PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Antypatie w książkach JA
Autor Wiadomość
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 17167
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 05 Sie, 2010 20:43   

DiU - mało realne wydaje mi się aż tak szczęśliwe zakończenie. Wartościowa oczywiście dziewczyna, ale nie ósmy cud swiata kończy mając:
- wielką miłość
- młodego i przystojnego męża'
- męża z pozycją w świecie
- wielki majątek
- potwierdzenie swej kobiecej mocy (bo on kocha ją długo i mimo przeszkód oraz wbrew swej woli)
- szczęśliwych ojca i matkę
- oddalenie się od najmniej reprezentacyjnych członków własnej rodziny
- szczęście siostry rowne jej własnemu

Chyba żadna z bohaterek nie zostala obdarowana aż tak. Może Emma, ale ona zaczynała z wyższej pólki.

W Perswazjach z kolei w prawdziwym życiu Luiza, młodsza, ładna, pełna energii, na pewno poślubiłaby Fryderyka. A Anna nie zdołała zachować jego miłości, nie karmiąc jej niczym przez 8 lat. A raczej karmiąc urazą i złymi wspomnieniami.
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Pią 06 Sie, 2010 21:01   

A czy nie można powiedzieć, że w prawdziwym życiu Edward nigdy nie uwolniłby się od Lucy lub Edmund nigdy nie zauwazyłby tak Fanny? :?

Z tym obdarowaniem to trochę dziwnie brzmi, bo jakby w MP Tom zmarł podczas choroby, to Fanny byłaby dziedziczką tytułu lady Bertram i fortuny większej niż Darciego. Czy wtedy MP miałoby najszczęśliwsze zakończenie? :?
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pią 06 Sie, 2010 21:24   

Nicol - akurat Twoje przyklady sa najbardziej prawdopodobne z psychologicznego i historcznego punktu widzenia :) :) :)
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 12:01   

Trzykrotka napisał/a:
W Perswazjach z kolei w prawdziwym życiu Luiza, młodsza, ładna, pełna energii, na pewno poślubiłaby Fryderyka. A Anna nie zdołała zachować jego miłości, nie karmiąc jej niczym przez 8 lat. A raczej karmiąc urazą i złymi wspomnieniami
Nie zgadzam się z tą opinią. Fryderyk nie zainteresował się Luizą tylko ona nim, spędzał z nią czas, ponieważ to ona szukała jego towarzystwa. Dopiero jej wypadek uświadomił mu, że dla otoczenia wyglądało to, jakby się o nią starał. Luiza, owszem była miłą towarzyszką, ale nie dorastała do niego intelektualnie, zdaje się, że była prawie o połowę młodsza od niego, a on nie był mężczyzną, który zwraca uwagę tylko na wygląd i młodość. Anna nawet w młodości nie była pięknością, a ją pokochał.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 13:31   

No to ja nie zgodze się z niezgodzeniem się z tą opinią. Fryderyk nie był niedoświadczonym gówniarzem, który nie widział co sie dzieje. Manipulowal Luizą po to, aby odegrać sie na Annie, to ja chciał ukarać. No i przesadził, bo nie wycofał sie w porę. Miał przynajmniej na tyle honoru i przyzwoitości, by dostrzec to, ze Luiza była ofiarą jego gierek, a poczucie odpowiedzialności sprawiło, ze postanowił ponieść konsekwencje swoich czynów.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 52042
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 14:48   

Przy czym, gdyby faktycznie miał się z nią ożenić, to nie byłby szczęśliwy. Pewnie więcej siedziałby na morzu ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 15:36   

Trudno mi uwierzyć, że kapitan mógłby być takim manipulatorem. U JA by taki bohater nie przeszedł. Zresztą pamiętajmy, że na początku obie panny Musgrove za nim latały, tylko później Henrietta uznała, że związek z Hayterem jest ważniejszy.

