PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Aragonte
Wto 15 Kwi, 2008 21:12
The Girl
Autor Wiadomość
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 05 Lip, 2008 22:19   

Część Trzecia
Dziewczyna wychodzi za mąż
1859

Rozdział I

‘Mama.’
‘Tak, kochanie?’
‘Widziałam jak rozmawiała z Fred’em Loam’em, znowu; stali publicznie na placu. To już chyba trzeci raz w tym tygodniu’.
Anne Thornton powoli opuściła na kolana małą broderię, wbiła igłę w płótno i uniosła dłonie, częściowo okryte wspaniałymi rękawiczkami z czarnej nitki i ułożyła je, jedną na drugą na swej piersi, siedziała spoglądając w ciszy na córkę.
Obie ubrane były od stóp do głów w czerń. Czepek Betsy był kopią czepka matki, tak samo rękawiczki; jedynie suknia nieznacznie się różniła.
Niskim głosem zapytała, ‘Czy poruszyłaś z Margaret temat stroju na bal?’
‘Tak, tak Mamo, ale znasz Margaret, zarzuciła mi zajadle, że wspominam o balu, podczas gdy Papa niedawno odszedł’.
Anne pokręciła wolno głową patrząc poprzez panujący w pokoju posępny mrok w stronę okna, w którym zasłony wciąż były do połowy zaciągnięte, palce ręki zaś pocierały rytmicznie drugą dłoń. Wiedziała, że tamtej balowej nocy sprawy nie poszły po myśli jej męża. Nie wiedziała tylko czy przyczyną jego zawodu była nieobecność konkurenta Margaret – tylko tyle wyciągnęła z Roberta – czy też osłabłe zainteresowanie pana Waters’a Dziewczyną. Najbardziej martwiła ją myśl, że adwokat, usłyszawszy o śmierci jej męża mógłby zjawić się tu i poprosić o rękę tej kreatury. Mogli spotykać się podczas jej ostatniego semestru w szkole; jak się miała o tym dowiedzieć!
Nie do pomyślenia byłoby gdyby bękart jej męża zdobył pozycję żony adwokata w mieście Hexham, podczas gdy jej rodzona córka, jeśli do tego dopuści, zostanie żoną urzędnika. Ten pomysł nigdy się nie ostanie.
Wstała gwałtownie, zrzucając haft, a kiedy opadł na podłogę Betsy prędko podniosła go. Za chwilę stały twarzą w twarz.
‘Chciałabym byś poszła do sklepu… i powiedziała panu Loam, że chcę się z nim widzieć. Jeśli zapyta, dlaczego powiedz, że w sprawie osobistej’.
‘Tak, Mama’. Twarzyczka Betsy rozjaśniła się.
‘Idź natychmiast; powinnaś go złapać nim pojedzie do Allendale na ubój, dziś jest poniedziałek’.
‘Tak, Mama’.
Anne Thornton obserwowała córkę, która niemal biegiem opuściła pokój. Dobrze wiedziała, że Betsy równie mocno, co ona będzie zadowolona widząc jak Dziewczyna stąd odchodzi. Lecz zadowolenie było słowem nieadekwatnym do jej uczuć, bo nie chciała tylko jej odejścia, ona pragnęła być świadkiem upokorzenia Dziewczyny, a to, co przyszło jej właśnie do głowy było dobrym wstępem do tego.
Fred Loam, rozważała w myślach, był ignorantem, głupim, młodym człowiekiem, a jego żona, ktokolwiek nią zostanie będzie musiała stawić czoła nie tylko jemu, lecz także jego matce… Och, jego matka! Jeśli istniała na tym świecie prawdziwa sekutnica to była nią właśnie pani Loam; współczuła tej, która dostanie taką teściową… to znaczy każdej oprócz tej jednej.
W myślach kreśliła obraz radości, jaką będzie czerpać z cierpienia Dziewczyny znajdującej się pod panowaniem tamtej prostaczki, rozwrzeszczanej i niemal bezzębnej, nie wspominając co będzie musiała znosić, dosłownie, z rąk Fred’a Loam’a.
Jakże nienawidziła tej dziewczyny, która zrujnowała jej życie, to ona doprowadziła ją do tego, że znienawidziła męża; i nienawidziła go aż do końca, kiedy to jego otwarte oczy patrzyły w jej, łapiąc ostatni swój oddech. Miała nadzieję, modliła się o to, że Stwórca słusznie się z nim rozprawi. Jeśli tak będzie, to chciałaby ujrzeć jego wieczne męki, długie, tak długie jak te lata, które musiała znosić. Boże, dobry Boże, jakie męki znosiła leżąc samotnie w tym pokoju, pozbawiona obecności drugiej osoby, co jednak nie miało nic wspólnego z pragnieniami ciała.
Wymyśliła sobie, że nim Dziewczyna pojawiła się, istniała między nimi głęboka i duchowa wspólnota. Od czasu do czasu mówiła sobie, że może i różnili się nieznacznie w opinii na temat pewnych spraw, lecz to wszystko; poza tym wszystko inne harmonijnie układało się przez pierwsze trzynaście lat ich małżeństwa.
Lecz teraz odszedł, i jeśli nienawidziła go, kiedy żył, to ta nienawiść była obecnie jeszcze większa, bo śmiał zostawić ich bez grosza. Nie spisał ostatniej woli, przynajmniej niczego takiego nie znaleźli. Cóż, nie miał dużo do zostawienia, może oprócz domu, który wedle prawa należał się Johnowi; John jednak w swej wspaniałomyślności powiedział, że przepisze go na nią, bo kiedy ożeni się będzie mógł przenieść się do żony, przynajmniej na jakiś czas. Posiadłość była olbrzymia, a jego przyszli teściowie okazali, że pragną tam jego obecności.
Więc miała dom; lecz w jaki sposób miałaby go utrzymać? W zeszłym tygodniu usłyszała od pana Beaumont’a że dostanie rentę, jedną gwineę tygodniowo; co według niej było niezwykle skromnym gestem. Jakże miałaby dalej żyć, kiedy John i Robert opuszczą dom? Chciałaby żeby to właśnie Robert się ożenił, wtedy byłaby pewna zapewnienia Johna, ‘Nie martw się, matko, wesprę cię;’, ale nie Robert. Ona i Robert nigdy nie byli blisko; tak naprawdę, czuła dla niego niechęć i była pewna, że to uczucie było odwzajemnione.
Lecz wszystko po kolei; najpierw musi się pozbyć Dziewczyny z tego domu. Gdyby nie oburzenie, które na pewno podniosłoby się przeciw niej ze strony synów i Margaret wyrzuciłaby tamtą na ulicę następnego dnia po pogrzebie.
Uczucia nakazały jej opuścić pokój i skierować kroki do kuchni. Nadal nie dopytywała się o Dziewczynę, lecz chciała wiedzieć gdzie była, a kiedy wracała z kolejnych swych wędrówek zazwyczaj wchodziła do domu przez kuchnię.
Kuchnia była pusta, prócz Belli, którą minęła bez słowa, co nie było czymś niezwykłym, weszła na podwórze i poszła w kierunku stajni udając, że szuka Dandy’ego. Wtedy, postanawiając zawrócić do kuchni zobaczyła Betsy spieszącą w stronę frontowych drzwi.
Betsy, dojrzawszy matkę weszła na podwórze i kiedy się spotkały, wyszeptała podekscytowana, ‘Spotkałam go, kiedy wychodził. On przyjdzie, Mama; powinien tu być lada moment’.
Anne zaczęła kaszleć, odwróciła się i spojrzała w stronę kuchennych drzwi, następnie weszła na podjazd, mówiąc łagodnie, ‘Zaczekaj na schodach na niego i przyprowadź go prosto do salonu’.
‘Tak, Mama’.
Z ledwością usadowiła się w fotelu, plecami do światła, zdołała uporządkować spódnicę i wziąć do ręki haft, gdy drzwi salonu otworzyły się i ukazała się Betsy mówiąc wystudiowanym szeptem, ‘Pan Loam chciałby się z tobą widzieć, Mama’.
‘Proszę wejdź, Fred’.
‘Dzień dobry, proszę pani’.
Stał niezdarnie na środku pokoju, w dłoniach miął kapelusz, nie poprosiła by usiadł, lecz dodając kolejne oczko do haftu i trzymając oczy utkwione w robótce odezwała się, ‘Czy mogę ci zadać osobiste pytanie, Fred?’
‘Osobiste pytanie, proszę pani? Niech mnie pani pyta, o co chce. Odpowiem’.
‘Czy myślałeś kiedykolwiek o małżeństwie?’
Jego milczenie zmusiło ją do uniesienia głowy, zobaczyła jak gapi się na nią i kiedy zdała sobie sprawę jak zabrzmiało to pytanie, zapragnęła krzyknąć, ‘Jak śmiesz! Sądzić, że zaproponuję coś takiego właśnie tobie, musisz być szalony!’ Zamiast tego, powiedziała sztywno, ‘Zastanawiałam się czy przypadkiem nie masz takich planów wobec mojej’ – jak miałaby nazwać Dziewczynę?
‘Pani… pani nie myśli o Hannah?’
Zobaczyła jak skurczyły mu się ramiona, kiedy odezwał się.
‘Owszem’.
‘To znaczy poślubienie jej?’
‘Tak’.
‘A niech mnie! No cóż’ – przerzucał teraz czapkę z ręki do ręki, podczas gdy jego głowa podskakiwała z jednej strony na drugą, a płomień na jego twarzy rozprzestrzeniał się na grubą szyję; w następnej minucie jego głowa znieruchomiała, spojrzał na nią i zapytał, ‘Pani da swoje pozwolenie?’
‘Tak, dam’.
‘No nie! No, no… No, jeśli mam pani zgodę. Ech! Więc powiem pani coś. Myślałem o tym, nie jeden, czy dwa razy, lecz nawet nie śmiałem marzyć o tym. No cóż, sądziłem, że ma pani dla niej inne plany. Nawet, jeśli sprawy stały tak a nie inaczej i pani nie obchodziła…’ Przerwał gwałtownie i jego głowa opadła znów na dół, lecz uniosła się ponownie ze zdumienia, kiedy usłyszał, ‘Masz moją zgodę na poślubienie jej tak szybko jak uznasz to za stosowne. Nie myśl o braku szacunku dla jej ojca. Zajdą pewne zmiany w tym domu, a jej małżeństwo będzie pierwszą z nich’.
‘Rozmawiała z nią pani? Już wie?’
Spojrzała na wprost niego odpowiadając, ‘Zrobi to, co się jej każe i będzie za to wdzięczna’.
Miał uroczystą minę mówiąc, ‘No więc, jedyne co mogę powiedzieć to dziękuję, proszę pani, i mam nadzieję, że będzie tego zdania co pani’.
‘Do widzenia, Fred. Tobie zostawiam resztę’.
‘Dziękuję, proszę pani’. Stał jeszcze chwilę, aż w końcu odwrócił się i wyszedł wyprostowany i spokojny z pokoju.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 07 Lip, 2008 17:10   

