PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 19:23
Przypadkowe spotkanie - autor Alicja M.
Autor Wiadomość
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Wto 03 Lip, 2007 09:50   

Admete napisał/a:
Mam nadzieję, że pani siostry znajduja odpowienie rozrywki w domu droga Jane – zaczęła panna Bingley – jestem przekonana, że zwróciły uwagę wszystkich oficerów.
Pani Gardiner zauważyła znaczące spojrzenia, jakie posyłała panna Bingley Darcy’emu.
- Zwłaszcza panna Elizabeth. Biorąc pod uwage jej piekne oczy i śliczną buzię, liczba jej adoratorów musi być liczna. I co za pociecha dla jej matki, widzieć ją dobrze sytuowaną w przyszłości.

Panna Bingley nadal w formie ciekawe jak skomentuje to droga Elajza (ona taak fajnie wymawiała Eliza)

Dzieki Admete- napisz coś więcej o okolicznościach szycia- :przytul: Życzę zdrówka
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Wto 03 Lip, 2007 14:41   

Szycie nie takie wielkie, ale mnie to zawsze boli ( bo to nie pierwszy raz ) i na dodatek nie wiadomo czy skuteczne. Może jak więcej osob pomyśli, że skuteczne to podziała? Ostatnia część rozdziału 3. Wszyscy nadal bawią się w szpiegowanie, normalnie Spooks, a nie D&U - powinni się do MI5 zgłosić ;-)

