To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Nasz własny fanfik

Alison - Nie 06 Sty, 2008 18:54
Temat postu: Nasz własny fanfik
No to zakładam nowy wątek. Jutro wkleję pierwszy kawałek. W sumie wyszło 4 kawałki. Proszę zacząć obmyślać ciąg dalszy, po nocy poślubnej, który powinien pojawić się w piątek. Nie wiem czy będziemy pisać spontanicznie, czy podarujemy każdemu jakiś dzień tygodnia, datę...
Oczekuję propozycji, chciałabym, żeby każda z nas była współtwórczynią, a nie tylko czytelniczką, myślę, że tylko w ten sposób możemy zaspokoić nasze apetyty i dać upust wybujałej wyobraźni. Nie ma przymusu pisania długich kawałków. Czasem wystarczy jedno fajne zdanie, które zainspiruje następną damę. :wink:
Czy istnieje społeczne przyzwolenie? Halo? Kto zgłasza swój akces?

Admete - Nie 06 Sty, 2008 19:23

Ja chętnie przeczytam, ale nie sądzę, bym umiała cos napisac. Ostatni raz porwałam się kilka lat temu na wspólne pisanie losów polskiej Bridget czyli swojskiej Bożenki Kalinowskiej ;-) i skończyło sie tak, że pisały głównie moje koleżanki.
Gunia - Nie 06 Sty, 2008 19:23

A czy nieletni też mogą?
malmik - Nie 06 Sty, 2008 19:23

a ja was będę z przyjemnością czytać..... :mrgreen:
Kaziuta - Nie 06 Sty, 2008 19:24

Ja też jestem za, ale proponuje spontaniczność. Wena nie sługa (Flecher), nie zawsze przychodzi w porę. :wink:
Anonymous - Nie 06 Sty, 2008 19:40

Tylko nasza Matka może być płodna w tak genialne pomysły :serce2:
MiMi - Nie 06 Sty, 2008 19:58

Ja też się zgłaszam. Tylko mam podobne pytanie do Guni: czy nieletni też mogą? Bo wczoraj nie mogli :wink: No i chciałam napisać, że jeszcze nie stworzyłam fanfika, więc musicie być wyrozumiałe...
Alison - Nie 06 Sty, 2008 19:58

malmik napisał/a:
a ja was będę z przyjemnością czytać..... :mrgreen:


Nie ma tak, Inżyrowierowie humanizujcie się! Wiem, że nie przepadasz za długą pisaniną, ale czasem jedno zdanko, jakiś pomysł i już poleci.
To OK, umawiamy się na spontaniczność, nie na dyżury, mnie to też bardziej odpowiada, bo żeby spełnić moje noworoczne zobowiązanie, nie mogę się niczym wiązać. Trzeba tylko czytać poprzednie odcinki, żeby to się jakoś kleiło i miało jakąś ciągłość. Może być smutne, może być wesołe, może być opisaniem naszych pragnień, może być odregowaniem naszych smutków i frustracji, tyle, że ubrane w postaci Lizzy i Darcy'ego i jakichś dobrze nam znanych austenowskich postaci. Guniu, nieletni też mogą i niech obiecają, że się nie zgorszą nocą poślubną :wink: . Mam nadzieję, że nic w tym co nasmarowałam gorszącego nie ma, ale każdy jednak odbiera takie rzeczy po swojemu. Jakby kogoś coś zaczęło razić, to po prostu niech nie czyta dalej, OK? Och, juz się cieszę, tym bardziej, że będzie to nasze wspólne dziecko. Admete, nie podawaj tyłów, skądinąd wiemy, że jesteś tu najbardziej utalentowana pisarsko, a ja być może upiekę swoją prywatną pieczeń, bo Aragonte obiecała mi kiedyś jakieś romansowe opowiadanko z happy endem, za karę za zabicie moich ulubionych bohaterów, więc może tu się zrehabilutuje :wink:
No to jutro rano wstęp do wstępu. O Jezu, aż się pocę ze strachu, ale co tam, raz się żyje :-P

Marija - Nie 06 Sty, 2008 20:29

Kurcze, wysoko poprzeczka zawieszona :roll: , a ja wzwyż to ostatnio w ogólniaku skakałam :mrgreen: .
asiek - Nie 06 Sty, 2008 20:31

A ja żadnych talentów literackich nie mam...
Marija - Nie 06 Sty, 2008 20:35

asiek napisał/a:
A ja żadnych talentów literackich nie mam...[url=http://img141.images...hz2.gif]Obrazek[/URL]
Ale emotka :rotfl: . Co do talentów, to niewątpliwie posiadasz żelazną logikę prawnika :mrgreen: , przyda się do eliminacji podrośniętych dzieci po roku pożycia...
Alison - Nie 06 Sty, 2008 20:41

