PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozważna i Romantyczna Sense and Sensibility (1995)
Autor Wiadomość
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 12511
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Wto 23 Lip, 2013 22:50   

Ha ! Obejrzałam dziś kawałek i znalazłam plastikowe współczesne okno w Norland - Eleonora widzi przez nie Edwarda uczącego Margaret szermierki w parku :mrgreen:
No i ponieważ oglądam z napisami , dowiedziałam się , że Edward będzie CHodował kury :rotfl:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
olenka1108 



Dołączyła: 27 Lut 2014
Posty: 39
Skąd: 3city
Wysłany: Wto 18 Mar, 2014 21:22   

Trzykrotko, a czy będzie dalsza część pamiętników Emmy Thompson z kręcenia "RiR" 95? Bardzo ciekawa lektura.
Swoją drogą uważam, że ekranizacja jest bardzo, ale to bardzo dobra. Pojawiły się negatywne opinie co do reakcji Elinor na wieść o tym, że Edward nie ożenił się. Uważam, że taka właśnie reakcja była zamierzona, by podkreślić, jak wielkim uczuciem Elinor darzyła Edwarda i jak wiele emocji musiała biedna chować przed światem przez tak długi czas. Zawsze na tym fragmencie filmu wzruszam się do łez.
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13479
Skąd: Kraków
Wysłany: Sro 26 Mar, 2014 00:14   

Ja też kocham tę ekranizację :kwiatek:
Dobrze, że przypomniałaś - uderzę do naszej tlumaczki po prośbie o następny odcinek. rzeczywiście, jakoś dawno niczego nowego nie było...
 
 
olenka1108 



Dołączyła: 27 Lut 2014
Posty: 39
Skąd: 3city
Wysłany: Wto 15 Kwi, 2014 22:05   

Dla wszystkich fanek RiR'95 w świąteczną niedzielę na kanale Stopklatka TV godz. 17.30 :serce:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 43418
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 29 Kwi, 2017 21:23   

Zrobiłam powtórkę i popłakałam się na końcu ze względu na Rickmana - jak mi żal, że już nie ma go na tym świecie...Jak jego Brandon pojawia się pierwszy raz na ekranie w S&S, jak patrzy na Mariannę, jak cierpi, gdy ona choruje. I ten jego uśmiech, gdy wychodzą z kościoła. Musze jednak przyznać, że jest to ekranizacja doskonała - od początku do końca ( no może tylko Grant mi wadzi ;) ). Scenariusz, reżyseria, kostiumy, wnętrza, muzyka, aktorzy. Czapki z głów. Teraz mam ochotę na Perswazje z Amanda Root i Ciaranem Hindsem.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
milenaj 



Dołączyła: 04 Gru 2009
Posty: 4952
Wysłany: Sob 29 Kwi, 2017 22:25   

Dla mnie mimo wszystkich ale, to jest ulubiona ekranizacja. :)
_________________
https://www.facebook.com/..._homepage_panel
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 12511
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Nie 30 Kwi, 2017 18:55   

Admete napisał/a:
Musze jednak przyznać, że jest to ekranizacja doskonała - od początku do końca

Amen siostro :cheers: :mrgreen:
A dziś właśnie o Perswazjach z Ciaranem myślałam - jak to wielkie umysły myślą podobnie :cool: :mrgreen:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 43418
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 30 Kwi, 2017 19:03   

Obejrzałam połowę, jak dokończę, to napiszę kilka słów w odpowiednim wątku.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13479
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 03 Maj, 2018 10:37   

Szkoda, żeby ten tekst nie został do końca przetłumaczony. Przejęłam plik i kontynuuję dzielo milki :kwiatek:

Czwartek, 15 czerwca
Kate gra swoją scenę załamania psychicznego zachwycająco dobrze. W niemal każdej płaczliwej scenie starałam się znaleźć jakiś dobry dowcip. Mniej pobłażania.