Kapitan miał 31, Luiza 19 lat.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 52042
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 15:47   

A czy Fryderyk nie mówi na końcu, ze zalotami do panien Musgrove chciał właśnie wzbudzić zazdrośc Anny?
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 15:49   

Muszę się niestety zgodzić z opinią, że Fryderyk chciał się w pewien sposób odegrać na Annie. Nie sądzę, że zdawał sobie sprawę, że sposób w jaki wyróżnia Luizę może być odczytany jako staranie o jej rękę. Przeciez nigdy nie mówił o swoich uczuciach do niej. Gdyby dziewczyna się nie wycofała, musiałby się z nią ożenić i nie tylko on byłby nieszczęśliwy, ona także
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 16:00   

nicol81 napisał/a:
Trudno mi uwierzyć, że kapitan mógłby być takim manipulatorem. U JA by taki bohater nie przeszedł. Zresztą pamiętajmy, że na początku obie panny Musgrove za nim latały, tylko później Henrietta uznała, że związek z Hayterem jest ważniejszy.


A niby dlaczego nie? Przez tygodnie lub miesiace byl zamkniety na statku z kilkunastoma-dziesiecioma ludzmi (w zaleznosci od wielkosci lajby), ktorych musial utrzymac w idealnej dyscyplinie. Ludzmi, ktorych zycie opiera sie na czekaniu, ktorzy dlugi czas sa z dala od kobiet, lubia wypic. Tutaj na nic sie zda wyksztalcenie - techniki manipulacyjne sa NIEZBEDNE.
Jesli niemajetny Wenworth, dosluzyl sie tak wysokiej funkcji bez wielkich protekcji - musial byc nie tylko cholernie inteligentny i de facto wyksztalcony, ale przede wszystkim posiadal zdolnosci organizacyjne i wrodzony talent psychologiczny. Musial umiec panowac nad ludzmi i nimi manipulowac - dlaczego mialby nie przeniesc tego na lad - nawet mimowlnie - skoro na swojej drodze ponownie spotyka kobiete swojego zycia?

Po pierwsze - ja nie jestem do konca pewna, czy on nie planowal malzenstwa z ktorakolwiek panna Musgrove, ale jego zachowanie znacznie sie zmienilo po spotkaniu Anny. Z etapu ogolnych rozmyslan nad ustabilizowaniem sie i "potencjalnego być może", spotkanie Anny przenioslo go do etapu odegrania sie. Chcial aby ona cierpiala, zeby widziala co stracila - jak mogloby byc, gdyby powiedziala "tak". Ta mala "zemsta" nawet nie musiala byc swiadoma, ale wykorzystanie Luizy - juz tak. Tyle, ze przesadzil. Manipulacja to jak naciaganie gumki - moze peknac. Trzeba wiec wiedziec na jak wiele mozna sobie pozwolic, a i tak czasem sie przeciagnie...
A ze facet byl inteligentny i sumienie mial na wlasciwym miejscu - wypadek Luizy wstrzasnal nim na tyle, ze uswiadomil sobie swoje dzialania i postanowil poniesc ich konsekwencje. I juz to stanowi dowod tego, ze rzeczywiscie dokonal manipulacji.
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 19:08   

Uważasz, że kierowanie grupą ludzi polega tylko na technikach manipulacji? Nigdy nie miałam styczności z zarządzaniem, ale nie sądzę, żeby to na tym polegało. Jest tu ktoś, kto kształcił się w tym kierunku i mógłby o tym opowiedzieć? Temat mnie zafascynował
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 19:17   

Aniu - nie tylko, ale przede wszystkim.
Kazdy zawod, w ktorym jedna osoba ma kierowac/zarzadzac/koordynowac grupa innych ludzi, ma w sobie elementy manipulacji. Na kazdymn z tych kierunkow (jesli chodzi o studia), znajdziesz psychologie, z szczegolnym uwzglednieniem psychologii spolecznej. W marketingu caly niemal tok studiow opiera sie na znajomosci teorii rynku i praktycznej psychologii.
Czy myślisz, ze gdybym weszla do klasy z 32 zbuntowanymi gimnazjalistami, to bez technik manipulacyjnych bym sobie poradzila? Porazilabym ich moja wiedza i intelektem i chodziliby jak zegareczki? Powiem wiecej - im mocniej sie ich zmanipuluje na poczatku, tym lepiej sie nimi kieruje potem.
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 19:20   