Dajcie spokój z talentami, są tu jacyś literaci? Nie widzę. No to nie przejmujmy się. Chodzi o tzw. have fun, więc bawmy się!
:banan_Bablu:

Maryann - Nie 06 Sty, 2008 20:45

asiek napisał/a:
A ja żadnych talentów literackich nie mam...[url=http://img141.images...hz2.gif]Obrazek[/URL]

Ja mogę napisać... streszczenie. :rumieniec:

Dione - Nie 06 Sty, 2008 21:35

Ja się dopisuję obiema łapkami. Tylko może jakiś system opracujemy, bo jeszcze nam się akcja na dwa lub więcej kierunków zacznie rozwijać i wtedy będzie kłopot. :mrgreen:
MiMi - Nie 06 Sty, 2008 21:57

Dione napisał/a:
Ja się dopisuję obiema łapkami. Tylko może jakiś system opracujemy, bo jeszcze nam się akcja na dwa lub więcej kierunków zacznie rozwijać i wtedy będzie kłopot. :mrgreen:


No to może, gdy któraś dama po przeczytaniu stwierdzi, że ma wenę, to niech napisze i ten kto pierwszy, ten lepszy...

Alison - Nie 06 Sty, 2008 22:01

Aragonte napisał/a:
Ali, sprostowanie: nie zabiłam "bohaterów", tylko "bohaterkę", sztuk jeden :-P



A tam, gadanie. On bez niej to jakoby sam żyć przestał. :cry2: Ty to w ogóle nie imaginujesz sobie ile cierpień duchowych mi przysporzyłaś! Więc nie ma tak, zapłata musi być! :nudelkula1_zolta: Będziesz tu teraz wszystkich parkować i uszczęśliwiać, zrozumiano?! Bruździć mogą inni, Ty masz szlaban na brużdżenie w cudzym szczęściu :wink:

Alison - Nie 06 Sty, 2008 22:06

MiMi napisał/a:
Dione napisał/a:
Ja się dopisuję obiema łapkami. Tylko może jakiś system opracujemy, bo jeszcze nam się akcja na dwa lub więcej kierunków zacznie rozwijać i wtedy będzie kłopot. :mrgreen:


No to może, gdy któraś dama po przeczytaniu stwierdzi, że ma wenę, to niech napisze i ten kto pierwszy, ten lepszy...


Ja nie widzę problemu, mogą lecieć dwa, trzy wątki równolegle, komu bardziej pasuje dany wątek, do tego sie dopisze, a czytanie będzie bardziej urozmaicone. Poza tym liczę na komentarze, wskazówki, oczekiwania, możemy akcję prowadzić tak jak nam się spodoba (nareszcie!) a nie tańczyć jak nam Pamela zagra. :wink:

Marija - Nie 06 Sty, 2008 22:09

Alison napisał/a:
Poza tym liczę na komentarze, wskazówki, oczekiwania, możemy akcję prowadzić tak jak nam się spodoba (nareszcie!) a nie tańczyć jak nam Pamela zagra. :wink:
:banan_czerwony: To się może dziać!...Komentować to ja mogę, że ho ho! Gorzej chyba ze wskazówkami :ops1: .
Alison - Nie 06 Sty, 2008 22:20

Marija napisał/a:
Alison napisał/a:
Poza tym liczę na komentarze, wskazówki, oczekiwania, możemy akcję prowadzić tak jak nam się spodoba (nareszcie!) a nie tańczyć jak nam Pamela zagra. :wink:
:banan_czerwony: To się może dziać!...Komentować to ja mogę, że ho ho! Gorzej chyba ze wskazówkami :ops1: .


No no no, Ty sie tu nie napalaj na komentarze, Ty kompinuj kompinuj o czym pisać będziesz, kochana :-P
:banan_czerwony:

Marija - Nie 06 Sty, 2008 22:22

Tylko żadnych zberezieństw, bo wstydliwa jestem z natury :ops1: . Może o jedzeniu? :-P
Alison - Nie 06 Sty, 2008 22:25

Marija napisał/a:
Tylko żadnych zberezieństw, bo wstydliwa jestem z natury :ops1: .


Tylko czemu ja w to jakos nie wierzę... :mysle:
O jedzeniu tyż może być, wszak przez żołądek do serca :mrgreen:

Marija - Nie 06 Sty, 2008 22:28

Alison napisał/a:
Marija napisał/a:
Tylko żadnych zberezieństw, bo wstydliwa jestem z natury :ops1: .


Tylko czemu ja w to jakos nie wierzę... :mysle:
Ojej, a co ja takiego zrobiłam? :ops1:
W ogóle się przeraziłam wizją swojej prozy "literackiej" na forum :paddotylu: , poezje ( :olsnienie: no tak) łatwiej mi przychodzą, takiej prozie chodzącej :? ...
Idę się regenerować :grobek: .

