PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 19:23
Megafanfik - czyli D&U oczyma Darcy'ego
Autor Wiadomość
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 25 Lis, 2006 12:20   

Alison napisał/a:
A co do rozmów, to co Darcy nazywał "gimnastykowaniem umysłu poprzez częstą lekturę" było chyba niezbędne, zresztą do dzisiaj jest. Człowiek bez odpowiedniego zasobu słów przepada na takich przyjęciach, nie umiejąc wyrazić tego "co pomyśli glowa" ;-)

Zwłaszcza, że etykieta dopuszczała tylko mocno ograniczoną tematykę takich rozmów - np. bardzo źle widziane było rozmawianie o kimś nieobecnym. Najbezpieczniejszym tematem była przysłowiowa pogoda i stan dróg. :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Nie 26 Lis, 2006 13:29   

Rozdz. 4, cz. IV

Darcy uznał, że nie powinien wtrącać się w przekomarzanie Bingley’a i panny Bennet, tłumacząc swoją powściągliwość faktem, że nie byli sobie właściwie przedstawieni. Jej zdolność do zabawnych ripost zaskoczyła go i zasłuchał się w tę małą farsę jaką oboje odegrali, ale powrót Bingley’a do formalności i dalszej prezentacji, sprawił, że oprzytomniał. Zgoda panny Bennet na prezentację była, jak pomyślał, niezwykle stonowana, biorąc pod uwagę dobry humor w jaki wprawił ją Bingley. Poczuł, że sztywnieje, przybierając swoją zwykłą postawę naznaczoną obojętnością.
- Darcy, mam wielką przyjemność przedstawić ci pannę Elizabeth Bennet i, jeśli oboje mi wybaczycie, zobaczę czy pani siostra, panno Elizabeth, nie potrzebuje czegoś, a ja jestem jedynym, który wie gdzie się to może znajdować.
Przymykając oczy na wyraz trwogi, jaki pojawił się na twarzy Darcy’ego, Bingley ukłonił się i pospieszył w kierunku Jane.
- Panie Darcy – mruknęła Elizabeth. W czasie kiedy Elizabeth kłaniała się a on jej oddawał ukłon, Darcy usilnie szukał w głowie czegoś, co mógłby powiedzieć, cicho karcąc się za wejście w sam środek czegoś, czego obiecał sobie unikać. Wciąż nie gotowy na otwartą wymianę zdań, znowu zamotał się w te towarzyskie głupstwa, których tak nie cierpiał, spoglądając twardo gdzieś za jej prawe ucho, jakby zwracał się właśnie do niego, powiedział:
- Do usług, panno Bennet. Od dawna mieszka pani w Meryton?
- Całe życie, panie Darcy.
- Zatem nie bywała pani w Londynie?
- Miałam okazję odwiedzić Londyn, sir, ale nie w sezonie, jeśli to miał pan na myśli mówiąc „bywać w Londynie”.
Figlarny ton jakim się do niego zwróciła sprawił, że Darcy delikatnie zmarszczył brwi i mimowolnie spojrzał jej prosto w twarz. Wyglądała całkiem niewinnie, ale coś mu mówiło, że wcale taka nie była. Być może było to ledwie dostrzegalne uniesienie kształtnej brwi lub tendencja do pogłębiania się jej dołeczka. Pomijając wszystko, zdawał sobie sprawę, że jest obiektem zabawy. Wcale nie było mu z tym przyjemnie.
- Nie powinienem traktować czasu spędzonego w Londynie podczas sezonu...czy odwiedzenia sklepów... jako w ogóle bycia w mieście – odpowiedział chłodno.
- Panie Darcy, jest pan nazbyt uprzejmy! – uśmiech panny Bennet był tak wymuszony, że Darcy nie mógł mieć wątpliwości, że nie jest szczery, i że jego próba zdeprymowania tej bezczelnej młodej kobiety całkowicie się nie powiodła. Jego oczy zwęziły się – „Czemu ona na miłość boską udaje, że mi dziękuje? Przecież to nie był żaden komplement!” Jego podejrzenie co do jej zamiaru szybko się wyjaśniło.
- Dżentelmen pańskiego pokroju powinien zwrócić uwagę na moją suknię jako na londyńską kreację! Ale, boję się, że muszę pana wyprowadzić z błędu. To tylko miejscowe rzemiosło, ale proszę być pewnym, że powtórzę pański uroczy komplement mojej krawcowej.
Szybciutko się ukłoniła zanim jego zdumiony umysł zdołał sformułować logiczną odpowiedź.
- Proszę mi wybaczyć, panie Darcy. Moja matka mnie potrzebuje.
„Uroczy komplement? No rzeczywiście, komplement!” – mamrotał Darcy, wpatrując się w pannę Bennet przeciskającą się przez zatłoczony teraz salon. Zgodnie z tym, co powiedziała, poszła do matki, zatrzymując się od czasu do czasu po to by wymienić pozdrowienia z przyjaciółką lub sąsiadem, wdzięcznie ich mijając. Zmusił myśli do uspokojenia się i powrócił do sceny początkowej, kiedy Elizabeth stanęła w drzwiach z twarzą zdradzającą jej opinię o gospodarzach.
„Albo, raczej, o gospodyni” – poprawił się Darcy, przypominając sobie jej żywiołową odmianę i szczere uśmiechy przeznaczone dla Charles’a. Szybko rozejrzał się po pokoju za panną Bingley, łatwo odnajdując kółeczko otaczających ją gości, skupionych na każdym jej słowie. W tym momencie omawiała właśnie „okropny tłok” u Lorda i Lady X’ów, to co powiedziała Lady X i co odpowiedziała Sir X’owi na jego żarcik, wszystko to podkreślone zadartym noskiem i eleganckim wzruszaniem ramion. Cała grupa chichotała wdzięcznie. Darcy zauważył, że kilka młodych kobiet próbuje naśladować maniery Caroline kiedy jej ramiona falowały, na przemian unosząc się i opadając. Panny Bennet nie było między nimi, była zajęta w niewielkim kręgu wielbicieli i bliskich przyjaciółek. Nie, panna Bennet nie pozostawała pod odpowiednim wrażeniem londyńskiego wyrafinowania panny Bingley czy pani Hurst, a poza tym nie odczuwała konieczności wkradania się w łaski Caroline, jak większość jej sąsiadów, w każdym niemal momencie.
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pon 27 Lis, 2006 10:19   

