Filmy - Fajny film wczoraj widziałam... II
Pemberley - Wto 04 Wrz, 2007 09:48
| Admete napisał/a: | | O Zostan słyszałam i mam zamiar obejrzec. Jak znajde odrobine wolnego czasu. |
Polecam - swietna muzyka, swietny montaz i swietne aktorstwo..
| Nimloth napisał/a: | Ja właśnie obejrzałam film "The Lost Prince" BBC.
Mało znana historia księcia Jana, najmłodszego syna Jerzego V i królowej Marii, którego krótkie życie przypadało na jeden z najważniejszych okresów w historii kryzysu politycznego prowadzącego do pierwszej wojny światowej.
Bardzo ciekawy film, ukazujący sytuację polityczną Anglii na początku XX wieku, przedstawiający losy dwóch najmłodszych synów króla - księcia Jerzego i Jana i ich bliską więź, przywiązanie opiekunki do księcia. Świetna rola Giny McKee, Toma Hollandera, Mirandy Richardson i Billa Nighy, fajnie też grali chłopcy wcielający się w rolę obu książąt. |
To jest taki film troche inny niz inne, mialam naprawde wrazenie, ze ogladam rzeczywistosc jakos inaczej, nie wiem, oczami dziecka?? Moze kamera byla jakos nizej ustawiona?
Bardzo mi sie podobal w pierwszej czesci ten maly chlopiec, w drugiej musialam sie troche przyzwyczajac do nowego aktora..
Anonymous - Wto 04 Wrz, 2007 09:52
Mnie też ten pierwszy chłopiec bardziej się podobał, zresztą dostał nagrodę za tą rolę...
Pemberley - Śro 05 Wrz, 2007 10:55
Podgladalam troche ekran, kiedy lecial film " the Holiday" i jak sie zdziwilam, kiedy na stoliku lektur do odrobienia pani Diaz zobaczylam wielkimi literkami " Atonement".. Znaczy sie big bestseller i to calkiem swiezy.. Nie wiem, czy ja mysle, ze to dobra reklama..
Gitka - Śro 05 Wrz, 2007 11:38
| Pemberley napisał/a: | | Podgladalam troche ekran, kiedy lecial film " the Holiday" i jak sie zdziwilam, kiedy na stoliku lektur do odrobienia pani Diaz zobaczylam wielkimi literkami " Atonement".. Znaczy sie big bestseller i to calkiem swiezy.. Nie wiem, czy ja mysle, ze to dobra reklama.. |
Dobre są takie reklamy.
Pamiętam, że jak ogladałam kiedyś serial "Rodzina Soprano" żona Tony'ego czytała do poduszki "Memoirs of a Geisha"
Uśmiałam się, bo ja w tym czasie też wypożyczyłam z biblioteki tę powieść. Obie do poduszki?
W ogóle lubię zaglądać na tytuły książek (jak dam radę) filmowych bohaterów.
Gosia - Sob 08 Wrz, 2007 22:35
Spoilery!
Obejrzalam dzis film "Wdowa św. Piotra" (a właściwie "Wdowa z wyspy świętego Piotra") - film sprzed kilku lat, w ramach odrabiania zaleglosci.

Ponura historia rozgrywająca się na północnych krańcach cywilizowanego świata w zimnym i mglistym rybackim miasteczku na francuskiej wyspie Saint Pierre w pobliżu Kanady. Połowa XIX wieku. Pewnej nocy zamordowany zostaje rybak. Morderstwo to, głupsze i bardziej absurdalne niż większość ludzkich zbrodni, nie stanowi problemu dla lokalnego sądu. Sprawcy zostają skazani. Wyrok nie może jednak zostać wykonany, bo na wyspie, gdzie położone jest miasteczko, nie ma kata ani gilotyny. Wykonanie wyroku zostaje odroczone, a zabójca Neel Auguste znajduje nieoczekiwanych opiekunów w osobach nadzorującego go kapitana Jeana i jego pięknej żony, Madame La, która pragnie mordercę pogodzić z Bogiem i społeczeństwem. Nie chce przyjąć do wiadomości, że człowiek może być z gruntu zły i wierzy w możliwość zrehabilitowania skazańca.
Historia oparta na faktach autentycznych.
W rolach głównych: Juliette Binoche, Daniel Auteuil, Emir Kusturica.
