PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 18:50
MEGAFANFIK tom III część 2
Autor Wiadomość
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 25 Cze, 2007 04:55   

Matki Przedłużonej ciasteczko drugie.

Rozdz. III, cz. 4

- Może tak jest tu na wsi, bez żadnych innych kobiet, które by z nią rywalizowały. - wtrącił Darcy - A co, gdyby takie były, albo gdybyś spotkał ją na jakimś raucie w Londynie? Lepiej jeszcze, co by było gdyby ona zjawiła się w Londynie z niczym więcej niż to, co zobaczyłeś tu, w Kent? Czy szukałbyś jej towarzystwa, przedstawił rodzicom?
- Czy złożyłbym wizytę? Bezwzględnie! Zabrał do parku albo do teatru? To byłaby przyjemność! Ale co do pozostałych rzeczy, nie wątpię, że panna Bennet otrzymałaby zaproszenie do kogokolwiek z towarzystwa, choć to wymagałoby posiadania dużo lepszej pozycji niż moja, bym mógł zwrócić na nią ich uwagę. Niedobrze mi się robi na samą myśl, jak poradziłaby sobie wśród tych kotek i pingwinów, z tak małym szacunkiem, jaki by jej okazywali.
- Ale twoi rodzice, przedstawiłbyś ją? - naciskał Darcy.
- Nie wiem - przerwał Fitzwilliam - kiedy niby mieliby się spotkać? Wydaje mi się, że mógłbym wydusić od Matki zaproszenie na herbatę, ale to ukazałoby przeklętą dziwaczność mojego położenia, chyba, że miałbym w tym jakiś szczególny interes. Czego, - spojrzał odważnie na kuzyna - czego bym nie zrobił, a raczej nie mógłbym. Czy to to dawałeś mi do zrozumienia? Żebym był bardziej ostrożny? Znam swoją sytuację, Fitz. Niestety. - westchnął - Wiem, że gdyby jej pozycja była inna, oni byliby nią tak oczarowani jak ja, ale to nie ja muszę utrzymać nazwisko mojej rodziny. To zadanie należy do D'Arcy'ego i ten przywilej pierworodnego, ja mu z radością odstępuję. - zaśmiał się - No ale kuzynie, jesteś gotowy? Rosa już obeschła, włości czekają!
- Muszę cię prosić o wybaczenie, Richard - potrząsnął głową - Jednak muszę znowu odłożyć nasz wyjazd. Dowiedziałem się, że są jeszcze sprawy, które wymagają mojej obecności.
- Sprawy, Fitz! - szepnął Fitzwilliam, prawie bez tchu - A jakże, przyjrzyj się im, bo nie wydaje mi się, abym mógł wspomóc osobiście pozostałe entuzjastyczne pomysły jej wysokości. Wierzę, że następnej wiosny tak sobie wszystko ułożę, żeby być nieosiągalnym. Wystosowałbyś list do Hiszpanii, żeby złożyć Napoleonowi odpowiednie przeprosiny? No tak, domyślam się, że nie - uśmiechnął się na lekki śmiech Darcy'ego - zajmij się tymi swoimi "sprawami", a ja w tym czasie będę korzystał z dnia. Jeśli zostawię cię z nimi sam na sam, to skończysz do niedzieli?
- Mam nadzieję załatwić wszystko dziś wieczór, najwyżej do jutra - upewnił go - Idź już!
- Tak jest! - zasalutował główką laseczki Fitzwilliam - A gdybym spotkał uroczą pannę Bennet, masz jakieś zalecenia, sir?
- Nie pozwalaj sobie na zbytnie uwielbienie - niezdolny uchronić się przed ostrym tonem głosu, Darcy spojrzał na bok, a po uspokojeniu oddechu, kontynuował - i przekaż jej najlepsze życzenia miłego dnia.
- Zrobione, staruszku! - Fitzwilliam wydawał się nie czuć urazy - zdam relację z jej odpowiedzi po powrocie - rzucił przez ramię i w drzwiach dodał - Powodzenia w twoich "sprawach" Fitz i udanego polowania, dla mnie!
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Dione 
wiosenna(?) depresja



Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 785
Skąd: Olsztyn
Wysłany: Pon 25 Cze, 2007 12:11   

Czarna godzina się zbliża.....

