Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - SKRADZIONY POCAŁUNEK
Ulka - Śro 16 Sty, 2008 14:44
Ej, za myśli to się już chyba nie wycina? Co cenzurze do czyichś myśli ;P
Alison - Śro 16 Sty, 2008 17:48
| Ulka napisał/a: | | Ej, za myśli to się już chyba nie wycina? Co cenzurze do czyichś myśli ;P |
Toż właśnie tam każden cenzor chciałby dotrzeć i wytępić zgniliznę moralną. Z drugiej strony, jak nas historia uczy, omijanie raf cenzurowych szlifuje i sublimuje styl, wysubtelnia dowcip, zmusza do myślenia publikę. Czyli nie ma tego złego...
asiek - Śro 16 Sty, 2008 19:39
Ufffff, nagle duszno i parno się zrobiło, ...aż trudno pełną piersią odetchnąć.
Maryann,
Marija - Śro 16 Sty, 2008 22:02
| Alison napisał/a: | Z drugiej strony, jak nas historia uczy, omijanie raf cenzurowych szlifuje i sublimuje styl, wysubtelnia dowcip, zmusza do myślenia publikę. Czyli nie ma tego złego... | Tylko przypomnieć sobie kabaretowe teksty z lat 80-tych i obecne, takie "wysublimowane" jak kij bejsbolowy .
Maryann - Czw 17 Sty, 2008 06:02
CZĘŚĆ VI
Pan Bennet, jako badacz ludzkich charakterów, obserwował całą rozmowę z zainteresowaniem i rozbawieniem. Najbardziej zaskoczył go widok Darcy’ego z takim zapałem rozprawiającego na temat, który w oczywisty sposób mało interesował jego żonę. Po dłuższym zastanowieniu zdał sobie jednak sprawę, że w tym szaleństwie była metoda, bo był to jedyny temat, który mógł sprawić, że pani Bennet będzie milczeć i z dużym prawdopodobieństwem nie będzie odczuwać pokusy wciągnięcia go w dalszą rozmowę. Jednakże kiedy spojrzał na swoją córkę, stwierdził, że dla niej omawiany temat zdawał się być bardzo interesujący. Chociaż nie brała udziału w rozmowie, to przysłuchiwała jej się gorliwie, a jej twarz pokrywał wyraźny rumieniec. Początkowo pomyślał, że jest zakłopotana i obawia się, że matka wystawi się przed Darcym na pośmiewisko, ale po dalszej obserwacji doszedł do wniosku, że nie o to chodzi. Kiedy przechwycił jedno z jej spojrzeń rzuconych na narzeczonego, uświadomił sobie, że wyrazu oczu obojga w żadnym razie nie można było odczytać jako zakłopotania.
Pan Bennet był ogromnie rozbawiony rozgrywającą się przed jego oczyma sceną. To, że między zakochanymi istniała jakaś zmowa, było tak samo oczywiste, jak i to, że miała ona jakiś związek z przedmiotem tej rozmowy. Jego żona była nieświadoma tego, co zaszło, podobnie, jak Kitty, Mary i Jane. Zająwszy się dalszą obserwacją w końcu całkiem odłożył gazetę i zaczął na serio przyglądać się Darcy’emu. Stwierdził, że zupełnie nie docenił tego młodego człowieka, którego uznał kiedyś za wywyższającego się i pełnego rezerwy. Zaskoczyło go nie to, że zdominował rozmowę, czy też to, że z rozmysłem zwracał się do jego żony. Największe wrażenie zrobiło na nim to, że podczas najnudniejszej rozmowy, jaką słyszał od jakiegoś czasu, Darcy dokonał niezwykłego osiągnięcia – uciszył jego żonę i w tym samym czasie wprawił w zakłopotanie zwykle niewzruszoną Lizzy.
W tym momencie wniesiono zastawę do herbaty, co dostarczyło naturalnej przerwy we wszystkim, co zaszło wcześniej. Pan Bennet, bardziej niż zadowolony z porannej rozrywki i z nowo odkrytym podziwem dla przyszłego zięcia, opuścił towarzystwo, żeby spotkać się z dzierżawcą. Pani Bennet, próbując uciec przed Darcym, zajęła się herbatą, a on sam poczuł się na tyle bezpieczny, że podszedł do obiektu swoich uczuć.
