Powieści Jane Austen - Mansfield Park
Anonymous - Sob 20 Maj, 2006 19:12 Temat postu: Mansfield Park Mansfield Park wydana w 1814
Bohaterką jest wrażliwa i nieśmiała Fanny Price, która w wieku dziesięciu lat przyjeżdża do bogatego wujostwa, mieszkających w pięknym dworze Mansfield Park, by wychować się razem z ich dziećmi.
Dziewczynka traktowana jest życzliwie, mimo że jest dla rodziny tylko ubogą krewną. W spokojne życie dworu wkracza pewnego lata wielki świat, w postaci zmanierowanej pary rodzeństwa, przybyłej z Londynu. Brat i siostra są przyczyną ciągu dramatycznych wydarzeń, Fanny zaś, pełna skromności, dobroci i poświęcenia, staje się dla krewnych pociechą w nieszczęściu i dobrym duchem rodziny. Powieść, powstała w roku 1814, odzwierciedla obawy Jane Austin przed nadchodzącą epoką, niosąca zniszczenie zasad, tradycji i dawnych eleganckich form życia, których symbolem był stary dwór.
[Prószyńki i S-ka, 1995]
Gunia - Pon 22 Maj, 2006 16:34
Moja pierwsza powieść J.A. Być może dlatego ją idealizuję...
ewelinka - Pią 26 Maj, 2006 23:32
Ja również ją lubie tylko,że Fanny jest zbyt idealna,ale to chyba nie jest wadą
Anonymous - Pią 26 Maj, 2006 23:39
| ewelinka napisał/a: | Fanny jest zbyt idealna,ale to chyba nie jest wadą |
Jest
Aragonte - Sob 27 Maj, 2006 12:22
| AineNiRigani napisał/a: | | ewelinka napisał/a: | Fanny jest zbyt idealna,ale to chyba nie jest wadą |
Jest |
Nie lubię występować w roli echa, ale dla mnie też jest
Gdybym była facetem, nie byłabym w stanie się w niej zakochać
Gunia - Sob 27 Maj, 2006 14:35
Nie sądze, żeby Fanny była idealna. Ona ma jedną z najgorszych możliwych wad: nie potrafii kierować się własną wolą i jest zbyt uległa. Ta sprawa z Henry'm uratowała ją w moich oczach.
Aragonte - Sob 27 Maj, 2006 15:03
Guniu, ale to jest wada z naszej, współczesnej perspektywy, ale w tamtych czasach uległość kobiety była chyba jednak zaletą, posiadanie własnych poglądów u młodej panny było... eee... passe? O tego rodzaju "idealności" mówię. A więc JA - tak mi się wydaje - stworzyła w MP bohaterkę, która mogła dla wielu mężczyzn uosabiać ówczesny ideał.
Maryann - Sob 27 Maj, 2006 15:33
| Gunia napisał/a: | | Nie sądze, żeby Fanny była idealna. Ona ma jedną z najgorszych możliwych wad: nie potrafii kierować się własną wolą i jest zbyt uległa. Ta sprawa z Henry'm uratowała ją w moich oczach. |
No właśnie - taka niby uległa, a umiała się sprzeciwić, chociaż wszyscy przekonywali ją do tego małżeństwa.
Fanny chyba przede wszystkim była bardzo nieśmiała, a przy tym "wytresowana" od dziecka przez ciotkę Norris, że jej potrzeby i jej zdanie się w tym domu nie liczą i powinna być wdzięczna, że wyświadczono jej taką łaskę i pozwolono mieszkać w Mansfield.
Więc była wdzięczna i siedziała cicho - do czasu.
Jeannette - Sob 27 Maj, 2006 16:20
Aż w końcu nerwy puściły....
ewelinka - Śro 07 Cze, 2006 20:11
No własnie nauczyli ją być wdzięczną im za wszystko nawet za to,że żyje.
Jeannette - Czw 08 Cze, 2006 18:09
Eeee....ewelinko nieładnie. Fanny nie była bezwolnym stworzeniem. Zmusiło ją do tego typu postępowania życie, pochodzenie, stosunek rodziny.....nie wiemy jak my byśmy postąpiły na jej miejscu.
Maryann - Czw 08 Cze, 2006 18:51
Jak wcześniej pisałam, Fanny była chyba bardzo nieśmiała i miała wyjątkowo niskie mniemanie o sobie. Dlatego była skłonna godzić się z wieloma rzeczami - jak choćby z tym, że w Mansfield nie traktowano jej jak członka rodziny, a trochę jak "lepszą" służącą. Dostała zimny pokoik na poddaszu ? Cieszyła się, że go ma. Ciotka Norris ciągle prawiła jej kazania ? Przyjmowała to potulnie. Edmund "pożyczył" jej konia pannie Crawford ? OK. Przebolała i to.
