PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 19:23
Przypadkowe spotkanie - autor Alicja M.
Autor Wiadomość
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47181
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Wto 26 Cze, 2007 21:49   

Powiedzmy, że takie zadanie oparte na systematyczności pomaga mi zapomnieć o różnych nieprzyjemnych rzeczach.
A Darcy to taki Holmes prawie ;-)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 26 Cze, 2007 21:56   

Admete napisał/a:
A Darcy to taki Holmes prawie ;-)

Tyle, że nie Sherlock... :mrgreen:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 01:01   

Gunia napisał/a:
Sprawnie idzie Ci to tłumaczenie, Admete! A ten Darcy to niezłe ziółko, wszystko zdążył zauważyć i wybadać, łącznie z meblami. :lol:

ale ani słowa o pasiastych kamizelkach czy węzłach pod szyją ;)

Podoba mi się :-)
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 01:03   

Ulka napisał/a:

ale ani słowa o pasiastych kamizelkach czy węzłach pod szyją ;)

Dzięki niebiosom. :D
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 09:47   

Dzieki Admete, za podzielenie sie z nami tym ff. :kwiatek:

Jak na razie podoba mi się
Gunia napisał/a:
Ulka napisał/a:

ale ani słowa o pasiastych kamizelkach czy węzłach pod szyją


Dzięki niebiosom.
Prosty styl, bez udziwnień i rozwlekania :banan:

Myślę, że postaci są bardziej wierne oryginałom niz u Pamelki- czekam na ciąg dalszy :grin:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47181
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 12:05   

Nie wiem czy prosty styl to autorka, czy moje przeróbki :lol:
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Dione 
wiosenna(?) depresja



Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 785
Skąd: Olsztyn
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 13:41   

Darcy notuje i spostrzega .... Juz go widzę z lupą w dłoni, gdy się przygląda pannie Bennet i analizuje :lol:
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 13:58   

Jeśli Twoje przeróbki, to chwała Ci za to. :D
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 14:11   

Ojej, ale urodzaj na ff :mrgreen:
Spokojnie można w Salonie spędzić cały dzień i się nie nudzić.

Dzięki Admete, za znalezienie i tłumaczenie :kwiatek:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47181
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 16:14   

Rozdział II - D

Uwaga pojawia się panna Bingley ;-)

