PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Małżeństwa: rozsądek czy romantyczność?
Autor Wiadomość
primavera 



Dołączyła: 07 Paź 2007
Posty: 797
Skąd: Misty Avalon
Wysłany: Pon 23 Maj, 2011 13:25   

spin_girl napisał/a:
W przypadku Lizzie i Wickhama to jej inteligencja nieco zawiodła, a mianowicie, dała się dziewczyna zasugerowac plotkami oraz zwieźc własnemu uprzedzeniu w stosunku do Darcy'ego, który jej ubliżył na balu i od tego czasu był na czarnej liście. Wickham tak naprawdę był średnio inteligenty, Darcy na przykład go szybko rozpracował,

Myślę że Wickham był po prostu spryciarzem, któremu udawało się oczarować czekające na zamążpójście panny i trzeba mu przynać wybierał swoje ofiary celnie. Na szczęśice za każdym razem powinąć musiała mu sie noga i wiemy że skończył poślubiając największą trzpiotkę w okilicy - Lidię! Wickham to typ takiego faceta, którego urok wabi pnie ale potem jednak wychodzi jego paskudny charakter. Ileż bowiem można sie uśmiechać i czarować!
_________________
Cha d' dhùin dorus nach d'fhosgail dorus.
No door closes without opening another door.
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3697
Wysłany: Pon 23 Maj, 2011 22:05   

Można podsumować dyskusję słowami Charlotty Lucas "szczęście w małżeństwie to kwestia przypadku"
 
 
spin_girl 
Niepoprawna Optymistka



Dołączyła: 25 Mar 2008
Posty: 2710
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto 24 Maj, 2011 09:38   

Deanariell napisał/a:
lady_kasiek napisał/a:
Sorry ale sercem nie wartościowujesz, nie podejmujesz racjonalnych decyzji, albo się zakochasz w wartościowym człowieku i masz fart, albo zakochasz się w totalnym bufonie, idiocie i nie ma przebacz.

Jeśli kobieta jest naprawdę mądra, inteligentna i na poziomie, ma rozum i oczy, które widzą, to nawet biorąc pod uwagę chwilowe zauroczenie (np. urodą), nie zwiąże się z byle burakiem na stałe, sorry. Można się czasem nieco pomylić, ale bez przesady. Osobiście jestem fanką wielkiej, romantycznej miłości - jednak dobrze jest zachować i w tym odrobinę rozsądku (no, chyba że się samemu ma siano w głowie :roll: ). Znałam kiedyś takiego sympatycznego chłopca o pięknych orzechowych oczach i powłóczystych rzęsach, niestety, miał notorycznie brudne pazury, więc odpadł. :P Poza tym mieliśmy w sumie mało wspólnych "ptaszków" i to zaważyło. ;) Inna sprawa, że istotny jest także wiek kobiety dokonującej w danej chwili wyboru - inaczej patrzy się na świat w wieku 17-18 lat, inaczej mając 25, a jeszcze inaczej po przekroczeniu 30-stki itd. Osobiście jednak zawsze miałam silne przekonanie, że z chłopakiem musi mnie łączyć coś więcej, niż tylko piękne oczy i umięśnione ciało (co naturalnie jest zazwyczaj takim miłym "bonusem", nie powiem :P ). Dziś pewnie wzięłabym pod uwagę status materialny kandydata - ot, życie.
:roll: :lol:
Ode mnie duży bukiet kwiatów dla Deanariell za tę wypowiedź - o to dokładnie mi chodziło! Dziękuję za idealne ujęcie tematu :kwiatki_wyciaga:

Ponadto, nie uważam żeby takie nastawienie było wyrachowane czy brakowało w nim romantyzmu. Jeśli zadajemy sobie trud aby naprawdę poznac i zaakceptowac drugą osobę i znając jej wady i zalety decydujemy "to ten!", to czy nie jest to romantyczne? Czy taki rodzaj akceptacji nie świadczy o głębokiej miłości do drugiego człowieka?

Sama uważam się za beznadziejną romantyczkę, ale nie wierzę, że serce to loteria - raz się trafi, raz nie ale i tak już po ptokach. Uważam, że kierując się sercem (i rozumem) szukamy pokrewnej nam duszy, kogoś kogo pokochamy za całokształt i kto nas też pokocha za całokształt.
_________________
To be called Mr Darcy and to stand on your own looking snooty at a party is like being called Heathcliff and insisting on spending the entire evening in the garden, shouting 'Cathy' and banging your head against a tree.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 14994
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 24 Maj, 2011 11:56   