Rozdział 3 - D

Pani Gardiner nadal przygladała się się Darcy’emu i widziała, jak różne uczucia malują się na jego twarzy. Darcy był naprawdę zaskoczony, a ponieważ nie był przygotowany na spotkanie z Elizabeth, więc nie mógł udawać obojętności. Mógł się tylko modlić o to, by nie dostrzegła jego reakcji. Podobnie jak wszyscy w pokoju ( za wyjątkiem pani Gardiner ), odwrócił się w stronę drzwi i jego uwaga skupiła się całkowicie na pannie Elizabeth. Nie był w stanie się poruszyć. Nie miał czasu ani możliwości, aby zanalizować swoje obecne uczucia. Wstrzymał oddech i spróbował uspokoić się w czasie, gdy witała się z pozostałymi gośćmi. Gdy zwróciła się w jego stronę, była uprzejma, lecz w jej zachowaniu brakowało ciepła widocznego w powitaniu z Bingley’em. Pani Gardiner stwierdziła, że w momencie, gdy Elizabeth skupiła na moment uwagę na panu Darcy’m, na jego twarzy pojawił się uśmiech – jedyny, jaki do tej pory widziała. W końcu wszyscy wrócili na swoje miejsca, a Elizabeth usiadła obok siostry. Darcy pragnął dowiedzieć się, gdzie była, kiedy przyjechała do Londynu, jak minęła jej podróż i wiele innych rzeczy, ale nie miał odwagi, by zapytać. Na szczęście pewną ulgę przyniosły mu słowa Jane:
- Mam nadzieję, że udał ci się spacer.
- Rzeczywiście, był bardzo przyjemny, piękny dziś dzień.
Darcy nie mógł się powstrzymac od myśli, że ona sama wygląda prześlicznie. Jej twarz była zaróżowiona i rozjaśniona, a zachowanie jak zawsze energiczne. Nie wierzył, że znajduja się w tym samym pokoju, że może cieszyć się jej towarzystwem, po tym wszystkim co zrobił, by o niej zapomnieć. Od razu spostrzegł, że jej uwaga jest skierowana na siostrę i pana Bingley’a. Była szczerze uradowana, że widzi ich razem. Dostrzegł, że uśmiecha się z zadowoleniem. Był naprawdę poruszony tym, że tak bardzo zależy jej na szczęściu siostry, a jej radość tylko potwierdzała prawdziwe uczucia starszej panny Bennet. Elizabeth była szczęśliwa i to czyniło Darcy’ego szcześliwym. Nie umknęło jednak jego uwadze, że obrzuciła znaczącym spojrzeniem jego samego i siostry Bingley’a. W tym czasie pani Gardiner obserwowała całą scenę z wielkim zainteresowaniem. Po upływie kilku minut Darcy opanował się na tyle, by odpowiedzieć uprzejmie na próby czynione przez pania domu, by włączyć go do rozmowy. Mimo, że udzielał jej rozsądnych – jak mu się zdawało – odpowiedzi, jego uwaga skupiała się całkowicie na Elizabeth i był świadom każdego jej ruchu. Zauważył, że zdziwiła się bardzo widząc, jak rozmawia z jej ciotką. Nie miał śmiałości, by pochwycić jej spojrzenie, ale kilka minut później, gdy pani Gardiner zagłębiła się w konwersacji z panią Hurst, znów zwrócił się w jej stronę. Nie miał pojęcia jak intensywne było jego spojrzenie, aż do momentu, gdy uchwyciła jego wzrok. Wydawała się zaskoczona, ale jak zwykle spojrzała na niego śmiele. Odwrócił głowę, ale nie mógł powstrzymac uśmiechu. Jak zwykle czujna pani Gardiner, zauważyła te wymiane spojrzeń. W tym czasie panna Bennet zachowywała się podobnie, jak w czasie pierwszej wizyty, choć zdawało się, że była bardziej swobodna. Darcy ponownie był poruszony ciepłem jej spojrzeniem za każdym razem, gdy zwracała się w strone jego przyjaciela. Dostrzegł wyraźnie, że Elizabeth była uradowana widokiem ich obojga. Mimo tego jednak Darcy postanowił, że zawiesi na czas jakiś swój osąd w tej sprawie. Był pewien, że Bingley będzie kontynuował znajomość z panną Bennet.
Z drugiej strony Elizabeth była zadziwiona uprzejmościa pana Darcy’ego. To, że w ogóle złożył wizytę w tej cześci miasta, było wystarczająco zaskakujące. Na dodatek był tutaj już drugi raz i rozmawiał z jej ciotką. To było sprzeczne z całą wiedzą, jaka posiadała na jego temat. W pewnej chwili złapała jego spojrzenie, tak podobne do tych, jakie kierował w jej strone w Hertfordshire. Domyśliła się, że nadal nie cieszy się jego aprobatą i że najwyraźniej spostrzegł w jej zachowaniu coś zabawnego, ponieważ szybko odwrócił się z lekkim uśmiechem na twarzy. Wówczas przypomniała sobie każdą niepochlebną opinię na jego temat, ale nie była w stanie całkiem pominąć uprzejmości względem pani Gardiner, więc jego zachowanie wzbudziło jej ciekawość. Wkrótce potem Bingley zapytał pannę Elizabeth o jej obecność w mieście. Wyjaśniła, że planowała zatrzymać się w Londynie w marcu, w czasie podróży do Kent, ale zmieniła plany, by cieszyć się towarzystwem siostry. Na dalsze pytania, odpowiedziała, że ma zamiar odwiedzic przyjaciółkę – panią Collins w Hunsford. Zanim zaalarmowany Darcy był w stanie coś powiedzieć, wtrącił się Bingley:
- Czy to czasem nie jest w pobliżu domu twojej ciotki, Darcy? Wydaje mi się, że wspominałeś coś o wizycie u niej na Wielkanoc. Będziesz tam w tym samym czasie, co panna Elizabeth.
- Rzeczywiście, masz rację. Mój kuzyn pułkownik Fitzwilliam i ja spędzimy trzy tygodnie w Rosings, tak jak każdego roku.
Spojrzał w strone Elizabeth i dodał:
- Myślę, że spotkamy się tam panno Elizabeth.
- Nie mam wątpliwości, ponieważ mój kuzyn powiedział mi, że jego dom odziela od Rosings Park tylko wąska ścieżka – odpowiedziała śmiało.
- Zapewne tak jest - uśmiechnął się, a Elizabeth nie była w stanie się powstrzymać i odpowiedziała mu także uśmiechem.
- Jak się miewa pani Collins? – zapytała pani Gardiner i Elizabeth rozpoczęła opowiadać szczegóły, które zdradziła jej Charlotta w swoich listach. Darcy był zadowolony ze zmiany tematu i z faktu, że nie musi brać udziału w rozmowie. Był wdzięczny za moment spokoju, w którym mógł zastanowić się nad wieściami o planowanym pobycie Elizabeth w Kent. Niedługo później nadszedł koniec wizyty i Darcy z uczuciem rozczarowania i ulgi jednocześnie mógł opuścić dom państwa Gardinerów.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 04 Lip, 2007 09:02   