Neel Auguste (grany przez Kusturicę) zostaje skazany na śmierć za zabójstwo, którego dokonał właściwie bez powodu. Jednak na wyspie nie ma ani gilotyny, ani kata. Gubernator wyspy wysyła do Paryża prośbę o przysłanie tego urządzenia. Tymczasem skazaniec zostaje przewieziony do więzienia w garnizonie wojskowym, którym dowodzi kapitan Jean (Auteil). Jego żona (Binoche) od pierwszej chwili interesuje się więźniem, uważa, że zbrodniczy czyn został dokonany pod wpływem alkoholu i wierzy w wewnętrzną dobroć skazańca. Kapitan, kierując się życzeniem żony, otwiera celę i proponuje więźniowi prowadzenie jej małej szklarni na dziedzińcu koszar. Z czasem skazaniec towarzyszy Madame La w jej wędrówkach po wyspie i pomaga w różnych sprawach jej mieszkańcom. Staje się osobą rozpoznawaną i lubianą. Podczas gdy po wyroku sądu mieszkańcy wyspy rzucali w Neela kamieniami, teraz już nikt nie chce by skazaniec został stracony. Żona kapitana uczy go czytać, powstaje między nimi emocjonalna więź, która właściwie nie ma jasnego podtekstu erotycznego, przynajmniej z jej strony. Wkrótce Neel poznaje jedną z mieszkanek wyspy, która zachodzi z nim w ciążę. Więzień bierze ślub, a jego świadkiem jest kapitan. Mija mroźna zima.
W końcu do portu zawija statek z gilotyną, nikt z mieszkańców początkowo nie chce pomóc w jej przetransportowaniu na wyspę. Zgłasza się Neel, który pragnie zarobić pieniądze, by pomóc swojej żonie i jej dziecku, choć wie że ta gilotyna przybyła z jego powodu. Ponieważ żaden z mieszkańców nie chce być katem, władze wyspy zmuszają przybyłego z rodziną na tym samym statku mężczyznę do przyjęcia tej pracy, grożąc wobec nieprzyjęcia propozycji wydaleniem z wyspy. Madame La umożliwia Neelowi ucieczkę, jednak on powraca, bo nie chce by kapitana i jego żonę spotkała kara za nieupilnowanie powierzonego im więźnia.
Kapitan odmawia osłaniania przed mieszkańcami egzekucji Neela, choć wie że ta odmowa może mu grozić poważnymi konsekwencjami. Władze wyspy donoszą zwierzchnikom w Paryżu o buncie kapitana...
Bardzo interesujący film, ale i bardzo smutny. Na początku uznałam go za dziwny i nie byłam pewna czy mi się będzie podobał, potem jednak surowy nastrój i sama historia wciągnęły mnie na tyle, że teraz wiem, że film naprawdę warto zobaczyć. Mówi o uczuciach, miłości, wierze w wewnętrzną dobroć i szlachetność, o sprawiedliwości i karze śmierci, o wierności ideałom i poświęceniu oraz o wolności w nieprzyjaznym krajobrazie i w trudnych czasach. Film nie jest jednoznaczny. Właściwie cały opiera się na obrazach, spojrzeniach. Nie ma zbyt wiele dialogów, a te które są, mówią więcej niż całe strony tekstu. Cała uwaga widza jest skoncentrowana na tym osobliwym trójkącie. Głęboka miłość łączy kapitana i jego żonę. W spojrzeniach, jakie on na nią kieruje, widać jak bardzo ją kocha i że właściwie rozumieją się bez słów. Ufa żonie bezgranicznie i nie jest o nią zazdrosny, doskonale ją rozumie i broni przed osobami nieżyczliwymi. W nich obojgu widać umiłowanie wolności, których symbolami są kwiaty hodowane przez Madame La w szklarni w surowym klimacie oraz piękny koń, sprowadzony dla kapitana, na którym udaje się on często na przejażdżki na wybrzeże.
Z kolei skazaniec jest wdzięczny za zainteresowanie, jakie mu okazała żona kapitana, jej dobroć i pomoc, prawdopodobnie ją kocha, lecz jednocześnie zdaje sobie sprawę, że kara mu się słusznie należy, więc godzi się z losem, i jednocześnie nie chce narazić kapitana i jego żony, którzy mu zaufali, na jakieś przykrości. Natomiast kapitan i Madame La uważają, że wyrok powinien zostać anulowany, bo dotyczył jakby kogoś innego, bo skazaniec okazał się dobrym, uczynnym i odpowiedzialnym człowiekiem. Władze wyspy, które reprezentuje gubernator są jednak nieubłagane, reprezentują bezduszny wymiar sprawiedliwości.
