PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 18:50
Megafanfik - tom II
Autor Wiadomość
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sob 27 Sty, 2007 19:05   

Caitie nic się nie przejmuj, zamiataj, Mama za Tobą murem stoi :wink:
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Sob 27 Sty, 2007 19:13   

"Interesy", "fundusze na dobroczynność" - jak to brzmi! :thud:
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 27 Sty, 2007 19:32   

Alison napisał/a:
Darcy trochę przegina z tym trzęsieniem się nad Georgianą, "skąd moja siostra wie o takich kobietach?" Bo nie jest taka głupia za jaką ją masz drogi Fitzku :razz:

Georgiana już niedługo sama go w tym temacie na ziemię sprowadzi. :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sob 27 Sty, 2007 19:36   

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Darcy trochę przegina z tym trzęsieniem się nad Georgianą, "skąd moja siostra wie o takich kobietach?" Bo nie jest taka głupia za jaką ją masz drogi Fitzku :razz:

Georgiana już niedługo sama go w tym temacie na ziemię sprowadzi. :wink:


Chyba lubię tą dziewczynę! :wink:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 27 Sty, 2007 19:51   

Nie "chyba". :wink: Georgiana to niewątpliwie bardzo inteligentna i mądra młoda dama. :wink:
Tylko trochę nieśmiała. Ale mimo to umie bronić własnego zdania. Nawet wobec brata.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 01:14   

Dzięki dziewczynki :kwiatek:
Jak myślicie, czym albo raczej kim zajmowało się owo "Towarzystwo.." jeżeli Darcy mówi o niegodziwości. Samotnymi kobietami przy nadzieji czy raczej porzuconymi ?
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 01:20   

Sama nie wiem, ale siedzę cicho, żeby nie usłyszeć, że takie dociekania nie przystoją Damom. Przypomina mi się Eliza wysłana na wieś w "S&S".
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 12:09   

Już południe i co? ... Nie będzie dziś nic słodkiego? Czyżby dopiero na podwieczorek? Zaraz umrę z głodu :cry2:

Dzięki tajnemu porozumieniu dowiedziałam się, ze Maryann ma od rana problemy z wejsciem na forum, więc jako szefowa ABT proszę o cierpliwość i przegryzienie czegoś zdrowego w tzw. miedzyczasie. Pojawił się kolejny odcinek Ćmy :wink:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 17:08   

No, NARESZCIE ! Przepraszam Was wszystkie naj-naj-najmocniej, ale jakieś siły tajemne sprzysięgły się przeciwko naszemu fanikowi. Od samego rana zamiast forum miałam tylko informację, że "strona nie może zostać wyświetlona". :twisted: Ale teraz już wszystko gra. Lepiej późno, niż wcale. :wink:

No, to zamiast drugiego śniadanka - podwieczorek:

Rozdział I część 5

- Czy mam postąpić zgodnie z zaleceniami panny Darcy, sir ? – zadudnił cichy głos Hinchcliffe’a.
- Tak – odparł powoli, kreśląc swoją zgodę na prośbie – Niech pan przekaże zapis na dwadzieścia funtów, ale proszę nie wysyłać stu, zanim panu nie powiem. Muszę najpierw porozmawiać z panną Darcy.
- Bardzo dobrze, sir. Pierwsze spotkanie ma pan z zarządcą składu przechowującego towary importowane przez pańską firmę przewozową. Czy mogę go wprowadzić ?
Darcy skinął głową i dzień zaczął się na dobre, z serią spotkań i negocjacji. Umowy zostały zawarte, pieniądze wycofane lub zainwestowane, z jedną tylko krótką przerwą późnego popołudnia na zimny lekki posiłek i szklankę piwa, a i to tylko dlatego, że nalegała na niego gospodyni. Kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim człowiekiem zapisanym w terminarzu, zegar prawie wybijał szóstą.
- Bardzo owocny dzień – westchnął zamykając księgi rachunkowe i siadając wygodnie na krześle przy biurku.
Hinchcliffe nachylił się nad biurkiem, zgarnął rachunki w porządny stos i włożył je do sejfu wbudowanego w ścianę i ukrytego za półkami pełnymi ciężkich tomów.
- Tak, sir – odparł Hinchcliffe. Wyjął kluczyk przyczepiony łańcuszkiem do kamizelki, zamknął sejf i przesunął książki na miejsce – Czy to wszystko ?
- Na Boga, tak ! Niech pan idzie do domu i zje kolację. Wymęczyłem pana bez litośnie. – gdy Hinchcliffe skłonił się lekko i odwrócił do wyjścia, Darcy nagle sobie przypomniał – Hinchcliffe, jakie postępy robi pański siostrzeniec ? Ten, którego pan uczy. Czy może szuka posady ?
- To bardzo uprzejmie, że się pan interesuje, panie Darcy. Ten młody człowiek dobrze sobie radzi, ale nie powiedziałbym, że jest gotów do tego, żeby rozglądać się za posadą. Zobaczymy za pół roku.
- Jem dziś kolację z panem Bingleyem, który byłby zainteresowany skorzystaniem z jego usług. Trudno byłoby znaleźć lepszego pana.
- Pan Bingley, sir ? – Hinchcliffe przerwał i po chwili mówił dalej – Aaa, tak, przypominam sobie, sir. Majątek na handlu, rodzina z Yorkshire, o ile pamiętam – skrzywił się lekko.
- Dokładnie. I mój szczególny przyjaciel – podkreślił Darcy – Uważałbym to za wielką przysługę, gdyby, kiedy pański siostrzeniec będzie gotów, pomyślał pan poważnie o tym, żeby pan Bingley go zatrudnił.
- Wyświadczenie panu przysługi uznałby za honor, panie Darcy. Dobranoc.
Kiedy drzwi zamknęły się za jego wciąż onieśmielającym sekretarzem, Darcy zrzucił surdut i położywszy go na biurku podszedł do kominka rozciągając po drodze mięśnie pleców. Bingley miał prawdopodobnie rację, że Hinchcliffe go lekceważy, pomyślał sięgając po karafkę i nalewając sobie do kieliszka. Potrząsnął głową i pociągnął łyk z ciężkiej, kryształowej szklaneczki, pozwalając, aby trunek spłynął mu do gardła. Przynajmniej wyświadczyłeś mu przysługę, którą natychmiast doceni. Nie tak, jak tamtą. Tamto zajmie trochę czasu.
Zegar wybił pół godziny. Darcy wysączył resztę zawartości kieliszka i odstawił go na tacę. Bingley będzie tu za godzinę, albo coś koło tego, a on cały dzień nie wychodził z domu. Potrzebował ruchu. Szybki spacer wokół placu będzie w sam raz. Narzucił surdut, zadzwonił po płaszcz i kapelusz. Kiedy Witcher pojawił się z nimi przekazał mu, że będzie z powrotem za dwadzieścia minut i chce, żeby Fletcher był gotowy. Zbiegł po schodach i wyruszył na ożywczy spacer.
***

- Teraz, kiedy skończyłeś z interesami, możesz się trochę rozerwać, czy nadal będziesz takim nudziarzem ?
Bingley wziął z ręki Darcy’ego kieliszek pełen ciemnoczerwonego wina i usiadł na swoim zwykłym miejscu przy stole w jednym z mniejszych salonów Erewile House. Podczas gdy służący cicho odkrywali półmiski i obsługiwali ich, Darcy uniósł swój kieliszek w toaście:
- Za szybkie i pomyślne zakończenie spraw, żeby przyjaciele nie musieli usychać z nudów.
- Dobra, dobra – zaśmiał się Bingley i wypił łyk doskonałego burgunda – Naprawdę skończyłeś z księgami rachunkowymi i radcami ?
- Jeszcze nie i zanim zapytasz, miałem niewiele okazji, żeby spojrzeć na bilety wizytowe, tak że jeszcze nic nie zdecydowałem. Poza… – przerwał wolno obracając zawartością kieliszka.
- Tak, poza… ?
- Wspomniałeś wczoraj divę, Catalani. I poczułem silną pokusę pójścia na wieczorek do lady Melbourne.
- Mówisz, że poczułeś pokusę ! Czy to ma znaczyć, że pójdziesz ? Ja bym poszedł, ale tylko, jeśli ty pójdziesz. To towarzystwo jest trochę poza moim zasięgiem – Bingley zajął się stojącym przed nim smakowitym posiłkiem.
Darcy parsknął pogardliwie.
- To towarzystwo ! Niech cię nie oszukają ich tytuły i miny, Bingley. Oni ukrywają niebezpieczne i zwodnicze sprawy, od których lepiej żebyś trzymał się z daleka. „Niepohamowana ambicja” to ich credo i biada temu mężczyźnie czy kobiecie, który da się uwikłać w ich intrygi.
- Dosyć ponura wizja, Darcy ! Śmiem jednak powiedzieć, że za bardzo jestem nikim, żeby zwrócić ich uwagę i mógłbym bez większej szkody zaryzykować wejście do jaskini lwa. A usłyszeć Catalani ! – błagał – Darcy, musimy iść !
Cień wątpliwości przemknął przez twarz Darcy’ego, gdy przyglądał się przyjacielowi, ale na widok takiej szczerości nie mógł nie zgodzić się na jego prośbę.
- Niech będzie. Pójdziemy. Ale pamiętaj o ostrzeżeniu i nie trać głowy. Przyjadę po ciebie jutro wieczorem o dziewiątej.
- Cudownie, Darcy.
Kiedy obaj zabrali się do jedzenia Bingley przeplatał sportowymi nowinkami i plotkami z klubu łyki francuskiego likieru i kęsy nadziewanego kapłona i cielęciny z oliwkami. Kiedy oddali sprawiedliwość mistrzostwu Monsieur Julesa, udali się do biblioteki na szklaneczkę porto, którą Bingley wziął z ręki Darcy’ego z głębokim westchnieniem.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 17:23   

