łoj!" :lol:
Maryann - Pon 03 Gru, 2007 13:30

snowdrop napisał/a:
A Colin znowu znalazł się w jeziorze. Najpierw DiU teraz LA. Ciekawe czy jeszcze w jakimś filmie się pluskał.

No w "Bridget" w fontannie. I w "Valmoncie"...

Alison - Pon 03 Gru, 2007 13:52

Maryann napisał/a:
snowdrop napisał/a:
A Colin znowu znalazł się w jeziorze. Najpierw DiU teraz LA. Ciekawe czy jeszcze w jakimś filmie się pluskał.

No w "Bridget" w fontannie. I w "Valmoncie"...


Widać, rybka lubi pływać.
Co do filmu, to ja właśnie bardzo lubię wątek gostka jadącego na podryw do Stanów. W Anglii klapa za klapą, a tam proszę prosto z lotniska do sypialni czterech spragnionych angielskiego akcentu lasek. On miał boską minę w tym barze jak się okazało, że nie trzy, tylko cztery :rotfl:
I w ogóle nie należy tego brać tak dosłownie :wink:

Maryann - Pon 03 Gru, 2007 13:53

Alison napisał/a:
Widać, rybka lubi pływać.

w ubraniu... :wink:

Marija - Pon 03 Gru, 2007 13:57

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Widać, rybka lubi pływać.

w ubraniu... :wink:
Bo zimno, to jak ma pływać? :mrgreen:
BeeMeR - Pon 03 Gru, 2007 13:57

Cytat:
I w ogóle nie należy tego brać tak dosłownie :wink:
Ja wiem, i też lubię jego minę :mrgreen: ale jakoś mi to zakłóca wątki poważne - Emmę i bodajże Lindsay (siostrę) oraz zakochanego w żonie przyjaciela - bo one wydają się najbardziej życiowe. Miłość do cudzoziemki z Colinem tez jest siłą rzeczy potraktowana schematycznie, ale ładnie :)
BeeMeR - Pon 03 Gru, 2007 13:57

No i nie w sposób nie wspomnieć małej, acz znacznej roli Jasia Fasoli - pierwszy raz szczerze mi się podobał :)
Alison - Pon 03 Gru, 2007 13:58

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Widać, rybka lubi pływać.

w ubraniu... :wink:


Rybka zawsze pływa w pełnym garniturze. Rozdziewa się wyłącznie do smażenia :wink:
Uo Jezuuuu, muszę iść na zajęcia BUUUUUUUUUUUUU :cry2:

Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 13:59

BeeMeR napisał/a:
Cytat:
I w ogóle nie należy tego brać tak dosłownie :wink:
Ja wiem, i też lubię jego minę :mrgreen: ale jakoś mi to zakłóca wątki poważne - Emmę i bodajże Lindsay (siostrę) oraz zakochanego w żonie przyjaciela - bo one wydają się najbardziej życiowe. Miłość do cudzoziemki z Colinem tez jest siłą rzeczy potraktowana schematycznie, ale ładnie :)

A mnie się podoba, jak konwersują sobie z tą Portugalką i ni cholery się nie rozumieją :mrgreen:

Maryann - Pon 03 Gru, 2007 14:01

Sofijufka napisał/a:
A mnie się podoba, jak konwersują sobie z tą Portugalką i ni cholery się nie rozumieją :mrgreen:

Taaak... :mrgreen:
"- Jak mi odpalisz 50 % zysków.
- Mogę ci dać za to 5 % udziałów w zyskach".

snowdrop - Pon 03 Gru, 2007 14:07

Fajne jest tez jak na końcu filmu Natalia skacze na Premiera, a on mówi jej cos w stylu: przytyłaś .... i potem usmiecha się tak ciasteczkowo i miodziowo :serduszkate:
nicol81 - Pon 03 Gru, 2007 14:18

Sofijufka napisał/a:
BeeMeR napisał/a:
Admete napisał/a:
A co myślicie o wątku Keiry i tego nieszczęśliwie zakochanego?
Bardzo lubię ten wątek - też ładnie zagrane sceny

natomiast nie lubię i nie przemawia do mnie w ogóle watek wyprawy do Ameryki na lasencje - jest to w zasadzie jedyny odrealniony dla mnie wątek - już nawet ekscentryczny rockstar (mój idol ;) ) przy nim wydaje się wiarygodniejszy :roll:

Zgadzam się :mrgreen:

I ja takoż, to było bleee
Ale nieszczęsliwie zakochany to mój ulubieniec. Jak ta dziewczyna- Keira na imię?- oglądała kasetę... :cry2:
Kaziuta napisał/a:
A mnie jeszcze zasmuca wątek tej dziewczyny (nie pamiętam imienia) co ma chorego psychicznie brata. Już była tak blisko swego szczęścia :cry2:
Z drugiej strony, co to za facet którego przerasta taki problem?

