PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Caroline
Sro 02 Mar, 2011 07:37
Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Autor Wiadomość
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Nie 21 Maj, 2006 14:52   

izek napisał/a:
Margaret jako "rzymska córka"? Czyli taka twarda jak przypuszczam.

Z tą rzymską córką to za dziada nie wiedziałam o co chodzi Elżuni, czy to odwołanie do jakiejś postaci ze sztuki? Czy po prostu do wyobrażenia idealnej córki w świecie antycznym. Może po trosze jedno i drugie.
Sztuki żadnej nie znalazłam, tylko odwołanie do rzymskiego pisarza Valeriusa Maximusa, który opowiadał o rzymskiej dziewczynie, która opiekowała się swoją chorą matką w więzieniu, skazaną na śmierć. Historię powtarza Pliniusz, a Festus zmienił matkę na ojca ;)
Czyli wszystko się zgadza, idealnie nasza Margaret :D
I jeszcze jest taki obraz z początku XIX wieku amerykańskiego malarza Rembrandta Peale'a (pierwszy raz o nim usłyszałam zresztą ;) ) oparty na tej historii, ale koncentrujący się na epizodzie, gdy ta dziewczyna pozwala się obszukać strażnikowi i sprawdzić czy nie przemyca jedzenia.

Rzymska dziewczyna to synonim cierpliwości, pokory itd. - wypisz wymaluj wiktoriańska dziewica. Ble.

izek napisał/a:
Och, dobrze że ona była z innej gliny niż jej matka, bo na jej głowie była organizacja wszystkiego. Ojciec spokojnie mógł się poddać rozpaczy...
Niby dobrze, że Fredrick przyjechał, ale mam wrażenie, że to dla Margaret dodatkowa troska i "garb" a bynajmniej nie pomoc, nawet nie ta duchowa. Ale może w następnym ciasteczku będzie coś o wsparciu jakiego jej brat udzielał...


Będzie jedno i drugie, i garb i pocieszenie. Wszystko w następnym ciachu - już jutro, dzisiaj dietka. ;)
W zamian rozsyłam dzisiaj paczuszkę mailikiem.
:)
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Nie 21 Maj, 2006 15:41   

Oki, paczuszka poszła.
Dla przypomnienia: cukiernia prowadzi wysyłkę hurtową dla tych, którzy w zamierzchłych czasach na błękitnym forum wyrazili chęć jej otrzymywania, czyli: Gitka, Kika, Marianna, Aine, Migotka, Monika(24), Gosia, Aragonte, Caitriona, Izek. Matula-Alisonula ma wszystko, to się wie.
Samowolnie dołączam do listy GosięJ, za karę, że nam takie ładne forum założyła. Niech wie co się rozprowadza za jej plecami ;)
Cukiernia jest otwarta na kolejnych prenumeratorów, zgłoszenia osobiste i próby przekupstwa mile widziane, w ostateczności wystarczy zgłosić taką chęć głośno wrzeszcząc tak, żebym usłyszała w Łodzi albo napisać maila. Ostatecznie.
;)

annie_a@poczta.onet.pl
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 21 Maj, 2006 21:47   

Caroline napisał/a:

.....Cukiernia jest otwarta na kolejnych prenumeratorów, zgłoszenia osobiste i próby przekupstwa mile widziane, w ostateczności wystarczy zgłosić taką chęć głośno wrzeszcząc tak, żebym usłyszała w Łodzi albo napisać maila. Ostatecznie.


