PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Małe kobietki - ekranizacje i książka
Autor Wiadomość
praedzio 



Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 21367
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Sro 12 Lut, 2020 19:15   

Wracam właśnie z kina. Zachwyconam. :banan: Zagadką dla mnie jest pan March, który częściej się pojawiał, kiedy go tak naprawdę nie było, niż wtedy, kiedy był z rodziną.
_________________

 
 
Szafran 



Dołączyła: 12 Lut 2015
Posty: 6218
Wysłany: Sro 12 Lut, 2020 19:30   

praedzio napisał/a:
Wracam właśnie z kina. Zachwyconam. :banan: Zagadką dla mnie jest pan March, który częściej się pojawiał, kiedy go tak naprawdę nie było, niż wtedy, kiedy był z rodziną.


Ot, człowiek, który nie wziął odpowiedzialności za własną rodzinę. Realizował jakieś wzniosłe ideały, zamiast zapewnić godziwy byt żonie i córkom. Choć im nie zostawało wiele możliwości, by o siebie zadbać.

W ogóle ciotka jest cudowna, ze swoją prosto-w-oczy szczerością:D Przypomina mi postać Maggie Smith z Downton Abbey:D
_________________
*****************************
https://hunterwaalii.com

https://www.instagram.com/morgasia/
 
 
praedzio 



Dołączyła: 25 Mar 2007
Posty: 21367
Skąd: Puszcza Knyszyńska
Wysłany: Czw 13 Lut, 2020 07:22   

I jeszcze to małżeństwo Dashwoodów (wydawca i jego żona), które rozmawiało o swoich matkach. :rotfl:
_________________

 
 
Szafran 



Dołączyła: 12 Lut 2015
Posty: 6218
Wysłany: Czw 13 Lut, 2020 09:13   

praedzio napisał/a:
I jeszcze to małżeństwo Dashwoodów (wydawca i jego żona), które rozmawiało o swoich matkach. :rotfl:


Wydawca cudowny :D Kiedy z miną "co za bzdety" czyta i kreśli, a potem mówi, że opublikuje:D

W ogóle to akcja z jego dziećmi, które chcą wiedzieć co dalej, to też takie metaodniesienie do prawdziwej Alcott - ponoć tak właśnie było, wydawca nie miał co do książki przekonania, ale dorwały się do niej jakieś dzieci, czy to jego czy rodziny, i bardzo im się podobało:).
_________________
*****************************
https://hunterwaalii.com

https://www.instagram.com/morgasia/
 
 
RaczejRozwazna


Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 2122
Skąd: zza drzewa
Wysłany: Czw 13 Lut, 2020 23:18   

Świetna analiza Szafranie! :-) Zgadzam się, że postać Lauriego była pokazana tak a nie inaczej - ktoś gdzieś napisał "tak, żeby wreszcie nie było żal fanom tej pary" :wink: Zresztą Alcott pisze o Teddym, że był niesfornym chłopcem, temperowanym trochę przez Jo, ale jednak on bardzo dojrzewa przez czas trwania powieści. W filmie tego nie pokazano. Jedna uwaga - owe "maślane oczy do Amy" nie były znowu tak szybko. Ile to minęło czasu od wyjazdu Lauriego - chyba z kilka lat? Alcott zresztą sama nie jest konsekwentna w prowadzeniu tej postaci - żeni go z Amy, a sugeruje zachowanie starej przyjaźni z Jo. To się raczej z psychologicznego punktu widzenia nie mogło udać i cieszę się, że Gerwig to pokazała.

Zgadzam się bardzo co do Bhaera. Zresztą on przyjął w tej ekranizacji pewne cechy Teddy'ego właśnie - między innymi ta gra na fortepianie (to Teddy był pianistą!). Nie mówiąc już o tańcu... :roll: (w powieści chodzili na sympozja filozoficzne a nie do knajpy!). Ale rzeczywiście wyjątkowo nie pasował w tej kuchni Marchów. I jest to dla mnie dowód tego, że ta scena na końcu ze szczęśliwą rodziną, szkołą etc. była fikcją.
_________________
...najbardziej poruszające są opowieści nieopowiedziane /J.R.R. Tolkien/
  
 
 
Szafran 



Dołączyła: 12 Lut 2015
Posty: 6218
Wysłany: Pią 14 Lut, 2020 09:10   

Prawda, nie tak szybko. W filmie szybko mija ze względów oczywistych, ciągle się łapię, że mi umyka, ile czasu upłynęło:D:D:D

No tak, sympozja filozoficzne by tu bardziej pasowały. Ale są zupełnie nieekranowe. Za to potańcówka, ta z Joe i profesorem, wydaje się taka radosna i żywiołowa, podkreśla wolność Jo. W kontraście z tymi sztywniackimi balami socjety.

Inne z ciekawych zestawień to dwie sceny następujące jedna po drugiej. Jedna to "ciepła" sekwencja wspomnień, gdy Beth jest chora na szkarlatynę, jest straszna noc, ale rankiem Jo zbiega do kuchni, by zastać tam mamę i siostrę...
Potem przechodzimy do chłodnej rzeczywistości... i Jo znów schodzi do kuchni, ale tym razem zastaje tam tylko płaczącą matkę.