Piątek 16 czerwca.
Kręcimy scenę Elinor „Co ty wiesz o moim sercu?” Czemu ja napisałam taką ilość słów? Potoki. Ale Mick, Ang i Phil przepracowali ją na wystarczająco pogodną modłę; udało nam się nie przekroczyć granicy.
Ledwie zauważam Salisbury, a jest rozkoszne. Siedzimy jak drużyna krykietowa na trawniku przed Mompesson. Na śniadanie taramasalata. James Schamus wrócił. Opowiadał, że zadzwonił do działu dystrybucji w Columbii i połączył się z sekretarzem naszego dyrektora, który zapytał „Rozważna i jaka?” Nigdy nie słyszał ani o niej, ani o nas.
Plan pełen gobelinów i kobiet szyjących w małych kręgach. Bardzo osiemnastowieczne.
Interesująco i trudno jest to odzwierciedlić: ustalić właściwy poziom wybuchu Elinor. Jej poziom samokontroli. Polegam całkowicie na Angu – sama nie umiem spojrzeć na to z dystansu. Póki co jestem zadowolona i mam nadzieję, że po południu utrafię w dokładnie ten sam ton. Ledwie mogę coś przełknąć, mam żołądek zawiązany w supeł. Kręcimy oczywiście zupełnie nie chronologicznie, zagrałam już więc utratę panowania nad sobą w ostatniej scenie, którą starałam się pokazać jako jak najbardziej nieumyślną. Jak kiedy przestajesz panować nad przeponą. Pamiętam, jak tuż po śmierci ojca poszłam do banku, żeby zacząć porządkować jego papiery. Czułam się najzupełniej spokojna i siedziałam w biurze rozmawiając z kierownikiem, kiedy nagle przepona ruszyła do akcji i nie byłam w stanie zrobić nic poza beznadziejnym szlochem. Szłam do domu rozdygotana, myśląc, że to bardzo dziwne, bo nie mogłam przestać, nie było sposobu żeby nad tym zapanować. Nie zdarzyło mi się to ani wcześniej ani potem i było tak, jakby emocje oddzieliły się od rozumu. Taki stan chciałam powtórzyć w scenie, w której Elinor dowiaduje się, że Edward się nie ożenił. Jednak ta chwila to bardziej gniew – co zawsze uważałam za trudne do zagrania. Jest w tym żar, który trudno jest udawać, nagłe uderzenie gorąca. Jest wściekła na Mariannę, ale nie chce czuć tego gniewu i nie bardzo wie, co z tym robić. Coś jakbyś oglądał kogoś próbującego zabutelkować dżina. W tym przypadku gram kilka różnych wersji, żeby podczas montażu Ang miał wybór. Nie będzie znał właściwego tonu, póki nie zobaczy większego kontekstu. To prawdziwe utrapienie z filmem – czasami nie wiesz, jak rozłożyć emocje i jedynym bezpiecznym wyjściem jest przedstawić tyle opcji, ile się da.


Sobota 17 czerwca
Znowu w zawieszeniu. Wstałam rano i nie mogłam znaleźć okularów. W końcu musiałam prosić o pomoc. Kate znalazła je w środku dekoracji kwiatowej. Fioletowe wory pod oczami.
Nagle uświadomiłam sobie, że przez ostatnich pięć lat, ile razy kończyłam pracę, wracałam do tego scenariusza i pracowałam nad nim. Teraz po raz pierwszy mogę przestać. Bierzcie, jakie jest.
Pogoda smętna i jesteśmy wszyscy z lekka pogubieni, bo zmienia się kolejność scen. Hugh i Greg grają bluesa na gitarach.
Leje oczywiście, więc kręcę przeklęte zbliżenia twarzy, walcząc w piekielnym kacem. Nieźle, ale męcząco i chichotliwie. Później chłopcy wpadają do mojej przyczepy żeby oglądać rugby – nieprzytomni z podniecenia i bardzo przepraszający. Mecz Afryka Południowa – Francja. Podobno bardzo ważny. Telewizor miga, więc Hugh musi trzymać go nad głową pod kątem 45 stopni. Wpadają na zmianę żeby pooglądać i powrzeszczeć. Kibicowanie jest straszne, naprawdę.
Chętnie przeczytałabym jakieś opracowanie na ten temat. Tego się nabywa z wychowaniem? Twarze chłopców jaśnieją z radości i ekscytacji, to zaiste inspirujące, powiedziała tonem stu czerolatki.