Dzieki Moniczko.
Mimo ze jestem obecnie pochlonieta pewnym serialem, ale tlumaczone przez Ciebie fragmenty czytam i wciaz sie upewniam, ze film to byla solidna ekranizacja.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Nie 17 Sie, 2008 17:24   

Rozdział drugi

Był przepiękny dzień, odpowiedni na przechadzkę. Słońce świeciło, choć nie było upalnie, nad szczytami wzgórz opadała delikatna blado różowa poświata, kiedy jednak zwróciłeś wzrok ku niebu twoje oczy gubiły się w nieskończonej białości, przez którą można było dotrzeć do samych gwiazd.
Dwa razy w ciągu ostatnich trzech tygodni nie udało jej się dostarczyć wiadomości dla kobiety w wiosce. Po raz pierwszy obrała złą drogę i błądziła przez kilka godzin, zdołała tylko wrócić do domu przed zmierzchem. Za drugim razem złapała ją burza gradowa. Lecz dzisiaj nareszcie wybrała właściwą drogę.
Wczoraj zapytała Ned’a gdzie dokładnie leży ten dom, a kiedy wyjaśnił, gdzie należy skręcić z głównej drogi, zapytał, ‘Dlaczego idziesz do Sally Warrington?’ Wykrętnie odpowiedziała, ‘Bez powodu’. W końcu pod jego uważnym spojrzeniem wyszeptała, ‘Mam… mam dla niej wiadomość. Ty… nikomu nie powiesz, prawda Ned?’, typowo dla siebie odpowiedział jej, ‘Nic nie powiem? A co to ma ze mną wspólnego?’
Wreszcie zobaczyła chatę, na zewnątrz, z koszykiem w ręku stała kobieta; zobaczyła Hannah i czekała aż się zbliży.
Hannah zatrzymała się przy bramie, kobieta stała po drugiej jej stronie, patrzyły na siebie.
‘Czy pani Warrington?’
‘Tak, to ja’.
‘Czy mogę z panią pomówić?’
Hannah zauważyła, że kobieta zastanawia się czy odpowiedzieć czy nie; wreszcie powiedziała krótko, ‘Proszę wejść’.
Dziewczyna podążyła za nią do domku, a kiedy kobieta wskazała jej krzesło i sama usiadła naprzeciw Hannah próbowała nie patrzeć na jej twarz, pozbawioną życia. Nie tylko pod oczami miała purpurowe ślady, ale i górna warga ukazywała bliznę po ranie, jedna część jej twarzy wydawała się większa od drugiej.
‘Co chciałaś mi powiedzieć?’
‘Mam dla pani wiadomość od… od mojego ojca’.
Po raz pierwszy wypowiedziała te słowa na głos, ogarnął ją delikatny dreszcz, jak po chłodnym natrysku.
Kobieta schyliła głowę, nie odzywała się; w końcu, ledwie szeptem zapytała, ‘Co powiedział?’
‘On.. on chciał bym pani to oddała’. Rozpięła płaszczyk i schowała rękę pod stanik, z którego wyciągnęła malutką skórzaną torebkę, którą podała kobiecie.
Sally wpatrywała się w nią przez moment, aż wreszcie przyjęła ją, pytając, ‘Co to jest?’
‘To… to pieniądze. Myślał, że będzie pani ich potrzebować. Powiedział, że pomogą pani w ucieczce’.
‘Mój Boże!’ Torebka opadła na kolana Sally, a ona sama zasłoniła dłońmi swoją zniekształconą twarz, a kiedy rozpłakała się, płacz rozniósł się po całym pokoju, zdławione słowa popłynęły z jej posiniaczonych ust, ‘To moja wina. To była moja wina. Ale on powinien był się uchylić, powinien był. To było morderstwo, ale kto to udowodni. Następnego dnia był już daleko w Hexham. Zaświadczą tam za niego. Zrobił to mi nim wyszedł. Podwójne razy’. Delikatnie uniosła palce do spuchniętej twarzy, a Hannah podniosła się z krzesła i podeszła do niej, przytulając ją do siebie, powiedziała, ‘Nie. Proszę, nie płacz’. Ona sama nie mogła powstrzymać łez, nie płakała tak od czasu śmierci Matthew.
Chcąc ją jakoś pocieszyć powiedziała cicho, ‘On.. zależało mu na tobie; bardzo się o ciebie martwił. W torebce jest dwadzieścia suwerenów. To.. myślę że to wszystko co miał. Nic więcej nie zostawił’.
Sally zakrztusiła się, wreszcie wyszeptała, ‘Nie zostawił żadnych pieniędzy?’
‘Nic, prócz należnej mu pensji. Ale chciał.. chciał byś je dostała; bardzo się niepokoił, bo wiedział że powinnaś stąd odejść’.
‘Och, Boże, miał rację. Och, dziewczyno, zawsze o tym myślałam, ale żeby uciec, ja nic nie mam. Twój ojciec był hojny, ale wtedy nie brałam nic, bo się bałam mojego męża, że znajdzie to. Więc kiedy wyruszałam dwa razy do roku do Newcastle do wynajęcia do pracy i na pokaz bydła odwiedzałam moją siostrę Lizzie i oddawałam jej to, co dostawałam, bo ma dużą rodzinę i ciężko jej związać koniec z końcem. Wiem, że przyjęłaby mnie do siebie, ale nie chciałabym iść z pustymi rękami. Ale to, to!’ Przygarnęła do siebie torebkę; potrząsnęła głową mówiąc, ‘Był dobrym człowiekiem, cudownym, i bez wstydu powiem, że kochałam go, naprawdę’. Wstała i delikatnie otarła twarz z łez, ‘Zechcesz coś zjeść? Może zupę, albo mleko?’
‘Nie, dziękuję; ja… ja już muszę iść. Czy mogę zapytać, czy pojedzie pani do swojej siostry?’
‘Tak, dziewczyno, tak właśnie zrobię’. Głos Sally tchnął jakąś głębią i silną nutą goryczy. ‘Tak, pojadę. I wiesz, co? Pojadę jeszcze dziś, on jest tuż za granicą, więc nie wróci wcześniej niż za dwa dni. A kiedy już tam będę, mogę się zagubić w mieście. Moja Lizzie już to załatwi. Mam teraz wystarczająco dużo by przeżyć do czasu, kiedy znajdę pracę. Zniknę nim się ściemni, wystarczy mi to co mam na sobie i na zmianę suknię oraz płaszcz. Duży pakunek nie byłby tu odpowiedni. Tak, dziewczyno, wyruszę jeszcze dziś. I dziękuję, dziękuję że przyszłaś i przyniosłaś mi wiadomość od niego’. Na te słowa potrząsnęła głową, dodając, ‘Żałuję tylko tego, że nie mogłam być przy nim do końca, wiem, że ona nie mogła być żadną otuchą dla niego, nie po tym co słyszałam o niej. Nim pójdziesz’ – wyciągnęła rękę – ‘powiedz mi co zamierzasz dalej?’
