PLIKI COOKIES  | Szukaj  | Użytkownicy  | Grupy  | Profil  | Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  | Zaloguj
Rejestracja  | Zaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Gosia
Sob 08 Mar, 2008 18:50
Megafanfik - odsłona III
Autor Wiadomość
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Czw 08 Mar, 2007 17:23   

- Mój młodszy syn, Titus, jest na uniwersytecie, sir. Przyjęto go do Trinity w zeszłym roku dzięki dofinansowaniu przez przyjaciela jego zmarłego ojca. Roman, mój starszy syn, już skończył i jest wikarym w Weston-super-Mare.

Z tego co wiem, to z reguły damy do towarzystwa i guwernantki były osobami samotnymi. Pani A. zaś nie zamieszkała wraz z synem-wikarym, a podjęła się pracy ?
Czy tak rzeczywiście się zdarzało ?


Alison, jeden kwiatek w podziękowaniu za ciasteczko, a drugi :kwiatek: , by przegonić myśli złe :wink:
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 09:46   

Rozdział VI cz.4

- Przynajmniej tyle mogę dla pani zrobić, pani Annesley – Darcy powstał z krzesła i podszedł do okna, ruchliwość twarzy zdradzała, że szuka najlepszego sposobu, w jaki mógłby poprowadzić rozmowę, żeby zawiodła go do wybranego celu.
- Jestem pani dłużnikiem. Moja siostra… - na wspomnienie radosnego powrotu do domu poczuł ucisk w gardle. Zaczął znowu:
- Moja siostra jest cudownie odmieniona, ledwie mogę w to uwierzyć! Wie pani, jaka była, kiedy przyjechała pani do Pemberley, taka załamana… - odwrócił się do okna postanawiając zachować godność – Ale nawet przed tą okropną sprawą była nieśmiała i zamknięta w sobie. Tylko poprzez muzykę wyrażała się swobodnie. A teraz! – zwrócił się do jej rozumiejącego spojrzenia. – Jak pani tego dokonała?
Skupiał wzrok na niej próbując przywrócić swemu głosowi pewność.
- Mój kuzyn i ja robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, wszystko, co przychodziło nam do głowy, by wróciła do siebie, ale na próżno. Pani się udało tam, gdzie my ponieśliśmy klęskę, chciałbym wiedzieć jak!
Dama nie odpowiedziała od razu, ale współczujący wyraz jej twarzy upewnił go, że nie uraziły jej władcze słowa.
- Szanowny panie – zaczęła cicho – jestem pewna, że robił pan co mógł, by pomóc pannie Darcy. Ale proszę pana, jej smutek był głęboki, głębszy niż pan myśli, głębszy niż był pan w stanie pojąć. Nie powinien pan źle siebie oceniać, ani swoich wysiłków.
Darcy wstrzymał oddech z zaskoczenia. Jak zdołała odczytać jego myśli tak trafnie? Ale natychmiast po zaskoczeniu pojawiła się głęboka uraza. Jakim prawem ona traktuje go protekcjonalnie. Nie w jego mocy! Z tego wynika, że w jej owszem! Uniósł się stając nad małą siedzącą kobietą.
- W takim razie muszę zapytać za sprawą jakich mocy sięgnęła pani do wielkich pokładów smutku mojej siostry i wydobyła ją z nich? – odparł sztywno z szyderczym uśmiechem – Czy między torebkami i kapeluszami panny Darcy znajdą się eliksiry i zaklęcia?
Pani Annesley otworzyła szeroko oczy słysząc jego ton, ale pewność siebie nie opuściła jej, wytrzymała jego twarde spojrzenie, ale nie jego arogancję.
- Nie, proszę pana, żadnej z tych rzeczy pan nie znajdzie – odpowiedziała pewnie – Ludzkiego serca nie da się tak łatwo opanować.
Twarz Darcy’ego pociemniała, zmarszczył brwi z niechęcią.
- Mówi pani o jej uczuciach do… - zawahał się a potem wydusił słowa - … tego uwodziciela?
Dama nie cofnęła się przed jego szczerością, ale odpowiedziała podobnie.
- Nie, panie Darcy. Melancholia panny Darcy nigdy nie wynikała z miłosnej tęsknoty za mężczyzną. Kiedy odkrył ich pan w Ramsgate i spotkał się z panem Wickhamem, pannie Darcy otworzyły się oczy na jego prawdziwy charakter. Nie spędziła tych miesięcy w żalu za nim.
Podczas jej przemowy Darcy zajął z powrotem swoje miejsce za biurkiem, wygięcie ust zdradzało niezadowolenie.
- Wyjawiła pani, jakie NIE były myśli panny Darcy, to tylko w pewnym stopniu zadowalające. Nie powiedziała pani jeszcze, jakie te myśli BYŁY, albo co pani zrobiła, by wywołać poprawę. Proszę, pani Annesley – nalegał wyniośle – żądam odpowiedzi.
Ostatnio zmieniony przez Caroline Pią 09 Mar, 2007 18:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
hamadryad 
Totu Totam :D



