PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Aragonte
Wto 15 Kwi, 2008 21:12
The Moth (Ćma)
Autor Wiadomość
Balbina 
Szalejąca czterdziestka



Dołączyła: 30 Maj 2006
Posty: 470
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 07 Sie, 2006 09:55   

Moniczko jesteś :thud: naj :thud: naj. Przyjemnego wypoczynku. :lol: :banan: :hello:
_________________
Być zagadką której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Pon 07 Sie, 2006 14:04   

Dzięki Moniko!

W tamtych czasach też odbywały się polowania na mężów- prawdopodobnie citka wymyśliła już jego małżeństwo z kuzynką, Nancy była druga w kolejce, ale był ostrożny i się pilnował.
Biedna Agnes związana obietnicą już sie nie wykręci z odpowiedzialności za siostrę, przy ojcu alkoholiku, który sam zdradzał, ale nie tolerował zzdrady innych będzie jej ciężko.
Tym bardziej,że nie są bogatymi dziedziczkami....
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Nie 03 Wrz, 2006 20:48   

Witam po baaaaardzo długiej nieobecności. Postaram się od jutra podjąć dalsze tłumaczenie The Moth :wink: A tym czasem tylko wpadłam się przywitać i podziękować Giteczce za śliczną karteczkę, wzruszyłam się naprawdę :thud:
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Caitriona 
Wyczekując nadal zimy



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11958
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie 03 Wrz, 2006 21:53   

Aloha!!!
Dobrze że już jesteś z nami ;) :)
_________________
And clouds full of fear
And storms full of sorrow
That won't disappear
Just typhoons and monsoons
This impossible year

 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Pon 04 Wrz, 2006 01:13   

Jak to dobrze, że jesteś Moniczko :lol:
Tęskonota za Tobą normalnie mnie zżerała.
Pusto było bez Ciebie...
 
 
Balbina 
Szalejąca czterdziestka



Dołączyła: 30 Maj 2006
Posty: 470
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 04 Wrz, 2006 09:51   

Witaj Moniczko :grin: nawet nie wiesz jak się cieszę :banan: znowu będzie czytadełko :mrgreen: , już nie mogłam sie doczekać :banan: :banan: :banan:
_________________
Być zagadką której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 04 Wrz, 2006 23:06   

Dzisiaj jeszcze trochę skromnie, mam nadzieję że w miarę czasu wrócę do poprzedniej formy :wink:


cd....

Odwrócił się od bramy i zaczął iść raźnym krokiem w kierunku stacji. Miał wolny cały dzień i zamierzał się nim cieszyć. Był cholernym dorobkiewiczem i parszywym facetem. O tak! Kiedy tak o tym myślał, doszedł do wniosku że nie pierwszy raz używała takiego języka, ale aż do dzisiaj zdawała się być grzeczna i uprzejma. Ech, kobiety.

Nie czuł się z siebie zadowolony, a przynajmniej nie na tyle ile myślał, że będzie. Rzeka była cicha, martwa. Powinien się tego spodziewać w wolnym od pracy dniu. Nie widział statków wypływających między falochronami. Mile End Road zdawała się być zapełniona dziećmi, które schodziły na dół, na piaszczysty brzeg. Wiele z nich, o czym dobrze wiedział, przywędrowało z Jarrow i Hebburn. Wszystkie one wyglądały na bystre i żądne przygód, ale wieczorem będą się wlokły, jeden za drugim, a łzy będą pokrywały ich twarzyczki w drodze powrotnej do domu. Widział to wielokrotnie. ‘Idziemy na brzeg jutro. Mam trzy pensówkę. Idziemy na brzeg…’. Niektórzy z nich szli nawet z jednym pensem, a inni nie mając szylinga przy duszy. Kiedy indziej cieszyłby go widok dzieci, ale dzisiaj wyglądały jak wielki rój wygłodniałych dzieciaków, głodnych małych przyjemności. W jakiś sposób to go martwiło, raniło go.
Wszedł do kawiarni i zamówił lichy posiłek, pomyślał, że jadł lepsze w kantynie dla robotników w Jarrow.
O czwartej po południu dotarł do Newcastle. Lubił przechadzać się ulicami miasta. Budynki tutaj były ładne. Była szósta wieczorem, gdy wysiadł z pociągu w Lamesley, przeszedł koło banku i wzdłuż wsi, ale nie wybrał drogi prowadzącej do wioski. Jeszcze przez jakiś czas nie zamierzał wracać do domu, wuj pewnie chciałby popytać go o otchłań deprawacji, w którą wsiąkł będąc w mieście. Chcąc tego uniknąć poszedł inną drogą, która zaprowadziła go wprost do gospody The Bull. Lubił to miejsce, lubił Billego i Mary Taggart. Wszedł do zatłoczonej izby, po wymianie powitania z Billy’m i zamówieniu swojej pół kwartówki zajął miejsce w kącie baru. Nie było szansy na stolik, nie w tej knajpie. Wystarczy, że jeden raz się pomylił i usiadł na pustym krześle, w końcu sali, ale spojrzenie Billego i ruch jego podbródka sprawił, że podniósł się i podszedł do lady. Usłyszał, że to było miejsce Dob’a Holler’a, który lada chwila ma tu być. Czasami bawiła go hierarchia, która panowała w tym miejscu. Hierarchia, tak uważał, była podziałem, który zapanował między aniołami. No cóż, z pewnością tutaj żadnych aniołów nie ma, co do podziałów, były one wyraźne.
Wysoki, chudy mężczyzna w średnim wieku podszedł do kontuaru i stanął przed nim mówiąc do barmana ‘To samo, co zwykle, Billy’. ‘To samo, robi się’, odpowiedział pan Taggart. Mężczyzna położył pieniądze na ladzie, pan Taggart podniósł je, zabrzęczał monetami, spojrzał na klienta nim rzekł ‘Nie wyglądasz na zadowolonego Arturze. Co się tym razem stało?’.
‘To, co zwykle, Billy. Nowy facet się urwał’.
‘Nie wierzę. Ten, który wszedł na miejsce Jimmy’ego?’.
‘Nie, od tego czasu przewinęło się jeszcze dwóch. Ten mówił, że praca była za ciężka. Pracował od szóstej do szóstej i ani minuty dłużej. Oczywiście
– ’ Mężczyzna wypił łyk z kufla, odstawił go na ladę i powoli powiedział ‘szczerze mówiąc, nie dziwię się im. Troje ludzi wykonujących robotę dziesięciu. To niewykonalne; cały czas zabiera mi doglądanie warzyw. Niektóre szklarnie zaczynają podupadać. To haniebne. Ech, kiedy o tym pomyślę, mieliśmy kiedyś kiście winogron wielkie jak rzepa. I Greg, próbuje się tym zajmować od rana do wieczora, ale konie zajmują większość jego czasu’.
‘Ile ich teraz trzymacie?’
‘Trzy, ale niebawem zostanie tylko dwóch, Książe niedługo nie będzie już w stanie trzymać swojego ciężaru. Ma już przeszło dwadzieścia lat. Powinien spoczywać w ziemi, ale obawiam się – zacisnął usta – znając pana, skończy na targu’.
‘Aż tak źle?’
‘O tak, i będzie jeszcze gorzej. To dziwny dom odkąd pani umarła. Nie wiadomo, co stanie się za chwilę’.
‘A co u młodej panienki?’
‘Z nią wszystko dobrze’
. Mężczyzna uśmiechnął się łagodnie teraz. ‘Wciąż przemyka się cichaczem, nie można jej utrzymać z dala od lasu. Ale wszystko z nią w porządku’.
Panienka wciąż przemyka. Ten człowiek musi być z Foreshaw Park, a ta młoda panienka musi być tą, która jest tu znana jako Ćma. O tak, wyglądała tamtej nocy zupełnie jak ćma. Trochę czasu mu zajęło nim pogodził się z tym, co wtedy zobaczył, to było tak niesamowite. Przechodził często obok tej drogi, ale nigdy nie odważył się przekroczyć połamanego ogrodzenia. Ale musi przyznać, że chciał ją ujrzeć, choćby w przelocie. W pewien sposób była piękna i dziwna. A jej siostra? Nie było między nimi podobieństwa. Jedna wyglądała miękko i zwiewnie a druga była sztywna, bez wątpienia Pani na włościach, albo starsza z sióstr –, o czym teraz już wiedział.
Zwrócił uwagę ponownie na mężczyznę, który mówił teraz ‘Upijał się jak pijak, najczęściej pije w domu. Czasami znika na kilka dni. Mówi się, że ma pokoje w Newcastle, a z tego, co wiem nigdy nie jest tam sam. Żal mi tylko panienki Agnes. Za dużo jest na jej ramionach. Najlepiej dla niej będzie, kiedy wyjdzie za mąż i opuści ten dom. Chociaż co się wtedy stanie, tylko Bóg wie. Nie wiem, co zrobią z młodszą, choć słyszałem, że pan chce się jej pozbyć. Z tego, co się mówi w kuchni, prawdziwa bitwa toczy się między nim a panienką Agnes. Na razie, możemy tylko czekać i przyglądać się’. Dokończył drinka i powiedział ‘Pójdę już, Billy. Na razie’.
‘Na razie, Arthur. Trzymaj się’.
 
