PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Aragonte
Wto 15 Kwi, 2008 21:12
The Girl
Autor Wiadomość
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 06 Gru, 2007 13:35   

Na Neda patrzy się zdecydowanie przyjemnie :wink: Po obejrzeniu harlequinowskiego Dziewczyna jak diament spodobał mi się jeszcze bardziej, lubię ten jego szelmowski wyraz twarzy.
Dzięki Gosiu za zdjęcia, ożywiłaś nimi wątek :-D

* * *

Bella ostatni raz rzuciła ciastem, mamrocząc pod nosem, ‘Dziewczyna! Nawet koty jakoś się nazywają. I nie bierz resztek herbaty. Też coś! Poza tym, to co zostaje w filiżance w salonie to niemal sama woda, mogą sobie tym zęby umyć…wielmożna pani’.
Dzieci stały w hallu, otaczając Betsy, która zalana łzami biadoliła, ‘On mi zrobi krzywdę. Weźmie takie wielkie kleszcze, jak te na obrazku w książce’.
‘Nie bądź głupia!’ Robert popchnął ją niedelikatnie za ramiona. ‘Już nie używają kleszczy, przywiążą cię do stołu a Ralphy Buckman przyniesie swój kowalski młotek i tak ci przyłoży, Bach! Bach! Bach!’ Zademonstrował, rzucając obiema rękami to na jedną stronę to na drugą.
Betsy wydała z siebie tak przeraźliwy krzyk, że kiedy jej matka weszła do hallu, natychmiast zażądała, ‘Co się stało? Przestań tak krzyczeć, Betsy! Co to ma znaczyć?’
‘Rob… Robert powiedział, że wyrwą mi go młotkiem i…’.
Anne położyła opiekuńczo rękę na ramieniu swego najmłodszego dziecka i popatrzyła na Roberta, ‘Jesteś okrutnym chłopcem. Ostrzegałam cię byś nie straszył siostry, prawda? Kiedy tylko przyjdzie ojciec…’.
Przerwała gwałtownie, dzieci patrzyły na nią. Przez lata używała tego zwrotu, jako straszliwej nagany, którą usłyszą od ojca, zawsze, kiedy były niegrzeczne, choć nie przerażało je to ani trochę; lecz przez ostatnie tygodnie ani razu nie wypowiedziała przy nich imienia ojca. Więc po chwili, zaciskając mocno górną wargę o dolną, dokończyła, ‘rozwiążemy tą sprawę’.
Ponagliła wciąż uwieszoną przy sobie Betsy, ostrym tonem, ‘Przestań się mazać! Wytrzyj twarz i popraw czepek’. Spojrzała na dół, na dziecięce stopy, ‘Twoje buty nie są wyczyszczone’.
‘Tessie powiedziała, że wyczyściła je, mamo’.
Anne ściągnęła twarz i lekko szarpnęła głową; wreszcie popatrzywszy na pozostałe dzieci, powiedziała, ‘Zachowujcie się przyzwoicie do mojego powrotu. Ty, Johnie, najlepiej, jeśli będziesz się dalej uczył, wracasz jutro do szkoły i nie chcesz chyba być nieprzygotowany… Co do ciebie, Margaret, przeczytaj rozdział z ‘Podręcznika młodej damy’, leży na escrutoire*. Twój styl pisania pozostawia wiele do życzenia’. Uśmiechnęła się cierpko do córki, dodając, ‘Pamiętasz, co jest tam napisane:

Niestarannymi bazgrołami nie ma, co się chwalić;
Szlachetny Russell pisze tak jak mówi, ze zmysłem i wyczuciem'.

‘A ty Robercie’. Wzięła głęboki oddech. ‘Jeśli dobrze pamiętam, omawiałeś z ojcem jakiś czas temu pracę pana Forstera, książkę „Strata”. Przeczytasz teraz tą część, która ma związek wyłącznie z kopalnią i ołowiem, przesłucham cię, kiedy wrócę. I’ – pogroziła mu palcem – ‘niech ci się nie wydaje, że będziesz mógł mnie oszukać, gdyż zapoznałam się z tą częścią… Chodź, Betsy’. Popchnęła córkę przed siebie i przeszły przez drzwi, które John trzymał otwarte dla niej, wyszły na ścieżkę; pozostała trójka stała i patrzyła jak przechodzą przez bramę i znikają za ogrodzeniem.
John zamknął powoli drzwi, odwrócił się i spojrzał na dwójkę rodzeństwa, kiedy miał już coś powiedzieć, Robert uprzedził go, ‘Tobie to dobrze, jutro wracasz do szkoły’.
John nic nie powiedział, tylko podniósł głowę jak gdyby potwierdzając ową miłą perspektywę, zaś kiedy Margaret rzekła z lekceważeniem, ‘Escrutoire!’, powtórzył za nią, ‘Escrutoire’.
‘Wiecie co’, Robert pochylił się w kierunku brata, ‘Zobaczmy co u Hannah’.
John i Margaret wymienili spojrzenia, nim siostra wyszeptała, ‘Nic nie mówiła, że nie wolno nam się z nią zobaczyć, tylko, że nie wolno nam z nią rozmawiać, chyba, że to absolutnie konieczne’.
Kiedy wszyscy ruszyli do kuchni, John zatrzymał ich mówiąc, ‘Może najpierw sprawdźmy czy naprawdę sobie poszły?’
‘No tak, tak, masz rację’. Robert skoczył na schody, dwójka dzieci ruszyła za nim i bezceremonialnie wtargnęli do jego sypialni i rzucili się do okna.
John wspiął się na parapet. Przez chwilkę w ciszy przyglądali się bacznie wiejskiemu krajobrazowi, w końcu powiedział, ‘Tak, tak, widzę je, przechodzą teraz koło podwórza Rickson’ów. Świetnie, chodźmy’. Zeskoczył na podłogę i w bojowym duchu pomknęli po schodach i przez hall. Przy kuchennych drzwiach zatrzymali się uśmiechając się szeroko do siebie; Margaret otworzyła drzwi, gęsiego weszli do środka i podeszli do stołu.
Bella kończyła robić chleb, zaś Tessie układała foremki z bochenkami wzdłuż kratki ochraniającej kominek przykrywając je ciepłą ściereczką. Odwróciła swoją pogodną twarz do nich wołając, ‘Och! Witaj, panienko Margaret’.
‘Dzień dobry, Tessie’.
Zachowywali się tak jakby nie widzieli się cały tydzień, lecz każde wiedziało, co słychać u drugiego; to znaczy oprócz Hannah, która przestała obierać ziemniaki i zerkała na dzieci, stojące przy skraju stołu, na odległość ramienia od niej.
Robert odezwał się do niej pierwszy. Jego twarz była szczera, a jego słowa przepełnione uczuciem, które nie dawało mu spokoju od dłuższego czasu. ‘U ciebie wszystko dobrze?’ zapytał.
‘Och tak, wszystko dobrze’.
Margaret wtrąciła, ‘Czy obieranie ziemniaków to ciężka praca?’
‘Nie, nie’. Hannah potrząsnęła głową. ‘Lubię je obierać. Prawda, Tessie?’
Tessie podeszła do grupki. Gdyby nie sukienka i sposób mówienia, mogłaby być z powodzeniem uznana za ich siostrę, powiedziała, ‘Tak jak mówi, panienko. A mówiła, że kiedyś obierała kartofle przez cały dzień, tam gdzie mieszkała, w wielkim mieście Newcastle. Prawda?’
‘Aha’. Hannah kiwnęła pogodnie. ‘Ale raz nic za to nie dostałam, bo za bardzo je obrałam, zostały same obierki’. Wpatrywała się teraz w Johna. Był niemal o głowę wyższy od reszty, a jego włosy były jak ze złota. Przypominał jej kogoś, kogo kiedyś widziała, wyglądał tak jak on, tak ładnie, prześlicznie. Kiedy tak przyglądała mu się, wspomnienie stało się wyrazistsze. To było w kościele, do którego zakradła się, skąd dobiegał śpiew. W oknie był obrazek, przez który przedostawało się światło… Był piękny, piękny jak John. Lubiła patrzeć na ładne osoby. Mama często mówiła, że i ona jest ładna. Brakowało jej mamy. Chciałaby codziennie chodzić do tamtego kącika na cmentarzu, gdzie jej mama została pochowana, ale pozwalano jej tylko popatrzeć w tamtym kierunku w niedzielę, kiedy podążała za rodziną do kościoła. Nie lubiła kościoła; zawsze chciało się jej spać, był tam taki dziwny zapach, stęchły i zbutwiały, zupełnie jak wilgotne piwnice pod domami w Newcastle.
‘Opowiedz nam, co porabiałaś w Newcastle. Chodziłaś do szkoły?’ Margaret pochyliła się tak, że ich twarze znajdowały się na tym samym poziomie, Hannah uśmiechnęła się w jej dobre oczy i odpowiedziała, ‘Szkoła? Nie, nie, nigdy tam nie chodziłam. Ale potrafię liczyć, aż do dziesięciu. Spójrzcie’ – uniosła swoje mokre, brudne dłonie i jeden za drugim podnosiła palce odliczając, a kiedy skończyła Margaret powoli podniosła się i rzuciła spojrzenie Robertowi i Johnowi.
Patrząc na dół, na zadartą buzię Hannah, John pomyślał, że nigdy nie widział piękniejszych oczu. Nie spotkał nikogo, kto miałby takie oczy jak ona; przykuwały tak twoją uwagę, że chciałbyś w nie ciągle patrzeć. Poczuł to, kiedy pierwszy raz ją zobaczył; myślał, że to, dlatego że była tak bardzo brudna i ubrana w łachmany, ale teraz pojął, że to jej oczy kazały mu pragnąć na nią patrzeć.
Zafascynowane spojrzenie Johna zostało brutalnie przerwane przez propozycję Belli. ‘Może chcecie zabrać małą na trochę na górę, do pokoju dziennego?’
Odwrócili się i spojrzeli na nią; następnie na siebie.
‘Droga tam i z powrotem zajmie pani dwie godziny i dobry Bóg tylko wie ile będzie siedzieć u doktora Arnison’a. Może będzie trzeba zaczekać; może gdzieś wyszedł, na wzgórza, czy gdzie indziej, to w końcu doktor’.
‘Chodźmy!’ Wykrzyknął Robert. Okręcił się i chwycił rękę Hannah i wzniósł ją w górę, na co Tessie krzyknęła, ‘Ech! Paniczu Robercie, proszę zaczekać chwilkę, trzeba by najpierw umyć ten brud z jej rąk, bo i panicza uwali tym’.
Kiedy Tessie wycierała ręcznikiem ręce Hannah, wszyscy śmiali się, jak gdyby dzielili się jakimś żartem; w końcu Tessie popchnęła ją w stronę Margaret, która ujęła jej dłonie w swoje i wszyscy wybiegli z kuchni, zostawiając Bellę i Tessie same, przyglądające się sobie z zadowoleniem.
Wycierając stół ścierką, Bella zawołała donośnym głosem, ‘Ech! To mnie uszczęśliwiło równie mocno, co podwyżka. Nie często mogą się cieszyć taką swobodą, co dziewczyno?’, na co Tessie odpowiedziała, ‘Nie, masz rację, Bello, nie często’.

*sekretarzyk zrobiony z drewna
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Czw 06 Gru, 2007 21:14   

Moniko, taki śliczny kawałek- chyba specjalnie trzymałaś go na Mikołajki.
Wielkie dzięki i duża buźka dla Ciebie :cmok:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 07 Gru, 2007 12:45   

Miło przeczytać radośniejszy fragment :-D Moniczko :kwiatki_wyciaga:
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 08 Gru, 2007 11:25   

Nigdy dotąd nie była tak szczęśliwa i nie śmiała się tyle co dzisiaj. John podsadził ją na konia na biegunach w dziennym pokoju i wszyscy huśtali ją z taką werwą, że omal nie przewróciła się, co także dało im powód do śmiechu. Margaret pozwoliła jej opiekować się swoimi lalkami, a Robert pokazał zrobiony przez siebie model dźwigu, do którego przywiązany był koszyk; ale najlepsze, co ją spotkało to to, kiedy John nauczył ją zamykać jedno oko i patrzeć przez szkło i widzieć kolory, o jakich nigdy nie śniła.
Ale to wszystko się nagle skończyło, kiedy Margaret spojrzała na malowany drewniany zegar na ścianie pokoju, zakryła rękę usta i wykrzyknęła, ‘Spójrzcie, która godzina! A ja jeszcze nic nie przeczytałam’.
Trójka dzieci gapiła się to na siebie, to na Hannah, John odezwał się do niej, mówiąc cicho, ‘Lepiej już idź Hannah, mamy jeszcze dużo pracy, nim wróci mama’.
‘No dobrze’. Odwróciła się od nich.
‘Pobawimy się, kiedy indziej’.
Skinęła do Margaret, cofając się do drzwi.
‘Zabiorę cię któregoś dnia na wzgórza’.
Spojrzała na Roberta i powtórnie odpowiedziała, ‘Dobrze’.
Otworzyła drzwi, lecz zanim wyszła popatrzyła na nich mówiąc, ‘Cześć’, roześmieli się i zgodnym chórem odpowiedzieli jej, ‘Cześć’.
Skoczyła małym susem na półpiętro i zamykając drzwi za sobą, stała tam słuchając ich radosnego śmiechu, jej buzia rozpogodziła się szerokim uśmiechem. Zeszła wąskimi schodami, przeszła przez piętro w kierunku głównej klatki schodowej. Idąc tam mijała kilka drzwi, jedne zaś były otwarte, zwolniła krok i podeszła do nich; zatrzymała się, następnie pchnęła je, otwierając szerzej.
Och! Jaki piękny pokój. Było tam łóżko, ze śliczną różową narzutą, okno opodal niego obleczone było koronkowymi firanami, obszyte falbankami. Ujrzała część toaletki i stojące na niej kolorowe puzderka i błyszczące przedmioty. Och, było tu przepięknie.
Stała w otwartych drzwiach, trzymając rękę na białej, chińskiej gałce, rozglądając się wokół w zdumieniu. Znajdowała się w sypialni, ale były tam również krzesła i kanapa, a na ścianach obrazy. Wcześniej obejrzała pokoje dzieci, ale tu było inaczej. Tamte łóżka były z drewna, to zaś wykonane było z mosiądzu, lśniącego, złotego mosiądzu.
Na palcach weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi, zrobiła kilka kroków i obróciła się dookoła, powolnym kołem. Ech! Gdyby mama mieszkała w takim pokoju nie kaszlałaby, na pewno. A te wszystkie ładne pudełeczka na toaletce. Podeszła bliżej i usiadła na stołku uformowanym na kształt kołyski bez podpórek, wyciągnęła rękę i bardzo ostrożnie ujęła emaliowaną błękitną skrzynkę i podnosząc wieko ujrzała broszki wyłożone na różowej aksamitnej poduszeczce. Wyobrazić sobie, że te broszki są twoje! Jedna, druga, trzecia… naliczyła ich aż osiem.
W kolejnym pudełku były trzy pierścionki; jeden z białym kamieniem w środku, a pozostałe z czerwonym. Podobały się jej czerwone, takie ciepłe i błyszczące.
Było też puzderko z koralikami, tasiemkami i sznur paciorków.
Ech! Chciałaby mieć takie koraliki, jak te niebieskie. Chciałaby założyć je na szyję mamy, takie sznurki jak na sklepowych ladach. I chusteczki do nosa, koronkowe. Och, jej mama była najlepsza w zwędzeniu takich koronkowych chustek. Ale mówiła, że w sklepie mają tak dużo, że nie będzie im ich brak, ale raz musiały szybko uciekać, kiedy sklepikarz próbował złapać jej mamę. Och! Uciekały w te pędy.
Było tu tyle błyskotek, była pewna, że nikt nie zauważy braku jednej czy dwóch. Otworzyła skrzynkę z broszkami, wybrała jedną i włożyła ją do kieszeni sukienki; następnie pierścionki. Spodobał się jej czerwony. Przymierzyła go na palec. Był o wiele za duży, ale przecież palce urosną. Schowała go do kieszeni. A teraz koraliki. Zapragnęła sznurek koralików. Weźmie tylko jeden… Och! Nie zauważyła go. Odłożyła paciorki i odsłoniła złoty łańcuszek z medalikiem w kształcie serca spoczywającym na końcu łańcucha. To dopiero, to było przepiękne, prawda? Najpiękniejsze ze wszystkich innych. W środku medalika był kamień. Och, ten jej się bardzo podobał. Ale będzie lepiej, jeśli nie będzie ich nosić, w każdym bądź razie nie teraz, powinna je ukryć tak jak robiła to mama. Zrobiła kiedyś schowek w łóżku i wkładała do niego różne rzeczy, takie maleńkie, między pierze… Ech! Ten medalik był śliczny. Podniosła łańcuszek i spróbowała włożyć go na szyję, ale był zbyt krótki. Uśmiechnęła się do siebie. Ależ oczywiście, na pewno był na nim zamek. Musi go tylko otworzyć.
Jakiś czas trudziła się nad nim, nim w końcu mogła odpiąć sprzączkę, ale ostatecznie otworzyła ją. Otoczyła szyję łańcuszkiem, zapięła sprzączkę i ułożyła go na przodzie, przekrzywiając oczy by go zobaczyć. Nagle usłyszała za sobą głośne westchnięcie, okręciła się na siedzeniu by zobaczyć stojącą w drzwiach panią.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 08 Gru, 2007 19:17   