Po wymianie uwag na temat wspólnych znajomych z Lambton pani Gardiner zauważyła:
- Miałam przyjemność spotkać w Hertfordshire innego młodego człowieka z tych okolic, który powoływał się na znajomość z panem, panie Darcy – mam na myśli pana Wickham’a.
Wyraz twarzy Darcy’ego natychmiast uległ zmianie i chociaż pani Gardiner była świadoma tego, co Wickham opowiedział o Darcy’m i jego postępowaniu, była ciekawa, co też może usłyszeć od niego samego. Kontynuowała więc:
- Wydał mi się bardzo sympatyczny, wszyscy go polubili.
Zaskoczyła ją gwałtowana reakcja Darcy’ego, gdy dodała mimochodem:
- Polubiła go zwłaszcza moja siostrzenica Lizzy.
Jego zainteresowanie i jednocześnie zaniepokojenie, zaintrygowało ją. Darcy zastanawiał się, co miały oznaczać słowa: ”zwłaszcza polubiła go moja siostrzenica Lizzy”. Pragnął zadać pytanie, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat związków ukochanej z jego największym wrogiem, ale niestety nie było to możliwe. Zamiast tego rzucił krótko:
- Pan Wickham nie jest już moim przyjacielem.
Pani Gardiner nie miała jednak zamiaru tak szybko porzucić tematu.
- O ile mi wiadomo jego ojciec był zarządcą u pańskiego ojca i z tego względu razem się wychowywaliście.
Darcy zaczynał tracić cierpliwość. Nie był w nastroju, aby udzielać informacji czy plotek na ten temat. Potem jednak przyszło mu do głowy, że ciekawość jego rozmówczyni może brać się z chęci chronienia Elizabeth. Pani Gardiner wspomniała, że Elizabeth jest oczarowana Wickham’em, być może to przywiązanie było poważne. Być może ciotka panien Bennet zwyczajnie szuka dalszych informacji na temat mężczyzny, który zwrócił uwagę jej siostrzenicy. Czuł, że powinien jakoś przekazać Elizabeth wiadomości o prawdziwym charakterze Wickhama i jeśli miał to uczynić poprzez panią Gardiner, wykorzysta nadarzającą się okazję.
- Owszem, jego ojciec był wspaniałym człowiekiem. Niestety George Wickham głęboko wszystkich rozczarował. Nie odznacza się dobrym charakterem i nalegam, by ostrzegła pani siostrzenicę, by postępowała ostrożnie w kontaktach z nim.
Pani Gardiner była zaskoczona, ale rozumiała, że nie uda się jej wyciągnąć ze swego rozmówcy niczego więcej. Nie do końca wiedziała, co o tym wszystkim sądzić.
- Nie miałam pojęcia. – odparła i postanowiła zmienić temat. Wcześniej widziała pewne zainteresowanie dotyczące osoby jej siostrzenicy, więc zaczęła mówić o Elizabeth. Ciekawa była reakcji Darcy’ego. – Zapewniam pana, że przekażę Elizabeth to, o czym mówiliśmy, ale może wcale nie być zaskoczona.
Darcy ponownie nie był w stanie ukryć przed bacznym okiem rozmówczyni swego zainteresowania młodszą panną Bennet.