- Jesteś dzisiaj rano niezwykle cicha, Elizabeth. Nie odezwałaś się od pół godziny – powiedział niewinnie.
- Temat mi się nie podobał – odparła z uśmiechem.
- Nie mogę zaprzeczyć, że jestem zawiedziony. Byłem przekonany, że to właśnie jest twój ulubiony temat.
Spojrzała na niego figlarnie.
- Trudno mi sobie wyobrazić, żeby stosowne było rozmawianie o pogodzie w obecności mojej matki.
- Nie rozumiem, dlaczego.
Elizabeth była całkowicie pewna, że Darcy z rozmysłem się z nią drażni. Uśmiech, jaki igrał na jego ustach i jego determinacja we wciąganiu jej do rozmowy na temat, który ją krępował wskazywały, że lubi ją prowokować. Ponieważ nigdy nie cofała się przed wyzwaniem, odpowiedziała:
- Myślałam, że milcząc okażę względy dla twoich uczuć, bo o ile pamiętam, to ty mówiłeś, że nie znosisz rozmowy o niczym. Widzę, że się myliłam.
- Zupełnie. Całkiem przyjemnie gawędziło mi się z twoją matką. Trzeba przyznać, że warto prowadzić taką towarzyską konwersację, żeby zobaczyć, jak czarująco się rumienisz, Elizabeth.
- Więc ty nie czułeś się zakłopotany ? Wydawało mi się, że zauważyłam, że tak.
- Muszę przyznać, że przez chwilę byłem w niebezpieczeństwie, ale ucieszyłem się, że nie cierpię samotnie. Zauważyłem mianowicie, że moja śliczna przyszła żona jest nie mniej zakłopotana.
Elizabeth uśmiechnęła się i odwróciła wzrok, bo rozmowa stawała się zbyt intymna, jak na miejsce, w którym się znajdowali. Nie mogła się jednak powstrzymać.
- Czy mam się spodziewać, że będziesz mnie w ten sposób prowokował za każdym razem, kiedy pogoda będzie niezadowalająca ?
- Jeżeli taka będzie twoja reakcja, to zapewniam cię, że postaram się jak najlepiej.
Jedyną odpowiedzią, jaką otrzymał, było uniesienie brwi. To stanowiło dla niego wystarczającą zachętę.
- Ustanowiłaś niebezpieczny precedens, Elizabeth. Za każdym razem bowiem, kiedy zobaczę cię patrzącą w niebo lub przyglądającą się jak deszcz pada za oknem, będę wiedział, że w rzeczywistości myślisz o czymś zupełnie innym. Nie mogę powiedzieć, że ta wizja mi się nie podoba. Doprawdy, Elizabeth, w tej chwili jest niewiele rzeczy mogących mnie bardziej sprowokować niż deszcz spływający po szybach.
Ostatnie zdanie zostało powiedziane w sposób, który nie pozostawił Elizabeth żadnych wątpliwości co do tego, że Darcy zamierza ją sprowokować. Nie miała nic przeciwko dalszemu omawianiu tego tematu, ale to było niemożliwe w obecności jej matki i sióstr.
- Cóż, skoro jesteś tak rozmiłowany w pogodzie, to może chciałbyś obejrzeć bibliotekę mojego ojca i znaleźć jakąś odpowiednią literaturę na ten temat ?
Darcy wydawał się w równym stopniu zaskoczony i zadowolony.
- To bardzo dobry pomysł. Czy twój ojciec ma coś takiego ?
- Ma kilka czasopism rolniczych, gdzie są interesujące cię informacje i chyba ma też zniszczony egzemplarz książki o formacjach chmur. Jeśli chcesz, to ci pokażę. Ojciec jest teraz na farmie – powiedziała z rozmyślnie niewinną miną.
- Myślę, że to wspaniale się nada do moich celów – odparł nie próbując w żaden sposób ukrywać swoich prawdziwych intencji.
Opuścili pokój z błogosławieństwem pani Bennet. Mary i Kitty zgodnie stwierdziły, że poranek był raczej nieciekawy. Pan Darcy znudził wszystkich głupią rozmową o pogodzie, a Lizzy była nie w humorze. Sprawili wszystkim ulgę idąc do biblioteki, a towarzystwo wróciło do swej stałej strawy złożonej z pustych pogaduszek.
