To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Literatura - Proza i poezja - Kicz czy literatura ?

Gosia - Sob 10 Lut, 2007 20:07
Temat postu: Kicz czy literatura ?
Buszując po necie znalazlam na stronie Forum Akademickiego na stronie z wykazami konferencji naukowych taka notke:

29-31 maja 2007. Biała Podlaska – Roskosz k. Białej Podlaskiej.
Ogólnopolska konferencja naukowa Helena Mniszkówna.
Organizatorzy: Instytut Filologii Polskiej UMCS, Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego w Romanowie. Kierownik konferencji: dr hab. Krzysztof Stępnik.
Kontakt: sekretarz mgr Monika Gabryś, 20-031 Lublin, pl. M. Curie-Skłodowskiej 4, p. 130, tel.: (0-81) 537-51-90, e-mail: monikagabrys@wp.pl.

http://www.forumakad.pl/z...onferencji.html

Okazuje się, że o Mniszkównie mozna zrobic konferencję naukową!
W sumie chetnie bym posluchala o czym panowie i panie naukowcy beda mowic.
A i termin przyjemny - koniec maja i to trzydniówka ;)
Czyzby zmienil sie odbior ksiazek Mniszkowny?
A kim dla Was moje panie jest ta autorka? I przyznajcie sie, czy czytalyscie jej ksiazki? :D
Prosze szczerze :rumieniec:

Aragonte - Sob 10 Lut, 2007 20:18

Gosiu, nie czytałam, ale pewnie z czystej ciekawości mogłabym sięgnąć po jej jakąś książkę; skoro harlekiny zdarzyło mi się czytywać, to i to nie zhańbi :grin:
Aaa, czekaj, pamiętam jakiś cytat z "Trędowatej" umieszczony w ksiązce o starym kinie: "zmysły przypadły cicho do nóg" czy jakoś tak :lol:

Alison - Sob 10 Lut, 2007 20:27

Przyznaję, że nie czytałam Trędowatej jeno jej parodię autorstwa Magdaleny Samozwaniec, no i po tej bolesnej karykaturze jakoś się nie zdobyłam, ale absolutnie się nie odżegnuję i pewnie kiedyś przeczytam jak mi wpadnie w ręce. Narazie przyznam sie, że przyniosłam od Mamy "Przeminęło z wiatrem", którego przyznam się tez nie czytałam :oops: , bo mi film wystarczał znany na pamięć, ale doszłam do wniosku, że nie wypada umierać nie przeczytawszy tej pozycji :wink:
Generalnie wkurza mnie jak coś jest nazywane literaturą dla kucharek i czasem czytuję na przekór takim protekcjonalnym sądom. Na polskie Harlequiny jakos się nie załapałam, ale nie z pogardy, tylko jakoś mnie te kiczowate okładki odrzucały, za to mam na koncie parę angielskich, które mi Mama od ciotki z Londynu przywoziła, których ta z kolei się chciała pozbyć, a ja je dostawałam żeby rzekomo "szlifować angielski" :wink:

Gosia - Sob 10 Lut, 2007 20:43

Aragonte, to bylo inaczej: "Zmysly wypełzły mu na usta" :mrgreen:
Ja tez nie lubie okreslenia: Literatura dla kucharek.

Przeczytalam trzy ksiazki Mniszkowny:
Trędowata, Gehenna i (chyba) Panicz.
Pamietam, ze moja babcia podchodzila do Tredowatej z pelnym szacunkiem, miala odcinki tej ksiazki wyciete z jakiejs gazety.
W PRL-u ksiazka byla praktycznie niedostepna, miala wiec smak owocu zakazanego ;)

Znalazlam wlasnie bardzo ciekawa strone:
http://www.razmich.webpark.pl/helena_mniszek.html

Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 20:47

Pamiętam, że zawsze mnie śmieszył zwrot "Literatura kobieca" itp. Uważam, że to koimpletnie nieadekwatne określenia.
literaturę można podzielić na dobrą i złą. I nie chodzi mi tutaj o podział dokonany przez krytyków, ale przez zwykłych czytaczy. Niezależnie od tematyki dobrze napisaną książke czyta się przyjemnie, a zła potrafi zanudzić i zamęczyć.