Kolejny ciasteczek. Okazało się, że (teraz już konfrontuję) w tłumaczeniu Maryann znalazłam 2 zdania, których nie było w moim fanfiku - wynika z tego, że wydanie książkowe jest nie tylko "okrojone", ale i "poprawione" - tradycyjnie różniące zdania wstawione są w odpowiednim miejscu kursywą.
Pragnę również nadmienić, że w oryginalnym tekście użyto słowa "milk-maid", co znaczy głównie dojarka, ale używa się też zwrotu "mleczarka". Z wielką satysfakcją skonstatowałam fakt, że obie równolegle ulitowałyśmy się nad Lizzy i użyłyśmy tego samego, bardziej eleganckiego zwrotu. Oj traci u mnie ten Darcy, traci ;-)

Rozdz. 4, cz. V
„Zamiast tego – pomyślał Darcy z rodzącym się zrozumieniem – ona traktuje zachowanie panny Bingley jako niewłaściwe, dalekie od możliwego zjednania jej sobie, wyznaczyła jej miejsce pomiędzy śmiesznymi ludźmi, jak zabawnego i troszkę szalonego krewnego.
Będąc usatysfakcjonowanym taką oceną panny Bennet, Darcy odkrył, że w jego piersi walczą dzielnie dwa równe, choć przeciwstawne uczucia. Pierwsze usztywniało go oburzeniem na impertynencję, z jaką ta kobieta oceniała lepszych od siebie. Drugie było prawie niekontrolowanym impulsem żeby śmiać się wraz z nią z jej oceny. Darcy niemal przymrużył oko na to wszystko, kiedy jednak uderzyło go wspomnienie tego, że panna Bingley nie była jedynym mieszkańcem Netherfield, który rozbawiał pannę Bennet. Oko bezlitośnie zwęziło się kiedy przypomniał sobie sposób w jaki odnosiła się do niego.
Wymierzyła mu policzek. Przyznał to bez wahania, teraz, z pewną dozą obiektywizmu. Odwrócenie przez nią jego ledwie zawoalowanej zniewagi w rzekomy komplement było doprawdy mistrzowskie.
„Ale co mnie napadło, żeby obrażać ją na samym wstępie?” Jeszcze raz przypomniał sobie szczegóły spotkania. Albo to ona łobuzersko odpowiedziała na jego nieudolne próby nawiązania jakiejś konwersacji, albo zbyła go na samym początku przez oczywistą zmianę w jej zachowaniu po prezentacji dokonanej przez Bingley’a. „Bingley...jego lubi, ale mnie? Co ona o mnie myśli? Czy jestem dla niej postacią tego pokroju co panna Bingley – pytał sam siebie – czy jej pretensje są grą flirtu, poprzez którą ona chce zwrócić na siebie moją uwagę?” Bezmyślnie przekręcił sygnet z rubinem, który nosił na małym palcu lewej ręki. „Albo to jeszcze coś innego...”. Przypomniał sobie jej ripostę na „lekceważące zachowanie” Bingley’a na zabawie i jej „pogróżkę” żądanej pokuty. Nagle aż skurczył mu się żołądek – wydarzenia na zabawie stanęły mu wyraźnie przed oczyma. „To o to chodzi! Musi o to chodzić! Ona SŁYSZAŁA moją niemiłą, nieprzemyślaną uwagę o niej tego wieczora. Co za idiota!” – samokrytyczna uwaga przekształciła się w jego ustach w cichy jęk. Za późno, poczuł zalewający go rumieniec poczucia niestosowności swojego zachowania, szybko rozejrzał się wokół, kręcąc bezlitośnie sygnetem na palcu. Nie, nikt nie zauważył wybuchu spowodowanego jego samooskarżeniem się. Dziękując za to Bogu, powrócił do swoich rozważań. „A nie doczekawszy się przeprosin, odebrała to, co jej się należało, siłą dowcipu. Hmmm...” Darcy myślał nad swoją teorią przyglądając się pannie Bennet, która w tym momencie przebywała akurat w towarzystwie panny Lucas. „Co powinienem zrobić? O ile w ogóle powinienem? – pytał się w poczuciu winy – Jestem jej winien przeprosiny, bez wątpienia, ale co miałbym powiedzieć? Proszę mi wybaczyć droga panno Bennet, w zeszły piątek byłem kompletnym osłem? A jeśli tak powiem, to jaka będzie jej odpowiedź? Wybaczy mi w pięknych słowach czy wykorzysta okazję żeby zbesztać mnie przy wszystkich sąsiadach?”
Przerwał swoje rozmyślania nad tą zagadką zamykając oczy i pocierając palcami skroń.
„Nie, wszystko jedno, że uraziłem jej dumę, nie wystawię się na pośmiewisko jakiejś wiejskiej dziewczyny i jej przyjaciół! Jeśli chce się dąsać, będę w zasięgu, ale skoro tak...wybierasz walkę na ciężkie miecze, moja panno.” Darcy rozejrzał się znowu i zobaczył pannę Bennet przy boku starszej siostry, obie oglądały teczkę z ostatnimi szkicami panny Bingley. Uśmiechnął się do siebie „Aa, teraz cię rozumiem, panno Bennet, ale obawiam się, że nie udźwigniesz ciężaru jeśli myślisz, że możesz ze mną grać w tę grę!” Uśmiechowi towarzyszyło teraz satyryczne spojrzenie zajęte pełniejszym odkrywaniem zalet jego rozmówczyni.
Okrążając pokój, nie zamieniając z ani słowa, ani nawet ukłonu z nikim, z nowych sąsiadów Bingley’a, Darcy niezauważony obserwował ją. Zauważył, że jej głos ładnie modulowany, był przyjemny dla ucha, ale tego można było oczekiwać, zważając na jego zadowolenie ze słuchania jej śpiewu w kościele, dzień wcześniej. Jej zachowanie, pomiędzy przyjaciółmi, bezsprzecznie otwarte i szczere, było czarujące, ale oczywiście nie odzwierciedlało tego poziomu zachowania w towarzystwie, do jakiego był przyzwyczajony. Jej twarz, jak zdecydował, była z gatunku „mleczarki”, pełna, jasna i zdrowa, ale brakowało jej dystynkcji, niezbędnej by uznać ją za wytwornie klasyczną. Poruszała się wystarczająco wdzięcznie, jak uznał, ale sposób poruszania się i suknia ukrywały brak symetrii jej ciała, co mogło razić purystę.
„Na pewno niezwykły sposób bycia – przyznał w swojej oczekiwanej wrażliwości – ale brak fizycznej i towarzyskiej ogłady, które świadczą o prawdziwie subtelnym wychowaniu. Dobrze dla niej, że oficerowie są tacy zachwyceni, bo to wszystko czego może się spodziewać.” Darcy na próżno wyczekiwał, by uczucia potwierdziły jego osąd, ale one zawiedzione nie chciały tego zrobić, domagając się zamiast tego dalszych informacji, więc ostateczna opinia o damie została odłożona na później.
Zwracając swoją uwagę na rodzinę młodej damy, Darcy nie miał takich oporów. Nikt, kto miał uszy lub oczy, nie mógł nie zauważyć przenikliwego, otwarcie wyrachowanego zachowania jej matki oraz nieprzyzwoitej bezczelności jej młodszych córek, których jedyną rekomendacją była ich młodość.
Westchnął głośno, wyrażając swoje niezadowolenie z nich.
-Chodź, chodź Darcy, cóż za przykry widok. Jestem pewien, że jutrzejsze polowanie będzie należało do udanych.
Zajęty swoją wewnętrzną debatą, niemal nie zauważył, że zbliżył się do Bingley’a i grupy stojących z nim dżentelmenów. Ewidentnie planowano polowanie a jego prychnięcie wzięto za niechęć do pomysłu. Nic, jak sobie uświadomił, nie mogło być większą nieprawdą. Dzień z psami i bronią spędzony poza domem, z dala od zawiłości salonowych, był tym, czego potrzebował najbardziej.
- Wręcz przeciwnie Bingley, wspaniały pomysł – Darcy poklepał go po plecach, ulga jaką przyniosła mu perspektywa tak spędzonego dnia, uczyniła go swobodniejszym niż zazwyczaj między obcymi – panowie, czy Bingley już opowiedział wam o swoim najnowszym nabytku? To najlepsza śrutówka jaką kiedykolwiek widzieliście...
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Pon 27 Lis, 2006 12:21   

