PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Aragonte
Wto 15 Kwi, 2008 20:12
The Girl
Autor Wiadomość
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Wto 02 Paź, 2007 18:26   

hmm.. JAKIE WYTWORNE ROZRYWKI...

Dzięki Moniko :kwiatek:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 04 Paź, 2007 14:20   

W tym momencie cierpiętniczy monolog szczęśliwie został przerwany przez otwarcie drzwi, nie zapowiadane przez wcześniejsze pukanie, bez łoskotu przekręcanej klamki, oto Tessie wparowała w najbardziej bezceremonialny i głośny sposób, szepcząc z grozą w głosie, ‘Proszę pani! Ned Ridley stoi przy frontowych drzwiach, są z nim dwie osoby’.
‘Ned Ridley przy frontowym wejściu?’
‘Tak, proszę pani, i jeszcze dwie inne osoby’.
Anne Thornton wstała i ruszyła powoli w stronę Tessie, pochyliła się nad nią i zapytała, ‘Co masz na myśli, jakie dwie osoby? Wytłumacz się natychmiast, dziewczyno’.
‘To znaczy, proszę pani, oni wyglądają jak wędrowcy… a nawet gorzej, jak brudasy, kobieta i dziecko’.
Pani Thornton wyprostowała się, oparła ręce na talii i odrzekła, ‘Powiedz im, by przeszli do tylnych drzwi i każ kucharce spytać, z jaką sprawą przyszli’.
‘Dobrze, proszę pani’.
‘John, usiądź’.
Chłopiec stał przy końcu cieplarni, skąd wygiął szyję tak mocno, że mógł dojrzeć schody głównych drzwi.
Kiedy chłopiec ponownie usiadł, matka powróciła na swoje miejsce, ale nie kazała kontynuować córce czytania; zamiast tego siedziała, tak samo jak jej dzieci, czekając na powrót Tessie. Tessie zaś wróciła tak prędko, że trudno było uwierzyć, że wracała od frontowych drzwi, ale udowodniła to, mówiąc od razu, z przestrachem w głosie, ‘Nie chce się ruszyć, proszę pani, Ned… Ned Ridley. Powiedział, że ci ludzie przyszli do pana’.
Anne podniosła się bez pośpiechu, z typową dla siebie elegancją włożyła palce pod jedną stronę wypchanego materiałem biustu, następnie pod drugą, poprawiła sprzączkę przy pasku przedniej sukni, wygładziła biały, koronkowy kołnierzyk przy szyi i wreszcie muskając tył usztywnionej i plisowanej lnianej narzutki, wymaszerowała z oranżerii, poprzez korytarz do frontowego wejścia.
Tessie, która wcześniej zamknęła drzwi przed nosem gości, otworzyła je znowu i zawisła na nich, wygięła głowę i popatrzyła na swoją panią.
Kiedy Anne dokonała przeglądu stojącej przed nią trójki osób, wyraz jej twarzy stał się sztywny i oficjalny. Nie mogła pojąć, co ta dwójka brudnych osobników od niej chciała, ale to, że Ned Ridley miał śmiałość zjawić się przy frontowym wejściu rozgniewało ją; uwłaczające było, że w ogóle śmiał tu przyjść. Jej poprzednie niepowodzenie by nawrócić Neda jako chłopca, z jego zdziczałych ścieżek było poniżającym wspomnieniem, ale nic nie mogło się równać z tamtym szyderstwem, które ją spotkało od Neda, młodego mężczyzny. Wspomnienie ich ostatniego spotkania jątrzyło się w niej, napełniając goryczą. Poszła wtedy na wzgórza, w ostatnie Święta, zabierając ze sobą Johna i Roberta, niosąc prezent dla niego i jego dziadka, a oni zaczęli się z niej śmiać.
‘Co pani chce za to?’ starzec powiedział to rozpakowując kawał wieprzowego brzuśca. ‘To kiepska łapówka’, dodał, ‘by rzucić nas na kolana. Żony metodystów przyniosły nam nadziewany placek, i nawet to nie skłoniło nas, by przekroczyć drzwi zboru’.
Ale ostateczna zniewaga nadeszła od chłopca, kiedy przeprowadzał ich z powrotem z drwiącą kurtuazją, przez dziurę w murze, udającą bramę, pochylił się nad nią z szerokim uśmiechem na twarzy, wyszeptał, ‘A jeśli zamierza pani przynieść mu coś mocniejszego, na pewno przekona go pani by zszedł na dół i zaśpiewał przy pani schodach; choć to nie będą raczej hymny’… Och, ci Ridley!
‘Czego chcesz?’
‘Dzień dobry pani’. Młody człowiek dotknął czapki w głębokim ukłonie, następnie przycisnął ją do marynarki obiema rękami i rzekł, ‘Przyprowadziłem tych dwoje, przyszli z rana, z nadchodzącą mgłą. Spali na dworzu przez całą noc, by się z wami zobaczyć’.
Na twarzy Anne Thornton pojawiło się absolutne zdumienie, kiedy przebiegała wzrokiem z kobiety na dziewczynkę, potem znowu na kobietę, domagającym się odpowiedzi głosem zapytała, ‘Dlaczego chcieliście się ze mną widzieć?’
Kobieta zakaszlała dwukrotnie, ostrym, krótkim kaszlem, potykając się, w końcu odpowiedziała, ‘Nie z panią, ale z pani mężem chcę się widzieć’
‘Mojego… mojego męża nie ma w domu. I proszę mi powiedzieć, jaką sprawę ma pani do niego’.
Kobieta jeszcze raz zakaszlała, lecz tym razem dłużej. Kiedy w końcu mogła podnieść głowę, popatrzyła w wyraziste, przenikliwie błękitne oczy tamtej i powiedziała, ‘ To moja sprawa i jego’.
Przez moment wydawało się, że pani Thornton nie wie, co powiedzieć, dopóki nie spojrzała na prostą, poważną i pewną siebie twarz Neda Ridley’a, której to powadze zaprzeczało rozbawienie widoczne w oczach, odezwała się do niego, ‘Cokolwiek ci ludzie chcą od mojego męża jestem pewna, że poradzą sobie bez twojej pomocy, więc z łaski swojej odejdź. I… i pamiętaj na przyszłość by korzystać z tylnego wejścia’.
