To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - "Przeminęło z wiatrem" - wspólne czytanie i koment

Anonymous - Nie 28 Lis, 2010 20:52

Gdyby nie było między nimi takiego dystansu Scarlett by nie ukrywała.
Dwa czy powinna dociekać... nie chodzi mi o ingerowanie w prywatność, ale o interesowanie się sprawami dziecka.
Dlaczego Ellen oponowała przed ślubem? Przecież nie wiedziała czy Scarlett kocha, czy nie kocha.

nicol81 - Pon 29 Lis, 2010 21:42

Wiedziała, że ślub jest pośpieszny i że Karolek się coś w zyciu Scarlett nagle objawił- ale chyba nie podejrzewała, że to zupełnie na zimno.

Czy Scarlett naprawdę wierzyła, że Ashley mógłby z nią uciec-nawet jeśli ma rację, że ją też kocha?

Anonymous - Śro 01 Gru, 2010 12:35

Scarlett na tym etapie w sprawach uczuciowych, społecznych była totalną ignorantką. To pokazuje jak mało znała Ashleya i ludzi dla których honor był wartością a nie tylko pustym słowem.
Ashley dał słowo Meli, nigdy by go nie złamał. Mogło to oznaczać, że będzie do końca życia nieszczęśliwy z kobietą której nie kochałby, ale słowa nie złamie... Lojalność i honor, ta sama którą później znajdziemy u Franka Kenediego, który nigdy złego słowa nie powie na żona, która zdobyła go podstępem, wykradając go siostrze....


Przenosimy się dalej powolutku? Od jutra rozdział piąty? a w niedzielę szósty?

Eeva - Śro 01 Gru, 2010 19:52

O rany nie było mnie w temacie kilka dni i widzę, że muszę sporo nadrabiać ;-) a więc przyłączę się jutro bo muszę doczytać :-)
nicol81 - Śro 01 Gru, 2010 21:38

lady_kasiek napisał/a:
Scarlett na tym etapie w sprawach uczuciowych, społecznych była totalną ignorantką.

A kiedy przestała? :wink:

Cytat:
Ashley dał słowo Meli, nigdy by go nie złamał.

To oczywiste- ale mnie zastanawia, czemu dal to słowo. Czy czuł się związany zobowiązaniami rodzinnymi?

lady_kasiek napisał/a:
Mogło to oznaczać, że będzie do końca życia nieszczęśliwy z kobietą której nie kochałby, ale słowa nie złamie..

Myślę, że znając charakter Meli, wierzył, że da mu szczęście.

lady_kasiek napisał/a:
Lojalność i honor, ta sama którą później znajdziemy u Franka Kenediego, który nigdy złego słowa nie powie na żona, która zdobyła go podstępem, wykradając go siostrze....

Raczej nie ma dużego pola manewru... :roll:

Anonymous - Śro 01 Gru, 2010 21:53

nicol81 napisał/a:
To oczywiste- ale mnie zastanawia, czemu dal to słowo. Czy czuł się związany zobowiązaniami rodzinnymi?

To co napisałaś niżej... On czuł, że sa podobni do siebie. Tradycja rodzinna ważna, ale można było się z tego wymigać(patrz Karolek)
nicol81 napisał/a:
A kiedy przestała?

Ciężko mi na to odpowiedzieć... W Scarlett nastąpiła przemiana pewna, ale jednak dużo to ona się nie zmienia...
nicol81 napisał/a:
Raczej nie ma dużego pola manewru...


Ale pozrzędzić mógł :P

nicol81 - Czw 02 Gru, 2010 21:21

lady_kasiek napisał/a:
Ale pozrzędzić mógł

A co by mu to dało? :roll: A tak wiedział, że ma nieodparty urok... :roll:

lady_kasiek napisał/a:
Tradycja rodzinna ważna, ale można było się z tego wymigać

To czemu się nie wymigał? Poczucie obowiązku, rozsądek, przekonanie, że Melania go kocha? A może Scarlett się myli co do jego uczuć?
(Chociaż jej wyobrażenia, że on ją usilnie przekonuje do ucieczki... :roll: )

Pani Tarleton nie wierzy, że podobieństwo ludzi daje szczęscie w małzeństwie.