Ten Darcy! i Lizzy z twarzą mleczarki-dojarki? Pospolita, kpiąca, z lepszych od siebie?

Przesadził, szalony jeździec :mrgreen:

Przecież ojciec Bingley'a , też z handlu miał majątek. To Darcy był "lepszy", Bingley'owie "tylko" bogatsi. :wink:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pon 27 Lis, 2006 14:02   

Darcy był "lepszy" Bingley "lepsiejszy". No ale Darcy może sobie gadać, twarz mleczarki już mu zapadła w serce. I MY to wiemy. A on za karę niech się jeszcze męczy !!!
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 27 Lis, 2006 21:14   

Alison napisał/a:
Pragnę również nadmienić, że w oryginalnym tekście użyto słowa "milk-maid", co znaczy głównie dojarka, ale używa się też zwrotu "mleczarka". Z wielką satysfakcją skonstatowałam fakt, że obie równolegle ulitowałyśmy się nad Lizzy i użyłyśmy tego samego, bardziej eleganckiego zwrotu. Oj traci u mnie ten Darcy, traci ;-)

Miałam spory problem z tą mleczarką-dojarką. Żadne z tych określeń nijak mi nie pasuje do opisu typu damskiej urody - tym bardziej opisu dokonywanego przez WYTWORNEGO DŻENTELMENA (!). Może to jakiś idiom, albo coś w tym rodzaju (jak nasze określenie "cera jak krew z mlekiem") ? W każdym razie w żadnym słowniku żadna z nas go nie znalazła...
Niezależnie od wszystkiego - nadmiarem subtelności sie pan Darcy tutaj nie wykazał. No, ale do czasu. Wkrótce takie skojarzenie już mu do łepetyny nie przyjdzie... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 16496
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 27 Lis, 2006 21:58   

Trafiony-zatopiony! Nawet "twarz mleczarki" (co za pawian, swoją drogą) mu nie pomoże, ani braki w symetrii. Mam nadzieję, ze Lizzy pomęczy go dostatecznie, zanim wypowie słynne zdanie o swoich uczuciach, które są "quite opposite" :wink: . I że nie będzie żadnych pląsów po łączkach o świcie....
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Wto 28 Lis, 2006 10:00   