Dołączyła: 18 Gru 2006
Posty: 55
Skąd: Nibylandia
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 13:22   

Oj, tak. Bober jak nic :mrgreen: A jednak, mimo tego aroganckiego zachowania, nie współczuję ani trochę pani Annesley. Dlaczego? Bo nie czuję do niej sympatii :? ??: Po prostu mnie irytuje. Hmm... Zazdrość? :oops:
_________________
Biblioteka przeczytanych książek jest jak magazyn porzuconych kochanków. Większości nie biorę drugi raz do ręki.
 
 
julianna 



Dołączyła: 03 Wrz 2006
Posty: 52
Skąd: Beskidy
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 14:25   

Jego siostra była... "wycofana"? :-D
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 14:38   

W oryginale jest "shy and retiring", czyli "nieśmiała i... nieśmiała", bo te słowa mają bardzo podobne znaczenie.
"retiring" to ktoś zamknięty w sobie, unikający towarzystwa innych, zwracania na siebie uwagi, ale też wycofujący się z czegoś, odchodzący (np. na emeryturę).
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 14:48   

Maryann napisał/a:
W oryginale jest "shy and retiring", czyli "nieśmiała i... nieśmiała", bo te słowa mają bardzo podobne znaczenie.
"retiring" to ktoś zamknięty w sobie, unikający towarzystwa innych, zwracania na siebie uwagi, ale też wycofujący się z czegoś, odchodzący (np. na emeryturę).


Introwertyczką była i tyle, zresztą co się dziwić, przy takim namolnym i nadopiekuńczym bracie.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 14:50   

Zresztą ten namolny i nadopiekuńczy brat też zbyt ekstrowertyczny nie był. Może to genetyczne ? :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Caroline 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 1761
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 18:40   

julianna napisał/a:
Jego siostra była... "wycofana"? :-D

Especially for julianna "zamknięta w sobie".
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Pią 09 Mar, 2007 21:33   

Ten pamelowy Darsik, obecnie w ogóle nie przypomina Darcy'ego z D&U :sad:
Z opisów JA wynikało, iż cieszył się on dużym szacukiem wśród swojej służby i "poddanych". A tu jawi się nam od najgorszej strony. :evil:
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sob 10 Mar, 2007 08:31   

Dziś Carolka częstuje makowcem
Ja wklejam, bo Carol, gdzieś na manowce
Wybył....