- W takim razie miała już może okazję poznać jego prawdziwa naturę? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Chodziło mi raczej o to, że nie będzie zaskoczona, słysząc taką opinię z pańskich ust.
To dało Darcy’emu sporo do myślenia i z ulgą skonstatował, że czas półgodzinnej wizyty niemal minął. Mógł więc przypomnieć przyjacielowi, że powinni już iść. Rozstali się z miłymi gospodarzami i obiecali przyjść z wizytą raz jeszcze.
Bingley był w siódmym niebie i przemawiał z wielkim entuzjazmem na temat swoich nadziei, co do następnej wizyty. Chciał, by Darcy znów poszedł razem z nim. Chociaż Darcy zdawał sobie sprawę, że Elizabeth nie ma u Gardinerów, to jednak był zdecydowany towarzyszyć przyjacielowi, by nadal obserwować pannę Bennet.
Tego wieczoru Darcy i jego siostra mieli wieczerzać na Grosvenor Square. Po kolacji, gdy Georgiana grała na pianinie, a Bingley prowadził rozmowę ze swoim szwagrem, panna Bingley wykorzystała okazję i podeszła do Darcy’ego.
- Muszę panu opowiedzieć, kto odwiedził mnie wczoraj.
- Panna Bennet – odpowiedział szybko Darcy, krzyżując jej plany wprowadzenia między nimi konspiracyjnej intymności.
- Skąd pan wie?! – jej zdziwienie było niemal zabawne.
- Bingley spotkał ją, gdy wychodziła z waszego domu. Odprowadził ją i złożył dzisiejszego ranka wizytę w domu jej wuja.
Panna Bingley była wyraźnie poruszona.
- O mój…- przerwała, podniosła dłoń do piersi i w końcu wykrztusiła – to bardzo nieszczęśliwe zdarzenie.
- Poszedłem razem z nim – dodał Darcy – ta wymiana zdań robiła się interesująca.
- Dzięki Niebiosom – powiedziała z ulgą – W takim razie rozmawiał pan z nim na jej temat?
- Owszem, rozmawiałem.
- Tak więc mój brat nie zobaczy się z nią już więcej?
- Przeciwnie, mamy zamiar złożyć jej wizytę ponownie, w ciągu kilku najbliższych dni.
- W domu jej ciotki i wuja, w pobliżu Cheapside? – dopytywała się panna Bingley najwyraźniej oburzona, że Darcy zezwolił jej bratu na kontynuowanie takiej znajomości.
- Tak.
- Proszę mi w takim razie powiedzieć, jak się panu spodobało towarzystwo? – czy pokładam w nich zbyt duże nadzieje? Czy są bardziej wyrafinowani niż ich krewni w Meryton?
- Wydali mi się bardzo sympatyczni.
- Taaak…zadziwia mnie pan, panie Darcy. Błagam niech mi pan wyzna – czy panna Bennet miała jakieś wieści o młodszej siostrze, pańskiej pannie Elizie?
- Panna Bennet zapewniła nas, że cała jej rodzina miewa się dobrze – odpowiedział obojętnie – ale jestem pewien, że po wczorajszej wizycie wiesz pani na ten temat równie dużo jak ja.
Po tych słowach wziął książkę w nadziei, że panna Bingley zaprzestanie dalszego nagabywania.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 20:14   