Rozdz. 4, cz. VI

Później, po obiedzie, panna Bingley opowiadała wypadki minionego poranka zgromadzonym przy stole. Pan Hurst przytłoczony piorunującym bólem głowy, który dopadł go jeszcze zanim obiad został zaanonsowany, pozostał w swoim pokoju, gdzie szczęśliwie dostarczała mu rozrywki karafka brandy. Widownią recitalu panny Bingley pozostali zatem jego męscy towarzysze oraz żona. Bingley siedział wygodnie w swoim fotelu u szczytu stołu i poświęcał całą uwagę siostrze, w każdym razie tyle uwagi, na ile pozwalała mu jego poczciwa natura. Opanowanie Caroline podczas wyjazdu gości, w ogóle go nie zwiodło, prawie trzeszczała od potrzeby opowiadania, analizowania, rozdzierania na strzępy i puszenia się. Mając duże doświadczenie w tym względzie, znał bezskuteczność każdej próby skorygowania jej, zamiast tego, pozwalał jej terkotać, mając nadzieję, że szybciej wyczerpie temat, jeśli nie będzie jej przerywał. Ostrzegł Darcy’ego kiedy oczekiwali ogłoszenia obiadu w pokoju myśliwskim. Dziś wieczór, powiedział mu, da siostrze wolną rękę...jakby mógł zrobić co innego... i dlatego Darcy powinien przygotować się na wieczór pełen zjadliwych uwag i przeróżnych obserwacji. I nie, nie może wymówić się bólem głowy, bo TA wymówka jest już zarezerwowana dla pana Hurst’a. I jeśli Darcy wyobrażał sobie choć przez moment, że mógłby uciec, skoro nawet jej brat nie może, to chyba jest stuknięty!
- Oto los bycia bratem kobiety, której główną troską jest znalezienie się w najznamienitszych kręgach towarzyskich – westchnął do Darcy’ego, kiedy ten zerkał na lufę śrutówki, sprawdzając na własne oczy czy jest dobrze wyczyszczona.
- Będzie miała potrzebę wyrzucić dzisiejszych gości ze swojego grona znajomych. Jak myślisz – podał ją Darcy’emu – jest dobrze?
- Z jej potrzebą wejścia do najlepszego towarzystwa czy z metodami jakimi do tego dąży? -odpowiedział Darcy, podnosząc strzelbę do policzka i opierając kolbę na ramieniu.
- Ani z tym, ani z tamtym, sir! Miałem na myśli celownik – ostro odpowiedział Bingley i milczał, podczas gdy Darcy żałując swojej bezceremonialności, sprawdzał wyrównanie celownika. Kiedy skończył, zatrzasnął ją i oddał zdecydowanie w ręce Bingley’a.
- Charles... – zaczął.
- Masz szczęście mając taką siostrę, Darcy – przerwał mu spokojnie Bingley – Georgiana tak cię nie męczy. Czy dała ci kiedykolwiek powód do zmartwienia?
Darcy wsłuchiwał się w jego słowa, czekając.
- Ale ona jest tyle od ciebie młodsza...i natychmiast będzie częścią najlepszego towarzystwa, jak tylko zacznie bywać – Bingley kontynuował, nie zauważając braku odpowiedzi Darcy’ego. Zaczął chichotać sam do siebie: Wyobraź sobie, Caroline – moją MAŁĄ siostrzyczką! – zaprosił Darcy’ego do dzielenia z nim owego rozbawienia – och nie, to zbyt cudowne.
Pukanie do drzwi zakończyło te absurdalne pomysły a Stevenson zaanonsował obiad.
- Och, obowiązki wzywają, a ty przyjacielu jesteś proszony o obecność, chociażby po to by pomóc pozbierać te strzępy, które zostaną z naszych sąsiadów, kiedy ona już skończy.
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Wto 28 Lis, 2006 15:26   

Sposób, w jaki pisze ta Pamela wydaje mi się taki "filmowy". Automatycznie stają Ci przed oczami gotowe obrazy. Też odnosicie takie wrażenie?
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Wto 28 Lis, 2006 15:28   

Gunia napisał/a:
Sposób, w jaki pisze ta Pamela wydaje mi się taki "filmowy". Automatycznie stają Ci przed oczami gotowe obrazy. Też odnosicie takie wrażenie?


Wydaje mi się, że ona pisząc też miała przed oczami ekranizację z Colinem i tego "wyobrażactwa" nie da się uniknąć. Wszystkie chyba czytając to widzimy bohaterów z D&U'95
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Wto 28 Lis, 2006 15:32   

Ja może nie koniecznie DiU '95, ale ewidentnie widzę te zdarzenia przed oczami. Ta opisy, gesty bohaterów są bardzo plastyczne.
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Wto 28 Lis, 2006 15:47   

Dokładnie. Co dziwne, ekranizacja 05 całkowicie wychodzi z głowy, nawet nie pamieta sie o jej istnieniu.
Na podstawie tego fikołka możnaby nowy scenariusz zrobic. I ja sie dziwie ze sie tym nie zajeto.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Wto 28 Lis, 2006 15:57   

ale odpowiedziałam sobie na pytanie dlazego tego nie wykorzystują. On jest jednocześnie filmowy i niefilmowy. Jest chyba nierozerwalnie związany z postaciami kreowanymi przez Jennifer i Colina. Każda inna para musiałaby dublować ich zachowanie, gesty, mimikę. Że nie wspomnę, że każda inna para spotkałaby się z niekoniecznie przychylnym odbiorem :D
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 16496
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 28 Lis, 2006 21:19   

Dokładnie, masz rację Aine. To nie jest fanfic do powie ści, tylko do serailu, co tylko dodaje mu plastyczności. Colin sztywny, ale juz z płonącym okiem, pełna czaru Jennifer (hehe, "mleczarka"!) z jej głębokim, niskim głosem - ma się ich przed oczami przez cały czas.
Dalej, dalej!!
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sro 29 Lis, 2006 09:02   

Panna Bingley w pełnej krasie :wink:

Rozdz. 4, cz. VII

Jak powiedział tak zrobił, Bingley nie próbował wpływać na konwersację przy obiedzie, prócz okazjonalnych – pst, pst Caroline! – i potrząsania głową. Tak niewielki sprzeciw z jakim spotkały się jej komentarze, zachęcił Caroline do myślenia, że wszyscy obecni przy stole podzielają jej poglądy. Pani Hurst oczywiście jak echo powtarzała, a nawet ubarwiała opinie siostry, z których każda kolejna inspirowała je do wznoszenia się na coraz wyższy poziom krytyki i wyśmiewania.
- No nie, Luiso, to zbyt okrutne! – panna Bingley wymierzyła siostrze małego klapsa w rękę.
Pani Hurst zapewniała o swojej skrusze do czasu, aż jej siostra nie zaczęła kontynuować szelmowsko:
- Naliczyłam tylko dwa podbródki u tej damy, ale nie miałam szczęścia zobaczyć jej siedzącej, jak ty”. Pani Hurst lekko pisnęła, zakrywając usta ręką, podczas gdy panna Bingley usadowiła się z tyłu jej krzesła, ze źle skrywanym złośliwym uśmieszkiem.
- Doprawdy, ci wieśniacy nie są zbyt rozrywkowi - zerknęła skrycie na Darcy’ego próbując sprawdzić jego reakcję na rozmowę, która zaszła tak daleko.
- Z dżentelmenami tylko o koniach i polowaniu, a z damami...! Z żadną nie dało się porozmawiać o modzie albo nawet o najmniejszej znajomości Byrona. Kiedy zapytałam Lucy Lucas co myśli o „Childe Harold”, wiecie co powiedziała? – panna Bingley przerwała skupiając swoją małą publiczność na sobie, po czym wysokim, drżącym głosem, naśladując swoją ofiarę, powiedziała – moja droga panno Bingley, doprawdy nie mam zdania na ten temat, nigdy nie spotkałam tego chłopca!
Pani Hurst wdzięcznie opadła na oparcie krzesła, trzęsąc się ze śmiechu, omamiona samozachwytem na twarzy siostry. Bingley także, nie mógł opanować uśmiechu i chichotu, aczkolwiek niechętnego. Panna Bingley była bardziej usatysfakcjonowana obserwując, że usta Darcy’ego także zareagowały na jej humor. Podtrzymana na duchu swoim sukcesem, kontynuowała, przechodząc do następnego tematu.
- Charles, zdecydowałam, że musimy przyjąć szczególnie trzy zaproszenia na obiad i jedną herbatkę w przyszłym tygodniu. Proszę zobowiąż mnie żebym wygospodarowała trochę czasu w twoich zajęciach.
- Mogę wiedzieć, droga siostro, gdzie jesteśmy zaproszeni? – Bingley oparł podbródek na kciuku, dotykając palcami skroni, jednocześnie z mrugnięciem odwracając się ku Darcy’emu.
- Środa wieczór u sędziego Justin’a, czwartek u państwa King (są uważani za znaczące osobistości i mówi się, że są warci trzy tysiące rocznie, wyobraź sobie!), piątek u pułkownika Forstera i jego żony (myślisz, że ta kobieta ma jakiś powód do śmiechu, Luizo, czy też ja jestem jedyną osobą, której ona kojarzy się z osłem)...
Z każdym nazwiskiem Bingley coraz głębiej zapadał się w fotel, a kiedy padło nazwisko pułkownika , niemal całkiem stracił nadzieję.
-...a w sobotę popołudniu odwiedzimy sir William’a Lucas’a – panna Bingley odhaczyła ostatnie nazwisko na swojej liście i spojrzała czy jej brat się ożywił – akceptujesz to Charles?
- Towarzyski aspekt tego przedsięwzięcia pozostawiam w twoich zdolnych rękach, Caroline. Proszę tylko, byś pozostawiła mi trochę czasu na bardziej męskie zajęcia i zaplanuj naszą obecność na nabożeństwach podczas naszego pobytu tutaj. Regularnie – dodał z czymś co, jak miał nadzieję, wyglądało na wzrok nie znoszący sprzeciwu.
Panna Bingley mimowolnie spojrzała na Darcy’ego, który odpowiedział jej ironicznym spojrzeniem.
- Oczywiście, Charles. Jak dobrze wiesz, to nie ulega kwestii.
- A teraz – powiedział Bingley, napawając się sukcesem swojego polecenia i zmieszaniem, w jakie wprawił siostrę – muszę stwierdzić, że ten ranek minął wspaniale. Caroline, trzeba ci pogratulować – panna Bingley słodko zaprzeczyła – nie mam wątpliwości, ze „Poranna Wizyta” u nas będzie tematem wielu rozmów i że bardzo dobrze zostaliśmy przyjęci w towarzystwie Hertfordshire – pozwolił siostrze zrzec się splendoru, aczkolwiek na krótko i kontynuował stanowczo – musisz wiedzieć, że jutro rano postanowiłem zorganizować przyjęcie z polowaniem o oczekuję przybycia sześciu lub więcej dżentelmenów. Jeśli zajmiesz się śniadaniem i przypilnujesz służbę, ja wezmę na siebie zawiadomienie o naszych planach stajennego, zarządcę i gajowego.
Bingley bębniąc palcami o poręcz fotela zaznaczał każdy wygłaszany szczegół a jego twarz, aż zarumieniła się z rozkoszy posiadania własnej posiadłości, gdzie może wszystkim zarządzać podług własnego życzenia – jutro moja kolej, moje drogie siostry, rozwinąć to co wy dziś zaczęłyście.
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Sro 29 Lis, 2006 10:31   

Czy mi się wydaje że, Charles Bingley jest tutaj bardziej ironiczny i stanowczy w stostunku do siostry niż w serialu?
Alisonku, bardzo, bardzo dziękuję :thud:
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sro 29 Lis, 2006 11:19   

Raczej usilnie stara się być stanowczy, i w odróżnieniu do filmu trochę mu wychodzi, siostry jednak nieco się z nim liczą. W filmie kompletnie go olewały. Pamiętam tą scenę przy kominku, kiedy Caroline pastwiła się nad siostrami Bennet, Charles chciał stanąć w ich obronie i powiedział stanowczo - I think..., ale kompletnie nikt na to nie zwrócił uwagi i zabrakło mu samozaparcia, żeby się odezwać pełnym zdaniem :grin:
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sro 29 Lis, 2006 11:24   

Ale jak fajnie przewrócił wtedy oczami w kierunku Darcego :wink:
 
 
Agnesse 
McPhysio



Dołączyła: 05 Lip 2006
Posty: 319
Skąd: znad książek
Wysłany: Sro 29 Lis, 2006 20:11   

Alison napisał/a:
Kolejny ciasteczek. Okazało się, że (teraz już konfrontuję) w tłumaczeniu Maryann znalazłam 2 zdania, których nie było w moim fanfiku - wynika z tego, że wydanie książkowe jest nie tylko "okrojone", ale i "poprawione" - tradycyjnie różniące zdania wstawione są w odpowiednim miejscu kursywą.
Pragnę również nadmienić, że w oryginalnym tekście użyto słowa "milk-maid", co znaczy głównie dojarka, ale używa się też zwrotu "mleczarka". Z wielką satysfakcją skonstatowałam fakt, że obie równolegle ulitowałyśmy się nad Lizzy i użyłyśmy tego samego, bardziej eleganckiego zwrotu. Oj traci u mnie ten Darcy, traci ;-)



Jak byscie przyslaly mi ten fragment o 'milk-maid', to pokazala bym go mojej angielskiej znajomej i wypytala o co chodzi z ta cala dojarka, czy to pochwala dla jej skory czy wyrazenie pospolitosci urody.
_________________
Addison: Where are the beautiful people running in slow motion on the beach?
Naomi: What?