Rozdział VI cz.5
Dama lekko zmarszczyła brwi spoglądając na niego, zacisnęła usta, najwyraźniej zastanawiała się, czy spełnić żądanie. Darcy’ego ogarnęło drażniące powątpiewanie, czy kobieta siedząca przed nim dostosuje się do jego życzenia. Myśli tej towarzyszyło przekonanie, że łagodne serce, które odkrył u niej wcześniej, bije tuż przy kręgosłupie z żelaza.
- Panie Darcy, czy pan wierzy Opatrzności? – to że odpowiedziała mu pytaniem na pytanie zaskoczyło go tak samo, jak przedmiot tego pytania.
- Opatrzność, pani Annesley? – Darcy patrzył na nią niedowierzająco, jego ostatnie niezadowolenie z wyroków Najwyższego usztywniło jego rysy. – A co Opatrzność ma z tym wspólnego?
- Czy zakłada pan, że Bóg kieruje sprawami ludzi?
- Wiem, co to znaczy, pani Annesley. Katechezy dobrze wyuczono mnie w dzieciństwie – odparł lodowato – ale nie rozumiem…
- W takim razie, jak to brzmi? Pamięta pan?
Darcy aż przymknął oczy słysząc takie wyzwanie. Przez zaciśnięte szczęki wyrecytował pospiesznie:
- „Bóg, stwórca wszelkiego istnienia podtrzymuje, kieruje, rządzi wszelkimi stworzeniami, czynami i rzeczami, od początku do końca, mocą swej mądrej i świętej Opatrzności.” Zapomniałem, że jest pani wdową po duchownym. Bez wątpienia przywykła pani patrzeć na wszystko wokół siebie, jak na pochodzące z ręki wszechmogącego, w przeciwieństwie do pozostałych, którzy muszą zmagać się w świecie ludzi.
Jego sarkazm chybił celu, uśmiechnęła się tylko łagodnie na jego słowa.
- Bardzo dobrze, panie Darcy. Pięknie pan recytuje – wstała z krzesła, jej poruszenie wzbudziło ciekawość Trafalgara. Pies podniósł się i otrząsnął od ucha po koniec ogona, po czym spojrzał na Darcy’ego wyczekująco.
- Pani Annesley – Darcy spojrzał gniewnie także stając – w najmniejszym stopniu nie dała mi pani satysfakcjonującej odpowiedzi. Jestem pani dłużnikiem, to nie ulega wątpliwości, ale nie przywykłem do wykrętów ze strony moich pracowników, nalegam na bezpośrednią odpowiedź.
- Gdy mój mąż zmarł na zapalenie płuc, którego nabawił się wykonując obowiązki duszpasterskie, panie Darcy, zostawiając mi wychowanie dwóch synów i żadnych środków na utrzymanie, popadłam w wielki smutek, zupełnie jak panna Darcy. – schyliła głowę na chwilę, by zebrać myśli, czy też uniknąć jego niezadowolonego spojrzenia – tego Darcy nie wiedział. Po chwili uniosła głowę i kontynuowała z uczuciem:
- Przywołała mnie na drogę Opatrzności przyjaciółka, która przypomniała mi o dwóch prawdach. Jedna pochodzi z Pisma Świętego. Zaczyna się tak: “Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra”* - patrzyła mu uważnie w oczy, wspomnienia rozjaśniały jej twarz. – Druga pochodzi od poety:
„Przeciwność słodkie wydaje owoce,
Jak jadowita i szpetna ropucha
Kosztowny klejnot w głowie swojej nosi”**
Pyta mnie pan, co zrobiłam dla pana siostry, panie Darcy, a ja muszę odpowiedzieć, że nic. Nic ponad to, co moja przyjaciółka zrobiła dla mnie. Nie było w mojej ani w pana mocy pocieszyć pannę Darcy i przemienić jej smutek w radość. Przyczyn tego musi pan szukać gdzie indziej zaczynając od samej panny Darcy.
„Zdecydowanie ze stali” pomyślał Darcy spoglądając z góry na spokojne oblicze małej kobiety. W końcu miała rację. Odpowiedzi, której potrzebował, mogła udzielić mu tylko Georgiana, nieważne, czy ta kobieta posłużyła się magią, czy cytowała jej Pismo Św. Teraz musi tylko wierzyć w trwałość przemiany siostry. Ta myśl zmroziła go.
- Mówi pani bez ogródek, gdy już przejdzie pani do sedna, pani Annesley – cedził słowa obchodząc biurko. – Skorzystam z pani rady, jeśli chodzi o pannę Darcy, chociaż nie chciałbym jej rozdrażniać teraz, póki nie jestem pewien, że w pełni doszła do siebie.
Zatrzymał się przed nią i pochylił głowę.
- Jestem pani głęboko wdzięczny za wpływ jaki wywarła pani na moją siostrę. Przybyła tu pani z doskonałymi referencjami od poprzednich pracodawców, a moja służba wychwala panią pod niebiosa – na początku mówił ostro, ale gdy prawda tych słów dotarła w pełni do niego, jego głos złagodniał. - Proszę przyjąć moje najszczersze podziękowanie.
Pani Annesley uśmiechnęła się z wdzięcznością słysząc te słowa i ukłoniła się po raz kolejny przypatrując mu się błyszczącymi oczami.
- Dziękuję panu za te słowa, panie Darcy. Panna Darcy to najmilsza młoda dama, jaką miałam przyjemność poznać i z pewnością wyrośnie na szlachetną kobietę. Proszę oszczędzić jej pytań, jak pan powiedział, dać jej swój czas i miłość. Rozkwitnie na pana oczach.
- Oby było tak, jak pani mówi – Darcy skłonił się dając znać, że rozmowa dobiega końca.
Dama odpowiedziała tym samym i odwróciła się do wyjścia, ale zatrzymała się tuż przed drzwiami i spojrzała na niego jeszcze raz.
- Proszę mi wybaczyć, panie Darcy.
- Tak, pani Annesley?
- Czy życzy pan sobie, by Mistrz Trafalgar korzystał z domu bez przeszkód, teraz gdy pan wrócił?
- Taki mam zwyczaj, pani Annesley, chociaż on zazwyczaj zostaje przy mnie – Darcy rozejrzał się po gabinecie, ale psa nigdzie nie było. – Otworzyła pani teraz drzwi?
- Nie, panie Darcy, już były otwarte. Myślę, że Mistrz Trafalgar znudził się nami…
Wysoki krzyk odbił się echem w hallu za drzwiami gabinetu, a po nim nastąpił dudniący odgłos łap uderzających o drewniane schody, a potem o podłogę hallu.
- Proszę się odsunąć, pani Annesley! – Darcy ostrzegł ją na czas, Trafalgar właśnie ominął narożnik i wpadł przed drzwi. Widząc swego pana wyhamował wdzięcznie i podbiegł do niego lekkim truchtem owijając się wokół niego i układając tuż za jego butami.
- Co zrobiłeś tym razem, potworze? – westchnął Darcy. Trafalgar właśnie lizał kotleta, kiedy kucharz Darcy’ego stanął bez tchu w drzwiach gabinetu.


