PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (1995)
Autor Wiadomość
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3548
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 22:43   

Agn napisał/a:
ita napisał/a:
W DiU nie zachwycił mnie.
:co_stracilam:
A, RiR!

O rany! :zawstydzona2:

Agn napisał/a:
Też mi się jako Edward nie podobał. Ale mnie ogólnie denerwuje jego styl gry - dużo mrugania oczami i zacinanie się. :roll: Podobał mi się w Boskiej Florence, bo tam mnie zaskoczył, że, kurczę, może NIE mrugać oczami i grać jakoś inaczej.

Zapomniałam, że go widziałam w tym filmie! To, co tak na szybko sobie przypominam, że grał tam dojrzałego mężczyznę. No i nie grał tam "chłopaczkowato" :mysle:
_________________
mogłabym prać cały dzień zasłony, żeby pan Thornton czuł się u mnie jak u siebie w domu ...
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13264
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 14 Maj, 2018 14:44   

Piątek 30 czerwca
O 8 rano w makijażu jestem już półprzytomna. Kręcimy dziś scenę niemal-śmierci Marianne. Dobija mnie przed menstrualne napięcie, a temperatura powietrza dochodzi do 32 stopni. W studiu nie ma klimatyzacji. Mam potworne uczucie ucisku w piersi i nie jestem w stanie ani usiąść, ani się uspokoić. Marzę, żeby scena już się skończyła.
9:30. Nadal ustawiają oświetlenie. Chodzę i rozmyślam o nieugiętości Elinor i o tym, jak zagrać tę jej utratę samokontroli. Przerażającą dla niej. Zrobiliśmy przebudzenie i szept Marianne „Elinor.” Mój zesztywniały kark okazuje się bardzo pomocny. Upuszczanie krwi przez doktora Harrisa dodaje trzy godziny do dnia pracy. Ang jest niezwykle podekscytowany ujęciem. Elinor wynosi w ciemność misę napełnioną krwią siostry. Oświetlenie tego potrwa godziny. Ale już blisko południe i zostały trzy ujęcia do nakręcenia. Siedzę ze skrzyżowanymi nogami przy kaloryferze i rozmyślam o pływaniu w bardzo niebieskiej słonej wodzie. Myślę, że muszę się postarać nie płakać, ale to może być trudne. Czekanie na oświetlenie. Jak czekanie na więźniarkę. Albo na egzamin. Słońce na zewnątrz i odgłosy budowy wprawiają mnie w niewypowiedzianą melancholię. Jestem też przerażona
17:15 Kończymy kręcić zbliżenia. O dziwo, ostatecznie wyglądam na kruchą i przestraszoną. Jak błagające dziecko. Myślę, że to o wiele lepsze niż powstrzymywane szlochy dorosłych. Mam nadzieję, że to dobry trop. Teraz już prawie nic nie mogę z tym zrobić. Ang mówi, że jeszcze nigdy nie widział mnie w tak złym nastroju. „To jak próbować dogadać się z niedźwiedziem,” powiedział. Ale już po wszystkim i wracam do normalności.

Sobota 1 lipca
Znieczulić kręgosłup. Odzywa się stary uraz z czasów „Me and my girl.” Dostaję skurczy w okolicy lędźwiowej. Żeby to szlag. Jasny i niespodziewany.

Niedziela 2 lipca
Scena natłoku powozów. Scena, której Ang pragnął z całej mocy – w której widzimy panią Jenkins, Lucy, Elinor i Marianne przyjeżdżające na bal (który od wewnątrz nakręciliśmy już w całości w Wilton). Chciał zobaczyć dosłownie korek powozów, tak wielu, że pasażerki muszą wysiąść daleko od wejścia i szukać sobie drogi do drzwi wśród błota i końskiego łajna. Wieczór. Wkurzające.
Próbuję coś zaradzić na kręgosłup. Akupunktura, szpinak z zamrażarki, indocit (na rozluźnienie mięśni) i płacz. Załamuję się. Prezenty od Harriet, Jamesa i Liz. To już naprawdę się kończy. Mamy łzy na końcu nosa, większość z nas. Zadowolona jestem, że pada – to daje sugestię, że sala balowa będzie zaparowana i śmierdząca mokrą wełną.
Z powodów znanych tylko im samym firma cateringowa robi nam hiszpański wieczór - paella. To będą wspaniałe zdjęcia, a potem do łóżka z lekami na kręgosłup. Palę w pustej przyczepie. W gazetach pełno Liz i Hugha w najbardziej odrażający i wkurzający sposób. Przeczytałam ostatni wywiad Denisa Pottera z Melvynem Braggiem. Powiedział, że chciałby nakręcić Roberta Murdocha. Teraz nie może, ale ja mogę. Pod nieobecność popielniczki siedzę strząsając popiół na dywan. Jestem fleją.