‘Och, oczywiście, proszę pani, zapamiętam na przyszłość’. Włożył z powrotem czapkę, zrobił dwa kroki w tył, popatrzył na kobietę i dziecko i powiedział, ‘Powodzenia, proszę pani; dużo szczęścia życzę, cokolwiek zamierzacie’.
Anne Thornton obserwowała go, jak schodzi w dół na ścieżkę, otwiera na oścież żelazną bramę, przechodzi przez nią i domyka ją z powrotem, wreszcie drwiącym gestem żegna się z nią, dotykając daszku czapki.
Och, ta kreatura! Jeśli ktoś na tym świecie mógłby ją zdenerwować, to właśnie ten chłopak. Od chwili, kiedy go pierwszy raz spotkała, poznawszy jako młodego chłopca, bosego w poszarpanych, luźnych do kolan spodniach, od tamtej pory irytował ją i drażnił; kolejne spotkania kończyły się łatwo gniewem i odrazą, jaką ją napawał.
‘Chcę zobaczyć się z pani mężem’.
Jej oczy przeskoczyły błyskawicznie z postaci Ned’a Ridley’a na kobietę, stojącą niżej, raz jeszcze rozkazała, ‘Dlaczego chcesz widzieć mojego męża?’
‘To już moja sprawa’.
‘Kim jesteś?’
‘Nazywam się Nancy Boyle, a to moja córka, Hannah’. Kobieta położyła lekko palce na ramieniu dziecka.
Anne Thornton zaczęła się przyglądać dziewczynce, nim powiedziała, ‘Jeśli jesteście żebrakami, to nie z moim mężem musicie rozmawiać, ale ze mną. Kościół przekazuje jałmużnę dla potrzebujących…’.
‘Nie przyszłam po jałmużnę, proszę pani; chcę tylko porozmawiać z pani mężem’.
‘Mój mąż jest w pracy, możesz mi przekazać, o czym chcesz z nim rozmawiać ’.
Nancy wpatrywała się w twardą, bladą twarz przez dłuższy czas, nim odpowiedziała cicho, ‘Wkrótce się pani wszystkiego dowie; cierpliwie poczekam aż wróci’. Odwróciła dziewczynkę i popchnęła ją w stronę bramy.
Anne Thornton patrzyła na nie stojąc na progu domu. Zwężyła oczy, jej usta nieznacznie uchyliły się, w myślach przestraszona rozważała, co może łączyć jej męża z tą ohydną postacią? Z pewnością nie była z nim spokrewniona? Aż za dobrze pamiętała, że wychował się pospolitym środowisku. Czy nie próbowała żyć z tą świadomością przez te wszystkie lata? Jednak mimo wszystko, jakkolwiek tamta rodzina była nisko w hierarchii społecznej, na pewno nie zniżyliby się do związków z takim osobnikiem jak ta kobieta i jej dziecko.
Czego mogła chcieć od Matthew? Obróciła się i spojrzała na mosiężną tarczę zegara odziedziczonego po dziadku, w tej samej chwili dobiegł z niego zgrzytliwy dźwięk, za którym nastąpiło powolne wybijanie pełnej godziny.
Czwarta po południu. Miną kolejne dwie godziny nim wróci do domu. A co jeśli ta prostaczka pójdzie i usiądzie na ławce przy miejskim warzywniaku i wda się z kimś w rozmowę, powie, że czeka tu na Matthew Thorntona!... Nie, Nie! Powinna zmusić ją do pozostania na podwórzu. Gdzie ona się podziała?
Wzburzona odwróciła się, unosząc skraj spódnicy, pobiegła wzdłuż korytarza, mijając Tessie, której twarz i otwarte usta wyrażały głębokie zdumienie, widząc jak jej pani biegnie. Szczęka Tessie opadła jeszcze niżej, dziwiąc się prędkości, z jaką Anne Thornton dobiegła klatki schodowej i po liczbie kroków, które zliczyła do piętra, oszacowała że jej pani weszła do pokoju chłopców i nawet wiedziała dlaczego.
Robert także był zaskoczony, z jakim pędem jego matka wkroczyła do sypialni oraz siłą, z jaką został odepchnięty od dużego, okiennego parapetu, kiedy wygięła się do przodu i oparła twarz o szybę.
Z okna miała odsłonięty widok na drogę prowadzącą do centrum wioski, lecz jedynymi osobami na niej były dziewczynki Bynge’ów, Alice i Mary, rozmawiające z Bill’em Buckman’em, zaśmiewające się nieprzyzwoicie, wymachujące głowami. Gdzie się podziewała ich matka? Każdy wiedział, że Bill Buckman miał żonę w Hexham; chodziła też plotka, że równie dobrze może tam mieć kochankę… Och! czemu zajmuje się takimi sprawami? Gdzie mogły być tamte dwie?
‘Kogo wypatrujesz, Mamo?’ W głosie chłopca nie było urazy z powodu odbywanej kary.
‘Nikogo. Nikogo’.
‘Chodzi ci o tych ludzi, co stali przy frontowych drzwiach?’
Odwróciła się gwałtownie i spojrzała w dół, na syna. Oczywiście, zobaczył jak idą alejką.
‘Nie poszły do wioski, Mamo, tylko w drugą stronę’. Wskazał. ‘Obok cmentarnego muru i na górę, na wzgórza. Spójrz’ – podskoczył do parapetu – ‘są na tamtym pagórku’.
Matka podążyła wzrokiem w miejsce gdzie wskazywał palcem; i faktycznie, były tam, kobieta siedziała na górce, a dziecko stało obok niej.
Niewielkie wzgórze po jednej stronie cmentarnej bramy opadało na drogę, którą jej mąż mógł jechać z kopalni. Czy to stworzenie wiedziało o tym? Możliwe, że Ned Ridley powiedział jej wszystko. Czego od nich chciała?
Czego chciała?
Zarządziła natychmiast, mówiąc, ‘Stój i obserwuj te osoby, Robercie i kiedy tylko zejdą ze wzgórza szybko zawiadom mnie o tym. Zrozumiałeś?’
‘Tak, Mamo… dlaczego oni chcą widzieć się z Papą?’
Zatrzymała się gwałtownie w drodze do drzwi, lecz nie odwróciła się odpowiadając, ‘Nie wiem’.
Ten chłopak musiał otworzyć okno i usłyszał całą rozmowę. Zresztą, tak samo jak i Tessie, a to znaczy, że dowie się Bella, a o czym wie ta kobieta, dowie się też i cała wioska.
Och! o co w tym wszystkim chodziło? Gdyby już była szósta.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Czw 04 Paź, 2007 15:34   