Jeśli ktoś ma charyzmę, nie musi odwoływać się do technik manipulacyjnych. Zresztą talenty przywódcze to jedno, a znajomość psychiki młodych panien to drugie :-P Lata na morzu nie przygotowały go na to.

AineNiRigani napisał/a:
Ta mala "zemsta" nawet nie musiala byc swiadoma, ale wykorzystanie Luizy - juz tak

Ja myślę, że odwrotnie- zdawał sobie sprawę, że chce pokazać Annie, że ma ją gdzieś, a nie pomyslał, jak to się odbije na Luizie.
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 19:33   

Przychylam się do zdania Nicol, że Fryderyk nie zamierzał skrzywdzić Luizy, tak mu wyszło. co go nie usprawiedliwia. Wracając do manipulacji - wiem, że to nie odpowiedni temat, ale masz jakąś sprawdzoną metodę manipulacji klasą? Pytam z ciekawości
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 07 Sie, 2010 19:54   

A gdzie dokladnie napisalam, ze zamierzal? Luiza byla nieswiadomym narzedziem i takim miala pozostac. To swiadomosc manipulacji boli, a nie sama manipulacja :P
Co nadal nie zmienia faktu, ze Luiza byla narzedziem jego swiadomego dzialania, jednie ch skutkow nie przewidzial - bo jak sama to, Nicol, przyznalas - nie posiadal zbyt dobrej wiedzy na temat psychiki mlodych panienek. I wlanie dlatego sytuacja wymknela mu sie spod kontroli...

Nicol, charyzma jest niczym innym jak wrodzona znajomoscia technik manipulacyjnych. Jak myslisz, dlaczego jedni sobie radza z grupa, a inni nie? Nie kazdy nadaje sie na lidera, ale kazdy kto sie nadaje - zdobywa wplyw glownie poprzez manipulacje.

Aniu - nie ma jednej metody, tak jak nie ma jednego czlowieka i zawsze takiej samej grupy. To wychodzi w przyplywie chwili i nie zawsze odnosi zamierzony sukces (czasem wrecz zaskakujacy :P ) Ale zazwyczaj zaczyna sie od poznania no 1, 2 i 3 :twisted:
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 15:54   

W Perswazjach antypatyczną bohaterką jes dla mnie Lady Russell, która wtrąca się w życie Anny, wiedzac najlepiej, co jest dla niej dobre. Czasem tacy ludzie są najgorsi
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 17167
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 18:25   

Na jej plus trzeba zapisać, że w odpowiedniej chwili potrafiła przyznać, że nie miała racji :wink: . Bohaterowie, którzy patrzą, myślą, wyciągają wnioski, mają u mnie fory. Poza tym, lady Russell, radząc Annie, miała w ręku komplet informacji, które - obiektywnie mówiły "nigdy w życiu." Mogła - teoretycznie - wylądować jak matka Fanny Price, u boku prostego marynarza, do końca życia. Anna jeszcze mało sama wiedziała o świecie, więc wydaje się dość logiczne, że kobieta, która dobrze jej życzyła, poradziła jej zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. A że zycie jest loterią, jej rada okazała się fatalna w skutkach.
Ja nie mam do niej aż tak wielkich pretensji. Naprawdę robiła, co mogła, żeby dać ukochanej Annie to, co jej się w życiu należało. To idiota, sir Elliot, był moim zdaniem, czarnym charakterem w tej historii. Dobrze, że Anna w końcu przestała liczyć się z jego pożałowania godnym zdaniem.
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 18:54   