A tak dodatkowo, to mam sprawę. Nabyłam sobie tekst Pamelki z Touchstone'a z 2007. I widzę różnice. Kochane Tłumaczki, czy Wy macie rękopis jeszcze przed wydaniem? Na razie jestem przy tomie ostatnim (zaczęłam od miejsca, do którego doszło tłumaczenie, a potem zaczęłam trzeci tom od początku). Tak krytykowany fragment (bo ta sama akcja po raz drugi już nie bawi), gdy Darcy i Lizzy są w kościele w Rosings ubrani w te same kolory (za co potem Fletcherowi się dostało), został usunięty w moim wydaniu. Kartkowałam kilka razy i nie znalazłam. Nie ma też fragmentu, gdy Darcy z ukrycia obserwuje Lizzy zajmującą się drobiem pani Collins. Jest tylko opisane jak wychodzi z Rosings z głową pełną Lizzy, a potem jak spotyka ją na ścieżce. Chyba ktoś powiedział Pamelce, że karmienie kur trąci naszym "Panem Tadkiem" i Zosią w bieliźnie.
Wygląda na to, że niektóre miejsca zostały przez Pamelkę, albo jej wydawcę, poprawione.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pon 25 Cze, 2007 12:27   

To, co my tłumaczymy, to jest pierwotna wersja fanfika, która ukazywała się fragmentami w internecie na stronie http://crownhillwriters.com/AUS/index.html.
Ta treść faktycznie różni się od tego, co ostatecznie ukazało się w wersji książkowej. W książce nie ma m.in. drugiej sceny "przebierankowej" i Darcy'owego snu o balu w Pemberley. Za to w internecie nie ma zakończenia. :-P
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
1agawa 



Dołączyła: 07 Mar 2007
Posty: 48
Wysłany: Pon 25 Cze, 2007 23:21   

Maryann napisał/a:
Fitzwilliam - A gdybym spotkał uroczą pannę Bennet, masz jakieś zalecenia, sir?
Może powinien poprosić kuzyna, by ten oświadczył się w jego imieniu? :confused3:
Cytat:
[Darcy] przekaż jej najlepsze życzenia miłego dnia.
Nie ma wspominać, że Darcy zostaje dłużej? I jest jakiś niewyraźny? :paddotylu:
Cytat:
- Zrobione, staruszku! - Fitzwilliam wydawał się nie czuć urazy - zdam relację z jej odpowiedzi po powrocie - rzucił przez ramię i w drzwiach dodał - Powodzenia w twoich "sprawach" Fitz i udanego polowania, dla mnie!
STARUSZKU :mysle:
Jaką znowu relację :co_stracilam:
Chyba jest dla mnie za późno, jutro jeszcze raz przeczytam.
_________________
Aga
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 26 Cze, 2007 04:58   

No to sprawdźmy, co też nasz dżentelmen miał do załatwienia...
Alison po raz trzeci.

Rozdz. III, cz. 5

Darcy ruszył do drzwi, które Fitzwilliam zostawił niedomknięte i słuchał jak odgłos pełnych entuzjazmu kroków zanika gdzieś w domu. Niedługo potem, ciężkie drzwi zatrzasnęły się, wiedział więc, że Richard w końcu bezpiecznie wyszedł. Lady Catherine wcześniej wyszła z misją zakłócenia życia swoim sąsiadom, miał więc mniej lub bardziej, całe Rosings dla siebie, tak jak się spodziewał.
Dopadło go rosnące podekscytowanie, kiedy spacerował spokojnie, lecz szybko. Przemierzał korytarze i schody do salonu, w którym w końcu się zamknął. Wolno odwrócił się od drzwi i ruszył na środek, przyglądając się pokojowi. To tutaj przyjmowali gości z plebanii, to tutaj powita ją zaledwie za kilka godzin. Jego wzrok prześlizgnął się po sprzętach w pokoju, po miejscu, gdzie ustawione były krzesła, kanapa i pianoforte. Nic nie mogło go odwieść od celu, więc gdzie, jeśli nie tu?
Przeszedł przez pokój i otworzył drzwi na korytarz, prowadzący do holu, spojrzał najpierw w prawo, potem w lewo. W myślach odliczając kolejne drzwi, w każdym z kierunków.
"Constable!"* - Darcy poszedł na lewo, minął kilkoro drzwi Błękitnego Salonu. Otwierając drzwi, skierował nagle oczy na ładne proporcje pejzażu, który dominował w pokoju. "Tak, pokażę pejzaż Constable'a! Ona na pewno zgodzi się go obejrzeć, a wtedy..." Rozejrzał się wokół. Wszystko było w porządku i ładnie, ale nie mógł nic poradzić, na potrzebę wsparcia jakiego udzieliłoby mu znajome otoczenie Pemberley, gdyby było sceną dla jego oświadczyn. Szukał wygodnego fotela i kanapy ustawionej tak by wyeksponować obrazkowy widok ogrodu, ale kiedy przysunął się do nich, jego ciało, napływem nerwowej energii, która zmuszała go do chodzenia po salonie, zaprotestowało przeciwko takiemu spokojowi.
To była już tylko kwestia godzin! Kwestia tylko paru godzin! Obie perspektywy zawierały po równo oczekiwania, jak i przerażenia, więc modlił się chodząc tam i z powrotem. Słowa Richarda także były pojedynkiem odwagi i ostrzeżenia, że on zdawał sobie sprawę z wyższości Elizabeth, ale studził swoją uwagę realiami świata, w którym żyli. Możliwe, że mógłby go wesprzeć, ale Darcy nie miał złudzeń, że nie byłoby to bez zastrzeżeń. "Dlaczego to musi być takie trudne?" - wyrzekał niebiosom. Zatrzymując się przed francuskimi drzwiami, które były otwarte do ogrodu, gapił się na niego niewidzącym wzrokiem. Całe życie był osobą obowiązkową i wychodził obowiązkom naprzeciw bez rozmyślania czy skargi. Tylko tutaj, w tych desperacko ważnych okolicznościach chciał odwlec to, co się miało stać. Jego potrzeba szczęścia... potrzebował miłości. Potrzebował... Elizabeth! Nagle jej obraz stanął mu przed oczami, uśmiechała się w ten doprowadzający do szaleństwa sposób, jej oczy wypełniały mu myśli i głęboko zapadły w serce.
*******