Mam nadzieję, że jeszcze będą grać w moim kinie abonentowym, gdy wrócę z zimowych wakacji, bo chcę iść trzeci raz:D
_________________
*****************************
https://hunterwaalii.com

https://www.instagram.com/morgasia/
  
 
 
RaczejRozwazna


Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 2122
Skąd: zza drzewa
Wysłany: Pią 14 Lut, 2020 18:26   

Ale przez te uproszczenia/zamiany filmowy Bhaer nijak ma się do książkowego i jego postać jest trochę, prawdę mówiąc, bez sensu. Zresztą dobrze to widać w scenie odwiedzin, gdzie nie ma nic sensowego do powiedzenia, tylko musi grać :lol: Rzeczywiście można go całościowo podsumować słowami służącej Marchów: "Jo, ależ on przystojny!" :roll:

Jednym z największych atutów filmu, którym się wręcz rozkoszowałam, to właśnie te wspomnieniowe "linki" między współczesnością a przeszłością. Plaża-plaża, choroba Beth-śmierć Beth, teatr w Nowym Jorku-wizyta w teatrze z Lauriem i Brookiem etc. etc. Naprawdę majstersztyk, zwłaszcza, że w filmie nie zostało de facto nic pominięte, wszystkie najistotniejsze książkowe sceny/wydarzenia są ujęte.

Jeszcze jedna kwestia co do Lauriego i jego statusu społecznego. Zasadniczo Alcott sugeruje, że Teddy dość krytycznie podchodził do swojej "sfery" (widać to chociażby w scenie balu z Meg) mimo iż korzystał z życia. Nie bardzo zatem rozumiem obiekcje Jo, że nie nadaje się na elegancką żonę Lauriego - obydwoje mogliby wnieść sporo świeżości do "socjety". A z Amy wylądował jako grzeczny przedstawiciel arystokracji.
Ciągle mi żal niewykorzystanego potencjału pary Jo/Laurie. Myślę jednak, że pewne kwestie, typu związek partnerski, po prostu Alcott się nie śniły i jedyną drogą na uzyskanie wolności dla kobiety było w jej mniemaniu pozostanie starą panną.
_________________
...najbardziej poruszające są opowieści nieopowiedziane /J.R.R. Tolkien/
  
 
 
primavera 



Dołączyła: 07 Paź 2007
Posty: 810
Skąd: Misty Avalon
Wysłany: Pią 14 Lut, 2020 18:46   

Sorki, że spóźniam się z opinią o Małych Kobietkach, ale wolałam poczekać aż damy same doświadczą tej przyjemności dla oka i ucha. Moja recenzja będzie bardzo krótka: wspaniałe przeżycie a mój ulubiony cytat to "Kobiety mają i umysły i dusze. Oprócz serc, mają ambicje i talent, a także piękno". Takie własnie są tytułowe kobietki, które przeradzają się w kobiety. No i Meryl Streep jest prawdziwą ozdobą tego filmu - uwielbiam ją i jej zrzędliwą postać starej ciotki.Mam wielką ochotę obejrzeć jeszcze raz :kwiatek:
_________________
Cha d' dhùin dorus nach d'fhosgail dorus.
No door closes without opening another door.
 
 
Szafran 



Dołączyła: 12 Lut 2015
Posty: 6218
Wysłany: Pią 14 Lut, 2020 20:18   

Tak, to piekna kwestia, primavero.

Rozwazna, mysle, ze slusznie spekulujesz co do Alcott i partnerstwa. :)

I co do potencjału tez. Moze forumowy jakis forumowy fanfik, hihihihi.
_________________
*****************************
https://hunterwaalii.com

https://www.instagram.com/morgasia/
 
 
RaczejRozwazna


Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 2122
Skąd: zza drzewa
Wysłany: Sob 15 Lut, 2020 15:29   

Pisz, będę komentować ;)
_________________
...najbardziej poruszające są opowieści nieopowiedziane /J.R.R. Tolkien/
 
 
RaczejRozwazna


Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 2122
Skąd: zza drzewa
Wysłany: Nie 16 Lut, 2020 00:28   

Wróciłam z drugiego seansu. Nadal podobna mi się ogromnie, właściwie oglądałam jakby to był pierwszy raz, równie silne (choć nieco inne!) emocje - bardzo rzadko coś takiego zdarza mi się przy powtórnym oglądaniu tego samego filmu.

Odebrałam film mniej "na smutno" niż za pierwszym razem - pogodziłam się z wyborem Jo i z upływającym czasem w tej opowieści. Skupiłam się natomiast na cieple bijącym ze wspomnieniowych fragmentów i zgadzam się, że ono musiało wynikać częściowo z idealizacji, którą w swej książce przeprowadzała Jo.

Co ciekawe - nie podobał mi się tym razem sposób w jaki przedstawiono miłość Lauriego do Amy. Ot, kapryśny, nieco cyniczny chłopiec, który nie zaliczył żadnego rozwoju od czasów dzieciństwa (wręcz się uwstecznił), któremu spodobała się ładna buzia i zadziorny charakter.

Natomiast ciekawie zareagowała moja koleżanka, nieznająca wcześniej w ogóle "Małych kobietek", która stwierdziła, że Amy i Laurie to były postaci tragiczne a ich małżeństwo jest jakoś wynikiem światowego zepsucia obojga. Bardzo ciekawie argumentowała.
_________________
...najbardziej poruszające są opowieści nieopowiedziane /J.R.R. Tolkien/
  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.