Niedziela 18 czerwca
Oglądałam Randkę w ciemno i ćwiczyłam stopę.

Poniedziałek 19 czerwca
Scena pikniku w Delaford kręcona przed Trafalgarem. Ang zachwycony wielkimi kawałami pork pie z Melton Mowbray, które nazywa bułkami wieprzowymi. Przy tej cudownej pogodzie atmosfera wakacyjna, ale to naprawdę nam nie sprzyja. Harmonogram znów się zmienił, bo rozpaczliwie usiłujemy upchnąć cały pozostały materiał w tym salisburskim segmencie. Minęło 10 tygodni – trudno uwierzyć, że w niedzielę będę w domu. Piknik nakręcony. Hurrra. Przenosimy się do wnętrza, żeby nakręcić scenę, w której Brandon patrzy, jak Marianna rysuje profil Willoughby’ego. Bardzo trudne do oświetlenia, ale profil Willoughby’ego zza papierowego ekranu jest przekonująco erotyczny.
W porze lunchu nie byłam głodna i teraz zniżam się do zjedzenia resztek mielonego z czyjegoś talerza i krętactwa. Ludzie zaczynają mówić o przyjęciu na zakończenie zdjęć. Chryste. Przed nami jeszcze dwa i pól tygodnia i sporo ważnych scen, więc nie mam nastroju do odliczania. Może wynająć zespół do grania na żywo... Chińszczyzna? Myślę.

Wtorek 20 czerwca
Mnóstwo roboty. Napięcie. Wczorajsze słońce wywołało u wszystkich paskudne czerwone pręgi, jak po parzydełkach meduzy. Okropnie złowieszcze, moim zdaniem. Wczoraj do łóżka ze skrętem, piwem i pastylkami na sen. Nie najszczęśliwsza kombinacja.
Zrobiliśmy „nieznośną kobietę” bardzo szybko do 9.15 i po południu kontynuujemy z pierwszym wejściem Brandona. Dziś przemawia przeze mnie zmęczenie. Widoczne zwłaszcza wokół oczu więc oczywiście mamy sesję zdjęciowa. Ha.
Dzień tysiąca zdjęć. Gemma zemdlała dwa razy. Sądzimy, że to przez spaliny z generatora, plus gorset, upał i brak powietrza. Za drugim razem Paul na piętnaście minut musiał wsadzić ją pod maskę tlenową. Przerażające. Ang ledwo się trzyma. Mam niskie ciśnienie i zapalenie pęcherza. Cudownie.
Alan niezwykle poruszający. Z takim powodzeniem grywał makiaweliczne typy, że niezwykłe jest obserwowanie kiedy tak obnaża nadzwyczajną słodycz, którą ma w naturze. Smutna, wrażliwa, ale bardzo mocna osobowość. Brandon jest, jak sądzę, prawdziwym bohaterem tej opowieści, ale musi powoli urosnąć w oczach publiczności, podobnie jak w oczach Marianne. Stworzenie męskich bohaterów z krwi i kości to jeden z największych problemów. W powieści Brandon i Edward to postaci raczej tajemnicze i nieobecne przez długie kawały czasu. Ciężko pracujemy nad tym, aby zaznaczyć ich obecność, nawet kiedy nie ma ich na ekranie. Willoughby jest właściwie jedyną męską postacią, która wyskakuje na ekran mając trzy wymiary (prekursor innych jej balamutów, Franka Churchilla w Emmie, Wickhama w Dumie i uprzedzeniu i Henry’ego Crawforda w Mansfield Park.)