Nie wiem, czy Anna tak naprawdę liczyła się ze zdaniem swojego ojca.
Co do Fryderyka jako prostego marynarza, to gdyby Lady Russell zadała sobie trud poznania go, to może zmieniłaby zdanie.
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 19:02   

Aniu, biorac pod uwage standardy kariery synów szlacheckich w tym okresie - wyjscie za maz za marynarza bylo jak ruletka. Tam ladowala najwieksza biedota i jedynie ktos o silnym charakterze, wyjatkowych zdolnosciach (matematyka, fizyka, historia i wiele innych przedmiotów wymagajacych logicznego myslenia) i przede wszystki posiadajacy te charyzme, ktora pozwalala utrzymac zaloge w karnosci - mogl zrobic kariere i dorobic sie majatku. Skad lady Russel mogla przewidziec, ze Fryderyk byl wlasnie tym kims? Nie znala do, a tak jak pisze Trzykrotka - wszystkie dane dawaly raczej negatywny obraz.
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 20:58   

Anna się nie liczyła ze zdaniem ojca- tylko lady Russell.
Trzykrotka napisał/a:
Na jej plus trzeba zapisać, że w odpowiedniej chwili potrafiła przyznać, że nie miała racji

Ale ta "odpowiednia chwila" nastąpiła dopiero, jak wiedziała, że Anna zeń nie zrezygnuje :roll: Nawet zrobienie przez niego kariery nie natchnęło jej, że może się pomyliła.
Trzykrotka napisał/a:
Mogła - teoretycznie - wylądować jak matka Fanny Price, u boku prostego marynarza, do końca życia.

Fryderyk był już wtedy kapitanem, więc raczej nie. W najgorszym razie skończyłaby jak pani Harville.
Trzykrotka napisał/a:
kobieta, która dobrze jej życzyła, poradziła jej zgodnie ze zdrowym rozsądkiem.

Nie tyle zdrowym rozsądkiem, co uprzedzeniami klasowymi.
Trzykrotka napisał/a:
A że zycie jest loterią, jej rada okazała się fatalna w skutkach.

Gdyby była naprawdę rozsądna, to by wiedziała, że życie nie jest takie proste i mogą okazać się słuszne rózne opcje.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 52042
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 21:00   

Nicol pamiętaj, że Anna była wtedy młoda, ładna i posażna. Nie musiała łapać pierwszego lepszego. Dziś tak samo by jej poradzono - poczekaj, zastanów sie, skąd wiesz, że to własnie ten, jesteś jeszcze młoda, rozejrzyj się dookoła.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 21:49   

Jak na stndardy tamtej epoki to Anna taka bardzo młoda nie była, owszem Lady Rusell mogła się martwić o nią, ale czy powinna podejmować za nią decyzję? A tak to wyglądało. Inna sprawa, że Anna stchórzyła rezygnując z Fryderyka
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 21:52   

Nasuwa mi się skojarzenie z inną parą literacką , z Nad Niemnem - Martą i Anzelmem
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 22:03   

Procesy emocjonalne sa uniwersalne, to jedynie obyczajowosc sie zmienia. Anna byla niedojrzala - niezaleznie od epoki.

Teoretycznie analogia nieglupia :) Wprawdzie nic nie wiemy o martowej "Lady R", ale mogla sie takowa zdarzyc.
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 4099
Wysłany: Nie 08 Sie, 2010 22:36   

Z tego co pamiętam, to nie była tylko jedna osoba, odradzano jej związek z chłopem, mówiono że będzie pachniała gnojem a nie perfumami. Chociaż może to Darzecka obiecywała jej, że znajdzie konkurenta dla niej?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach tego forum (w domenie forum.northandsouth.info) stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę tego forum.
Administracją danych związanych z zawartością forum, w tym ewentualnych, dobrowolnie podanych danych osobowych użytkowników, zgromadzonych w bazie danych tego forum, zajmuje się osoba fizyczna Łukasz Głodkowski.