I to początek calej tragedii, choc tak naprawde pani domu szukala tylko pretekstu, zeby sie zemscic na malej :(

I jeszcze jedno - w filmie nie ma Roberta, ograniczono się tylko do jednego syna- Johna.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 31 Gru, 2007 10:38   

Przepraszam za tą przerwę :ops1: I obiecuję że w Nowym Roku będę się sprężać z tłumaczeniem :wink:


… Anne miała ciężki ranek. Droga do Allendale była duszna i zakurzona; Betsy była krnąbrna; a doktor Arnison kazał im czekać nieskończenie długo. Miał nawet czelność przyjąć pannę Cisson przed nimi, chociaż weszły do poczekalni w tym samym czasie. Spóźnił się przez wizytę na farmie, gdzie pracownik w głupi sposób nadział się stopą na widły. Ale to wszystko było niczym w porównaniu z zachowaniem, jakie czekało ją wśród miejscowych. Nawet pan Hunting, sklepikarz, który zawsze traktował ją z uniżonym szacunkiem, uśmiechał się ironicznie obsługując ją przy ladzie. W rzeczy samej, przez jedną straszną chwilę pomyślała, że pośle po swego asystenta by ją obsłużył.
A później była wioska. Och, wioska. Nigdy nie zapomni wszystkiego, czego doświadczyła od mieszkańców w dniu święta pana Beaumont’a. Nawet ci, co wcześniej uginali się przed nią, tamtego dnia patrzyli jej śmiało w twarz i szli dalej z głową zadartą do góry. Tak samo było dzisiaj. A to wszystko przez męską zmysłowość.
Nienawidziła Matthew; głęboko, głęboko w duszy brzydziła się nim i nigdy nie wybaczy mu hańby, jaką na nią zesłał. Lecz największą niesprawiedliwością było to, że on sam nie cierpiał z powodu swego przestępstwa; wręcz przeciwnie, cieszył się szacunkiem bardziej niż kiedykolwiek. I wcale nie wymyśliła sobie tego. ‘Co słychać, panie Thornton?’ wołali do niego z drugiej strony ulicy. ‘Piękny mamy dzień, panie Thornton’. ‘Mam nadzieję widzieć pana w dobrym zdrowiu, panie Thornton’. Podczas wieczornego festiwalu rozwścieczyli ją do tego stopnia, że wystraszyła się, wyobrażając sobie, że przebija się przez tłum ludzi czując go po bokach swoimi zaciśniętymi pięściami. Wyobrażała sobie jak leżą na stosie, umierający od śmiertelnych ciosów zadanych jej rękami. Ten obraz sprawił, że zalała się potem.
… I oto stała przed nią przyczyna wszystkich jej nieszczęść, w jej sypialni, dotykająca jej biżuterii.
‘Zejdź z tego krzesła, dziewczyno!’
Hannah spuściła stopy na podłogę, dygocząc, patrzyła jak tamta zmierza w jej kierunku. Medalik i łańcuszek został natychmiast wyrwany z jej rąk, zahaczając o palce, a kiedy Anne uderzyła ją otwartą dłonią poczuła jak broszka toczy się z kieszeni jej sukni niemal pod nogi jej pani.
‘Ty złodziejko! Ty wstrętna, brudna złodziejko!’ Pochyliła się biorąc broszkę i pierścionek, wpatrywała się w nie przez chwilę; w końcu spojrzała w dół, na dziecko.
Hannah nie płakała. Matka dawała jej po uszach tylokrotnie, że uznała, że nie ma, co się martwić takim uderzeniem, choć nie rozpłakała się to jednak wystraszyła, bardzo wystraszyła, ponieważ matka po natarciu jej uszu zawsze przyciągała ją i przytulała do siebie, lecz wyraz twarzy tej kobiety był przerażający. Przesunęła się w tył zastanawiając nad schowaniem się pod łóżko, ale nagle chwyciły ją ręce i przycisnęły mocno.
‘John! Margaret!’
Wołając dzieci potrząsała gwałtownie Hanną; wreszcie popchnęła ją w kierunku otwartych drzwi powtórnie krzycząc, ‘John! Margaret!’
Chwilę później czwórka dzieci pojawiła się na klatce schodowej, patrzyli się zdumieni na matkę, stojącą na progu sypialni i trzymającą za ramię Hannah.
‘Przynieś mi bat ze stojaka, Johnie’.
‘Mamo’.
‘Słyszałeś, co powiedziałam, przynieś bat’.
Chłopiec objął wzrokiem matkę i przestraszoną twarz dziewczynki, potrząsnął dwukrotnie głową nim powiedział, ‘Nie możesz mamo. Nie możesz’.
‘Rób co mówię, chłopcze’.
‘Nie, mamo, nie możesz’.
‘Margaret!’
W odpowiedzi na rozkaz matki dziewczyna cofnęła się cicho w stronę odległej ściany, stała tam wcisnąwszy się w nią ramionami.
Matka spojrzała teraz na Roberta, dzieci niemalże ujrzały na jej twarzy myśl: Skoro John i Margaret nie usłuchali rozkazu to i Robert tego nie zrobi.
‘Betsy! Pójdź do hallu, wejdź na krzesło i przynieś mi ozdobny koński bat’.
Betsy popatrzyła na matkę, zerknęła na braci, w końcu z płaczliwym grymasem odwróciła się i zbiegła po schodach.
W tym czasie Anne Thornton zaczęła tłumaczyć dzieciom, łapiąc co chwilę oddech, jaki jest powód tej decyzji. ‘Dziewczyna kradnie, w kieszeni miała mój pierścionek i broszkę, zamierzała też zabrać medalion, medalion mojej matki, w którym jest pukiel włosów mego ojca. Postąpiła źle i należy ją ukarać. Nie będę tolerować złodzieja w moim domu’.
‘Papa nie zrobiłby czegoś takiego’.
Skierowała wzrok na Roberta.
‘Nie zrobiłby? Dopiero, co w taki sposób ukarał ciebie i Johna’.
‘Jeden jedyny raz’. Wargi Roberta drżały. ‘I… i to, dlatego że zrobiliśmy coś złego. Pozwoliliśmy by pies rozdzielił owce… i musiał go zastrzelić; to… to było bardzo złe’.
Kiedy Betsy wbiegła na klatkę trzymając przed sobą krótki bicz, John zaprotestował, ‘Nie rób tego, mamo. Proszę, nie rób tego’, i nagle zawtórował mu głos Hannah’y, ‘Nie, nie! niech mnie pani nie bije. Ja… ja już nigdy tego nie zrobię. Proszę mnie nie bić’.
Najpewniej głos Hannah’y jeszcze bardziej rozpalił gniew Anne, niemal do szaleństwa, bo chwyciła bicz z rąk Betsy, złapała Hannah i weszła z nią do sypialni, zamykając drzwi za nimi, szarpnęła ramionami dziecka i uniosła bat. W tym momencie Hannah zwinnie podskoczyła i bat ledwie okręcił się wzdłuż jej długiej sukienki, jedynie końcówką muskając jej kostki. Poczuła pieczenie, co rozdrażniło ją, poczęła walczyć, kopać nogi Anne, uchylając się i drapiąc rękę trzymającą bat.
Walczyła na oślep, kiedy w końcu została uniesiona i rzucona na łóżko; zaczęła się dusić, kiedy jej sukienka i halki zakryły jej głowę, a twarz wcisnęła się w pierzastą poduszkę.
Nie miała na sobie pończoch, nie nosiła też długich falbaniastych majtek jak Betsy, czy zwykłej krótkiej koszulki; jedyne, co miała na sobie to dwie długie halki, sukienkę i dziecinny fartuszek, więc kiedy bicz dotknął jej drobnego, obnażonego ciałka zaczęła krzyczeć i podskakiwać, jak gdyby znajdowała się na rozżarzonej patelni.
Z każdym zadanym razem Anne Thornton widziała przed sobą mieszkańców miasteczka: dwóch synów Ralph’a Buckman’a, Bill’a i Stan’a, którzy mieli czelność śmiać się jej w twarz, kiedy przechodziła obok kuźni; tamtą małą piekielną kobietę, Daisy Loam, żonę rzeźnika, która odważyła się powiedzieć jej w zeszłym tygodniu, ‘Do tego, co mam wysłać dziś, proszę pani, dorzucić coś ekstra, jako że doszła kolejna gęba do wykarmienia?’ I wreszcie panna Cisson, która tego dnia w poczekalni doktora ośmieliła się zapytać czy ma coś przerobić dla nowej młodej panienki; byli też górnicy i ich żony, którzy byli na tyle bezczelni by do niej podejść bez jej wyraźnego pozwolenia; Susanna Crewe, która była jakoby jej przyjaciółką, celowała w pobożności bardziej niż jej mąż pastor i cytowała jej wersety z Biblii, te o wybaczaniu… I wreszcie on, on, on.
Z pewnością biłaby to dziecko aż do ostatniego tchnienia, gdyby nie John i Robert, którzy weszli do pokoju i odciągnęli ją.
Twarze chłopców były kredowo białe, kiedy przesuwali wzrok z matki na małe, ledwo kwilące, częściowo rozebrane ciało, plecy ukazywały ogromne przecinające się pręgi, miejscami sączyła się z nich niewielka strużka krwi. Nagle jakiś głuchy odgłos z tyłu przyciągnął ich uwagę z powrotem na matkę. Upadła ciężko na stołek obok toaletki, po chwili schyliła głowę i ułożyła twarz w dłoniach. Lecz kiedy John idąc w kierunku otwartych drzwi powiedział delikatnie do Margaret, stojącej wciąż przy ścianie, ‘Idź na dół i powiedz Belli by tu przyszła zająć się mamą’, Anne Thornton zebrała siły i podniosła się z siedzenia, jej ręce poczęły masować gardło, jak gdyby potrzebowało mocy by wydobyć z siebie słowa, ‘Nie, nie! Czuję się dobrze. Zostańcie tu’.
Margaret nie ruszyła się z miejsca, lecz obróciła się i popatrzyła na szczyt schodów, gdzie stały Bella i Tessie. Usłyszały, co powiedziała ich pani, więc nie podeszły kroku dalej; lecz stały tam dopóki ujrzały panicza Johna wychodzącego z sypialni trzymającego w ramionach Hannah i Roberta podtrzymującego jej stopy. Patrzyły jak idą z trudem przez korytarz prosto do swojego pokoju, zaś panienka Margaret i panienka Betsy popędziły za nimi; wreszcie usłyszały odgłos zamykanych drzwi ich pani.
Bez słowa patrzyły na siebie, w końcu odwróciły się i powoli zeszły po schodach. Dopiero w kuchni Bella powiedziała, ‘Dzieci należy karać i nagradzać, lecz jest różnica między biciem a chłostą. Poza tym, co takiego uczyniła, by tak ją potraktować? Poczekaj aż przyjdzie pan, założę się, że rozpęta się tu piekło. On nie pozwoli na takie biczowanie, nie, jeśli cokolwiek go znam’.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 31 Gru, 2007 18:07   

Moniczko nie przepraszaj :-D Czekamy cierpliwie i dziękujemy bardzo za każdy fargmencik :kwiatek:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pon 31 Gru, 2007 18:57   

To jeden z najbardziej wstrzasajacych fragmentow w tym filmie. Taka nienawisc do meza i dziecka, ktora eksplodowala w tej przeokrutnej karze. Wydawalo sie ze bicie nie ma konca.
Wydaje mi sie jednak, ze w filmie pejcz przyniosl jednak John na żądanie matki :mysle: Dlaczego by to zmienili?
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pią 04 Sty, 2008 01:20   

Hmm, umknęło mi w filmie które z dzieci przyniosło bicz, będę musiała rzucić okiem, ale wydaje mi się, że to była właśnie Betsy, ze wszystkich dzieci najlepiej pasowała do tej roboty :roll:

Rozdział 4

Anne Thornton zdecydowała, czego powinna się trzymać. Musi być pierwszą osobą, która opowie Matthew, co się wydarzyło i dlaczego. Obmyła się w zimnej wodzie od pasa w dół, zmieniła suknię i uporządkowała włosy; zmusiła się do zejścia do kuchni by sprawdzić czy obiad będzie podany punktualnie. Jedno, czego nie zrobiła to nie spojrzała w twarz swym dzieciom.
Ujrzała Roberta na tyłach ogrodu. Wyglądało jakby czegoś szukał. Musiał zejść tylnymi schodami, bo nie słyszała jego kroków na piętrze. Usłyszała ich raz, na górze, w pokoju dziennym, odgłos kroków przemierzających pokój.
Zmusiła się by nadać własnym krokom pewności, opuściła salon, przeszła przez hall i zeszła na ścieżkę w ogrodzie, skąd ruszyła w stronę głównej drogi. Tutaj natomiast obrała odwrotną drogę aniżeli do wioski, ruszyła wzdłuż głogowego żywopłotu, który ogradzał ich ziemię, a kiedy znalazła się na jego końcu stanęła w oczekiwaniu.
Minęło pięć minut, kiedy ukazał się Matthew, ze zdziwieniem widocznym na twarzy, kiedy ujrzał ją w przejściu, jeszcze zanim się do niej zbliżył zawołał, ‘Coś złego? Czy coś się stało?’
Natychmiast zsiadł z konia, prowadząc go ruszył w jej kierunku, pytając ponownie, ‘Co się stało?’
‘Ja… ja muszę coś ci powiedzieć’.
‘Nie klucz; kobieto, czy coś się stało dzieciom?’
‘Nie, nic się nie stało.. moim dzieciom’.
Patrzyła jak jego twarz sztywnieje. ‘Coś zrobiła dziecku?’ Zapytał powolnie.
‘O tym… o tym właśnie chcę z tobą pomówić. Byłam u doktora Arnison’a a kiedy wróciłam znalazłam ją w moim pokoju. Kradła moją biżuterię. Ukarałam ją’.
‘Ukarałaś?’
Odetchnął głęboko, w kącikach ust pojawiło się coś na znak uśmiechu. Przez chwilę sądził, że zamierzała powiedzieć, że zabiła dziecko, gdyż doskonale wiedział, że jej nienawiść do tego biednego porzuconego dziecka zakorzeniła się głęboko. Oczywiście, w pewnym sensie było to zrozumiałe; a jednak miał nadzieję, że naturalny wdzięk dziecka, a przede wszystkim czas wymaże to uczucie.
‘Czy to wszystko?’
Zachłysnęła się. ‘Tak, to wszystko’, odpowiedziała.
Poruszył się nieznacznie do przodu, ciągnąc za sobą zwierzę, odparł, ‘No cóż, wychowywała się w ordynarnym środowisku i nie sądzę by kradzież uważała za zbrodnię’. Odwrócił się i spojrzał na nią. ‘A może tylko bawiła się tymi rzeczami?’
‘Miała je w swojej kieszeni, pierścionek, broszkę i… i medalion mojej matki’.
Och. Och, medalion jej matki. Dbała o niego niczym o królewskie klejnoty. Skoro to dziecko musiało coś ukraść, szkoda, że wybrało właśnie to. ‘Cóż, nie sądzę, by to była jej pierwsza kara, i zapewne nie ostatnia, trzeba ją nauczyć różnicy między dobrem i złem. Co robiłaś u doktora Arnison’a?’ Uśmiechnął się zadając to pytanie. Wyglądało na to, że wracają ich dawne stosunki. Może karząc dziecko, ukarała i siebie za swe zachowanie przez ostatnie tygodnie.
‘Betsy rozbolał ząb, całkiem późno. I… pomyślałam, że musi to ktoś obejrzeć’.
‘Och, no tak, tak, oczywiście, płakała zeszłej nocy. Ząb już wyrwany?’
‘Nie; doktor powiedział, że tak źle nie jest. Powiedział, że nie był zepsuty. Chyba nie za bardzo zna się na tym’.
‘Tak myślisz? W mojej opinii, zapomniał to co wie większość lekarzy’.
Wchodzili teraz na podjazd, lecz naprzeciw frontowych drzwi rozdzielili się, Anne weszła do domu, zaś Matthew szedł dalej na podwórze, gdzie Dandy Smollett czekał na konia. Na twarzy chłopca nie było śladu uśmiechu, a kiedy bez słowa zabrał zwierze, Matthew obserwował go przez chwilę nim wszedł do kuchni.
Jak zwykle, Bella i Tessie przygotowywały obiad, Bella w żelaznym rondlu tłukła ziemniaki drewnianym tłuczkiem, a jej ‘Dobry wieczór, proszę pana’, pobrzmiewało według niego dziwną modulacją.
‘Dobry wieczór, Bello’, odpowiedział, ‘Wszystko dobrze?’
‘To zależy, co dla innych znaczy wszystko dobrze, proszę pana; co jest dobre dla jednych, nie jest dobre dla drugich’.
Przeszył ją wzrokiem a następnie usiadł, żeby zmienić obuwie, zdjął płaszcz, w końcu opuścił kuchnię, zauważając, że Tessie ani razu nie otworzyła ust.
Umył się, potem zaś wszedł do jadalni. Kiedy wchodził usłyszał jak jego żona mówi do Tessie, która podawała na stół naczynia z warzywami, ‘Zrobiłaś co ci kazałam, powiedziałaś dzieciom?’
‘Powiedziałam im to, proszę pani, dwa razy’.
‘O co chodzi?’ Patrzył na odchodzącą Tessie i swoją żonę, zauważył jak napina się jej szyja, a wargi poruszają się jedna o drugą, nim odrzekła, ‘Nie zgodzili się z karą, jaką wymierzyłam Dziewczynie’.
Obserwował ją, z miną pozbawioną wyrazu, nagle odwrócił się gwałtownie i wyszedł. Przeskakiwał dwa stopnie naraz, a kiedy znalazł się na półpiętrze zawołał, ‘John! Robert!’, potem wszedł schodami na poddasze i pchnął drzwi do pokoju dziennego, gdzie otoczyła go zbita grupka dzieci, John, Margaret i Robert, Betsy zaś biegła do niego z płaczem, ‘Papa! Papa! Nie pozwolili mi przyjść’.
‘O co tu chodzi?’ Wyswobodził się z objęć Betsy i podszedł do pozostałych, zapytał raz jeszcze, ‘Podejdźcie, powiedzcie mi, co się stało’. Mimo, że patrzył przy tym na John'a, to Robert odpowiedział, ‘Ona, Mama, wychłostała Hannah’.
Matthew zobaczył łzy tryskające z oczu młodszego syna, tamten zaczął mówić dławiącym głosem, ‘Ona… biła ją batem i… i wszędzie było pełno blizn i krwi, a ona krzyczała’. Głos odmówił mu teraz posłuszeństwa, uniósł głowę i przyłożył rękę do ust.
Płakała też i Margaret. Tylko John miał suche oczy i do niego właśnie zwrócił się teraz Matthew, ‘Gdzie ona jest?’
‘Ja… ja… my… my nie wiemy Papo’.
‘Co to znaczy, nie wiecie?’
Było widać na pierwszy rzut oka, że i John jest bliski płaczu, Matthew wrzasnął na niego, ‘Powiedz co to ma znaczyć, że nie wiecie’.
‘To znaczy, później… kiedy przynieśliśmy ją z pokoju… do naszej sypialni, obmyliśmy jej plecy i Margaret’ – wskazał ślepo na siostrę – ‘ona… wtarła w nią masło i… i to jej ulżyło i zostawiliśmy ja tak spokojnie leżącą. My… myśleliśmy, że śpi i… przyszliśmy tutaj i… mówiliśmy o tym, co się stało, bo… bo to było straszne, Papo. A kiedy później zeszliśmy na dół ona zniknęła’.
‘Zniknęła?’
‘Tak, Papo. Szukaliśmy w ogrodzie, wszędzie, ale nie znaleźliśmy jej’.
Matthew przyłożył rękę do głowy. Wyszła mu na spotkanie na drodze i powiedziała, że ukarała dziecko, a on sobie wyobraził, że chodziło jej o zwykłe lanie. Że przełoży małą przez kolano i spuści jej lanie. A powinien wiedzieć, że ona nigdy nie pozwoliłaby na jakikolwiek kontakt z tym dzieckiem. Nie posunęła się dalej niż na wyciągnięcie palca w stronę małej, w dniu, w którym przyszła do tego domu i kiedy powiedziała, że ją ukarała, mówiła to dosłownie. Zbiła ją końskim batem w sposób, który zaszokował jej własne dzieci. Czy ta kobieta oszalała? A jednocześnie tam na drodze wyglądała na zupełnie spokojną, spokojną i opanowaną. Ale gdzie jest dziecko?
Spojrzał na dzieci i rzekł, ‘Margaret zabierz Betsy na dół, do jadalni. John i Robert, wy pójdziecie ze mną’. Odwrócił się i zwrócił w stronę drzwi, ale zatrzymał się i zapytał, ‘Która była godzina, kiedy widzieliście ją po raz ostatni?’
‘To było… jakieś trzy godziny temu, Papo’.
Trzy godziny! Mogła być gdziekolwiek. Na wrzosowiskach, czy wzgórzach i jeśli pozostanie tam przez całą noc w takim stanie rano będzie już martwa, noce są wciąż mroźne. Tak naprawdę, nawet letni świt jest za chłodny na tych wysokościach.
Nie było śladu po jego żonie, kiedy on i chłopcy przechodzili przez hall, na zewnątrz frontowego wejścia polecił im, ‘Ty, Johnie, szukaj w warzywnym ogrodzie i w szklarni, ty Robercie idź nad strumień. Ja pójdę na tyły domu, na lesiste tereny. Jeśli ją znajdziecie, zagwiżdżcie; jeśli nie, wróćcie tu’.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 17 Sty, 2008 16:51   

Mniej niż piętnaście minut później, kiedy wrócił na podjazd, chłopcy czekali już na niego, nie chcąc tracić czasu na zbędne pytania, stwierdził, ‘Pójdziemy na wzgórza; pewnie zeszła na dół tylnymi schodami i wyszła przez boczne wejście. Wy obydwaj idźcie za wioskę, w kierunku miasta, zachowujcie taki dystans żeby nie stracić siebie z oczu. Ja natomiast pójdę drogą obok cmentarza. Tak, tak’ – zgodził się sam z sobą – ‘mogła też pójść w tamtym kierunku. Ale wszystko jedno ile przejdziecie, pamiętajcie, musicie tu wrócić przed zmierzchem. Zrozumiano?’
‘Tak, papo’.
‘Tak, papo’.
‘W takim razie ruszajcie’.
Obydwaj chłopcy odwrócili się i pobiegli na około domu, podczas gdy on zszedł z podjazdu, wzdłuż drogi na cmentarz, zmierzając w kierunku nagrobków, podszedł do mogiły, która jak dotąd nie była okamieniowana. Lecz i przy niej nie było śladu dziecka. Przeskoczył przez mur i udał się na wzgórza.
Będąc zdala od wioski począł wołać, z początku cicho, ‘Hannah! Hannah!’, były tam skały za którymi mogła się schować.
Stojąc na szczycie wzgórza ujrzał daleko przed sobą w dolinie Neda Ridley’a prowadzącego konie ku stromemu wzniesieniu, gdzie położony był Pele House, i kiedy obserwował jak znika mu sprzed oczu tuż za wysokim wzniesieniem nagle naszła go myśl, podniósł rękę do podbródka wolno pocierając go. To był jedyny inny dom, jaki znała; Ned i jego stary dziadek byli jedynymi innymi ludźmi, których poznała; ale czy na pewno mogła tam pójść? Zaczął teraz schodzić biegiem i kiedy w końcu zbliżył się do domostwa ujrzał Neda wychodzącego zza tyłu domu i zatrzymującego się na wprost niego, jak gdyby oczekiwał go.
Zatrzymał się parę kroków od Neda, przez chwilę nie mógł zebrać oddechu i cokolwiek powiedzieć, czy choćby odpowiedzieć Ned’owi, kiedy ten zapytał, ‘Szuka pan kogoś?’
‘Tak. Tak, Ned, szukam kogoś’.
‘Tak myślałem’.
Wpatrywał się w sztywną twarz młodego człowieka, który teraz mówił, ‘Właśnie wróciłem. Pomyślałem, że to pan jest tam na wzgórzach i jeszcze parę minut temu zastanawiałem się dlaczego. Wie pan co, panie Thornton, są dwa typy ludzi których nie znoszę, tych co zakładają wnyki i kobiet, które tłuką dzieci batem’.
Kiedy tak mierzyli się wzrokiem ich szczęki wykonywały ten sam ruch, naprężając mięśnie policzków.
‘Pewnie chciałby pan wejść do środka i zobaczyć, co pańska wielmożna małżonka zrobiła, eh?’
Innym razem Matthew zapewne rzuciłby mu ostrą replikę, w stylu, ‘Jak śmiesz do mnie mówić tym tonem, chłopaku!’, ale teraz jedyne co mógł zrobić to patrzeć na Neda bez słowa, w końcu ruszyć za nim okrążając dom ku stromym kamiennym schodom, prowadzącym do drzwi pierwszego piętra, do izby stajennej.
Wewnątrz panował półmrok, ledwie oświetlony lampą. Ned wskazał miejsce, na którym, na haku przytwierdzonym do kamiennej ściany wisiała lampa, której światło rozchodziło się oświetlając leżącą Hannah i starego człowieka, siedzącego przy jej boku.
Na widok Matthew starzec podniósł się i podszedł bliżej, chcąc zamierzyć się na niego, głośnym i szorstkim tonem powiedział, ‘Pańską przeklętą żonę powinno się powiesić, proszę pana. Gdyby tu była pokazałbym jej, co znaczą bicze. Okręciłbym tamtym batem wkoło jej’. Wskazał palcem na długi koński bat, zwisający zza boksu. ‘Ona musi być cholerną fanatyczką. Proszę podejść i spojrzeć tutaj’.
Matthew szedł powoli aż stanął przy skraju płytkiego podestu, na którym w łóżku z siana leżało dziecko. Miała otwarte oczy i patrzyła na niego, nie poruszyła się nim nie przysiadł i nie wyciągnął w jej stronę dłoni, a wtedy skurczyła się wzdragając się przed nim, ten ruch musiał wywołać w niej ból, bo jej twarz skrzywiła się.
‘Już dobrze osiołku, już dobrze’. Staruszek ściągał z niej teraz koński pled, mówiąc, ‘Zdjąłem z niej ubranie, bo przylegało do jej skóry. Odwróć się osiołku. Delikatnie teraz, spokojnie’. Kiedy pomagał jej obrócić się odsłonił również bawełniane prześcieradło którym była okryta. I wtedy Matthew zobaczył jej plecy i nogi. Od jej maleńkiej talii aż do stóp wiły się olbrzymie niebieskie pręgi; niektóre krwawiły, co można było wywnioskować z prześcieradła pokrytego krwią i strupów na skórze. Przygniotła go fala mdłości, nie tylko na widok malutkiego obitego ciała, ale też i dlatego, że jego żona zadała te ciosy dziecku, małemu bezbronnemu dziecku.
‘I co pan o tym myśli?’
Podniósł oczy i spojrzał na Neda, ale nic nie odpowiedział. Co mógłby powiedzieć? Jego mękę powiększał też fakt, że dziecko zaczęło się go bać.
‘Hannah!’ Zbliżył twarz do jej twarzy. ‘Posłuchaj mnie, kochanie. Posłuchaj. Wybacz mi. Czy mnie rozumiesz? Jest mi tak bardzo, bardzo przykro, że to cię spotkało. To się już nigdy więcej nie zdarzy’.
Nie odwrócił głowy, kiedy zza jego pleców dobiegło głośne ‘Ha!’, lecz mówił dalej, ‘Sam dopilnuję by to się nigdy nie powtórzyło. Już nikt nigdy więcej nie podniesie na ciebie ręki. Rozumiesz?’
Hannah przełknęła ślinę, ściągając kawałek siana z policzka wyszeptała, ‘Zbiła mnie biczem’.
Na moment zamknął mocno powieki, zagryzając wargę, w końcu popatrzył na nią, ‘Zabiorę cię do domu’.
‘Nie, nie!’ Odsunęła się od niego. ‘Chcę zostać tutaj. Tu mi się podoba; chcę tu zostać’.
‘Nie możesz, Hannah. Obiecuję ci, posłuchaj mnie’. Podniósł rękę do jej czoła i przygładził włosy. ‘Obiecuję ci, moja droga, że od tej pory twoje życie będzie inne, dopóki żyję nikt cię nie skrzywdzi. Rozumiesz mnie?’
‘Nie radziłbym jej ruszać stąd przez noc’.
Spojrzał na Neda.
‘Czuje pan jej czoło’. Ned skinął głową w jej stronę. ‘Jeśli się nie mylę ma gorączkę’.
Kiedy ponownie położył rękę na głowie Hannah przekonał się, że naprawdę była bardzo rozpalona, mogła mieć gorączkę. Znowu przybliżył twarz do niej mówiąc, ‘Wrócę po ciebie rano, Hannah, kiedy lepiej się poczujesz. Ale pamiętaj, nikt już nigdy cię nie zbije. Od teraz wszystko będzie inaczej. To ci obiecuję’.
Delikatnie pogłaskał jej policzek; podniósł się zostawiając ją przy starcu, który ją teraz przykrywał, podszedł do drzwi stajennej izby jego spojrzenie padło na zewnątrz na szybko zapadającą noc, czuł jak robi mu się niedobrze.
‘Nie obwiniamy pana’.
Odwrócił się i spojrzał na Neda i odrzekł cierpko, ‘Ale powinniście, bo to dzięki mnie przyszła na świat’.
‘Och, tak powiada duchowny, panie Thornton, ale gdyby każdy mężczyzna odpowiadałby za swoje winy, niewielu z tych wzgórz nosiłoby wysoko głowę. Takie rzeczy się zdarzają, to naturalne, któż może się oprzeć naturze, jeśli ujawni się. Ja nie, więc nikogo nie obwiniam za zrobienie komuś dziecka, ja nie’.
Matthew obrócił głowę w stronę młodego chłopaka. Słyszał opowieści o wyczynach Neda, ale większość z nich traktował jak wyssane z palca historie. Ludzie czynili z kretowiska góry, a ze stawu morze, co do tego nie miał wątpliwości, lecz w takich opowieściach zawsze tkwiło ziarno prawdy, na ironię ktoś taki jak Ned miał szkocką naturę, pragnął wyszaleć się na swych eskapadach, podczas gdy on sam zapomniał się jeden jedyny raz, lecz dopadło go to aż do jego domu, a następstwo tamtego dnia leżało zbite na łóżku tuż za nim.
Ale teraz wiedział co musi zrobić, jaką sprawiedliwość należy wymierzyć. Nigdy nie był gwałtownym mężczyzną, lecz teraz czuł w sobie brutalną siłę. Nigdy nie wierzył w karę, ale teraz zamierzał być Bogiem i oddać zasłużoną zapłatę. Było to tak jak gdyby planował tygodniami to co musi zrobić dziś i jutro. Lecz wpierw musi prosić Neda o milczenie.
‘Muszę cię o coś zapytać, Ned’.
‘Jasne, proszę mówić, panie Thornton’.
‘Sądzisz że będziesz potrafił trzymać buzię na kłódkę o tym co stało się dziecku?’
‘Mam trzymać buzię na kłódkę? Cóż, przeważnie udaje mi się milczeć o wielu sprawach, ale dlaczego mam być cicho o tym?’
‘Ponieważ uczynisz mi tym wielką przysługę’.
‘Ale co z innymi, Bella i Tessie mogą zacząć mówić, nie wspominając młodego Dandy. Musieli wiedzieć, co się dzieje, bo darła się niczym zarzynana świnia’.
‘Poradzę sobie z nimi jak wrócę, tak samo jak poradzę z tą, która jej to zrobiła’.
Patrzyli na siebie, spojrzeniem głębokim i mrocznym, Ned odpowiedział, ‘Bardzo dobrze, skoro tak to ma pan moje słowo, że nic nie powiem’.
‘A twój dziadek?’ Matthew obrócił głowę do tyłu.
‘Och, on też nic nie powie, jeśli go o to poproszę, ale zrobi to z większą ochotą wiedząc, że zamierza pan wymierzyć sprawiedliwą karę. Oj, wtedy z większą ochotą nic nie powie’.
‘Dziękuję Ned. Wrócę po nią rankiem’.
‘Dobrze, będę tutaj; nie wyruszam do Allenheads przed wieczorem’.
Nic więcej nie mówiąc Matthew odwrócił się gwałtownie i zszedł na dół na podwórze i wzgórza w stronę wioski i swego domu.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Czw 17 Sty, 2008 16:59   