Środa 21 czerwca

Niespokojny sen. Tyle scen, tak wiele słów. Zaczynam budzić się z nimi wszystkimi snującymi mi się po głowie. Oczywiście jest pochmurnie, bo akurat potrzebujemy słońca i nie mamy już żadnych scen we wnętrzach na przeczekanie pogody. Próbujemy w jeden poranek nakręcić scenę w jadalni z „panem F.” Chris uważa, że niewykonalność tego zadania przyspieszy robotę.
Gemma jeszcze słaba, ale już lepiej się czuje.
Wybielone wąsy.
Dziesięć ujęć dokończonych w cztery godziny. Padam w czasie lunchu, a większość asystentów ogłasza moją śmierć kliniczną. Wychodzi słońce, więc kręcimy drugą część pikniku w Delaford. Tryumf.
Po zrobieniu zdjęcia zespołu wrzucamy Lauriego Borga do basenu (zdjęcia aktorów i ekipy). Uczucie satysfakcji wisi w powietrzu. Być kierownikiem produkcji to żadna zabawa. W łóżku o 9:30.
Obudzona o północy przez cholernych tancerzy morrisa za oknem. Jest pierwsza noc lata a oni podskakują w kręgu na błoniach przed pubem. Wiem, że to wspaniała tradycja i w ogóle, ale coś tu poszło bardzo nie tak. Czy to czasami nie jakiś wielce pogański zwyczaj? Wygląda na jakiś pomysł Johna Majora. Żeby ich pokręciło, że mnie obudzili.

Tłumaczenie Trzykrotka
Ostatnio zmieniony przez Trzykrotka Pią 04 Maj, 2018 11:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 43418
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Czw 03 Maj, 2018 16:15   

Trzykrotka napisał/a:
Kibicowanie jest straszne, naprawdę.
Chętnie przeczytałabym jakieś opracowanie na ten temat. Tego się nabywa z wychowaniem? Twarze chłopców jaśnieją z radości i ekscytacji, to zaiste inspirujące, powiedziała tonem stu czerolatki.


:lol: Emma ja cię rozumiem ;)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Tamara 
nikt nie jest doskonały...



Dołączyła: 02 Lut 2008
Posty: 12511
Skąd: równiny Mazowsza
Wysłany: Czw 03 Maj, 2018 20:12   

Trzykrotko :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga: :kwiatki_wyciaga:
_________________
Niepełnosprawny umysłowo współpracownik gestapo czyli kanalia o zdradzieckiej mordzie :mrgreen:
 
 
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3720
Wysłany: Czw 03 Maj, 2018 20:58   

Trzykrotko, takie skarby na Forum dzięki Tobie :kwiatki_wyciaga: :serce: :love_shower:
_________________

 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13479
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 04 Maj, 2018 16:03   

Lubię tę robotę :kwiatek:
Jeśli udałoby się nam zdobyć jeszcze jakieś making of, albo inne skarby, to ja bardzo chętnie :mrgreen:

Czwartek, 22 czerwca

Znów na parkingu w Salisbury z masą koni i statystów do sceny przed domem pani J. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tyle wczoraj osiągnęliśmy. Cudowny dzień na wiejskich błoniach, po prostu wspaniały. Przegrupowanie wszystkich trwa wieki, więc pomyłka w wypowiadanej kwestii to naprawdę bardzo zła nowina. Stadko dzieci ze szkoły przychodzi popatrzeć. Mompesson wygląda jak akwaforta.
Południe. Kończę scenę z Alanem.
Ja: „Och! Właśnie zaczęłam owulację!”
Alan (długa pauza): „Wielkie dzięki.”
James mówi, że wygląda na to, że wracamy do sceny zatoru powozów. Przez cały ten czas była ona zakładnikiem czasu i budżetu, ale jest bardzo ważna dla Anga. Powiedział także, że dodatkowa energia, którą obecnie każdy musi włożyć w nakręcenie każdej sceny sprawia, że są one znakomite. Obróciłam się jak fryga w jego stronę. „Nie mów tak!” jęknęłam. Ma się poczucie, jakby reszta scen była poniżej normy.
Zjadam lunch złożony prawie wyłącznie z tłuszczu i muszę się położyć, w stanie niemal śpiączki.
Bardzo dziś tłoczno, na błoniach setki gapiów, bardzo grzecznych i ewidentnie zainteresowanych widokiem bandy facetów w szortach noszących reflektory tam i z powrotem i rozkładających kable. Istoty ludzkie są czasami naprawdę urocze. Popadam w nastrój dawania prezentów, co mnie niepokoi. Muszę zatrzymać kręcenie, żeby iść na zakupy...