*List do Rzymian 8,28
**„Jak wam się podoba” Akt 2, scena 1, przekład L. Ulrich
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Sob 10 Mar, 2007 08:35   

Jak można będąc komuś wdzięcznym "cedzić słowa zza biurka"?
 
 
Trzykrotka 



Dołączyła: 21 Maj 2006
Posty: 15396
Skąd: Kraków
Wysłany: Sob 10 Mar, 2007 10:39   

Jejku, niech on już jedzie do cioci, do Rosings, bo nas zanudzi na śmierć i zapiłuje swoją czepialską troską o siostrę!! :bejsbol:
Tjaaaa, ale Rosings bylo na Wielkanoc, a tu Boże Narodzenie w lawendowych cieniach na tapecie. :obrzydzenie: . Zdecydowanie lady Pamela poszła w ilość.
_________________
Choć mało rozumiem, a dzwony fałszywe
coś mówi mi że jeszcze wszystko będzie możliwe
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Sob 10 Mar, 2007 13:08   

jest przyzwyczajony do pełnienia roli Opatrzności chyba. W przypadku Bingley'a i Georgiany zagrał taką rolę. Ale w dalszych etapach - nie udaje mu się, szcególnie w przypadku siostry.
Oj z cała pewnością Lizzy utrze mu nosa w pierwszym roku małżeństwa :D
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Sob 10 Mar, 2007 17:59   

Alison napisał/a:
Proszę [...] dać jej swój czas i miłość.

A z tym, to Darcy ma problem, woli wyręczać się pracownikami. :? ??:
Pamela tak nas zniechęci do Darsika, że mu nawet "końcówka"/pr.autorskien Kaziutka :wink: / nie pomoże.
 