 
Harry_the_Cat 
poszukująca



Dołączyła: 30 Cze 2006
Posty: 11292
Wysłany: Pon 04 Wrz, 2006 23:42   

To jest skromie?
:thud:
_________________
Carry on my wayward son, For there'll be peace when you are done. Lay your weary head to rest, Now don't you cry no more...
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Wto 05 Wrz, 2006 16:22   

..."Nie było między nimi podobieństwa. Jedna wyglądała miękko i zwiewnie a druga była sztywna, bez wątpienia Pani na włościach, albo starsza z sióstr –, o czym teraz już wiedział"

Nie miał o niej na razie najlepszego zdania :wink:
Moniczko, bardzo Ci dziękuję :grin:
Tęskniłam...

 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 06 Wrz, 2006 11:05   

Dzięki pracusiu :thud:
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sro 06 Wrz, 2006 16:19   

Mag, a Ty podziękuj siostrzyczce, film dziś doszedł :lol:
Od jutra postaram się więcej tłumaczyć, ale w tym tygodniu mam jedno zaległe zaliczenie i ogólnie urwanie głowy, tak więc proszę Was o troszeczkę cierpliwości :wink:
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Sro 06 Wrz, 2006 18:33   

Moniko, to Ty przygotuj się dobrze i wszystko ładnie pozaliczaj.
My jesteśmy cierpliwe, przecież wiesz :lol:
Powodzenia!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 18 Wrz, 2006 02:28   

Kolejna część. Przepraszam, że tak późno :hello:

Billy Taggart wytarł blat wokoło kufla Roberta, kiedy skończył powiedział ‘Smutne to wszystko’.
‘Czy on pracuje w Foreshaw Park?’
‘Tak, w Foreshaw Park. Ten majątek zmierza ku upadkowi. Mieli niegdyś świetnych stajennych. Za czasów starego pana, chodzi mi o dziadka obecnego pana, pieniądze szły jak woda. Ale trzeba pamiętać, że on na to zapracował, był człowiekiem interesu. Miał niezłe udziały w dwóch, czy trzech kopalniach, nie licząc mnóstwa fabryk. Ale cały problem był w tym, że za bardzo rozpieszczał syna, ojca obecnego właściciela, i tak się toczyła cała historia. Od chwili, kiedy skończył szkołę zaczął się staczać albo i o wiele wcześniej, jeśli można wierzyć wszystkim opowieściom. Małżeństwo uratowało go od całkowitego upadku. Ale wtedy interesy jego teścia zaczęły źle iść. Jak widzisz jest to historia o złym zarządzaniu i nie zdziwiłoby mnie gdyby za rok czy dwa musieliby się stąd wynieść. I powiem ci jedno, on nie jest tu lubiany, bardzo niewielu ludzi ma dla niego dobre słowo. Och’
– poruszył lekko głową – ‘zdumiewające jest jak możni tego świata spadają na sam dół. I nawet nie jest mi ich żal. Dobrze im zrobi przekonanie się jak żyje ta druga połowa. Chcesz następną kolejkę?’
‘Dzięki Billy, ale nie tym razem’
. Nachylił się w kierunku Billego i z szerokim uśmiechem szepnął ‘Nie chcę żeby mój oddech go powalił’. Barman roześmiał się i odpowiedział ‘Chciałbym to zobaczyć. Oj tak, zobaczyć tego starego, świętego Joe powalonego. No to dobranoc’.
‘Dobranoc’.

Zapadał zmrok, kiedy opuszczał gospodę, wybrał okrężną drogę powrotną do wioski, ponieważ nie musiał mijać chaty Nancy.
Spojrzał na kierunkowskaz, który wskazywał drogę do Tanfield, nagle usłyszał chichotanie, dochodzące z tyłu płotu graniczącego ze ścieżką. Ten dźwięk sprawił, że zatrzymał się. Wydawało mu się, że słyszy Carrie, ponieważ ona często chichotała w taki sposób. Ale powiedział do siebie, że z pewnością dużo jest dziewcząt chichoczących jak Carrie i ktokolwiek skrywał się za płotem, nie mogła to być ona.
Znajdował się jakieś sto jardów od bramy prowadzącej na podwórze domu, kiedy ujrzał postać biegnącą w jego kierunku i na długo zanim dobiegła rozpoznał w niej swoją ciotkę.
Alice Bradley próbowała złapać oddech zbliżając się do niego, a jej głos brzmiał jak mamrotanie, kiedy zapytała ‘Czy wiesz coś o Carrie?’.
‘Carrie? Nie.’
‘O dobry Boże! Dobry Boże!’
. Kiedy odwróciła się, rozglądając się nerwowo, dotknął jej ramienia mówiąc, ‘Co się stało?’.
‘To… to Carrie. Wyszła po obiedzie i od tamtej pory jej nie ma. Wiesz przecież jak bardzo chciała iść na przechadzkę z Gladys, więc pozwoliłam jej na to, bez wiedzy pana Bradley’a, ale… ale Gladys pojechała do swojej ciotki w Gateshead w sobotę na kilka dni. Ona okłamała nas. Moja.. moja Carrie kłamała. A pan Bradley wychodzi z siebie. Nie widziałeś jej?’.
‘Nie. Nie, ciociu’.
‘O Boże! Boże! On oszalał. Jeśli ona nie wróci on się załamie’
. Zastygła nagle w bezruchu i spojrzała mu prosto w twarz, mówiąc ‘Całe jego życie kręci się wokół niej. O nikogo innego się nie martwi, o nikim innym nie myśli, tylko o niej’.
W jej głosie słychać było tłumiony płacz, uspokajającym tonem zaczął do niej przemawiać ‘On myśli o tobie Ciociu. Jesteś mu bardzo bliska’.
‘Nie, nie. Nic nie wiesz, Robercie. Nie wiesz’
. Jej głowa poruszała się teraz gwałtownie. ‘Według niego to dla niej świeci słońce. Wystarczy jej śmiech, a on już jest szczęśliwy’.
Wystarczy śmiech. Przypomniał sobie chichot dochodzący zza płotu, ale porzucił natychmiast tą myśl z kategorycznym ‘Nie, nie’. Ale to wrażenie nie chciało odejść ‘Tak, dlaczegóżby nie? Była wystarczająco dojrzała, czyż nie? I to od dłuższego czasu. Dobry Boże!
‘Zostań tu Ciociu. Wrócę za kilka minut i na pewno z nią’.
‘Co takiego! Wiesz gdzie ona jest?’.
‘Nie jestem pewien. Ale zapamiętaj to: i ja wiem i ty też wiesz, że ona nie jest już małą dziewczynką. Jest młodą dziewczyną, która szybko dojrzewa. Rozumiesz to, prawda?’.