- Tak mi przykro, Fitz! Całkiem wyleciało mi z głowy - Fitzwilliam zrobił skruszoną minę na widok zdenerwowania Darcy'ego, że spędził godzinę w towarzystwie Elizabeth i zapomniał przekazać jej jego pozdrowienia - Ale rozmawialiśmy o tobie, to chyba bardzo ładnie, nieprawdaż? - zaofiarował zamiast przeprosin, kiedy wchodzili po schodach.
- Głupi łotr! Nic w tym nie ma ładnego - odpowiedział Darcy.
- Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu - wyszczerzył się w uśmiechu Richard - Och, daj spokój, Fitz! La Bennet już wkrótce tu będzie, więc będziesz mógł osobiście spełnić wszystkie swoje życzenia. Chociaż przyjmij ostrzeżenie: będzie absolutnie wymagane, żebyś otworzył usta.
Darcy rzucił kuzynowi mordercze spojrzenie i pospieszył przodem po schodach, tak szybko jak się tylko dało. Mówiła coś o nim? Niemal stracił całą odwagę na samą myśl co mogła powiedzieć Richard'owi, ale nie śmiał zapytać, nie w tych okolicznościach. Jeśli Richard złapał najmniejsze napomknienie o tym, co on zamierzał dziś wieczór, będzie miał obserwatora każdego swojego ruchu.
Nie był wystarczająco opanowany pod zaniepokojonym wzrokiem Fletcher'a ubierającego go na ten wieczór. Żaden z nich się nie odzywał, wystarczająco niezwykły stan rzeczy, ale za to każdy element jego ubioru został naciągnięty i zapięty z największą precyzją. Jego ciemnoszare spodnie były z lekka dopasowane, tak jak elegancka perłowa kamizelka. Stanowczo odmówił zawiązania sobie Roquet'a, ale węzeł, który Fletcher mu doradził i tak był nie mniej niewygodnym dziełem sztuki. Lokaj zaprezentował mu wtedy jego surdut, pomagając mu wciągnąć go na ramiona z największą pieczołowitością , tak by ochronić wspaniale odprasowane szwy. Wtedy wszystko było gotowe, a podwójne guziki na wysokości jego klatki piersiowej zapięte tak ciasno, że ledwie mógł odetchnąć! Potem Fletcher podał mu zegarek i dewizkę do niego, obserwując każdy ruch tych atrybutów męskości, oraz podążając za nimi nie z jedną, ale z dwoma chusteczkami.
_______________________________
*John Constable (1776-1837) - angielski pejzażysta , tworzący na początku XIX wieku, po połowie wieku pozostający pod wpływem Impresjonistów.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Ania1956 



Dołączyła: 01 Gru 2006
Posty: 857
Skąd: opolszczyzna
Wysłany: Wto 26 Cze, 2007 10:10   

:-( no niech się w końcu oświadczy!!! atmosfera się oczyści ,a tak to się czeka i czeka napięcie sięga zenitu, cisnienie rośnie przy każdej nowej stronie i nic. :zalamka: tylko jakieś drzewka, kwiatki, trawka, kamizelki, portki, wiązania pod szyją :lol:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Wto 26 Cze, 2007 11:49   

Czas i miejsce akcji już wybrane... Strój galowy przywdziany... Nawet dwie chusteczki są...

Ależ będzie piękna katastrofa... :?
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Sro 27 Cze, 2007 08:13   