‘Gdybym tylko wiedziała. Chciałabym zdobyć jakąkolwiek pracę, ale na niczym się nie znam. Nie tak jak.. jak Margaret, moja przyrodnia siostra, ona jest bardzo mądra. Moje umiejętności ograniczają się do bardziej, że tak powiem, domowych zajęć’. Uśmiechnęła się przy tym ujmująco.
‘No cóż, dziewczyno, jak na moją głowę, te talenty przyniosą ci więcej korzyści niż wszystkie wymyślne nauki. Ale bez obaw, z taką śliczną twarzą wyjdziesz za mąż. Porwie cię ktoś szybciej nim się spostrzeżesz. Mam tylko nadzieję, że dostaniesz dobrego męża, łagodnego, takiego jakim był twój ojciec. Do widzenia, dziewczyno’. Wyciągnęła rękę, którą Hannah uścisnęła i po chwili odwróciła się wychodząc.
Na zewnątrz, na wzgórzach Hannah wracała wolnym krokiem w stronę głównej drogi. Rozumiała dlaczego ojciec tak lubił tamtą kobietę, była miła, uprzejma i zanim jej twarz pokryła się bliznami musiała być ładna. Cieszyła się, że tamta postanowiła odejść. Tak jak powiedziała, w mieście mogła się zagubić. Pamiętała miasto. Zatracała się tam wiele razy, błąkając się blisko nabrzeża. Pragnęła wrócić do Newcastle, tylko po to by znów pospacerować tamtejszymi uliczkami. Gdyby tylko znała tam kogoś u kogo mogłaby się schronić.
Kiełkował w niej strach, obawa o to co się z nią stanie. Kobieta powiedziała jej, że wyjdzie za mąż, ale nie chciałaby zostać złapaną, nie chciała wychodzić za mąż. Tylko jeden mężczyzna mógłby pełnić tą rolę, a ponieważ nie mogła go mieć, wmówiła sobie z dziewczęcą porywczością, że nigdy nie będzie miała męża.
Pytanie jednak pozostawało to samo, co powinna zrobić? bo nawet jeśli chciałaby, wątpiła, czy mogłaby dłużej zostać w tamtym domu. Coś niedobrego wisiało w powietrzu, coś ukrytego; czuła to.
Schodziła ze wzgórza, kiedy dostrzegła Ned’a i serce zaczęło jej mocniej bić. Chwyciła spódnice i zbiegła z górki na drogę, gdzie zmusiła by zatrzymał kuca.
Patrząc z góry na nią, stwierdził, ‘Jesteś na jednej ze swoich wędrówek?’
‘Tak, Ned’.
Patrzył gdzieś daleko ponad jej głową, zapytał szybko, bez namysłu, ‘W Lodge Cottage?’
‘Tak, właśnie tam’.
‘A cóż tam robiłaś, jeśli można spytać?’
Popatrzyła na niego, mówiąc krótko, ‘Zaniosłam tam wiadomość’.
‘Ach, tak’. Kiwnął głową, ‘Ach, więc jednak wszystko pasuje’.
‘To znaczy?’
‘Cóż, chodzi plotka, że twojego ojca wcale nie zaatakował jakiś szalony Szkot, rozbójnik czy złodziej koni; ale to tylko plotka’.
Zamrugała oczami, ‘Gdzie się wybierasz?’
‘Och, tym razem to daleka podróż, do Westmoreland, do majątku między Hilton a Coupland, to nieoficjalna transakcja’. Pokazał zęby w szerokim uśmiechu. ‘Lubię takie interesy, zwykle się opłacają. Możesz sobie za to kupić wiele rzeczy do jedzenia i picia’.
‘Długo cię nie będzie?’
‘Och, to zależy czy dużo ich będzie w drodze powrotnej’. Wskazał cztery kuce stojące za nim. ‘Nigdy nie wiadomo, kiedy pojawią się pęcherze w tym interesie, nie zawsze doświadczysz ich na własnej skórze’. Otwartą dłonią klapnął się po pośladku.
Nic nie odpowiedziała na ten żart, lecz poważna popatrzyła na niego z trudem powstrzymując się by nie powiedzieć, ‘Prędko wracaj’, to byłoby niemądre; a jednak nie czuła się opuszczona wiedząc, że jest niedaleko, w Pele House, to tak jak gdyby czekał tam na nią starszy brat, do którego mogła zawsze przybiec.
Zapytał bezbarwnie, ‘Jak tam sprawy?’
‘Och, bez zmian’.
‘Co zamierzasz?’
Potrząsnęła głową i spuściła wzrok na swoje buty, nim odpowiedziała, ‘Sama nie wiem, Ned, gdybym tylko wiedziała, czuję się jak na wzburzonym morzu’.
‘A umiesz pływać?’
Uniosła głowę. ‘Co?... Co masz na myśli, pytając, czy umiem pływać?’
‘Dokładnie to o co zapytałem, czy umiesz pływać?’
‘Nie’.
‘No tak, jeśli jesteś na morzu, a nie umiesz pływać, to długo się nie utrzymasz, prawda?’ Uniósł kąciki ust, lecz ona nie uśmiechnęła się, odpowiedziała mu tylko sztywno, ‘To nie jest śmieszne, Ned’.
Wygiął się na siodle w jej stronę i odburknął, ‘W takim razie zrób coś z tym. Ludzie, którzy nie potrafią pływać, idą na dno, wszystko jedno jak mocno otwierają swoje przeklęte oczy i jak szeroko machają rękami i tak niczego nie złapią. Nie jesteś już dzieckiem, jesteś młodą kobietą. I wiesz co? Jesteś równie niebezpieczna, co zbutwiały dynamit w kopalni… Jesteś. Dokładnie taka. I jeśli nie otworzysz oczu i nie dostrzeżesz tego, co masz koło siebie, pewnego dnia utoniesz, a Ned’a nie będzie by cię ratować… Wstawać tam, no już!’
Stała tam z otwartą buzią patrząc jak sznur kucy truchta naprzód, słyszała jego wrzaski, ‘Ruszać się! Podnosić te cholerne kopyta. Co ja się z wami mam!’
Co takiego zrobiła? Dlaczego on tak ją potraktował? Powiedział, że jest równie niebezpieczna, co dynamit w kopalni. Spoglądała wokół siebie, jak gdyby prosząc wzgórza o odpowiedź. Ned i ona zawsze byli dobrymi przyjaciółmi, był jej bliski jak brat. Dlaczego się od niej odwrócił? Te wszystkie słowa o pływaniu i tonięciu. Teraz już rozumiała, dlaczego niektórzy za nim nie przepadają, jeśli rozmawia z nimi tak jak dzisiaj z nią. Przecież nie zrobiła nic, co mogłoby go rozgniewać. Przypomniała sobie jeden moment, kiedy był dla niej niemiły, niemal wyrzucił ją z Pele House. To było wtedy, kiedy miał się żenić, ale nie ożenił się. Może teraz ma podobny problem. Chociaż tak naprawdę mężczyźni nie muszą mieć specjalnego powodu żeby być gruboskórnymi. Robert był często szorstki, John natomiast nigdy. Och! John. John.
John rzadko teraz z nią rozmawiał, a patrząc w jej stronę zawsze miał tą samą zawstydzoną minę.
Odwróciła się i energicznie obeszła drogę w stronę miejsca, które jeszcze nazywała domem.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 17 Sie, 2008 18:29   