Po co Scarlett w ogóle ma sukienki, które jej nie pasują? :mysle:

BeeMeR - Pią 03 Gru, 2010 09:36

A dlaczego Ashley miałby się chcieć wywinąć z małżeństwa z Melanie? :shock:
Teraz czytać mi się wprawdzie nie chce, bo mam tysiąc innych nowych, interesujących mnie książek na półce tylko czekających aż się do nich dobiorę, ale pamiętam, że zawsze miałam wrażenie, że A. kocha M., tylko nie ma odwagi powiedzieć o tym S. - nie wiem, w przekonaniu, żeby jej nie ranić, odrzucając jej awanse, albo były mu one miłe, bo łechtały jego próżność - tak czy inaczej, to tylko dowód jego słabości :mysle:

Anonymous - Pią 03 Gru, 2010 09:51

BeeMeR napisał/a:
że A. kocha M.

Na pewno lubi ją i szanuję.
Ale jest też omotany przez Scarlett to już będzie spojler do ostatnich chwil w książce kiedy Ashley w oczach Scarlett zrozumie, że Melę kochał....
nicol81 napisał/a:
A co by mu to dało? A tak wiedział, że ma nieodparty urok...

Nie dałoby mu to nic... ale mógłby zrzucić winę na Scarlett gdy np. sąsiedzi go nagabywali i winili, że złamał słowo. Ale lojalność wobec żony była ważniejsza....
nicol81 napisał/a:
To czemu się nie wymigał?

Moim zdaniem i improwizując wydaje mi się, że On znał Melę wiedział, że będzie Ona rozumiała jego potrzeby, marzenia plany i nawet jeśli nie spodziewał się jakiejś wielkiej miłości, wiedział, że zawsze będzie przyjaźń.

BeeMeR - Pią 03 Gru, 2010 10:09

W moim odczuciu on to wiedział wcześniej, tylko dopiero pod koniec zrzuca maskę konwenansów, co wypada, a co nie, co kogo urazi i co wypada powiedzieć, pokazać itd. Moim zdaniem on to w pewien sposób wiedział wcześniej, tylko nie umiał tego okazać, nie umiał przyznać się do tego przed ludźmi, Scarlett i samym sobą. Niektórzy zaś, jak Melania czy Rhett to widzieli.
Ale to oczywiście moje zdanie, nie musicie się z nim zgadzać :)

Anonymous - Pią 03 Gru, 2010 11:07

A mi się wydaje, że on jak Scarlett kochał wcześniej tylko nie zdawał sobie z tego sprawy. W sumie stawia go na takim samym poziomie jak Scarlett, niżej niż Mela i Rhett.
nicol81 - Pią 03 Gru, 2010 22:43

Ale we wcześniejszych rozdziałach były wzmianki, które chyba nie mogą być wytłumaczone jedynie wyobraźnią Scarlett- jak to, co chciał jej powiedzieć, lecz stchórzył - albo wyraz udręki w jego oczach. Wizja Ashleya, który nie wie, jak się Scarlett pozbyć, bardzo źle o nim świadczy - a ja lubię Ashleya, tzn. ksiązkowego.
Anonymous - Sob 04 Gru, 2010 10:58

Więc dlaczego przyznaje, że ją kocha, że chce ją pocałować, że wreszczie -w innym tomie - błaga ją by przestała agitować, bo weźmie ją hic et nunc?
RaczejRozwazna - Sob 04 Gru, 2010 17:56

Może miłośc sobie, a chuć sobie... :roll:
Anonymous - Sob 04 Gru, 2010 18:10

Och... przecież wszyscy Ci faceci pożądali Scarlett niż ją kochali... A czy Scarlett kochała Ashleya(na stan wiedzy przy obecnym fragmencie)...
milenaj - Sob 04 Gru, 2010 18:12

Który rozdział omawiacie? Zjechałam do domu na dobre i myślę, żeby się przyłączyć. :-D
Anonymous - Sob 04 Gru, 2010 18:13

Jeszcze piąty, a planujemy szósty....