Admete napisał/a:
Wszyscy nadal bawią się w szpiegowanie

To straszne- trzeba było mieć oczy dookoła głowy, widzieć wszystko i jeszcze prowadzic swobodna rozmowe towarzyską.
Nie napisali, że panna Bingley obserwowała Darcego i Lizzy, a jej siostra Ją, a Bingley siostry :rotfl:

Admete :kwiatek:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Sro 04 Lip, 2007 21:42   

Ciekawe komu by się przyglądał pan Hurst ? ...Pewnie jakieś kuszącej karafce. :wink:

Admete, :thanx:
Ostatnio zmieniony przez asiek Czw 05 Lip, 2007 21:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 00:07   

Admete napisał/a:
- Zapewne tak jest - uśmiechnął się, a Elizabeth nie była w stanie się powstrzymać i odpowiedziała mu także uśmiechem.

jak to miło widzieć :)

Mag napisał/a:
Nie napisali, że panna Bingley obserwowała Darcego i Lizzy, a jej siostra Ją, a Bingley siostry

Bo Bingley obserwował tylko Jane. I ewentualnie rzucał spłoszone spojrzenia na Darcyego i siostry :-P
No i dzieci, obserwujące wszystkich! ;)
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
Ostatnio zmieniony przez Ulka Czw 05 Lip, 2007 19:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
lady_kasiek
[Usunięty]


Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 10:51   

jaki słodki Darcy :P
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 11:31   

Rozpoczynamy kolejny rozdział - siostry Bingley'a w akcji - przygotować się na liczne złośliwości ;-) Najpierw krytyka Jane:

Rozdział IV - A

Gdy tylko zatrzaśnięto drzwi powozu opuszczającego Gracechurch Street, panna Bingley dała wyraz swojej pogardzie wobec towarzystwa, które przed chwilą spotkała.
- Luizo! To było gorsze niż sobie wyobrażałam. Dom był tak nędznie i niemodnie umeblowany. A służący zaniedbani.
- Zapewne siostro, na dodatek jestem pewna, że spotkałyśmy już całą służbę.
Siostry roześmiały się, a panna Bingley ciągnęła:
- A co myślisz o pani domu? Pani Gardiner wyobraża sobie, że jest modną damą.
- Najwyraźniej. Próbowała nawet porównywać krój swojej sukni do mojej. I co myślisz o tych wszystkich dzieciach? Pozwolić im biegać po całym domu, w czasie gdy ona zbawia gości, to naprawdę oznaka braku ogłady.
- Prawie nie byłam w stanie ukryć zdziwienia, gdy weszły do pokoju. I oczywiście podano herbatę w niewłaściwy sposób, a na misach nie znalazłam żadnych świeżych owoców. Już lepiej, gdyby nie podano nam niczego.
W czasie, gdy panie zabawiały się podobną konwersacja, panowie milczeli. Bingley spoglądał znacząco na Darcy’ego, który doskonale zdawał sobie sprawę, jakie pytanie chce zadać przyjaciel. Po raz pierwszy Darcy był wdzięczny za obecność sióstr Bingley’a, ponieważ potrzebował czasu, by wszystko przemyśleć. Okazało się jednak, że Bingley nie potrafi zbyt długo milczeć, zwłaszcza, gdy rozmowa dotyczy Jane. Panna Bingley zauważyła:
- Nawet Jane wyglądała dzis zwyczajnie i nijako. Nie mogę pojąć, dlaczego kiedyś uważałam, że jest ładna. Zgodzisz się ze mną, siostro?
- Oczywiście Caroline, poprę każde twoje słowo. Nie sądzę, by była wyjątkowa.
W tym momencie Bingley wtrącił się do rozmowy:
- Myślę, że wyglądała bardzo dobrze. Sądzę nawet, że ładniej niż dotychczas.
- Jak możesz tak mówić? – zapytała panna Bingley z niedowierzaniem w głosie – wyglądała tak mizernie i blado i widać było, że nie zadbała dziś o swój wygląd. A co pan myśli, panie Darcy?
Darcy miał cichą nadzieję, że nie zostanie wciągnięty do dyskusji. Odpowiedział jednak:
- Moim zdaniem wyglądała tak samo jak zawsze.
Bingley poruszył się niespokojnie, najwyraźniej słowa Darcy’ego zrozumiał jako odpowiedź na swoje niewypowiedziane pytanie. Pani Hurst stwierdziła:
- Muszę dodać, że jej zachowanie wobec nas było raczej chłodne.
- Muszę się z tym zgodzić – dodała śpiesznie panna Bingley – Na pewno odwiedziła nas kilka dni temu tylko z poczucia obowiązku. Nie zauważyłam z jej strony pragnienia odnowienia dawnej zażyłości.
- Mylicie się, była uprzejma i przyjacielska jak zawsze – sprzeciwił się Bingley – zwłaszcza w stosunku do was.
- Charles, widzisz tylko to, co chcesz zobaczyć – w głosie panny Bingley można było doszukać się irytacji – nie można się opierać na twoim osądzie.
Bingley ponownie rzucił Darcy’emu znaczące spojrzenie, ale ta siostrzana reprymenda sprawiła, że znów popadł w milczenie.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Madelaine
zombii:-)