Kaziuta napisał/a:
Jak myślicie, czym albo raczej kim zajmowało się owo "Towarzystwo.." jeżeli Darcy mówi o niegodziwości. Samotnymi kobietami przy nadzieji czy raczej porzuconymi ?

Pewnie wszystkimi ofiarami czarujących panów podobnych do Wickhama, które nie miały tyle szczęścia co Lidia Bennet, czy tyle - mimo wszystko - uczciwości, co Georgiana.
Bez takiej pomocy pewnie spotykało je to, o czym JA wspomina trochę mimochodem: banicja do jakiejś zapadłej dziury, tak żeby swoją "hańbą" nikomu w oczy nie świeciły. Jeśli w ogóle był ktoś, kto chciał je na tym wygnaniu utrzymywać...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 20:43   

No to nareszcie piekarenka ruszyła! Coś nas tu chyba wirus zagrypić chce, ciagle coś się komuś dzieje!
Darcy ma wyraźnego kaca moralnego i gotów z Bingley'em pójść do cyrku żeby się trochę zrehabilitować we własnych oczach :wink:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 20:59   

Alison napisał/a:
No to nareszcie piekarenka ruszyła! Coś nas tu chyba wirus zagrypić chce, ciagle coś się komuś dzieje!

Odstukaj w niemalowane ! U mnie NA RAZIE wszystko gra ! I mam nadzieję, że już tak zostanie.

Alison napisał/a:
Darcy ma wyraźnego kaca moralnego i gotów z Bingley'em pójść do cyrku żeby się trochę zrehabilitować we własnych oczach :wink:

Oj, do cyrku... W cyrku chyba nie byłoby aż TAK źle... :wink:

A powody do moralnego kaca to dopiero będzie miał - jutro.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
Ostatnio zmieniony przez Maryann Nie 28 Sty, 2007 21:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 21:01   

No ja tylko tak...hipotetycznie :wink:
 
 
malmik 
Gerry zawsze wraca



Dołączyła: 19 Wrz 2006
Posty: 1396
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 21:43   

Uff. W końcu udało mi się nadrobić (jak dobrze, że są niedziele) i trzeba przyznać, że teraz oglądając P&P będę zupełnie inaczej traktować Darcy'ego (i tak traktowałam go dobrze, ale teraz...). Najśmieszniejsze jest to o czym piasłyście na samym początku - dla mnie Lizzy, Darcy i Bingley mają twarze z 95', ale już Karolina Bingley i Charlotta Lukas z 05'. Ale przede wszystkim składam pokłony wszystkim tłumaczkom :kwiatek: :kwiatek: I będę z niecierpiliwością oczekiwać dalszych wyścigów do pierwszego miejsca - może i mnie się kiedyś uda :wink:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 28 Sty, 2007 21:57   

malmik napisał/a:
trzeba przyznać, że teraz oglądając P&P będę zupełnie inaczej traktować Darcy'ego (i tak traktowałam go dobrze, ale teraz...)

No, to się zobaczy. :wink: Próba ogniowa przed nami.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 08:10   

Ufff, dziś na szczęście bez problemów ! :grin:

Mr Darcy przystępuje do akcji.