Nic na to nie odpowiedziała, ale coś w jej spojrzeniu powiedziało mu, że ona aż za dobrze o tym wie. Odwrócił się od niej i ruszył drogą, z której niedawno przyszedł. Ale zanim doszedł do kierunkowskazu zobaczył idącą w jego kierunku kuzynkę i kiedy się zrównali, złapał ją szorstko za ramiona mówiąc ‘Co ty sobie wyobrażasz, panienko’.
‘Co z tobą?
’. Wzruszyła ramionami, pragnąc wyswobodzić się z jego uścisku, a wtedy odpowiedział ‘Wiesz, o co mi chodzi. Z kim byłaś tam za płotem?’.
‘Ja… nie byłam za żadnym płotem. Ja… po prostu wyszłam na spacer’.
‘Nie kłam. Przechodziłem tą drogą pięć minut temu i słyszałem twój głos. Jesteś zwykłą flądrą, Carrie Bradley. Zasmuciłaś swoją matkę, i chyba tylko Bóg wie, co się stanie, kiedy zobaczysz się z ojcem’.

Jej zachowanie nagle się zmieniło, zapytała ‘Czy… czy jest bardzo zły?’.
‘A czego do licha się spodziewałaś! Wiesz, jaki on jest. Szukają cię całe popołudnie’.
‘Powiem im, że byłam z Gladys’.
‘No cóż, odkryli już, że nie mogłaś być z Gladys, bo nie ma jej od dwóch dni’
– odrzekł, a Carrie dotknęła dłonią ust w wielkim przerażeniu.
‘No chodź’. Prawie wlókł ją po drodze, a kiedy stanęli przy jej matce, Alice czuła taką ulgę, że ledwie mogła coś powiedzieć. A kiedy wreszcie odzyskała głos, wymamrotała jedynie ‘Dziewczyno! Dziewczyno!’. I łapiąc kilka głębszych oddechów ciągnęła dalej ‘Gdzie byłaś?’.
‘Tylko na spacerze, Mamo’.
‘Nie mogłaś spacerować tyle czasu, dziewczyno. Gdzie byłaś. No mówże’.
‘To był tylko spacer’
. Carrie spuściła nisko głowę, jej podbródek dotykał niemal klatki piersiowej, a jej matka tracąc cierpliwość, zaczęła prawie krzyczeć ‘Nie okłamuj mnie, dziewczyno! Nie tylko spacerowałaś przez ostatnie siedem godzin. A twój ojciec… on… cię zabije, jeśli dowie się, jeśli coś złego zrobiłaś. Tak bardzo cię kocha, że… O Boże!’.
Spojrzała teraz na Roberta, szukając u niego pomocy ‘Co zrobimy? Co powiemy?’.
‘Może mu powiedzieć tylko prawdę: wyszła na przechadzkę i zapomniała, że jest już tak późno’
. Spojrzał na Carrie. Jej głowa wciąż była opuszczona, ale nieznacznie poruszała się, jakby w geście buntu ‘No chodź’ – powiedział i ujął je obie pod ramię i pokierował w stronę domu.
Weszli tylnym wejściem. Alice niemal siłą zmusiła córkę do wejścia do kuchni, mówiąc ‘Bierz się do roboty zanim ojciec nie wróci’… gdy nagle drzwi prowadzące do sieni zostały mocno pchnięte, stanął w nich John Bradley, niczym anioł zemsty. Jego spojrzenie budzące przerażenie spoczęło natychmiast na córce. Spoglądał na nią przez chwilę, wziął kilka oddechów i powiedział ‘Gdzie byłaś, dziewczyno?’.
Wyraz jego twarzy zmroził Carrie, stała naprzeciw niego nic nie mówiąc, tym razem wrzasnął na nią ‘Słyszałaś? Pytałem gdzie byłaś?’.
Podszedł do niej i kiedy wyciągnął rękę i chwycił ją za przód palta, niemal podnosząc ją z ziemi, wyszeptała tylko ‘Na spacer. Ta.. tato. Tylko… na… spacer’.
‘Przez cały ten czas? Nie kłam bezczelnie, dziewczyno. Byłaś z kimś, przyznaj się’
. Potrząsał nią wykrzykując każde słowo ‘Nigdy nie podniosłem na ciebie ręki, ale Bóg mi świadkiem, że wycisnę z ciebie prawdę’.
‘Tato, tato!’.
‘Nie ułagodzisz mnie swoim – tato, tato’
. Skierował swój rozwścieczony wzrok ku żonie, mówiąc ‘Gdzie ją znalazłaś?’.
‘Była na drodze. To znaczy… Robert… Robert’
. Spojrzała na Roberta, rozdygotana, a jej oczy wpatrywały się w niego, gdy nagle i oczy i usta otworzyły się szeroko, tak jakby miała zamiar porządnie odetchnąć, zanim wyrzuciła z siebie ‘Była z Robertem. Nic się jej nie stało, była z nim’.
‘No nie!’
. To było ledwo słyszalne, lecz stanowcze zaprzeczenie i mówiłby dalej, ale Alice złapała go za rękę, spojrzała na niego znękanym spojrzeniem, jakby chcąc się usprawiedliwić ‘Powiedz panu Bradley, ona… ona była z tobą i … i zabrałeś ją do Newcastle. Nic się jej nie stało, ponieważ była z tobą. Czyż nie? Powiedz!’.
Zanim mógł cokolwiek powiedzieć, zaprotestować czy też zgodzić się na jej kłamstwa, John Bradley zostawił w spokoju córkę i złapał Roberta za ramiona, przygniatając go do ściany. Ale tylko na chwilę, ponieważ Robert krzyżując ręce wuja, zgiął go wpół krzycząc do niego ‘Nie rób tego nigdy więcej, albo źle skończysz, Wuju’.
Starszy mężczyzna stał dysząc ciężko, jego ciało całe drżało. Patrzyli na siebie przez krótką chwilę, rzucając sobie wyzywające spojrzenia, nim ciotka nie powiedziała delikatnie ‘Nic się jej nie stało, panie Bradley. Nic złego. Z Robertem jest bezpieczna’.
John Bradley odwrócił się z pogardliwym spojrzeniem ku żonie, i zapytał, głosem, w którym wciąż wibrowała złość ‘Wiedziałaś, co się dzieje?’. Alice nie odpowiadała przez moment, dopiero po chwili wymamrotała ‘Nie. A właściwie tak. To nic takiego. Ona zawsze miała słabość do Roberta; oni… oni są kuzynami, pamiętasz?’.
‘Wiem o tym aż za dobrze, kobieto’. Ponownie spojrzał na Roberta, domagając się odpowiedzi ‘Dlaczego nie spytałeś o pozwolenie?’.
Robert spojrzał na ciotkę, w jej spojrzeniu było nieme błaganie, jej usta otwierały się i zamykały, jakby w ten sposób wyrażała prośbę by nie zdradził ich. Z pewnym wysiłkiem powiedział ‘Nie było cię’. To była prawda, przypomniał sobie, że wuj pojechał rankiem do Lamesley porozmawiać z wikarym. Wuj bardzo często płacił na plebanię. Będąc wiernym członkiem wspólnoty interesował się żywo wszystkim, co dotyczyło kościoła. Robert spotkał i rozmawiał jeden, jedyny raz z pastorem i jego zdaniem był to człowiek rozsądny, całkiem innego pokroju niż jego wuj.