Dzieki Moniko :kwiatek: To jest jednak dosc wierna ekranizacja. :D Ach, ten Ned! Ciekawe jak bedzie opisywany pozniej ;)
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 12 Lut, 2008 15:27   

Było już prawie ciemno, kiedy dotarł do domu, ale chłopcy nadal czekali na niego przy bramie. Powiedział im, ‘Znalazłem ją, jest w Pele House, z Ned’em Ridley. Zostanie tam do rana’.
‘Nic jej nie jest, Papo?’
Popatrzył na Roberta, ‘Nic jej nie będzie. Nic jej nie będzie’. Odwrócił się do Johna, pytając, ‘Jedliście kolację?’
‘Nie, Papo’.
‘W takim razie idźcie do domu i zjedźcie coś, ale nie marudźcie przy tym. A potem idźcie prosto do swoich pokoi… I posłuchajcie’. Spojrzał na jednego i drugiego. ‘Nie ważne co usłyszycie, nie możecie opuścić swoich pokoi, zrozumiano?’
Kiedy nie odpowiedzieli, powtórzył, ‘Powiedziałem, że cokolwiek usłyszycie nie możecie wyjść z pokoju. I powtórzcie to samo dziewczynkom. Rozumiecie?’
‘Tak… tak, Papo’.
‘Tak, Papo’.
Skinęli głową.
‘W takim razie idźcie już’. Patrzył jak idą podjazdem i wchodzą do domu; pozostał tam gdzie stał jeszcze przez chwilę, nim ruszył za nimi.
Nie skorzystał z frontowych drzwi, ale obszedł dom i wszedł przez kuchnię.
Bella i Tessie siedziały po obu stronach ognia, a Dandy Smollett pomiędzy nimi, kiedy wszedł cała trójka natychmiast wstała.
Bella zapytała, ‘Odnalazł ją pan, sir?’
‘Tak, tak, znalazłem ją, Bello. Usiądźcie’. Ruchem ręki nakazał im by wrócili na swoje miejsca. Następnie patrząc po kolei na każde z nich, zapytał, ‘Czy któreś z was było dziś w południe w wiosce?’
Potrząsnęli głowami, zaś Bella przemówiła, ‘Nie, nikt z nas nie opuszczał domu, sir’, odpowiedziała.
‘Czy ktoś tu był?’
‘Nie, nie, tylko węglarz, i to tylko rankiem, sklepikarz ze spożywczego przyjdzie dopiero jutro’.
Przerwała na moment, nim dokończyła, ‘Nie, sir, nikogo, nikogo nie było’.
‘W takim razie’ – obrzucił ich uważnym spojrzeniem – ‘musicie mi obiecać że nigdy nie wspomnicie o tym co zaszło tu w południe, czy o tym co będzie się dziać teraz… komukolwiek. Jeśli się dowiem, że sprawy tego domu stały się powszechną plotką w wiosce, wtedy Bello zwolnię cię; i ciebie również, Tessie. A co do ciebie, Dandy, wrócisz do przytułku’.
'Nie, sir, nie ja, nic nie powiem. Nie, sir, na pewno nie ja. Nie zrobię niczego co zaprowadziłoby mnie z powrotem do przytułku’.
‘W takim razie dobrze. Co do ciebie Bello, i ty Tessie, mogę być was pewny?’
‘O tak, sir’. Bella kiwnęła powoli głową, a Tessie odpowiedziała to samo, ‘Oczywiście. Oczywiście, sir, nie otworzę ust’.
‘Dobrze, dobrze. A teraz zrobicie to, co wam powiem. Chcę byście poszli do swoich łóżek i pozostali tam aż do jutra, wstaniecie o swojej właściwej porze. Nie ważne, co usłyszycie, nie wychodźcie z pokojów. Zrozumieliście?’
Patrzyli na niego, z ustami nieznacznie rozchylonymi i oczami szeroko otwartymi, z twarzami napełnionymi trwogą, Bella odrzekła ledwie szeptem, ‘Dobrze, sir, zostaniemy w naszych pokojach, jeśli tak pan każe’.
‘Dokładnie. Jeśli już skończyliście wszystko, idę. Dobranoc. Dobranoc wam wszystkim’.
‘Dobranoc, sir’. Ich głos ledwie przypominał szept, który podążał za nim, kiedy wychodził.
Wszedł do jadalni, gdzie chłopcy jedli jakiś zimny placek, powiedział im żywo, ‘Zabierzcie na górę, czego nie zjedliście’.
‘Tak, Papo’. Wygramolili się ze swoich krzeseł, chwycili ciasto z talerza na środku stołu i kwadratowy kawałek sera z deseczki i prędko wybiegli z pokoju, z pochylonymi głowami, jak gdyby uciekali tuż po kradzieży jedzenia.
Stał tak słuchając odgłosu ich kroków, które dotarły do półpiętra, wtedy ruszył do drzwi salonu. Otworzył je gwałtownym ruchem, lecz wszedł do środka dopiero, kiedy sprawdził, że salon był pusty. Podchodząc do kominka zauważył, że poduszki rozłożone były symetryczną linią wzdłuż boków kanapy, ich rogi zwrócone były do góry, ogień na kominku dogasał, założona była na nim osłonka, wszystko to przemawiało za tym, że przygotowywała się do spoczynku. I właśnie tego od niej oczekiwał, w pewnym sensie ułatwi mu to zadanie.
Która to godzina? W pół do dziesiątej. Jeszcze chwilę zaczeka.
Zamierzał usiąść na kanapie, lecz zaniechał tego widząc staranność ułożenia poduszek. Nie znosiła nieporządku w pokoju, który chwilę wcześniej przygotowała na noc. Niech diabli wezmą ten pokój, i ją, niech ją pochłonie ogień piekielny. Wyciągnął rękę uderzając poduszki, wgniatając je w róg kanapy, sam zaś opadł ciężko na krzesło. W tym momencie zrozumiał, że całe jego życie poddane było rutynie, porządkowi zupełnie jak dyscyplina w wojsku. W ciągu pierwszych miesięcy jego małżeństwa jej gospodarność cieszyła go, tak naprawdę, spośród innych cech tą zaliczał do największych jej talentów. Lecz zaczęło go to irytować jeszcze zanim pojawiło się pierwsze dziecko, mimo że po urodzeniu Johna zdołał o tym zapomnieć, wiedząc, że dzieci potrafią zakłócić prowadzenie domu. W każdym razie musi przyznać przed samym sobą, że lubił posiłki podane na czas, lubił też spokój, kiedy wieczorami pracował nad dokumentami z kopalni, która to praca była absolutnie konieczna, jeśli chce kiedykolwiek osiągnąć status głównego pośrednika w kopalni.
Ale teraz, po trzynastu latach, nadal był równie daleki od tego stanowiska, co pierwszego dnia, kiedy przeczytał „Warstwę Forster’a’”. Zdawał sobie sprawę, że nawet teraz nigdy nie dorówna pozycji panu Sopwith’owi, czy choćby pośledniejszym agentom, William’owi i Johnowi Curry z Allenheads. W tej samej chwili zapytał siebie, jakie to tak naprawdę ma znaczenie, ważniejsze teraz jest to, co zamierza zrobić w ciągu kolejnych trzydziestu minut, pewnie po tym czasie jego gniew zmaleje, choć może się myli, wiedział, że minie sporo czasu nim widząc ją przestanie widzieć zmasakrowane plecy dziecka.
Siedział obserwując przyćmiony żar z kominka, dopóki zegar w hallu nie wybił dziesiątej; wtedy wstał, podszedł sztywno do drzwi, wszedł do hallu i zdjął bat z półki, podniósł lampę ze stolika, dopiero wtedy ruszył w stronę schodów.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Wto 12 Lut, 2008 20:09   

Łoj, za chwile bedzie kolejna bardzo dramatyczna scena w tej ksiazce.
To tez bylo okropne i troche nieludzkie, choc niestety zasluzone.

Musze sie pochwalic, bo dzieki komus kochanemu :przytul: mialam mozliwosc obejrzec ten film ponownie, ale tym razem rozumiejac wszystkoz detalami :D
Bardzo mi sie podobalo. Dorosła Hannah jest sliczna. Ciekawa jestem jak w ksiazce jest opisywany jej stosunek do Neda, no i sam Ned, oczywiscie :mrgreen:
To jeden z moich najulubienszych filmow wedlug prozy Cookson.