Rozdział I część 6

- Charles ?
- To już dwa dni, wiesz.
- Dwa dni ?
- Tak, dwa dni od balu. Dwa dni odkąd widziałem pannę Bennet. To niczym całe wieki ! Czy ona nie była śliczna ? Ledwie mogłem się oderwać od jej boku – Bingley zdawał się nie zwracać uwagi na otoczenie.
- Tak, cóż, to było oczywiste dla każdego, kto ma oczy. – Darcy przerwał i zbierając siły zapytał obojętnie – Czy sądzisz, że ona czuje to samo ?
Bingley wstrząsnął się lekko i skonsternowany odwrócił się do Darcy’ego.
- Tak, oczywiście. Dlaczego pytasz ?
- Na czym dokładnie opierasz swoją opinię ? Czy ona coś ci wyznała ?
- Nie… Nie. Oczywiście, że nie ! – Bingley odstawił szklankę, zrobił krok w tył, po czym wrócił i podniósł ją z powrotem – Co za pomysł, Darcy ! Panna Bennet jest damą, dobrze wychowaną. Nigdy nie…
- Patrzyła więc na ciebie w ten sposób, który zastępuje słowa miłości, przywiązania ? – nalegał.
Bingley otworzył usta w proteście.
- Przypominam ci raz jeszcze, panna Bennet jest szlachetnie urodzoną damą. To byłoby całkowicie niestosowne…
- Więc powiedz mi – naciskał, nie zostawiając Bingleyowi możliwości zboczenia z tematu – Na jakiej podstawie wierzysz, że ona ceni cię wyżej niż innych swoich znajomych ? Przyznałeś, że nie mówiła o miłości, ani nie rzucała ci znaczących spojrzeń. Co więc ?
- To się po prostu wie – wymamrotał Bingley. Darcy sceptycznie wzruszył ramionami – Uważasz, że przesadzam, ale przysięgam ci, że nie. Nie tym razem !
- Aaaa, tak. Nie tym razem – odparł Darcy łagodnie.
Bingley patrzył w swoją szklankę, podczas gdy Darcy z udaną nonszalancją usiadł i sączył swoje porto. Kiedy panująca między nimi cisza przeciągała się, spoglądał co chwila na Bingleya, próbując odgadnąć jego myśli. Powtarzające się ruchy szczęki świadczyły o wielkim wzburzeniu.
- Ty uważasz, że wyobraziłem sobie jej uczucia ? – powiedział Bingley, stwierdzając raczej fakt, niż pytając.
- Charles – odparł pojednawczym tonem – To ty musisz tu być sędzią. Ja tylko chciałbym cię przestrzec, odradzić ci związek, który może ci przynieść więcej bólu niż satysfakcji. Problemy rodziny i krewnych panny Bennet są liczne i wielkie, ale to można znieść, jeśli jesteś absolutnie pewny jej przywiązania. Ale, jeśli małżeństwo zostanie zawarte tylko z chęci uzyskania przez pannę awansu towarzyskiego… – nie dokończył.
Bingley wypił duszkiem resztę zawartości szklanki.
- Tak, cóż… Wszystko zostało powiedziane. Jutro wieczorem o dziewiątej ? – wstał ze swego fotela i ku zaskoczeniu Darcy’ego rzucił mu ukłon – Myślę, że położę się dziś wcześnie, Darcy. Mam jutro rano kilka spotkań. Wyobrażam sobie, że do lady Melbourne trzeba być ubranym jak z igły ?
- Tak, ale bez przesady. Bez wątpienia będzie tam Brummel *, a byłoby lepiej nie przyciągać jego uwagi, niż narazić się na jego kpiny. Więc musisz już iść ?
- Niestety tak. O nie, nie wstawaj ! – dodał śpiesznie widząc, że Darcy się podnosi – Umiem sam trafić do drzwi.
- Nonsens – Darcy wstał z fotela i wezwał lokaja – Proszę przynieść rzeczy pana Bingleya – odwrócił się do przyjaciela – Charles, rozmawiałem z Hinchcliffe’em…
- Ale nie o jego zachowaniu w stosunku do mnie ! Darcy !
- Nie, nie… O jego siostrzeńcu. Hinchcliffe zapewnił mnie, że za jakieś kilka miesięcy powinien być gotowy, żeby ubiegać się o posadę u ciebie.
Dotarli do hallu, gdzie Witcher stał z kapeluszem, płaszczem i rękawiczkami Bingleya w pogotowiu.