John Bradley zwrócił się tym razem do żony, żądając wyjaśnień ‘Przyszedł do ciebie prosić o zgodę?’.
Ale zanim mogła odpowiedzieć wtrącił Robert ‘Nie, nie prosiłem. Nie prosiłem nikogo o zgodę’.
‘No, to był pierwszy i ostatni raz kiedy odważyłeś się ją zabrać nie pytając o pozwolenie, pytać masz tylko mnie. Rozumiesz to?
’ – twarz mężczyzny trzęsła się, zupełnie jakby zaraz miał się rozpłakać, na koniec dodał – ‘Zawiodłeś mnie, bardzo mnie zawiodłeś. Ja… ufałem ci. A przecież powinienem wiedzieć, jaki ojciec taki syn. Okradł mnie. O tak. Twój ojciec. A teraz ty robisz dokładnie to samo’.
‘Nic takiego nie robię. I powiem ci to: i mogę przyrzec ci tu i teraz, że nigdy więcej nie będziesz miał powodu zapytać czy spacerowałem z Carrie. Nigdy. Słyszysz?’
. Na te słowa odepchnął mężczyznę i dumnym krokiem opuścił kuchnię. Po schodach, wzdłuż korytarza, wszedł na ciemne poddasze, trzasnął głośno drzwiami. Idąc po omacku, chwytając się poręczy łóżka, ugiął nogi, zaprotestował ‘Boże Wszechmogący! Co dalej? Dlaczego do diabła zgodziłem się tu zamieszkać’.
Wziął długi, głęboki oddech, wyprostował się, podszedł do gzymsu pieca i zapalił lampę. W świetle świecy zaczął się rozbierać, nie składając ubrania, jak to zazwyczaj czynił, ale niemal zrywając je z siebie, ciskając nimi po podłodze.
Kiedy tak leżał na łóżku, trzymając ręce za głową, słyszał odgłos zamykanych drzwi, co znaczyło że wszyscy poszli już spać. Przypomniał sobie myśl z dzisiejszego ranka, oczekiwanie na ten świąteczny dzień. No cóż, to była porażka, od początku do końca. Ale koniec dnia był o wiele gorszy niż początek. Dobry Boże! Jego wuj musiał stracić zupełnie zmysły. Z tą jego religią i opętaną miłością dla córki był zagrożeniem. Nie tak dawno temu, w kuchni wyglądał zupełnie tak jakby miał go zaraz zamordować.
A co do jego kuzynki, Carrie zachowała się jak zwykła ulicznica. To musiała być ona, chichocząca za płotem. Nagle wyprostował się porażony myślą. Teraz, gdy tak o tym myślał, pamiętał, że widział ją uciekającą w polu, wieczorem, w ostatnim tygodniu. Wtedy nie zwrócił na to uwagi, myślał, że wraca z jakimś sprawunkiem. Albo wtedy, kiedy był w pracowni, późnym wieczorem. Robił coś dla siebie. Lubił rzeźbić, a robił to dawno temu, na statku, tym ostatnim, przy którym pracował jeszcze u Palmera. Pamiętał dokładnie, co wtedy powiedziała ‘Ojciec pojechał do pana Marshalla na Północną Farmę po zamówienie. Jeśli mama zapyta o mnie, powiedz po prostu, że zagadałam się z Gladys’.
Odpowiedział jej wtedy ‘Dlaczego sama jej tego nie powiesz?’. Na to ona ‘Może mnie nie puścić, ponieważ nie lubi, kiedy wieczorem przeszkadzam ludziom’. Nie śmiała się, nie chichotała i zapamiętał, że nie potrafił opisać wyrazu jej twarzy, było w niej coś na kształt usprawiedliwiania się. Ciekawe, z kim się spotykała. Pewnie syn jakiegoś farmera. Nie mógł być to żaden z okolicznych biedaków, czuła się na tyle damą, że traktowała takich z pogardą. No tak, na pewno nie chciała go w to mieszać. Położył się znów na poduszkach i jakby mówiąc do kogoś przed sobą, skinął głową ‘Ale i tak już to zrobiła. Albo zrobi to jej matka’. Ale mniejsza o to, to nie jego sprawa.
Położył się wygodniej w łóżku, ale nie mógł zasnąć, to musiało się zdarzyć jakąś godzinę później, kiedy odwracając się na drugą stronę usłyszał jak otwierają się drzwi jego pokoju. To był specjalny odgłos, brzmiał jak skrzypnięcie starego drewna. Poderwał się na łóżku, opierając się łokciami o poduszkę, myśląc sobie, że jeśli to wuj to raz na zawsze wybije mu z głowy chęć do bijatyki, stary czy nie stary. Kiedy zobaczył lampę pomyślał przez chwilę że może to ciotka, wziął głęboki, mocny wdech kiedy w blasku świecy zobaczył twarz Carrie, idącą ku niemu. ‘Słuchaj – jego głos był jak grzmot – wyjdź z mojego pokoju. Wracaj natychmiast do siebie’. ‘Ja… ja tylko chciałam powiedzieć, że dziękuję Robercie’.
‘Nie potrzebuję żadnego podziękowania. Czy zdajesz sobie sprawę, co zrobiłby twój ojciec gdyby cię tu znalazł? Byłby skłonny nas zabić. Jest szaleńcem. A teraz idź już… natychmiast’.
Dopiero teraz się jej przyjrzał, stała naprzeciw niego, i w tej samej chwili zdał sobie sprawę z tego, że stoi przed nią nagi, trzymając w dłoni kołdrę, okrył się nią i wycedził ‘Jeśli nie wyjdziesz narobię takiego hałasu, że wszyscy się tu zbiegną. Mówię poważnie. Nie miałaś prawa tu przychodzić o tej porze, nie możesz tu przychodzić o żadnej porze’.
‘Nie bądź zły, Robercie, proszę. Jak już mówiłam… chcę ci tylko podziękować za uratowanie mnie’.
‘Uratowanie cię! Domyślam się, że to trochę więcej wymaga niż to, co zrobiłem. Robisz to już od pewnego czasu. Kim on jest?’.
‘Nikim’.
‘Jesteś małą kłamczuchą. Wiesz o tym?’
Carrie zgarbiła się i powiedziała ‘Kiedyś lubiłeś mnie’.
‘No cóż, dla twojej wiadomości powiem ci coś, nigdy cię nie lubiłem, nie w ten sposób, tylko jako dziecko, to wszystko, jako dziecko, którym myślałem, że jesteś. A teraz idź już, albo ja pójdę’
.
Odwróciła się od niego mówiąc ‘On nie zrobiłby ci krzywdy, na pewno nie. Wiem, że nie miał nic przeciwko żebyś to był właśnie ty’.
‘Wynoś się. Słyszysz? Wynocha!’