[*Pod linkiem można obejrzeć lokacje Rozważnej i romantycznej, w tym Mompesson w Salisbury, grający londyński dom pani Jenkins]
http://www.movie-location...ml#.Wuw_MExuKUk

Piątek 23 czerwca
Wszystko rusza w dzikim tempie, żebyśmy mogli nakręcić scenę wyznania Brandona jako pierwszą jutro rano. Idzie sprawnie i dobrze. Napięcie opada. Po raz pierwszy pojawia się papuga pani Jennings. To angielska papuga, George. Złośliwy wyraz dzioba. Papugi mają w sobie coś nieodłącznie zabawnego. Mają złowieszczą aurę sugerującą, że choćbyś stanął na głowie, nie zrobisz na nich wrażenia.
Dopisuję Liz jedną kwestię: „Ach, Gołąbku. Jeszcze żyjesz, jak widzę,” którą ona podaje nienagannie.
Wróciła rodzina Anga, który wygląda na bardzo szczęśliwego. Przypływ pewnie nadszedł i został. W porze lunchu spotkanie w sprawie scenariusza wielkiej sceny Brandona. Niedługo do domu. Mama mówi, że wszystkie rośliny u mnie padły.
Po południu siedzimy na błoniach i jemy lody pod okiem ciekawskich. Po drugiej stronie parkingu odbywa się szkolny dzień sportu i najbardziej nieoczekiwany rajd sportowych samochodów Morgana na gruntach katedralnych. A na błoniach ekipa filmowa... Angielskie życie toczy się wokół nas bardzo w stylu E. M. Fostera. John Major grozi rezygnacją. Może żeby jeszcze bardziej oddać się tańczeniu morrisa? To pierwsza informacja, jaką słyszę od miesięcy. Uświadamiam sobie, jak bardzo żyję w tym świecie.
20:00
Farbuję odrosty z Jan.