Matylda - Czw 17 Sty, 2008 08:33
I już wiemy po co w dworach były biblioteki
Ciekawe co wymyśli Darcy Czy będzie scena podobna do tej z Jane i Tomem czy będzie się działo coś innego
Maryannku czy Ty w ogóle sypiasz ??? Kto to widział , żeby tak wcześnie wstawać
Dzięki
Maryann - Czw 17 Sty, 2008 08:37
| Matylda napisał/a: | Ciekawe co wymyśli Darcy Czy będzie scena podobna do tej z Jane i Tomem czy będzie się działo coś innego |
| Matylda napisał/a: | | Maryannku czy Ty w ogóle sypiasz ??? Kto to widział , żeby tak wcześnie wstawać |
Wcześnie ? Wcześnie to ja wstawałam cztery lata temu - o 4.30. Teraz wstaję normalnie.
Sofijufka - Czw 17 Sty, 2008 09:59
nonono - czekam
asiek - Czw 17 Sty, 2008 19:44
Patrzcie, jak to młodzież garnie się do czytelnictwa gazet rolniczych.
Ciekawe, czegoż to się nowego nauczą?
Maryann'ku
Maryann - Czw 17 Sty, 2008 19:46
| asiek napisał/a: | Patrzcie, jak to młodzież garnie się do czytelnictwa gazet rolniczych. |
Asiek, a co Ty widzisz złego w czytelnictwie, hę ?
asiek - Czw 17 Sty, 2008 19:59
| Maryann napisał/a: | | Asiek, a co Ty widzisz złego w czytelnictwie, hę ? |
Złego ? Ależ ja stanowczo popieram koedukacyjne czytelnictwo w bibliotece...tudzież rozmowy o niskich i wysokich lotach jerzyków
Maryann - Czw 17 Sty, 2008 20:30
Jerzyki... Też coś...
asiek - Czw 17 Sty, 2008 21:24
Maryann'ku "Historia Naturalna" White'a jest bardzo puczająca, a w szczególności rozdział zatytuowany "Jerzyki w majowy poranek".
Maryann - Czw 17 Sty, 2008 21:31
Iiii tam... Pouczająca... Zresztą tu była mowa o chmurach, a nie o jerzykach.
Ulka - Czw 17 Sty, 2008 21:35
| Maryann napisał/a: | | Zaskoczyło go nie to, że zdominował rozmowę, czy też to, że z rozmysłem zwracał się do jego żony. Największe wrażenie zrobiło na nim to, że podczas najnudniejszej rozmowy, jaką słyszał od jakiegoś czasu, Darcy dokonał niezwykłego osiągnięcia – uciszył jego żonę i w tym samym czasie wprawił w zakłopotanie zwykle niewzruszoną Lizzy. |
Znalazł jeden sposób na uciszenie obu. Pogodę! | Maryann napisał/a: | | Wcześnie ? Wcześnie to ja wstawałam cztery lata temu - o 4.30. Teraz wstaję normalnie. |
olaboga...normalnie...6 rano to dla niej normalnie... od września przestawić się nie mogę ZA NIC na takie "normalnie"...
Dione - Czw 17 Sty, 2008 21:56
Pan Bennet jest wprost niezrównany. Nie tylko złapał o czym tak właściwie jest rozmowa, to jeszcze się z tego nieprzyzwoicie cieszy
A dla Darsika daję ogromniastego plusa.....