Rozdział III, cz.6

- Dwie, Fletcher? – spytał przełamując nienaturalną ciszę.
- Tak, proszę pana – odpowiedział Fletcher nieśmiało. – Jedna dla pana, a druga dla damy, gdyby jej potrzebowała.
Wziął kwadraty z holenderskiego lnu i nie mówiąc nic więcej szybko włożył je do kieszeni, zastanawiając się skąd Fletcher wiedział o takich rzeczach. Gdy był wreszcie gotów, lokaj odprowadził go do drzwi, otworzył je i ukłonił się mówiąc:
- Życzę panu miłego wieczoru, panie Darcy.
- Dziękuję, Fletcher – odpowiedział z powagą, dopiero wtedy Fletcher spojrzał mu przez chwilę prosto w oczy.
- Do usług, proszę pana – odpowiedział cicho i gdy Darcy się ukłonił, zamknął drzwi.
Darcy był na schodach dwa kroki przed swoim kuzynem, odwrócił się w prawo w stronę hallu i skierował do salonu. Już prawie czas!
Lady Catherine już tam była, siedziała w swoim wielkim fotelu na końcu pokoju, Anne i pani Jenkinson zajmowały miejsca na kanapce w pobliżu.
- Darcy – zawołała ciotka, gdy tylko go zobaczyła – musisz to usłyszeć, choć ciężko ci będzie w to uwierzyć, jestem pewna!
- Tak? – ukłonił się, ale nie usiadł na miejscu, które mu wskazała.
- Jednemu z wieśniaków… Fitzwilliam ty też musisz to usłyszeć, jednemu z moich wieśniaków przyszło do głowy napisać do gminy! Wszyscy w Hunsford już o tym wiedzą.
- Nieszczęsny człowiek musi być w wielkiej potrzebie – wykrzyknął Fitzwilliam i został za to obdarzony lodowatym spojrzeniem Lady Catherine.
- Nie może być w wielkiej potrzebie! – osądziła lady Catherine. – Jest jednym z moich wieśniaków, więc niemożliwe, żeby mu czegoś brakowało. Powiedziałam mu to w poprzednim kwartale, gdy zarządca pokazał mi prośbę tego człowieka o darowanie czynszu „To z braku pracowitości, a nie dobroczynności jesteś w tym położeniu. Jeśli daruję ci czynsz w tym kwartale, nie mam wątpliwości, że taka sama prośba wpłynie w przyszłym”.
- Nie widziałem żadnej prośby, a i zarządca nie wspominał mi, że jakaś była złożona. – wtrącił się Darcy głosem ściśniętym z irytacji. Jeśli takie sprawy ukrywano przed nim, nie mógł nic zdziałać, by ulżyć dzierżawcom ciotki, którzy nie mieli stałych dochodów zanim ich sytuacja stawała się dramatyczna.
- Oczywiście, że nie widziałeś! Czy miałam ścierpieć taką plamę na nazwisku de Bourgh z powodu lenistwa jednego człowieka? Z pewnością nie! – oznajmiła lady Catherine gorączkowo.
- Teraz jest to nie do uniknięcia – powiedział Darcy tonem głębokiej dezaprobaty. – Ten człowiek był zmuszony zgłosić się do gminy i jak sama, pani, powiedziałaś, wszyscy o tym wiedzą. Kim jest ten człowiek?
Przez pełne trzydzieści sekund, jak powiedział mu później Richard, Darcy w ciszy znosił spojrzenie lady Catherine domagając się odpowiedzi, przerwał to dopiero okrzyk pani Jenkins do Anne, by się „nie denerwowała i położyła na chwilę”. Na te słowa lady Catherine przerwała pojedynek i spojrzała na córkę, do niego powiedziała krótko:
- Broadbelt… Rosings Hill – a potem zażądała wyjaśnień od towarzyszki córki.
Troska o Anne także Darcy’ego przyciągnęła do kanapki, ale kiedy schylił się, by spytać, czy może w czymś pomóc, Anne spojrzała mu prosto w twarz i, ku jego zdziwieniu, puściła do niego oczko. Przez chwilę zdumiony, szybko pokrył swoją reakcję przybierając spokojny wyraz twarzy i kiwnął głową ze zrozumieniem. Najwyraźniej w jego kuzynce kryło się więcej niż zdołał odkryć w trakcie tej niezwykłej wizyty w Kent.
- Kolejne „sprawy” dla ciebie, obawiam się – Fitzwilliam dołączył do niego w znacznej odległości od niespokojnego zgromadzenia wokół kanapki.
- Bez wątpienia – odpowiedział. – Domyślałem się, o kogo chodziło. Ten człowiek ma najgorsze ziemie w całym majątku i, co gorsza, dużą rodzinę i wielkie ambicje. Stara się posłać do szkoły wszystkich obiecujących synów, ma więc zmęczonych uczniów i wyczerpanych robotników.
- I mniejsze dochody – Fitzwilliam potrząsnął głową. – Będzie musiał zatrzymać ich w domu.
- Zatrzymuje, są w szkole tylko poza sezonem, ale zmusza ich do nauki nocami. To przez tę działkę. Ziemia jest naprawdę kiepska.
- Co można zrobić?
Darcy westchnął.
- Jutro pomówię z zarządcą.
Przypomniały mu się niedzielne wizyty, do których nakłoniła go Georgiana tej zimy, nie mógł się nie uśmiechnąć na myśl, do jakiego wybuchu kobiecego oburzenia typowego dla Darcych, taka sprawa by ją doprowadziła. Obserwując, czym zajmowała się w Pemberley, łatwo mógł zgadnąć, jak uważałaby za stosowne pomóc. Przyjrzy się temu… jutro.
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 07:42   

Po wczorajszej przymusowej przerwie...