Ale że ta bezwolność i potulność to pozory, pokazała w sprawie teatru, a najwyraźniej przy oświadczynach Henry'ego. Mogła zrezygnować ze swojej wygody, ale nie ze swoich zasad.
Admete - Sob 10 Cze, 2006 17:13
Bo ona tak naprawde wiedziała czego chce. Ustępowała w sprawach trywialnych, codziennych,ale w tych najważniejszych była jak skała.
Maryann - Sob 10 Cze, 2006 17:27
Dlatego nigdy nie zgodzę się z opinią, że Fanny to bezwolna trusia, której wszyscy chodzą po głowie, a ona im dziękuje, że przynajmniej szpilek nie założyli.
Admete - Nie 11 Cze, 2006 18:43
Myślę podobnie. Była bardzo zakompleksiona, nieśmiała, całe zycie traktowano ją jak ubogą krewną trzymaną na łaskawym chlebie. Takie wychowanie musiało mieć negatywne skutki. Z drugiej jednak strony Fanny miała tzw. kręgosłup moralny. Wiedziała co dobre, a co złe. Chwała Austen za to, ze główną bohaterką powieści potrafiła uczynić osóbkę tak różną od dotychczasowych żywotnych i energicznych Elżbiet czy Marianek
Maryann - Nie 11 Cze, 2006 19:14
Fanny jest w pewnym względzie podobna do Anny Elliot. Obie nie przywiązują wagi do "znaczenia" swojej osoby, są ciche i nie narzucają nikomu swojej woli. Jednak w sprawach, gdzie wchodzi w grę ten "kręgosłup moralny", nie idą na kompromisy.
Różnica między nimi jest chyba taka, że Anna była uległa - powiedziałabym - bardziej świadomie. Ona miała pełną świadomość swojej pozycji (to zdziwienie, że siostra, która była panią na Kellynch Hall może czerpać tyle satysfakcji z zarządzania małym domem w Bath) i to dawało jej jakąś świadomość bezpieczeństwa i swojego miejsca w życiu. Fanny została w dzieciństwie wyrwana ze swojego środowiska, a nowe nie bardzo chciało ją przyjąć. No i Anna miała Fryderyka, który ją kochał. Bo co do Edmunda, to ciągle nie mogę oprzec się wrażeniu, że trochę ożenił się z Fanny, bo "zawsze kręciła się w pobliżu".
Jeannette - Nie 11 Cze, 2006 19:28
| Maryann napisał/a: | | że trochę ożenił się z Fanny, bo "zawsze kręciła się w pobliżu". |
Ale Fanny najwyraźniej to wystarczyło. :razz:
Maryann - Nie 11 Cze, 2006 19:33
Wystarczyło, bo go kochała. A Edmund - choć do moich ulubionych austenowskich bohaterów nie należy - był porządnym facetem i na pewno jej nie skrzywdził. Przynajmniej świadomie.
Jeannette - Nie 11 Cze, 2006 20:40
Mieliśmy happy end? Mieliśmy. I na tym zakończmy. Bo jeszcze się Edmundowi dostanie.....
Maryann - Nie 11 Cze, 2006 21:05
Niech będzie, że był happy end - chociaż dla mnie chyba najmniej "happy" ze wszystkich książek JA.
Ale już nic nie mówię.
Jeannette - Nie 11 Cze, 2006 21:31
Nie czepiajmy się. Było ok.
Admete - Pon 12 Cze, 2006 12:04
Myślę, ze stworzyli udane małżeństwo - ona taka łagodna, on z zasadmi Zgadzali się ze sobą.
Trzykrotka - Pon 12 Cze, 2006 12:25
Dobrani byli dobrze. Ciągle jednak mam wrażenie, że to najbardziej nudna i mdła para austenowska.
Może to nie wada w życiu, ale w powieści - poważna.
Jeannette - Pon 12 Cze, 2006 16:03
Nie każdy może być dowcipny jak Henry czy "zły" jak Darcy.....Edmund jest inny i samo to jest już zaletą.
ewelinka - Śro 12 Lip, 2006 19:30
Tez tak mi sie wydaje poprostu dla nas jest to oczywiste,ale kiedys naprawde bylo inaczej ludziom odpowiadalo to bo wsystko pozostawalo w rodzinie :grin:
|
|
|