Literatura - Proza i poezja - "Przeminęło z wiatrem" - wspólne czytanie i koment
Anonymous - Nie 14 Lis, 2010 11:02 Temat postu: "Przeminęło z wiatrem" - wspólne czytanie i koment Zgodnie z ustaleniami, w poniedziałek zaczynamy. Pierwszy rozdział.
Chętne Damy zapraszam
Eeva - Nie 14 Lis, 2010 17:39
Ja już przeczytałam bo nie mogłam się doczekac poniedziałku
Nigdy nie czytałam wspólnie wiec prosze o wyjasnienie, co ile będziemy czytac? tz. 1 rozdział na dzien/tydzien/milion lat?
Anonymous - Nie 14 Lis, 2010 20:16
I rozdział na poniedziałek, natomiast szybkość czytania zależeć będzie od długości rozdziałów, oraz ogólnie naszego zaangażowania, czasu wolnego....
Ja się wypowiem może później, bo mimo, ze jestem zajęta to na rozdział nawet dłuższy czas znajdę, zalezy więc od Was Damy Pracujące
nicol81 - Pon 15 Lis, 2010 17:20
Ma ktoś głębokie refleksje na początek?
Mnie tam ujął prezent dla dziesięciolatków. Co tam skuter czy komórka...
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 21:22
Żadnych głębokich refleksji;-)
Jak dla mnie strasznie smutne jest to jak chłopcy rwą się do wojny, jak ważne jest dla nich to jak będą wyglądać mundury, a nie zdaja sobie sprawy jak okropną rzeczą jest wojna.
Po raz pierwszy pojawia się też zaznaczenie, ze wszyscy sąsiedzi uważają Wilkesow na "dziwnych" bo czytają ksiązki, lubią muzykę i podróżują do Europy - sam James mówi (i tu cytuję;-) ) "coż tam jest do oglądania w Europie? Założę się, że wszyscy cudzoziemcy razem nie moga nam nic takiego pokazać, czego byśmy nie mieli tutaj w Georgii".
nicol81 - Pon 15 Lis, 2010 21:34
Za dziwnych uważają, ale jakoś tam szanują- Ashleya zrobili kapitanem w Oddziale , Stuart podrywał Indię (ciekawe, co w niej widział?), na imprezę wszyscy się szykują...
Autorka chyba chce pokazać typową mentalność z tamtego czasu.
To rwanie się młodziezy do wojny chyba typowe- W "Rilli ze Złotego Brzegu" było podobnie. A kultura kanadyjska nie miała aż takiego zamiłowania do broni i honoru.
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 21:44
Może była miła, grzeczna i opanowana - czyli taka jaka ówczesna dama wg wyobrażeń być powinna?
Ashley został wybrany bo najlepiej jeździł konno (ale średnio znajdował w tym zamiłowanie, jak Mitchell później wyjasnia) i był opanowany. Nie wiem czy sugerowanie się tym kim ktoś został wybrane jest w porządku. Przeciez ktośtam został porucznikiem bo był lubiany - taki trochę konkurs popularności
Rwanie się do wojny jest okropne. Ja rozumiem ta mentalność (a przynajmniej się staram), ale moim zdaniem to takie bezmyśle - chodźmy na wojnę, weźmieny 5 niewolników żeby nas ubierali i czyscili mundury, będziemy miec najpiekniejsze mundury i panny będą nas kochać.
RaczejRozwazna - Pon 15 Lis, 2010 21:46
Ale to jest motyw typowy w literaturze Młodzi, pełni entuzjazmu, zachęcani jeszcze przez starszych idą nie wiedząc co ich czeka.... Wystarczy sobie Remarque'a poczytać.
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 21:49
wiem wiem, że typowy - po prostu mnie drażni
Anonymous - Pon 15 Lis, 2010 21:52
A męzczyźni czy oni wykazują rozsądek? Lecą do Kasi Scarlett jak muchy do miodu, chociaż wyraźnie stoi, że nie była znowu AŻ tak piękna, po prostu umiała kokietować.
Ale męski entuzjazm wojenny jest straszny, w perspektywie tego co się ma wydarzyć, mają zginąć, cierpieć nędzę, obserwować upadek swojego świata...