Rozdział III, cz.7

Na dźwięk otwieranych drzwi salonu Darcy gwałtownie wyprostował się, dreszcz podniecenia i paniki przebiegł mu po plecach. Elizabeth! Węzeł krawata stał się nagle nieznośnie ciasny, sięgnął, by go w miarę możliwości poluzować i odwrócił się, by powitać przybyłych. Stary kamerdyner zaanonsował gości lady Catherine podniesionym głosem osoby, która traci słuch.
- Wielebny pan Collins i pani Collins, proszę wielmożnej pani.
Collinsowie ukłonili się, Darcy skłonił się zdawkowo wypatrując Elizabeth w ciemnym wejściu.
- Panna Lucas.
Mała panna Lucas, niepewna jak zawsze, dygnęła szybciutko i odsunęła się na bok. Drzwi zamknęły się za nią.
„Gdzie jest Elizabeth!” Darcy patrzył na zamknięte drzwi z niedowierzaniem. „Nie przyszła? Jak to? Dlaczego mogła nie przyjść?” Przez chwilę nie mógł się ruszyć tylko patrzył na kłopotliwe wejście.
- Fitz? – pytający głos Richarda wyrwał go z transu. Ignorując kuzyna, Darcy skierował się do zgromadzenia gości i gospodarzy zamierzając odciągnąć Collinsa na bok i zmusić go do udzielenia wyjaśnień, kiedy lady Catherine nieświadomie go uprzedziła.
- Panie Collins – zapytała natarczywie – gdzie jest panna Elizabeth Bennet?
- Proszę o wybaczenie wielmożna pani, panna Bennet była ogromnie strapiona nie mogąc przyjąć tego wieczoru honoru, jakim jest zaproszenie wielmożnej pani. Z wielkim żalem…
- Dlaczego, panie Collins, dlaczego jej tutaj nie ma! – przerwała mu lady Catherine.
- Panna Bennet cierpi na ogromny ból głowy, wielmożna pani – pani Collins dygnęła wtrącając się do rozmowy. – Prosi o wybaczenie, że nie będzie jej tego wieczoru.
- Ból głowy! – reszta opinii lady Catherine o bólach głowy ominęła Darcy’ego, gdy odwrócił się zakłopotany. Jest chora! To była krytyczna sytuacja, której nie przewidział. Chora? Richard nic nie mówił, by wydawała się chora tego popołudnia.
- Przeklęty pech! – kuzyn dołączył do niego przy oknie. – Zamiast cieszyć się obecnością La Bennet, musimy znosić Le Collins! To dziwne… nie wydawała się chora dziś po południu.
- Jaka się wydawała? – Darcy nie mógł się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
- Zamyślona, odrobinę przygnębiona może – odpowiedział. Potem się zaśmiał – W końcu rozmawialiśmy o tobie.
Żart Richarda zmusił Darcy’ego do skupienia się. Rozmawiała o nim! Wiedziała, że został tylko jeden dzień do jego wyjazdu z Kent. Czyżby niepokoiła się, że zwlekał? Czyżby udając chorobę stwarzała mu okazję?
Pomysł nie był od rzeczy. Wszystko możliwe… Z drugiej strony, naprawdę mogła być chora. Myślał o niej, czekającej z nadzieją lub rezygnacją i podjął decyzję. W każdym razie, niemożliwym było, by nie poszedł do niej natychmiast!
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 07:44   