Zdmuchnęła świecę, jej twarz skryła się w ciemności. Minęła cała minuta zanim drzwi zamknęły się za nią. Wtedy Robert rzekł do siebie ‘Dobry Boże! Gdyby ten mężczyzna ją tu zastał popełniłby morderstwo’.
Musi opuścić ten dom. Ta myśl przyszła do niego nagle. Jeśli tego nie zrobi, coś złego się stanie, ponieważ ta dziewczyna była niebezpieczna i z pewnością ktoś sobie sparzy na niej palce. I jedno jest pewne, on nie będzie tym kimś.
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Pon 18 Wrz, 2006 13:25   

Jaki duży fragment, Moniko :lol:
A co tam u Ciebie? Dużo masz jeszcze nauki?
Dziękuję bardzo.
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 18 Wrz, 2006 14:20   

Hej Giteczko :wink: Nauki już nie, tzn przez kolejne dwa tygodnie :grin:
W zeszły czwartek miałam zaliczenie, tylko to jedno zostało mi na wrzesień, ale strasznie paskudne :neutral: No, ale już zaliczone, z głowy, więc mogę zająć się tym co lubię najbardziej :mrgreen:

Kolejna część, troszkę mniejsza

2.
Odszedłby już wiele tygodni wcześniej, przed tym krokiem powstrzymywały go jedynie prośby ciotki. Jego wuj, powiedziała, był do niego bardzo przywiązany, traktując go jak syna. Tak, pomyślał, i chciałby dominować nad nim tak jak uczyniłby to z rodzonym synem. Ale został, tylko ze względu na ciotkę. Choć i tak wiedział, że prędzej czy później musi uczynić jakiś krok, bo atmosfera w pracowni i w domu była bardzo napięta.
Carrie nie mogła wyjść z domu bez któregoś z rodziców. A najdziwniejsze było to, że nie wyglądała na obrażoną z tego powodu. Co więcej, zdawało się że straciła całą swoją zuchwałość. Jeden, czy dwa razy przypatrywał się jej, kiedy siedziała szyjąc i wyglądała wzruszająco dramatycznie i – według niego – na bardzo przestraszoną. Cóż, miała dobry powód, żeby bać się ojca. Taki człowiek był zaślepionym fanatykiem, a tacy ludzie bywają niebezpieczni, bez względu na to, jaką wiarą się zasłaniają.
Jak bardzo jego wuj może być groźny, Robert przekonał się tego samego dnia. Była to środa, ostatniego tygodnia maja. Zaczął pracę o siódmej, pół godziny później zrobił sobie przerwę na śniadanie. Tim Yarrow przyniósł ze sobą swój prowiant, usiadł na ławce. John Bradley i Robert weszli do domu zjeść posiłek, który zawsze rozpoczynał się modlitwą.
Przez ostatnie dwa dni Carrie schodziła na śniadanie bardzo późno, ojciec często ją za to karcił. Tego ranka stała tuż za swoim krzesłem. Ojciec skończył modlitwę, matka natomiast rozkładała talerze na stole, na którym leżało kilka kawałków smażonego bekonu i cztery jajka, spoczywające na kromkach chleba. Na oczach wszystkich Carrie okręciła się, podbiegła do kamiennego zlewu stojącego pod oknem i zwymiotowała.
Robert nie patrzył w jej kierunku, ale spoglądał uważnie na ciotkę. Jej twarz pobladła, przyłożyła dłoń do ust. Pomyślał, że już od pewnego czasu Carrie nie wygląda najlepiej i była czymś niezwykle poruszona, jego ciotka również. I nagle w przebłysku świadomości zrozumiał. Nie był żonaty, z tego, co wiedział, żadna kobieta nie była w nim w ciąży, ale wiedział wystarczająco dużo o kobiecych dolegliwościach. Świadomość tego, co się stało sprawiła, że chciał się okręcić na pięcie i uciec jak najdalej przed siebie, wszystko jedno gdzie.
‘Co jej jest?’. Głos wuja był głęboki, pobrzmiewała w nim groźba.
‘Ona… jest… jest cho..ra’.
‘To widzę, kobieto. Ale co jest tego przyczyną? Wiesz?’
.
Alice nie odpowiedziała, spojrzała na córkę, odwracającej się od zlewu, zgiętej w pół, wycierającej twarz. Jej ojciec zwrócił się teraz w jej kierunku, ale za nim do niej doszedł, Alice zastąpiła mu drogę, zasłaniając Carrie ‘Posłuchaj! Tylko posłuchaj, John!’ – to był pierwszy raz kiedy Robert usłyszał jak ciotka używa imienia swojego męża – błagała go ‘John, John, wysłuchaj mnie’.
‘Słucham’.
‘Nic nie poradzisz, stało się. Ona… ona popełniła błąd’.
‘Jaki błąd, kobieto?’.

Alice nie potrafiła tego powiedzieć. Mogła wypowiedzieć tylko ‘Ona… ale to jeszcze dziecko… popełniła błąd’.
‘Popełniła błąd, tak? A kto jej w tym dopomógł?’

Zapanowała cisza, umyślnie lub nie Alice spojrzała na męża, a za chwilę jej wzrok spoczął na Robercie, to był ułamek sekundy, ale wystarczył wujowi. Jego głos już nie był tylko podniesiony, teraz już krzyczał ‘Ty! Ty Judaszu! Zniszczyłeś niewinność’.
‘Posłuchaj!’
– Robert przeszedł na koniec stołu, krzycząc głośno jak wuj ‘patrzysz nie tam gdzie trzeba. Nie miałem z nią nic wspólnego. Zapytaj jej. Zapytaj’.
John Bradley ponownie spojrzał na żonę i córkę. Ich twarze były trupio białe, nic nie wyrzekły. Robert doprowadzony do ostateczności, zaczął krzyczeć ‘Och! Na miłość boską, powiedz mu. Nie zabije cię. Ktokolwiek to był, nic ci nie zrobi’.
‘O nie, ich nie zabiję, ale ciebie z przyjemnością’
. Okręcił się i stał teraz pochylony nad stołem, jego pięść znalazła się blisko wielkiego noża, którym kroili chleb. Chwycił go i podniósł w górę, w tej samej chwili Alice zaczęła krzyczeć ‘Nie! Nie! Błagam! Oni… oni mogą się przecież pobrać’. Uwiesiła się na ramieniu męża ‘Nie widzisz tego? Robert będzie przy niej. Prawda Robercie?’. Odwróciła głowę w kierunku Roberta, a on w odpowiedzi rzekł ‘Na miłość boską, nie! Nie zrobię tego, ciociu. Kłamiesz i dobrze o tym wiesz, nie zrobię tego dla ciebie, ani dla nikogo innego. Nie zamierzam odpowiadać za czyjeś ciemne sprawki’.
‘Ty! Ty! Czyjeś ciemne sprawki? Masz to we krwi. Twój ojciec to samo uczynił twojej matce, dlatego musiała go poślubić. Zostałem okradziony dwa razy, dwa razy z tego samego korzenia. Ciemne sprawki?... Ty, bękarcie!’
. Ostatnie słowa zabrzmiały płaczliwie i w tej samej chwili chwycił mocno nóż i ostrze przebiło skórę Roberta tuż nad jego prawym okiem, biegnąc nad uchem, przecinając linię włosów.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 19 Wrz, 2006 10:32   

Ciąg dalszy...

Przez moment zapanowała cisza. Tak jakby pozowali do zdjęcia, stali w jednej, zastygłej pozycji: John Bradley, pochylający się nad stołem, z rękami na blacie, skrywał głowę na ramionach, z dzikością w oczach, których nie śmiał podnieść.
Alice stała obok niego, jedną ręką zakrywała twarz, druga uniesiona była w powietrzu, jakby się z kimś żegnała; i Carrie w połowie obrócona w kierunku zlewu, obiema rękami trzymająca się za krawędź, jej ramiona zgarbiły się, a usta były szeroko otwarte.
Co do Roberta, był tak ogłuszony, że nie był w stanie ruszyć się z miejsca, jego ręka dotykała policzka, spod palców wypływała strużka krwi. Kiedy otrząsnęli się, Alice podbiegła do niego płacząc ‘O mój Boże! Boże drogi!’. Ale odepchnął ją. Nie wiedział jak głęboka była rana, nie czuł żadnego bólu, tylko jakąś słabość i gorzki smak krwi, spływającej po ustach.
Carrie podeszła do niego, z ręcznikiem w dłoni, zabrał go, mówiąc ‘Nie zbliżaj się do mnie. Słyszysz? Trzymaj się z daleka’. Kręcąc głową zastrzegł ‘Wszyscy trzymajcie się z dala ode mnie, wynoszę się stąd najprędzej jak tylko mogę, jak najdalej poniosą mnie nogi’.
‘Och nie! Nie!’
. Te słowa zabrzmiały jak zawodzenie, błagalnym spojrzeniem wpatrywała się w męża. Ale John Bradley nie powiedział słowa. Usiadł na krześle, jego przedramiona bezwładnie leżały na kolanach, wzrok miał utkwiony w podłodze.
‘Już dobrze, dobrze’. Alice prosiła teraz Roberta ‘Już koniec, tylko… pozwól mi zabandażować twoją głowę. Pozwól mi zobaczyć, proszę. Proszę’. Chwyciła go za ramię i pozwolił się wyprowadzić z kuchni. Ale w sieni kolana ugięły się pod nim i opadł na drewniane krzesło stojące przy frontowych drzwiach, otarł ręcznikiem krew z twarzy.
Alice badała rozcięcie, przez cały czas biadoliła z przejęciem. Wreszcie powiedziała ‘To trzeba zszyć. Tu jest potrzebny doktor. Poślę po niego’.
‘Nic takiego nie zrobisz. Jeśli będę potrzebował lekarza sam do niego pójdę. Z drogi’.
Wstał, złożył zakrwawiony ręcznik i obwiązał go sobie wokół głowy, wtedy powiedział ‘Wezmę najpotrzebniejsze rzeczy. Po resztę kogoś później przyślę’.
‘Och Robercie, postaraj się zrozumieć’.