Dziekuje Monice za wytrwale tlumaczenie tej powiesci :przytul:
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sro 13 Lut, 2008 20:14   

Ja tak samo Gosiu czekam z niecierpliwością tych fragmentów, kiedy Hannah będzie odkrywać na nowo Neda :wink: A w ogóle to muszę sobie przypomnieć film, bo wieki go nie widziałam. Nie wiem, czy widziałaś, ale w naszych sklepach internetowych pojawiła się ekranizacja Catherine Cookson po polsku :-D Jest to Ścieżka losu (z Zetą Jones). Może niedługo pojawią się inne, to byłoby spełnienie marzeń :thud:
Ścieżka losu

***************

Umieścił lampę na ścianie na półpiętrze, zgasił knot, otworzywszy drzwi sypialni wszedł do środka.
Światło już przygasało. Leżała wygodnie na łóżku, z głową złożoną na poduszce; nie spała, bo jej oczy natychmiast zwróciły się ku niemu, gdy zbliżył się do niej. Zauważył, że, jak zwykle, nim szła spać, zawsze czytała fragment cnotliwej książki, która teraz leżała otwarta. Podniósł ją jedną ręką, zmrużył oczy. Czytała dziękczynny psalm Dawidowy.
Przebiegł wzrokiem stronę. Było kilka zaznaczonych numerów, oprócz wersu 20, który zaczął czytać: Pan mnie nagrodził za moją prawość; i wynagrodził mi za czystość mych rąk’.
Spojrzał na nią, kiedy podniosła się nieznacznie na łokciach, nie patrzyła się na książkę w jego lewej dłoni, lecz na bicz w prawej, jego kolejne słowa sprawiły, że usiadła wyprostowana na łóżku, zaczął jej czytać: 'i wynagrodził mi za czystość mych rąk’. Jednym ruchem rzucił książką przez pokój, ryknął domagając się, ‘Czytałaś to zanim wychłostałaś dziewczynę, czy potem?’
Jej plecy przylegały ciasno do mosiężnych poręczy łóżka, głos jej drżał, kiedy odpowiadała, ‘Kradła; już ci mówiłam, że ją ukarałam’.
‘Ach tak! ukarałaś ją! Kiedy powiedziałaś, że ją zbiłaś sądziłem, że dałaś jej własnoręcznie parę klapsów, ale nie, nie, posłużyłaś się tym’. Szarpnął batem, a rzemień przeciął powietrze o włos od jej twarzy, co przyczyniło się do tego, że z trudem łapała oddech.
‘Tak, aż podskoczyłaś, prawda? Nawet cię nie dotknąłem, ale i tak się wzdrygnęłaś, więc jak sądzisz, co czuło to dziecko, kiedy zachłostałaś ją niemal na śmierć. Tak, niemal na śmierć, bo gdyby nie poszła do Ridley’ów i nie została opatrzona przez starego, pewnie dotarłaby na wzgórza, a tam noc by ją zabiła. A później, myślisz, że co by się stało gdyby wszyscy się dowiedzieli? Byłabyś za to odpowiedzialna; miałabyś ją na sumieniu. Nie pomógłbym ci. Słyszysz?’
Przybliżył twarz do niej, krzywiąc usta, jak gdyby patrzył na coś odpychającego, i podobnym tonem powiedział, ‘Wiesz kim jesteś, okrutną, mściwą suką. Jesteś nikim, słyszysz? Zawsze byłaś tylko cholernym parweniuszem. Od wielu lat jesteś pośmiewiskiem całej wioski i miasta, do tej pory nie wiedziałaś o tym, bo wyobraziłaś sobie, że jesteś kimś, kimś lepszym od pospolitych ludzi. Tam na dole w wiosce są kobiety, które dowiedziawszy się, co zrobiłaś dziecku, będą na ciebie pluć. Będą cię obrzucać końskim łajnem, zanurzą cię w nim’.
‘Jak… jak śmiesz… mówić do mnie tym tonem…’.
‘Zamknij się! I nigdy więcej nie używaj przy mnie tych słów. Jak śmiem? Będę się do ciebie odzywać jak zechcę! Już wiesz, co chcę zrobić, chcę przemówić do ciebie twoim własnym językiem, lecz nim zacznę, chciałbym ci jeszcze coś powiedzieć, bo później zapewne nie będziesz w stanie mnie spokojnie wysłuchać. A więc, słuchaj. Jutro rano ustalę pewne zasady, według których ty i ja będziemy żyć w tym domu, i będziesz ich przestrzegać, albo możesz się wynieść, masz wybór. A teraz’.
Szybkim ruchem ręki rozciął pościel aż do stóp łoża, nim mogła z niego wyskoczyć, okręcił bicz wokół jej gołych łydek; zaczęła krzyczeć i wić się na łóżku, koszula nocna odsłoniła jej uda i kiedy bat je przeciął, wyrzuciła z siebie przeraźliwy krzyk. Położył rękę na jej ramieniu, przerzucił ją jak gdyby była workiem węgla, trzymał ją mocno za kark szarpnął koszulę do góry, aż ukazały się pośladki, zaczął ją bić, może dziesięć razy, za każdym razem, kiedy bicz przeszywał jej skórę płakała.
Kiedy wreszcie odsunął się od niej, leżała szlochając i becząc, jej dłonie trzymały pełną garść pierzu z poduszki. Stał łapiąc powoli powietrze, kiedy je wypuścił poczuł jak kurczy mu się żołądek, wyrzucając do przodu ramiona. Z wysiłkiem odwrócił się od łóżka, stąpając powoli i ciężko.
Kiedy wyszedł na półpiętro, zamknął mocno oczy, nim ruszył do schodów.
Odłożył bat na haczyk i wszedł do niewielkiego gabinetu, przylegającego do jadalni. Otworzył kredens stojący pod półką z książkami i wyjął z niego tacę, na której stała opróżniona w połowie butelka whisky, położył ją na biurku, a z pełnej szklanki wylał likier. Wziąwszy duży łyk usiadł na biurku i złożył głowę w ramionach.

Koniec części pierwszej.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
Ostatnio zmieniony przez Monika Pią 15 Lut, 2008 00:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 14 Lut, 2008 15:36   

Hmmm... :shock: To było straszne. Ja rozumiem, że powinna jakoś zostać ukarana za to, co zrobiła małej. Ale używanie przez męża przemocy względem żony-nawet takiej jędzy-nie mieści się w granicach mojej tolerancji. Wiem, że należało jej się, ale mimo wszystko nie mogę temu przyklasnąć :?
Dzięki Moniczko :kwiatek:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Czw 14 Lut, 2008 20:00   

Moniko, bardzo mnie ucieszyła wiadomosc o wydaniu tego filmu. To przecież "Cinder path"!
Podobal mi sie ten film. To faktycznie dobry znak :D
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pią 15 Lut, 2008 00:11   

Naryo, masz rację, okropny był ten fragment, tyle brutalności i nienawiści, może i powinien był to załatwić w inny sposób, ale czy cokolwiek wpłynęło by na taką kobietę? Która za cel upatrzyła sobie bezbronne dziecko?
Gosiu, też widziałam Cinder Path, ech, mam nadzieję, że to nie będzie jednorazowa niespodzianka :wink:
***