Dzieki Moniczko :D

Wlasciwie odnosze wrazenie, ze Ned nie potrafil z nią rozmawiac...
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
damamama 
nowa wielbicielka DiU oraz JE



Dołączyła: 14 Maj 2008
Posty: 952
Skąd: Rybnik
Wysłany: Pon 18 Sie, 2008 12:47   

Dzięki za nowy fragment, przeczytałam z przyjemnością.

Monika napisał/a:
I jeśli nie otworzysz oczu i nie dostrzeżesz tego, co masz koło siebie, pewnego dnia utoniesz, a Ned’a nie będzie by cię ratować…


Czy to miała być aluzja aby zwrócić uwagę Hannah na siebie? Ciekawe czy by wyjechał gdyby wiedział komu planują ją oddać za żonę.
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Nie 24 Sie, 2008 11:08   

Nadszedł kolejny ranek. Betsy przyniosła wiadomość Hannie, która nakazywała jej iść do rzeźnika po zamówienie, sama i natychmiast.
Hannah zabierając skrawek papieru z rąk Betsy, popatrzyła na nią, lecz nic nie powiedziała. Będąc małą dziewczynką lubiły się. Wchodząc do holu, zabrała z wnęki kapelusz i krótki płaszcz, a następnie wyszła ze swym sprawunkiem.
Kiedy wkroczyła do sklepu nie było w nim klientów, Fred obrócił się od bloku z mięsem, w ręku trzymał tasak, uśmiechnął się od ucha do ucha mówiąc, ‘A niech to! Witaj!’
‘Witaj, Fred. Ja… przyniosłam zamówienie’.
‘Aha’. Wziął od niej liścik; podszedł do drzwi po drugiej stronie sklepu, otworzył je i patrząc w górę stromych schodów zawołał, ‘Mamo! Mamo! Zejdziesz tu na moment?’
W ciągu tej chwili, kiedy czekał na matkę, Fred nie spuszczał wzroku z Hannah, szczerząc zęby w zadowoleniu; a kiedy do sklepu weszła pani Loam, powiedział, ‘Przyszła’, odwracając się od Hannah poprosił, ‘Zastąpisz mnie tu na chwilę?’
Sucha, niska, o cienkich wargach kobieta spojrzała prosto na Hannah, podeszła do lady, gdzie odwróciła się mówiąc, ‘No to idź na górę’.
Hannah spojrzała się za siebie jakby spodziewając się, że pani Loam mówi do kogoś innego; w końcu wskazując na siebie zapytała, ‘Mówi pani do mnie, pani Loam?’
‘A do kogo, przecież nie do siebie, dziewczyno’.
‘Chodź na chwilkę, Hannah, dobrze?’ Fred próbował ją przekonać, a Hannah patrząc na niego pytająco, zapytała po prostu, ‘Po co?’
‘Nic ci nie powiedziała?’ Fred ruszył do niej. ‘Pani?’
‘O czym?’
‘Ach, Boże jedyny!’ Począł gorączkowo trząść głową, jego matka zaś zawołała opryskliwie, ‘Powiesz jej albo tutaj albo na górze, ale skończymy wreszcie z tym’.
‘Chodź ze mną, Hannah’. Młody człowiek wyciągnął w jej stronę rękę, Hannah nie ujęła jej, choć ruszyła za nim, wspinając się po raz pierwszy po schodach prowadzących do pokoi na piętrze.
Przez moment stała bez ruchu rozglądając się po zimnym, sztywnym i schludnym miejscu, które najwyraźniej było jednocześnie kuchnią i salonem, nagle poczuła jak Fred chwyta jej dłoń w swoje mięsiste ręce, zbliża twarz do niej i słyszy jak mówi, ‘Nie wiesz? Nic ci nie powiedziała?’
‘O czym miała mi powiedzieć?’ Hannah spróbowała wyswobodzić się, ale trzymał ją mocno.
‘Cóż’ – wyprostował ramiona, zrobił mały krok do tyłu, nadal trzymając jej rękę, dokończył, ‘Pozwoliła mi się o ciebie starać’.
‘Co takiego!’ Niemal wyskoczyła z jego uścisku. ‘Ty! Starać się o mnie?’
‘Tak, tak właśnie’. Spoważniał. ‘Nie powinno cię to tak bardzo dziwić. Rozmawiałem z tobą tak często przedtem, a ty nigdy mnie nie odtrąciłaś; wydawałaś się zadowolona zatrzymując się na rozmowę ze mną’.
‘Tylko… tylko, dlatego że pomagałeś szukać ojca. Ja… ja byłam wdzięczna’.
‘Tak, no cóż, ja to odebrałem inaczej. Ona powiedziała mi, że nic w tym złego, że nie odmówisz, moja matka także się zgadza, więc wszystko pójdzie jak z płatka.
‘Och, nie, nie’. Odchodziła od niego, kierując się w stronę drzwi. ‘Wprowadzono cię w błąd. Ja.. ja nie mogę za ciebie wyjść’.
‘Dlaczego nie?’ Jego zwaliste ciało zesztywniało, stał się agresywny, zapytał napastliwie, ‘Dlaczego nie? Nie jestem dla ciebie dość dobry? To pozwól mi powiedzieć, że mam do zaoferowania więcej niż większość tutejszych mężczyzn, jestem bogatym człowiekiem, mojej żonie niczego nie zabraknie’.
Hannah wzięła głęboki oddech, przymknęła oczy i pochylając głowę odpowiedziała, ‘Och, Fred, tak mi przykro. Jestem pewna, że jesteś bardzo szlachetny, i dziękuję ci za komplement’. Uśmiechnęła się nieśmiało. ‘To pierwsza propozycja, jaką dostałam i… i dziękuję ci za nią. Ale nie mogę, przepraszam cię Fred’.
‘Powiesz jej to samo?’
‘Tak, oczywiście’. Powiedziała to pewnym tonem.
‘No cóż, nie chciałbym być tam wtedy, bo powiem ci coś Hannah, ona chce się ciebie pozbyć, i jeśli to nie będę ja, to będzie ktoś inny. I mimo, że mówię o sobie, to uwierz mi, mogłabyś trafić o wiele gorzej. O tak, mogłabyś’.
‘Wiem o tym, Fred. Dobrze wiem’.
‘Nie wzbudzam w tobie odrazy?
‘Och nie Fred, naprawdę nie’.
‘Więc, dlaczego by nie spróbować? Wiesz co’ – przysunął się do niej – ‘przemyśl to. Wróć do siebie i pomyśl nad tym. Zaczekam do jutra i przyjmę twoje ostateczne tak lub nie. Ale… nim pójdziesz, coś ci muszę powiedzieć, Hannah. Zależy mi na tobie i będę dla ciebie dobrym mężem, jeśli będziesz dobrą żoną. Wiem, że jest moja matka, czasem jest nieznośna, ale wiem jak sobie z nią radzić i zadbam by się nie wtrącała. Co ty na to? Zaczekamy do jutra?’
Pokręciła głową; ale w końcu, marząc jedynie by stamtąd uciec odrzekła, ‘No dobrze, Fred, zostawmy.. zostawmy to do jutra’.
‘Dobra dziewczynka’. Zrobił ruch w jej kierunku, ale ona odwróciła się i otwierając drzwi wyszła na mały podest i zbiegła po ciemnych schodach tak szybko, że prawie nie spadła z trzech ostatnich schodków.
W sklepie nadal było pusto, pani Loam przestała na moment czyścić deskę, trzymając obie ręce na długiej szczotce do szorowania, obróciła głowę i zażądała, ‘I co tam?’
Hannah nie odpowiedziała jej, ledwie zatrzymała się, popatrzyła na tą niską kobietę i natychmiast uciekła ze sklepu.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 26 Sie, 2008 13:22   