Dołączył: 15 Cze 2007
Posty: 74
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 11:49   

jak myślę sobie o uroczej pannie Bingley i pani Hurst, to jestem wdzięczna losowi, że nie mam takiego rodzeństwa :lol:
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 12:11   

Tak, w tym wypadku lepiej być jedynakiem. :confused3: Za takie siostry dziekujemy

Admete :kwiatek:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 13:42   

No cóż, starały się jak mogły :roll: zapewnić mu szczęście. A że każdy mierzy innych swoją miarą to tak wypadło jak wypadło.
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 15:28   

Darsik cały czas taki uprzejmy, toż napięcie całe wyparuje! A za siostry rzeczywiscie dziękujemy, piekielne babska...

:thanx:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 16:31   

Och moja droga teraz siostry zaczną krytykowac Elizabeth ;-)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Czw 05 Lip, 2007 21:30   

Admete napisał/a:
Luizo! To było gorsze niż sobie wyobrażałam. Dom był tak nędznie i niemodnie umeblowany. A służący zaniedbani.
- Zapewne siostro, na dodatek jestem pewna, że spotkałyśmy już całą służbę.
[...] Zgodzisz się ze mną, siostro?
- Oczywiście Caroline, poprę każde twoje słowo....


Jakież one zgodne, jednomyślne...prawdziwie kochające się rodzeństwo. :mrgreen:

Admete, :kwiatki_wyciaga:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 09:14   

Panna Bingley wyraża swoje oburzenie, a pan Darcy za dużo sobie wyobraża ;-)