Sobota 24 czerwca
Budzik przeraża mnie ciężko. Śniła mi się zupa grzybowa. Jest 9:30, a ja nadal śnię. Uczucie dobrego spokoju i początek nowego dnia. Cudownie jest mieć Alana, na którym można polegać. Staraliśmy się stworzyć przestrzeń, w której może on się poruszać według uznania, więc scena żyje własnym życiem, a my nie interweniujemy zbyt wiele.
Historia Brandona, Elizy i Beth jest rzeczywiście jak z groszowego horroru, ale Alan nadaje jej ton głębokiego cierpienia – i nagle w tym świecie pojawia się szok opowieści o ciąży, śmierci kogoś młodego i zdradzie. Lindsay jedzie ze mną i mówi o swoich obawach dotyczących naszych historii miłosnych. Naprawdę - ukochani sióstr większość czasu spędzają poza kamerą i żadnego z nich nie oglądamy nigdy w scenie naprawdę miłosnej. Okoliczności są przeciwko nim – i oto skutki. Bardzo trudno jest osiągnąć równowagę – bo widz musi zaakceptować ból Elinor po stracie Edwarda długo, długo potem. Ta równowaga będzie w dużej mierze zależała od montażu oczywiście. Strach pomyśleć, że możemy mieć dość Edwarda i Brandona i Willoughby'ego. Wiemy przynajmniej, że przez lata próbowaliśmy wszystkiego – ściągnięcia Edwarda z powrotem w środku opowieści (co nie wychodziło, bo nie miał nic do roboty), aranżowania pojedynku Brandona i Willouhby'ego (co jedynie odzierało rzecz z tajemnicy), pokazanie Willoughby'ego na końcu; wspaniała końcowa scena w powieści, która niestety kłóci się z historią miłosną Brandona. Napisałam setki rożnych wersji które na zmianę wchodziły i wylatywały ze scenariusza.
Każdy inaczej reaguje na wyjazd z lokacji i powrót do domu. Po tak długim czasie czujemy i ulgę i napięcie. Oznacza to, że filmowa rodzina się rozstaje, bo każdy wraca do normalnego domu i zajęć. To niezwykłe, jak ekipa filmowa staje się wielką, rozgałęzioną rodziną, w której każdy ma swoją rolę. Wiesz do kogo po co pójść. Po skręty do Sida, po chlebowy pudding do Ala, po uścisk do Mike'a, po humor i mądrość do Lindsay, po spokój do Anga, po kobiecą filozofię do Morag, po porady odnośnie dźwięku do Jan – i w pewnym stopniu wszystko to się rozpada, kiedy ludzie wracają do domów i podejmują swoje role w prawdziwych rodzinach. Stąd taki smutek opuszczania lokacji. Ale oczywiście podejmujemy się tych ról tylko dlatego, że tęsknimy za domową wygodą i miłością. Wielu ludzi ląduje w domu i dopiero wtedy naprawdę się odpręża. Dziwna równowaga, to życie.
Lindsay pojawia się w stroju pokojówki. W tej scenie będzie grała służącą. Namówiłam ją dyganiem. Błaga, żebyśmy nie kazali jej mówić. Mamy zamiar jej kazać. Nadal ustawiają oświetlenie. Wielki mistrz, a potem sprawdzanie. Staramy się omijać okna. Nie zaczynamy kręcić aż do 11:30. Wybuchnie rebelia jeśli nie skończymy do szóstej, bo wszyscy są zmęczeni i przed nami tylko jeden wolny dzień i trzy różne lokacje w Londynie w poniedziałek. Nakręciliśmy pierwszy kawałek sceny. Ang wyraźnie mną rozczarowany.
Bardzo nadąsana ekipa pracowała aż do 20:45. Alan olśniewający. Do widzenia Salisbury. Do widzenia lokacjo. Witaj Londynie.

Tłumaczenie: Trzykrotka
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 31408
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Pią 04 Maj, 2018 21:43   

Chwilami to jakby strumień świadomości ;) - Trzykrotka :kwiatek:
_________________

 
 
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3720
Wysłany: Sob 05 Maj, 2018 02:41   

Jutro się zbieram, żeby przeczytać całość. Przejrzałam 2 ostatnie wpisy, ze szczególnym zwróceniem uwagi na AR :serce2:
Ja w ogóle nie potrafię ogarnąć tego, że już Go nie ma :cry2: :cry2: :cry2: Nie przyjmuję tego do wiadomości.
_________________

 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13479
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 07 Maj, 2018 15:20   

Londyn, moje panie, a z nim krew, pot i mineta

Niedziela 25 czerwca i poniedziałek 26 czerwca
Weekend! W domu. Nie stanę przed kamerą w poniedziałek więc robię sobie wolne. Mam poczucie winy. Nucę nad kwiatami. Gotuję. Krążę po domu podnosząc różne rzeczy i odkładając je. Nie mogę na niczym się skupić.

Wtorek 27 czerwca.
Greenwich. Dziwnie jest nagle być prawie ciągle w Londynie. Wokół planu zdjęciowego ruch uliczny i gapie.
Intensywnie irytujący dzień. Ludzie wszędzie, Film '95 (program telewizyjny), wywiad dla magazynu „Premiere” i niekończące się wizyty znajomych, które, choć przyjemne, trudno jest pogodzić z planem na dziś. Niepokojące jest odkrycie, jak bardzo ograniczona robię się czasami kręcąc film. Obcy na planie nieraz budzą we mnie dzikuskę. Nie wiem dlaczego – może to instynkt opiekuńczy? Na każdym kroku osobiste dramaty. Okropnie gorąco. Scena w kawiarni z Harriet, Richardem i Jamesem – wszyscy byli wspaniali. Pakuję się w korygowanie postawy statystów robiąc z siebie marudną ciotkę i śmierdząc. Hugh G. narobił sobie podobno kłopotów w LA. Jakaś sprawa z robieniem loda. Dla niektórych to w porządku, pomyślałam.