Następnego ranka, nim posłał Dandy’ego Smollett’a do kopalni, by przekazał panu Byers’owi, że będzie trochę później, przytrzymał go za nogę i patrząc na niego powiedział, ‘Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy zeszłej nocy, Dandy?’, chłopiec potwierdził, ‘Tak, proszę pana’.
‘Dobrze; w takim razie jedź’.
Uczyniwszy to wszedł do kuchni, gdzie Bella i Tessie patrzyły na niego w milczeniu, lecz ich wzrok mówił dużo, zwrócił się do Tessie, ‘Pościel łóżko w zapasowym pokoju, Tessie; będę go używać przez ten czas. Masz też zabrać siennik z małego pokoju i wstawić go do schowka. Zakupię nowe pojedyncze łóżko tak szybko jak się da. Ten pokój będzie należał do mojej córki… Hannah. Zrozumiałaś?’ Przesunął wzrok z niej na Bellę, obie skinęły zgodnie głową i jednocześnie odpowiedziały, ‘Tak, proszę pana’.
‘Jeszcze jedno’. Zwrócił się do Belli. ‘Nigdy więcej nie będzie ci pomagać w kuchni’.
Nastąpiła chwila przerwy, podczas której on i Bella spoglądali na siebie. Wreszcie Bella, z właściwą sobie zuchwałością rzekła, ‘I tak właśnie powinno być, proszę pana’.
‘W takim razie myślimy podobnie, Bello. Niedługo przywiozę ją od Ridley’ów, może potrzebować opieki. Będę wdzięczny, jeśli będziesz do niej zaglądać’.
‘Zrobię dla niej, co w mojej mocy, panie; i Tessie też, i wszyscy tutaj, bo lubimy to dziecko’.
‘Dziękuję’. Kiwnął głową i wyszedł, Bella zawołała za nim, ‘Nie zje pan śniadania, sir ?’ odrzekł, ‘Dopiero jak wrócę’.
Mgła była wciąż gęsta i ciężka, kiedy wspinał się na wzgórze i mimo że ścieżka wiodła w górę, im wyżej szedł tym gęstsza się stawała zawiesina; wydawało mu się, że sączy się prosto do jego skóry, sprawiając, że zaczął drżeć, pomyślał wtedy znowu, co by się stało z dziewczynką gdyby była tu całą noc, w jej stanie.
Kiedy otworzył drzwi izby, obaj, Ned i jego dziadek odwrócili się od podestu i spojrzeli w jego stronę, widząc ich twarze, przez chwilę pomyślał, że dziecko nie żyje.
‘Ma gorączkę’. Ned wstał. ‘To była ciężka noc’.
Matthew pochylił się nad stertą siana i popatrzył na Hannah. Nie spała, powiedział do niej delikatnie, ‘Jak się czujesz, moja droga?’
‘Boli mnie, proszę pana’.
‘Jutro poczujesz się lepiej’.
‘Jest mi gorąco’.
Przyłożył rękę do jej głowy i kiedy zobaczył, że jest wilgotna od potu spojrzał na Neda, ale to starzec odpowiedział, ‘Ma dużą gorączkę; nie może jej pan zabrać na dół w tym stanie’.
Matthew przez chwilę przygryzał wargę, myśląc intensywnie, w końcu powiedział, ‘Mam sprowadzić lekarza?’
‘Co powiedział?’ Staruszek odwrócił się do Neda, który głośno akcentując słowa, krzyknął, ‘Zapytał czy ma sprowadzić doktora?’
Stary Ridley pokręcił gwałtownie głową i zwracając się do Matthew powiedział mu, ‘Doktor! Co mógłby zrobić, czegom ja nie zrobił? Wyleczyłem więcej dolegliwości, o jakich mógł słyszeć. Dałem jej dawkę ipekakuany, to powinno oczyścić jej wnętrzności, i ochłodzić. Dostała też parę tabletek laudanum’.
‘Laudanum?’ Brwi Matthew uniosły się do góry, z wyrazu jego twarzy oraz słów starzec odgadł pytanie tamtego i powtórzył, ‘Tak, laudanum. Po tym, co się stało potrzebowała czegoś, co uspokoiłoby jej nerwy. Ale nie zabierzesz jej na dół dzisiaj, chyba, że chcesz szybko z nią skończyć’.
Matthew odwrócił się i spojrzał na Neda, powiedział cicho, ‘Dobrze o was to świadczy, że chcecie się nią zająć’.
‘Och, to żaden kłopot!’ Ned wzruszył ramionami. ‘To samo robimy dla psów, koni i przybłęd, chyba ostatnie dobrze do niej pasuje’.
‘Ona nie jest przybłędą, Ned’.
‘Nie? No cóż, mógł mnie pan nabrać, panie Thornton. Oj tak, mógł pan, ale niech pan pamięta, że tylko powtarzam com usłyszał, przybłędy muszą chodzić do pracy by zarobić na utrzymanie, zdobywać każdy kęs, że się tak wyrażę. Oczywiście, jak już mówiłem, można iść za tym, co się usłyszy. Ale jeśli nawet część z tego jest prawdą, to na pewno to, że pracowała na siebie’.
Ned ani razu nie spuścił wzroku z twarzy Matthew. Tamten zaś ani razu nie mrugnął. W innych okolicznościach tak śmiały ton skłoniłby go do ataku na chłopaka, przynajmniej słownego, bo nie miał nadziei pokonać go w pięściach, nie Ned’a Ridley’a; ale przez te lata nauczył się, że młodego Ned’a można dotknąć słowami i daje to większy efekt niż uderzenie. W tej sytuacji postanowił nie mścić się jedynym dostępnym mu sposobem; zamiast tego powiedział opanowanym, powolnym głosem, ‘Jest moją córką i niedługo każdy tak ją będzie nazywał’.
‘Cieszę się, że to słyszę, panie Thornton. Oj, bardzo. Ale rzecz jasna, mówi pan za siebie; myśli pan, że może zmusić innych do takiego postępowania?’
Nastąpiła długa przerwa nim Matthew odpowiedział, ‘Tak, inni będą się zachowywać tak samo względem niej, bo w przeciwnym razie będą musieli odpowiadać przede mną’.
Ned nic na to nie powiedział, Matthew odwrócił się i spojrzał ponownie na Hannah. Starzec ścierał jej z czoła pot zimnym, wilgotnym łachmanem, schylił się do niej, dotknął delikatnie jej brody, zwrócił jej twarz w swoją stronę, tak, że musiała spojrzeć na niego, spokojnie i twardo powiedział, ‘Wrócę później by zabrać cię do domu, dziś wieczór lub jutro, zależy jak się będziesz czuła. Czeka na ciebie pokój, jest tuż obok mojego. Będziesz spała blisko mnie, rozumiesz?’
Poruszyła nieznacznie głową; nie mrugając oczami patrzyła prosto w jego.
‘Od tej pory wszystko się zmieni, będziesz szczęśliwa. Tak, tak’ – pogłaskał łagodnie jej brodę – ‘będziesz teraz szczęśliwa’.
Wyprostował się, odwrócił i odszedł od podestu, Ned odprowadził go do drzwi, gdzie stanęli milcząc zaglądając w nadchodzący poranek.
Mgła była nadal zawiesista i spowijała wszystko na zewnątrz. Wszelkie dźwięki okryte były płaszczem, choć przed nim rozbrzmiewał zgiełk i ożywione zajęcia. Dotąd nie zauważył, że wszystkie przegrody były zapełnione. Musiało tam być od ośmiu do dziesięciu koni; możliwe, że nigdy, od czasu, kiedy zbudowano to miejsce nie trzymano koni na parterze.
Zwrócił wzrok ku ostrej sylwetce stojącej przy jego boku, o zmierzwionych ciemnych włosach i mocnych barkach. Młody Ned wyglądał jak replika swego ojca, kształt jego kości można było rozpoznać w twarzy jego dziadka. Ridley’owie nosili nazwisko znane od wieków, choć nie było powodem do dumy, bo dopiero w ostatnich latach ugruntowali swoją pozycję prawdziwie rzetelnych handlarzy końmi. Jeden z Ridley’ów w poprzednim stuleciu został powieszony za kradzież konia, dwóch zesłano, zaś sam stary Ridley przeżył sporo, cudem uniknął stryczka. Uratował go fakt, że wybrał świetnego konia dla lorda Buckley, co uratowało mu kark.
Wszyscy mężczyźni w tej rodzinie mieli osobowość: otwarci, niezależni ludzie, lecz bardzo trunkowi, silni w pięści, zadziorni, zwłaszcza w świątecznie dni i na festynach… Więc któż inny oprócz nich mógłby zająć się dzieckiem, bez rozpuszczania plotek wśród miejscowych o tym co się jej przytrafiło. W tych okolicznościach jeszcze bardziej prawdopodobne było, że Ned będzie milczał o tej sprawie, bo wiedział bardzo dobrze, że ten młody chłopak nigdy nie lubił, czy choćby cenił Anne, jego żona patrzyła na niego jak na szumowinę i nigdy nie ukrywała swojej opinii przed nim.
‘Zabieram dwa kucyki do Hexam’. Ned szarpnął głową do tyłu. ‘To prywatna umowa, więc może zakończy się do wieczora, ale spokojnie, będzie z nią mój dziadek. Nie raz wyleczył mnie z choroby. Jest dobry w tych sprawach, zna się na ziołach i takich tam’.
‘Przyjadę w porze kolacji’.
‘Dobrze, proszę bardzo, jeśli to pana uspokoi, ale jak już mówiłem, będzie w dobrych rękach. Uwielbia dzieci’.
Matthew wkroczył z wejścia w opary mgły, odwrócił się i krótko powiedział, ‘Dziękuję’.
Równie zwięźle odpowiedział mu Ned, ‘Proszę bardzo’, po tych słowach się rozstali…
Kiedy dotarł do domu, mgła podniosła się. Nad podwórkiem unosiła się różowa poświata. Popatrzył w stronę stajni. Dandy'ego nie było. Zaczął iść w kierunku kuchni, otwarły się drzwi i Tessie, patrząc na niego powiedziała, ‘Och, panie, jesteś cały mokry’.
‘Na wzgórzach jest gęsta mgła’.
‘I mokra’.
‘Pańskie śniadanie czeka na pana w jadalni, sir’.
Odwrócił się do Belli, mówiąc, ‘Dziękuję’, zapytał, ‘Dzieci są już na nogach?’
‘Nie, proszę pana, nie słyszałam ich’.
Nie zadał tego samego pytania o panią, i teraz, bez zmiany obuwia, czy zdjęcia płaszcza wszedł do kuchni, potem do hallu, a stamtąd do jadalni; jego nowe postępowanie nie umknęło Belli i Tessie.
To właśnie Tessie, uderzając palcem w usta powiedziała strwożonym głosem, ‘Widziałaś to Bello? Widziałaś? Zawsze zdejmował buty i okrycie’.
W jadalni Matthew czekał aż Tessie wniesie owsiankę; dopiero wtedy usiadł przy stole i nałożył cztery spore łyżki owsianki z trzymanej przez Tessie wazy. To była jedna trzecia tego, co zazwyczaj jadł, więc spytała, ‘Czy czegoś jeszcze potrzeba, panie?’, odpowiedział jej, ‘Nie, Tessie, nie mam dziś apetytu. Zaparzyłaś herbaty?’
‘Nie, proszę pana; pani nie zeszła na dół otworzyć puszki’.
‘Masz’. Zdjął klucz z obręczy, którą wyjął z kieszeni, mówiąc, ‘Myślę, że będzie pasować. I powiedz Belli, by przyrządziła podwójnie mocną’.
‘Tak, panie, tak’. Wybiegła, zadziwiona tokiem zdarzeń…
Stało się to wtedy, gdy kończył trzecią filiżankę herbaty, drzwi otworzyły się i weszły dzieci. Pierwszy John, zaraz po nim Margaret pchając przed sobą Beatrice; Robert wszedł ostatni i zamknął za nimi drzwi; otoczyli stół, lecz nie odezwali się słowem.
Kładąc filiżankę, Matthew popatrzył na nich i rzekł spokojnie, ‘Dzień dobry, dzieci’.
Odpowiedzieli mu chórem, ‘Dzień dobry, Papo’.
‘Wracasz dziś do szkoły, Johnie?’
‘Tak, Papo’.
‘A ty, Robercie?’
‘Też, Papo’.
‘No to chciałbym z wami porozmawiać. Ja… cieszę się, że mam tą sposobność nim wyjedziecie. Przede wszystkim musicie wiedzieć, że zajdą pewne zmiany w tym domu’. Spoglądali na siebie. ‘Co to będą za zmiany, o tym powiem wam trochę później’. Podniósł chusteczkę i wytarł nią mocno usta, nim dokończył, ‘Przedstawiłem je waszej matce, ale i wam powiem, co nieco. Hannah jest moją córką, zatem jest waszą przyrodnią siostrą, w przyszłości macie traktować ją jak siebie nawzajem. A teraz’ – wstał od stołu – ‘zjedźcie swoje śniadanie i zostańcie w pokoju nim do was nie wrócę, wtedy opowiem wam o zmianach, o których już wspomniałem’.
Ani jedno z nich nie odezwało się, wstał od stołu, rzucił im spojrzenie i słaby uśmiech, wtedy wyszedł z pokoju i ruszył schodami.
Oczekiwał, że drzwi sypialni będą zamknięte, ale nie były. Oczekiwał, że będzie leżała w łóżku, twarzą zwróconą do poduszki, ale tak nie było.
Siedziała wsparta na poduszkach, było znać, że wstawała, bo zasłony były uniesione do góry. Na jej twarzy pojawił się chwilowy skurcz, zbladła i zesztywniała; to że płakała było znać po jej spuchniętych powiekach, mina jej twarzy była dokładnie taka jakiej się spodziewał. Nie podszedł do łóżka, lecz stał na środku pokoju i przez chwilę z trudem szukał słów. Kiedy wreszcie je znalazł, jego słowa zabrzmiały tak oficjalnie, że wyobraził sobie, że czyta jakiś prawny dokument. ‘Przyszedłem by zakomunikować ci, Anne, że nastąpią pewne zmiany w naszym domu; od tej pory dziecko będzie znane jako moja córka. Wydałem już polecenie odnośnie zainstalowania jej w pokoju na tym piętrze. Będzie też jadała razem z nami przy stole i nigdy więcej nie będzie wykonywać prac służącej’. Przerwał kiedy zobaczył jak usiłuje się podnieść z łóżka. W tym samym momencie jej usta otworzyły się by przemówić, ale powiedział, ‘Zaczekaj! Nie skończyłem. Z uwagi na dzieci postanowiłem posłać Margaret i Betsy do prywatnej szkoły w Hexam. Hannah pojedzie z nimi. Będą mieszkać w internacie, zaś na weekendy będziesz je miała z powrotem, wszystkie trzy… albo żadną’.
Otworzyła usta.
‘Co do Roberta, dołączy do Johna…’.
‘Nie możesz tego zrobić. Nie zrobisz tego!’ Jej głos brzmiał dziwnie; słaby, nosowy ton zniknął; jej słowa nabrały nieprzyjemnej, ordynarnej tonacji.
‘Sądziłem, że ten pomysł ci się spodoba. Zawsze podkreślałaś, że obowiązki nauczyciela zabierają ci za dużo czasu, który mogłabyś spożytkować na doskonalenie własnych talentów, gry na pianinie, haftowanie i inne ważne zajęcia’. W jego głosie dało się słyszeć szyderstwo, kiedy zakończył, ‘Zajęcia, które uważasz za przyjemności życia’.
‘Ty! Nie zrobisz tego. Słyszysz?’ Uniosła się z poduszek, ten ruch najwyraźniej sprawił jej ból, bo skrzywiła się i z trudem przełknęła ślinę, nim mogła mówić dalej, ‘Będę przeciwko tobie. Pójdę do pana Beaumont’a, spotkam się z nim osobiście. Ty… tylko dzięki mojej protekcji masz to stanowisko. Ja… sprawię, że odbiorą je tobie. Tak zrobię. Tak zrobię!’
‘Ależ proszę bardzo. O tak, możesz spróbować. Idź do pana Beaumont’a, ja także spotkam się z nim. Zabiorę ze sobą Hannah, pokażę mu jej plecy i nogi. Ślady uderzeń są tak głębokie, że zapewne zostaną jej blizny do końca życia. Zrób tak; idź do pana Beaumont’a, lecz czyniąc to zrujnujesz to, co już zrobiłem dobrego dla ciebie, bo tamta trójka w kuchni przysięgła milczenie; tak samo jak Ned Ridley i jego dziadek’.
Opierała się na jednym łokciu, uniosła drugą rękę i dotknęła nią twarzy. Kiwnął głową, mówiąc, ‘Tak, Ridley’owie. Pamiętasz, co ci wczoraj powiedziałem, ale co do nich, nie wiem czy wystarczyłaby im zwykła chłosta. To prawda, to czysta prawda’.
‘No cóż’ – podniósł ciężki zegarek z kamizelki i spojrzał na niego; następnie schował go na miejsce mówiąc, ‘Sądzę, że to wszystko, co miałem do powiedzenia. Przez te lata wypełniałaś swe małżeńskie obowiązki tylko pod przymusem oraz, jak pamiętasz, w dużych odstępach czasu, trwałem przy tobie, bo lubiłem moje życie rodzinne i pragnąłem spokoju. Mogę ci przysiąc, że od czasu Nancy Boyle nie miałem żadnej innej kobiety, ale i to ulegnie zmianie. Jak już wspomniałaś, nie będziesz w stanie znieść mojego dotyku; ale i ja nie będę w stanie cię dotknąć, więc postanowiłem zaspokoić moje potrzeby gdzie indziej. Uczciwie jest ci o tym powiedzieć. Ale oczywiście nadal będziesz panią tego domu, na zewnątrz tak naprawdę nic się nie zmieni, tak więc zachowasz twarz wśród mieszkańców wioski i miasta’.
‘Jesteś potworem, nikczemnikiem. Nie zrobisz mi tego, nie możesz’.
‘Jaki jest wybór? Pozwolisz mi się do siebie zbliżyć?’ Zrobił dwa kroki w jej stronę, lekkość jego tonu zmieniła się w głęboki pomruk, kiedy podszedł i zażądał, ‘Zrobisz to? Dobrze, daję ci wolny wybór. Przyjdę wieczorem i każdej kolejnej nocy, kiedy będę cię potrzebował i nie będę szukać innej. Co ty na to?’
Spojrzała na niego. Nadal spoczywała na łokciu. Jej oddech przeistoczył się w krótkie wdechy, wyglądało jakby nie była w stanie mówić. Ale w końcu przemogła się, powiedziała, ‘Mam nadzieję, że Bóg pokaże cię śmiercią’.
Stał wciąż pochylony, patrzyli na siebie; w końcu obrócił się i niemal biegiem wyszedł z sypialni przez półpiętro prosto do pokoju, w którym spał ostatniej nocy i trzasnął drzwiami za sobą, odwrócił twarz w ich stronę, chwycił głowę skrzyżowanymi dłońmi i przycisnął ją do drewna.
Stojąc w ten sposób nie myślał o Hannah, ani o przyszłości, czy wolności, na którą sobie pozwolił, ale o zeszłej nocy i niczym widz ujrzał siebie dzierżącego bat na jej nagiej skórze, słyszał jej krzyk na swoim ramieniu, zdawał sobie sprawę z tego, że bijąc ją dał ujście temu pragnieniu, które spoczywało w jego umyśle od lat. To że Hannah miała pociętą skórę było drugorzędne. Zrobiłby to prędzej czy później, by wyrazić swoją odrazę do niej, z tego właśnie składały się jego uczucia do niej, i zrobił to, wiedział, że przez ostatnie lata aż do teraz, to była odraza, nie miłość czy nienawiść, ale zaledwie odraza. Nawet gdy ją kochał, nadal czuł odrazę.

Koniec części pierwszej.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Pią 15 Lut, 2008 17:55   

Tak się zastanawiam, czemu on się z nią ożenił? :roll:
Czy w ogóle ją kochał? Czy nie widział przed ślubem jaka ona jest?
A może chodziło tylko o jej majątek?

Koniec części 1? Ciekawe ile jest tych części...
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Nie 17 Lut, 2008 14:09   

Gosiu, książka składa się z czterech części

CZĘŚĆ DRUGA
DZIEWCZYNA DORASTA 1858

Rozdział I
Matthew stanął na gołych deskach, poczuł chłód na stopach i począł szukać butów; kiedy je włożył spojrzał na kobietę leżącą na łóżku.
Kiedy wstał kołdra zsunęła się z niej, leżała na boku obnażona aż do linii ud, zaczęła jedno z nich lekko drapać, jednocześnie odpowiadając na jego pytanie, ‘Dlaczego miałabym ci kłamać, i to w tak drobnej sprawie. Nie całują się ani nic z tych rzeczy, ale sposób, w jaki na siebie patrzą, kiedy trzymają się za ręce’.
‘Kiedy to było?’
‘Och, latem’.
‘Widziałaś ich wcześniej, to znaczy oboje na wzgórzu?’
‘Tak, kiedy o tym mówisz, no tak’.
‘Z kimś jeszcze, czy zupełnie sami?’
‘Sami, spacerujący razem, roześmiani. Ale czemu zaprząta ci to głowę? Wiedzą, kim są; skoro są spokrewnieni, nic z tego nie może być. A jednak’. Przewróciła się na plecy unosząc ręce nad głowę drapiąc je i łapiąc mosiężne sztachety łóżka, dokończyła, ‘Chodzi mi o to, że jest taka Peg Docherty, mieszka na dole, podobno ma dziecko z ojcem i dwoje z bratem, tak mówią. No, ale z kimś musi je mieć, bo jej stary jest na morzu. Ludzie często go wyglądają, czekając by się przekonać, którego z nich spróbuje zabić’.
‘Zamilcz, Sally’.
Słysząc ton jego głosu Sally pokręciła głową i zaczęła się śmiać, mówiąc, ‘Nie chciałam ci o tym mówić, Matthew żeby cię nie denerwować, ale nie wiedziałam, co zrobić’.
Kiedy nie odpowiedział, lecz zamiast tego zaczął zapinać guziki kamizelki prędko wyskoczyła z łóżka, wkładając halkę i spódnicę i na koniec gorset; lecz kiedy ona wdziewała kolejny fragment odzieży on zdążył już włożyć płaszcz i kapelusz na głowę, kiedy podeszła do niego i stanęła przy nim powiedział jak zwykle, ‘Dziękuję, Sally’ a ona jak zwykle potrząsnęła głową mówiąc, ‘Nie ma za co. Nie ma za co’.
Teraz jak i wcześniej pomyślał, jakie to dziwne, że każde ich rozstanie postępowało tym samym wzorcem. ‘Dziękuję, Sally… Nie ma za co. Nie ma za co’.
Kiedy włożył rękę do kieszeni, ona wyciągnęła swoją dotykając jego ramienia, mówiąc, ‘Nie, nie tym razem. Poza tym, już nie wiem, gdzie je chować. I jaki z nich pożytek, skoro nie mogę ich wydać? Jedynie moja siostra się z nich cieszy. Oj naprawdę, wygląda mnie za każdym razem’, roześmiała się.
‘Kto wie, pewnego dnia mogą ci się przydać; powinnaś coś przy sobie zatrzymać’.
‘Cóż, jeśli taki dzień przyjdzie i jeśli będę kiedykolwiek w potrzebie, mam nadzieję, że będziesz wtedy w pobliżu’.
‘Będę, Sally’.
Podniosła rękę i musnęła jego policzek i przysuwając ciało ku niemu, zapytała, ‘Czy ja ciebie uszczęśliwiam, Matthew?’
‘Nigdy nie byłem szczęśliwszy, Sally’.
‘No to muszę podziękować za to Bogu’. Odsunęła się, mówiąc miękko, ‘Pewnie wyjedzie dopiero za kolejne dwa tygodnie, znajdziesz wiadomość przy skałach’.
Delikatnie uszczypnął ją w policzek, pocałował łagodnie, następnie podwinął kołnierz płaszcza, przeszedł przez izdebkę chaty i wyszedł przez wyłożoną kamieniem komórkę wprost w ciemną noc.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 23 Lut, 2008 11:39   