Dokładnie tak, spin! I ja jestem beznadziejnie romantyczna... gdyby nie to, dziś byłabym panią na włościach (sklep miałabym :mrgreen: ) i martwiła się najwyżej o to, co na obiad podać. Wiem o tym doskonale. Ale tej decyzji nie żałuję. Rozumiem doskonale Charlottę. Ale nie postąpiłabym jak ona, po prostu nie mogłabym.
Oczywiście, musimy to przełamać przez jedną rzecz: dziś codzienne zycie kobiety nie musi zależeć od zamążpójścia. W czasach edwardiańskich, niestety, owszem.
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7905
Skąd: Północ
Wysłany: Wto 24 Maj, 2011 14:47   

spin_girl napisał/a:
Sama uważam się za beznadziejną romantyczkę, ale nie wierzę, że serce to loteria - raz się trafi, raz nie ale i tak już po ptokach. Uważam, że kierując się sercem (i rozumem) szukamy pokrewnej nam duszy, kogoś kogo pokochamy za całokształt i kto nas też pokocha za całokształt

taaa, jednak gdy masz 20 lat to istnieje większa możliwość zakochania się w kimś opowiednim, mężczyzn stanu wolnego jeszcze trochę jest i możesz nawet przebierać :wink: gorzej po 30-40, wszystkie lepsze kąski zostały już przebrane, a te które zostały... mają już starokawalerskie nawyki albo coś im doskwiera. Ten całokształt może być wtedy trudniejszy do ogarnięcia. 20-latki kierują sie sercem, właściwie tylko nim,może jeszcze trochę hormonami :mrgreen: 30-40 latki myślą już inaczej, rozum bardziej nimi kieruje niż szalone porywy serca, stąd i miłość jest inna

Gdybym miała teraz szukać męża zostałabym sama, z pewnością :mrgreen: Mój byłby już zajęty, a całą reszta :thud:
_________________
Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji. I zawsze, zawsze wybiera sam. Pratchett,Carpe Jugulum
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3697
Wysłany: Wto 24 Maj, 2011 17:02   

Wybierając męża, czy żonę można co najwyżej zminimalizować ryzyko porażki, gdyby tylko wystarczyło się kierować się rozumem, to byłyby same szczęśliwe małżeństwa. A co się stanie, gdy będąc w takim małżeństwie - w dużej mierze z rozsądku, nagle jeden z partnerów się zakocha w kimś innym?
Znam przypadek z mojego otoczenia, gdy dziewczyna zdecydowała się na małżeństwo z chłopakiem ze swojej miejscowości, argumentując swój wybór tym, że zna go doskonale, zna jego rodziców i wie, czego może się po nim spodziewać. Jej mąż pracował daleko od domu i czasem zostawał na dłużej w służbowym mieszkaniu. Po latach okazało się, że ma on tam drugą kobietę i dzieci.
Oczywiście, kobiety, które wybierają na partnerów mężczyzn nadużywających alkoholu, agresywnych, lekceważących ich zdanie - trudno jest zrozumieć.
Jednak, jeżeli w związku nie ma miłości trudno przetrać trudne chwile
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7905
Skąd: Północ
Wysłany: Wto 24 Maj, 2011 17:51   

dziewczyna ta wybrała najgorsze argumenty z możliwych do zawarcia związku na całe życie. Nigdy nikogo nie znamy do końca, czasami nawet siebie. A małżeństwo bez miłości prędzej czy później źle się kończy

kobiety wybierające alkoholików bądź co gorsza - brutali faktycznie trudno zrozumieć, pytanie - co jeśli mężczyzna stał się taki dopiero po ślubie? Wickham pokazał swoją twarz na długo przed ślubem...
_________________
Człowiek może mieć rację i może się mylić, ale musi decydować, wiedząc, że dobro i zło bywają wcale nieoczywiste, a czasem nawet że wybiera między dwoma rodzajami zła, że nie ma żadnej racji. I zawsze, zawsze wybiera sam. Pratchett,Carpe Jugulum
 
 
Madalam 



Dołączyła: 30 Wrz 2008
Posty: 94
Skąd: from Sevenwaters
Wysłany: Wto 24 Maj, 2011 20:20   

Alicja napisał/a:
kobiety wybierające alkoholików bądź co gorsza - brutali faktycznie trudno zrozumieć, pytanie - co jeśli mężczyzna stał się taki dopiero po ślubie?

No, nie wiem, czy "brutalem" można się stać dopiero po ślubie. Moim zdaniem skłonność do przemocy, do znęcania się (psychicznego czy fizycznego) po prostu w człowieku tkwi i niejednokrotnie pewne "sygnały ostrzegawcze" są mniej lub bardziej widoczne od początku znajomości, ale kobieta albo ich nie dostrzega (może nie umie ich dostrzec, a może nie chce, bo np. naiwnie wierzy, że jej miłość zmieni partnera) albo je lekceważy, albo też pewne określone męskie zachowania, zwiastujące późniejsze, łagodnie rzecz ujmując, problemy, są naturalne w jej środowisku i dlatego też uważa je za coś normalnego.
_________________
"I do not seek to make these wounds vanish (...). I know he will always bear the scars. I cannot make his path grow broad and straight. It will always twist and turn and offer new difficulties. But I can take his hand and walk by his side."
 