Ostatnio zmieniony przez Agnesse Sro 29 Lis, 2006 20:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sro 29 Lis, 2006 20:36   

To było tak:
Her face, he decided, was of the "milkmaid" variety: full, clear, and healthy but lacking the distinction required to be considered fashionably classical.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sro 29 Lis, 2006 22:43   

Maryann napisał/a:
To było tak:
Her face, he decided, was of the "milkmaid" variety: full, clear, and healthy but lacking the distinction required to be considered fashionably classical.


Czyli raczej krew z mlekiem = zdrowa, wiejska dziewucha. Czy to komplement czy dyshonor, zależy od punktu siedzenia, a może "pochodzenia" ;-) Ja mam tzw. cerę naczynkową i po wejściu z mrozu do ciepłego pomieszczenia mam na policzkach dwa plasterki buraczka. Wszyscy się zachwycają - jakie ty masz piekne rumieńce! A ja mam ochotę się zabić, bo czy chcę, czy nie chcę wyglądam jak bym była non stop czymś rozentuzjazmowana, że sie tak wyrażę ;-)
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Czw 30 Lis, 2006 08:32   

W kontekście tego "lacking the distinction required to be considered fashionably classical" to raczej chyba trudno to uznać za pochlebną opinię.
Oj, odszczeka ci on to, odszczeka... I to już całkiem niedługo. :mrgreen:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Marija 



Dołączyła: 15 Wrz 2006
Posty: 5614
Skąd: woj. dolnośląskie
Wysłany: Czw 30 Lis, 2006 08:34   

Alison napisał/a:
Wszyscy się zachwycają - jakie ty masz piekne rumieńce! A ja mam ochotę się zabić, bo czy chcę, czy nie chcę wyglądam jak bym była non stop czymś rozentuzjazmowana, że sie tak wyrażę ;-)
I wszyscy Cię kochają za ten entuzjazm, widocznie te rumieńce widać nawet przez internetowe łącza :grin:
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Czw 30 Lis, 2006 13:49   

Marijka bardzo Ci uprzejmie dziękuję za miłe słowa, ale nawet nie wiesz jak obie z moją Mamą się męczymy z tymi naszymi "uroczymi rumieńcami" :? ??:

No a teraz pan Darcy...Dalej sobie grabi aj, jak sobie grabi. Mam nadzieję, że to ostatni taki "grabarski" odcinek. Od jutra Maryann zaczyna wypiekać, mam nadzieję, że się trochę chłopisko zrehabilituje ;-)
Sorry, że tak późno, ale musiałam od rana przeżyć wizytę w warsztacie samochodowym i żyję, autko też, ale i tak za miesiąc muszę do nich wrócić i "wspomóc ich finansowao". TFU!