Napięcie rośnie, nerwy na skraju wytrzymałości :D

Rozdział III, cz.8

Bez słowa, obrócił się na pięcie i odszedł od okna. Kierując się do drzwi zignorował Richarda, który w końcu stanął mu na drodze i chwycił go za ramię.
- Fitz! Dokąd idziesz? – syknął. – Nie możesz tak po prostu wyjść.
- Odsuń się – odparł Darcy spokojnie, ale rozkazująco. Nie będzie znosił dalszej zwłoki ani dyskusji.
- Fitz! Co robisz?
- Wiem, co robię – strząsnął zatrzymujące go ramię Richarda. – Przeproś w moim imieniu lady Catherine i Collinsów… albo zrób jak uważasz! Nie obchodzi mnie już, co pomyśli o moich manierach! – powiedział wyzywająco kuzynowi i tak samo jak on przybrał nieugięty wyraz twarzy.
Ręka Fitzwilliama opadła, odpowiedział ze zrozumieniem:
- Rób, jak uważasz w takim razie i niech Bóg będzie z tobą, kuzynie!
Odpowiadając tylko krótkim skinieniem, Darcy wyminął Fitzwilliama, otworzył drzwi i szybkim krokiem przemierzył hall. Wszedł po schodach biorąc po dwa i trzy na raz, na korytarz prowadzący do jego sypialni wpadł niemal biegiem. Fletcher musiał usłyszeć, że nadchodzi, bo drzwi do jego pokoju zostały bezceremonialnie otwarte tuż przed jego nosem.
- Panie Darcy! – wykrzyknął Fletcher szeroko otwierając oczy na widok zmienionej twarzy swojego pana.
- Fletcher, mój płaszcz i kapelusz, natychmiast!
Fletcher nie powiedział ani słowa, pospieszył do garderoby, by przynieść rzeczy, których Darcy zażądał zostawiając go w uporządkowanym pokoju. Nie przyszła! Darcy przemierzał pokój wzdłuż i wszerz. Im dłużej rozmyślał nad tym niezwykłym faktem, tym prostsze wydawało mu się jego znaczenie. Powstrzymała go przed błędem oświadczenia się w niestosownym miejscu, w końcu co robił, trzymał się z dala od niej, bez możliwości porozumienia się przez cały dzień! Prawdopodobnie oczekiwała go, a zamiast tego jego nieobecność zdziwiła ją, albo ostatecznie przekonała. To byłoby podobne do Elizabeth, działać tak, by doprowadzić między nimi do rozstrzygnięcia. Ich potyczki w Netherfield i ostatnio w Rosings, powinny były go tego nauczyć!
Kroki Fletchera przywołały Darcy’ego do porządku.
- Proszę pana – trzymał wyciągnięty jego szary prochowiec. Chwycił za rękawy i wciągnął go na ramiona zanim Fletcher zdążył mu pomóc. – Pana rękawiczki. – Darcy naciągnął je i sięgnął po kapelusz, wyrwał go Fletcherowi z ręki i wcisnął pod ramię kierując się do drzwi.
- Fletcher – zatrzymał się w drzwiach i odwrócił do lokaja – gdyby ktokolwiek pytał…
- Był pan pilnie wezwany – dodał gładko Fletcher. – I nie wróci pan wcześniej niż…?
Darcy skinął z uznaniem dla przenikliwości lokaja.
- Za godzinę – rozważył różne możliwości. – Za kilka godzin. – dodał wygładzając rękawiczki. – Może dłużej.
- Dobrze, proszę pana – dopowiedział Fletcher, jego pewny, wyćwiczony głos zadziałał uspokajająco na rozbiegane myśli Darcy’ego. Długimi krokami przemierzył hall, ale u szczytu schodów zatrzymał się. Jeśli zejdzie głównymi schodami ryzykuje, że natrafi na Richarda albo zostanie wytropiony przez jednego ze służących wysłanego za nim przez lady Catherine. Odwrócił się, cofnął do schodów używanych przez służbę. Ostatnio przemierzał te niskie, ciemne korytarze używane dyskretnie przez przez służbę będąc małym chłopcem, ale z pewnością pamięta drogę!
- Darcy? – głos Fitzwilliama odbił się echem na schodach. Nie miał wyboru. Po chwili był po drugiej stronie drzwi i schodził po schodach dla służby omijając kilka pokojówek idących do sypialni ze stertą prześcieradeł i ręczników. Korytarz dla służby był pusty – na szczęście! Darcy wszedł do niskiego, długiego pomieszczenia szukając drzwi prowadzących na zewnątrz. Nie znajdując ich, przeszedł przez pokój, znalazł krótki korytarz po drugiej stronie i upragnione wyjście.
 
 
Marija 



Dołączyła: 15 Wrz 2006
Posty: 5614
Skąd: woj. dolnośląskie
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 07:47   

Czemu kuzyn mówił do pan Darcy per "Darcy"? Ja nie wołam do kuzyna "e, Kowalski" :roll: ...
 
 
izek 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 730
Skąd: z Pieluchowa :)
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 08:16   

Maryann napisał/a:
Caroline napisał/a:
Czyżby udając chorobę stwarzała mu okazję?
Pomysł nie był od rzeczy. Wszystko możliwe…

Ot i wymyślił...


Chyba jest przekonany o istnieniu tajnego porozumienia ich dusz :wink:
 
 
bezpaznokcianka 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 508
Skąd: Liverpool
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 08:18   

Marija napisał/a:
Czemu kuzyn mówił do pan Darcy per "Darcy"? Ja nie wołam do kuzyna "e, Kowalski" :roll: ...

a co miał wołać "Fitzwilliam"? to z kolei jego nazwisko :roll:
 
 
Marija 



Dołączyła: 15 Wrz 2006
Posty: 5614
Skąd: woj. dolnośląskie
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 09:13   

bezpaznokcianka napisał/a:
Marija napisał/a:
Czemu kuzyn mówił do pan Darcy per "Darcy"? Ja nie wołam do kuzyna "e, Kowalski" :roll: ...

a co miał wołać "Fitzwilliam"? to z kolei jego nazwisko :roll:
Czyli że wraca kwestia "jak pan Darcy miał na imię" :mrgreen: . Wyjdzie, że nie miał, biedactwo, same nazwiska po przodkach...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 09:29   

Marija napisał/a:
Czemu kuzyn mówił do pan Darcy per "Darcy"?