 
Kaziuta



Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 1380
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 10 Mar, 2007 18:55   

Alison napisał/a:
- Pani Annesley – Darcy spojrzał gniewnie także stając – w najmniejszym stopniu nie dała mi pani satysfakcjonującej odpowiedzi. Jestem pani dłużnikiem, to nie ulega wątpliwości, ale nie przywykłem do wykrętów ze strony moich pracowników, nalegam na bezpośrednią odpowiedź.

Nie dosyć, że bober to jeszcze mało inteligentny, tak go kobitka naprowadziła, a on ciągle nic. A ta hardość i duma, fe :evil:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 08:01   

Rozdział VI część 6

Wszystkie zamiary dotyczące wprowadzenia w życie rady pani Annesley zostały na resztę pierwszego tygodnia pobytu Darcy’ego w domu odłożone na bok, bo musiał zająć się sprawami majątku. Ponieważ był nieobecny w czasie tegorocznych żniw, musiał zaznajomić się z wieloma sprawami dotyczącymi stanu licznych farm i przedsiębiorstw należących do Pemberley. Jego rządcy bardzo zależało, aby poświęcił należytą uwagę kwartalnym rejestrom, a przy okazji chciał zdać mu sprawę z udanej próby zastosowania „Nowego Rolnictwa” pana Younga. Darcy nigdy nie należał do tych właścicieli ziemskich, którzy zadowalali się zaledwie buchalterią. Tak więc niejedno popołudnie spędził na męczących objazdach kontrolnych oraz na dyskusjach z robotnikami i dzierżawcami dotyczących rezultatów ich sezonowych wysiłków. Potem oczywiście była pani Reynolds, z którą trzeba było skonsultować się w sprawach dotyczących domowego gospodarstwa Pemberley, jej mąż, z którym trzeba było pomówić o służbie i o domowych wydatkach, a z niezliczonymi osobami ze służby – o przygotowaniach do przywrócenia tradycyjnych obchodów Świąt w Pemberley oraz do przyjazdu wujostwa Fitzwilliamów.
W sobotni wieczór Darcy był wyczerpany, a jego umysł wypełniały fakty, liczby i niezliczone szczegóły niezbędne do podjęcia decyzji mających poprowadzić Pemberley i jego mieszkańców do pomyślnej przyszłości.
Po ostatnim spotkaniu z zarządcą stajen Fletcher uprzedził go i szczęśliwie przygotował relaksującą kąpiel, a potem stosowny, choć wygodny strój na obiad z Georgianą. Jedli w ciszy, lecz pewność i delikatny wdzięk, z jaki siostra dyrygowała posiłkiem, zrodził w jego umyśle więcej pytań, stojących w sprzeczności z innymi, domagającymi się rozwiązania. Jego nieuwaga nie pozostała przez Georgianę niezauważona, jako że z trudem był w stanie wtrącić kilka sylab do rozmowy. Z pełnym miłości uśmiechem zdobiącym jej twarz podjęła obowiązek i zabawiała go opisami wydarzeń, jakie miały miejsce w Pemberley podczas jego nieobecności, aż zauważywszy jego zmęczenie łagodnie zaproponowała, że zagra mu, kiedy skończą obiad.
Teraz, siedząc wygodnie na kanapie w pokoju muzycznym, z zamkniętymi oczyma, Darcy przelotnie zastanowił się nad niewymuszoną pewnością siebie, jaką jego siostra prezentowała przy stole i jej kobiecą troską o jego wygodę. Jej życzliwa uwaga dla jego nastroju i potrzeby rozrywki zdawały się kolejnym dowodem skuteczności tego działania, o którym pani Annesley tylko napomknęła. Zrobił przelotny wysiłek, żeby o tym pomyśleć zanim poddał się muzyce, poświęcając się jej i pozwalając, aby jej łagodzący balsam okrył jego zmęczenie. Niedługo potem zdał sobie sprawę, że pogrąża się w kuszącym świecie, wołającym nieroztropnych przyłapanych między jawą a snem. Był zbyt zmęczony, żeby się cofnąć znad jego granicy.
Muzyka ogarnęła jego osłabłe zmysły i zaczęła płatać mu figle. Sylwetka przy fortepianie poruszyła się dziwnie i zatarła się, łagodnie zmieniając się z jednej drogiej mu istoty w inną, chociaż w bardziej świadomym czasie takiej myśli o niej by nie dopuścił. Ale teraz, w tej chwili, to uczucie wydawało się całkowicie sensowne. I witał jej pojawienie się z sennym uśmiechem i głębokim, wewnętrznym westchnieniem.
Zadowolenie z obecności Elizabeth w jego domu, beztroskiej, grającej mu na fortepianie i wrażenie miłego odosobnienia rozgrzewały go niczym doskonała brandy. Był pewien, że jeśli przesunie odrobinę stopę, to natrafi na jej koszyk do robótek, a gdyby miał tyle siły, żeby wyciągnąć rękę wzdłuż kanapy, znalazłby jej pachnący lawendą szal, niedbale porzucony na oparciu. Z nadal zamkniętymi oczyma odwrócił głowę i odetchnął wolno. Tak, uśmiechnął się znowu. Jej wspomnienie docierało do niego z jedwabnych fałd szala.
Grała dalej, muzyka płynęła łagodnie, szukając w nim pustych miejsc, żeby je wypełnić tęsknotą za tym, co tylko ona mogła mu dać.
- Elizabeth – szepnął niskim głosem uznając jej moc.
Muzyka zawahała się, po czym brzmiała dalej, podczas gdy on zgłębiał swoje uczucia. Znał siebie na tyle, żeby wiedzieć, że jest zauroczony, tak jak u sir Williama i później, w wieczór balu w Netherfield. Wiedział to i zamiast odepchnąć to od siebie, witał to z radością, którą widział teraz odbijającą się w jej oczach. Spacerowali po oranżerii, „Edenie” jego rodziców, porośniętym bujnymi kwiatami, a ona szeptała coś, i musiał się pochylić.
- Fitzwilliam.
Jego imię w jej ustach, tak bliskich, że czuł jej oddech na swojej szyi, było bardzo przyjemnym doznaniem. Nagły przypływ krwi dodał mu odwagi, żeby sięgnąć po jej dłoń.
- Elizabeth – wymruczał z uczuciem w odpowiedzi na jej szept.
- Fitzwilliamie ? – ton i pytanie brzmiące w jej głosie nie były tym, czego się spodziewał – Braciszku ?
Darcy otworzył oczy wróciwszy nagle do rzeczywistości i do Georgiany, która przysiadła na kanapie obok niego, mężnie próbując stłumić potok chichotów, które groziły przedostaniem się przez jej palce przyciśnięte do ust. Zamrugał oczyma, przez chwilę nie mogąc zrozumieć, że było tylko snem to, co czuł tak realnie, że jego serce nadal biło mocno. Spojrzał z rozpaczą na kanapę obok siebie, ale żaden szal tam nie leżał, a przy jego stopach nie stał żaden koszyk do robótek.
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Alison