 
Deanariell 
nie z tego świata /Jensenated



Dołączyła: 22 Sty 2007
Posty: 8289
Skąd: Lorien forever
Wysłany: Sro 25 Maj, 2011 00:29   

AineNiRigani napisał/a:
nie musza, naprawde nie musza - doskonale bronisz sie sama duchowy sistersie :twisted:

Do usług. :mrgreen:
spin_girl napisał/a:
Ode mnie duży bukiet kwiatów dla Deanariell za tę wypowiedź - o to dokładnie mi chodziło! Dziękuję za idealne ujęcie tematu

Cała przyjemność po mojej stronie. ;)
:kwiatek:

Alicja napisał/a:
Nigdy nikogo nie znamy do końca, czasami nawet siebie.

Święte słowa. :)
_________________
"Carry on my wayward son,
For there'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Now don't you cry no more..."

["...Lost in the wilderness, so far from home..."]
Acklesism is my religion ;) Welcome to Winchesterland
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Sro 25 Maj, 2011 20:14   

W kierowaniu się rozumem jest ten problem, że trzeba po pierwsze dobrze znać siebie, pro drugie partnera. Po trzecie zaś inne swoje opcje, które często w chwili podejmowania decyzji są nieznane. Czy gdyby Darcy się nie pojawił, odrzucenie Collinsa przez Lizzy byłoby słuszne?
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47202
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sro 25 Maj, 2011 20:39   

Nadal byłoby słuszne z jej punktu widzenia w tym okresie życia.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3697
Wysłany: Sro 25 Maj, 2011 21:37   

Małżeństwo Elizabeth z Collinsem byłoby katastrofą. Wydaje mi się, że w małżeństwie z rozsądku partnera trzeba przynajmniej szanować, co dla niej byłoby niemożliwe. Cóż, gdyby nie spotkała pana D. zostałaby starą panną, mieszkającą kątem przy którejś zamężnej siostrze. Przypomina mi się sama Austen, która po jednodniowych zaręczynach wycofała się ze związku z mężczyzną, do którego nic nie czuła. A facet miał pieniądze i mogłaby się pozbyć trosk materialnych
Co do Collinsa i Charlotty to dla nich szansą jest wspólna miłość do swoich dzieci. Collins na pewno będzie zachwycał się swoim dzieckiem, przecież to jego potomek i tym może przekonać do siebie żonę
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Sro 25 Maj, 2011 21:41   

Ania Aga napisał/a:
Przypomina mi się sama Austen, która po jednodniowych zaręczynach wycofała się ze związku z mężczyzną, do którego nic nie czuła. A facet miał pieniądze i mogłaby się pozbyć trosk materialnych

Jak mi się przypomina "Becoming Jane" to przeklinam ją za to :wsciekla:
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Czw 26 Maj, 2011 10:01   

nicol81 napisał/a:
Czy gdyby Darcy się nie pojawił, odrzucenie Collinsa przez Lizzy byłoby słuszne?

byłoby! Lizzy po prostu nie mogłaby żyć z facetem do którego nie czułaby szacunku. Tylko bez miłości - no, może jakoś by sobie poradziła, może by go pokochała, ale iść do łózka z durniem? Ieszcze patrzeć, jak dzieci na swoje kopyto przerabia?! Żame! :paddotylu: Prędzej by umarła...
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Czw 26 Maj, 2011 11:29   

Sofijufka napisał/a:
no, może jakoś by sobie poradziła, może by go pokochała, ale iść do łózka z durniem

No nie wiem, czy bycie idiotą przeszkadza w lóżku... w życiu tak. W łóżku... w koncu idioci też się rozmnażają, chociaż podobno głupich nie sieją, samo rosną :P
 
 
nicol81 



Dołączyła: 01 Paź 2006
Posty: 3325
Skąd: Gdańsk
Wysłany: Czw 26 Maj, 2011 21:40   

No właśnie, czemu akurat w łóżku miałoby być gorzej niż gdzie indziej? W łóżku wszystkie koty są czarne. :mysle: Chyba dla Lizzie jako żony Collinsa dnie byłby gorsze... :mysle: Te kilka minut jakoś się wytrzyma...

Ania Aga napisał/a:
Wydaje mi się, że w małżeństwie z rozsądku partnera trzeba przynajmniej szanować, co dla niej byłoby niemożliwe.

Zależy co się rozumie przez szacunek :? Czy np. Charlotta szanowała męża?
W sumie Elżbieta gardziła Collinsem, bo głupi- a jak łykała kłamstwa Wickhama.