Caroline ... jestem strasznym łakomczuchem, a więc bardzo proszę o Twoje wypieki :wink: :P
Mój e-mail poniżej.
Co do "próby przekupstwa" - jestem do dyspozycji 8) :wink:
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 00:14   

Caroline..., a to niespodzianka! Tyle słodkosci naraz :shock: Oj chyba się nie oprę i jeszcze pokonsumuję. Wielkie dzieki :P :P :P
 
 
basiek


Dołączył: 19 Maj 2006
Posty: 43
Skąd: BIELSKO-BIAŁA
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 05:53   

[quote="Caroline"]Oki, paczuszka poszła.
Dla przypomnienia: cukiernia prowadzi wysyłkę hurtową dla tych, którzy w zamierzchłych czasach na błękitnym forum wyrazili chęć jej otrzymywania, czyli: Gitka, Kika, Marianna, Aine, Migotka, Monika(24), Gosia, Aragonte, Caitriona, Izek. Matula-Alisonula ma wszystko, to się wie.
Samowolnie dołączam do listy GosięJ, za karę, że nam takie ładne forum założyła. Niech wie co się rozprowadza za jej plecami ;)
Cukiernia jest otwarta na kolejnych prenumeratorów, zgłoszenia osobiste i próby przekupstwa mile widziane, w ostateczności wystarczy zgłosić taką chęć głośno wrzeszcząc tak, żebym usłyszała w Łodzi albo napisać maila. Ostatecznie.
;)
Ja też proszę o dopisanie do hurtowo rozsyłanych wypieków
 
 
basiek


Dołączył: 19 Maj 2006
Posty: 43
Skąd: BIELSKO-BIAŁA
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 06:06   

Kochane moje nareszcie rozumię tak do końca co się dzieje.

Widziałam i czuję się jakbym dostała młotkiem w głowę.
Film cudny,aktorz też,ale wy o tym najlepiej wiecie ,bo ta choroba która
mnie dopadła to na tym forum jest rozsiewana .
Wielkie podziękowania dla ALISON za tłumaczenie .
:D :lol: :lol:
Cudo,cudo,cudo.
Wielkie dzięki za podzielenie się infekcją!!! :D :D :D
 
 
migotka 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 1461
Skąd: mazowsze
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 07:21   

paczuszka ADULT do mnie doszła ;) dziekuję;)
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 17:39   

Frederick i pani Hale cz.2 (ciąg dalszy Rozdziału XXX, "Home at last", s. 284)