Sofijufka - Czw 17 Sty, 2008 22:02
| Dione napisał/a: | Pan Bennet jest wprost niezrównany. Nie tylko złapał o czym tak właściwie jest rozmowa, to jeszcze się z tego nieprzyzwoicie cieszy
A dla Darsika daję ogromniastego plusa..... |
Hahaha - pocze kaj
Dione - Czw 17 Sty, 2008 22:07
Na komentarz pana Benneta, czy nowe aktrakcje Darsika
Maryann - Pią 18 Sty, 2008 05:54
CZĘŚĆ VII
Wszedłszy później tego ranka do swojej biblioteki pan Bennet został zaskoczony widokiem swojej drugiej córki w miłosnym uścisku z jej narzeczonym. Siedziała mu na kolanach i była najwyraźniej w środku czegoś, co można było opisać tylko jako wyjątkowo namiętny pocałunek. Zakochani nie mieli pojęcia, że ktoś wszedł. Natychmiast odwrócił oczy i odchrząknął raz, potem drugi i trzeci, za każdym razem głośniej, ale to nie zaniepokoiło pary. Spojrzał raz jeszcze, chcąc się upewnić, że naprawdę nie zdają sobie sprawy z jego obecności i musiał poprawić okulary, żeby zobaczyć coś, co za pierwszym razem nie wydawało mu się możliwe. Ale niepodważalny dowód miał przed oczyma. Ręka mężczyzny znajdowała się na piersi jego córki, a w tej właśnie chwili jego palce wślizgiwały się pod okrywający ją muślin.
- PANIE DARCY !
Bez względu na to, jak bardzo namiętność zasnuwała ich zmysły, nie mogli nie usłyszeć okrzyku pana Benneta. Próbowali się pośpiesznie od siebie odsunąć, ale z niewielkim powodzeniem, bo ręka Elizabeth utknęła pod obcisłą kamizelką Darcy’ego, a wyciągnięcie przez niego palców groziło kompromitującą sytuacją.
Pan Bennet mógł odwrócić wzrok od tej wyjątkowo krępującej sceny, ale nie mógł odmówić sobie takiej zabawy, nawet kosztem swojej ukochanej córki. Jeżeli pozwoliła sobie na coś takiego, to musi znieść, że się z niej pośmieje. Jednak kiedy para wreszcie się rozdzieliła, ukrył swoją wesołość za nieprzejednaną miną.
- Cóż, Elizabeth. Jak wytłumaczysz swoje zachowanie ? – zapytał surowo.
Jego córka powiedziała pierwszą rzecz, jak przyszła jej do rozgorączkowanej głowy, a która – gdy później się nad nią zastanawiała – była najprawdopodobniej najgłupszą rzeczą, jaką kiedykolwiek w życiu powiedziała.
- Papo, pan Darcy był zainteresowany jedną z twoich książek.
Pan Bennet z wysiłkiem zmarszczył brwi i odwrócił się, żeby ukryć uśmiech, który mógłby zdradzić jego rozbawienie.
- Zainteresowany jedną z moich książek ? Doprawdy ? Cieszę się, że mi to wyjaśniłaś, Elizabeth, bo inaczej dalej pozostawałbym pod wrażeniem, że bardziej interesowało go coś innego. Uznałem, że zwabił cię tutaj w niecnych celach, ale ponieważ wyjaśniłaś mi, że jestem w błędzie, to odetchnąłem z ulgą.
Elizabeth odchrząknęła i spojrzała z zażenowaniem na Darcy’ego. Komentarz jej ojca był niezwykle bliski prawdy. Zaległa ciężka cisza. Nie mogła wymyślić nic sensownego, co mogłaby powiedzieć po tej głupocie na początku, a Darcy nadal nie był na tyle panem samego siebie, żeby jasno myśleć, nie wspominając już o mówieniu.
- Czy miałaś jakieś problemy, żeby znaleźć biblioteczkę, Elizabeth ?
Darcy, widząc cierpienie Elizabeth, obudził się i zainterweniował.
- Sir, to moja wina. Ja ją tu poprosiłem, a moje intencje nie były czysto literackie.
Pan Bennet był ogromnie rozbawiony tym komentarzem, ale postanowił później się nad nim zastanowić. Obecna sytuacja wymagała szczególnej powagi. Skierował swoją uwagę na młodego człowieka.
- Innym razem podziwiałbym uczciwość pańskiego charakteru, ale pańskie uczynki zbyt mnie zaszokowały, żebym był skłonny uznać, że posiada pan tak szlachetne cechy.
Darcy zrobił skruszoną minę, choć wcale nie czuł żalu. Wolałby wyrzucać sobie własne zachowanie wtedy, kiedy bardziej będzie w stanie myśleć jasno. Ale w tych warunkach musiał pozwolić ojcu Elizabeth na wykorzystanie okazji i udzielenie mu nagany.