Admete napisał/a:
Taaak…zadziwia mnie pan, panie Darcy. Błagam niech mi pan wyzna – czy panna Bennet miała jakieś wieści o młodszej siostrze, pańskiej pannie Elizie?
- Panna Bennet zapewniła nas, że cała jej rodzina miewa się dobrze – odpowiedział obojętnie – ale jestem pewien, że po wczorajszej wizycie wiesz pani na ten temat równie dużo jak ja.
Po tych słowach wziął książkę w nadziei, że panna Bingley zaprzestanie dalszego nagabywania.
_________________
:-P Jakbym widziała Dumę '95 i pannę Bingley w ataku :mrgreen:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 21:59   

Admete napisał/a:
na temat związków ukochanej z jego największym wrogiem,


No no, cóż za samoświadomość :-P

Mag - zupełnie się z tobą zgadzam.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47181
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 14:22   

Rozdział III - A

Pojawia się na scenie Lizzy ;-)

W ciągu następnych kilku dni Darcy miał okazję ponownie przemyśleć wizytę w domu Gardinerów i zbadać swoje uczucia. Wspominając swoje rozczarowanie z powodu nieobecności Elizabeth, stwierdził, że choć cieszyłaby go jej obecność, to jednak naraziłby się wówczas na niebezpieczeństwo. Lepiej też, by Elizabeth nie zauważyła żadnych dalszych oznak jego podziwu wobec niej. Wmówił sobie, na przekór własnym pragnieniom, że powinien się cieszyć z faktu, że nie ma jej w Londynie. Nie mógł jednak przestać myśleć nad uwagami pani Gardiner dotyczącymi przyjaźni Elizabeth z Wickhamem. Dlaczego nie zrozumiała podczas balu w Netherfield jego ostrzeżenia? Być może powinien mówić jaśniej, ale niestety rodzinne sprawy zabraniały mu tego. W końcu Darcy zadecydował, że Wickham’em kieruje chciwość, a Elizabeth nie ma majątku, więc nie jest w prawdziwym niebezpieczeństwie, chyba że brać pod uwagę jej zawiedzione uczucia, gdy dowie się, że nie są odwzajemnione. Myśl o złamanym sercu panny Bennet nie była miła, a świadomość, że Wickham mógłby się do tego przyczynić, przyprawiała go o ból głowy. Jedyną pociechę znajdował w myśli, że Elizabeth nie może być tak naprawdę zagrożona przez tego łajdaka.