Tak też się stało, że w tym pełnym smutku okresie ciężar na sercu Margaret zmniejszył się. Innej ulgi poza tą, jaką dawała obecność Fredericka nie miała. Na kilka godzin jej matka ożywiła się widząc syna. Siedziała trzymając jego dłonie w swoich, nie chciała się z nim rozdzielić nawet na czas snu, więc Margaret wolała karmić go jak dziecko niż pozwolić by niepokoił matkę drgnieniem choćby jednego palca. Pani Hale przebudziła się, gdy byli tak zajęci, pokręciła powoli głową na poduszce i uśmiechnęła się do swoich dzieci, gdy już zrozumiała, co robią i dlaczego.
- Jestem ogromnie samolubna - powiedziała - ale to już nie potrwa długo.
Frederick pochylił się i pocałował wątłą dłoń, która więziła jego ręce.
Ten stan ukojenia nie mógł trwać wiele dni, ani nawet godzin, jak zapewnił Margaret doktor Donaldson. Gdy ten przemiły człowiek już ich opuścił, Margaret zakradła się do Fredericka, którego ubłagała, aby na czas wizyty pozostał cicho ukryty w tylnym pokoju zazwyczaj służącym Dixon jako sypialnia, teraz oddanym jemu.
Margaret przekazała mu, co powiedział doktor Donaldson.
- Nie wierzę - wykrzyknął - Jest bardzo chora, możliwe, że poważnie chora i jej życie jest w zagrożeniu, ale nie wyobrażam sobie, by w stanie, w jakim jest teraz była u progu śmierci! Margaret, powinniśmy poradzić się kogoś jeszcze, może jakiegoś londyńskiego lekarza. Nie myślałaś nigdy o tym?
- Tak - powiedziała - często. Ale nie wierzę, by to jakoś pomogło. Poza tym, musisz wiedzieć, nie mamy dość pieniędzy by sprowadzić jakiegoś znanego lekarza, a jestem pewna, że doktor Donaldson niewiele ustępuje najlepszym, jeśli w ogóle im ustępuje.
Frederick zaczął się przechadzać się po pokoju.
- Mam kredyt w Cadiz - powiedział - ale tutaj - nic, przez tę nieszczęsną zmianę nazwiska. Dlaczego ojciec opuścił Helston? To było niedorzeczne!
- Nie było - odpowiedział Margaret posępnie - I nade wszystko nie pozwól tacie kiedykolwiek usłyszeć tego, co właśnie powiedziałeś. Widzę, że już zadręcza się przekonaniem, że mama nigdy by nie zachorowała, gdybyśmy zostali w Helston, a nie znasz nieznośnej siły jego wyrzutów sumienia.
Frederick chodził po pokoju, jakby był na nadbudówce swojego statku. W końcu stanął naprzeciw Margaret i spojrzał przez chwilę na jej przygaszoną, zasępioną postać.
- Moja maleńka Margaret! - powiedział głaszcząc ją - Miejmy nadzieję tak długo jak to możliwe. Biedna dziewczynka! Co?! Czy ta twarz jest cała we łzach? Ja będę miał nadzieję. Mimo tysięcy lekarzy! Nie trać ducha Margaret, bądź wystarczająco dzielna by mieć nadzieję!
Margaret zachłysnęła się próbując coś powiedzieć, a gdy w końcu jej się udało, jej głos zabrzmiał bardzo nisko.
- Muszę się starać i mieć wiele pokory by ufać. Fredericku! Mama zaczynała mnie tak kochać, a ja zaczynałam ją rozumieć! A teraz przychodzi śmierć by oderwać nas od siebie!
- Chodź, chodź! Idźmy na górę i zróbmy coś, nie traćmy czasu, który może być tak cenny. Myślenie wiele razy wywołało u mnie smutek, kochanie, działanie - nigdy w życiu! Moja dewiza jest parodią powiedzenia "Wzbogać się, synu, uczciwie, jeśli zdołasz, ale wzbogać się", moja teoria brzmi: "Rób coś, siostrzyczko, coś dobrego, jeśli zdołasz, ale rób!"
- Nawet, jeśli będzie to coś szkodliwego - powiedziała Margaret uśmiechając się słabo przez łzy.
- Absolutnie! Wykluczam tylko wyrzuty sumienia po fakcie. Wymaż z pamięci swoją przewinę (jeśli jesteś szczególnie prawa) dobrym uczynkiem, tak, jak wpisywaliśmy na szkolnych tabliczkach prawidłową sumę na ledwie zatartej błędnej, co było lepsze niż moczenie tabliczki łzami, mniejsza strata czasu, bo nie trzeba czekać aż łzy się pojawią i lepszy rezultat na koniec.
Jeśli Margaret na początku uważała teorię Fredericka za dość niemądrą, zobaczyła, jak realizuje ją w nieustających aktach życzliwości. Po trudnej nocy przy matce (nalegał, by przejąć zmianę w czuwaniu), następnego dnia rano był zajęty obmyślaniem sposobu, jak ulżyć nogom Dixon, która odczuwała już zmęczenie nieustannym doglądaniem wszystkiego. Przy śniadaniu zajął pana Hale żywą, obrazową, porywającą relacją z życia, jakie prowadził w Meksyku, Ameryce Południowej i w innych miejscach. Margaret zrezygnowałaby już z wysiłków by wyrwać pana Hale z przygnębienia, prawdopodobnie sama by mu się poddała, co skłoniłoby ją do całkowitego milczenia. Fred, zgodnie ze swoją dewizą, robił coś nieustannie, a rozmowa była jedynym, co mogli zrobić przy śniadaniu, poza jedzeniem.
Zanim nadeszła noc, okazało się, że diagnoza doktora Donaldsona była dobrze postawiona. Nadeszły konwulsje, a gdy ustąpiły, pani Hale była nieprzytomna. Pan Hale mógł leżeć przy niej wstrząsany łkaniem, silne ramiona jej syna mogły unosić ją delikatnie i układać w wygodnej pozycji, ręce córki mogły przemywać jej twarz, nie była już tego świadoma. Nigdy więcej ich nie rozpozna, dopóki nie spotkają się w niebie.
Zanim nadszedł poranek wszystko było skończone.