Tamara - Pon 15 Lis, 2010 21:58
| lady_kasiek napisał/a: | | A męzczyźni czy oni wykazują rozsądek? Lecą do Kasi Scarlett jak muchy do miodu, chociaż wyraźnie stoi, że nie była znowu AŻ tak piękna, po prostu umiała kokietować. |
Mężczyźni nie lecą na urodę , tylko na seksapil , a tego miała pod dostatkiem
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 21:59
Oj piękna nie była, ale miała małe stopy i małe ręce i mało cali w pasie Chyba we mnie Tarletonowie by się nie zakochali. Chociaż smieję się dużo i głośno, to czuję że ich "żarty" jakoś specjalnie by mnie nie bawiły
Anonymous - Pon 15 Lis, 2010 22:05
| Eeva napisał/a: | | Chyba we mnie Tarletonowie by się nie zakochali. |
We mnie mógłby się zakochać facet pokroju Rhetta, który doceniłby orginalność, ukrytą pod totalnym brakiem urody i talią Mammy
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 22:06
Ja bym chciała żeby się we mnie zakochał facet pokroju Rhetta, ale nie wiem czy by to zrobił:-)
Anonymous - Pon 15 Lis, 2010 22:11
Wiesz co ja się zastanawiam czy bym chciała...
aczkolwiek On jest świetnym bohaterem. Mąż idealny
Ale nie uprzedzajmy dyskusji
A Trletonów lubię są tacy zywiołowi w sumie czy faktycznie panna O`Hara miałaby źle z którymś z nich?
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 22:15
Własnie własnie, nie wybiegajmy przed szereg. (Chociaż ja bym chciała)
wiesz, nie zastanawiałam się nad tym, więc fajnie że poruszyłas ten temat.
Jeśli nie byłoby Popierdółki Ashleya, to myślę że wcale by jej się źle nie żyło z Brentem bądź Stuartem. Żadne z nich specjalnie nie dba o wykształcenie, książki i takie tam. Ważne są bale, wyścigi, polowania itp. Więc tak naprawdę mają wiele ze sobą wspólnego.
Anonymous - Pon 15 Lis, 2010 22:19
Bo inna kwestia czy chłopcy byliby hepi. Raz, ze wybrałaby jednego dając kosza drugiemu a to bliźniacy, nie zwykli bracia a jedna dusza w dwóch ciałach...
Jednak mieli chyba za dużo krwi Południowca, ot chociażby, czy po wojnie zapewniliby jej dobrą stopę życiową, czy nie patrzyliby przez palce gdyby po trupach szła do fortuny odchodząc od ideałów Południa które z serca Scarlett uleciały ale w nich, ich rodzinie były wiecznie żywe...
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 22:23
Kasiek, w swoich rozważaniach posiłkujesz się wiedzą z dalszych rozdziałów, a to jest niedopuszczlane!!!!!!
Nie no żartuję, znając dalszy ciąg historii, to nie byliby szczęśliwi. Myślę że Tarletonom byłoby ciężko odnaleźć się na tyle w świecie powojennym żeby zapewnić Katie Scarlett życie do jakiego przywykła.
Ale ale ale... opierając się tylko na 1 rozdziale uważam że któregokolwiek by wybrała to byłby to świetny związek;-)
Anonymous - Pon 15 Lis, 2010 22:25
Opierajac się na pierwszym rozdziale to i z Ashleyem nie byłoby jej źle
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 22:30
Opierając się na pierwszym rozdziale to chyba z nikim nie byłoby jej źle
Straszne jest takie niewybieganie w przyszłość, jak sie wie co się wydarzy.
ale wracając do omawiania, to czy któraś z was zwróciła uwagę na to jak opisywana jest matka Tarletonów?
Anonymous - Pon 15 Lis, 2010 22:37
Dama z Południa, ale jednak w spodniach.... dzieci któregoś Tarletona i Scarlett byłyby ciekawym charakterem.
Eeva - Pon 15 Lis, 2010 22:41
Byłyby jeśli wdałyby się bardziej w Scarlett, bo Tarletonom jak na razie to na charakterze troche zbywa
Anonymous - Pon 15 Lis, 2010 23:08
Animuszu mają sporo...
Aragonte - Pon 15 Lis, 2010 23:15
| Eeva napisał/a: | | ale wracając do omawiania, to czy któraś z was zwróciła uwagę na to jak opisywana jest matka Tarletonów? |
Ja pamiętam z lektury (ale nie mam pod ręką swego wydania, czytałam Mitchell laaata temu) przede wszystkim to, że matka Brenta i Stuarta była skoncentrowana na krzyżówkach we własnej stadninie i dość bezceremonialnie mówiła o "krzyżowaniu" wśród ludzi I zdaje się nawet uciekła z panem Tarletonem, żeby uniknąć niepożądanego małżeństwa z kuzynem? A jeśli nie uciekła, to przynajmniej stawiła mocny opór w sprawie tego małżeństwa
To chyba było w I rozdziale? Czy niechcący wybiegłam naprzód?
nicol81 - Wto 16 Lis, 2010 19:02
| Eeva napisał/a: | | czy któraś z was zwróciła uwagę na to jak opisywana jest matka Tarletonów? |
Jako zupełnie inny typ damy z Południa niż matka Scarlett.
|
|
|