Środa 28 czerwca.
Mało snu. Wstałam rano, żeby obejrzeć kręcenie scen z Tomem Wilkinsonem (pan Dashwood) i Gem. To otwarcie filmu, dlatego bardzo ważne i chcę przy tym być. Tom był świadkiem śmierci wielu ludzi i mówi o ich odchodzeniu, odrywaniu się. Święta prawda.
Poza tym dzień wolny. Widziałam Chrisa Hamptona, który testował wybuchy do „Secret Agent” (jego następny film). Chce, żeby były jak największe (ale dziwne).
Teraz czekamy. Muszą usunąć ścianę, bo akcja toczy się zarówno w pokoju, jak korytarzu prowadzącym do niego i kamera potrzebuje miejsca, żeby to objąć. Dobrze, że jesteśmy w studiu, bo wszyscy są zmęczeni, a tutaj łatwiej jest kontrolować przestrzeń i światło. Jednak wszyscy w dobrych humorach, a Shepperton aż buzuje.
Hugh G. jest we wszystkich gazetach, które atakują z typowym, pełnym hipokryzji zadowoleniem i ewidentnie potwornie się cieszą. Napisałam do niego.
Garderoba w Shepperton nieco lepka. W łazience stare, lekko omszałe mydło i nie ma ręczników. Mam telefon, co jest wielkim luksusem, i widok na kilka samochodów, trochę blachy falistej i jakieś rusztowania. Cały Londyn.
Ja (po sześciu godzinach czekania na zdjęcia) – Mam dość. Nienawidzę czekać, kiedy nie pracuję.
Lindsay: - Większość kobiet czeka. Ja wymyśliłam, jak zrobić sobie z tego źródło zarobkowania...
Gem: - Ona ma wielkie usta, ta prostytutka... Założę się, że to była dobra mineta.
Wściekły upał.

Czwartek 29 czerwca
Nadal upał. Postanawiamy, że doktor Harris upuści krwi Marianne. Doda to dramatyzmu. Shepperton aż migocze od ukropu. Trudno jest podtrzymać klimat napięcia. Kate jest odwodniona przez granie choroby. Świetna podbudowa do sceny „Nie zostawiaj mnie samej.” Kiedy to się skończy, będę bardzo szczęśliwa. Pada klaps numer 500. Zgodnie z tradycją podano szampana (Lindsay stawiła) – na lunch, więc nikt z nas nie mógł się napić.
Smutno mi, że na ostatni tydzień tracę Morag (wyjeżdża wraz z Alanem na plan „Michaela Collinsa”). Ale będzie mnie malowała Sallie (Jaye, artystka makijażu i wcielenie dowcipu) i będziemy się dużo śmiać. Mówi, że zaplanowała kilka zmian. Może brodę.
Dziś wszystko bardzo chwiejne. Po lunchu długie czekanie na scenę pułkownika Brandona „Co mogę zrobić?” Dobra scena, ale nastrój pełen napięcia. Długa rozmowa o zdaniu „Barton oddalone jest o osiem godzin jazdy,” a ja się zacietrzewiam. Ang mówi, że logicznie rzecz biorąc i pod kątem oświetlenia ujęć, podróż będzie za długa.
„W scenariuszu jest to od lat,” warczę niepotrzebnie. „Nie mogliśmy odbyć tej rozmowy w 1993?” Lindsay jest bardzo spokojna i znajduje genialne rozwiązanie, moim zdaniem, kwestią „Barton leży o dzień drogi od Cleveland.”
Zjadłam górę kanapek i pocę się swobodnie.