Wówczas Margaret otrząsnęła się z drżenia i rozpaczy by być jak anioł pocieszenia dla swojego brata i ojca, bo Frederick załamał się zupełnie i na nic były mu teraz jego teorie. Płakał tak rozpaczliwie zamknięty w swoim pokoiku tej nocy, że wystraszone tym Dixon i Margaret zeszły na dół by ostrzec go i prosić by był cicho, bo ściany między domami były tak cienkie, że sąsiedzi mogli usłyszeć jego młodzieńcze, żarliwe łkanie tak odmienne od powolnej, drżącej udręki dojrzałego wieku, gdy jesteśmy już zaprawieni w smutku i nie ośmielamy buntować się przeciwko bezwzględnym wyrokom losu, wiedząc, kto je zsyła.
Margaret siedziała z ojcem w pokoju przy zmarłej. Byłaby wdzięczna, gdyby płakał. Ale on tkwił przy łóżku niemal zupełnie cicho, od czasu do czasu odkrywał tylko jej twarz i gładził ją delikatnie, wydając z siebie niezrozumiały dźwięk, jak matki małych zwierząt troszczące się o swe młode. Nie zauważył obecności Margaret. Raz lub dwa podeszła by go ucałować, poddawał się temu by po chwili delikatnie ją odepchnąć, jakby jej uczucie przeszkadzało mu w skupieniu całej uwagi na śmierci. Uniósł się, gdy usłyszał płacz Fredericka i potrząsnął głową.
- Biedny chłopiec, biedny chłopiec! - powiedział i już nie zwracał na nic uwagi. Serce Margaret pękało z bólu. Nie mogła myśleć o własnej stracie, gdy rozumiała rozpacz ojca. Noc ustępowała, zbliżał się dzień, gdy bez słowa uprzedzenia głos Margaret przełamał ciszę w pokoju czystością dźwięku, który ją samą zaskoczył:
- Niech się nie trwoży serce wasze.* - zabrzmiał, a ona spokojnie przebrnęła przez cały ten rozdział przynoszący niewypowiedziane ukojenie.




*Słowa Margaret są cytatem, który dalej brzmi:
"Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę"

Ewangelia św. Jana 14.1-4
 
 
migotka 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 1461
Skąd: mazowsze
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 17:49   

piękny fragment...
_________________
http://slowemmalowane.blogspot.com/
http://maribeaart.blogspot.com/
 
 
Matylda



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1129
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 18:03   

Dzięki Carolino za piekne tłumaczenie :D
 
 
Matylda



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1129
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 18:08   

Wówczas Margaret otrząsnęła się z drżenia i rozpaczy by być jak anioł pocieszenia dla swojego brata i ojca, bo Frederick załamał się zupełnie i na nic były mu teraz jego teorie. Płakał tak rozpaczliwie zamknięty w swoim pokoiku tej nocy, że wystraszone tym Dixon i Margaret zeszły na dół by ostrzec go i prosić by był cicho,

Silna musiała być ta Margaretka
Jak zreszta zawsze wszystkie kobiety wśród mężczyzn
I kto tu jest słabą płcią?
Szkoda , że rodzina zbiera sie w komplecie w takich momentach
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 18:36   

Kolejny smutny fragment.
Ta książka jest w ogóle dość smutna, co zreszta dobrze oddane jest w filmie.
Te szarości, przygnębienie, pogrzeby, bieda.
Podobnie, a nawet gorzej jest w "Mary Barton".
Ponure fabryczne miasto, ludzkie smutki, kłopoty.
Tylko ludzie czasem rozjaśniają ten obraz swoją dobrocią i miłością.