W filmie Freda bylo mi chwilami żal, w sumie chcial dobrze, zwlaszcza dla siebie ;) ale nie byl zlym czlowiekiem. To wydawalo sie jakies wyjscie z sytuacji - slub z nim, ktory rownalby sie z odzyskaniem w jakims stopniu niezaleznosci, uwolnieniu sie od macochy.
Niemniej pozycie malzenskie to juz gorsza sprawa ;)
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 27 Wrz, 2008 21:21   

Parę minut później była już w salonie, krzycząc na sztywną postać, która podniosła się z kanapy i stanęła plecami do niej. „Nie możesz tego zrobić! Nie zmusisz mnie do małżeństwa! Nie masz nade mną żadnej władzy. Nie możesz mi niczego nakazać. Słyszysz mnie?’
Anne Thornton obróciła się i przeszła spokojnym krokiem przez pokój, w stronę drzwi, Hannah stanęła jej na drodze, oczekując, że tamta przynajmniej stanie naprzeciw niej i powie otwarcie, teraz jednak ze zdumieniem patrzyła jak Anne omija ją długim łukiem, otwiera drzwi i wychodzi.
Hannie zawirował w oczach cały pokój. Ręką przyciskała pierś, zgięła się w pół, jakby cierpiała, jęknęła do siebie, ‘Jest bezsilna. Nic nie może. Nie może nic zrobić. Ucieknę stąd, opuszczę ten dom’… Ale gdzie?... Ned. Powie wszystko Ned’owi. Doradzi jej, powie co powinna zrobić, przypomni jakie ma tutaj prawa, w końcu to dom jej ojca; mimo, że umarł, nadal była jego córką.
Podeszła do drzwi, lecz w tej samej chwili zdała sobie sprawę, że Ned pewnie jest daleko, gdzieś w swojej podróży w interesach. Ale była jeszcze Margaret. Opowie jej o wszystkim. Margaret była rozsądna, starsza; Margaret na pewno będzie wiedzieć, co powinna uczynić. Była od rana w Allendale; pójdzie i spotka się tam z nią.
Weszła do hallu, kiedy z biura wyszła Betsy i stojąc naprzeciw niej powiedziała spokojnie, ‘Mama mówiła mi, że jeśli nie przyjmiesz propozycji pana Loam’a, będziesz musiała opuścić natychmiast dom, ponieważ nie będzie mogła cię dłużej utrzymywać’.
Hannah, pochylając się do przodu, ścisnęła mocniej zęby i powiedziała powoli cedząc słowa, ‘Jesteś okropnym człowiekiem, okropnym! Jesteś mściwa i wredna. Nie wiem, co się ze mną stanie, ale to jedno wiem, skończysz tak jak ona’ – wyciągnęła rękę pokazując na drzwi pracowni – ‘samotna, sama, znienawidzona’. Po tych słowach odwróciła się i wyszła na drogę; biegła w stronę wioski; zwracała uwagę innych, którzy odwracali w jej stronę głowy, patrzyli jak biegnie, obiema rękami trzymając spódnicę, dziwiąc się jej gołej głowie, bez żadnego czepka, chustki, czy kapelusika. Dla niektórych starszych mieszkańców było to tak samo jak gdyby biegła nago.
Zbliżała się do Allendale, kiedy natknęła się na Margaret, dopadła ku niej, płacząc, ‘Och, Margaret! Margaret!’
‘Co się stało? Co ci jest, kochanie? Chodź i usiądź tu’.
Margaret podprowadziła ją do kamienia, usiadła obok niej, biorąc dłonie Hanny w swoje, zapytała ponownie, ‘Co się wydarzyło?’
‘Ona… ona zaplanowała, że poślubię Fred’a, Fred’a Loam’a. Och, Margaret! Margaret!’
‘Och, nie!’
‘Tak, tak, Margaret. Jakie to okrutne, prawda? To bardzo okrutne z jej strony’.
Kiedy Margaret nic nie powiedziała, Hannah upierała się, ‘To jest bezlitosne. Ty tak nie myślisz?’
‘Tak, tak. To jest okrutne, i takim miało właśnie według niej być. Och, znam mamę, taki właśnie miała zamiar. Ale, Hannah, kochana Hannah, to… to mogłoby zamienić się w twoje wybawienie’.
‘O czym ty mówisz, Margaret, moje wybawienie? Poślubienie takiego człowieka jak Fred Loam?’
‘Och, wiem, że nie jest cię wart, nie jest za mądry, bez wykształcenia, ale…’
‘Och, to mi nie przeszkadza. To nie ma nic wspólnego z wykształceniem, to… przecież Fred Loam, jego wygląd, sposób mówienia, jego zachowanie’.
‘Och, przecież wiesz, co miałam na myśli. To wszystko składa się na męską edukację’.
Hannah potrząsnęła głową, mówiąc, ‘Edukacja! Pomyśl o Ned’ie Ridley’u, nie chodził do szkoły, ale ma więcej rozumu od innych’.
‘Tak, Ned jest tu wyjątkiem. Jest bardzo inteligentny i mógłby coś ze sobą zrobić, gdyby się tylko postarał, jestem pewna. Lecz… skupmy się na tobie, Hannah’. Przytuliła ją do siebie. ‘Mogłabyś z Fred’a zrobić kogoś lepszego’.
‘Och, nie! Nie!... Posłuchaj, Margaret, idąc tutaj do ciebie zastanawiałam się desperacko nad tym. Gdybym tylko mogła wrócić do szkoły, panna Barrington pomogłaby mi. Jestem pewna, że tak’.
Margaret powoli opuściła powieki, a Hannah zaciskając wargi wyszeptała, ‘Jesteś innego zdania?’ Wtedy Margaret, nadal nie podnosząc wzroku odpowiedziała, ‘Muszę ci o czymś powiedzieć, Hannah, jutro z samego rana opuszczam dom, ja… ja zamierzałam zostawić ci list. Wracam do szkoły’. Uniosła oczy i spojrzała prosto na Hannah. ‘Dadzą mi pokój i wikt w zamian za opiekę nad młodszymi dziećmi i ogólną pomoc. Ale… ale jest coś, o czym nie wiedziałam na temat Barrington’ów, nikt nie wiedział, o tym, że są bardzo biedni i muszą sobie radzić by jakoś przeżyć. Panna Emily w zaufaniu powiedziała mi, że podczas wakacji, kiedy nie mieli żadnego dochodu żyli ubogo, reperując bieliznę i sprzęty domowe. Nawet zwolnili ogrodnika, sami wykonują jego pracę, sama widzisz… nie mogłam prosić ich by przyjęli ciebie, to było by jak narzucanie się. Ja… ja nie mogłam tego zrobić, Hannah’.
Hannah ześlizgnęła się bezgłośnie z kamienia, nie poruszyła się, lecz plecami przyciskała się do zimnej ściany, a jej ręce chwyciły wyżłobioną krawędź głazu. Po chwili zapytała cicho, ‘Wyjdziesz za mąż?’
‘Tak, jak tylko pan Hathaway znajdzie mieszkanie stosowne do jego dochodów’.