Alison - Pon 07 Sty, 2008 09:13

No to ZACZYNAMY! in nomine Patris... :paddotylu:
A jak ktoś się będzie głośno z Matki wyśmiewał to dostanie.... wężykiem, wężykiem :wink:
No trudno, co ma być i tak będzie.... :confused3:

Elizabeth siedziała przed lustrem w swojej nowej sypialni, jednym z wielu pięknie urządzonych pokoi pałacu w Pemberley. Wciąż trudno jej było uwierzyć, że teraz jest panią tego domu, parku, ogrodów. Czy sobie poradzi, czy sprosta pokładanym w niej nadziejom, czy nie zawiedzie męża, który dla niej przeciwstawił się rodzinie o takiej znaczącej pozycji w Anglii? A jeśli oni wszyscy, a w każdym razie kapitalna większość, jest taka jak lady Catherine de Burgh i będą ją traktować jak intrygantkę, która podstępem rozkochała w sobie tak rozsądnego i statecznego człowieka jak Fitzwilliam Darcy, skuszona jego fortuną? A całe to londyńskie towarzystwo, jeśli przypomina pannę Bingley i już zawsze będzie widziało w niej zuchwałą prowincjuszkę, która bezczelnie wtargnęła na salony? Nie, to absurd tak myśleć. Przecież nie będzie sama. Nie jest już panną Elizabeth Bennet z Longbourn, jest Elizabeth Darcy z Pemberley. Och, gdybyż można się było stąd nie ruszać! Pokochała to miejsce od pierwszej chwili, kiedy je ujrzała. Już teraz było jej tak bliskie jak jej dom rodzinny. Zadrżała od natłoku tych wszystkich myśli. Przez moment, ścisnęło ją w gardle i łzy napłynęły do oczu na wspomnienie domu w Longbourn, wieczornych rozmów z Jane, przekomarzania się z ojcem, spacerów po okolicy, gdzie znała każdą ścieżkę, każde drzewo, każde źdźbło trawy niemal. To już nigdy nie wróci, nigdy! Wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w swoje obicie w lustrze, wciąż mając na sobie ślubną suknię, muślinowy szal, a we włosy wpięte ozdoby z pereł i kwiatów pomarańczy. Po tylu godzinach od uroczystości, długim przyjęciu, kwiaty dawno straciły swoją poranną świeżość. Elizabeth była trochę zmęczona i odurzona wydarzeniami minionego dnia. Najbardziej bała się tego, że jej matka nie opanuje swojego uwielbienia dla pana Darcy’ego, teraz równie głębokiego jak wcześniejsza niechęć do niego, i będzie dawała temu wyraz na każdym kroku. Na szczęście panią Bennet tak oszołomił przepych Pemberley, że z wrażenia prawie się nie odzywała. Wprawiło to niemal w osłupienie pana Benneta, który w najśmielszych snach nawet, nie był w stanie wyobrazić sobie swojej żony w charakterze statecznej matrony. Tego dnia mile się rozczarował. Nawet jego nie grzeszące mądrością i wdziękiem młodsze córki, onieśmielone otoczeniem, stanęły na wysokości zadania. Pani Bennet niestety na odjezdnym przypomniała sobie o swojej emocjonalnej naturze i tak siarczyście ucałowała swojego ukochanego zięcia, że omal go nie przewróciła. Pan Darcy zniósł to z iście stoickim spokojem.
Elizabeth na wspomnienie tej sceny westchnęła boleśnie, wyciągając jednocześnie szpilki i ozdoby wplecione we włosy, które płaszczem ciemnych loków rozsypały się, okrywając jej ramiona. W tym momencie z zadumy wyrwało ją delikatne pukanie do drzwi.
Pan Darcy po pożegnaniu gości weselnych wydawał jeszcze dyspozycje służbie, podczas gdy Lizzy zmęczona dzisiejszym dniem udała się do ich wspólnej sypialni. Ich wspólna sypialnia... Darcy poczuł delikatny dreszcz przebiegający mu po plecach. Z jednej strony nie mógł się już doczekać chwili kiedy zostanie sam na sam ze swoją żoną, z drugiej zaś, odczuwał niewytłumaczalny niepokój. Stanął pod drzwiami sypialni, która od dziś miała być ich wspólnym azylem, ucieczką od świata i jego uciążliwości, ale czy stanie się także oazą ich szczęścia i spokoju? Chwilę nasłuchiwał jakichkolwiek odgłosów ze środka, ale w pokoju panowała absolutna cisza. Zapukał delikatnie, na wypadek gdyby Elizabeth już zasnęła, mimo wszystko nie chciał jej budzić. Usłyszał „proszę” wypowiedziane cichym, niepewnym głosem, tak niepodobnym do Elizabeth jaką znał i jaką pokochał. Wszedł do środka, w czeluściach marmurowego kominka wesoło tańczył ogień. W jego pomarańczowo-złotym blasku Lizzy, w białej sukni i rozpuszczonych ciemnych włosach, wyglądała olśniewająco.