Elizabeth przybyła na Gracechurch Street trzeciego dnia po wizycie panów. Pani Gardiner nie poinformowała Jane o planowanym przyjeździe młodszej siostry i panna Bennet była przyjemnie zaskoczona. Siostry cieszyły się bardzo ze spotkania i Jane opowiedziała Elizabeth wszystko o panu Bingley’u i jego wizycie. Dla Elizabeth największym zaskoczeniem był fakt, że pan Darcy przybył razem z przyjacielem. Zastanawiała się czy jego obecność nie była związana przede wszystkim z faktem, że miał zamiar chronić Bingley’a przez związkiem, który uważał za niewłaściwy.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że pan Darcy złożył wizytę na Gracechurch Street.
- A jednak – odpowiedziała Jane – przez większość czasu rozmawiał z ciotką o Derbyshire. Miasteczko, w którym kiedyś mieszkała znajduje się zaledwie pięć mil od jego majątku.
Elizabeth zwróciła się natychmiast w stronę ciotki:
- Nie jestem w stanie wyobrazić go sobie, mówiącego coś więcej na jakikolwiek temat. Jestem przekonana, że to ty głównie mówiłaś, ciociu, a pan Darcy odpowiadał tylko tyle, by nie uchybić podstawowej grzeczności.
- Właściwie był bardzo miły, powiedziałabym nawet uprzejmy. Wydawał się szczerze zainteresowany moimi związkami z Derbyshire. Muszę powiedzieć, że choć jest w jego zachowaniu duma, to ja nie odczuwam jej jako obraźliwej. Nie dostrzegłam w nim tej wyniosłości i arogancji, o której tyle mówiłaś. Początkowo był pełen rezerwy, ale gdy zaczął mówić o rzeczach mu bliskich, widać było, ze dobrze się poczuł w naszym towarzystwie.
Widząc wyraźne zaskoczenie siostrzenicy, pani Gardiner ciągnęła.
- To znaczy zachowywał się swobodnie do momentu, aż wspomniałam o panu Wickhamie.
- Przypuszczam, że nie jest to temat, na który rozmawiałby chętnie.
- Na początku zamilkł, kiedy wspomniałam pana Wickhama, a potem otworzył usta tylko po to, by oznajmić, że nie należy do jego przyjaciół. Naciskałam, więc po pewnym wahaniu wyjaśnił mi, że charakter pana Wickhama nie jest kryształowy.
- Nie sądzisz, że to dość aroganckie z jego strony, żeby oczekiwać, iż mu uwierzysz?
- Być może.
- Spotkałaś obu panów ciociu, komu jesteś skłonna bardziej uwierzyć?
- Nie mam podstaw, żeby wierzyć jednemu bardziej niż drugiemu. Pan Wickham jest bardzo miły i sympatyczny, ale nie mogę nic zarzucić panu Darcy’emu.
- Czy pan Darcy wspominał coś więcej?
- Nie, był raczej skryty, ale wspomniałam o twojej przyjaźni z panem Wickhamem i wtedy zasugerował, bym radziła ci ostrożność w kontaktach z nim. Wyraził również przypuszczenie, że być może znasz już wady pana Wickhama.
- Jeśli pan Wickham jest tak podstępny, to zastanawia mnie dlaczego pan Darcy ma nadzieję, że poznałam już jego złe strony.
- Nie sądzę, żeby panu Darcy’emu chodziło o to, że zostałaś przez Wickhama zraniona, ale że poznałaś jego prawdziwa naturę.
- Pan Darcy powiedział kiedyś do mnie, że pan Wickham łatwo zawiera przyjaźnie, ale nie potrafi ich utrzymać. Jednak trudno oczekiwać, że będzie się wyrażał o panu Wickhamie uprzejmie, biorąc pod uwagę jak źle go potraktował.
- Wydawał się szczerze zatroskany o ciebie, Lizzy.
Elizabeth zaśmiała się, słysząc z ust ciotki taką opinię.
- Ani on, ani ty nie musicie się obawiać niczego ze strony pana Wickhama. Jego zauroczenie moja osoba już minęło, znalazł sobie inny obiekt westchnień. Przez ostatnie dwa tygodnie starał się przedstawić od najlepszej strony pannie King. Zupełnie zrozumiała odmiana upodobań, jeśli się weźmie pod uwagę, że owa panna odziedziczyła niedawno 10 tysięcy funtów. Spodziewam się, że niedługo się zaręczą, a zanim wrócę, będą już po ślubie.
W tym momencie Jane dołączyła do rozmowy i z troską zwróciła się do siostry:
- Mam nadzieję, że zmiana jego uczuć nie uraziła cię zbytnio.
- Zupełnie nie. Jestem całkowicie pewna, że nie byłam za bardzo zakochana, bo gdybym naprawdę doświadczyła tak wielkiej namiętności, musiałabym nienawidzić każdej wzmianki o nim i życzyć mu najgorszego. Jednak moje uczucia są odmienne – życzę mu wszystkiego najlepszego. Jemu i pannie King, która wydała mi się miłą dziewczyną. W żadnym przypadku to nie mogła być miłość.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 16:28   