‘Ktoś o tym wie? John, Robert?’
‘Nie, nie; tylko panna Pearce, wiesz która to, ma sklep ze słodyczami w mieście. Sympatyzuje ze mną, i o czym nie wiedziałam do niedawna, jest spokrewniona z panną Rowntree. Przez ostatnie trzy tygodnie, odkąd umarł ojciec, zbierałam moje rzeczy, kupiłam kilka ubrań i wszystko zostawiłam u niej. Jutro rano wyjadę, nim matka się dowie; pojadę pierwszym porannym dyliżansem do Hexham’.
‘Co zrobisz jeśli… jeśli matka pojedzie za tobą?’
Margaret roześmiała się cichym, bezradosnym śmiechem, ‘Och, mama nie będzie mnie szukać, ona dba tylko o jedną córkę, o Betsy; może też trochę o Johna. Ale w jego przypadku to chyba więcej jest w tym dumy, niż miłości’.
Margaret wstała, również opierając się o ścianę; wyciągnęła ramię wołając, ‘Będę się cieszyć widząc to po raz ostatni; wzgórza, wzgórza, wzgórza, gdziekolwiek pójdziesz, jesteś nimi otoczona, niektóre stłamszone przez kopalnie, a inne zbezczeszczone przez resztki i brud. Urodziłam się tutaj, powinnam kochać to miejsce, tak myślę, nie można od tego uciec, są tu piękne miejsca, oczywiście, jeśli się lubi szorstką majestatyczność, ale dla mnie to nic nie znaczy. Wolę ludzi, choćby tych z najgorszych nizin, ale ty’ – popatrzyła na Hannah – ‘kochasz te wzgórza, prawda?’
‘Co? Och, tak, tak mi się zdaje’. Hannah odpowiedziała matowo. ‘Były zawsze ucieczką, schronieniem od domu, czułam się tutaj wolna’. Odwróciła się i spojrzała na Margaret, kończąc, ‘Czy zdajesz sobie sprawę, jak wyglądało moje życie w twoim domu, Margaret?’
‘Tak, Hannah, w małej części; lecz nie będąc tobą, potrafię doświadczyć twojego cierpienia’.
‘Nienawidzę twojej matki, wiesz o tym?’
‘Tak, wiem’.
‘Kiedyś się jej bałam, myśl o znienawidzeniu jej była tylko myślą, czymś zabronionym. Jeszcze rok temu kryłam to uczucie przed samą sobą, lecz teraz chcę je wykrzyczeć, rzucić jej nim w twarz. Był taki czas, że chciałam ją uderzyć, może wtedy odezwałaby się do mnie. Dla niej jestem rzeczą, ‘Dziewczyną’. Nigdy nie nazwała mnie inaczej. Jakby mnie tam nie było, jakby mówiła do kogoś zmarłego. Och, nienawidzę jej, Margaret. Nienawidzę, nienawidzę!’
‘Więc to jest kolejny powód dla którego powinnaś od niej odejść. Będą na pewno inni mężczyźni, którzy będą proponować ci małżeństwo, ale w tej chwili tylko Fred się oświadczył, jeśli się nie zgodzisz, może cię wyrzucić i nikt jej nie powstrzyma. Robert mógłby spróbować; ale przykro mi to mówić, bo wiem jak jest ci bliski John, Hannah, wątpię czy chciałby się jej sprzeciwić. Nigdy nie dostrzegłaś jak bardzo John jest słaby’.
Margaret odwróciła się, kontynuując, ‘Chodźmy!’ i ruszyła powoli pod górę. Po chwili powiedziała, ‘Dlatego tak się podoba pannie Everton, ona ma silny charakter… A ona podoba się jemu, Hannah. Musisz stawić czoła rzeczywistości, a nie płakać za czymś, co sądzisz, że utraciłaś’.
Szły teraz cicho, nic nie mówiąc, jak gdyby rozkoszując się przechadzką, w kwietniowych promieniach słońca.
Wreszcie Margaret rzekła, ‘To dziwne, ale w rzeczywistości to kobiety są zawsze silniejsze od mężczyzn, mimo, że muszą się im poddawać. Nie mogą domagać się praw, jakie mają mężczyźni. W moim przypadku, wiem, że jestem silniejsza od pana Hathaway’a, a mimo to będę zależna od niego. Wiesz, zapytałam sama siebie, czy wolałabym być taka jak panna Barrington, panna Emily, czy panna Rowntree? Nie chcę…’.
‘A ja chciałabym!’
Porywczość z jaką Hannah wykrzyknęła te słowa, przestraszyła Margaret. ‘Och, nie kręć tak głową, Margaret. Zamieniłabym się miejscami z każdą z nich w tej chwili. Nie chcę wychodzić za mąż… Nie chcę wychodzić za nikogo, i mówię poważnie. Co nieco wiem co oznacza małżeństwo. Panna Emily w swojej mowie pożegnalnej wyłożyła to jasno. Pewnie to samo powiedziała tobie. Jest w małżeństwie pewien czynnik osobisty, który może być niezwykle nieprzyjemny, i przed ślubem, tak mi powiedziała, powinnaś się zastanowić, czy zdołasz się z tym pogodzić. No i ja wiem, że nie potrafiłabym; nie z Fred’em Loam’em, i z żadnym innym też nie’.
‘Więc co zamierzasz robić?’ Margaret zatrzymała się, spoglądały na siebie. ‘Nie przeżyłabyś w mieście ani chwili, zjedliby cię żywcem. Dziewczyna, która wygląda tak jak ty, chcesz tego czy nie, zostałaby zdobyczą jakiegoś mężczyzny, skończyłabyś jak twoja matka. No tak! Powiedziałam to. Przykro mi, ale taka jest prawda. Proszę, nie obrażaj się’. Wyciągnęła rękę i objęła nią ramię Hannah. ‘Pozwól, że to powiem; panna Emily jest niezamężna, cóż mogą wiedzieć stare panny o intymności w małżeństwie. Jak mogłyby się dowiedzieć? Rozejrzyj się dookoła siebie i zobacz ile kobiet i mężczyzn jest szczęśliwych żyjąc wśród rodziny. Jestem pewna, że nie ma się czego bać. Panna Emily nigdy nie powiedziała nam o tym, że to wszystko jest częścią natury…. Przyjmij ofertę Fred’a, Hannah. Przynajmniej będziesz bezpieczna, będziesz miała dom, będzie o ciebie dbał, jeśli za niego wyjdziesz. Ale jeśli nie, nawet nie śmiem myśleć, co się z tobą stanie. Muszę ci na koniec powiedzieć, że takie uczucia jakie moja matka żywi dla ciebie powstrzyma wszelki protest w twojej sprawie w wiosce, ona mogłaby nawet oświadczyć wszystkim co nią powodowało, że próbowałaś uwieść swojego przyrodniego brata, jestem pewna, że ona zdaje sobie sprawę ze skali twoich uczuć dla John’a… Wyjdź za Fred’a, Hannah, choćby tylko po to by zachować to dobre imię, poważane do tej pory przez innych, wyjdź za niego’.
 