Dramat przeżywają wszystkie trzy osoby połączone więzią uczuciową - kapitan który z miłości do żony osłania niejako relacje jej z więźniem, sprzeciwia się jego egzekucji i ryzykuje tym samym własnym życiem, i więzień, który kocha zarówno Madame La, jak i kobietę, z którą ma dziecko, i sama żona kapitana, która traci obu kochanych przez siebie mężczyzn - tego, którego trochę traktuje jak własne dziecko i tego, ktorego kocha jak mężczyznę. Zostaje podwójną wdową. Jednak nic nie jest w stanie rozdzielić kochających się ludzi, o czym świadczą ostatnie słowa kapitana: "Nie mogą nic zrobić, by nas skrzywdzić".
Bardzo mi się podobali wszyscy trzej główni aktorzy: świetna Juliette Binoche, intrygujący Daniel Auteil i żywiołowy Emir Kusturica, który gra tu wyciszoną, jak cały film, postać.
To jeden z najciekawszych filmow, jakie ostatnio widzialam.
Agn - Nie 09 Wrz, 2007 00:07
A ja właśnie skończyłam oglądać Draculę F. F. Coppoli. Po raz nie wiem, który. Cóż mogę rzec? Jest to jeden z tych nielicznych filmów, które zdolne są wywołać we mnie prawdziwe dreszcze. Mamy tu ten niesamowity klimat, niezwykłe ujęcia (operator kamery lubił dziwne kąty, ale to filmowi wyszło na zdrowie, bo połowa atmosfery to właśnie te dziwne ujęcia), genialną muzykę Wojciecha Kilara (jeden z moich ukochanych soundtracków) i wiele, wiele różnego dobra. Przy całym tym dreszczyku, czyli straszeniu, a nie doprowadzaniu widza do obrzydzenia (jak wiele współczesnych horrorów), film... nie jest horrorem. I to jest właśnie ciekawe - to opowieść, która jest tak naprawdę niemal baśniowa, skąpana w soczystych kolorach (ze szczególnym uwzględnieniem czerwieni), pięknie okolic, klimacie starego Londynu, Karpat, legendzie o Vladzie Tepesie... przede wszystkim jest to jednak jedna z najpiękniejszych historii o miłości, jakie zdarzyło mi się obejrzeć. Tutaj mamy miłość wieczną, doskonałą, dla której nie istnieją takie granice jak czas, śmierć czy choćby zwykła geografia. Dla tej miłości Vlad poświęca swoją duszę. I szuka swej ukochanej...
Jest jedna scena, przy której zawsze, ale to zawsze z oczu mi cieknie i z nosa siąpi (spoiler!!!!!!!!!!!) - Mina i Vlad w łóżku. Coś pięknego. Rozpacz Vlada, który chciałby, by Wilhelmina do niego dołączyła, ale kocha ją tak mocno, że nie potrafi skazać jej duszy na wieczne potępienie. Normalnie... wymiękam przy tym.
Gdyby przy tym torcie z wielką górą bitej śmietany brakło wam wisienek, to dorzucam je do tego smakołyku - sir Anthony Hopkins, Winona Ryder i całkiem niezły Keanu Reeves. A w ramach polewy - gęsta czekolada - mój ulubiony neurotyk ekranowy, czyli Gary Oldman. Który w tej roli (jak i w każdej innej) jest re-we-la-cyj-ny. <333333333333
Polecam wam ten film z całego serca. I chwalę się stosownym avatarem... że nie wspomnę o sygnie.
Pemberley - Nie 09 Wrz, 2007 11:09
Poszlam wczoraj do kina na Angel, a ze spoznilam sie nieco na seans ( ciekawe dlaczego ) to brakuje mi jednego ogniwa. Zaczelam ogladac od sceny wizyty ciotki... Czy wczesniej bylo jakies spotkanie dziewczynek czy moze opowiadano cos o Paradise??
Bylabym wdzieczna
Anonymous - Nie 09 Wrz, 2007 11:10
Ojcze, tak sobie wczoraj myslałam, ze musiała być randka z Drakulą
Harry_the_Cat - Nie 09 Wrz, 2007 11:17
| Pemberley napisał/a: | | czy moze opowiadano cos o Paradise |
Angel spóźniła się do szkoły, bo poszła popatrzeć na Paradise i gdy kazano jej odczytać opowiadanie nt. własnego domu zaczęła czytać opis czegoś, co właśnie chyba przypominało Paradise...
Pemberley - Nie 09 Wrz, 2007 11:24
O, tylko tyle? Zadnych opowiesci ciotki o pracy?