Ale duuuuże ciacho :-P Jestem coraz bardziej zaintrygowana. Dzięki Moniczko :kwiatek:
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pią 05 Paź, 2007 13:19   

Kolejny fragmencik :wink:

Matthew Thornton nim skierował swojego konia pod górę, opuszczając szczyt kopalni, spojrzał na drugą stronę obstalunku, gdzie Joe Robson, doświadczony górnik pokazywał swojemu synowi, Peter’owi jak najlepiej pracować przy aparacie do kruszenia rudy. Ta sztuka wymagała precyzji układania i manewrowania w przód i w tył grabiami pośród małej rudy ołowiu na wielkiej płycie chodnikowej przykrytej z trzech stron drewnianą ramą, przez którą przepływał silny strumień wody.
Popatrzył przez chwilę w tamtą stronę, następnie okrakiem zmusił konia do odwrotu, kręcąc głową, zły na siebie. Młody Peter, mimo że to mocny czternastolatek, nie był na tyle wytrzymały, zwłaszcza na taką pracę, ale zrobił to tylko dlatego, że Joe poprosił by dać chłopakowi szansę, sam Joe był dobrym człowiekiem i w przeciwieństwie do swoich kolegów, nie pił. Czterech z jego synów pracowało w kopalni, przy jednym czy drugim ładunku. Dwaj z nich, Archie i Hal, obaj niemający jeszcze siedemnastu lat, pracowali w kamieniołomach, gdzie kruszyli wielkie głazy, a jego najmłodszy syn, mimo że dwunastoletni, pracował jako przesiewacz, więc kiedy raz na miesiąc w tygodniu wypłaty otrzymywali swoje pieniądze, Joe zbierał więcej niż jakikolwiek inny pracownik w kopalni. Żeby tylko więcej było takich ludzi jak Joe.
Ogólnie rzecz biorąc, ostatni tydzień okazał się całkiem dobrym. Pan Byers był zadowolony z wyników, a będąc uczciwym i zacnym pośrednikiem, zawsze okazywał ludziom, że jest zadowolony z ich pracy. Gdyby taki pan Sopwith od Allenheads’a był równie szczery jak pan Byers, Allenheads uniknąłby katastrofalnych skutków strajku w zeszłym roku.
Kruszec, który dzisiaj wydobyli był zasobny, dobre dwadzieścia procent rudy. Nie każdy dzień był równie dobry.
Okrążył granice zbiornika wodnego i jechał naprzód wokół kanału pełnego szlamu, przez wzgórze aż na uczęszczaną przez wozy ścieżkę, a z niej na drogę, dostatecznie szeroką by pozwolić koniu i jeźdźcu spędzić sznur kucy bez żadnych problemów.
Był jednakowo głodny i brudny, pragnął być już w domu, zasiąść przy szczycie stołu i patrzeć na cztery pogodne twarzyczki jego dzieci. Cieszył się, że John jest w domu. Zabierze go jutro do kopalni… oczywiście, jeśli Anne wcześniej nie wywoła awantury. A niech sobie robi co chce, niech robi; chłopak i tak w końcu sam sobie wybierze przyszłość, czy to będzie prawo, jak chce Anne, czy kierowanie kopalnią, jak on sam chciał.
Wstrzymał galop i zmusił konia do stępa okrążając podnóże wzgórza, zobaczył przed sobą dobrze znaną postać Ned’a Ridley’a jadącego na kucu i prowadzącego dwa inne, był jeszcze jakieś kilka jardów za nim, kiedy zawołał wesoło, ‘Dzień dobry, Ned; znowu od szewca, prawda?’
‘A tak; dokładnie, panie Thornton’. Ned obrócił się w siodle. ‘Tak jak pan powiedział, wracam od szewca… pewnie pan nie wie, że nie ma nic twardszego od żelaza, nic lepiej nie służy na podkowy?’.
‘Tego nie wiem, Ned’. Roześmiał się. ‘Ale mógłbym popytać dla ciebie o pracę w fabryce’.
‘O tak, mógłby pan’.
Wybuchnęli śmiechem.
‘Jak tam twój dziadek?’ zapytał Matthew po jakimś czasie. ‘Nie widziałem go na dole już od jakiegoś czasu nawet przy kiermaszu’.
‘Ano nie, na stare lata zrobił się leniwy. Zapowiedziałem mu, że wykopię go za tyłek stąd do Haydon, jeśli nie przyjdzie zobaczyć mnie jak piorę Bull’a Tiffit’a w sobotę’.
‘A tak… tak, zamierzasz się znowu bić z Tiffit’em. Ostatnim razem był remis’.
‘Ale tym razem nie będzie; będziemy walczyć choćby na kolanach do ostatnich potów, jeśli trzeba’.
Matthew popatrzył na profil chłopaka, wyprostowanego i beztroskiego, powiedział ciszej, ‘To i tak głupia zabawa, Ned; może ci to zepsuć życie’.
‘W jaki sposób?’
‘W każdy. Bull Tiffit to podstępny typek i na pewno cięższy od ciebie’.
‘I to jest właśnie na moją korzyść, panie Thornton. Jestem jak szarpia na tych nogach dla jego końskich pociągowych pleców’.
‘Dlaczego nie chcesz trochę tej siły włożyć w zarobienie pieniędzy w kopalni?’
‘O, panie Thornton’. Ned szarpnął głową do góry i roześmiał się. ‘Znowu pan żartuje. Nie raz już panu mówiłem, że nie zaciągnie mnie pan do swojej kopalni. Mogę pana zaopatrywać w osły, muły czy Galloway’e, a nawet w starego konia wyścigowego, ale tylko na tyle mogę się zbliżyć do kopalni. Nie, nie chodzi o to, że nie chciałbym pracować dla pana; gdybym miał mieć pracodawcę to tylko takiego jak pan, i mówię to szczerze’.
‘Dziękuję, Ned, dziękuję; to komplement dla mojego charakteru, o którym będę zawsze pamiętać’. Spojrzeli się na siebie i raz jeszcze zaczęli się śmiać, byli już niedaleko domu i cmentarza, zbliżali się do pagórka i kiedy kilka minut później minęli go, Ned spojrzał w górę i zobaczył kobietę i dziecko wpatrujących się w nich. Odwrócił gwałtownie głowę, popatrzył na swojego towarzysza, ale Thornton nawet nie rzucił okiem w stronę pagórka, patrzył wprost na bramę własnego domu, a kiedy znaleźli się przy niej powiedział radośnie, ‘Do widzenia, Ned, miło było cię spotkać’.
‘I pana, panie Thornton’.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Pią 05 Paź, 2007 18:31   

W takim momencie przerwać- a ja tu zagryzam ząbki z ciekawości... Oj Moniko :przytul:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Sob 06 Paź, 2007 16:39   

W takim razie Magusiu i wszystkie inne czytelniczki - uchylam kolejny rąbek tajemnicy (choć pewnie część z Was oglądała już film, więc dla niektórych nie będzie to nic nowego :wink: )

Dandy Smollett czekał na podwórzu, by zabrać konia, Matthew odezwał się ostro do niego, ‘Nie żałuj mu dziś czyszczenia, pamiętaj, Dandy’, chłopak dotykając grzywki nad czołem odpowiedział prędko, ‘Tak jest proszę proszę pana. Oczywiście'.
Swoim zwyczajem wszedł do domu przez kuchnię, usiadł na drewnianym stołku tuż przy drzwiach, odpiął sprzączkę przy kamaszach, odsznurował buty i włożył parę kapci, które wręczyła mu Tessie, powiedział, ‘Najwyższa pora sprawić sobie nową parę, nie sądzicie?’