 
damamama 
nowa wielbicielka DiU oraz JE



Dołączyła: 14 Maj 2008
Posty: 952
Skąd: Rybnik
Wysłany: Sob 27 Wrz, 2008 22:53   

Wreszcie się doczekałam następnego kawałka, wielkie dzięki. :kwiatek: Nie pozostaje mi nic innego jak tylko jej współczuć.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 27 Wrz, 2008 23:36   

Dzieki, Moniczko.
Ciekawe, z tego co pamietam w filmie Hannah pobiegła wtedy do Neda ... i zastala tam inna kobietę. Czyzby w powiesci tego nie bylo?
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7904
Skąd: Północ
Wysłany: Wto 07 Paź, 2008 20:21   

dołączyłam do czytających i cieszę się z talentów koleżanek do tłumaczeń :-D również będę niecierpliwie czekać
dla Moniki :kwiatki_wyciaga:
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7904
Skąd: Północ
Wysłany: Sro 15 Paź, 2008 17:50   

w tym miejscu muszę się pochwalić, że kupiłam film The girl z angielskimi napisami za grosze :cheerleader2: :cheerleader2: i będę oglądać, gdy znajdę czas oczywiście :roll:
 
 
Balbina 
Szalejąca czterdziestka



Dołączyła: 30 Maj 2006
Posty: 470
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 16 Paź, 2008 12:39   

Alicjo gdzie kupiłaś
_________________
Być zagadką której nikt nie zdąży zgadnąć nim minie czas
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7904
Skąd: Północ
Wysłany: Czw 16 Paź, 2008 15:28   

aukcje internetowe :-D
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 18 Paź, 2008 15:29   

Rozdział trzeci

Mieszkańcy dziwili się, że ślub nastąpił tak szybko po oświadczynach, taki pośpiech zdarzał się tylko wtedy, gdy panna młoda próbowała ukryć ciążę.
Byli tacy, co mówili, że w tym przypadku nie może być o tym mowy; ale niektórzy twierdzili, że czas pokaże, bo skąd ten pośpiech?
No tak, powiadali rozsądniejsi, czyż nikt z nas nie pamięta tego uczucia, które zalęgło się w majątku odkąd życie rzuciło tam młodą Hannah wiele lat temu? A teraz, kiedy starszy pan odszedł tamta sztywna służbistka mogła robić wszystko po swojemu, wyraźnie dawała odczuć, że chce się pozbyć dziewczyny.
Ale dlaczego oddawać ją Fredowi Loam? wszyscy zgadzali się co do tego, że Fred nie był żadną partią dla dziewczyny, wyglądającej jak Hannah i tak wykształconej. No i była jeszcze matka Fred’a. Oj tak, matka.
Matka Fred’a stała właśnie w głównej nawie, razem z nią była jej siostra i dwoje innych krewnych, zaś za nimi w czterech rzędach przybyli sąsiedzi i kupcy z wioski.
Po drugiej stronie nawy stała pani Anne Thornton i jej córka Beatrice, za nimi Bella i Tessie oraz Dandy Smollett; pozostałe ławki były jednak puste. Mimo, że był to środek upalnego lata w kościele czuć było chłód i zgniłą wilgoć. Wilgoć czuło się tu od zawsze, lecz deszcz, który padał od czterech dni zdawał się przenikać przez cienkie mury docierając nawet do mokrych ławek.
Cichy, pobożny głos wielebnego Stanley’a Crewe’a według zgromadzonych wtapiał się doskonale w nabożeństwo, lecz dla Hannah każde słowo wydawało się być wydłużone, wyraźnie akcentowane, ciężkie, zginając ją niemal wpół, równocześnie rozbrzmiewając tak bardzo nierealnie.
‘Ogłaszam was mężem i żoną’.
Hannah, zwrócona delikatnie w stronę Fred’a, stała sztywno, on zaś uśmiechnięty, przysunął się do niej i wycisnął mokry pocałunek na jej wargach. Wzdrygnęła się jakby ukłuta szpilką, rozejrzała się wokoło, spojrzała na Roberta, który miał niegodny zaszczyt prowadzić ją do ołtarza, wpatrywał się w nią pełnym ostrzeżenia wzrokiem, odetchnęła głęboko, odkaszlnęła, przygotowując się na to, co ma przyjść.
Jeszcze zeszłego wieczoru Robert mówił jej, że cała ta sprawa jest śmiechu warta, to po prostu haniebne, i gdyby nie ich pokrewieństwo wtedy na pewno, więcej niż chętnie poślubiłby ją.
Wzruszyła się troską jaką okazał jej Robert, ale nie płakała kiedy John, stojąc w korytarzu, ostatnim intymnym miejscem w tym domu, życzył jej szczęścia i miał nadzieję, że zrozumie jego nieobecność na ceremonii, skoro od śmierci ojca pracował dla starej kopalni, odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy, że rozumie go doskonale. I o dziwo naprawdę tak było. Zrozumiała też coś o wiele ważniejszego, już wiedziała, że Margaret miała rację; John, mimo że wysoki i przystojny, był słabym człowiekiem. A jednak słaby czy nie, próbowała sobie wmówić, że z chęcią poświęciła resztę swego życia, skoro jeden dzień jego miłości rekompensował wszystkie inne.
Weszli do zakrystii, gdzie podpisywała akt ślubu, zamierzała podpisać się jako Hannah Thornton kiedy wielebny przypomniał jej delikatnie, ‘Podpisz się swoim nowym nazwiskiem, Hannah’.
Spoglądała na niego przez chwilę, ale w końcu wpisała Boyle.
Dookoła niej rozbrzmiewały rozmowy, słyszała nawet śmiechy, kiedy jakiś głos powiedział, ‘Zalejesz się w swoją noc poślubną, Fred, już widzę, jak podpływasz do łóżka’. Śmiech stał się głośniejszy.
Czuła się odurzona, na wpół przytomna. Spojrzała na moment w oczy swojej teściowej. Nie było w nich uśmiechu, były po prostu oschłe, wyblakle niebieskie, zupełnie jak kulki, w które grali chłopcy na drogach. Niektóre z nich były rozjaśnione różowymi smugami, lecz w przypadku tej kobiety o żadnej iskrze w spojrzeniu nie mogło być mowy.
W końcu spojrzała na kobietę stojąca na uboczu, kobietę, która powinna traktować ją jak matka, jej oczy natomiast jaśniały w uśmiechu, promieniejąc triumfem.
Słyszała jak wielebny Crewe przemawia do niej, ‘Chciałby porozmawiać z tobą Hannah, na osobności, i z Fred’em również. Chodźmy tędy’.
Fred objął jej talię ramieniem, a ona zgodziła się na to, przecież nie mogła nic na to poradzić. Podążyli za pastorem do małego pokoiku, prowadzącego z zakrystii. Także i tutaj pachniało stęchlizną. Na dwóch ścianach stały półki z książkami, cienkimi tomami oraz pudełkami.
Była mężatką, nie było już Hannah Boyle, nie było Hannah Thornton, była panią Loam… Loam, czuła się splamiona, zdeptana jak ziemia, po której chodziła; pragnęła leżeć pod nią, martwa, bez tchu, bez uczuć, bez strachu. Och tak, nie czuć strachu, bo teraz czuła straszliwy strach, który skupiał się w wielkich, czerwonych dłoniach Fred’a.
Patrzyła jak duchowny bierze klucz i otwiera drzwiczki ściennej gablotki, z półki zaś zabiera kopertę. Odwrócił się do niej, trzymając w obydwu dłoniach kopertę, uśmiechnął się słabym, rozmytym, lecz łagodnym uśmiechem, kiedy powiedział, ‘To jest dla ciebie, Hannah. Było mi powierzone przez twoją matkę w dniu, w którym zmarła. To była jej prośba, by oddać to tobie w dniu twego ślubu. Trzymałem to do końca ceremonii, bowiem wierzę, że dla was obojga będzie to pociechą w tym szczególnym dniu’.
Otworzyła lekko usta, wpatrywała się przez chwilę w pastora, lecz wreszcie wyciągnęła rękę, wzięła kopertę i popatrzyła na nią, jej usta poruszały się bezwiednie, jakby w transie czytając, ‘Dotyczy Hannah Boyle. List ten powinien być powierzony pastorowi lub prawnikowi i oddany w ręce wyżej wymienionej w dniu jej ślubu’.
Spojrzała teraz na Fred’a, który patrzył na nią z dumną miną posiadacza.
‘Nie otworzysz tego, moja droga?’ Pastor podał jej nożyk do papieru, którym rozścieła kopertę. Następnie wyciągnęła z niej długi płat papieru, złożony na trzy części, z drukowanym na żółto tekstem, patrzyła od jednego do drugiego nim zaczęła czytać.
Ja, Harold Penhurst Wright, urzędnik notarialny, spisuję ostatnią wolę Nancy Boyle, przenosząc na papier słowa przez nią mi podyktowane.
Datowane na 7 Luty roku 1850.