Z tego samego powodu, dla którego mówili "Bingley", a nie "Charles", i "Wickham", a nie "George"... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Nellie 
Queen Susan



Dołączyła: 11 Cze 2007
Posty: 101
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 09:30   

O! To Fitzwilliam to nazwisko? Ja byłam przekonana, że imię! Przecież podpisjąc swój list do Elizabeth, pan Darcy napisał "Fitzwilliam Darcy"...?
_________________
"Im bardziej będziesz rosła, tym bardziej będę dla ciebie większy..." Aslan
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 09:34   

Fitzwilliam to panieńskie nazwisko matki Darcy'ego i jednocześnie jego imię - tak samo, jak w "Ani z Zielonego Wzgórza" z jej synem Shirleyem.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Dione 
wiosenna(?) depresja



Dołączyła: 28 Wrz 2006
Posty: 785
Skąd: Olsztyn
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 09:36   

Na poczatek powiem: nie wiem kogo kocham, ale chołdy temu kto dołożył te przecudniaste emotki :kwiatki_wyciaga:

Ja się ciagle nie mogę nadziwić, jak Darcy mógł tak bezkrytycznie podchodzić do swoich wyobrażeń. No rozumiem, że skoro był tak "wielkim panem", to mógł sądzić, ze Lizzy nie będzie mogła mu odmówić. Ale czemu nie brał pod uwagę, że go nie kocha? I że w takim przypadku nawet gdyby zgodziła się go poślubić, to nie wróży to dobrze "jego" przyszłemu szczęściu? :excited: Miłość chyba totalnie odbiera zdolność logicznego myślenia.
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 15:45   

Caroline napisał/a:
Po wczorajszej przymusowej przerwie...

A ja się zastanawiałam ską hojność dwóch kawałków :mrgreen:

Caroline napisał/a:
W każdym razie, niemożliwym było, by nie poszedł do niej natychmiast!

Odwrócił się, cofnął do schodów używanych przez służbę.

wow :paddotylu: nareszcie wiemy jak impertynencko opuścił Rosing :oklaski:

Caroline napisał/a:
- Fletcher, mój płaszcz i kapelusz, natychmiast!
Fletcher nie powiedział ani słowa, pospieszył do garderoby, by przynieść rzeczy, których Darcy zażądał zostawiając go w uporządkowanym pokoju.

A...dodatkowe chusteczki?...
btw, po co damie jego chusteczka? ma klękać przed nim (keira całowała po rękach...) Czy też będzie obficie płakać ze wzruszenia?
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 15:48   

Dione napisał/a:
Ja się ciagle nie mogę nadziwić, jak Darcy mógł tak bezkrytycznie podchodzić do swoich wyobrażeń. No rozumiem, że skoro był tak "wielkim panem", to mógł sądzić, ze Lizzy nie będzie mogła mu odmówić. Ale czemu nie brał pod uwagę, że go nie kocha? I że w takim przypadku nawet gdyby zgodziła się go poślubić, to nie wróży to dobrze "jego" przyszłemu szczęściu? :excited: Miłość chyba totalnie odbiera zdolność logicznego myślenia.

Gdyby brał pod uwagę, to by się wcale nie oświadczył, ani za pierwszym, ani za drugim razem :rumieniec:
i nie wiem, czy już pisałam -Darcy tak żałował, że to nie Pemberly będzie świadkiem jego oświadczyn - ani razu nie miął tego szczęścia, biedaczek :mrgreen:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 29 Cze, 2007 15:52   

Ale to właśnie w Pemberley Lizzy po raz pierwszy spojrzała na niego przychylniejszym okiem. :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Sob 30 Cze, 2007 06:33   

I już jest w ogródku...