Poniedziałek 3 lipca.
Nowa lokacja w Rotherhithe. Scena w kościele („Oni zawsze klękają”). Plecy zamrożone. Spałam dobrze. Zaczynam pisać pożegnalne karty, co doprowadza mnie do płaczu. Robię małą scenę w wozie makijażystów, gdzie nie ma czajnika i skrzeczę, że mieliśmy tydzień na nakręcenie ważnych scen i że to jeszcze nie skończone.
Zawieszeni w oczekiwaniu na przyjazd atrapy powozu (atrapa ustawiona na platformie, żeby można było kręcić przez jego okna). Utknął na Tower Bridge. Debbie Kaye powiedziała, że wczorajsza scena nocna była największą od dwudziestu lat w Anglii sceną z udziałem powozów i koni. Siedzę w pustej przyczepie pijąc herbatę, paląc, uważając na kręgosłup. Mam ochotę wezwać taksówkę i pojechać gdzieś na tygodniowe leniuchowanie. Chłodny, szary dzień na East Endzie.
Podróż przez Londyn fascynująca. Zapomina się, jaki to wielki tygiel i jak antyczny. Prowadzę, przypomina mi się, życie pod kloszem w Północnym Londynie – taką uwagę rzuciłam mamie w twarz kiedy miałam siedemnaście lat. Do dziś nie wiem, czemu mnie wtedy nie trzepnęła.
Ćwiczenia na kręgosłup. Łażę kulejąc jak staruszka i domagam się współczucia. Nikogo to nie obchodzi. Oni kręcą film. Jestem bardzo poruszona. Trudno się dziwić; dochodzenie do końca tej podróży, a w każdym razie tego jej kawałka, jest zadziwiające i nie do pomyślenia. Będziemy oczywiście pracować dalej w Lindsay, Angiem, Jamesem, Patem Doyle i ludźmi od postprodukcji. Ale tylu nas opuszcza – Mick, Phil, fantastyczny dział operatorski. Banda milszych mężczyzn niż kiedykolwiek spodziewałaś się spotkać. Już utrata Morag była trudna. Machanie ręką na pożegnanie do wszystkich aktorów po kolei jest zawsze bardzo przykre. O Chryste. Pij dużo wody. Połóż się. Zamknij się.
Już od trzech godzin czekamy w przyczepie – na dwa kawałki drewna. Kate siedzi w ubikacji i mówi do mnie. Zgubiła swój szlafrok z Columbii. Yvonne, nasza garderobiana (i bajeczna wokalistka rock and rollowa) mówi, że wie, że ten jest mój, bo „na froncie ma wielkie plamy z jedzenia.”
18:30 Skończyłam swoją partię i ruszam na poszukiwania czynszówek. Nie ma ich rzecz jasna w powieści, ale eksperymentujemy z nowym punktem widzenia – Brandona, który szuka zaginionej wychowanki. Może być interesujące pokazanie dosłownie chwili cierpienia i biedy, nad którą Austen celowo się nie rozwodziła. Z drugiej strony taka scena może zepsuć rodzaj jedności. Nie mam pojęcia. Pojawia się Pat Doyle, z opryszczką i psem.

Wtorek 4 lipca
Shepperton. Mamy kręcić moje ujęcie na wejście. Sal proponuje niebieski odcień na oczy. Udało mi się jej to wyperswadować. Teraz bardzo trudna scena dla Gem, która miała do niej anielską cierpliwość. Ja byłam zirytowana i wtrącalska.
W doku koło dziewiątej. Akupunktura.

Tłumaczenie: Trzykrotka
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13264
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 22 Maj, 2018 15:03   

Do zakończenia zdjęć zostało jeszcze tylko kilka dni, więc przerwę na razie narrację Emmy, żeby dać mały bonus.