Rozdział IV - B


Nie mogąc znaleźć niczego więcej do krytykowania w osobie Jane, panna Bingley postanowiła obrać nowy obiekt obmowy.
- Najgorsze jednak w tym wszystkim było, że musieliśmy cierpieć towarzystwo panny Elizabeth Bennet.
Darcy nie zareagował, zdawał sobie sprawę z nieuchronności ataku i nie zdradził, jak bardzo pogardza panną Bingley za takie zachowanie.
- Naprawdę – ciągnęła panna Bingley – jej nagłe pojawienie się dzisiejszego ranka było szokujące. Cóż ona sobie wyobrażała, przybywając tak nagle do miasta?
- Nie zastanowiło cię, dlaczego tak nagle zmieniła plany? – spytała pani Hurst.
- Przyjechała zaraz po tym, jak nasz brat i jego przyjaciel przybyli z wizytą do domu jej wuja.
Do tej pory Darcy nie zastanawiał się nad motywami, które kierowały postępowaniem Elizabeth. Czy rzeczywiście podjęła decyzję o przyjeździe po wizycie Bingley’a na Gracechurch Street? Szybko przeliczył czy minęło wystarczająco dużo czasu, by taka podróż była możliwa. Czy rzeczywiście Elizabeth przybyła po to, by znów mieć szansę spotkania z nim? Przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie na balu w Netherfield. Wyróżnił ją tam i to rzeczywiście mogło sprawić, że zaczęła się domyślać jego uwielbienia dla niej. Czy to możliwe, że wiedziała o jego uczuciach? Czy naprawdę wierzy, że ma nad nim taką władzę, iż sama jej obecność może go doprowadzic do oświadczyn? Ta myśl nie podobała mu się wcale. Miał nadzieję, że różniła się od innych panien na wydaniu i nie zniżyłaby się do takich praktyk, by złapać męża. Nie chciał wierzyć, że była tak interesowna, choć musiał przyznać, że miałaby powody do takiego postępowania. Czy była taka sama jak inne kobiety, które znał? Mimo całej niechęci, jaką wzbudzała w nim ta myśl, musiał przyznać, że taka sytuacja trochę by mu pochlebiała. Nie zważając na rozmyślania Darcy’ego, panie kontynuowały swoją rozmowę.
- Ledwo powstrzymałam się od wyrażenia nagany, gdy tak wpadła cała zaczerwieniona po spacerze. Nie ma dla niej żadnego usprawiedliwienia – była taka zadyszana i potargana – stwierdziła autorytatywnie pani Hurst.
- Dziewczyna, która ma tak mało wrodzonej urody i elegancji, powinna zachowywać się z większą…
„Sztucznością?” - pomyślał sarkastycznie Darcy, w czasie gdy panna Bingley szukała właściwego słowa.
- …delikatnością – dokończyła.
- Zdajesz sobie sprawę, że pod opieką takich rodziców nie mogła się nauczyć właściwego zachowania.
Obie siostry roześmiały się głośno, przypominając sobie prostactwo najbliższych krewnych Elizabeth.
- Ale być może – rzuciła lekko panna Bingley – spacerowała po to, by nadać oczom więcej blasku.
- Musi robić wszystko, by poprawić swój wygląd – zgodziła się pani Hurst.
- Ze swojej strony dodam tylko, że nigdy nie dostrzegłam w niej żadnej urody. Jej twarz jest zbyt chuda, cera za ciemna, a rysy dalekie od ideału. Jej nos powinien być bardziej wyrazisty. Zęby ma znośne, ale to nic nadzwyczajnego. Co do oczu, które ktoś określił kiedyś jako piękne, nigdy nie dostrzegłam w nich nic wyjątkowego. Ona ma zazwyczaj takie złośliwe spojrzenie, którego wprost nie mogę znieść. To jak się obnosi – jest okropne. Pewność siebie pozbawiona elegancji. To jest niedopuszczalne. Pamiętam, że gdy poznałyśmy ją w Hertfordshire, zadziwiło mnie, dlaczego inni uważają ją za piękność. Przypominam sobie również, że pewnego wieczoru po kolacji w Netherfield powiedział pan, panie Darcy – „Ona pięknością? Równie dobrze, jej matka mogłaby być nazwana mądrą.”
Obie panie zachichotały i panna Bingley skierowała wzrok na Darcy’ego.
- Zdaje się jednak, że potem zmienił pan zdanie i zaczął myśleć o niej jako o piękności.
Darcy celowo milczał, słuchając tyrady panny Bingley. Nie chciał jej dawać powodu do satysfakcji. W duchu jednak nie zgadzał się z ani jednym jej słowem. Każda wada wytknięta Elizabeth, spotykała się w jego myślach z argumentem przeciwko. W końcu obaj panowie z ulgą przyjęli fakt, że powóz zatrzymał się przed domem państwa Hurst. Panie wysiadły z powozu, natomiast panowie udali się do domu Darcy’ego.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 09:25   

Admete napisał/a:
- Ze swojej strony dodam tylko, że nigdy nie dostrzegłam w niej żadnej urody. Jej twarz jest zbyt chuda, cera za ciemna, a rysy dalekie od ideału. Jej nos powinien być bardziej wyrazisty. Zęby ma znośne, ale to nic nadzwyczajnego. Co do oczu, które ktoś określił kiedyś jako piękne, nigdy nie dostrzegłam w nich nic wyjątkowego. Ona ma zazwyczaj takie złośliwe spojrzenie, którego wprost nie mogę znieść. To jak się obnosi – jest okropne. Pewność siebie pozbawiona elegancji. To jest niedopuszczalne. Pamiętam, że gdy poznałyśmy ją w Hertfordshire, zadziwiło mnie, dlaczego inni uważają ją za piękność. Przypominam sobie również, że pewnego wieczoru po kolacji w Netherfield powiedział pan, panie Darcy – „Ona pięknością? Równie dobrze, jej matka mogłaby być nazwana mądrą.”
Obie panie zachichotały i panna Bingley skierowała wzrok na Darcy’ego.
- Zdaje się jednak, że potem zmienił pan zdanie i zaczął myśleć o niej jako o piękności.