- Dziękuję Darcy – Bingley zdobył się na uśmiech, który choć nikły, poraził Darcy’ego swoją szczerością – Ogromnie doceniam twoje poparcie w tej sprawie. Zawsze byłeś moim dobrym przyjacielem.
Darcy nie czekał, aż zamkną się ciężkie frontowe drzwi. Odwrócił się, wszedł na schody i wrócił do sanktuarium swojej biblioteki. Niemal rzucił się na fotel i siedział bez ruchu, podczas gdy służący podsycał ogień na kominku.
„Zawsze byłeś moim dobrym przyjacielem.”
Zamknął oczy i zacisnął szczęki. Czyż rany od przyjaciela nie są błogosławione ? zapytał patrząc w niebo. Lepszy chwilowy ból niż całe wieki odrazy i żalu, ponieważ ten przyjaciel nic nie zrobił !
Porwała go nagła potrzeba zrobienia czegoś, czegokolwiek. Skoczył na nogi. Przeszedł przez pokój do gabloty z bronią. Ściągnąwszy surdut, kamizelkę i krawat rzucił je na sofę. Szybko otworzył gablotę i przejrzał znajdującą się w niej kolekcję. Sięgnął po świetnie wyważony rapier. Wziął lampę z biurka i wyszedł z biblioteki do hallu.
Dokąd iść ? zastanawiał się tylko przez moment i ruszył w stronę sali balowej. Nie napotkał na swej drodze nikogo ze służby i bezszelestnie wśliznął się do wielkiego pomieszczenia. Postawił lampę na stojącej przy ścianie konsoli Sheratona wyszedł na środek, wykonując po drodze szerokie tnące gesty. Mięśnie jego ramion protestowały po miesięcznej przerwie w ćwiczeniach, ale zignorował to i nie ustępował, aż się rozluźniły i był pewien równowagi swego ostrza i zasięgu. Potem, przyłożywszy broń do ust przyjął postawę, trzymając ciało w dziwnie napiętej, ale wygodnej pozycji doświadczonego szermierza.
Zrobił wypad. Wyimaginowany przeciwnik sparował jego ruch. Znowu wykonał pchnięcie. Tym razem jego natarcie zostało odparte i stanął w obliczu błyskawicznej riposty. Podniósł rapier i zablokował atak, po czym wykręcił rękę w nadgarstku, chcąc za pomocą swojej broni wytrącić przeciwnika z równowagi. To nie odniosło skutku… Blok… Znowu blok… Pchnięcie. Zaśmiał się To nim wstrząsnęło ! Darcy wykonał pchnięcie, podczas gdy przeciwnik zrobił krok w tył, potem drugi.
Płomień lampy błyszczał na ostrzu, gdy tak wykonywał klasyczne gesty natarcia i odwrotu. Tam i z powrotem po ciemnej posadzce sali balowej ścigał, nękał i walczył ze swoim wyimaginowanym wrogiem, aż krople potu wystąpiły mu na czoło, a ramię nie mogło już dźwigać broni. Ostatnim, szerokim łukiem podniósł ją w pozdrowieniu i skłonił się wrogiej mu się ciemności.
Boki go bolały. Darcy zabrał lampę i raz jeszcze wśliznąwszy się cicho do hallu zaniósł ją razem z rapierem z powrotem do biblioteki. Włożył broń z powrotem do gabloty i zebrał rozrzucone ubranie. Choć zmęczony, wiedział, że nie jest jeszcze gotów, żeby zasnąć. Jego książka ! Mógłby poczytać zanim sen go nie zmorzy. Stamtąd, gdzie stał, mógł zobaczyć stojącego na baczność „Fuentes d’Onoro”. Obok dawny prezent od ojca, „Kazania” Withfielda. Wyciągnął rękę w poprzek półki, wyciągnął „Fuentes d’Onoro” i wsadziwszy go pod pachę zdmuchnął lampę i poszedł do sypialni.
________________________
* George Bryan Brummell (1778-1840), lepiej znany jako Beau (Piękny) Brummell - arbiter mody czasów Regencji, przyjaciel Księcia Regenta Wprowadził w modzie męskiej nowy trend, polegający na noszeniu pełnych prostoty, ale doskonale skrojonych strojów, ozdobionych wymyślnie wiązanym halsztukiem.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 11:43   