Oto cytat z pamiętnika, sprzed rozpoczęcia zdjęć:

Na życzenie Anga mamy do zrobienia zadanie domowe. To też niezwykłe. Chce wniknąć w charaktery naszych postaci i stworzył listę pytań, które odnoszą się do ich przeszłości i życia wewnętrznego”. Życie wewnętrzne jest dla niego bardzo ważne. Niektórzy z aktorów reagują na to pozytywnie, inni nie. My wszyscy wypełniamy to zadanie. Imogen Stubbs (Lucy Steel) wygrywa nagrodę za starania –odpowiedziała w formie listu od Lucy do Elinor napisanego w kilka lat po ślubie każdej z nich

tłum. Milka


A oto:

Zwycięski list napisany przez Imogen Stubbs


Droga Elinor,
Robert i ja spędzamy właśnie wyśmienity weekend z Księciem Regentem, u którego, przysięgam, czuję się jak we własnym domu i który jest prawdziwym dżentelmenem w stosunku do nas, dam. Przez cały weekend nazywał mnie „paradną” i „płochą,” wspomniał również o moich słynnych lokach pytając, czy to wszystko „dzieło boże,” czy też wymagały „kobiecej asysty”? Ależ się śmialiśmy!
Droga moja Elinor, czuję, że nadszedł czas na małą jakąś rozmowę o przeszłości, ale nim zacznę, powiedz proszę, jak się ma twoja droga rodzina? Czy biedna, blada Marianna jest teraz szczęśliwa u boku cudownie odpowiedniego, dojrzałego męża? Nie mogę wyrzucić z pamięci żałosnej boleściwości (ach, ten język którego wymaga od nas „towarzystwo”!) jej treli, kiedy przeklęty łotr zostawił ją, niewinną i ufną dla małżeńskich korzyści. Cóż – musimy żyć z piętnem jego hańby. Przynajmniej za tyle możemy być wdzięczni. Czy kochana Margaret nauczyła się grzeczności? Szczerze tęsknię za jej psotami i niemal już wybaczyłam jej czasy, kiedy włożyła mi żuka do zupy oraz pękała ze śmiechu kiedy mnie, zemdloną, niesiono na górę. Skądże mogła wiedzieć, że o włos uniknęłam śmierci z zadławienia się? Skąd mogłaby wiedzieć, jak głęboko dotknęło mnie to przeżycie? Jak mogłaby się domyślić, będąc w tym trudnym wieku, że pewnego dnia mogę być w mocy zaoferowania jej finansowego wsparcia, czy wprowadzenia do uładzonego towarzystwa, i mogłabym nie zapomnieć jej takiego zachowania? Żartowałam – i na dowód załączam wstążkę do czepka, aby miała czym upiększyć tę słodką, znajomą twarz.
Czy pani Jennings zdołała stracić nieco na wadze, a Twoja matka – przybrać? Gdyby tylko doktorzy potrafili ująć co nieco z jednej osoby i przetransponować to drugiej, jakież byłybyśmy kontente! Co do mnie, to wybrałabym podpięcie twarzy do włosów, aby usunąć najmniejsze fałdki i zachować jak najwięcej dziewczęcego wdzięku, który jeszcze wciąż w niej pozostał. Rober mówi, że jestem jak piękna furtka do wiejskiego ogrodu, wokół której kwitną róże (Moje loki, rozumiesz). Niezły z niego poeta i pewnego dnia przyćmi tego melancholijnego nudziarza Cowpera, nie uważasz? Ale dość już o moi.
Edward wyglądał raczej żałośnie, jak myślę, kiedy spotkaliśmy się pod arkadami. Zauważyłam też zapowiedź siwych włosów nadciągających w szybkim tempie. Ale to taka dobra dusza, bardzo miła, a ja jestem pewna, że żywot pastora karmi jego duszę, nawet jeśli nie ciało. Nasza mała Alfonsa powiedziała ostatnio, że uważa, że wujek Edward „jeśt taki śłodki” (sepleni wprost uroczo), „bo ma ocka jak Śuki” Śuki (Suki) to jej spanielka, która naprawdę przypomina Edwarda – łącznie z włosami w uszach i tą niedorzeczną kurzajką pod brodą. Czyż nie jest bystra, że to zauważyła?
Droga Elinor – sądzę, że pragnęłabyś mieć dzieci i że ta dziedzina może nie być łatwa. Pozbądź się obaw – zawsze możesz matkować mojej piątce (zwłaszcza małej Alfonsie). Poza tym, w co szczerze wierzę, można znaleźć w życiu tyle samo radości pielęgnując psa lub ogród. Stosowałaś może koper włoski? Zawsze twierdzę, że znakomicie leczy bezpłodność, choć, jak tuszę, jesteś za stara by czerpać z dobrodziejstw tego akurat środka. Może sam Bóg zainterweniuje – zwłaszcza, że Edward jest z Nim w stałym kontakcie!