Pamiętna rozmowa w Pemberley po wizycie Elizabeth - tylko bez riposty Darcy'ego, po której "panna Bingley została z całą satysfakcją, że zmusiła go do wyznania, które nikomu oprócz niej nie sprawiło bólu". :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 11:53   

zdawał sobie sprawę z nieuchronności ataku i nie zdradził, jak bardzo pogardza panną Bingley za takie zachowanie

Jaki grzeczny! Prawdziwy facet by zdradził!

Jak to facet... :wink:
 
 
Dione 
wiosenna(?) depresja



Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 785
Skąd: Olsztyn
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 12:38   

Tak sobie myślę, do czego doprowadzi taka zmiana akcji? Czyżby Darcy miał się odkochać? :shock:
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 15:10   

Admete napisał/a:
Czy rzeczywiście Elizabeth przybyła po to, by znów mieć szansę spotkania z nim? Przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie na balu w Netherfield. Wyróżnił ją tam i to rzeczywiście mogło sprawić, że zaczęła się domyślać jego uwielbienia dla niej. Czy to możliwe, że wiedziała o jego uczuciach? Czy naprawdę wierzy, że ma nad nim taką władzę, iż sama jej obecność może go doprowadzic do oświadczyn?

no no dochodzimy do nieuchronnie identycznych wniosków jak u JA :-D

Admete napisał/a:
- Musi robić wszystko, by poprawić swój wygląd – zgodziła się pani Hurst.

Tobie za to nic nie pomoże...

Panna Bingley napisał/a:
Jej nos powinien być bardziej wyrazisty.

:paddotylu:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 16:47   

Dione oczywiście, że się nie odkocha, nie martw się. Zakończenie będzie jak Pan Bóg i JA przykazali ;-)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 17:53   

Admete napisał/a:
Ona ma zazwyczaj takie złośliwe spojrzenie, którego wprost nie mogę znieść.

- powiedziała kobieta o łagodnym spojrzeniu i usposobieniu. :wink:

Admete napisał/a:
Czy rzeczywiście Elizabeth przybyła po to, by znów mieć szansę spotkania z nim? Przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie na balu w Netherfield. Wyróżnił ją tam i to rzeczywiście mogło sprawić, że zaczęła się domyślać jego uwielbienia dla niej.

Ten fragment jest piękny... :rotfl:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 17:59   

A dalej jest jeszcze lepiej. Na zachętę powiem, że pojawią się bohaterowie JA z innych powieści ;-) I pułkownik będzie też. Ale to jeszcze potrwa.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 18:58   

Ja się właśnie zaczęłam zastanawiać dokąd ten ff trwa, do którego momentu historii?
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 19:03   

Do wizyty w Kent. Więcej nie zdradze. Choć sama sie podłamałam, jak sobie dokładnie przypomniałam, jakie to długie ;-)
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Pią 06 Lip, 2007 19:28   

Och, ja się bynajmniej nie podłamuję :cheerleader2:

A Tobie Admete należą się :kwiatki_wyciaga:
 
 
Admete 
shadows and stars



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 47832
Skąd: Babylon 5/Gondor
Wysłany: Nie 08 Lip, 2007 13:09   

Dalsza częśc - Darcy snobistyczny, Bingley zakochany ;-)