Mi też jest jej żal, ale się mu nie dziwię.

nicol81 - Pon 03 Gru, 2007 14:26

Admete napisał/a:
Jesli mam wybrać, co mi sie w Love Actually podoba, to muszę przyznać, że to ciężki orzech do zgryzienia. Wzruszam się bardzo przy scenie z Emmą i Joni Mitchell, ale chyba najbardziej lubię wątek ojczyma i jego przybranego syna łącznie z biegiem przez lotnisko :-) Znów się na koniec popłakałam. A co myślicie o wątku Keiry i tego nieszczęśliwie zakochanego?
Czarna zdzira chyba jednak robiła to z samotności...

Scena z Emmą była wzruszająca, ale cały wątek niedopracowany. Nie wiemy, po co robiła to czarna zdzira, po co on to robił i co się właściwie wydarzyło.
Ojczym był ok, do czasu, aż załapał laskę, zanim ziemia na grobie żony nie stwardniała...

praedzio - Pon 03 Gru, 2007 14:30

Admete napisał/a:
A co myślicie o wątku Keiry i tego nieszczęśliwie zakochanego?

Bomba! :D Najbardziej mi się podobało, kiedy Mark po całej tej prezentacji planszowej odchodzi i mówi dobitnie: Już dosyć! :oklaski:

Gunia - Pon 03 Gru, 2007 15:08

A ja absolutnie uwielbiam każdy kadr tego filmu. I to właśnie takie połączenie: trochę bajkowego zakochania, trochę trudnej i gorzkiej lekcji życia i trochę walniętego poczucia humoru, sprawia że tak kocham ten film i mogę go oglądać kilka razy pod rząd. :D
I myślę, że wątek Alana i czarnej jest celowo tak "niedopracowany".

Sofijufka - Pon 03 Gru, 2007 15:11

Gunia napisał/a:
A ja absolutnie uwielbiam każdy kadr tego filmu. I to właśnie takie połączenie: trochę bajkowego zakochania, trochę trudnej i gorzkiej lekcji życia i trochę walniętego poczucia humoru, sprawia że tak kocham ten film i mogę go oglądać kilka razy pod rząd. :D
I myślę, że wątek Alana i czarnej jest celowo tak "niedopracowany".

Też tak uważam - trzeba go sobie samemu/ej "dośpiewać"...

Marija - Pon 03 Gru, 2007 15:13

Dla mnie "czarna zdz..." jest cyniczna po perostu i już. I wulgarna - już wolę te amerykańskie wiejskie (hehe...) dziewuchy z baru.
Alison - Pon 03 Gru, 2007 15:16

nicol81 napisał/a:
Ojczym był ok, do czasu, aż załapał laskę, zanim ziemia na grobie żony nie stwardniała...


A gdzie było pokazane, że "załapał laskę"? Może się tylko przyjaźnili? Zresztą na Claudię Shiffer miał pozwoleństwo samej małżonki :wink:
A tak na poważnie, to masz jakiś przedział czasowy ustalony, w czasie którego należy opłakiwać, a potem to już można dalej sobie układać życie? Każdy przeżywa żałobę po swojemu. Jedni dłużej, inni krócej. Ci drudzy wcale nie znaczy, że mniej kochali i mniej cierpieli. Po prostu są ludzie, którzy szybciej radzą sobie z takimi problemami, a inni nie potrafią się latami postawić na nogi. Ten drugi przykład jest potwornie destrukcyjny dla tejże osoby i przypuszczam, że żaden kochający człowiek, nie życzyłby swoim bliskim po swojej śmierci zbyt długiej czarnej rozpaczy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group