Poprzedniego wieczoru, kiedy poczynił podobną uwagę, Tessie zachichotała, ‘E, proszę pana, z tą parą jest wszystko w porządku’, ale dzisiaj nie odważyła się na taką swobodę, popatrzyła tylko na niego, aż w końcu powiedział, ‘Zapomniałaś języka w gębie, Tessie?’
‘Nie, proszę pana’.
‘Ktoś umarł?’ Wstał, zdejmując z siebie brudną marynarkę.
Kiedy i na to nic nie odrzekła spojrzał w stronę Belli, wyjmującej z piekarnika dużą ociekającą tłuszczem blachę, w której skwierczała barania pieczeń, kiedy podeszła na środek pomieszczenia i postawiła pieczeń na stole, o wyciągnięcie ręki od niego, pociągnął nosem i powiedział, ‘Och, na to właśnie czekałem cały dzień, Bello’.
‘No więc, proszę pana, jak tylko będzie pan gotowy, podamy do obiadu’.
Patrzył na nią przez chwilę. Nie było śladu uśmiechu na jej twarzy, coś było nie tak. Co takiego zmajstrowały? Pewnie rozzłościły Anne i dostało im się za to. No cóż, lepiej jeśli pójdzie i dowie się o co tu chodzi.
Wyszedł z kuchni, otworzył ciężkie dębowe drzwi i wszedł do hallu, gdzie zobaczył żonę, czekającą na niego. Domyślił się ze sposobu, w jaki stała, że niecierpliwie wyglądała jego powrotu, przebiegła mu po głowie myśl, że kiedyś pragnął, kiedy był po temu lepszy czas, by tak go niecierpliwie wyglądała.
‘Wejdź proszę na chwilę do salonu’.
‘Jeszcze się nie myłem’. Czy zapomniała o zasadach, które sama ustalała, że zawsze po pracy musi zmienić w kuchni marynarkę i buty i obmyć się w łazience przez wejściem do dziennego salonu?
‘Zostaw to, zostaw; muszę z tobą pomówić’.
Kiedy powoli podszedł do schodów jego wzrok powędrował gwałtownie do góry, zobaczył swojego syna, Roberta, ramiona rozpostarł między słupkami poręczy i ściany. Wołał, ‘Mamo, mamo, one tu idą’.
Pomyślał, że ten okrzyk, zupełnie niezrozumiały dla niego, miał duże znaczenie dla jego żony, ponieważ przyspieszyła krok niemal do biegu idąc w kierunku salonu, podążył za nią z lekkim zakłopotaniem. Zamknęła za nim drzwi i odwracając się twarzą do niego zażądała, ‘Masz jakiś krewnych w Haydon Bridge, o których mi nie mówiłeś?’
‘Krewnych w Haydon Bridge? Wiesz, że nie mam’.
‘A w Hexham?’
‘Ani nikogo takiego w Hexham. O co chodzi?’
‘No więc mój drogi, jest coś co musisz wyjaśnić. Dwie godziny temu do naszych drzwi zapukała brudna od stóp do głów kobieta, której towarzyszyło dziecko. Ten utrapieniec, Ned Ridley, przyprowadził je tutaj’. Wzięła krótki, głęboki oddech. ‘Kobieta nie chciała wyjawić mi, z jaką sprawą tu przyszła, powiedziała tylko, że chodzi o ciebie. Jesteś pewien, że nie jesteś spokrewniony z kimś takim?’
‘Przecież wiesz, że nie. Ostatnią moją krewną była babka, umarła dziewięć lat temu w Newcastle’.
Odetchnęła teraz długim, powolnym oddechem, odwróciła się od niego, przeszła przez pokój i podeszła do kanapy, ściskając tył sofy powiedziała, ‘Z jakiś osobistych powodów znanych tylko jej, ta kobieta chce się z tobą widzieć. Znowu… znowu, posłuchaj!’ Okręciła się i wskazała ręką w kierunku drzwi. ‘To znowu ona. Siedziała na wzgórzu czekając na ciebie’.
‘Czekała na mnie na wzgórzu? No to za chwilę wszystko wyjaśnimy’. Wywinął rękawy koszuli, podnosząc je do połowy ramienia; rozluźnił chustkę na szyi i prędko ją zdjął, rzucając gdzieś na bok i wymaszerował z pokoju, przeszedł przez korytarz w stronę głównych drzwi.
Anne stała przy jego boku, kiedy otwierał drzwi, nie patrzyła teraz na kobietę i dziecko, stojących na stopniach, ale na męża. Obserwowała jak mruży oczy, jak rozciągają się mu szeroko, jednocześnie podbródek opada na dół, i stoi tak gapiąc się z rozdziawionymi ustami.
‘To ja Matthew, Nancy Boyle. Pamiętasz mnie?’
Tak. Tak, pamiętał; to wspomnienie nadeszło jak ogłuszające uderzenie. Kobieta stojąca naprzeciw niego, tak bardzo brudna i skudłacona, tak, to Nancy Boyle to . Ale na pewno nie kobieta, którą kiedyś znał. I na Boga, po co tu przyszła. Boże Wszechmogący! Jak ma jej to wytłumaczyć? Jak to wszystko wytłumaczyć Anne? Och, nigdy nie zdoła jej tego wyjaśnić. Nigdy! Nigdy w życiu.
Kiedy tak stał w osłupieniu mógł dosłownie poczuć jak całe jego rodzinne życie obraca się w proch, w tym momencie zdał sobie sprawę że od tej chwili aż do dnia swojej śmierci będzie za to pokutował, w taki czy inny sposób, dlatego że ta kobieta z jakiegoś powodu, znanego tylko jej, wkroczyła tu jak widmo przeszłości.
Nie wyrzekł słowa, ani nie dał po sobie poznać, że pamięta, ale jego ręka mimowolnie powędrowała w kierunku kobiety, która skręciła się w pół gwałtownie kaszląc, całe jej ciało wygięło się do talii, spod której wyjęła kawałek szmaty, która w kilku miejscach była zabarwiona na czerwono i brązowo.
‘Wejdź’.
‘Matthew’. W jej głosie zabrzmiała reprymenda, odwrócił się do żony i wyszeptał ostro, ‘A więc, co mam zrobić? Poprosić by na schodach wyjawiła sprawę, z którą przyszła?’
Kobieta i dziewczynka przekroczyły próg domu i weszły na korytarz, powiedział szorstko, ‘Chodźcie tędy’, zamierzał prowadzić je w kierunku salonu, kiedy żona ponownie przywołała go po imieniu, ‘Matthew… proszę!’ powiedziała; ‘tylko nie do salonu’.
‘W takim razie gdzie?’ Z trudem się opanował.
‘Do.. do dziennego pokoju’.
Teraz to ona prowadziła i wskazywała drogę, a kiedy już wszyscy znaleźli się w dziennym, przy zamkniętych drzwiach, Matthew wysunął wysokie drewniane krzesło zza stołu i nie patrząc na kobietę, zaproponował, ‘Usiądź’.
Nancy Boyle przycupnęła na siedzeniu, pochyliła się nie spuszczając wzroku z mężczyzny, którego nie widziała niemal dziewięć lat, a który wydawał się teraz wyższy i szerszy w ramionach i z pewnością o wiele przystojniejszy, zdziwiło ją to, że w obliczu własnego cierpienia potrafiła w tej chwili odczuwać współczucie dla niego, ale zaraz powiedział sztywno, ‘Co mogę dla ciebie zrobić?’ I wtedy cała litość pierzchła, odburknęła mu, ‘Tylko jedno możesz dla mnie zrobić, możesz zająć się swoją rodzoną, ona jest twoja!’ Z tymi słowami popchnęła dziecko w jego stronę.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 06 Paź, 2007 17:55   