Rozdział III część 9

Oddaliwszy się trochę od Rosings Darcy zatrzymał się i spojrzał na dwór, który tak pośpiesznie opuścił. Richard pewnie wątpi, czy on jest przy zdrowych zmysłach ! Zastanawia się, dokąd on poszedł i z początku był zaniepokojony. Ale przecież życzył mu błogosławieństwa niebios, nieprawdaż ? Kiedy przyjdzie czas, kiedy przyprowadzi Elizabeth jako swoją przyszłą żonę, Richard go poprze. Jej wysokość, cóż… Jej wysokość , ze swoim absurdalnym pomysłem, że on jest przyrzeczony Annie, na widok nagłej i bezpośredniej przeszkody zasypie go gradem wymówek. Jej oburzenie na jego wybór będzie wielkie i dobrze podsycane zawodem z niespełnienia długo hołubionych planów. Zastanowił się raz jeszcze nad swym pragnieniem, żeby przyprowadzić Elizabeth tego wieczora do Rosings. Lepiej będzie nie narażać jej na gniew ciotki, aż nie zamilknie na temat jego wyboru żony. Jego żony ! Ostrze pragnienia, które zmusiło go do opuszczenia Rosings, złagodniało na radość, jaką ta myśl przyniosła. Darcy odwrócił się i spojrzał w kierunku Hunsford. Tam znajdowała się jego przyszłość, jego pomyślność, pociecha wszystkich w Pemberley. Nadszedł czas, żeby to zdobyć !
Ruszył zdecydowanym krokiem i szybko pokonał dystans dzielący go od zagajnika. Powietrze pod drzewami było chłodne, a gdy tak szedł pod ich osłoną, pamięć spacerów z Elizabeth przywołała mu na usta tajemniczy uśmiech. Wkrótce… Wkrótce ona będzie jego ! Ta myśl rozgrzewała go, gdy szedł przez zagajnik, ale gdy wyszedł na ścieżkę prowadzącą do wsi, zwolnił kroku. Żeby zdobyć gorąco upragnioną kobietę, trzeba się jeszcze oświadczyć. Chociaż wiedział, że może polegać na jej zrozumieniu, wiedział też, że musi powiedzieć właściwe słowa. W otoczeniu znajomej wspaniałości Rosings przemówienie, które przygotował było odpowiednie. Teraz te wyrażenia i uczucia, do których nawiązywały, całkowicie stosowne w powadze Błękitnego Salonu i przed wspaniałym krajobrazem Constable’a, wydały mu się zbyt wielkie i wyszukane do skromnego saloniku na probostwie. Nie chciał się wydać głupcem w najbardziej uroczystej chwili w swoim życiu.
Wciąż możesz wrócić ! Głos obowiązku odezwał się szybko, gdy szedł przez wieś, ale Darcy wiedział, że to kłamstwo. Nie mógłby zawrócić, tak samo, jak nie mógł latać. Ale pokrywa, która – jak myślał – szczelnie przykrywała niezliczone zastrzeżenia, otworzyła się szeroko na ostrzeżenia i oskarżenia, że przynosi niesławę swojemu nazwisku i swojej rodzinie – co słusznie można mu było zarzucić – rzucane na niego z gwałtownością tłumionej furii. Wydarzenia na balu w Netherfield, zniewagi i impertynencje, których stał się obiektem, okropne zachowanie i brak przyzwoitości, których był świadkiem – wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Ogrom tego, co zamierzał zrobić, przerażał go nawet w chwili, gdy dotarł do bramy probostwa. Położył dłoń na klamce i zatrzymał się. Tu, zaledwie kilka dni wcześniej, poznał swoje serce i w końcu wyznał przed sobą samym iluzję kompletności bez Elizabeth. Popatrzył na drzwi na końcu ścieżki. Wszystko, czego pragnął, wszystko, czego najbardziej pożądał, było przed nim. Powoli nacisnął klamkę.
- Do panny Elizabeth Bennet – polecił wybałuszającej oczy służącej, która otworzyła drzwi na jego dzwonek.
Szybko i bez ceremonii wprowadzono go do frontowego hallu. Pokojówka rzuciła mu niezgrabny ukłon i wymamrotała coś o salonie na górze. Rozumiejąc, że to tam znajdzie Elizabeth, skinął głową i odsunął się przepuszczając ją przodem. Dźwięk ich butów na schodach brzmiał głośno w jego uszach, prawie tak, jak tego dnia, kiedy przyszedł i zaskoczył ją samą. Oczywiście, teraz wiedział, że jest sama, ale cisza panująca w domu uderzyła go tak, jak oddech wstrzymywany przed nadejściem długo oczekiwanych wieści. Szczęk naczyń, zamykanie drzwi, jakikolwiek domowy dźwięk byłby mile widzianą odmianą od bicia jego serca i dręczących wątpliwości, które tętniły w jego umyśle. Dotarł do drzwi salonu, przystanął na moment żeby zdjąć rękawiczki i zrobić daremny wysiłek, żeby wziąć się w garść, podczas gdy służąca pukała do drzwi i zapowiadała go. Potem, z kapeluszem pod pachą i sercem gwałtownie walącym w piersi, wszedł do pokoju.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
Ostatnio zmieniony przez Maryann Sob 30 Cze, 2007 12:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Ania1956 



Dołączyła: 01 Gru 2006
Posty: 857
Skąd: opolszczyzna
Wysłany: Sob 30 Cze, 2007 06:52   

Wstęp zrobiony, tylko proszę :lol: oświdczyny w jednym kawałku :serce2: moje serce nie wytrzyma dłużej. :wink:
 
 
Narya 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 493
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 30 Cze, 2007 08:45   

Och jej - zdążę jeszcze oświadczyny przeczytać przed wyjazdem :banan: Nie mogę się doczekać.
 
 
Ulka 



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 693
Skąd: Łódź
Wysłany: Sob 30 Cze, 2007 09:05   

Narya napisał/a:
Och jej - zdążę jeszcze oświadczyny przeczytać przed wyjazdem

Nareszcie :lol: choć pewnie jeszcze wiele kłębiących się w Darcinej głowie myśli przed nami :wink:
Maryann napisał/a:
Nadszedł czas, żeby to zdobyć !

Do boju! :cheerleader2:
zaraz zaraz jakie do boju, co to za bój gdy jest się na 200% pewnym wygranej? :zalamka:
_________________
"...aż dotąd
i dalej niż dotąd."
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.