OK Lizzy się nie kocha w Wickhamie, ale nie wierzy Darcemu :paddotylu:
 
 
Gunia 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 5401
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 16:51   

Ciotunia w akcji... ;)
_________________
Dobra wiadomość jest taka, że Bóg zawsze odpowiada na nasze modlitwy.
Czasami po prostu odpowiedź brzmi: nie.
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sob 30 Cze, 2007 13:13   

Podoba mi sie ta opowieść- ma ducha JA, i nie brnie w zaułki jak Pamelkowa historia.

Admete :kwiatki_wyciaga:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47181
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Sob 30 Cze, 2007 13:55   

Dziękuję bardzo :-) Dalsza część rozmowy na temat pana Wickhama.

Rozdział III - B


Jane uśmiechnęła się, słysząc żartobliwy ton siostry. Pomyślała, że gdy sądziła, iż pan Bingley obdarzył swym uczuciem pannę Darcy, też nie mogła źle myśleć o dziewczynie, a przecież jest naprawdę zakochana w panu Bingley’u. Jednak Elizabeth sprawiała wrażenie zupełnie spokojnej i mówiła tak swobodnie o zmianie uczuć pana Wickhama.
- Jestem szczęśliwa, słysząc, że nie cierpisz z powodu utraty zainteresowania z jego strony i że nie przywiązałaś się do niego zbytnio.
- Jane jakże mogłabym! Byłam przecież tak mądrze ostrzeżona przed związkiem z panem Wickhamem. Widzisz więc ciociu – dodała Elizabeth zwracając się do pani Gardiner – miałam się na baczności. Dla was, dla mojej rodziny i przyjaciół jestem kimś ważnym i utrata zainteresowania ze strony pana Wickhama nie ma znaczenia. Sądzę, że Lidia i Kitty mogą się bardziej tym przejąć niż ja. Są młode, nie znają świata i nie są przygotowane na poniżającą świadomość, że młody człowiek musi mieć za co żyć. Niestety moja matka jest równie niezadowolona z jego zmiany uczuć jak moje młodsze siostry.
Pani Gardiner nie była skłonna komentować zachowania pani Bennet i zamiast tego pochwaliła siostrzenicę, że ta tak dobrze zniosła dezercję wielbiciela. Była jednak zaniepokojona słowami Darcy’ego, więc zapytała:
- Moja droga Elizabeth, powiedz mi proszę, jaką dziewczyną jest panna King, bo nie chciałabym myśleć, że nasz przyjaciel jest interesowny.
- Ależ ciociu w sprawach matrymonialnych, jaka jest różnica między wyrachowaniem, a właściwymi motywami? Gdzie kończy się rozsądek, a zaczyna skąpstwo? Zeszłej zimy obawiałaś się ewentualności, że mnie poślubi, ponieważ byłoby to ze względów materialnych niewłaściwe, a teraz znalazł sobie pannę z 10 tysiącami rocznie i nazywasz go interesownym.
- Gdybyś tylko powiedziała mi, jaką dziewczyna jest panna King, wiedziałabym, co myśleć.
- Jest miłą dziewczyną, nie słyszałam o niej nic złego.
- Ale pan Wickham nie okazywał jej żadnego zainteresowania, dopóki nie została dziedziczka fortuny?
- Nie, dlaczego miałby to robić? Nie byłam w stanie zapewnić sobie jego uczucia, ponieważ nie mam pieniędzy, jak więc mogła to uczynić panna, która była równie biedna, a o która zupełnie nie dbał?
- Wydaje mi się niedelikatne, że tak szybko przeniósł swoje uczucia na nią zaraz po otrzymaniu spadku.
- Mężczyzna w jego położeniu nie może sobie pozwolić na te wszystkie eleganckie delikatności. Poza tym, jeśli panna King nie ma nic przeciwko temu, dlaczego my mamy się tym przejmować?
- Jej brak obiekcji nie może go usprawiedliwiać. To tylko wskazuje, że brak jej czegoś – rozsądku lub uczucia. A co do trudnego położenia – nie wiedziałam, że jest aż tak złe.
- Jeśli masz ochotę wybierz pogląd, że on może być interesowny, a ona głupiutka.
- Tak nie chciałabym myśleć. Byłabym niepocieszona, gdybym musiała źle oceniać człowieka, który wychowywał się w Derbyshire.
- Gdyby tak rzeczywiście było, miałabym bardzo złą opinię na temat młodzieńców z Derbyshire!
W tym momencie Jane wtrąciła się do rozmowy:
- Nie sądzę, żeby pan Darcy był tak zły, jak ty uważasz.
Elizabeth nie chciała się spierać z siostrą i zmieniła temat rozmowy na mniej kontrowersyjny. Zaczęły się wspólnie zastanawiać, czy pan Bingley odwiedzi ich następnego dnia. Elizabeth w skrytości miała nadzieję, że ani jego siostry, ani przyjaciel nie odwiodą go ponownie od znajomości z Jane.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Nie 01 Lip, 2007 20:30   