- Ach to ty, myślałam, że to pani Reynolds. – powiedziała uroczo zmieszana – Przepraszam cię, moja matka....
- Wszystko w porządku Elizabeth – uśmiechnął się, całując ją w głowę. Ujął ją za ramiona i lekko pomógł jej podnieść się z krzesła, na którym siedziała, odwrócił ku sobie i obejmując obiema rękami w talii, powiedział:
- Jesteś śliczna, moja droga żono.
Lizzy z przerażeniem uniosła brwi – Na miłość boską! Chyba nie będziesz się do mnie zwracał „moja droga żono”!
- Doprawdy? A jak mam się do ciebie zwracać? – zapytał z uśmiechem, ciesząc się, że to jednak jego Elizabeth, a nie jakaś zalękniona panna.
- Właściwie to jak chcesz, najlepiej Lizzy, albo Elizabeth, ale nie...
- A mogę „moja droga Elizabeth”? – przekomarzał się dalej pan Darcy.
- Skoro musisz...
- Muszę... – wyszeptał, całując ją w usta.
Elizabeth nieco zaskoczona takim obrotem rozmowy, przez chwilę znieruchomiała. Darcy w tym czasie ujął jej twarz w obie dłonie i delikatnie całował czoło, oczy, policzki, usta. Kiedy pocałował ją w szyję poniżej ucha, przeszył ją tak gwałtowny dreszcz, że aż zadrżała. On poczuł to drżenie i odebrał je jako zachętę do dalszych pieszczot. Delikatnie zsunął jej z ramion suknię, nie przestając całować. Kiedy suknia opadła na tyle, że ledwie osłaniała jej piersi, Lizzy odruchowo skuliła się, ogarnięta nagłym wstydem. Mąż odsunął się nieco i zapytał:
- Lizzy, mam przestać?
- Nie, nie, ja tylko...
- Nie bój się kochana, wszystko będzie jak zechcesz.
Elizabeth uniosła oczy, napotykając uważny wzrok swojego męża.
- Ja tylko...chciałabym się trochę odświeżyć - powiedziała, spuszczając oczy i lekko się czerwieniąc.
- Rozumiem. Przepraszam. Niedługo wrócę.
Wyszedł zostawiając ją samą. Lizzy usiadła na krześle przy toaletce i odetchnęła głęboko, jakby dopiero teraz przypominając sobie, że przecież musi oddychać. „Więc to już. Teraz. To się stanie już za chwilę”. Nie do końca była pewna co czuje. Była to jakaś mieszanina strachu, ekscytacji i dziecinnej radości, niemal takiej, jaką odczuwała w dniu urodzin, tuż przed rozpakowaniem prezentów. Trochę się obawiała, przypominając sobie co opowiadała jej Lydia, ale jednocześnie czuła, że w jej przypadku wszystko będzie wyglądało inaczej. To w końcu pan Darcy został jej mężem, nie ten bufon, Wickham. Pan Darcy... na myśl o nim dotknęła palcami miejsca na szyi, gdzie jeszcze przed chwilą ją całował. Poczuła, że serce gwałtownie przyspiesza, a w brzuchu zaczyna coś trzepotać, jakby stado uwięzionych tam motyli akurat teraz chciało się wydostać. Zerwała się na równe nogi. „O Boże, on zaraz tu wróci! Muszę się jakoś ogarnąć!” Szybko zdjęła suknię i bieliznę, po czym podeszła do dużej fajansowej miednicy malowanej w piękne kobaltowe kwiaty. Zanurzyła rękę, przygotowana wcześniej przez służącą woda akurat wystygła na tyle, żeby się spokojnie umyć.
Pan Darcy trzykrotnie szybciej niż zazwyczaj trwało wieczorne rozbieranie, zrzucił swój ślubny strój. Z pomocą Fletcher'a, udając, że nie zauważa jego znaczących spojrzeń, odświeżył się i zarzucając na siebie ciemnozielony, atłasowy, podbity ciepłą flanelą szlafrok, ponownie stanął pod drzwiami sypialni. Zapukał i nie doczekawszy się odpowiedzi, delikatnie otworzył drzwi.

Sofijufka - Pon 07 Sty, 2008 09:33

Jeszcze, jeszcze! :rumieniec:
Nooo, ciekawe, co jej Lydia nagadała :mysle:

Maryann - Pon 07 Sty, 2008 09:46

Alison - YOU ARE GREAT !!! :thud:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group