Ale to i tak pasuje to wysnionej wizji wlasnego zycia...
Dzieki Harry
Harry_the_Cat - Nie 09 Wrz, 2007 11:26
No tylko tyle, że ciotka była służącą w Paradise... i chciała tam pracę Angel załatwić...
Pemberley - Nie 09 Wrz, 2007 11:31
Myslalam, ze moze dziewczynki sie jakos minely, bo wydawcy Angel mowi, ze w Paradise nigdy nie byla, wiec zakladalam, ze nigdy nie widziala, ino sobie wyobrazala..
Harry_the_Cat - Nie 09 Wrz, 2007 11:35
Widziała przez bramę.
A jakie dziewczynki?
Pemberley - Nie 09 Wrz, 2007 11:40
no mlodsza Angel z ta- nie chce spojlerowac - byla wlascicielka Paradise (na koncu matka dzieciecia) ze spotkania pod koniec filmu .myslalam, ze jakos sie minely jako dzieci , i to bylaby koncepcja zycia, ktore Angel wdlug siebie powinna byla prowadzic..
Harry_the_Cat - Nie 09 Wrz, 2007 11:46
Nie, nigdy sie nie widziały, tylko jak ciota chciala załatawić Angel pracę w Paradise, to zdaje mi się, że jej pokojówką miała być czy coś takiego...
Harry_the_Cat - Nie 09 Wrz, 2007 12:06
Czy ktoś widział "Where Angels Fear to Tread"?
http://en.wikipedia.org/w...s_Fear_to_Tread
http://www.imdb.com/title/tt0103243/
Caroline - Nie 09 Wrz, 2007 14:06
| Harry_the_Cat napisał/a: | Czy ktoś widział "Where Angels Fear to Tread"?
|
Ja widziałam dawno temu w TVP.
Na pewno warto, bo to na podstawie książki E.M Forstera, która nigdy nie pojawiła się w tłumaczeniu w Polsce, jest też Helena B-C. Wyraźnie tffurcy starali się naśladować spółkę Merchant-Ivory, która się "wyspecjalizowała" w ekranizacjach Forstera i robiła to genialnie ("Pokój z widokiem"). Czegoś jednak temu filmowi brakowało. Nie zachwycił mnie. Może też nie jest to najlepsza książka Forstera i już na etapie historii coś było nie tak? Nie będę więcej mówić, bo zaspoileruję.
Temat jak zwykle u Forstera: zderzenie dwóch kultur i odmiennych sposobów myślenia, i perypetie, które z tego wyniknęły. Sztywni Angole kontra spontaniczni Włosi.
Można zobaczyć.
Pemberley - Nie 09 Wrz, 2007 14:12
No i jest tez Rupert Graves, chociaz w malych ilosciach.. A film w TVP byl straszne lata temu, wiec mysle, ze ogladajac go teraz czuloby sie tez zmiane techniki filmowej dosc bolesnie...
Co nie zmienia faktu, ze warto miec to doswiadczenie za soba ..
Anonymous - Nie 09 Wrz, 2007 14:48
Z wszystkich ekranizacji Forstera Mechant-Ivory nakręcili trzy, które widziałam, oprócz tego widziałam ekranizację innej ekranizacji Forstera - "Drogę do Indii", która mnie strasznie znudziła, co mnie raczej zniechęca do nie-Ivory'owskich ekranizacji, choć na "Na tam gdzie nie chadzają anioły" bym się skusiła, głównie dla Heleny Bonham-Carter, choć i Ruperta Gravesa lubię .
Harry_the_Cat - Nie 09 Wrz, 2007 14:50
Dzięki. I tak tego nie mam, tak tylko sprawdzam, czy warto się zainteresować. Ale może lepiej zacząć od Maurycego.
Caitriona - Nie 09 Wrz, 2007 15:09
| Gosia napisał/a: | | Bardzo interesujący film, ale i bardzo smutny. Na początku uznałam go za dziwny i nie byłam pewna czy mi się będzie podobał, potem jednak surowy nastrój i sama historia wciągnęły mnie na tyle, że teraz wiem, że film naprawdę warto zobaczyć. |
Widziałam go już jakiś czas temu i uważam go za jeden z lepszych filmów jakie oglądałam. Ma klimat, sama historia jest ciekawa, a aktorstwo (podobał mi się szczególnie Auteil) stoi na wysokim poziomie. Do tego jeszcze zdjecia i krajobrazy. Naprawdę polecam!