Odwrócił się do niej i zaczął mówić podniesionym głosem ‘Rozumiem aż za dobrze Ciociu. Obarczyłabyś mnie Carrie, mimo że ani ja nie darzę ją uczuciem, ani ona mnie’.
‘Jesteś jej bardzo bliski, Robercie’.
‘O tak, inni też są jej bliscy, wyobrażam to sobie. Postąpiłaś bardzo źle, Ciociu, po prostu podle. Ona mogłaby uczciwie się przyznać, a ja mógłbym tu pozostać i zrobić wszystko by go jakoś ułagodzić. A teraz jedyne, co mogę powiedzieć, to dzięki ci Boże, że stąd odchodzę’.
‘Ale gdzie pójdziesz?
– mówiła płaczliwym tonem.
‘Nie wiem, ale znajdę jakieś miejsce’. Obrócił się od niej i zaczął się wspinać po schodach.
W pokoju podszedł natychmiast do łóżka, usiadł na krawędzi posłania, jego głowa chwiała się. Po jakimś czasie wstał, opłukał ręcznik w miednicy i wytarł krew z twarzy, szyi i głowy. Nie krwawił już tak bardzo, ale jego włosy były całe sztywne od zaschniętej krwi.
Podszedł do szafy, z której wyjął koszulę, rozdarł ją na mniejsze kawałki, którymi obwinął najlepiej jak umiał ranę na głowie, dopiero wtedy usiadł.
Dobre pół godziny później podniósł się i zaczął pakować rzeczy. Większość bielizny spakował do kosza, który należał do jego matki, resztę natomiast złożył do małej walizki, którą kupił w komisie w Jarrow, zanim tu przybył. Ostatnią rzeczą, którą spakował były jego książki. Miał dwadzieścia osiem książek, związał je sznurkiem w cztery pakunki.
Zszedł do pracowni, Tim Yarrow zajęty był pracą, ale na jego widok krzyknął ‘Boże drogi! Co ci się stało?’.
Robert odpowiedział krótko ‘Chciał mnie oślepić a nawet zabić. Po prostu spudłował’.
‘Wszechmogący! Dlaczego?’.
‘Och, wkrótce się o wszystkim dowiesz. Jedyne, co mogę teraz powiedzieć Tim, to nie ma nic wspólnego ze mną… Wiesz co, chcę tylko zabrać moje narzędzia. Gdzie moja skrzynka? Powinna być tutaj’
. Podszedł w kąt pracowni, a Tim Yarrow odpowiedział ‘Przeniósł to, tam na półkę’.
Kiedy już pozbierał wszystkie swoje rzeczy, odwrócił się do Tima, który stał przyglądając mu się w ciszy i rzekł ‘Pomożesz mi to znieść na dół, na boczną drogę? Zapakuję wszystko na wózek… Jakoś sobie poradzę’.
‘Gdzie zamierzasz się zatrzymać?’.
‘Na razie idę do „Byka”, znajdzie się miejsce dla mnie. Jest tam pusta stodoła, Billy Taggart na pewno pozwoli mi przechować tam rzeczy. Później poślę po resztę’.
‘Ale człowieku, nie jesteś w stanie ciągnąć tego wózka całej drogi do „Byka”. To swoje waży’.
‘Poradzę sobie’.
‘Jeśli go zapytam na pewno pozwoli mi tobie pomóc’.
‘Nie, nie. Dzięki za wszystko Tim. Nie chcę go prosić o żadną przysługę. Wystarczająco dużo już dla mnie zrobił, nie sądzisz?’.
‘Duża ta rana?’.
‘Nie wiem jak głęboka jest, wiem tylko, że biegnie z tyłu za uchem i że o mało, co nie pozbawiła mnie oka. Na Boga! Mógł mnie oślepić. Jest szaleńcem’.
‘No cóż, nie określiłbym tego w ten sposób. Ale to prawda, że ma swoje dziwactwa i bardzo podły charakter. To wstrętne
– potrząsnął głową – co uczynił twojemu ojcu’.
Robert odwrócił się w jego kierunku z zaskoczoną miną.
‘A tak. Bili się tam na podwórzu jak dwóch szaleńców. Wrzucił go do szybu i pewnie skończyłby z nim gdyby nie ja i stary Roger Twait. Poszło o twoją matkę. A kiedy zobaczysz go w kościele, zachowuje się niczym Archanioł Gabriel, i mówi tak łagodnie jak Boża owieczka.
‘Jest fanatykiem’.
‘O tak, masz rację. Ale jedno musisz mu przyznać, jest uczciwy. Jeśli się pomyli, potrafi się do tego przyznać. Kiedyś mnie przeprosił. O tak, tak było. Chodziło o zamówienie na malowanie farmerskiej furmanki. Powtórzyłem, co powiedział farmer Reed, a szef był innego zdania. Okazało się, że to ja miałem rację. Przyszedł do mnie i przyznał się do błędu i przeprosił. Jest dziwnym człowiekiem’.
‘Nie ma lepszego określenia. Chodź, pomożesz mi to znieść na dół’.
 
 
Gitka 



Dołączyła: 25 Maj 2006
Posty: 2305
Wysłany: Wto 19 Wrz, 2006 14:01   

Moniko, bardzo Ci dziękuję.
Dobrze się czyta to Twoje tłumaczenie i już robi się ciekawie :lol:
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 20 Wrz, 2006 19:08   

Dzięki.
akcja nabiera tempa i namiętności targają biedakami, aż za bardzo....
 
 
Balbina 
Szalejąca czterdziestka



Dołączyła: 30 Maj 2006
Posty: 470
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 21 Wrz, 2006 12:25   

Dzięki Moniczko :thud:
_________________
Być zagadką której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Czw 21 Wrz, 2006 18:37   

Ajajaj, miałam przerwe i od razu łyknęłam 3 części. Warczałam jak mi w połowie przeszkodzono. Oj jak warczałam !!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 21 Wrz, 2006 19:17   

Aine, to mnie zbiłaś z tropu :thud: Nie sądziłam, że czytujesz tego typu literaturę :hello:

Rozdział 2 cd.