Rozdz. 4, cz. VIII

Podczas narastania wzajemnego strofowania się, pytań i zapewnień pomiędzy Bingley’em i jego siostrami, Darcy zajął się własnymi myślami. Zauważył rozpacz przyjaciela, kiedy ten nie usłyszał pewnego szczególnego nazwiska na liście towarzyskich zobowiązań, a następnie, jego uniesienie na wspomnienie sir William’a. Osobiście widząc bliski związek panny Lucas w jedną z sióstr Bennet, nie było trudno wydedukować powód ożywienia Bingley’a. „Ma nadzieję, że panna Bennet również będzie na przyjęciu. To bardzo prawdopodobne. Co znaczy, że...” – pozwolił tej myśli minąć i nie kończąc, zmusił się do powrotu do problemu przyjaciela i panny Bennet...”skoro tak żałośnie wypadłem w pierwszym podejściu.”
Sięgnął po kieliszek wina i delikatnie przytrzymując czarkę w dłoni, mieszał jego zawartością, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w głąb ciemnoczerwonego płynu. „Być może więcej się dopatruję w jego zachowaniu w stosunku do niej niż jest....lub niż kiedykolwiek będzie. Bingley pierwszy, przyzna się do skłonności do zakochiwania się i odkochiwania szybciej niż królik na wiosnę. Nie ma powodu żeby przypuszczać, że teraz będzie inaczej.” Darcy podniósł kieliszek do ust i przez chwilę przytrzymał wino w ustach, zanim pozwolił mu wolno spłynąć do gardła, czując jego ciepło i uderzającą do głowy moc. „Pozwólmy sprawom toczyć się własnym biegiem. Podsuwajmy inne pokusy by rozproszyć jego uwagę. Niech zajmuje się Netherfield.” Ostrożnie postawił kieliszek na stole przed sobą. „To na pewno minie.”
Zawsze czujna na zachowanie Darcy’ego, panna Bingley doświadczała właśnie niepokoju z powodu jego braku uwagi. Jej przyjemność sprzed kilku chwil, spowodowana poprawieniem mu humoru, zdążyła zgasnąć. Zwróciła jego uwagę, była tego pewna, lecz znowu ją utraciła, w szaleńczo krótkim czasie. Marszcząc serwetkę w palcach, chciała prawie krzyczeć ze złości. „O czym on myśli? Jest tutaj, w tym samym pokoju, a jednak go nie ma. Gdzie błądzi myślami?” Przestraszyła się, że ta cała doskonale jej znana litania pytań przyprawi ją o ból głowy. Musi odzyskać jego uwagę.
Kiedy Darcy odstawił kieliszek na stół, skinęła na służącego, żeby go ponownie napełnił, ale Darcy zakrył kieliszek dłonią i pokręcił głową.
- Nie smakuje panu to wino, panie Darcy? – zapytała przymilnie – chętnie poślę po inne.
- Nie, nie, proszę nie robić sobie kłopotu – odpowiedział Darcy – wino jest doskonałe.
Już zaczął się podnosić z miejsca, kiedy ubiegła go prośba panny Bingley.
- Panie Darcy, nie może pan wstawać od stołu tak wcześnie. Jeszcze nie usłyszeliśmy pańskiej opinii o towarzystwie Hertforshire – rozejrzała się wokół w poszukiwaniu potwierdzenia swojej prośby – jestem pewna, że będzie najzabawniejsza i oczywiście, bardzo pouczająca.
Darcy spojrzał na Bingley’a, ukradkiem szukając wybawienia, ale przyjaciel tylko skrzywił twarz i bezradnie wzruszył ramionami. Darcy zgromił go wzrokiem i ponownie usiadł na krześle, a oblicze, pospiesznie ubrane w maskę obojętności, zwrócił ku damom.
- Tak jak pani wspomniała, panno Bingley, tutejsi „wieśniacy nie są zbyt rozrywkowi”. Jednak są czymś, co się zazwyczaj określa jako „kręgosłup” Królestwa i w związku z tym musimy traktować ich jak dostarczycieli niezbędnego Królestwu umięśnienia raczej, niż oczekiwać od nich kaskad dowcipu.
Z obu dam, pierwsza opanowała się panna Bingley, choć najpierw musiała użyć swojej serwetki do otarcia łez wywołanych śmiechem.
- A co pan powie o damach, panie Darcy? – okrutny błysk oczekiwania zaświecił w jej oczach – na pewno nie zalicza pan tutejszych niewiast do grona „dostarczycieli umięśnienia”?
- Ależ skąd, panno Bingley, nie mógłbym być tak niewdzięczny.
Zdecydowana podtrzymać rozmowę dalej, naciskała na niego – Sir, potwierdził pan ich brak umięśnienia i zdyskredytował pan ich dowcip. Czym zatem mamy się wyróżniać wśród dam z Hertfordshire?
- Napomknęła pani o czymś oczywistym, jeżeli chodzi o damy, panno Bingley. Chciałaby pani, żebym komentował ich fizyczne przymioty, ich piękno – czując się niezręcznie wobec kierunku jaki przybrała rozmowa, skinął na Bingley’a – to raczej pani brat powinien wydać osąd w tej sprawie, nie ja.
- My wiemy co myśli Charles – odpowiedziała z nutką irytacji w głosie – dla niego wszystkie są brylantami bez skazy. Chcemy usłyszeć pańską opinię, prawda siostro?
- Tak, panie Darcy, proszę nam powiedzieć – pani Hurst poprosiła uroczo, a spoglądając na siostrę dodała żartobliwie – ja szczególnie chciałabym poznać pańską opinię o dziewczętach Bennetów.
- Darcy – powiedział Bingley z udawaną groźbą w głosie – nie przyjmuję do wiadomości komentarzy o pannie Jane Bennet, o ile nie będą w najwyższym stopniu pochlebne. Możesz się ograniczyć w swojej opinii do jej sióstr...na przykład, do panny Elizabeth? Gdyby nie jej starsza siostra, to ona byłaby moim ideałem piękna.
Wszyscy troje siedzący przy stole oczekiwali na odpowiedź Darcy’ego. Przeszło mu przez myśl, kiedy wycierał nagle spocone dłonie w serwetkę leżącą na kolanach, że to panna Elizabeth Bennet w jakiś tajemniczy sposób, egzekwuje pokutę za jego głupią gafę. Patrząc na spoglądające na niego w oczekiwaniu twarze, przez moment nosił się z zamiarem odegrania ataku konwulsji.
Z całą obojętnością na jaką w tej chwili mógł się zdobyć, wyjaśnił, że panna Elizabeth Bennet nie jest według niego wzorem doskonałości kobiecej. Przypominając sobie wcześniejszą ocenę, poczuł się pewniej krytykując jej twarz, kształty i maniery, mimowolnie wywołując u części słuchaczy wewnętrzną radość, a u części spore zaniepokojenie.
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pią 01 Gru, 2006 08:30   

Ale się temu Darsikowi dostaje, ale bo też zasłużył, bździągwa, jak mi Bóg miły zasłużył...
Ja mu dziś wybaczam, bo się z pieskiem ładnie bawi, może nie jest taki całkiem zły... :roll:
A dziś wypieka pierwsze ciasteczko całego torciku nasz pięknie uśmiechnięty Maryannek ;-)