Monika napisał/a:
‘Tylko jedno możesz dla mnie zrobić, możesz zająć się swoją rodzoną, ona jest twoja!’

Tak podejrzewałam. Niestety filmu nie miałam okazji oglądać - może kiedyś.
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Pon 08 Paź, 2007 18:48   

Narya napisał/a:
Monika napisał/a:
‘Tylko jedno możesz dla mnie zrobić, możesz zająć się swoją rodzoną, ona jest twoja!’

Tak podejrzewałam. Niestety filmu nie miałam okazji oglądać - może kiedyś.

Ja też tak sobie wrózyłam, bo filmu nie znam, ale Lubię czytać Twoje tłumaczenia.
Dzięki Moniko :kwiatek:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Czw 01 Lis, 2007 12:26   

Zrobił krok w tył tak szybko jak gdyby dziecko było dwugłową kobrą. Słyszał jak Anne krztusi się i wiedział, że dotyka twarzy, nie patrzył na nią, lecz gapił się jak otumaniony na dziecko, które stało naprzeciw i patrzyło się w górę, na niego,słysząc, co jej matka mówi, to krótkie nieskładne wyznanie przerwane na oddech, tak jakby była pod wpływem alkoholu.
‘Newton’, mówiła dalej, ‘nie brzmi gorzej niż Thornton… byłam w hotelu Temperance… pamiętasz ten hotel? Ta stara wiedźma powiedziała, że nikogo takiego nie ma… nigdy nie było żadnego Newtona. Oczywiście, ta jędza nie puściłaby pary z gęby nawet gdyby znała twoje prawdziwe nazwisko… wiedziała, po co przyszłam… z brzuchem… To zabawne jak w końcu cię znalazłam. Zobaczyłam jak wchodzisz do tego biura na Grey Street. Przyzwoity budynek z odźwiernym, więc zapytałam go, ‘Czy to pan Matthew Newton przed chwilą wszedł do środka?’, Nie; to pan Matthew Thornton, tak mi odpowiedział, który kieruje kopalnią ołowiu. Czekałam, czekałam, ale ty nie wychodziłeś… Nie wiedziałam, że jest tam inne wyjście. Ale wiedziałam, że mój czas się kończy, musisz go znaleźć, tak powiedziałam sobie; kto się nią lepiej zajmie, jeśli nie jej rodzony ojciec? Więc dotarłam w końcu tutaj’.
Nagły trzask sprawił, że ocknął się z tego koszmaru, zobaczył jak krzesło, o które opierała się Anne spada bokiem na podłogę, a ona sama zaczyna się chwiać, jak gdyby zaraz miała zemdleć. Lecz kiedy objął ją ramionami, ona nie przysunęła się do niego, tak naprawdę ten kontakt ożywił ją i odrzuciła jego dłoń od siebie i zataczając się podeszła do innego krzesła.
‘Ona jest pod wpływem szoku; to naturalne, tak sądzę’.
Odwrócił się i znowu spojrzał na kobietę, jak gdyby chciał ją zabić; podszedł do niej, pochylił się, jego twarz znalazła się na tej samej wysokości, co jej, popatrzył na zapadnięte oczy i powiedział chrapliwie, ‘Nie masz żadnego dowodu; nie byłem jedyny’.
‘Tak’. Odpowiedziała bez wyrazu. ‘Byli inni, przedtem i potem; ale ona jest twoja. Powiedziałam ci ostatnim razem i dlatego zwiałeś, nie?’
Zacisnął powieki, wyprostował się i odwrócił w stronę kominka, pochylił się nad marmurowym gzymsem i oparł na nim głowę.
Boże, dlaczego to spotyka właśnie jego! W myślach kreślił już ostry obraz konsekwencji tego, co się dzieje i co będzie rozpościerało się w każdym punkcie jego życia na kolejne lata. Cała wioska będzie podniecona tą wieścią; pracownicy w kopalni. To będzie najważniejszy temat w targowym dniu na rynku w Allendale, to może nawet przekreślić jego szansę na stanowisko dyrektora kopalni. Ale mniejsza o reakcje z zewnątrz. Najważniejsze, co najbardziej go raniło i przepełniało nieopisanym bólem, to to, że jego życie rodzinne, to które do tej pory wiódł, skończyło się.
Miał miłość i uwielbienie czworga swych dzieci i mimo że żona już go u siebie nie przyjmowała od wielu lat i nigdy nie obsypywała go gradem uczuć, to przecież kochała go. Owszem, w sposób małostkowy, świętoszkowaty, skąpy, nie miał, co do tego wątpliwości; ale mimo to była jego żoną, doskonała pani domu i wspaniała matka. Gdyby tak spojrzeć na prawdę badając ich małżeńskie życie to właśnie ona odpowiadała za hańbę tej kłopotliwej sytuacji w jakiej się znalazł, gdyż od urodzin Betsy udawała chorobę, która pozwalała jej uniknąć małżeńskich obowiązków. Kiedy dziewczynka miała sześć miesięcy, jej zdrowie zaprzeczało owej słabości, postawiła otwarcie, że na przyszłość jej powinności wobec niego rzadko będą w zgodzie z jej cyklem kobiecym; co tak naprawdę oznaczało dla niego tygodnie celibatu.
Tak się złożyło, że w tamtym czasie pan Byers zlecił mu przyjemny obowiązek dostarczenia próbek rudy ołowiu głównemu pośrednikowi pana Beaumont’a, co w konsekwencji oznaczało cztery wyjazdy do Newcastle w przeciągu kilku miesięcy, podczas których czekało się na wyniki próbek. Te wyjazdy zajmowały mu dwa, czy trzy dni, podczas których zatrzymywał się w hotelu Temperance.
Podczas swego pierwszego pobytu w mieście natknął się na Nancy Boyle przez zwykły przypadek, kiedy uratował ją na ulicy przed wpadnięciem pod koła otwartego powozu, prowadzonego przez pijanego młodego kierowcę w towarzystwie zachwyconych kompanów.
Nancy, co zauważył natychmiast, była ładna i prosta; lecz przy kolejnym spotkaniu dostrzegł też, że była ciepłą osobą, bardzo życzliwą.
Kiedy pierwszy raz zaprosiła go do swojego pokoju, znajdującego się na strychu, na samej górze pensjonatu, na tyłach magazynu tuż przy rzece, było tam niesamowicie biednie, lecz co zauważył, czysto, zaczęła się natychmiast tłumaczyć przed nim, że to jej pasowało, bo rzadko tu przebywała, pracując po dwanaście czy czternaście godzin na dobę w suterenie modystki w mieście. Nie chciał jej pytać o przeszłość, ani ona nie zajmowała się jego. Na wszelki wypadek przedstawił się zmyślonym nazwiskiem, w końcu był żonatym mężczyzną, miał rodzinę, był członkiem kościoła, prowadził interesy i wiedział dobrze, że to dzięki staraniom jego żony otrzymał stanowisko w kopalni ołowiu, ponieważ pan Byers, pośrednik, był niezwykle uduchowionym człowiekiem, który lubił posłuchać dobrego śpiewu, szczególnie ładnych pieśni.
Przypomniał sobie uczucie paniki, kiedy spotkał ją po raz ostatni, kiedy pokazując na swój brzuch powiedziała bez ogródek, ‘Mam kłopoty, a ty jesteś ich sprawcą. Co z tym zrobimy?’ Nawet teraz mógł powtórzyć to, co powiedział jej wtedy, obiecując, że wszystko będzie dobrze.
A co zrobił? Poszedł prędko do hotelu, zabrał bagaż i odszedł. Spędził tamtą noc w gospodzie, na drugim końcu miasta; następnego dnia, po zakończeniu interesów, odjechał do domu w takim pośpiechu jakby gonił go sam diabeł.
I oto teraz stało przed nim następstwo tamtego zdarzenia… Trzeba mieć świadomość, że grzechy dopadną cię gdziekolwiek jesteś.
Chociaż wznosił swoje modlitwy do Boga każdej niedzieli, zadawał sobie czasem w duchu pytania o strukturę kościoła, nigdy jednak nie kwestionował prawd zawartych w Biblii. One za każdym razem były mu objawiane. Grzechy zawsze wyjdą na światło dzienne.
Podniósł powoli głowę, kiedy kobieta powiedziała, ‘To ja już będę szła. Zrobiłam, co miałam zrobić; swoją robotę wykonałam; teraz ty się nią zajmiesz’.
Odwrócił się do niej, ale ona patrzyła na dziecko, które się w nią wpatrywało, obserwował jak dziewczynka objęła matkę w pasie, płacząc głośno, ‘Mamo! Mamo gdzie idziesz? Nie zostanę tutaj. Mamo! Mamo! Chcę iść z tobą’.
‘Posłuchaj. Posłuchaj, to jest ten pan, o którym ci mówiłam’. Wskazała na Matthew. ‘On się tobą zaopiekuje, bo jest twoim ojcem. A teraz bądź dobrą dziewczynką i zrób, o co cię proszę, a pewnego dnia przyjdę cię odwiedzić. O tak, odwiedzę cię’. Uśmiechała się z trudem, a kiedy mała znowu kurczowo się jej uczepiła, spojrzała na panią domu, która siedziała niczym wycior, na twarzy blada jak szarpia z naprężonymi oczami, odezwała się do niej, ‘To dobre dziecko, nie sprawi pani problemu’.
Po tych słowach odepchnęła dziewczynkę od siebie, przeszła powoli przez pokój, na korytarz, gdzie zobaczyła czworo dzieci. Wszystkie patrzyły się na nią, z buziami lekko otwartymi i z oczami okrągłymi jak gdyby ze zdumienia. Zatrzymała się na chwilę naprzeciw nich i rzekła, ‘Macie… macie teraz nową siostrę. Bądźcie dobrzy dla niej’; w końcu podeszła do frontowych drzwi, przy których stała Tessie, z klamką w dłoni i jeśli to możliwe, z ustami i źrenicami otwartymi szerzej niż dzieci.
Tessie stała przez moment gapiąc się na kobietę schodzącą na alejkę, nim zamknęła drzwi i odwróciła się w kierunku gdzie panicz i panienki patrzyli w stronę dziennego salonu skąd dochodziły donośne głosy ich rodziców.
Margaret spojrzała na Johna, a on na nią; lecz szybko umknęli spojrzeniami. Rodzice nigdy się nie kłócili. Matka rzadko podnosiła głos. Czasem, kiedy budziła się w nocy, słyszała jakieś szmery dochodzące z sypialni rodziców, lecz sądziła, że po prostu dyskutują o wydarzeniach dnia. Lecz teraz jej matka niemal krzyczała.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Czw 01 Lis, 2007 19:09   

NO Moniko, pyszne ciacho tylko mało :excited: czekam na ciąg dalszy.

Dzięki :kwiatki_wyciaga:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pią 02 Lis, 2007 01:04   

No to ciąg dalszy, proszę bardzo :wink:

Anne Thornton nie krzyczała, ona wrzeszczała; a to co wykrzykiwała brzmiało tak, ‘Ona tu nie zostanie! Słyszysz? Nie zostanie w tym domu!’
‘Uspokój się kobieto!’ Matthew odwrzasnął w odpowiedzi, Anne na chwilę przycichła, patrząc w zdumieniu na człowieka, który nie okazywał ani krzty wyrzutów sumienia. Ta haniebna tragedia nie rzuciła go na kolana, nie było żalu ani w głosie, ani w zachowaniu, śmiał się do niej odezwać, krzyczeć na nią jak na jakąś dziewkę, jakby była równa tej, która przed chwilą stąd odeszła.
‘Jest tu i tu pozostanie. Zostanie na dobre i złe’. Odwrócił się i spojrzał na dziecko, zalane łzami, z twarzą prawie tak białą, jak jej matka.
‘Nigdy! Nie chcę jej we własnym domu; możesz ją odesłać do przytułku’.
Matthew stał wyprostowany spoglądając w jej kierunku, opadły mu ramiona. Wtedy poruszył powoli głową i cichym głosem, lecz pełnym autorytetu, którego nie było słychać we wcześniejszym wrzasku odpowiedział, ‘Oddać ją do przytułku? Nie! Nie! Przenigdy!’
Anne rzuciła wściekłe spojrzenie na małą. Wtem zrobiła nieprzewidywalną rzecz. Na chwilę zniżyła się do prostackiego poziomu ludzi, wśród których musiała żyć, bo okryła się ramionami jak gdyby szukając ratunku od tego szoku i rozpaczy, którą czuła w środku i rozkołysała się w przód i w tył. Pragnęła zapłakać, ale wtedy byłaby jedną z tych irlandzkich żon górników, opłakujących w żałobie swych mężów i dzieci.
Kiedy tak patrzył na nią pojął w pewnym stopniu co jej uczynił i to wzbudziło jego współczucie, więc powściągnął emocje i z całą miękkością poprosił, ‘Anne’ – podszedł do niej – ‘źle postąpiłem i żałuję tego, lecz jeśli tylko mi wybaczysz i pogodzisz się z tym przetrwamy to wszystko razem’.
‘Przetrwać razem!’ Zaprzestała kołysania, choć jej ręce ciągle obejmowały talię, popatrzyła na niego powtarzając, ‘Przetrwać to razem! Jak śmiesz! Jesteś podły, obrzydliwy… nie pasujesz… do-‘ Zacisnęła mocno usta, by powstrzymać napływające łzy, dokończyła niewyraźnie, ‘I… i do kościoła. Pomyśl o kościele’.
‘Do diabła z kościołem! I do diabła z tą sprawą, bo jeśli miałbym kogokolwiek o to obwiniać’ – odrzucił do tyłu rękę na widok przerażonej twarzy dziecka – ‘to właśnie ciebie! Gdybyś się zachowywała jak żona, nie musiałbym szukać przygód’.
‘Nie zrzucaj na mnie winy za swoje niegodziwe sprawki’.
‘Owszem. Jeśli to grzech, jak to raczyłaś nazwać, mający związek z tą sprawą, to pochodzi od ciebie… Och, Boże!’
Stali naprzeciw siebie jak żołnierze, walczący aż do śmierci. I nagle powaliła go, gdy wycedziła między zębami, ‘Ach tak! Dobrze, skoro nie byłam chętna w swych obowiązkach wcześniej, to chyba wątpisz, że inaczej będzie teraz, bo od tej chwili przenigdy więcej nie dotkniesz mnie choćby jednym palcem’.
Zdawało się, że czas stanął w miejscu, kiedy oboje stali patrząc na siebie.
‘To się jeszcze okaże’. Wycedził te słowa. ‘Skoro czynisz takie obietnice, to pozwól, że przypomnę ci o Scargill’ach. Tak, tak’. Skinął powoli głową, widząc jak blednie. ‘Jego żona, z tego, co wiem, przedłożyła mu podobną propozycję i co wtedy zrobił? Sprowadził trzy młode służące do majątku. Jedna z nich wciąż tam pracuje, a jego żona od dawna nie żyje. To, co jeden mężczyzna zrobił, drugi może z całą pewnością naśladować’.
Czuł się winny, stając przeciw niej, podniosła rękę do gardła, przełykając głośno ślinę, wiedział jednak, że na nic by się zdało jej teraz to okazać, powiedział jedynie, ‘Bezdyskusyjnie dziecko pozostanie u nas, daję ci okazję byś dobrze o nią zadbała. Jeśli się nie zgodzisz, sam się tym zajmę. Chyba wiesz, co to oznacza, twój autorytet jako pani domu osłabnie. Oto twój wybór’.
Mógł niemal dostrzec jak zmaga się z konsekwencjami jego słów. Obserwował jak obróciła się powoli i spojrzała na dziewczynkę. Wtedy wyprostowała kark jeszcze sztywniej, odwróciła się i szybko wyszła z pokoju.
W korytarzu, przy schodach stały dzieci skupione przy sobie, pokojówka zaś tkwiła przy kuchennych drzwiach. Na nią zaraz skinęła Anne, lecz kiedy Tessie stanęła przy niej, otworzyła dwukrotnie usta nim potrafiła wymówić polecenie. ‘Zabierz dziewczynę’; mówiąc to poruszyła głową do tyłu, ‘do łazienki i dopilnuj by wzięła kąpiel. Panienka Margaret dobierze odpowiednie ubranie. Spal to, które ma teraz na sobie’.
‘Tak, proszę pani’. Tessie dygnęła przed nią, następnie popatrzywszy w kierunku dziecka, stojącego nieopodal pana w pokoju dziennym, wyciągnęła rękę mówiąc, ‘Chodź ze mną’, a Hannah jak gdyby rozpoznając równą sobie, podeszła i chwyciła wyciągniętą dłoń.
Przeszły przez korytarz obok dzieci, kiedy nagle rozległo się głośne stukanie do frontowych drzwi. Tessie zatrzymała się i patrząc w tamtym kierunku odwróciła głowę, pytając spojrzeniem swej pani czy otworzyć drzwi. Lecz to pan Thornton powiedział szorstko, ‘Wracaj do swoich zajęć, Tessie, sam się tym zajmę’.
Kiedy otworzył drzwi zobaczył Maud, pokojówkę pastora, która bez wstępu zaczęła prędko mówić, ‘Wielebny pyta się czy mógłby pan szybko przyjść, ona tam umiera, ta kobieta. Wspominała o panu’.
Matthew zadygotał oddychając głęboko, stał przez moment, patrząc z ukosa na Anne, w końcu obrócił się cały w kierunku swych dzieci, wpatrujących się w niego z otwartymi buziami, na końcu zaś spojrzał na Tessie i dziecko, które wciąż trzymała za rękę. Hannah, która w mig pojęła istotę tego, co powiedziała pokojówka, oderwała się od Tessie i biegnąc do drzwi krzyczała, ‘Chcę do mamy! Chcę moją mamę!’
Matthew chwycił ją i zaciągnął do Tessie mówiąc, ‘Rób, co ci nakazała twoja pani, wykąp ją’. Potem wyszedł trzaskając drzwiami, pośpiesznie schodząc na ścieżkę.
Wielebny Stanley Crewe był niskim, chudym mężczyzną. Nie był pastorem, nie był też adwokatem z prawdziwego zdarzenia, był raczej tolerowany niż kochany przez swych parafian, ale był szczery i miły. Pochylał się teraz nad kobietą leżącą w trawie na zboczu, graniczącym z drogą do plebani, spojrzał na Matthew i potrząsnął głową mówiąc cicho, ‘Obawiam się, że odeszła, nieszczęsna dusza. Ja… posłałem po ciebie, Matthew, ponieważ wymówiła twoje imię i… coś o swojej córce, którą zostawiła z tobą. Nie mogłem tego zrozumieć. Ja.. sądziłem że bredzi dopóki nie pokazała mi tego’. Podniósł z ziemi długą zapieczętowaną kopertę i podniósł do góry mówiąc, ‘Powiedziała bym to przechował do dnia ślubu jej córki, tak też jest napisane na kopercie, zobacz’. Pokiwał głową. ‘Napisane bardzo dobrym pismem’.
Matthew podszedł bliżej i przeczytał: „Dotyczy Hannah Boyle. List ten niech spocznie bezpiecznie w rękach sługi Boga, lub prawnika i doręczone niech będzie w dniu ślubu adresatki”.
‘Jest też zaplombowana’. Prawnik obrócił kopertę i pokazał dużą plamę czerwonego laku do pieczęci. ‘Bardzo się martwiła tym listem’. Skinął na figurę leżącą na trawie. ‘Mówiła coś o tym, że zostało to spisane przez… taniego prawnika’.
Matthew wyprostował się. Przez taniego prawnika? Zapewne przez jakiegoś urzędnika ze znikomą znajomością prawa, piszącego listy dla biednych. Rzucił okiem na list. Dlaczego nie zostawiła tego u niego? Ale czy potrzebował pytać? Tacy ludzie jak Nancy wiedzieli o pokusach, czy okazałby się na tyle silny by nie otworzyć koperty? Nie, pewnie to byłaby pierwsza rzecz, którą by zrobił, choć oczywiście nie zniszczyłby jej tylko zapieczętował na powrót. Nie, Nancy, biedna Nancy była na swój sposób roztropna. Ale dlaczego myślał biedna Nancy? Powinien ją przeklinać. Jakaś jego część tak też robiła, bo przecież weszła w jego życie jak burza, z takim samym niszczycielskim rezultatem. Wciąż z trudem mógł uwierzyć w konsekwencje jej zjawienia się tutaj; jednak jej obecność nie była najgorsza, nie była tu długo, lecz to, co zostawiła mu… dziecko’.
Dlaczego tak szybko zaakceptował ten fakt bez jakiegokolwiek dochodzenia czy rzeczywiście dziecko jest jego? Dlaczego?
Właśnie, dlatego że wspomnienie tamtej ucieczki tkwiło głęboko w nim.
‘Muszę się skontaktować z przytułkiem’.
‘Co!’ Skupił całą uwagę na duchownym.
‘Trzeba ją pochować’.
‘A tak, tak, oczywiście. Ale.. zajmę się tym’.
‘Ty?’ Brwi proboszcza ledwie uniosły się, nagle roześmiał się krótkim zażenowanym śmiechem, mówiąc, ‘No tak, skoro ją znałeś. To jakaś krewna, Matthew?’
Thornton popatrzył na nieruchome ciało, na białą twarz, która to o dziwo była Nancy, którą kiedyś znał, odpowiedział powoli, ‘Możesz tak powiedzieć. W pewnym sensie jest tak jak mówisz’.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią 02 Lis, 2007 20:06   