Tim Yarrow pomógł mu wszystko zapakować na wóz, małą skrzynkę, drewniany kosz, książki i skrzynkę z narzędziami. Przez cały ten czas nikt nie wyszedł z domu zobaczyć, co się dzieje. Kiedy zaczął ciągnąć wóz przez wrota bramy, Tim Yarrow zawołał ‘Nie uda ci się dojść takiej drogi. Już wyglądasz na wykończonego, dlaczego nie zapytasz któregoś z Mortonów? Harold na pewno jest w domu, ma późniejszą zmianę’.
To byłby nawet dobry pomysł, gdyby nie to, że żeby się dostać do Mortonów musiałby przejść obok domu Parkins’ów. Jedno spojrzenie Nancy w jego stronę i już wiedziałaby, co się stało. Już wyobrażał sobie jej machnięcie głową i słowa ‘Wcale mnie to nie dziwi, nic a nic’.
Wcześniej starał się omijać dom Nancy z daleka, chyba, że było to naprawdę nie uniknione. Carrie opowiedziała mu, że po wiosce krąży plotka, że dał kosza Nancy, a on w odpowiedzi roześmiał się wtedy i powiedział ‘To nie całkiem tak, ponieważ nigdy tak naprawdę się z nią nie spotykałem’. Na te słowa Carrie zaczęła chichotać. Ale teraz Carrie nie miała powodu do śmiechu. I wątpił czy kiedykolwiek jeszcze będzie potrafiła się śmiać, żyjąc w tamtym domu, w ciężkiej atmosferze, w ciągłym przypominaniu o winie i karze za grzechy.
Aż do teraz sądził, że tylko Katolicy są tak zaciekli w swej wierze, w spowiedzi, komunii, w świętach wielkanocnych i innych tego typu sprawach. W sobotę wieczorem mogli kogoś upokarzać, ale w niedzielę rano byli już na mszy świętej. Co ich do tego skłaniało? Może strach? A przecież po mszy znowu było ich pełno w pubach, w całym Jarrow. Metodyści byli niemal równie źli; ale mógł powiedzieć coś na ich usprawiedliwienie, oni uczyli, w sposób oświecony. Jego wuj natomiast należał do Kościoła anglikańskiego, ze wszystkich wyznań to było najbardziej wygodne i niewymagające. Ale powinien wiedzieć, że wszędzie byli ekstremiści. Patrząc na przykład na ludzi ze stoczni. On sam zawsze opowiadał się po środku… No tak, i tylko spojrzeć gdzie go to zaprowadziło.
Boże, jak paskudnie się czuł.
Z wioski do „Byka” było trochę więcej niż dwie mile, jedyną osobą, którą po drodze spotkał był poganiacz, pędzący kilka tuzinów sztuk bydła. Mężczyzna nie odezwał się, tylko przystanął i patrzył się na Roberta, po chwili ruszył dalej, pokrzykując ‘No dalej. Dalej’. Dzieci były o tej porze w szkole, a wszyscy inni zajęci byli swoimi sprawami.
Zatrzymywał się często po drodze, ale i tak dochodząc do „Byka” i opuszczając rączki wózka stanął bez tchu, całe jego ciało było zgięte w pół. Stojąc tak patrzył w stronę otwartych okien, gdzie pani Taggart zamiatała trociny z podłogi knajpy. Kiedy go zobaczyła rzuciła szczotkę w kąt, wyszła na zewnątrz, przez chwilę spoglądała na niego, a jej oczy zwężyły się, wreszcie zapytała ‘To ty Robbie?’
‘Tak, proszę pani, to ja’.
‘Co na miłość boską się tobie stało?’
‘To długa historia. Mogę wejść?’
‘Oczywiście. Oczywiście. Na Boga! Tylko spójrz na swoją głowę, chłopcze. Miałeś wypadek?’
‘Można tak powiedzieć’.

Nie sprzeciwiał się jej pomocy w doprowadzeniu go do gospody, od progu zawołała ‘Billy! Billy!’.
Jej mąż za chwilę wynurzył się z piwnicy mówiąc ‘O co chodzi?’, kiedy zobaczył Roberta wykrzyknął ‘Jak to! Co się stało, zostałeś postrzelony?’.
Pochylił się nad Robertem, który wykrzywiając twarz w zbolałym uśmiechu odpowiedział ‘Coś w tym stylu, tyle, że to nie był pistolet, tylko nóż’.
‘Nóż?’
‘Taa. Myślisz, że mógłbym dostać coś do picia?’
‘Jasne, jasne’
. Mary Taggart podbiegła natychmiast za ladę, natomiast jej mąż zajął miejsce naprzeciw Roberta i pochylił się ku niemu mówiąc ‘Kłopoty?’.
‘Tak, kłopoty’.
‘Z wujem?’.
‘Z kim innym?’
‘Weź to, powinno cię postawić na nogi’
. Pani Taggart podała mu całkiem sporą dawkę whisky. Wziął mały łyk, zaczął kaszleć i bełkotać – nie miał ochoty na whisky, ani inne tego typu trunki, jego głowa zaczęła się gwałtownie trząść, przez co bandaż zsunął się. Pani Taggart wykrzyknęła ‘Tylko zobacz!’. Rozwinęła cały bandaż mówiąc ‘Dobry Boże! Miałeś szczęście, ostrze cudem ominęło twoje oko, mogło wbić się w głowę. Co to było? Sztylet? Spójrz na to, Billy. Biegnie tuż za uchem. Ech! To trzeba zszyć. Jak do tego doszło?’.
Nim odpowiedział, wziął łyk whisky, i dopiero po tym opowiedział całą historię, z wszelkimi detalami. A kiedy skończył mówić, Billy Taggart powiedział ‘I nie wiesz, kim ten gość jest, to znaczy, chodzi mi o tamtą noc, nie rzuciłeś na niego okiem, ani nic?’.
‘Nie, usłyszałem tylko jej chichot. Ale jestem pewny, że nie był to pierwszy raz, kiedy się spotkali, więc musi być tutejszy. Mniejsza o to, przyszedłem zapytać cię czy mógłbym tu zostać kilka dni, nim zdecyduję się, co dalej robić’.
‘Jak długo chcesz’
. Mąż i żona odpowiedzieli niemal jednocześnie. ‘Jest tu mnóstwo miejsca, żeby przechować twoje rzeczy, wiem, że zrobiłeś kilka ładnych mebli, Tim Yarrow wspomniał mi o tym. Nie mówi dużo, ale powiedział, że nie ma lepszego stolarza od ciebie. Na twoim miejscu, poszedłbym na górę i położył się. Andy Patterson powinien za chwilę przyjść. Zajmuje się transportem w obrębie tego okręgu i przejeżdża niedaleko doktora Miller’a. Powiem mu żeby wezwał go. Doktor Miller jest dobrym lekarzem i lubi tu przychodzić. Nieprawdaż, Mary?’.
Roześmiała się. ‘Oj tak, lubi tu bywać. Kiedyś często wzywałam go do naszego Georgie, bo zawsze coś łapał. I chociaż mu to przechodziło, to jednak zawsze mówiłam, że nie powinien był nigdy pracować w Brick Works. Teraz to i tak nieważne. Chodź, musisz się położyć’.

Umieścili go w wygodnym pokoju, z sypialnią i wszelkimi potrzebnymi rzeczami. Leżał na kanapie, stojącej obok łóżka. Niemal natychmiast wyczerpany zapadł w sen. Trzy godziny później obudził się zdając sobie sprawę z obecności lekarza.
Doktor Miller był starszym mężczyzną, małomównym, ale bardzo spostrzegawczym. Założył osiem szwów na ranę, kiedy skończył powiedział ‘No już. Miałeś szczęście. Wiesz o tym? Miałeś dużo szczęścia, to mógłby być twój mózg. To jakiś szaleniec. Co zamierzasz z tym zrobić? Zgłosisz to?’
‘Zgłoszę?’
‘Złożysz na niego skargę za napad?’.
‘Nie… oczywiście, że nie’.
‘Jak rozumiem nie bierzesz na siebie odpowiedzialności za pozbawienie ją czystości? Pewnie tak na to patrzy, pozbawienie czystości. Ten człowiek to religijny maniak… Masz dobrą krew, szybko krzepnie. Powinieneś być za to wdzięczny. Ale przez kilka dni nie będę nic mówił na ten temat. Poza tym, jesteś w dobrych rękach: Mary się tobą zajmie. Za dzisiaj należy się trzy sześć’.

Robert sięgnął do kieszeni spodni, wyjął monety, a lekarz, kiedy je przyjął powiedział 'Pij dużo mocnych trunków. Dobrze ci to zrobi na krew. Wszystkiego dobrego’.
Robert wymamrotał swoje ‘Do widzenia’ i znowu się położył. Bolała go głowa. Zastanawiał się czy zostanie blizna w kąciku oczu. No cóż, najważniejsze, że wciąż widział. Zszycie kosztowało go trzy sześć. Lekarz w Jarrow brał jedynie dwa szylingi.
Biorąc trzy szylingi i sześć pensów za każde wezwanie, mógł się nieźle dorobić. Ale oczywiście do tego dochodziły koszta podróży od jednego do drugiego pacjenta. Bycie lekarzem to dobra profesja, ale trzeba być wykształconym. Ale z całą tą wiedzą, wątpił czy potrafiłby zrobić krzesło czy stół. Jaki to był dzień? Chyba wtorek. Nie, nie, środa, wtorek był wczoraj. Czuł się oszołomiony i śpiący. Nie mógł jasno myśleć. A właściwie, jakie to miało teraz znaczenie. Westchnął głęboko i zamknął oczy. I wtedy, ku jego całkowitemu zdumieniu, poczuł, że siedzi nad wodą, jak wtedy, w księżycową noc i ujrzał ją, nadchodzącą ku niemu. Widział jak się zbliża, uśmiechając się szeroko. Powróciło to dziwne uczucie strachu; spoglądała z góry na jego twarz mówiąc ‘Och, tak się cieszę, że wróciłeś’. I wtedy usnął.