Dzięki Caroline.
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 21:44   

Caroline jakie to piękne.... Coraz smutniej się zaczyna w tej książce robić...
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pon 22 Maj, 2006 23:41   

basiek napisał/a:
Kochane moje nareszcie rozumię tak do końca co się dzieje.

Widziałam i czuję się jakbym dostała młotkiem w głowę.
Film cudny,aktorz też,ale wy o tym najlepiej wiecie ,bo ta choroba która
mnie dopadła to na tym forum jest rozsiewana .
Wielkie podziękowania dla ALISON za tłumaczenie .
:D :lol: :lol:
Cudo,cudo,cudo.
Wielkie dzięki za podzielenie się infekcją!!! :D :D :D



basiek ja jeszcze jestem przed....czy mam już bukować wizytę u kardiologa :wink:
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 00:05   

Oj, dopiero teraz przeczytałam kolejny fragment powieści.

Ciężkie chwile..., a Margaret...bardzo dzielna.
 
 
basiek


Dołączył: 19 Maj 2006
Posty: 43
Skąd: BIELSKO-BIAŁA
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 06:16   

asiek napisał/a:
basiek napisał/a:
Kochane moje nareszcie rozumię tak do końca co się dzieje.

Widziałam i czuję się jakbym dostała młotkiem w głowę.
Film cudny,aktorz też,ale wy o tym najlepiej wiecie ,bo ta choroba która
mnie dopadła to na tym forum jest rozsiewana .
Wielkie podziękowania dla ALISON za tłumaczenie .
:D :lol: :lol:
Cudo,cudo,cudo.
Wielkie dzięki za podzielenie się infekcją!!! :D :D :D



basiek ja jeszcze jestem przed....czy mam już bukować wizytę u kardiologa :wink:


Kardiolog niepotrzebny motyle w żoładku jeszcze nikomu nie zaszkodziły-życzę cudnego oglądania-nie można się oderwać i przstać myśleć o tym filmie. to jest naprawdę ciężka choroba- ale bardzo przyjemna.
 
 
basiek


Dołączył: 19 Maj 2006
Posty: 43
Skąd: BIELSKO-BIAŁA
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 06:29   

Dopiero dziś przeczytałam ostatnie ciasteczko. Jak zwykle cudne. Chociaż bardzo smutne

Zawsz starałam sie przed obejżeniem filmu przeczytać książkę, żeby mieć własne jej wyobrażenie. Tym razem stało się inaczej. Czytając fragmęty ksiązki mam przed oczami
jej filmowych odtwórców. I bardzo dobrze bo moja wyobraźnia jest za słaba żeby stworzyć takiego Thortona i pozostałych bohaterów.
Tłumaczenia wprowadzają mnie i pozwalają poznać dokładniej myśli i uczucia postaci .
Dlatego jeszcze raz głębikie ukłony dla naszych tłumaczek bo to dzięki nim coraz lepiej poznajemy to cudeńko.
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 07:06   

Smuteczków ciąg dalszy...

”Dzielna Margaret” – rozdz. XXXI, „Should Auld Acquaintance be forgot”, str. 298.