Bardzo mi się podoba Bingley w tym Fanfiku, tak jak pisałam jest tu chyba bardziej stanowczy niż w serialu.
Jak pięknie autorka pisze o każdej zwykłej czyności, u niej nawet zwykły spacer jest "spacerem odżywczym" :lol:
Wszystko takie wysublimowane, ale to też zasługa Naszych wspaniałych tłumaczek :thud:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 11:48   

Alison napisał/a:
Trzecia....
Ale mi żal Bingley'a chyba sobie pójdę w kąciku popłakać. Do d...z takimi przyjaciółmi :sad:

Fakt, Darcy to zimny, podstępny bufon i judasz, ale z Bingleya też lepsza fujara. Musiał mu tak od razu we wszystko uwierzyć ?

Gdzie jest moja czerwona kartka ? :? ??:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 12:25   

Okrutnie Darcy postąpił, a najgorsze jest to, że zrobił to trochę na złość bo sam został odtrącony. Przyjaciele tak nie postępują. Zgadzam się z Maryann, Bingley też postąpił jak guma od majtek. Ja od razu wsiadłabym na koń i pojechała spytać "Kochasz ty mnie, czy tylko udajesz ?" :wink:
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 12:29   

Kaziuta napisał/a:
Okrutnie Darcy postąpił, a najgorsze jest to, że zrobił to trochę na złość bo sam został odtrącony. Przyjaciele tak nie postępują. Zgadzam się z Maryann, Bingley też postąpił jak guma od majtek. Ja od razu wsiadłabym na koń i pojechała spytać "Kochasz ty mnie, czy tylko udajesz ?" :wink:


Ale z czego wnosicie, że Bingley postąpił jak palant? Przecież przykro mu się zrobiło i wyszedł. Nie chciał się kłócić i uciął sprawę. Skąd wiemy co sobie pomyślał?
Ja mam potrzebę go przytulić... :sad:
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 12:37   

Pomyśleć, a zrobić to jednak różnica.
Też mi go żal, bo gdyby przyjaciel tak ze mną postąpił byłoby mi po prostu przykro.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 12:41   

Alison napisał/a:
Ale z czego wnosicie, że Bingley postąpił jak palant? Przecież przykro mu się zrobiło i wyszedł. Nie chciał się kłócić i uciął sprawę. Skąd wiemy co sobie pomyślał?

Z czego wnosimy ? A no z tego, co zrobił później - nie pojechal do Netherfield, tylko przyjął za dobrą monetę wątpliwości, jakie Darcy mu sączył do ucha. Nie zaufał sobie, tylko dał się zmanipulować przyjacielowi, który jego rękoma próbował załatwiać własne sercowe kłopoty.
A czy wyszedł, bo po prostu nie chciał się kłócić ? Ja mam raczej wrażenie, że wyszedł, bo uznał, że Darcy może mieć rację. A że nie chciał tego faktu przyjąć do wiadomości, wolał w ogóle na ten temat nie rozmawiać.
Alison napisał/a:
Ja mam potrzebę go przytulić... :sad:

Eeee, tam. Niech go Darcy przytuli. :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 16:45   

:lol: tak jest, niech się sami przytulają!

ale weźcie pod uwagę, że Bingley jest naprawdę skromny i mógł uwierzyć, że taka cudowna Jane go nie pokocha... A jeśli Darcy zasiał w nim ziarno wątpliwości, że panna Bennet czyha na jego majątek i awans towarzyski to po prostu NIE MÓGŁ pojechać i spytać "Kochasz mnie czy nie?" Bo jeśli byłaby wyarfinowaną kokietką na pewno wyznałaby mu miłość ...i zostałby z interesowną niekochaną żoną "na wieki". Po prostu :o

Ja tam wierzę, że darcy sam nie wierzył w uczucie Jane i już! I to go trochę usprawiedliwia...
Jak tak dalej pójdzie to Darcy zostanie cały mój- :wink: wszystki go odrzucacie :mrgreen: :wink:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 17:34   

Bo jest gnojek, nie robi się koledze takich numerów, nawet z tzw. dobrych chęci, którymi jak wiemy piekło jest wybrukowane. Tyle jego, że go trochę wyrzuty sumienia zżerają, ale potem to jeszcze gorsze rzeczy robi, wczoraj tłumaczyłam, to wiem co mówię.
Panie Darcy tfu! :razz:
 
 
Aragonte 


Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 29945
Wysłany: Pon 29 Sty, 2007 19:13   

Maryann napisał/a:
Alison napisał/a:
Darcy trochę przegina z tym trzęsieniem się nad Georgianą, "skąd moja siostra wie o takich kobietach?" Bo nie jest taka głupia za jaką ją masz drogi Fitzku :razz:

Georgiana już niedługo sama go w tym temacie na ziemię sprowadzi. :wink:

Nie ma to jak dobry spoiler, podoba mi się taka opcja :mrgreen:
_________________
Znikam.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.