Dołączył: 18 Maj 2006
Posty: 6625
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 10:48   

No i wydało się... :razz:
Dobrze mu tak, zgrywa twardziela, a tu mu się roi, roi, roi... :twisted:
Fitzwilliamie Baczność! Spocznij! Pakuj się do cioci Katarzynki :wink:
 
 
asiek 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 4457
Skąd: ...z morza
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 12:24   

Oooo...jak dobrze praca wpłynęła na jaśnie pana.
Potrudził się przez parę dni i od razu klapeczki się w głowie należycie poukładały . :grin:
A ciocia Kasia w niełasce, nie została zaproszona na święta?
To taka strata dla towarzystwa :mrgreen:

Maryann, :kwiatek:
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 13:17   

asiek napisał/a:
A ciocia Kasia w niełasce, nie została zaproszona na święta?
To taka strata dla towarzystwa :mrgreen:

Ciocia Kasia w Rosings pielęgnuje chorowitą jedynaczkę, która zawsze najgorzej się czuje zimą... :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 15:06   

Jeeezu. Niech ktoś przywoła Pamelkę do porządku. Kobietkę ponosi. Przejęty miłością braterską śniłby o Lizzy, jak tak się martwił o siostrę? Bez przesady :? ??:

Wielkie dzięki dla ABT :serce: :kwiatek: :hello:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
Marija 