Ach, nie mogę o tym nie napisać – książę właśnie wystawił głowę zza rogu i zaprosił mnie na przejażdżkę o północy. Powinnam przyjąć zaproszenie? Ach, gdybyś teraz była przy mnie aby udzielić mi rady... jestem zupełnie zmieszana. Mam założyć futro, czy aksamit? Muszę wyobrazić sobie drogą ciebie i – jestem pewna – właściwy wybór pojawi się tuż przed moim nosem. Będąc tu mam poczucie, że jestem w domu. To zaiste dziwne. Być może w przeszłym życiu należałam do rodziny królewskiej. Jakkolwiek by było – to życie pasuje do mnie jak ręka do rękawiczki.
Wróćmy do naszej dyskusji. Poczułam się naraz przestraszona. Zupełnie, jak kiedy miałam otworzyć serce przed guwernantką, lub jakby podenerwowana mewa atakowała moje gałki oczne. Żebym dokonywała tu jakichś porównań – wiń za nie moją wyobraźnię, która, jak mówi Rober, jest zbyt wybujała dla mojego dobra. Nie, nie, gdybyś była ptakiem, Elinor, to raczej piękną sową rozmyślającą na swojej gałęzi – podczas gdy siebie widzę bardziej jako strzyżyka. Co do Edwarda, to jest on kaczkowatym dziobakiem z tymi absurdalnie płaskimi stopami i wielkim nosem w kształcie trąby. A swoją drogą, jak z jego zapaleniem zatok? Zdaje się, że zaprzątało go ono o wiele za bardzo; trudno musi się mieszkać w wilgotnych pomieszczeniach takich jak – obawiam się - wasze.
Gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy, Elinor, uczyniłam wyznanie tobie, która stałaś się dla mnie jak siostra, co do moich zaręczyn z Edwardem, oraz ogromnych trudnościach piętrzących się przed takim związkiem. Gdybym tylko wtedy znała twoje uczucia dla niego, nigdy nawet nie rozpoczęłabym tak nietaktownej konwersacji. Wiem zaiste, że uwierzysz mi, kiedy powiem, że taka już jest moja natura, że powinnam była zrzec się go natychmiast, gdybym tylko wiedziała, że to właśnie da ci szczęście, którego szukasz. Muszę jednakże również skarcić cię za to, że nigdy nie przyznałaś się przede mną do prawdziwych uczuć, i że wolałaś raczej mnie okłamać, niż uznać za swa powiernicę. Ale wybaczam ci – i przesyłam przybrudzoną chusteczkę do nosa, która, jak sądzę, była źródłem niepokoju kiedy ja, w swej naiwności, zupełnym przypadkiem jej użyłam. Edward podarował mi ją w czasach głupiej młodzieńczej pasji, która z czasem spłowiała, tak jak ta chusteczka.
Co do mnie, to w jego bracie znalazłam mężczyznę, którego szukałam – i nigdy nie będę żałowała decyzji oddania Edwarda losowi na jaki zasługiwał. Pieniądze nigdy nie były moim celem – jak można tęsknić za czymś, czego się nie znało? Choć jak wierzę nie jesteśmy ubodzy, szukam raczej prostych przyjemności, a jako nagrody spodziewam się nieba. Co do matki Edwarda – nie mam się czego obawiać. Kocha mnie jak własną córkę, której nigdy nie znała i ma wielką słabość do moich ciast. Znajduje ona wielką przyjemność w pakowaniu prezentów, którą ja podzielam; spędziłyśmy wiele szczęśliwych godzin pakując i gawędząc jak dwie uczennice.
Życzę ci więc wszelkiego szczęścia Elinor. I nigdy przenigdy nie czuj się zakłopotana własną nieszczerością w stosunku do mnie ani tym, że byłaś podstępna w sprawie Edwarda. Wszystko zostało przebaczone i zapomniane, a miłość naprawi wszelkie rany. Najgorsze, co mogłoby spotkać zarówno ciebie jak Edwarda, to przyćmienie waszego wrodzonego czaru przez wyrzuty nieczystego sumienia. Cieszcie się tym, co was pozostało dla was w życiu, w którym nie słychać tupotu małych nóżek.