Rodział IV - C

Po kilku chwilach milczenia pan Bingley zaczął mówić o tym, co leżało mu na sercu.
- Wiesz, o co chcę cię zapytać. Czy powiesz mi, co myślisz o pannie Bennet i jej dzisiejszym zachowaniu? Nie zgadzasz się na pewno z opiniami moich sióstr.
- Bingley zdajesz sobie chyba sprawę, że nie podoba mi się twoje zachowanie. Nie jest jeszcze za późno, by się wycofać. Nie zrobiłeś nic takiego, co wiązałoby cię honorem z tą młodą damą.
Bingley milczał.
- Musisz rozważyć, ile taki związek będzie cię kosztował. Nic przez to nie zyskasz, wręcz przeciwnie – stracisz. W wyniku tego twoja pozycja się obniży. Pamiętaj ile wysiłku kosztowało twojego ojca zapewnienie rodzinie odpowiedniego miejsca w towarzystwie. Pomyśl o jej koneksjach – nie tylko nie przyniosą ci chluby, ale obniżą twoją pozycję w oczach innych. Musisz też wziąć pod uwagę zachowanie jej rodziny. Wszyscy jej bliscy, oprócz panny Elizabeth, są okropni.
- Myślałem nad tym wszystkim. Nie byłem w stanie myśleć o niczym innym.
- I nadal rozważasz taki wybór?
- Darcy – ja ją kocham.
Przez chwilę Darcy nic nie mówił, w wyobraźni widział ponownie wdzięczną postać Elizabeth. W końcu zebrał siły i odpowiedział:
- Bywałeś już zakochany i znowu będziesz. Znajdziesz młodą damę, pośród swoich znajomych, która będzie odpowiednia pod względem pozycji i warta twojego uczucia.
- W tej chwili nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że mogę czuć do kogoś to, co czuję wobec panny Bennet.
- Rozumiem, co czujesz – odpowiedział Darcy mimowolnie – ale to minie i zapomnisz o niej. Pokochasz kogoś innego i twoje obecne uczucia wydadzą ci się złudzeniem.
Bingley zamyślił się na chwilę:
- Nie powiedziałeś mi jednak, jakie wrażenie wywarła dziś na tobie panna Bennet.
Darcy westchnął.
- Nie umiem ci powiedzieć, czy jest w tobie zakochana, czy też nie jest. Widać wyraźnie, że twoje atencje są przyjmowane przychylnie. Czy takie postępowanie wynika z uczuć do ciebie, czy też z pragnienia, by dobrze wyjść za mąż – tego nie wiem.
- Uważasz, że jest interesowna?
- Nie ze względu na siebie. Mam jednak podstawy, by wierzyć, że mogłaby cię poślubić dla dobra swojej rodziny. Jej matka może mieć na nią wpływ poprzez nieustanne naleganie. Uwierz, że może być pod jej wpływem i pragnąć tego ze względu na swoich bliskich. Wiesz dobrze, jak bardzo jest przywiązana do rodziny. Nie można jej wynić za taka postawę. Nawet jeśli cię nie kocha, to na pewno twoja osoba nie wzbudza w niej niechęci i nie znajdzie powodu, by odmówić ci swojej ręki. To byłoby głupio z jej strony, odrzucić cię tylko z powodu braku miłości. To, co może się wydawać interesowne z twojego punktu widzenia, jest właściwe w jej sytuacji. Jednak małżeństwo z tych powodów nie byłoby dla ciebie dobre i nie warto ryzykować pozycji rodziny, dla takiego związku.
Bingley rozważał przez chwilę w ciszy słowa swojego przyjaciela i w końcu powiedział:
- Myślisz jednak, iż istnieje możliwość, że ona mnie kocha?
- Przyznaję, że istnieje taka możliwość. Mam jednak nadzieję, że rozważysz wszystko, zanim się zdecydujesz.
Bingley zapewnił przyjaciela, że tak na pewno uczyni.


Jako ciekawostkę podam, że na forum,z którego pochodzi ten ff czytałam swego czasu bardzo ciekawe opowiadanie na temat Caroline Bingley i jej przemiany :-) Wyszła za mąż za pułkownika, wyjechała za granicę i była świadkiem bitwy pod Waterloo. Niezły był też ff z punktu widzenia Kitty - była glówną bohaterką. Rewelacyjnie to było napisane.
_________________
„But the music is broken, the words half-forgotten, the sunlight has faded, the moon grown old."
"We are star stuff. We are the universe made manifest trying to figure itself out."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.