Koniec rozdziału 2 :wink:
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Czw 21 Wrz, 2006 20:37   

A dlaczego miałabym nie czytać? To jest albo dobrze napisane, albo dobrze przetłumaczone. Najprawdopodobniej jedno i drugie :D
W każdym razie czytam to, co mnie wciąga i zainteresuje. A to z cała pewnością jest interesująca literatura :D
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Czw 21 Wrz, 2006 20:40   

i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :D
 
 
Balbina 
Szalejąca czterdziestka



Dołączyła: 30 Maj 2006
Posty: 470
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 22 Wrz, 2006 07:39   

AineNiRigani napisał/a:
i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :D


Ja też :banan:
_________________
Być zagadką której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pią 22 Wrz, 2006 09:13   

Dzięki Aine za komplement, dziękuję w imieniu Catherine i własnym :wink:
Balbinko, spokojnie już wklejam kolejną część :grin:
ROZDZIAŁ 3

Wiedział, że w knajpie trwała dyskusja na temat tego, kto obdarzył Carrie dzieckiem. Mary powtórzyła mu, że wszyscy byli zgodni, co do tego, że Robert nie miał z tym nic wspólnego. Ale to Georgie Taggart był najbliżej rozwiązania zagadki.
Pewnego wieczoru, po zamknięciu gospody siedzieli w tylnej części pokoju. Billy Taggart powtórzył raz jeszcze, że Robert powinien iść do Foreshaw Park, ponieważ nadal nie mogli znaleźć nikogo do pracy. Bezsprzecznie, pieniądze nie były duże, ale przynajmniej miałby na jedzenie i spanie.
Tak, wiedział, że Billy ma rację, ale przecież nie mógł mu powiedzieć, że nie chodzi o pieniądze, ale o to, że musiałby się stykać z tą dziwną dziewczyną, Ćmą Thormana, jak ją nazywali. Nie chodziło o to, że się jej obawiał, nic z tych rzeczy, a wręcz przeciwnie, zaczynało mu się podobać to, co o niej słyszał. Ale było coś, co go odstręczało. Zapewne to majaczenie, które miał po wyjściu lekarza, wtedy, kiedy sądził, że widzi ją, stojącą przy jego kanapie. ‘Cieszę się, że wróciłeś’, powiedziała wtedy. To było niezwykle dziwne uczucie i było w nim ono nadal, nawet, kiedy się obudził, tak jakby to się naprawdę wydarzyło. Myślał o tym, kiedy Georgie zawołał ‘Wiem. Zastanawiałem się nad tym od jakiegoś czasu, i teraz przypomniałem sobie. Tato, pamiętasz Stephen’a Crain’a, który pracował u Dodsworth’a?’.
‘Tak, tak. Pamiętam go. Co z nim?’
‘Więc, pamiętam wieczór, kiedy rozprawiali w pubie na temat religii i wtedy padło nazwisko John’a Bradley’a, mówili o tym jak krótko trzyma swoją dziewczynę i nie spuszcza jej z oczu’.
‘Pamiętam ich rozmowę o religii. Ale zawsze o czymś gadali i nigdy nie zwracałem uwagi na szczegóły’.
‘No cóż, a ja tak. I musisz pamiętać młodego Crain’a rozlewającego swoje piwo, powiedziałeś mu wtedy ‘Hej tam. Uważaj’. Napaskudził na barze. Pamiętasz?’
‘A tak, taa, teraz coś mi świta’.
‘I zapytałeś, z czego tak się śmieje i pamiętasz, co powiedział? Stałem wtedy obok ciebie’.
‘Nie, nie pamiętam, to było tygodnie temu’.
‘Powiedział wtedy „Też byś się śmiał gdybym ci powiedział”’.
‘No i co, co to ma do rzeczy? Do czego zmierzasz?’
– ojciec zapytał, a Georgie wyjaśnił ‘Pamiętam jak jakiś miesiąc temu przyszedł po pieniądze, a później sobie poszedł, ot tak po prostu, drogą z której przyszedł. Był przez ostatni rok w podróży, pamiętam, że Farmer Dodsworth zatrudnił go do zajmowania się świniami i gnojem. To żadna robota. A on przecież był młodym, przystojnym gościem, prawda?’
‘O tak, pamiętam. I sądzisz…’.
‘No cóż, a jak myślisz?’
. Georgie spoglądał od jednego do drugiego. Jego oczy spoczęły na Robercie, po chwili Robert kiwnął powoli głową i powiedział ‘Możliwe, bardzo możliwe’.
‘Mogę się założyć’
- powiedział Georgie – ‘bo jeśli się nie mylę Farmer Dodsworth zamawiał coś w waszej stolarni?’.
‘Tak, tak było, kiedy o tym wspomniałeś przypomniałem sobie, co nieco. A niech mnie’
. Robert podniósł się dodając ‘I to pod ich nosem’.
‘No cóż, jeśli tak się sprawy mają, nic zrobić się nie da’.
Mary Taggart również wstała od stołu. ‘To zamknięty rozdział, oczywiście nie dla Carrie. Będzie musiała żyć w tamtym domu i dziecko przyjdzie na świat w takim otoczeniu. Boże, dopomóż im obojgu. Była taka młoda i naiwna. Biedna dziewczyna’.
Patrząc na panią Taggart, Robert rzekł ‘Mam nadzieję, że nie obwiniasz mnie o to, że nie zaopiekowałem się nią?’.
‘Och nie, chłopcze, oczywiście, że nie. Nie to mi chodziło. Po prostu trudno nie współczuć tej biednej istocie, która wyda na świat kolejne niechciane dziecko. Nie są przyjmowani z otwartymi rękami, no wiesz, bękarci. I jeszcze mając takiego człowieka za dziadka. Mniejsza o to czy będzie to chłopiec czy dziewczynka, zawsze będą mu przypominali, kim jest, od dnia narodzin’.

Kilka minut później wszyscy udali się na spoczynek. Robert wszedł do swojego pokoju, ale nie mógł powstrzymać się od myśli, że w wypowiedzi pani Taggart brzmiała lekka nuta potępienia wobec jego postępowania. Była kobietą i jej punkt widzenia był inny, opowiadając się po stronie kobiety chciała pewnie by stał przy Carrie, na dobre i złe.
Nigdy, przenigdy nie mógłby tego uczynić. Ani dla Carrie, ani dla Nancy Parkin, czy Polly Hinton, gdyby znalazły się w podobnej sytuacji. Nie wyobrażał sobie, że mógłby się związać z kimś, dla kogo nie żywił żadnych prawdziwych uczuć, być z kimś, kogo się nie kocha? Zdawał sobie sprawę z tego, że może nigdy nie doświadczyć miłości, ponieważ dla niego to uczucie musiałoby całkowicie nim zawładnąć, wymazać wszystko inne. Nie istniała kobieta, dla której mógłby się poświęcić, dla której mógłby pracować do końca życia, której utrata pozbawiłaby go życia. Nie. Jak dotąd nigdy czegoś takiego nie poczuł i wątpił czy jest to możliwe. Ale jakie to ma znaczenie? Jedyne, co teraz było mu potrzebne, to praca, ponieważ ta resztka pieniędzy, którą zaoszczędził kiedyś się skończy, w rzeczywistości powinna wystarczyć tylko na kolejne trzy tygodnie.
Ta myśl towarzyszyła mu, kiedy kładł się spać. Była w nim nadal, kiedy o drugiej nad ranem leżał w łóżku z otwartymi oczami. Nie zasnął dopóki nie zdecydował, że z samego rana uda się do Foreshaw Park.

Koniec rozdziału trzeciego i części drugiej...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.