Pani Mniszkówna jest dla mnie kiczem do kwadratu. Nie dość, że zawsze uważałam melodramatyczny romans za kicz i w dodatku kasowy, to jeszcze jezyk jakim pisze jest dla mnie zupełnie niestawny. Zmęczyłam Trędowatą, próboiwałam Ordynata Michorowskiego, ale w połowie przestałam się torturować. To jednak jest niczym w porównaniu z Gehenną. Matkoświetajenyściewy !!!!!!!
Tytuł trafiony, jak żaden !!!Toż to była prawdziwa gehenna !!! Podobno powieść autobiograficzna. Ja rozumiem, że Helena była nieszczęśliwa w małżeństwie, że ten mąż się nad nią znęcał, ale, na łysą murwę, dlaczgo ona postanowiła się tak znęcać nad czytelnikami? !!! Z zemsty???

Jak każda kobieta, lubię romans, niekoniecznie ze szcześliwym zakończeniem. Ale lubię ładny jezyk, bez zbędnych urozmaiceń, ksiązki napisane z polotem, fantazją. Nie lubię tzw "ślicznego" języka pełnego ozdobników, przeładowanego epitetami, określeniami, nie lubię niekonsekwencji odrealnienia bohaterów i epoki. Jeśli już język jest beznadziejny, niech przynajmniej ksiązka zawiera jakieś informacje na temat epoki, obyuczajów. A takie ciumcium z baciarami mnie po prostu zniesmacza (w skrajnych przypadkach brzydzi wręcz).
Mniszkówna prezentuje kicz niestrawialny, nieczytalny. Te cegły to jedynie do rzucania w zdradzających amantów się nadają lub ewentualnie jako podłożenie pod pupę dla dziecka, żeby sięgało do stołu.

Gosia - Sob 10 Lut, 2007 20:51

Ja zawsze twierdzilam, ze "Trędowata" nie jest zla, gdyby ją "zredagować". :mrgreen:

A "Gehenna" mi sie nawet podobala :lol: :mrgreen:
Tylko mało ją juz pamietam :rumieniec:
Ale faktycznie, Mniszkowna w tej ksiazce znecala sie bez litosci nad swoją bohaterka. :roll:

Alison - Sob 10 Lut, 2007 20:51

No tak. Teraz to juz na pewno przeczytam Trędowatą :cool:
Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 20:58

Matuś, tylko zacznij od Tredowatej. To jeszcze jest niewymiotne, ale strawialne.
Gosia - Sob 10 Lut, 2007 21:02

Ali, tylko nie rzuc ją w diabły po pierwszych stronach. Tam sa pewne fragmnety, ktore trudno zniesc... Ale pozniej juz jest lepiej :rumieniec: przynajmniej miejscami ...
Alison - Sob 10 Lut, 2007 21:10

Spoko, mnie nie tak łatwo zrazic, poza tym rzadko kiedy rzucam książkę jak juz ją zaczęłam czytać. Dowodem na to jest, że ciągle męczę Lata z Laurą Diaz, którą to książkę miejscami czyta się z zapartym tchem, a miejscami zasypia się co 3 zdania. Męczę ją już od paru miesięcy, w międzyczasie przeczytałam parę innych książek, teraz przegryzam Cesarzem Kapuścińskiego, ale Laura mnie nie pokona! :wink:
Więc ani Trędowatej, ani tym bardziej Gehennie sie to nie uda. Twarda ze mnie sztuczka :razz:

Admete - Sob 10 Lut, 2007 21:16

Żadnej ksiażki Mniszkównej nie czytała, ale swego czasu czytywałam Rodziewiczównę. Między ustami, a brzegiem pucharu nawet więcej niż raz. I przyznam się do czytania Harlekinów przy jedzeniu - czasami czytam je od końca, czasami od środka - nieważne. Bywają idealne przy trawieniu ;-) Nie tak dawno przeczytałsm ksiązkę z serii Romanse sprzed lat wzorowaną na serialu z Sharpem - serio. Autorka przyznawała się na końcu do inspiracji. Główny bohater był nieślubnym synem arystokraty i walczył w wojnach napoleońskich. Co ciekawa była przyzwoicie napisana.
Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 21:17

Matulu - Gehenna ma II tomy :twisted:
Alison - Sob 10 Lut, 2007 21:20

AineNiRigani napisał/a:
Matulu - Gehenna ma II tomy :twisted:


Nooo, to jest pewien problem... ale mam zagospodarowany czas do końca roku :wink: . W maju jadę w bardzo długą trasę autokarem, będzie jak znalazł, albo przeczytam, albo bedę spać, tak czy inaczej droga szybciej zleci :wink:

Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 21:24

W moim wydaniu to jjest ponad 900 stron... :D
jak chcesz to jak znajde moge Ci dac na zawsze. Bedziesz miała resztę życia na czytanie :D

malmik - Sob 10 Lut, 2007 21:34

Nie czytałam Mniszkówny ale do Rodziewiczówny się przyznaję, było to coprawda bardzo dawno ale pochłonęłam parę jej książek i dawało się strawić. Oprócz "Między ustami.." (TVP popełniła potem tragiczną ekranizację), był chyba jeszcze "Wrzos"....
Alison - Sob 10 Lut, 2007 21:37

Czemu tragiczną?! Ja ją bardzo lubiłam, bo Bista zagrał tam cudną rolę takiego Fletcher'a :wink: I Chmielnik był wtedy taki sempatyczny, tylko ta polska hrabianka :sad:
malmik - Sob 10 Lut, 2007 21:42

Nie podobała mi się bo wątek patriotyczny został całkowicie spłaszczony. W książce Hrabia dojrzewa i ciężko pracuje, żeby zostać Polakiem, a tu pozostał fiu-bzdziu
Gosia - Sob 10 Lut, 2007 21:43

Ja jeszcze o Mniszkownie, czytam z ukontentowaniem ta strone, ktora tu zalinkowalam.
http://www.razmich.webpark.pl/helena_mniszek.html
I procz innych ciekawych zdań i anegdotek, jest taki fragment, ktory tlumaczy styl Mniszkowny: ;)

""Ileż otrzymałam już cięgów, mocno przykrych, za zbyt długie opisy przyrody i zapędzanie się w zachwytach nad puszczą leśną lub roztoczą morską - pisała Mniszkówna. - Lecz gdy tylko zaczepię o które z nich, pióro przeistacza się natychmiast w niesfornego wierzchowca i ten już targa, kiełzna, niesie, jak opętany przez dwa tomy... poczem następuje ocknięcie się, mniej przyjemne pod syczeniem krytyki. Cyt! "

Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 21:56

Dodam, że Rodziewiczówna prezentuje właśnie to, czego brakuje Mniszkównie.
Wrzos to też melodramat, ale styl nieporównywalny do tego helenowego "czegoś".

Kocham Dewajtis i Macierz, a i przy Lecie Leśnych ludzi się wzruszyłam nie raz i nie dwa...
Piękne opisy przyrody i ludzkich uczuć i chociaż język jest archaiczny, jest po prostu piękny. Wielkie sprawy są pisane poważnie, ale nie pompatycznie, zło jest piętnowane, ale również bez zbędnej przesady.

Gosia - Sob 10 Lut, 2007 21:58

Tak, Rodziewiczowna jest inna.
Czytalam "Dewajtis" i "Miedzy ustami a brzegiem pucharu".
film jest komediowy, ksiazka jest bardzo patriotyczna.

Anonymous - Sob 10 Lut, 2007 22:06

Mnie njabardziej utkwiły słowa Wentzla, który stwierdził że w przeciwieństwie do innych kobiet, które zasypywały go zapewnieniami o miłości, nie usłyszał od Jadzi nigdy słowo "kocham" i wie, że nigdy nie usłyszy, ale jednocześnie nigdy nie był bardziej pewny uczucia, którym go darzy.
Gosia - Sob 10 Lut, 2007 22:08

Bo Polki powinny sie szanowac ;)

A to cytaty z Rodziewiczowny, jakze prawdziwe:

- Największy rozum - do czasu milczeć i do czasu mówić.
- Nie wolno się gniewać: gniew, jak bumerang, wraca do tego, co go cisnął.
- Zima jak troska, długo trwa, a lato jak szczęście, mija chwilą.

Ciekawa stronka na jej temat. Hmm, zdjecie tez ciekawe :rumieniec: :
http://www.innastrona.pl/...ewiczowna.phtml

Znalazlam jeszcze cos takiego:

"Z zapisków pozostawionych przez częstego bywalca domu Rodziewiczówny Henryka Skirmuntta, dziedzica z pobliskiego Mołodowa, można wnioskować, że pisarka lubiła życie spokojne, ale nie próżniacze, w łączności z Bogiem i przyrodą. Swój styl życia narzucała też gościom. Ułożyła dla nich nawet specjalny dekalog, który wisiał w sieni na widocznym miejscu. Brzmiał on następująco:
I. Czcij i zachowaj ciszę, pogodę i spokój domu tego, aby stały się w tobie.
II. Będziesz stale zajęty pracą według sił swych, zdolności i zamiłowania.
III. Nie będziesz śmiecił, czynił bezładu ani zamieszania domowego porządku.
IV. Pamiętaj, abyś nie kaził myśli ni ust mową o złym, marności i głupstwie.
V. Nie będziesz opowiadał, szczególnie przy posiłkach o chorobach, kryminałach, kalectwie i smutkach.
VI. Nie będziesz się gniewał, ani podnosił głosu z wyjątkiem śpiewu i śmiechu.
VII. Nie będziesz zatruwał powietrza domu złym i kwaśnym humorem.
VIII. Nie wnoś do domu tego szatańskiej czci pieniądza i przekleństw spraw jego.
IX. Zachowaj przyjacielstwo do Bożych stworzeń za domowników przyjętych, jako psy, ptaki, jeże i wiewiórki.
X. Nie okazuj trwogi, a znoś ze spokojem wszelki dopust Boży, jako głód, biedę, chorobę i najście niepożądanych gości. Błogosławieństwo Boga i Królowej Korony Polskiej niech strzeże fundamentów, węgłów i ścian domu tego, serca i zdrowia mieszkańców - Amen."
zrodlo: http://rodrodziewiczow.webpark.pl/rodziewicze.html

Anaru - Nie 11 Lut, 2007 00:37

Gosia napisał/a:
Ciekawa stronka na jej temat. Hmm, zdjecie tez ciekawe :rumieniec: :
http://www.innastrona.pl/...ewiczowna.phtml

No, muszę przyznać, że mnie zastrzeliłaś tą stronką... Już nie mówię o informacjach, nieznanych mi dotąd jako zwykłemu prostemu czytelnikowi, ;) ale zdjęcie to normalnie... :shock: Jestem pod wrażeniem :mrgreen:
Kiedyś przeczytałam parę jej książek i muszę przyznać, że bez bólu ;)

Natomiast z całego trędowatego cyklu udało mi się przeczytać li i jedynie "Trędowatą" w zamierzchłych czasach, na początku liceum. Więcej - przyznaję się do sprofanowania tegoż dzieła ze szkolnej biblioteki urokliwymi komentarzami pisanymi (na szczęście ołówkiem ;) ) na marginesach, które uzupełniały co lepsze zdania. :mrgreen: I wcale mi nie wstyd :mrgreen:
Pamiętam z tego cuda "Michorowskiemu zmysły wypełzły na usta. Oczy mrużyły się satyrycznie, ale nozdrza wachlowały prędkim tempem." oraz "Nie wytrzymał... pochylił się niżej". :mrgreen: Nie pamiętam, czy te zdania następowały bezpośrednio po sobie i nie pamiętam dokładnie, co Stefcia wtedy robiła - chyba grała na fortepianie :wink:
Za to do dzisiaj pamiętam, że czytałyśmy to z lubością najpierw z przyjaciółką, potem w parę osób na przerwach, co bardziej urokliwe akapity na głos, zarykując się normalnie ze śmiechu. :mrgreen: W czwartej klasie przypadkowo trafiłam na ten sam egzemplarz - komentarze nadal tam były ;)
Więc została mi w pamięci jako rozkosznie głupia książka, która dostarczyła nam dzikiej radości :mrgreen:
Do reszty - tzn jakichś tam części z ordynatem w tytule już nie podeszłam... ;)

Anonymous - Nie 11 Lut, 2007 00:47

Anaru napisał/a:
Michorowskiemu zmysły wypełzły na usta. Oczy mrużyły się satyrycznie, ale nozdrza wachlowały prędkim tempem


Anaru napisał/a:
"Nie wytrzymał... pochylił się niżej".


Jezu !!!!! Ja to muszę jeszcze raz przeczytać !!!!! Za młoda byłam żeby docenić ten kunszt satyryczny. Tożto jakby słynny fragment rozmowy:
-usilnie rączki pani perswaduję
-dziekuję, bynajmniej

PĘDZĘ ZASZYĆ SIĘ W KOMEDIOWY ŚWIAT TRĘDOWATEJ !!!!

Anaru - Nie 11 Lut, 2007 01:02

Ja chyba sobie też popędzę w poniedziałek i zaszokuję znane mi osobiście bibliotekarskie grono wypożyczeniem sobie tegoż właśnie dzieła :mrgreen:
Chyba czas sobie przypomnieć, zobaczymy czy tym razem, po tych nastu latach, nadal będzie mnie tak samo bawić... :twisted:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group