Rozdz. 5, cz. I „Intermezzo”
Poranek dnia, w którym miało się odbyć polowanie, wstał rześki i pogodny, obiecując panom dzień wspaniałego sportu. Bingley, uzbrojony w rady uzyskane od doświadczonego w organizowaniu takich imprez Darcy’ego, swoją własną sympatyczną naturę i nową strzelbę, z łatwością zdobył sobie pozycję wśród prominentnych sportowców okolicy. Jego broń uznano za najlepszą, gratulowano mu zdobyczy, a jego obecność na przyszłych polowaniach stała się tak pożądana, że trudno byłoby mieć do niego pretensje, gdyby uznał się za najszczęśliwszego z ludzi.
Mimo wielokrotnych wysiłków zmierzających do wciągnięcia go w rozmowę, Darcy uparcie trzymał się w cieniu, koncentrując się bardziej na ćwiczeniu psa, którego zabrał ze sobą, niż na rozmowach z towarzyszącymi im dżentelmenami. Stwierdził, że zanosiło się, jak skarżyła się Caroline Bingley, na „tylko konie i polowanie”, a więc coś, co nie wymagało jego pełnej uwagi. A i to tylko ze względu na Bingley’a, aby pomóc mu zidentyfikować wszystkich, kiedy nad kieliszkiem porto rozmawiali w bibliotece o wydarzeniach dnia. To był czas Bingley’a na wyrobienie sobie pozycji i nie miał zamiaru odwracać uwagi sąsiadów od przyjaciela.
Wciągnął głęboko świeże, chłodne powietrze, zatrzymując je i rozkoszując się nim tak, jak to robił z winem poprzedniego wieczoru przy obiedzie. Potem wypuścił je wolno, aż pola i las przed nim zasłonił obłok pary z jego oddechu. Polowanie toczyło się bez jego udziału po drugiej stronie pola, głosy gubiły się w ciszy, która potęgowała spokój w jego duszy. Ten spokój został nagle przerwany przez nagłe żądanie uznania dochodzące gdzieś z okolicy jego kolan. Schylił się i podrapał psa za uszami.
Psiak dopiero wyrósł z wieku szczenięcego, wyglądał jakby składał się tylko z łap, a jego pragnienie zadowolenia swojego pana graniczyło z komizmem. W spojrzeniu, które skierował na Darcy’ego niepohamowane uwielbienie walczyło z czystą radością z faktu, że znalazł się na dworze. Darcy zaśmiał się łagodnie patrząc, jak miotając się między posłuszeństwem a ochotą do zabawy pies drży z tłumionego podniecenia. Targające nim sprzeczności zwierzak zawarł w spojrzeniu tak błagalnym, że musiałby być z kamienia, gdyby nagle sam nie odczuł we własnym wnętrzu odgłosu takiej samej walki. Pogłaskał szybko psa i chwyciwszy z ziemi spory patyk wyprostował się i poważnie spojrzał z góry na psa. Pies i jego pan patrzyli na siebie, wypatrując najmniejszego poruszenia, wskazującego na osłabienie determinacji. Darcy pozwolił, aby napięcie między nimi doszło do szczytu, zanim rzucił patyk i zawołał „Przynieś !” – najpiękniejsze słowo, na jakie może liczyć pies.
Jak mocno zwinięta sprężyna pies wyskoczył cicho, całkowicie skupiony na swojej zdobyczy. Przez kilka sekund odgłosy szamotania się, świadczyły o tym, że szuka swojej nagrody w wysokiej, suchej trawie. Darcy wolno skierował się w stronę, w którą podążyło polujące towarzystwo, pewny, że zapał psa do zabawy wkrótce przywoła go do porządku. Nie zawiódł się. Wyrwawszy psu patyk rzucił go ponownie, ale tym razem bez komendy. Pies usiadł przed nim zastawiając mu drogę z pytaniem w wielkich oczach. Darcy zaczekał. Cichy, niecierpliwy skowyt wyrwał się z psiego pyska i przeszedł w głośne szczekanie.
„Przynieś!” – komenda zastała psa prawie nieprzygotowanym. Pognał do przodu, a Darcy ruszył w swoją stronę, przyspieszając kroku. Dogonił pozostałych akurat w chwili, kiedy pies wrócił dumnie niosąc swój skarb w pysku.
- Muszę powiedzieć, panie Darcy, że pański pies jest niezwykle użyteczny. Mój tylko aportuje zwierzynę, podczas gdy pański zapewnia też ognisko do jej ugotowania ! – zażartował jeden z dżentelmenów stojących z Bingley’em. Wszyscy zaśmiali się serdecznie, a Darcy się przyłączył.
- Panowie, to było najprzyjemniejsze poranne zajęcie – powiedział Bingley przerywając z przyjemnością na kilkakrotne wtrącenia „Tak, tak, rzeczywiście” – Dziękuję, cała przyjemność po mojej stronie – skłonił się w odpowiedzi na ich uznanie – Chyba bardzo mi to zaostrzyło apetyt. Może wrócimy i zobaczymy, co mój kucharz uznał za stosowne pożywienie dla mężczyzn wracających z udanego porannego polowania ?
Przełożywszy strzelbę przez ramię Darcy przywołał swego psa, który skrupulatnie badał zdobyczny patyk i skierował się w stronę Netherfield.
Poczuł klepnięcie w drugie ramię. Gwałtownie odwrócił głowę, ale uspokoił się natychmiast, kiedy zobaczył Bingley’a.
- I co myślisz – zapytał szeptem, kiedy zatrzymali się za pozostałymi – Czy mogę zdać moim siostrom raport ze szczęśliwego zakończenia misji ?
- Bez wątpienia – zapewnił go Darcy i dodał z kpiącym uśmiechem – Tylko nie staraj się o miejsce w parlamencie w następnych wyborach, bo na pewno wygrasz, jeśli będziesz dalej tak sobie poczynał !
Bingley zaśmiał się serdecznie, a potem pochylił się konspiracyjnie w stronę przyjaciela.
- Wiem z wiarygodnego źródła, że rodzina pewnej młodej damy również przyjęła zaproszenie na obiad do dziedzica Justin’a jutro wieczorem. I – dodał nie widząc wojowniczego błysku, jaki pojawił się w oczach Darcy’ego w odpowiedzi na jego nowinę – Chociaż jest prawdopodobne, że możemy spotkać ich u państwa King, to na pewno będą u pułkownika, ze względu na najmłodszą córkę, która, jak się dowiedziałem, jest jedną z najbliższych przyjaciółek pani Forster.
- Zapomniałeś wspomnieć o przyjęciu u sir Williama. Dlaczego ? – Darcy doszedł do wniosku, że gwałtownie rosnący entuzjazm Bingley’a można powstrzymać rozsądnie dawkowanymi ukłuciami.
- O, wiedziałem, że będą na przyjęciu – odparł Bingley, nieświadomy intencji pytania – Zastanawiam się, czyżbyś nie zauważył że panna Elizabeth Bennet i panna Lucas są bliskimi przyjaciółkami ? Często się spotykają – Bingley potrząsnął głową z niedowierzaniem – Doprawdy, Darcy, zwykle byłeś bardziej spostrzegawczy !
Darcy prychnął nad naiwnością Bingley’a, ale powstrzymał się przed wyprowadzaniem go z błędu. „Tak więc, panno Elizabeth, nadal będziemy spędzać czas w swoim towarzystwie. Jaka będzie twoja taktyka?” Bingley oddalił się w stronę pozostałych gentelmanów, zostawiając Darcy’ego z rozważaniami, jakich sił będzie potrzebował na jutrzejsze wieczorne spotkanie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach tego forum (w domenie forum.northandsouth.info) stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę tego forum.
Administracją danych związanych z zawartością forum, w tym ewentualnych, dobrowolnie podanych danych osobowych użytkowników, zgromadzonych w bazie danych tego forum, zajmuje się osoba fizyczna Łukasz Głodkowski.