Sofijufka napisał/a:
Tylko bez miłości - no, może jakoś by sobie poradziła

Myślę, że Lizzy wcale odrzucała małżeństwa bez romantycznej miłości.
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3697
Wysłany: Czw 26 Maj, 2011 21:50   

W książce "Duma, uprzedzenie i gra pozorów" główni bohaterowie biorą udział w amatorskim przedstawieniu charytatywnym, na motywach DiU. Odgrywając role bohaterów Austen, przejmują je w życiu prywatnym. Collins jest przystojnym mężczyzną, w którym Lizzie kiedyś się podkochiwała. Z czasem jego charakter ją zniechęcił. Charlotta związawszy się z Collinsem bardzo go chwali za umiejętności łóżkowe.
 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3697
Wysłany: Czw 26 Maj, 2011 21:55   

nicol81 napisał/a:
Zależy co się rozumie przez szacunek Czy np. Charlotta szanowała męża?

Nigdy nie twierdziłam, że Charlotta szanowała Collinsa, dlatego jej małżeństwo uważam za bardzo trudne.
 
 
Copycat



Dołączył: 15 Kwi 2008
Posty: 279
Wysłany: Czw 26 Maj, 2011 23:45   

lady_kasiek napisał/a:

No nie wiem, czy bycie idiotą przeszkadza w lóżku...


Idiocie nie przeszkadza.. Gorzej chyba z tą drugą stroną..
_________________
Jest tylko jeden sukces - Możliwość spędzania życia po swojemu.
 
 
Deanariell 
nie z tego świata /Jensenated



Dołączyła: 22 Sty 2007
Posty: 8289
Skąd: Lorien forever
Wysłany: Pią 27 Maj, 2011 01:00   

nicol81 napisał/a:
Te kilka minut jakoś się wytrzyma...

Mowy nie ma! :confused3: Na jej miejscu musiałabym się chyba szorować później w nieskończoność, żeby zmyć z siebie te "kilka minut"... :-P (Cały czas jednak staram się pamiętać, że to inna epoka, inne priorytety. :) )
_________________
"Carry on my wayward son,
For there'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Now don't you cry no more..."

["...Lost in the wilderness, so far from home..."]
Acklesism is my religion ;) Welcome to Winchesterland
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 14994
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 27 Maj, 2011 14:15   

Aż mi się przypomniała scena z serialu Saga rodu Forsyte'ów i Irene, robiąca sobie irygację po każdych takich "kilku minutach" z Soamesem :obrzydzenie:
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 34245
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 27 Maj, 2011 15:45   

nicol81 napisał/a:
W łóżku wszystkie koty są czarne.
:confused3: A w życiu! :confused3:
_________________

 
 
JoannaS 



Dołączyła: 06 Sie 2008
Posty: 136
Skąd: Z Falenicy
Wysłany: Pią 27 Maj, 2011 19:37   

nicol81 napisał/a:
No właśnie, czemu akurat w łóżku miałoby być gorzej niż gdzie indziej? W łóżku wszystkie koty są czarne.


Nie zgodzę się. Co do koloru kota oczywiście. Ta część życia i jej jakość też jest bardzo ważna.
_________________
JS
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 13515
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Pią 27 Maj, 2011 20:04   

JoannaS napisał/a:
nicol81 napisał/a:
No właśnie, czemu akurat w łóżku miałoby być gorzej niż gdzie indziej? W łóżku wszystkie koty są czarne.


Nie zgodzę się. Co do koloru kota oczywiście. Ta część życia i jej jakość też jest bardzo ważna.

I nie da się ukryć , że stanowi w jakichś 50% o zgodzie i szczęściu w małżeństwie . W końcu po co jest zawierane małżeństwo - po to , żeby legalnie uprawiać seks i się rozmnażać :-P do wszelkich innych celów służy praca , przyjaźń , związki zawodowe , kółka zainteresowań itp :-P

A co do Emmy - to nie zakochała się we Franku , bo przede wszystkim była zakochana sama w sobie i we własnej doskonałości :roll: dopiero jak ją pan K. opieprzył aż jej kapcie spadły , dostrzegła skazy na własnym świetlanym wizerunku , a reszty dopełniła Harriett . I dopiero jak dostała po nosie i przestała myśleć o sobie jako o osobie ze wszech miar doskonałej i mądrej , mogła się zakochać w kimś innym niż ona sama . A i tak na początku powodowała nią zwykła zazdrość i naruszenie poczucia własności , bo to JEJ się pan Knightley należy , nikomu innemu :roll:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Sob 28 Maj, 2011 15:32   

Bo jak na załączonym obrazku widać, mamy moc różniastych hamulców :mrgreen:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.