Koń uwiązany był w zaciszu krzewów, odwiązał go, lecz nie dosiadł; przeciwnie, poprowadził go do wąskiej ścieżki, która łagodnie wiodła na górę i za chwilę ponownie na dół. Nie było ostrożności w jego krokach, gdyż zdążył już poznać tą dróżkę dobrze w ciemności, dziesięć minut później, kiedy zbliżył się do uczęszczanej drogi stanął i zapalił latarnię zwisającą z siodła, dopiero wtedy wsiadł na konia i ruszył na dół, do drogi.
Wieczór był niezwykle mroźny; w powietrzu unosił się zapach nadchodzącego śniegu. Oddech z końskiego pyska przebijał się niczym szara mgła przez migocące światło. Rżał głośno, oznajmiając, że jest zziębiony i spragniony, Matthew zamiast popędzić go do kłusa dalej prowadził go spacerowym krokiem; miał o czym myśleć, nim wejdzie do domu. John i Hannah. Nie! Nie! Ten chłopak nie może być aż tak szalony. Ale przecież wkraczał w najbardziej pobudliwy wiek, a taka dziewczyna jak Hannah może zburzyć krew w każdym mężczyźnie, zwłaszcza, kiedy dzieje się to po raz pierwszy w życiu. Musi z nim porozmawiać. Ale jak? Co może mu powiedzieć? A może by zacząć od panny Pansy Everton. Towarzyszył jej na polowaniu, kiedy gonili psy tropiące zająca. To prawda, że nie była osobą, którą wybrałby dla syna, lecz z pewnością z takiej synowej ucieszyła by się Anne, bo, mimo że wychowała się w gospodarstwie rolnym, to jednak było to majętne gospodarstwo i w przeciwieństwie do innych farmerskich córek nie była stworzona do pracy na roli, posłano ją do szkoły, tej samej w której uczyły się Margaret i Hannah. Co więcej, będąc jedynaczką zapewne przejmie to wszystko po śmierci rodziców i musiał przyznać, że Mulberry Farm było znakomitym spadkiem, położonym w pięknej okolicy Riding Mill. Nie, John mógłby trafić materialnie znacznie gorzej, niż ożenić się z panną Pansy Everton, a jeśli wszystko to, co mówiła Sally było prawdą, im szybciej to się stanie tym lepiej.
Koń zarżał ponownie, a Matthew zaczął drżeć, poczuł na policzkach pierwsze płatki śniegu.
No tak, wcale nie był zaskoczony, już połowa listopada. Wszystkie znaki we wsi przepowiadały ciężką zimę; niektórzy powiadali, że może powtórzyć się rok 53. Od tamtego czasu nie było gorszej śnieżycy, była ona też przyczyną śmierci młodego kamieniarza na Killhope Head, która go tam zaskoczyła, no i minęło pięć lat odkąd tamto się zaczęło.
Pewnego nieprzyjemnego wieczoru wracał z kopalni, kiedy posłyszał wołanie o pomoc, dochodzące zza rzeki. Od kilku dni była odwilż i rzeka płynęła coraz większym nurtem, lecz tamtego dnia znowu zaczęły się mrozy. Nim zbliżył się do brzegu rzeki odgadł, co się tam stało. Ktoś głupio próbował przejść rzekę po kamieniach, zamiast iść dalej do mostu i niewątpliwie zsunęli się do wody. Wypadek musiał wydarzyć się dopiero co, bo po krótkim czasie w tej wodzie, nikt nie byłby w stanie tak krzyczeć.
We wcześniej zapadającym zimowym zmierzchu zobaczył, że ofiarą była młoda kobieta, zakryta w połowie wodą, kurczowo ściskająca kamień.
Ostrożnie ruszył w jej stronę, chwycił jej ręce i szarpnął nią w górę; kiedy już byli na brzegu szczękała zębami tak mocno, że nie potrafiła nawet podziękować mu. ‘Dokąd zmierzałaś?’ spytał ją.
Wciąż niezdolna nic powiedzieć, pokazała ręką w kierunku Sinderhope, wreszcie po chwili wyjąkała, ‘L… Lode Cottage, niedaleko Sinderhope’.
Sinderhope było oddalone dobre dwie mile, był w miasteczku już wielokrotnie, lecz nigdy jej tam nie spotkał.
‘Czy to daleko od miasteczka?’ zapytał, skinęła głową mówiąc, ‘Jakiś kawałek’.
‘Chodźmy’. Ujął ją pod ramię i zaprowadził na drugą stronę pola, gdzie koń niecierpliwie podskakiwał na drodze, podniósł ją i umieścił w siodle, następnie sam dosiadł go i zmusił konia do szybkiego kłusa, krzycząc do niej, ‘Musisz mi wskazać drogę, bo robi się ciemno’.
Pokazała którędy jechać i kiedy znaleźli się przy chacie, na pierwszy rzut oka pośród pustkowia, tak zesztywniała z zimna, że nie potrafiła o własnych siłach zejść na ziemię, pomógł jej więc i powiódł w stronę drzwi, schyliła się i wyjęła żelazny klucz spod kamienia. W środku, z tego, co zobaczył, izdebka była bardzo ciasna, lecz czysta i w dobrym stanie. Widząc zarys domu na zewnątrz zgadywał, że składa się z dwóch pokoi na dole i z poddasza tuż pod dachem. Widząc, że w kominku nie jest napalone wziął parę miechów* spod ściany i rozdmuchał popiół w płomienie; wtedy odwrócił się do niej i zobaczył, że cała się trzęsła, jakby w febrze, drżała tak bardzo, że nie umiała odwiązać supłów płaszcza.
Odsunął jej dłonie i sam rozwiązał guziki, pytając, ‘Twój mąż, gdzie jest teraz? Jest górnikiem?’ Potrząsnęła głową, później wydukała, ‘Po… po… poganiacz. Jest … jest w drodze… na targ, w Newcastle’.
‘Newcastle?’ Pokiwał głową. ‘Newcastle jest niedaleko’. Odwzajemniła się mu gestem, a on dokończył, ‘Powinnaś położyć się spać, tak sądzę’.
Tym razem nawet nie usiłowała mu odpowiedzieć, zamknęła powieki i osunęła się na podłogę.
Ruszył z nią do drugiego pokoju, z łóżka pociągnął kołdrę zszytą z różnych kawałków i brązowy koc, następnie począł ściągać z niej mokre ubranie. Miała na sobie szorstką, wełnianą spódnicę, pasiastą bluzkę, dwie wełniane halki oraz jedną wytłaczaną; pod bluzką nosiła tradycyjną koszulkę, a pod nią bawełnianą koszulę, ale nie miała na sobie długich majtek. Jej czarne pończochy podtrzymywane były za pomocą łatwej metody, poprzez zawinięcie ich góry w węzeł, następnie podwiązywało się je pod zrolowaną dolną część pończoch.
Odzyskała przytomność, podczas gdy on ściągał z niej koszulkę, jej dłonie nie zatrzymały go, po prostu leżała przyglądając się mu, kiedy otulał ją kocem i kołdrą, gdy skończył popatrzył przez chwilę na nią, nim powiedział, ‘Tak już lepiej?’
‘O tak, tak’. Miała zniżony głos, który przyjemnie brzmiał w jego uszach, tak samo jak widok jej ciała dla jego zmysłów.

*Dzięki Gosiu za podpowiedź
Ostatnio zmieniony przez Monika Sob 23 Lut, 2008 13:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 23 Lut, 2008 11:52   

Jakkolwiek to slowo dziwnie brzmi ;) ale po polsku tak to sie okresla.
TU wyjątkowo ładny egzemplarz:


Dzieki za fragmencik, Moniczko :-D
Wreszcie wiadomo, jak doszlo do tego, ze pan Matthew Thornton poznal Sally, bo przeciez to chyba w filmie nie bylo do konca wyjasnione.
Okazalo sie, ze rycersko sie wobec niej zachowal, ratując ją z represji, nic więc dziwnego, ze mieli później romans (co prawda pozamalżeński i to z obu stron ...)
Ale tez polaczyla ich milosc.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sro 27 Lut, 2008 10:25   

Podszedł do rzuconego wcześniej płaszcza i wyjął z tylnej kieszeni manierkę whisky, której noszenie przy sobie było jego nawykiem, nabytym przeszło dwa lata temu, zdjął kubek z półki przy palenisku, wlał do niego miarkę alkoholu, następnie przechylił wielki żeliwny czajnik wciśnięty w ciemną dolną półkę i napełnił kubek aż po brzeg. Wrócił i pochylając się nad nią, podłożył rękę pod jej głowę unosząc ją, powiedział, ‘Wypij to’.
Nie sprzeciwiając się wypiła whisky. Dolał sobie ćwiartkę i wychylił duszkiem ożywiając się, kucnął przy niej i sącząc drink zapytał, ‘Jak się nazywasz?’
‘Sally Warrington’, odpowiedziała mu.
‘Nie widziałem cię tutaj wcześniej, ani na rynku czy gdziekolwiek indziej’.
Odpowiedziała, ‘Rzadko schodzę tam na dół. Bill przynosi wszystko, czego nam trzeba’.
‘O której wróci?’
‘Nie wróci na noc’, powiedziała; ‘pewnie jutro około wieczora’.
‘Och’. Po tych słowach patrzyli na siebie.
‘Ile masz lat?’, zadał jej kolejne pytanie, ‘Prawie dwadzieścia osiem’.
‘Nie masz dzieci?’ Rozglądnął się wokoło, zaś ona potrząsnęła głową.
‘Długo jesteś po ślubie?’
‘Od szesnastego roku życia’.
‘Od szesnastego roku życia’, powtórzył. Nie wygląda wcale na więcej niż szesnaście lat, leżąc tutaj zaokrąglona i jędrna. Miał kilka kobiet w ciągu ostatnich trzech lat, lecz były one używane przez innych do tych samych celów, do których używał ich on sam. Były mieszkankami cichych ulic Hexham.
Miał czterdzieści lat i przenikało go wzburzenie; doskonale rozumiał tych mężczyzn, którzy pakowali się i odchodzili, po prostu odchodzili. Jedna minuta przemieniała się w kolejną, mężczyźni, którzy opuszczali swe domy rankiem i nigdy więcej nie wracali.
Wstał i powiedział, ‘Powinienem już wracać; lepiej się czujesz?’
Bez słowa patrzyła się na niego.
‘Nie boisz się być tu sama?’
‘Nie’. Poruszyła lekko głową. ‘Przywykłam do tego. Prawie cały czas jestem sama. On jeździ ze stadem po całym hrabstwie. Raz nawet sprowadził je aż ze Szkocji, bydło, albo z powrotem, albo do Hexham, czy Newcastle, wszędzie gdzie są dobre targowiska. Jest ich paru, takich poganiaczy, lubią przebywać ze sobą, w swoim gronie’.
‘Nie czujesz się samotna?’
‘Tak. Tak, czuję się samotnie’.
Zadrżała znowu, powiedział prędko, ‘Przyniosę kolejny koc’, i kiedy opatulił ją nim, jego twarz zawisła nad nią i zapytał miękko, ‘Może chciałabyś bym został jeszcze przez chwilę?’ a ona odpowiedziała po prostu, ‘Z przyjemnością, jeśli pan chce’.
I tak się to właśnie zaczęło; przez pięć lat była jego przyjemnością, a on jej i nikt o tym nie wiedział.
Na drodze powrotnej, niedaleko, była zniszczona brama. Była wbita w dziurę między szerokimi kamiennymi murami. Na szczycie kamiennej ściany aż do bramy było kilka poluzowanych skał. Sposób w jaki były rozmieszczone mówił mu o tym czy bezpiecznie mógł skręcić w dół ścieżki, czy lepiej jechać dalej.
Wszystko to było łatwe, ponieważ Anne nie mogła już kwestionować jego wypraw i powrotów; nie miała już nad nim mocy; była w pewnym stopniu jak nieopłacana gospodyni wypełniająca swe obowiązki i otrzymująca w zamian mieszkanie i wyżywienie, dwie suknie, dwa kapelusze na rok i poza tym darmowy transport do Hexham, kiedykolwiek zechce zrobić okazjonalne zakupy. To, że rozmawiała z nim grzecznie w towarzystwie było zasługą tylko tego, o czym dobrze wiedział, że nie mogłaby ścierpieć wiedząc, że ich sprawy są omawiane publicznie w wiosce i miasteczku. Pod tym względem łudziła się tylko, gdyż fakt, że od lat mieli osobne sypialnie musiał krążyć wśród mieszkańców wsi.
Bella, Tessie i Dandy, mimo że lojalni, nie byliby sobą gdyby nie rozmawiali o sytuacji w domu, zwłaszcza, kiedy dzieci wracały ze szkoły, a Hannah mogła wędrować do woli bez pytania o zgodę i bez żadnych trudności, podczas gdy pozostałe dzieci pozostawały pod surowym nadzorem matki wypełniając swe wakacyjne obowiązki w czytaniu i doskonaleniu swych talentów.
Teraz jednak John miał dwadzieścia lat i zapowiadał się na dobrego inżyniera; Robert natomiast, osiemnastoletni, przez ostatni rok pracował w biurze kopalni w Allenheads; nie mogli już być traktowani jak uczniaki. Tak jak i Margaret, dziewiętnastoletnia młoda kobieta, której nie można było przywiązać do posiadłości, pod pretekstem doskonalenia siebie.
Margaret miała w sobie niezależną naturę i okazywała to stanowczo w chwili obecnej stawiając otwarcie swe pragnienie poślubienia urzędnika bankowego z Hexham. No cóż, każdy wiedział ile zarabiał urzędnik bankowy, ledwie dostatecznie by utrzymać swe ciało i ducha, lecz ojciec powiedział jej, że jeśli ten młody człowiek przyjdzie do niego i wyłoży sprawę uczciwie, on z kolei zastanowi się nad tym.
Była jeszcze Beatrice. Beatrice, o czym Matthew z przykrością wiedział, była najmniej kochanym z jego dzieci, przynajmniej przez niego, była zbyt podobna do swej matki; w sposobie myślenia, wysławiania się i postępkach, były niemal identyczne. I ona również opuściła szkołę w zeszłym roku. A teraz została już tylko Hannah.
W normalnym biegu wydarzeń Hannah opuściłaby szkołę na zakończenie wielkanocnego półrocza, nie było jednak zajęć, w które byłaby zaangażowana, myśl o tym co będzie zmuszona przecierpieć, siedząc w domu cały dzień z Anne zmusiła go do decyzji o tym, że powinna zostać w szkole na kolejny rok. Wiedział, że była niezwykle biegła w grze na fortepianie i posiadała ładny, śpiewny głos, choć dziwnym trafem nigdy nie słyszał jej śpiewu w domu i tylko jeden raz widział jej występ przy fortepianie.
Trzeba było zobaczyć na własne oczy by uwierzyć w to jak Anne obchodziła się z Hannah. Mogły przebywać w jednym pokoju, lecz Anne zachowywała się wtedy jakby dziewczyny tam nie było; dla niej była niewidoczna niczym powietrze. Nigdy otwarcie nie zwracała się do niej imieniem; kiedy była zmuszona odezwać się do niej, robiła to zawsze w trzeciej osobie, mówiąc o niej dziewczyna. ‘Powiedz dziewczynie’, zwracała się do Tessie, ‘że musi być gotowa o tej i o tej godzinie’. ‘Powiedz dziewczynie’, mówiła do Margaret, ‘by nie odzywała się idąc za mną’.
‘Nie pójdziesz z dziewczyną na wzgórza’, zabraniała Robertowi niezliczoną ilość razy, czasami ten stanowczy chłopiec tylko spoglądał na nią, a czasami odpowiadał, ‘Proszę bardzo, Mama’, potem wybiegał z domu i zaskakiwał Hannah, wędrującą pod górę.
Jeden tylko raz widział jak traci nad sobą kontrolę. Wtedy, kiedy przycisnęła Johna do drzwi i krzyknęła na niego, ‘Ta dziewczyna gdzieś zniknęła. Idź i powiedz jej, że zabraniam jej zbliżania się do Ridley’ów’.
Jak ktokolwiek mógł być wypełniony taką nienawiścią, którą jego żona nosiła w sobie przez te lata, z trudem to rozumiał, zwłaszcza że obdarzała nią kogoś tak życzliwego jak mała Hannah, która wdzięczna była za najmniejszą dobroć i odpłacała za to potokiem uczuć. Bella kiedyś mu powiedziała, ‘Ona jest z tych co oddadzą ci swoje ostatnie ubranie jeśli będzie myślała, że tego ci potrzeba’. Zastanawiał się jednak czy oddałaby je kobiecie, która ignorowała ją od dnia, w którym podniosła na nią bat. Co myślała Hannah o Anne? Tego nie wiedział, lecz będąc z natury wspaniałomyślną, nie mogła żywić odrazy dla swej pani, jak się wciąż do niej zwracała. I co dziwne, tak samo mówiła do niego, w tej samej formie; nigdy nie powiedziała do niego inaczej niż ‘Panie’. Lecz tym jednym słowem potrafiła przywołać tyle uczuć, tyle miłości niż którekolwiek z jego dzieci swoim ‘Kochany Papo’.
Co powinien uczynić z Hannah? Cóż – skierował konia do bramy i dalej w górę drogi – na jedną rzecz nie może jej zezwolić, nie może myśleć, że może być cokolwiek więcej między nią i Johnem niż braterskie przywiązanie. To było kompletne szaleństwo z ich strony, może więcej po jego stronie, w końcu był starszy o cztery lata.
Przy gospodarstwie przywiązane były trzy konie i kiedy Matthew wjechał na podwórze rżenie dochodzące z boksów dało mu znać, że John i Robert wrócili już do domu.
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sro 27 Lut, 2008 19:57   