- W pełni pana rozumiem, sir. Moje zachowanie było niewybaczalne. Przepraszam, że obraziłem pańską córką córkę i pana.
W tym momencie Elizabeth otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale pan Bennet, podejrzewając, że będzie bronić ukochanego, uciszył ją, zanim zdołała wygłosić jakieś usprawiedliwienie.
- Możesz już iść, Elizabeth. Wierzę, że dodałaś do tej rozmowy wszystko, co mogłaś. Cała reszta zostanie między mną a panem Darcym.
Po takiej odprawie Elizabeth nie pozostało nic innego, jak wykręcić się na pięcie i wyjść, rzuciwszy po drodze ostatnie spojrzenie na Darcy’ego.
Marta - Pią 18 Sty, 2008 07:23
No, no, no... dziwnie się czyta takie kawałki o Darcym i Lizzy... ale podoba mi się, dzięki, Maryannku, nasz ranny ptaszku!
Sofijufka - Pią 18 Sty, 2008 08:55
A ja kocham tu pana Benneta
Dzięki, Maryann
Dione - Pią 18 Sty, 2008 12:33
| Maryann napisał/a: | | Próbowali się pośpiesznie od siebie odsunąć, ale z niewielkim powodzeniem, bo ręka Elizabeth utknęła pod obcisłą kamizelką Darcy’ego, a wyciągnięcie przez niego palców groziło kompromitującą sytuacją. |
Co by było gdyby pan Bennet nagle nie wszedł do biblioteki
Dziś Darsik ma ode mnie drugiego plusa, jeszcze większego niż poprzedni
Maryannku Miałam dłek, ale już właśnie mi się polepszyło
asiek - Pią 18 Sty, 2008 21:01
Smakowite ciacho, dzięki Maryann'ku.
Maryann - Sob 19 Sty, 2008 08:07
CZĘŚĆ VIII
Pan Bennet zrobił znaczącą pauzę, zanim zaczął mówić dalej. W jego życiu było niewiele pamiętnych chwil, ale to miała być jedna z nich i był zdecydowany cieszyć się nią jak to tylko możliwe. Mieć przed sobą tego dumnego i wspaniałego pana Darcy’ego, stojącego przed nim jak niesforny uczniak, to była sytuacja obiecująca wielką satysfakcję. Skupił całą uwagę na niepoprawnym dżentelmenie i dostrzegł, że nie wygląda on szczególnie pokornie.
- Cóż, panie Darcy, jakie usprawiedliwienie pan może przedstawić ?
- Nie będę się tłumaczył, panie Bennet. Przeprosiłem pana i pańską córkę i nie mam nic więcej do dodania.
Ze zwięzłości odpowiedzi i nieprzejednanego tonu jego głosu pan Bennet wyciągnął wniosek, że młody człowiek traktuje to kazanie jako sprawę formalną. Rzeczywiście zupełnie nie wyglądał na skruszonego, a raczej na poirytowanego koniecznością znoszenia tej rozmowy. To umniejszyło nieco przyjemność pana Benneta, ale nadal nie był gotów całkiem mu darować.
- Jak z pewnością zrozumie pan pewnego dnia, panie Darcy, żaden mężczyzna nie lubi oglądać swojej córki w takiej sytuacji, bez względu na to, ile dni zostało do jej ślubu. Takie rzeczy należy raczej zostawić dla zacisza własnej sypialni.
- Tak, sir.
- Ma pan młodszą siostrę, więc bez wątpienia lepiej zrozumie pan moją sytuację wtedy, kiedy dojdzie ona do wieku, gdy dżentelmeni zaczną się za nią uganiać.
Pan Bennet zauważył, że te słowa zrobiły na Darcym większe wrażenie, bo dostrzegł cień wzburzenia na jego spokojnej na pozór twarzy. Nie pozwolił sobie jednak na żaden komentarz, więc pan Bennet, poirytowany swoimi nieudanymi próbami wprawienia Darcy’ego w zakłopotanie, wygłosił obowiązkowe ostrzeżenie.
- Mam świadomość, że do waszego ślubu zostały tylko dwa dni, ale zachęcam pana do większej powściągliwości. Moja Lizzy zawsze była nieustraszoną dziewczyną. Ufam, że nie wykorzysta pan tej jej cechy, która może sprawić, że posunie się do większej zuchwałości, niż to dla niej dobre.