Tłum. Trzykrotka
 
 
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3720
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 01:28   

Ha, mineta :lol: Raczej się jej nie spodziewałam w tym wątku :wink:
Trzykrotko, czytam z wielką przyjemnością, delektując się Twoim tłumaczeniem i Twojej koleżanki Milki :kwiatki_wyciaga: :serce: :serce2: :oklaski: :cheerleader2: :serduszkate: Skutkiem tego właśnie sobie włączyłam RiR drugi raz w tym tygodniu :serce: Teraz to już tylko dla AR i muzyki.
_________________

 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13479
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 07:50   

:kwiatek: Juz kończy się opowieść Emmy. Zaraz ostatni dzień zdjeciowy. Mam wielką ochotę na letni wielki festiwal ekranizacji powiesci Jane Austen. A juz na pewno na powtórkę Rozważnej i Romantycznej Anga Lee.
 
 
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3720
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 17:09   

Oj, szkoda, że już koniec. To jest tak świetnie napisane i przetłumaczone :kwiatek: :przytul: , że nawet, jak Cię interesuje jakaś konkretna osoba czy temat, to i tak nie wiedzieć kiedy wciągasz się, nawet w opowieści o owcach i koniach :-D
O ile mi dobrze wiadomo, to ET napisała scenariusz do Bridget Jones Baby. Nie ma się co dziwić, że film tak się udał. Ja np. najbardziej lubię tą 3 część, co się raczej zdarza rzadko w przypadku filmowych kontynuacji. A oczekiwałam wielkiej katastrofy.
Z komentarza reżysera DiU, tej wersji z Keirą, pamiętam, że ET napisała jedną ze scen, tą w której Charlotte oznajmia Elżbiecie, że przyjęła oświadczyny pana Collinsa.
_________________

 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 13479
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 19:27   

O, nie wiedziałam, ale to pewne, że szkoda byłoby jej talentu na jednorazowy występ. Za scenariusz do RiR dostała w końcu Oscara.
A Hugh Grant to kawał pacana :roll:
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 31408
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 21:03   

Trzykrotka napisał/a:
Hugh Grant to kawał pacana
I jedyny nietrafiony aktor IMHO :roll:
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 35842
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 21:07   

Nie przepadam za HG. Rzadko kiedy mi się podoba w filmie.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
ita 



Dołączyła: 28 Gru 2016
Posty: 3720
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 21:57   

Agn napisał/a:
Nie przepadam za HG. Rzadko kiedy mi się podoba w filmie.

Mi jako aktor jest doskonale obojętny. Jako typ męskiej urody nie podoba mi się. Nie widziałam go w wielu filmach :mysle:
W 4 weselach... podobał mi się, ta maniera jego gry była jak dla mnie świeża i nieograna. Dość podobał mi się jeszcze, tzn. jego gra - w Love Actually. W DiU nie zachwycił mnie. Odbieram jego grę jako przeszarżowaną i nienaturalną. Jak to zauważyła Basia, ma kilka ładnych i ciepłych scen z Margaret. I to wszystko.
_________________

 
 
Agn 
księgarniany wymiatacz



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 35842
Skąd: spod łóżka
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 22:06   

ita napisał/a:
W DiU nie zachwycił mnie.
:co_stracilam:
A, RiR!
Też mi się jako Edward nie podobał. Ale mnie ogólnie denerwuje jego styl gry - dużo mrugania oczami i zacinanie się. :roll: Podobał mi się w Boskiej Florence, bo tam mnie zaskoczył, że, kurczę, może NIE mrugać oczami i grać jakoś inaczej.
_________________


Kocham mój kraj, NIENAWIDZĘ tego państwa.
 
 
BeeMeR 



Dołączyła: 16 Gru 2006
Posty: 31408
Skąd: z Krakowa :)
Wysłany: Nie 13 Maj, 2018 22:18   

Agn napisał/a:
Podobał mi się w Boskiej Florence, bo tam mnie zaskoczył, że, kurczę, może NIE mrugać oczami i grać jakoś inaczej.
A to może zobaczę, bo mnie to jego mruganie irytuje
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.