Przyszedł chłodny, przyprawiający o dreszcze październikowy poranek. Inny niż październikowy poranek na wsi, gdzie miękkie, srebrzyste mgiełki rozwiewają się zanim słońce zaświeci podkreślając swym blaskiem całe to niebiańskie piękno barw, ale październikowy poranek w Milton, gdzie zamiast srebrzystej mgiełki zalegała ciężka mgła i gdzie słońce mogło najwyżej oświetlić długie, zakurzone ulice. Margaret poruszając się ociężale , towarzyszyła Dixon w pracach związanych z prowadzeniem domu. Ledwie widziała przez łzy stale wypełniające jej oczy, ale nie miała czasu by poddać się i pozwolić sobie prawdziwy płacz. Ojciec i brat zależeli teraz od niej. Podczas gdy oni pogrążali się w żalu i smutku, ona musiała pracować, planować, podejmować decyzje. Nawet te niezbędne ustalenia związane z pogrzebem wyglądało, że spadną na nią.
Kiedy na kominku rozpalił się jasny, trzaskający ogień, kiedy wszystko było już gotowe do śniadania, a czajnik zaczął podśpiewywać w kuchni, Margaret rozejrzała się po pokoju zanim poszła zawołać pana Hale’a i Fredericka. Chciała żeby wszystko wyglądało tak pogodnie jak to tylko możliwe, ale kiedy już jej się to udało, kontrast pomiędzy nastrojem panującym w pokoju a nastrojem jej własnych myśli zmusił ją do nagłego płaczu. Przyklękła na sofie i schowała twarz w poduszkach, tak by nikt nie mógł usłyszeć jej łkania, kiedy Dixon położyła jej dłoń na ramieniu:
- Chodźmy panno Hale, chodźmy moja kochana. Nie może się panienka poddawać, bo co stanie się z nami wszystkimi? Nie ma w tym domu innej osoby, która dałaby sobie radę z wszystkimi sprawami, a jest tak wiele do zrobienia. Jest ktoś, kto zajmie się pogrzebem, ma przyjść w tej sprawie dowiedzieć się gdzie to ma być i wszystko załatwi. Pan Frederick wygląda jakby oszalał z rozpaczy, a nasz pan i tak nigdy nie był dobry w załatwianiu domowych spraw, biedny człowiek, teraz to już całkiem się zagubił. Wiem, że jest wystarczająco źle moja droga, ale śmierć przychodzi do nas wszystkich, a ty właściwie aż do dziś nie straciłaś nigdy kogoś bliskiego.
Prawdopodobnie tak, ale to wydawało się być stratą samą w sobie, nieporównywalną z czymkolwiek innym na świecie. Margaret nie zaznała żadnej pociechy przez to co powiedziała Dixon, ale niezwykła czułość tej milczącej, starej służącej poruszyła ją do głębi. I bardziej z potrzeby okazania jej swojej wdzięczności niż z jakiegokolwiek innego powodu, otrząsnęła się i uśmiechnęła w odpowiedzi na zaniepokojone spojrzenie Dixon, po czym poszła powiedzieć ojcu i bratu, że śniadanie jest już gotowe.
Pan Hale przyszedł wyglądając jakby był we śnie, lub raczej jak lunatyk, którego oczy i umysł zajęte są czym innym niż to co dzieje się dookoła. Frederick przyszedł ożywiony, okazując wymuszoną wesołość, chwycił ją za rękę, zajrzał w oczy i wybuchnął płaczem. Próbowała zmusić się do mówienia o jakichś nieważnych drobiazgach w czasie śniadania, wszystko po to by ochronić się przed towarzyszącymi jej myślami o poprzednim wspólnym posiłku, kiedy to nieustająco wytężała słuch w kierunku pokoju, gdzie leżała jej chora matka.
Po śniadaniu czekała ją rozmowa z Ojcem o pogrzebie. Potrząsał głową i godził się na wszystko co proponowała, choć wiele jej propozycji pozostawało w całkowitej ze sobą sprzeczności. Margaret nie uzyskawszy od niego żadnej realnej decyzji, zmęczona opuściła pokój by skonsultować się z Dixon, kiedy pan Hale wezwał ją z powrotem do siebie.
- Poproś pana Bell’a – powiedział głuchym głosem.
- Pana Bell’a? – zapytała nieco zaskoczona – Pana Bell’a z Oxfordu?
- Pana Bell’a. – powtórzył – Tak. Był moim drużbą.
Margaret zrozumiała związek.
- Napiszę dziś jeszcze – powiedziała, ale on pogrążył się już w swojej apatii. Cały ranek Margaret pracowała tęskniąc za odpoczynkiem, pozostając jednak w ciągłym wirze załatwiania tych wszystkich smutnych spraw.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 07:17   

Dzieki Alison.