- Będę się starał panować nad swoimi popędami.
- Przypuszczam, że to jej kara, kazać panu czekać tak długo. Cóż, w końcu mam gwarancję, że moja córka wydaje się pana kochać. Choć byłbym bardziej szczęśliwy, gdyby nie zademonstrowano mi tego tak obrazowo.
- Tak, sir.
Na kilka chwil zapadła cisza. Darcy zastanawiał się, czy to ma być koniec kazania, a pan Bennet jak ukarać młodego człowieka za taką zuchwałość.
- Czy to wszystko, sir ?
- Jeszcze jedno, panie Darcy – powiedział patrząc mu stanowczo w oczy – Czy mógłby mi pan wytłumaczyć to nagłe zainteresowanie pogodą ?
Darcy poczerwieniał wyglądał niemal na rozgniewanego.
- Niespecjalnie, sir – odparł krótko.
Pan Bennet uśmiechnął się widząc, że w końcu udało mu się wprawić Darcy’ego w zakłopotanie i usiadł wygodnie w fotelu, bardzo zadowolony z rozmowy.
- Doskonale, Więc niech pan idzie – zachichotał.
Darcy skłonił się i z pośpiechem opuścił pokój, po czym nie zatrzymując się wyszedł z domu. Był zły na siebie bardziej niż na cokolwiek, bo jego postępowanie było nieprzemyślane i całkowicie spontaniczne. To było do niego tak niepodobne. I to upokorzenie bycia wezwanym na dywanik za swoje zachowanie ! Dlaczego u licha nagle czuje się jak Bingley ?
*******
Kiedy towarzystwo bez Darcy’ego jakiś czas później zebrało się ponownie przy stole obiadowym, pani Bennet szeroko krytykowała zachowanie Darcy’ego tego ranka. Jej słowa były kierowane przede wszystkim do jej męża, który odpowiadał w podobny sposób, patrząc przy tym na reakcje swojej drugiej córki.
- O co mu chodziło, żeby przyjeżdżać tutaj całą drogę w deszczu i potem cały ranek upierać się przy rozmowie o pogodzie ?
- On jest ziemianinem, moja droga, ma powody, żeby mówić o takich rzeczach. Jego dochód od nich zależy w takim samym stopniu, jak nasz.
- Jestem niezmiernie zadowolona, że Lizzy uznała za stosowne zabrać go do biblioteki. Myślałam, że się zdenerwuję, słuchając tej mowy o deszczu ze śniegiem, śniegu i lodzie. Co mnie obchodzą deszcze w Derbyshire ?
Pan Bennet spojrzał na córkę i uniósł brwi.
- Tak, musimy podziękować Lizzy, że go stąd wyciągnęła. To bardzo szlachetnie z jej strony. Może następnym razem powinnaś spróbować nauczyć się trochę meteorologii, Lizzy, żeby nie brakowało ci tematów do rozmowy ?
Lizzy patrzyła na ojca z ustami otwartymi z przerażenia. Coś w jego tonie kazało jej przypuszczać, że nie tylko przyłapał ich w bibliotece, ale też był wtajemniczony w to wszystko, co tego ranka zaszło między nią a Darcym w salonie. Jej upokorzenie z powodu takiego zdemaskowania w jego oczach nie miało granic. A to, że drażnił się z nią teraz w taki sposób, tylko pogarszało to uczucie.
Pan Bennet jeszcze nie skończył z wymówkami za jej zachowanie i ciągnął dalej w tym samym duchu.
- On może być bogaty i przystojny, Lizzy, ale muszę powiedzieć, że jest raczej nudny. To lepiej dla ciebie, niż dla mnie, kochanie, bo ja nie mogę sobie wyobrazić nic bardziej nudnego, niż bycie zamkniętym w Pembereley i rozmawianie o pogodzie przez całą noc.
Elizabeth zarumieniła się, ale nie odpowiedziała. Po burzliwych wypadkach dnia ta wizja miała swoje zalety.
Sofijufka - Sob 19 Sty, 2008 09:03
Maryann - dzięki! A pan Bennet i Darcy - trafiła kosa na kamień....
|
|
|