Dołączyła: 15 Wrz 2006
Posty: 5614
Skąd: woj. dolnośląskie
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 15:53   

Kąpiel mu zrobili, obiad podali, nawet mówić nie musiał "sól poproszę", potem siup na kanapę w pokoju muzycznym i relaks po ciężkiej pracy :? ??: . Nie ma to jak się odpowiednio urodzić.
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 19:10   

Mag napisał/a:
Przejęty miłością braterską śniłby o Lizzy, jak tak się martwił o siostrę? Bez przesady :? ??:

Magaś, jedno drugiemu nie przeczy. O siostrę martwił się świadomie, a o Lizzy nie chciał myśleć, ale cały czas gdzieś podświadomie o niej pamiętał. To mu się i przyśniła...
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Maryann 



Dołączyła: 18 Maj 2006
Posty: 3935
Skąd: Wrocław
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 19:25   

Szanowne Damy, ja w sprawie formalnej. :wink:

Tak sobie kontempluję naszą konwersację na temat ostatnich fragmentów dzieła lady P. i myślę o tym, co przed nami i mam pewną sugestię.
Już kiedyś wspominałam, że moim zdaniem (a właściwie nie tylko moim), II tom to najsłabszy kawałek z całej książki. To, co w nim najlepsze, to jeszcze 2-3 rozdziały. Potem razem z Mr Darcym przeniesiemy się do posiadłości jego dawnego kolegi, gdzie nasz bohater uda się z kurtuacyjną wizytą... i powiedziałabym, że zmienimy gatunek literacki. Lady Pamela wykoncypowała aferę horrorowo-kryminalną zupełnie nie pasującą do reszty książki i całkiem nie w duchu JA. Historia jest dziwaczna, wydumana i mało prawdopodobna. Jedyne, co w niej fajne, to objawienie się kolejnych niespodziewanych talentów Fletchera (istny z niego doktor Watson :wink: ). Ta historia właściwie nie ma dalszych konsekwencji - głowna bohaterka pojawia się jeszcze po powrocie Darcy'ego z Rosings, i parę razy jako przedmiot rozmowy. I tyle.

W związku z tym pomyślałyśmy (ABT :grin: ), że biorąc pod uwagę:
1. małą atrakcyjność historii i jej znikome znaczenie dla przebiegu akcji,
2. powszechną tęsknotę za Rosings i tym, co tam zaszło, :wink:
może darujemy sobie tłumaczenie tej historii i ograniczymy się np. do jej w miarę krótkiego streszczenia - tak, żeby każdy wiedział, co jest na rzeczy.

Jeżeli akceptujecie taki pomysł, to po tych wspomnianych 2-3 rodziałach, które przetłuamczymy w całości (bo doszłyśmy do wniosku, że warto :wink: ), weszłoby streszczenie pozostałej części II tomu (jeszcze nie wiem, jak długie), no a potem przeniosłybyśmy się tam, gdzie nam wszystkim śpieszno... :wink:
Oczywiście, jeśli nie chcecie żadnych skrótów, to jesteśmy na Wasze rozkazy.

Co Wy na to ? :wink:
_________________
If I could write the beauty of your eyes...
 
 
Mag 



Dołączyła: 19 Maj 2006
Posty: 793
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 19:29   

TAK , jestem za pominięciem - byle do Rosings :banan: :banan: :banan:


Maryannek na prezydenta :cool:
_________________
Jesteście lekiem na całe zło!
 
 
AineNiRigani
[Usunięty]


Wysłany: Nie 11 Mar, 2007 19:32   

jestem za, ale pod warunkiem, że streszczenie ie będzie krótkie, a długie i szczegółowe.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - manga

Na stronach naszego forum stosuje się pliki cookies, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika w celu ułatwienia nawigacji oraz dostosowaniu forum do preferencji użytkownika.
Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym jest możliwe po właściwym skonfigurowaniu ustawień używanej przeglądarki internetowej.
Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może znacznie utrudnić używanie forum lub powodować błędne działanie niektórych stron.
Brak blokady na zapisywanie plików cookies jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie i używanie przez stronę naszego forum.