Wiem, że nie zostało mi dużo czasu, muszę więc zrobić to, co jest najlepsze dla mego dziecka. Jeśli pozostanie tutaj sama, zostanie wykorzystana i trafi do domu publicznego, taka młodziutka, bądź do domu opieki. I jedno i drugie jest nie do przyjęcia. Odchodziłam od zmysłów, kiedy zobaczyłam pana Matthew Thornton’a w mieście. Nie widziałam go od czasu, kiedy powiedziałam mu, że spodziewam się dziecka. Myślałam, że to nic złego, jeśli będzie myślał, że to jego dziecko, było mi ciężko, lecz on uciekł tamtej nocy i nie spotkałam go aż do zeszłego tygodnia. Pomyślałam wtedy, że opłaci się, jeśli się dowiem, kim naprawdę jest i gdzie mieszka. Wymyśliłam więc, że pójdę do niego i powierzę ją jego opiece, jednocześnie pragnęłam by dowiedziała się kiedyś, że nie jest bękartem, lecz dzieckiem mężczyzny, za którego wyszłam za mąż, który wypłynął w morze i już nie wrócił, wtedy nie wiedziałam, że nie wróci, sądziłam, że wyruszył na dwuletnią wyprawę.
Chcę by ten list trafił do mej córki w dniu jej ślubu, wraz z aktem urodzenia. Wierzę, że poślubiła przyzwoitego człowieka i jest szczęśliwa.
Podpisane postawionym krzyżykiem przez Nancy Boyle.
X
Siódmy Luty 1850
 
 
Sofijufka 
ja chcę miec spokój...



Dołączyła: 18 Lis 2007
Posty: 3440
Skąd: Pustelnia żelazna
Wysłany: Sob 18 Paź, 2008 15:43   

o rany!
_________________
Pamięci wieku XIX, kiedy to literatura była wielka, wiara w postęp -
bezgraniczna, a zbrodnie popełniano i wykrywano ze smakiem tudzież
elegancją.
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7904
Skąd: Północ
Wysłany: Sob 18 Paź, 2008 15:53   

cieszę się z dalszego tłumaczenia
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7904
Skąd: Północ
Wysłany: Nie 02 Lis, 2008 12:30   

muszę się tym podzielić
obejrzałam The girl hurtem, od początku do końcówki na raz, połknęłam wręcz ten film. Już dawno żaden film nie podziałał tak na mnie, przynajmniej od N&S. Film motylkowy, jak piszą niektórzy :wink:
Do sceny w której pijany Ned wypomina Hannah, że nie przyszło jej nigdy do głowy pomyśleć o nim jako kandydacie na mężczyznę wzięłam słownik, żeby zrozumieć każde słowo dokładnie.
Ned jest :serduszkate: , biedny on tak cierpiał. Cóż za mężczyna, te jego nieregularne rysy twarzy są ujmujące i takie męskie. Na miejscu Hannah chodziłabym za nim od dzieciństwa zamiast wyjść za rzeźnika :roll:
Ciekawe czy inne ekranizacje Cookson też są takie dobre? Czy któraś z was coś oglądała?
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 02 Lis, 2008 15:18   

Oglądałam kilka. Polecam zwłaszcza "The Cinder Path- Ścieżka losu" (wyszło polskie DVD)
http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=32487
, a także "Ptak bez skrzydeł - The Wingless Bird" (był kiedyś w tv).
No i oczywiście koniecznie "Ćmę" (The Moth)!

Zekranizowano wiele jej powieści:
http://www.imdb.com/name/nm0177541/
Niektore z nich mozna kupic na allegro:
http://www.allegro.pl/sea...ing=cookson+DVd
U czlowieka, ktory je sprzedaje kupilam juz kilka tytułów.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7904
Skąd: Północ
Wysłany: Pon 03 Lis, 2008 07:03   

to chyba ten sam człowiek u którego ja kupiłam :-D
mówisz ćmę koniecznie :mysle:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 03 Lis, 2008 08:05   

Tak, Ćmę warto bardzo.
A ja wlasnie wczoraj kupilam sobie u niego "Man who cried" z Ciaranem Hindsem ;)
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Alicja 



Dołączyła: 22 Lip 2008
Posty: 7904
Skąd: Północ
Wysłany: Pon 03 Lis, 2008 09:21   

kiedyś myślałam że angielski przyda mi się tylko gdy goście przyjadą z rodziny zza oceanów :roll:
fakt, że muszę go sobie trochę odkurzyć, ale na szczęście mają napisy angielskie do filmów bo z samego słuchu byłoby gorzej :roll:
słownik wyciągany jeden raz do filmu to chyba nie powód do rozpaczy ?
jak zwykle po twoich propozycjach zaczęłam przeszukiwać filmy i kupiłam już Ćmę :mrgreen:
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pon 03 Lis, 2008 09:35   

Gosiałku jesteś potffforem !!!
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 03 Lis, 2008 10:10   

Nie wiem dlaczego :rumieniec:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Pon 03 Lis, 2008 12:18   

rzucasz tymi linkami na pokuszenie...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.