Twoja kochająca
Lucy

PS. Robert dołącza ciepłe pozdrowienia dla, jak to dowcipnie nazywa, „wraktorostwa” (odnosząc się rzecz jasna , do tragedii jaka spotkała wasz biedny sad po wichurze)

PS 2 Fiolet to wymarzony kolor dla cery takiej jak twoja.

tłum.: Trzykrotka
Ostatnio zmieniony przez Trzykrotka Sro 23 Maj, 2018 16:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 31131
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Wto 22 Maj, 2018 15:35   

Bardzo pomysłowy list :lol:
:kwiatek:
_________________

 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 43053
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Wto 22 Maj, 2018 16:04   

Okropny ten list podobnie jak okropna jest Lucy ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13264
Skąd: Kraków
Wysłany: Wto 22 Maj, 2018 16:09   

Spod listu wyłania się żmija doskonała - Imogen cudnie ją odmalowała, podobnie jak zagrała zresztą :kwiatek:
 
 
Aragonte 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 26316
Wysłany: Wto 22 Maj, 2018 18:10   

Oj tak, żmija doskonała :twisted: godna pewnego Pałacu (znanego paniom z koreańskiego wątku :wink: ).
_________________
Nauri...
 
 
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3548
Wysłany: Wto 22 Maj, 2018 20:07   

A to jaszczurka! Pocieszam się, że ten jej Robert, wbrew temu co ona pisze chadza do wielu "wiejskich ogródków" :wink: Jedno warte drugiego!
A list i tłumaczenie - cudo Trzykrotko!! :kwiatki_wyciaga:
_________________
mogłabym prać cały dzień zasłony, żeby pan Thornton czuł się u mnie jak u siebie w domu ...
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 12397
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Sro 23 Maj, 2018 08:44   

Dzieki Trzyrotko :kwiatki_wyciaga: po popstu przecudny liścik, ileż w nim jadu :serce: :rotfl: cała Lucy od stóp do głów :mrgreen: Robert chadza do wieeeeelu ogródków , do Lucy mówi że jest głupia , a książę regent oglądał ją jak małpę w cyrku , ale że ładna to ma ochotę ją przelecieć ; dzieci są wrzaskliwe , nieposłuszne i rozpuszczone do niemożliwości , tylko łaskawość teściowej jest prawdą :mrgreen:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13264
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 23 Maj, 2018 15:55   

Środa 5 lipca
Plecy bolą. Masa roboty. Zrobiliśmy jedenaście ujęć – sceny rodzinne są o wiele trudniejsze do sfilmowania, niż te pokazujące emocje. Podstawowe uczucia, jak gniew, strach i smutek, a nawet szczęście to pestka w porównaniu z podaniem dialogu, który pokaże, że na przykład Elinor i Marianne są naprawdę siostrami. Zwyczajność, poufałość są dogłębnie ulotne i nie do uchwycenia. Liczy się tutaj coś innego, niż granie. Odwracam się, kiedy przechodzimy do sceny w sypialni, o którą Boga proszę żebyśmy już skończyli. Napisałam już chyba wszystkie kartki. To gorsze niż Boże Narodzenie.
Po lunchu jestem w rozsypce (moja fryzura) i czuję, że przez resztę dnia powinnam grać z akcentem z amerykańskiego Południa. Aktualnie odesłana z gęsim piórem w ten kąt, gdzie tworzą listy – rekwizyty, żeby nakręcić zbliżenia do scen pisania tychże. Dobrze jest nie musieć zakładać gorsetu.
Już 17:00 i trzy ujęcia do nakręcenia. Trudno jest dobrze uchwycić tę dziwną mieszaninę powagi i kpiny. Tak bardzo koncentruję się na Kate i jej partii, że wypadam kiepsko w swojej. Mick odesłany do oświetlenia moich zbliżeń. Łażę tam i z powrotem krzycząc „Gotowe!” Doprowadzam go do szału.
Zrobiła się ładna pogoda i szykuję sobie skręta. Chciałam wypalić go na zewnątrz, ale Becca powiedziała, że moja koszula mocna prześwituję, więc musiałam wejść do środka.