Dziękuję za kolejny fragmencik :kwiatek:
Nie mogę się doczekać powrotu Hannah ze szkoły i spotkania z Nedem ;)
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 01 Mar, 2008 21:38   

Chwilę później wszedł do domu, jak zwykle przez kuchnię, po zdjęciu butów, płaszcza i umyciu rąk – szybko powrócił do swoich starych zwyczajów, gdyż jak to sobie wytłumaczył, lubił zjeść w czystości – poszedł prosto do jadalni, gdzie zgromadzona była już cała rodzina, przywitał ich mówiąc, ‘Witajcie, jestem trochę później’.
‘Zmarzłeś, papo?’
Odwrócił się do swojej wysokiej, nieładnej córki i odpowiedział jej z dobrotliwym uśmiechem, ‘Zmarzłem doszczętnie, rozcierając dłonie podszedł do rozjarzonego kominka. Nie zwrócił się konkretnie do Anne, ani ona do niego, po chwili, gdy powiedział, ‘W takim razie siadajmy’ i zajął swe miejsce przy szczycie stołu, ona usiadła na wprost, John i Robert natomiast usiedli po jednej stronie, a Margaret i Betsy po drugiej.
Betsy, podobnie jak jej matka, niewiele miała do powiedzenia podczas posiłków, właściwie to teraz nie powiedziała ani słowa, chociaż jej oczy przelatywały od jednego mówiącego do drugiego jak gdyby chciała zaraz zaprzeczyć im, czy choćby odpowiedzieć, lecz powstrzymywała się.
‘Muszę jutro zabrać Księcia, trzeba go podkuć, Papo’.
‘Niedawno tam był’.
‘Tak wiem, ale lubi wierzgać. Poza tym wiem, że lubi patrzeć na iskry lecące z kamieni’.
‘Poproś pana Buckman’a by go podkuł osobiście. Te jego chłopaki nie przykładają się do roboty’.
‘Och, Mama!’ Robert szarpnął głową z pogardą, ‘Są tam, od kiedy zaczęli chodzić; jeśli nie będą mogli podkuwać konia nigdy się tego nie nauczą’.
‘Nikt nie może dobrze wykonywać swej pracy, jeśli jest w połowie pijany’.
‘Mogę poprosić o dokładkę ziemniaków, Mama?’ John podał matce swój talerz; kiedy zabrał go z powrotem ponownie spojrzał na ojca i rzekł, ‘Uważam, że nie musimy się martwić śniegiem, nie powinno padać przed rankiem’.
‘Pada już teraz; zaczęło, kiedy wróciłem’.
‘Mam nadzieję, że i w święta będzie tak padać i zostanie go tyle by pojeździć na sankach’. Margaret uśmiechnęła się poprzez stół do brata. ‘Pamiętasz jak zeszłego roku śmignęłam pagórkiem i pędziłam w poprzek drogi?’
Kiedy chłopcy roześmieli się, Anne powiedziała, ‘Wszystko to bardzo ekscytujące, ale nie myślicie o tym, że możecie sobie połamać kości i zostać kalekami do końca życia’.
‘O, nonsens!’ Robert machnął ręką. ‘Z zaspami na osiem stóp po obu stronach?’
Matthew pochylił głowę nad talerzem i całą uwagę skupił na jedzeniu. Gdyby on i Anne żyli ze sobą jak prawdziwy mąż i żona zapewne natychmiast ukarałby Roberta powiedziawszy, ‘Nie mów tym tonem do swojej matki, chłopcze’, ale wychowanie nad dziećmi powierzył jej i ona jest odpowiedzialna za to jak ją traktują za sprawą swej dyscypliny, lub jej braku. Robert był buntownikiem i trudno było nad nim zapanować od czasu, kiedy był dzieckiem, oczywiste było, że nie było miłości między nim a jego matką.
Stosunek Johna do niej był inny. Łatwo ulegał wpływom, robił wszystko by zachować spokój. Jego prośba o dokładkę ziemniaków była tego przykładem. Margaret z drugiej zaś strony miała w sobie coś po trochu z Roberta i Johna. Pragnęła spokoju, lecz nie za wszelką cenę. Broniłaby tego, w co wierzy.
Betsy, z kolei, była jak matka niewinna i prosta. Ten zwrot, zawsze się nad tym zastanawiał, nigdy nie był odpowiedni do tego jak go używano, nie był też przydatny, jeśli chodzi o jego żonę, gdyż jego żona nie była ani niewinna ani prosta, ale jej nieczystość była raczej psychiczna niż fizyczna.
Posiłek dobiegł końca, wstał od stołu, mówiąc, ‘Chciałbym zamienić z tobą słowo, John’.
‘Tak, Papo’.
I jeszcze to. Wolałby znacznie bardziej być nazywany ojcem, bo zwrot papa dobiegający z ust wysokiego, młodego blond włosego mężczyzny wydawał się być nie na miejscu. Ale najwyraźniej był jedynym, który tak myślał, tak przywykli do używania tego tytułu, że zapewne nie poświęcali temu żadnej myśli.
W gabinecie usiadł za biurkiem, a John usiadł na krześle na wprost niego, wymienili spojrzenia pełne milczącej oceny, nim Matthew odezwał się, ‘Masz już dwadzieścia lat. No, no! Trudno w to uwierzyć, czuję się jak stary człowiek’.
‘Ależ, wcale nie wyglądasz, Papo; jak na swój wiek wyglądasz bardzo dobrze’.
Odpowiedź, która miała dodać otuchy sprawiła, że Matthew zwiesił głowę i uśmiechnął się szeroko, a John natychmiast dodał, ‘To znaczy, chodziło mi o to, że…’.
‘Wiem, co chciałeś powiedzieć Johnie, nie ma sensu od tego uciekać. W tym roku kończę czterdzieści pięć lat, a kiedy raz przekroczysz ten wiek już tylko moment do pięćdziesiątki, później do sześćdziesiątki i siedemdziesiątki’.
‘Och, Papo!’
‘Taka jest prawda… taka prawda, chłopcze, kiedy dobrniesz czterdziestki życie biegnie znacznie szybciej. Myśli się wtedy, ‘No więc, zrobiłeś już swoje, ożeniłeś się, odchowałeś rodzinę, czego ci jeszcze trzeba? I to mnie sprowadza do pewnej sprawy, a mianowicie wychowania rodziny’. Zwilżył usta, położył przedramiona na biurku, pochylił się całym ciałem do przodu i zapytał cicho, ‘Czy myślisz o małżeństwie, Johnie?’
‘Małżeństwie, Papo?’
Matthew obserwował napływ kolorów na jasnej skórze syna; wydawało się niemal, że jego włosy płoną żywym ogniem, a może to tylko sztuczka lampy?
‘To właśnie powiedziałem. Słyszałeś coś na ten temat?’ Pociągnął twarz w stronę syna.
‘Tak, tak, słyszałem o tym’. Potarł przegub dłoni nim powiedział powoli, ‘Ja… ja nie poświęcałem temu myśli’.
‘Nie? A co z panną Pansy Everton? Przez ostatni rok widuje się was razem dosyć często, prawda?’
‘Spotykamy się czasami’.
‘Lubisz ją?’
‘Och tak, tak, lubię ją, to bardzo miła dziewczyna’.
‘… Ale’.
‘Co?... Co powiedziałeś, Papo?’
‘Powiedziałem ale.. ale nie myślałeś o małżeństwie kiedy się do niej zalecałeś?’
‘Zalecałem się, Papo! Ja… ja nigdy…’.
‘John. John, obaj wiemy, że kiedy młody mężczyzna odwiedza młodą kobietę wielokrotnie, jest to forma zalotów. I jeśli mogę wyrazić swoje zdanie, uważam, że mogłeś uczynić coś znacznie gorszego, niż zalecać się do panny Pansy Everton. Oczywiście decyzja należy do ciebie. Pomyślałem tylko, że wspomnę ci o tym by zobaczyć, w którą stronę wieje wiatr oraz czy któreś z naszej rodziny zadowoli matkę swym małżeńskim wyborem, z pewnością nie będzie to Margaret. Uważam też, że wszyscy wiemy, że Robert wybierze własną drogę, czy to będzie barmanka, czy córka baroneta. Zostają jeszcze tylko Betsy i Hannah. Betsy, jak sądzę, podąży za radą matki… Hannah natomiast. Cóż’ – poruszył lekko głową – ‘osobiście będę musiał zająć się przyszłością Hannah. I mam już kogoś na oku. Zajmuje bardzo dobre stanowisko w środowisku prawnym. Trochę starszy od niej, lecz myślę, że to z korzyścią dla niej’.
Matthew poczuł przypływ litości, kiedy przyglądał się synowi. Jego jasna skóra stała się teraz niezdrowo blada. Szare oczy pociemniały, ładnie wykrojone usta, bardziej stosowne u kobiety niż mężczyzny były suche ciągle poruszały się szukając wilgoci. Zmusił się by powiedzieć, ‘Nie wydajesz się być zadowolony z perspektyw, jakie rysują się przed twoją siostrą. Myślałem, że będziesz szczęśliwy widząc jak dobrą partię zrobi’.
‘Ty… zapewne mówisz o panu Walters’ie, Papo. Ja… nie widzę tu dobrej partii. Jest dwukrotnie od niej starszy. Co więcej, był już żonaty. Jego żona dopiero, co zmarła’.
‘Jestem tego wszystkiego świadom, John, lecz pozwól, że to ja zdecyduję, co jest najlepsze dla Hannah. Chyba nie muszę ci mówić, jakie jej życie by było, jeśli miałaby je spędzić w tym domu, prawda? Sytuacja nie wymaga wyjaśnień. Tak więc, im szybciej wyjdzie za mąż, tym lepiej dla niej, i nie spocznę dopóki nie będzie zabezpieczona. W każdym razie, intencją tej pogawędki jest to, że z chęcią powitam pannę Everton jako synową, okażesz rozsądek, jeśli się pospieszysz nim kto inny dostrzeże jej zalety, gdyż jest bardzo atrakcyjną dziewczyną’.
John nie odpowiedział, patrzył tylko na ojca, w końcu bez słowa podniósł się, otworzył drzwi i gwałtownie wyszedł z pokoju.
Matthew wetknął palec pod wysoki kołnierzyk i rozluźnił go na szyi. Ostatecznie Sally miała rację. Mój Boże! Co za sytuacja? Teraz musi tylko to załatwić, i to jak najszybciej, musi ożenić jedno lub drugie, im szybciej tym lepiej.
W pierwszej kolejności stawia na Johna. Wzmianka o Arthurze Walters’ie była niczym więcej niż pobożnym życzeniem, opartym na kilku razach, kiedy to adwokat spotkał Hannah. Ostatnio było to latem, na skwerze w Hexham. On i John czekali w wozie na Hannah, która nadchodziła ze sklepu z galanterią, w którym razem z Margaret kupiły wstążki i inne drobiazgi, jakie kobiety nabywają w takich miejscach. Podczas gdy oni czekali nadszedł Walters, zatrzymał się na chwilę i kiedy rozmawiali nadeszły dziewczęta, zauważył wtedy, że oczy tamtego wodziły za Hannah z ciepłą oceną.
A jednak większość mężczyzn patrzało na Hannah z dużą aprobatą, więc dlaczego pomyślał właśnie o Walters’ie? Może dlatego, zaczął przekonywać siebie, że Walters będzie dobrą partią dla Hannah. Był dobrze sytuowanym młodym mężczyzną; i czyż nie pytał o nią ostatnio, John był wtedy przy tym.
Zresztą, jeśli nie Walters, to ktoś inny. Bo jeśli nie, będą z tego problemy i to problemy, które zaćmią wszystkie poprzednie. Powinien być wdzięczny za jedną rzecz. Odkąd Margaret opuściła szkołę, Hannah przyjeżdżała do domu tylko na święta, tak więc romans, jeśli tak można nazwać to coś między Johnem a nią, nie mógł poczynić wielkich postępów.
To, że Hannah zostawała w szkole było wynikiem ukrytej sugestii Anne, zgadzał się z nią, nie dlatego jednak by zadowolić żonę lecz dlatego, że oszczędzało mu to tygodniowych wypraw do Hexham, w pogodę czy niepogodę, by zabrać ją do domu.


Gosiu, już niebawem fragment Hannah&Ned :wink:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Sob 01 Mar, 2008 22:34   

Czy wspominałam, że nie moge sie juz tego doczekać? :wink:

Swoja drogą, nie wiem, czemu ten ojciec upierał się przy szybkim wyswataniu Hannah... i to jeszcze z kimkolwiek, nawet dużo starszym. Koniecznie nie chcial dopuscic, zeby bylo cos pomiędzy nią a Johnem. Czy chodzilo tylko o pokrewienstwo?
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.