Moniczko dziękuję bardzo za pyszne ciacha :kwiatki_wyciaga:
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sob 03 Lis, 2007 20:45   

Jejku, się porobiło- biedna, mała niczemu niewinna, dziewczynka powodem takich scen. Ale z drugiej strony chybabym padła jakby mi ktoś przyprowadził dziecko męża :omg:

Dzięki Moniko :kwiatek:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Pią 09 Lis, 2007 18:31   

Mały fragment kolejnego rozdziału :wink:

Rozdział trzeci

Przez jakiś czas wioska i miasteczko Allendale żyły w napięciu. Dlaczego jednak, powtarzając słowa mieszkańców doliny, afera z Thorntonami nie wyszła na jaw kiedy indziej, kiedy nie byłoby czym się ekscytować, ponieważ wszystko inne zaćmiło wielkie wydarzenie 11 kwietnia, dzień w którym młody pan Beaumont rozpoczął swój interes. Ech! To było coś; wspomnienie na wiele lat. Dwustu robotników z Ellen Smelt Mills przybyło do Allendale do King’s Head, świętować i pić. Nawet odpalili armatę czyniąc honory młodemu Beaumontowi, oświecając całe miasto nocą, wydobywając z mroku jeszcze wspanialsze piękno kwiatowych dekoracji i zielonych roślin. Nie mówiąc o ognisku, które błyszczało na okolicznych wzgórzach. W każdej dolinie górnicy i robotnicy wytapiający piece jedli i weselili się na swój własny szczególny sposób: 870 w południowym Allendale, pięćuset osobników w zachodnim Allendale. A co z Weardale? Ponad setka się tam zebrała. Wszystkich razem niemal trzy tysiące, razem z dziećmi, uradowanymi gościnnością pana Beaumont’a.
Kiedy osuszono kufle, a śmiech i żarty rozbrzmiały bardzo głośno, co mogło sprawić, że mężczyźni parskali niewyraźnie, a kobiety zasłaniały im usta rękami? Jak to co, sprawa Thorntonów. Nie to żeby mówić to prosto w twarz panu Thorntonowi, ponieważ Matthew był poważany i lubiany. Tak naprawdę goście w Elmholm House kłaniali mu się z powagą. Nie, cały śmiech skupił się przeciwko jego żonie, tej madame co patrzyła się z góry na uczciwych pracujących ludzi i która niemal napinała mięśnie ramion jak dama wysokiego rodu.
Z drugiej jednak strony musieli przyznać, że było to odważne chować tą małą jako siostrzenicę Matthew. Siostrzenica, z pewnością! Czy ktoś taki jak Matthew Thornton pozwoliłby swej siostrze umrzeć na drodze? Co więcej, wiadomo było że jego jedyna siostra była daleko w Australii. Za kogo się uważała pani Thornton by tak wszystkich oszukiwać?
Tak czy owak, najważniejszym punktem tej sprawy była kobieta, która umarła na drodze do plebanii, którą jako młodą dziewczynę Matthew sprowadził na złą drogę, i która wiedząc, że zbliża się jej koniec i że obok nie było nikogo, kto by się zajął jej dzieckiem, zrobiła to, co zrobiła. Pojawiła się znowu na jego drodze. Takie to proste.
Tak, ta część poszła jak z płatka, ale życie, które od tej pory miała wieść dziewczynka nie miało być łatwe. Młoda Tessie powiedziała, że nakazano jej jeść w kuchni, sypiała na starym łóżku na poddaszu; było tam dobrze w lato, ale niemiłosiernie mroźno zimą. Dziewczynka była sprytnym dzieckiem, opowiadała Tessie; nazywała się Hannah, ale pani zawsze mówiła o niej Dziewczyna.
Dobrze by było wiedzieć, co się tam dzieje, mawiali mieszkańcy. O tak, dobrze by było.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Pią 09 Lis, 2007 18:46   

:banan_Bablu: Wiedziałam kiedy się zjawić na ciacho.

Dzięki Moniko :kwiatek:

Najczęściej jest tak, że to co chcielibyśmy zachować dla siebie jest przedmiotem rozmów w całej okolicy, bo zawsze ktoś kogoś zna i wieści się rozchodzą.
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Monika 
Mark Darcy desperately wanted



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 630
Skąd: W-wa
Wysłany: Nie 11 Lis, 2007 15:12   