Zaraz zrobię informację w podtemacie...

milenaj - Sob 04 Gru, 2010 18:18

Już zauważyłam... Nadrobię do jutra i z chęcią się przyłączę. :-D
nicol81 - Sob 04 Gru, 2010 21:02

:wink: A czym się róźni miłość od pożądania?

Na stan wiedzy w obecnym fragmencie, to na pewno Scarlett nie kocha Ashleya- durzy się w nim, bo taki przystojny, inny i nie poddaje się jej sztuczkom... Ale to też uczucie pozbawione chuci...

Zastanawia mnie, że żadna młoda panna nie lubiła Scarlett- czy mamy przyjąć, że to wina Scarlett, czy też inne dziewczęta były po prostu wrednie zazdrosne? :roll:

Anonymous - Sob 04 Gru, 2010 21:29

nicol81 napisał/a:
Zastanawia mnie, że żadna młoda panna nie lubiła Scarlett- czy mamy przyjąć, że to wina Scarlett, czy też inne dziewczęta były po prostu wrednie zazdrosne?

Na obecny stan wiedzy. Tak były po prostu zazdrosne. Biorąc pod uwagę szerszy punkt widzenia. Scarlett nie zabiegała o sympatię, była miła, jeśli miała z tego korzyść, fałszywa, odbijająca wielbicieli z zimną krwią i czystą złośliwością. Sorri takiej osoby się raczej nie lubi. Na dodatek była inna.

nicol81 napisał/a:
A czym się róźni miłość od pożądania?

Miłość jest uczuciem głebszym, wyższy level. Idąc ulicą możesz zapałać pożądaniem.... A mimo tych wszystkich frazesów miłość od pierwszego wejrzenia to zapałanie właśnie pożądaniem, bo miłość to uczucie obejmujące całokształt danej osoby.

nicol81 - Sob 04 Gru, 2010 22:02

lady_kasiek napisał/a:
Miłość jest uczuciem głebszym, wyższy level

Chyba nie tylko głębszym, ale i "szerszym", bo obejmuje więcej aspektów, a nie tylko seksualny. Dlatego nie sądzę, by Ashley lub inni czuli do Scarlett jedynie chuć, bo nie traktowali jej tylko jako obiekt seksualny.

Anonymous - Sob 04 Gru, 2010 22:04

Chcesz powiedzieć, że pożadanie będąc uczuciem szerszym nie jest jednocześnie uczuciem głębszym, czy po prostu napisałaś to tak o?
nicol81 - Sob 04 Gru, 2010 22:07

Nie-miłość jest uczuciem i głębszym, i szerszym, a pożądanie płytszym i jednoaspektowym-dotyczy tylko seksu.
Aragonte - Sob 04 Gru, 2010 23:56

nicol81 napisał/a:
Zastanawia mnie, że żadna młoda panna nie lubiła Scarlett- czy mamy przyjąć, że to wina Scarlett, czy też inne dziewczęta były po prostu wrednie zazdrosne? :roll:

Szerze wątpię, żeby Scarlett potrafiła się przyjaźnić - a już zwłaszcza z jakąkolwiek kobietą. Traktowała je jak głównie rywalki, włączając w to siostry.
Prawdę mówiąc, im dłużej się zastanawiam nad tą postacią, tym bardziej jej nie lubię.

Aragonte - Nie 05 Gru, 2010 00:06

nicol81 napisał/a:
Chyba nie tylko głębszym, ale i "szerszym", bo obejmuje więcej aspektów, a nie tylko seksualny. Dlatego nie sądzę, by Ashley lub inni czuli do Scarlett jedynie chuć, bo nie traktowali jej tylko jako obiekt seksualny.

No, ale w tych czasach to chyba tylko panie lekkich obyczajów tak traktowano, a Scarlett takową nie była. Obyczajowość robiła swoje. Cokolwiek czuli ci panowie, konwenanse nakazywały zachowywać się tak, jakby to było coś więcej niż pożądanie. Taka epoka.

A co do Ashleya - jak dla mnie to Scarlett pociągała go jako kobieta, ale też imponowała mu w pewien sposób przez swoją mocną osobowość (bo chyba nauki Ellen i Mammy nie zdołały ukryć tego, jaka Scarlett była).



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group