Ładny ten fragment. Dzieki Wam mozna rozkoszowac sie ta powiescia.
Naprawdę jest dobrze napisana.
I znowu widze sylwetke smutnej Margaret, która załamuje sie pod wplywem rozpaczy, ale tylko na chwile bo:
"Nie ma w tym domu innej osoby, która dałaby sobie radę z wszystkimi sprawami, a jest tak wiele do zrobienia."
Musiala byc dzielna, ojciec zawsze zyl we wlasnym swiecie.
Margaret musiala dac sobie rade ze wszystkim, byc silną.
Ona musiala byc dzielna kobieta.
 
 
Gitka
[Usunięty]


Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 10:25   

Piękne tłumaczenia.
Dziękuję Caroline i Alison.
Jaki piękny opis:

"Przyszedł chłodny, przyprawiający o dreszcze październikowy poranek. Inny niż październikowy poranek na wsi, gdzie miękkie, srebrzyste mgiełki rozwiewają się zanim słońce zaświeci podkreślając swym blaskiem całe to niebiańskie piękno barw, ale październikowy poranek w Milton, gdzie zamiast srebrzystej mgiełki zalegała ciężka mgła i gdzie słońce mogło najwyżej oświetlić długie, zakurzone ulice"

Dobrze się czyta...

 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 10:39   

Dzięki Alison
Dalej rozsiewasz smuteczki, ale jak wiele nam wyjaśniające. Margaret po śmierci matki została sama wśród bliskich. Nie mogła liczyć na "swoich" mężczyzn pogrążonych w rozpaczy. Musiała z dnia na dzień stać się z beztroskiej dziewczyny odpowiedzialną kobietą. Może to wpłynęło trochę na jej stosunek do Thortona. Znała jego historie o śmierci ojca,
o tym jak przejął na siebie całą odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Zrozumiała, jakie to trudne, jak trzeba być twardym i silnym aby temu podołać i wytrzymać.
 
 
Matylda



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1129
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 14:30   

Inny niż październikowy poranek na wsi, gdzie miękkie, srebrzyste mgiełki rozwiewają się zanim słońce zaświeci podkreślając swym blaskiem całe to niebiańskie piękno barw, ale październikowy poranek w Milton, gdzie zamiast srebrzystej mgiełki zalegała ciężka mgła i gdzie słońce mogło najwyżej oświetlić długie, zakurzone ulice.


Alison jak Ty to robisz??
Piękne jest to tłumaczenie, dzięki :thud:
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 15396
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 14:37   

Zwierzę się Wam, że podczytuję dziś N&S, choc powinnam robić coś całkiem innego - dotarłam do rozdziału XXXVIII i - aż płonę.
Kochane Tłumaczki - nie mogę się doczekać opisu mąk Thorntona wspomnającego Margaret w objęciach jej tajemniczego kochanka. Przepraszam, że wyprzedzam, MOŻECIE MNIE ZABIĆ, ale nie mogę się powstrzymać.
Oto opis domniemanego szczęśliwszego rywala, widzianego oczami chorego z zazdrości Thorntona: "ciemny, szczupły, elegancki, przystojny mężczyzna", podczas gdy on sam był "szorstki, ponury, mocno zbudowany". Czy ta pierwsza charakterystyka nie pasuje do naszego Rysia? :smile:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 16:32   

Ja też nie mogę się doczekać tych cierpień Thorntona, ale nic, jeszcze będą inne ładne fragmenty w tej powieści :D
Ostatnio zmieniony przez Gosia Pon 05 Sty, 2009 18:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
GosiaJ
Shahrukh...



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 605
Wysłany: Wto 23 Maj, 2006 19:31   

Caroline, Ali, dzięki. Cudownie tłumaczycie, jesteście wielkie! Ksiązka ma wspaniały klimat, a my możemy to odbierać dzięki Waszej wrażliwości, doborowi słów, kulturze, smakowi. Jesteście doskonałe :thud:
Fragmenty rzeczywiście smutne, ale to kolejne cegiełki do charakterystyki silnej Margaretki, pana Hale'a, Fredericka (w filmie bardzo ogólnie i skrótowo przedstawiony, tu można go lepiej poznać).
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.