Czwartek 6 lipca
Kate i ja niechcący piłyśmy za dużo, więc o piątej byłam już na nogach. Pakowanie cholernych prezentów. Urodziny mamy. Ścięłam we frontowym ogrodzie wyjątkowo krzykliwą różę i wsunęłam ją jej pod drzwi.
Z plecami o wiele lepiej. Nie czuję się już taka krucha. Lindsay zagląda, żeby powiedzieć, że scena z Gemmą nie została oświetlona po myśli Mike'a, więc musimy nakręcić ją od nowa. Ja pierniczę. Kate i ja w starym dobrym stanie odgrywamy „najdroższy papo” - przerażająco i trochę za bardzo emocjonalnie, przynajmniej jak na to stare pudło. Zbyt wiele emocji prowadzi donikąd, nieważne, że są to sceny ze zmarłymi ojcami i umierającymi siostrami. Kate uroniła kilka łez, a ja wyszeptałam: „to się niedługo skończy i rozstaniemy się.” Obie natychmiast wybuchamy głośnym szlochem. Siku i skręt na uspokojenie. Strasznie gorąco w tym studio - matko kochana.
Ostatnia scena Olivera Ford-Daviesa (doktora Harrisa) na koniec sekwencji przy łożu boleści i przenosiny na plan do scen, w których nie gram. Phil musiał iść i zapobiegł mojej ucieczce. „Och, sądzę, że powinnaś tam być, jako scenarzystka,” powiedział i puścił oczko.
„Pieprz się,” odpowiedziałam elegancko.
Początek końca to nadejście przepięknej osiemnastowiecznej poduszki od pana Rickmana.

Piątek 7 lipca.
Ostatni dzień zdjęciowy. Jadę do Shepperton o 6:30, upakowana z tyłu samochodu między wszystkimi prezentami i z rowerem jednokołowym między kolanami (to dla Berniego, który, choć nie wygląda, jest szalony). Bardzo udany poranek w stylu Bożego Narodzenia. Ang bardzo wzruszający – ogromnie podoba mu się puszka na herbatę, ale tak samo cieszyłby się z jednej torebki herbaty. Bardzo długo przytulał mnie w ciszy. Wszyscy mieli łzy na końcu nosów.
Wyszło słońce. Leżę i słucham odgłosów budowy. Wszyscy jesteśmy na terenie torów wyścigowych w Kempton Park. Upał. Atmosfera pikniku i zabawy.
Moje ostatnie ujęcie ma miejsce o 19:30. Klaps 549. W powozie. Alan słucha sprawozdania z Wimbledonu. Mnie umknęło, że w ogóle już jest Wimbledon. To kobiecy finał. Zrzucam
z ulgą mój przepocony gorset, a Kate pada na trawę. Płacze. Błagam o alkohol.
22:15 Do domu. Zakończyłam na klapsie 550, ujęciu 5. Ujęcie Alana galopującego w stronę słońca. Kamera umieszczona jest w środku białej żyroskopowej kuli zawieszonej na małym wysięgniku umocowanym na ciężarówce. Zupełnym przypadkiem dostaję miejsce z tyłu ciężarówki i jestem świadkiem ostatniego ujęcia oddalającego się pędu, za którym idzie słońce. Potem jemy hamburgery i gumowate frytki, pijemy szampana, a miłość nas otacza. Ludzie byli bardzo poruszeni. Lindsay i Laurie płakali. Ja uśmiechałam się od ucha do ucha przez cały dzień. Wszystko w Elinor było mocnym, cichym zadowoleniem (cytat z książki)

Niedziela 9 lipca.
Prawdziwe życie daje kopa. Dziwne uczucie. Fantastyczne przyjęcie na zakończenie. Ang wydał chiński bankiet. Zaśpiewaliśmy dla niego. Długo opowiadał mi o radości, jaką miał z tej pracy. Ten czas dla wszystkich był wyjątkowo szczęśliwy. Znów jestem w starym, dobrym stanie wdzięczności. Teraz gotujemy ostatnie jedzenie Lindsay w Anglii i pijemy piwo.
Mimo pleców tańczyłam całą noc. Przygrywała kapela Hugha Laurie. Laurie Borg znowu płakał. Zostałam do samego końca. W domu koło czwartej nad ranem.