Agn - Nie 09 Wrz, 2007 21:34
| AineNiRigani napisał/a: | Ojcze, tak sobie wczoraj myslałam, ze musiała być randka z Drakulą |
Ja sobie od czasu do czasu randkuję z tym filmem, bo go kocham, a nawet koHam miłością stałą i niezmienną. Wieczną! A że jeszcze gra tam Gary Oldman, to już zupełnie mi to uczucie nie przechodzi... nie żebym chciała.
Niedługo zarandkuję z Beethovenem. Coś mnie wzięło na Oldmana. A dzisiaj jeszcze ze wszystkich sił będę się starała namówić braciszka na Romeo is bleeding.
Gosia - Nie 09 Wrz, 2007 21:43
Obejrzalam film "Kochankowie sztormowego morza".
Amy Foster zawsze była wielką zagadką; skryta, żyjąca we własnym świecie, pogańsko zafascynowana morzem. Gdy pewnego dnia fale wyrzuciły na brzeg ukraińskiego rozbitka, nikt poza Amy nie okazał mu serca, za co on odwdzięczył się jej swoim. Odtrącona przez wszystkich dziewczyna i odcięty od korzeni obcy na obcej ziemi to para stworzona dla siebie. Jednak pełna hipokryzji, uprzedzeń i nienawiści purytańska społeczność, która nigdy nie chciała zaakceptować Amy, tym bardziej nie będzie potrafiła uznać ich małżeństwa... Inspirowana nowelą Josepha Conrada romantyczna opowieść o wielkiej przygodzie, miłości i przeznaczeniu rozgrywająca się w malowniczej morskiej osadzie Kornwalii u progu XX wieku.
Bardzo mi sie podobala postac Amy Foster. Intrygująca, samotna, zamknieta w sobie, odrzucona przez ludzi, skierowana cala ku morzu. To morze daje jej calą radosc i wolnosc. Kocha to co jej morze oddaje: muszle, ale i tego czlowieka, który przyszedl z morza. Nikt w tej wiosce nie chcial jej uczuć i nie zaslugiwal na nie, wiec pojawil się ktos obcy, z daleka, kogo ona pokochala i kto ją rozumial, tak samo odrzucony jak ona.
Jednak caly film nie wywarl na mnie takiego wrazenia jak "Wdowa św. Piotra". Byc moze nie przekonal mnie Vincent Perez jako Janko. Byc moze winna jest sama realizacja, choc ksiazki Conrada nie znam wiec nie wiem na ile jest to zgodne z oryginalem. W kazdym razie sam film ogladalam troche na chlodno.
Agn - Nie 09 Wrz, 2007 21:57
Widziałam ten film, też mi się średnio podobał. Pomimo, że lubię Vincenta Pereza... aczkolwiek wolę go w Królowej Margot. Tutaj (tak to odczuwałam) miejscami sprawial wrażenie, jakby żałował, że zagrał w tym filmie. Niespecjalnie się przyłożył. Za to uroda Rachel Weisz zwala w tym filmie z nóg.
Caitriona - Nie 09 Wrz, 2007 23:00
Amazing Grace
Miałam na niego ochotę z kilku powodów - bo kostium, bo historia, bo Ioan Gruffudd. Dużo oczekiwałam i się nie rozczarowałam.
Podobało mi się wszystko, absolutnie wszystko. Takie właśnie filmy lubię. Nie było rzeczy, która w jakikolwiek sposób zepsułaby mi przyjemność oglądania.
William Wilberforce (świetny Ioan Gruffudd), członek parlamentu, opowiada swojej przyszłej żonie (Romola Garai) historię swojej zacętej i wydawałoby się skazanej na porażkę walki o zniesienie niewolnictwa.
Naprawdę dobry i ciekawy film. Ma świetną obsadę: Gruffudd, Garai, Albert Finney, Michael Gambon, Rufus Sewell, Toby Jones, Stephen Campbell Moore, Ciarán Hinds, Nicholas Farrell, Sylvestra Le Touzel, Bill Paterson - miałam okazję oglądac ich w wielu produkcjach angielskich, stad mój sentyment do nich i pewnie dlatego tak dobrze mi się ich ogladało po raz kolejny. Kostiumy, wnętrza, scenogrfia bez zarzutu. Muzyka jest dobra (chętnie zdobyłabym płytkę). Także techniczne sprawy są w porzadku. W końcu sama historia jak dla mnie ciekawa i dobrze poprowadzona (wałśnie z retrospekcjami).
|
|
|