Lubie ich styl rozmowy. :-D

Dzięki Admete. :kwiatek:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 01 Lip, 2007 22:21   

Przeczytałam z dużą przyjemnością. :-D
Czuje się ducha JA.
Admete, :kwiatki_wyciaga: :thanx:
Proszę o dalszy ciąg.
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47181
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 01 Lip, 2007 22:44   

Dziękuje raz jeszcze. Ciąg dalszy będzie. Wizyta Bingleya i Darcy'ego się zbliża. Może byc małe opóźnienie, bo musze jechać do pracy mimo wakacji i szwów w szczęce...
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
Ostatnio zmieniony przez Admete Pon 02 Lip, 2007 18:48, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 01 Lip, 2007 23:50   

Admete napisał/a:
szwów w szczęce...

Admete, :shock: ... bardzo, bardzo Ci współczuję i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. :kwiatki_wyciaga:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47181
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pon 02 Lip, 2007 12:01   

Dziękuję za wsparcie.

Rozdział 3 - c


Wszystkie spekulacje zostały odłożone do nastepnego ranka, kiedy to dżentelmeni złożyli długo oczekiwaną wizytę. Pan Bingley nakłonił swoje siostry, by do niego dołączyły, ponieważ pragnął odnowienia przyjaźni z jego ukochaną. Pan Darcy poczuł podwójną odpowiedzialność – postanowił nie tylko nadal obserwować pannę Bennet, ale też ustrzec przyjaciela od dalszego wtracania się jego sióstr. Zastanawiał się w duchu nad zmianą swoich poglądów. Jeszcze dwa miesiące temu był gotów udzielić każdej pomocy w rozdzieleniu Bingley’a od panny Bennet. Odegrał główną rolę w przekonaniu go, by nie wracał do Netherfield. A teraz przyrzekł przyjacielowi, że będzie nadal badał sytuację i udzieli mu rady opartej na uczciwym podejściu do sprawy. Darcy wkraczał do domu państwa Gardiner z mniejszym niepokojem niż za pierwszym razem, ponieważ był przekonany, że Elizabeth tutaj nie ma. Miał jednak nadzieję, że czegos się o niej dowiedzieć. Przy wszystkich troskach, jakich dostarczała mu sytuacja Bingleya, nie zapomniał o młodszej pannie Bennet. Było coś specjalnego w przebywaniu w tym domu, w obecności jej krewnych, którzy ją kochali i cenili – coraz bardziej za nia tęsknił.
Po przybyciu do domu, czwórka gości została natychmiast zaprowadzona do salonu i zastała tam towarzystwo złożone z pani Gardiner i panny Bennet. Powitania i uprzejmości zostałe wymienione, a pani Gardiner była szczególnie zadowolona z możliwości poznania sióstr pana Bingley’a. Ich obecność co prawda nie wskazywała na szczerość uczuć względem Jane, ale udowadniała, że pan Bingley uznał ich pojawienie się w domu Gardinerów za konieczne. Widac było wyraźnie po ich afektowanej serdeczności w zachowaniu, ze są obecne tylko ze względu na brata. Obecność pana Darcy’ego też była intrygująca. Zaczęła się zastanawiać, czy nie przybył tylko dlatego, by nadal obserwować Jane. Po piętnastu minutach wizyty była już całkowicie przekonana o sile uczuć pana Bingley’a względem siostrzenicy i mogła z czystym sumieniem zwrócić uwagę na coś innego. Och tak – jej ostatnia z nim rozmowa dotycząca innej siostrzenicy, uczyniła go obiektem jej żywego zainteresowania. Stwierdziła, że jego reakcja na wzmianke o Elizabeth może tak naprawdę nic nie znaczyć, ale mimo tego postanowiła przyglądać mu się bacznie. Trzeba przyznac pani Hurt i pannie Bingley, że choć pogardzały obecnym towarzystwem, to bez dwóch zdań były eleganckimi kobietami, świetnie wyedukowanymi w sprawach salonowej etykiety. Darcy milczał i panie mogły do woli dyskutować o wspólnych znajomych oraz o modzie. W koncu rozmowa zeszła na rodzinę pozostawioną w Hertfordshire.
- Mam nadzieję, że pani siostry znajduja odpowienie rozrywki w domu droga Jane – zaczęła panna Bingley – jestem przekonana, że zwróciły uwagę wszystkich oficerów.
Pani Gardiner zauważyła znaczące spojrzenia, jakie posyłała panna Bingley Darcy’emu.
- Zwłaszcza panna Elizabeth. Biorąc pod uwage jej piekne oczy i śliczną buzię, liczba jej adoratorów musi być liczna. I co za pociecha dla jej matki, widzieć ją dobrze sytuowaną w przyszłości.
Pani Gardiner spostrzegła, że pan Darcy sprawiał wrażenie zakłopotanego. Zanim jednak Jane odpowiedziała, drzwi do salonu otworzyły się i osoba, o której rozmawiały, weszła do pokoju.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
Ostatnio zmieniony przez Admete Pon 02 Lip, 2007 18:50, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Pon 02 Lip, 2007 14:03   

Ojej, w jakim momencie nas zostawiasz
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pon 02 Lip, 2007 18:44   

Admete napisał/a:
Pan Bingley nakłonił swoje siostry, by do niego dołączyły,

Podziwiam jego odwagę. :wink:

Admete, :kwiatek:
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pon 02 Lip, 2007 21:40   

Ojej, jakie tu smaczności się pieką! Jakoś nie widzę Darcy'ego na tym etapie, w swobodnej rozmowie z panią Gardiner, ale fajnie poznawać wszystkie możliwe wyjścia z tego ich impasu. Czekam na ciąg dalszy niecierpliwie! Admetko, buźka Ci się wygoi a pisanie będzie w sam raz żeby zapomniec o bólu.... :pociesz:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.