K O N I E C


TŁUM: tRZYKROTKA
 
 
Aragonte 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 26316
Wysłany: Sro 23 Maj, 2018 18:10   

Dziękuję pięknie za tłumaczenie :kwiatki_wyciaga: :love_shower: :love_shower:
_________________
Nauri...
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 31131
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Sro 23 Maj, 2018 19:52   

Dzięki :kwiatek:
_________________

 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 12397
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Sro 23 Maj, 2018 22:29   

:kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3548
Wysłany: Sro 23 Maj, 2018 22:35   

Pięknie dziękuję Trzykrotko :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga:
_________________
mogłabym prać cały dzień zasłony, żeby pan Thornton czuł się u mnie jak u siebie w domu ...
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 43053
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Czw 24 Maj, 2018 07:19   

Wielkie dzięki :)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13264
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 24 Maj, 2018 07:38   

Chciałabym taki notatnik Anga Lee przeczytać. Mniej o skrętach, więcej o procesie twórczym :wink: choć za Emmą przepadam.
Cieszę się, że dzieło dokończone i że się podobało :kwiatek:
 
 
Jotka 



Dołączyła: 11 Sie 2009
Posty: 2777
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 24 Maj, 2018 08:21   

Trzykrotko dzięki :kwiatki_wyciaga:

Seans w https://www.teleman.pl/tv...antyczna-806276
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 31131
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Czw 24 Maj, 2018 14:04   

Trzykrotka napisał/a:
Mniej o skrętach, więcej o procesie twórczym
Popieram :mrgreen:
coś jak o pracy przy DiU 95 - właśnie odświeżam sobie - i mam ochotę na ponowny seans :mrgreen: (właściwie nic nie stoi na przeszkodzie :twisted: )
_________________

 
 
Ania Aga 



Dołączyła: 23 Paź 2009
Posty: 3457
Wysłany: Czw 24 Maj, 2018 16:22   

Dołączam się do podziękowań!
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1717
Wysłany: Pon 28 Maj, 2018 16:05   

Fantastyczne. Przeczytałam sobie razem z wcześniejszymi fragmentami. Dzięki wielkie i stokrotne za tłumaczenie!!!!!!!! :kwiatek:
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13264
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 28 Maj, 2018 16:16   

Dziękuję :kwiatek: :kwiatek: :kwiatek:
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 31131
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Wto 12 Cze, 2018 22:32   

Obejrzałam to '('Pride & Prejudice'' 15 years later):
https://www.youtube.com/w...GQcJmAnc5k&t=2s
Miło zobaczyć twarze ludzi o których się czytało w tłumaczeniu Trzykrotki :kwiatek:
(i usłyszeć wypowiedzi w dużej mierze te same ;) )
_________________

 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 28959
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Czw 16 Sie, 2018 10:26   

Koniec świata :mrgreen: - wczoraj przypadkiem trafiliśmy na Rozważną i Romantyczną w TV i wprawdzie bez początku (jakieś pół godziny, może więcej) i na razie bez końca ;) , ale oglądałam i zachwyconam :thud: . Właśnie zgarniam film celem dokończenia go dzisiaj i już nie mogę się doczekać :mrgreen: . Świetni aktorzy, których sporą część kojarzę z Harry'ego Pottera i nie tylko :mrgreen: , świetne dialogi i ogólnie to naprawdę dobry film. Wierzyc mi się nie chce, że przed laty uznałam go za nudny i nie doogladałam do końca :rumieniec: . Ludzie czasem długo dojrzewają :lol:
_________________

 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 43053
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Czw 16 Sie, 2018 11:30   

Super, że ci się spodobało :)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Anaru 



Dołączyła: 11 Sie 2006
Posty: 28959
Skąd: Tu i tam ;)
Wysłany: Czw 16 Sie, 2018 14:06   

I pułkownik Brandon :serce:
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.