Nowe życie Hannah trwało już trzy tygodnie. Czasem wydawało się, że była tam od zawsze i podobałoby się jej takie życie, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze, tęskniła za mamą; a po drugie, nie lubiła pani, bała się jej. Za każdym razem, kiedy pani patrzyła na nią, myślała, że zaraz ją uderzy. Uważała, że mogłaby polubić pana, ale on nigdy się do niej nie odzywał, chociaż on także się jej przyglądał. Ale inaczej niż pani. Za to z całego serca polubiła dzieci, to znaczy wszystkie oprócz Betsy. Betsy była złośliwą jędzą. Była podobna do Annie Nesbit, która mieszkała naprzeciwko nich w Newcastle i która lubiła wciskać czarne chrząszcze do dziurki od klucza, które chrzęściły, kiedy mama przekręcała klucz w zamku.
Lubiła Tessie i Bellę; oj naprawdę je lubiła, były takie miłe, serdeczne. Popatrzyła na Bellę, stojącą przy stole, której cienkie ręce wyrabiały ciasto w olbrzymiej ceramicznej misie, rozmawiała z Tessie, zajętą natłuszczaniem brytfanien. Mówiły o niej. Zawsze o niej. Nie miała nic przeciwko temu, tak naprawdę nawet była zadowolona. Czuła się wtedy… Nie wiedziała jak to określić, może poza tym, że nie czuła się zapomniana.
‘Co za wstyd!’ Bella dalej ubijała pięściami ciasto. ‘Jest traktowana jak żebraczka. Spróbowałaby mnie tak potraktować, odeszłabym natychmiast, bigotka’. Pochyliła się nad naczyniem w kierunku Tessie i wyszeptała, ‘Mówisz, że zakazała im z nią rozmawiać?’
‘A tak, Bello, chyba, że jest to absolutnie konieczne. Tak właśnie powiedziała, absolutnie konieczne. A wtedy panienka Margaret odezwała się, powiedziała coś, czego nie dosłyszałam. Panicz Robert też coś powiedział. Ale ona krzyknęła na nich. Ech!’ Tessie zachichotała. ‘Pamiętasz jak dała mi wykład na temat podnoszenia głosu? Ech, dziewczyno! Czasami jej głos przypomina ryk sprzedawczyków’.
Odwróciły się do Hannah, uśmiechnęła się do nich mówiąc, ‘Lubię obierać ziemniaki. Kiedyś razem z mamą obierałyśmy je cały dzień w gospodzie. Mama mówiła, że gdyby tak je wszystkie razem zebrać, zapełniłyby pokład statku, ale tak szybko jak je obierałyśmy tak szybko przychodzili i zabierali je’. Roześmiała się znowu, a Tessie uśmiechnęła się do niej. Ale Bella nie; Bella potrząsnęła głową ze smutkiem i powiedziała, ‘To prawda, co mówią; jedni nie widzą jak żyją drudzy. Pamiętam czasy, kiedy sama byłam tak głodna, że mogłam zjeść konia z kopytami’. Wróciła do rozbijania ciasta z większą werwą jak gdyby z wdzięcznością za swój uprzywilejowany los.
Kiedy postawiła ciasto z głośnym pluskiem na desce obsypanej mąką kuchenne drzwi się otworzyły i weszła pani. Była ubrana wyjściowo w gałązkowo różową lnianą suknię i w krótki jasny płowy alpakowy płaszcz, tył okrycia przylegał do pleców niczym wachlarz nad bujną spódnicą sukni. Na głowę włożyła malutki słomkowy kapelusik, którego góra ozdobiona była kilkoma niebiesko aksamitowymi kokardkami. Wyglądała zupełnie jak dama, przyzwoicie ubrana dama.
Stanęła nakładając krótkie jedwabno szare rękawiczki, odezwała się do Belli, ‘Jadę do miasta, zabieram panienkę Betsy do doktora Arnison’a; zęby ją bolą’.
‘Tak, proszę pani’. Bella zgięła kolano, ledwo widocznym dygnięciem.
‘Dostałaś moje zarządzenia odnośnie obiadu?’
‘Tak, proszę pani’. Dygnęła znowu.
‘Na stole w jadalni zostawiłam ci tygodniową kwotę na herbatę. Jeśli zrobisz tak jak ostatnio, zabronię ci zabierania resztek z filiżanek, to nic innego jak rozrzutność’.
‘… Tak, proszę pani’.
Całą uwagę skupiła na zatrzaskiwaniu ostatniego guzika rękawiczki, w końcu rzekła, ‘Dopilnuj żeby dziewczyna nie opuszczała domu’.
‘… Tak, proszę pani’.
Anne Thornton ani razu nie spojrzała na Hannah. Odwróciła się, jej spódnica i halki zaszeleściły jak gnieciony pergamin i wyszła z kuchni sztywnym krokiem.
_________________
Niech moje tchnienie znajdzie w twym sercu schronienie, niech w twej miłości zatraci się moja dusza... Aamir
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Wto 13 Lis, 2007 10:06   

Nie ma co :? nowy dom rodzinny....
Dzięki Moniko :kwiatki_wyciaga:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 12:11   

Przeczytalam, bo miałam pewne zaległości w lekturze. Ciekawa historia. W sumie ten mężczyzna zasługuje na podziw, przynajmniej jest odpowiedzialny, choć trudno go akceptować za to co wcześniej zrobił żonie, jakakolwiek by ona nie była, no i samej Nancy, gdy przyszła do niego z brzuchem. Żonie troche się nie dziwię, bo na dziecku skupia się uraza do męża za zdradę, jakiej się dopuścił. Domyślam się, że mieszkanie w tym domu będzie dla Hannah drogą przez mękę, dobrze chociaż, że inne dzieci ją zaakceptowały, bo mogło być różnie - w końcu dziewczynka przyczyniła się do kłotni między rodzicami, no i jeszcze ten wstyd w miasteczku.

A oto scrinki z filmu:


Ned (hmmm, ciekawa postac ;) ) No i biala koszula i łobuzerski usmiech :lol: Ciekawe jaką rolę pozniej odegra?


Rodzinna sielanka przed katastrofą. Pani Thornton i jej dzieci: Betsy, Margaret i John


Nancy i jej córeczka Hannah w drzwiach domu pani Thornton, pod drzewem Ned


Państwo Thornton, czyli pani domu i niewierny mąż - sprzeczka po wizycie Nancy.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 12:14   

Dzieki Gosiałku, teraz będę mogła jakoś połączyć opisy i zachowania z postaciami. :-D
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 13:17   

Film mnie wciągnął. Obejrzałam właśnie pierwszą część. Dodam tylko, że Ned podoba mi się coraz bardziej ;)
Za to trochę dramatycznych wydarzeń przed Wami, w tym smutnych...


Hannah po 7 latach. Jest taka delikatna i słodka.


A urok Neda wciąż ten sam.


John (brat przyrodni Hannah) po latach jest dla mnie zbyt dziewczęcy ;)

Swoją drogą, ciekawa jestem co jest w liście ktory Nancy zostawiła przed śmiercią pastorowi? Może Hannah jednak wcale nie jest córką Thorntona? Odnoszę wrażenie (co prawda nie rozumiem wszystkich rozmów), że John podoba się Hannah, ale skoro są rodzeństwem... Ja i tak bym wybrala Neda :mrgreen:
Podoba mi się muzyka w tym filmie.

Koniec spoilerów (zresztą było ich niewiele :lol: )
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 15:33   

Dzięki Gosiu. Rzeczywiście Ned jest niczego sobie :mrgreen: I Hannah bardzo ładnie na zdjęciu wygląda. Miło znać twarze bohaterów :-D
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 15:46   

Kurcze, jestem zapóźniona w lekturze, ale film kiedyś sobie migiem przeleciałam, więc z grubsza wiem o co chodzi. Coś czuję, że Gosia poczuła narazie lekką, ale jednak woń mięty do kolejnego pana :wink:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 16:30   

Oj poczuła :serduszkate:
Moze jeszcze brakuje Wam foteczek? ;)
No to fru!


Och, obejrzalam do konca! Wszystkie trzy czesci naraz, tak mnie wzielo! Chcialam sie dowiedziec co dalej i co dalej! A Ned, hmmmm :serce:
I było tak milo. Podobalo mi sie, ze bohaterka nie byla taka mimoza, ktora godzi sie ze wszystkim i na wszystko, w kazdym razie probuje sie nie godzić. No i naprawdę jest sliczna. Ja tu o Nedzie, ale przyjemnie sie patrzało na Hannah.
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
Ostatnio zmieniony przez Gosia Nie 02 Gru, 2007 18:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 16:55   

Gosia napisał/a:
Ja tu o Nedzie, ale przyjemnie sie patrzało na Hannah.

Ale na Neda przyjemniej? :wink:
 
 
Gosia 
Like a Wingless Bird



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 11059
Skąd: Marlborough Mills
Wysłany: Nie 02 Gru, 2007 18:03   

Nie ukrywam, że .... tak :rumieniec: (skromnośc kwiat dziewczęcia ;) )

Film bardzo przyjemny, motylkow moglo byc troche wiecej (lubimy przeciez motylki :mrgreen: ) ale i tak spedzilam miłe kilka godzin :rumieniec: z bohaterami "The Girl". Spodobala mi sie glowna bohaterka, no i oczywiscie Ned ;) Troche moglby okazac wiecej zdecydowania (nie do konca wszystko rozumialam) . Wiele scen ładnych.

Oczywiscie z przyjemnoscia bede czytac dalej tlumaczenia, bo juz widac, ze sam poczatek w filmie skrocili do maksimum, nie ma w filmie tej dramatycznej wedrowki matki i corki.
No i ciekawia mnie sceny rozmow Hannah i Neda..
_________________
Nie wiemy nigdy, czym i jacy jesteśmy w oczach bliźnich, ale nie wiemy również,
czy istotnie jesteśmy tacy, jakimi wydajemy się sami sobie.

Adresy moich blogów:
I believe we have already met
Strona North and South by Gosia
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.