Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)
spin_girl - Nie 06 Gru, 2009 22:21
No właśnie. MS to kolejna kopalnia kasy made by Meyer i na pewno nie dadzą jej tego odpuścić. Pewnie jak trzeba będzie wypromować którąś kolejną część filmu, to się "zbiegnie" z wydaniem MS.
Agn, nie uważam, żeby narracja pierwszoosobowa była lenistwem. Jest wielu zdolnych pisarzy, którzy posługują się tym rodzajem narracji. Na przykład moja ukochana Joanna Chmielewska. Seria o Sookie Stackhouse też jest pisana w pierwszej osobie. To jest po prostu zabieg stylistyczny. Ostatnio intensywnie zastanawiam się nad próbą napisania powieści i już wiem, że na pewno będzie w pierwszej osobie. Nie z lenistwa, tylko z powodu możliwości wstawienia dowcipnych obserwacji w formie niewerbalnych skojarzeń bohaterki.
Aragonte - Nie 06 Gru, 2009 23:26
Narracja pierwszoosobowa nie musi wynikać z lenistwa, ale de facto jest ograniczająca. Można ukazać tylko punkt widzenia jednego bohatera, innych już bezpośrednio się nie da. Podobnie jak Agn, nie bardzo za nią przepadam.
Trzecioosobowa pozwala jednak na więcej gier z czytelnikiem. A sporo trików pozwala tak naprawdę umieszczać to samo, co chcesz osiągnąć, jak mi się wydaje, w narracji pierwszoosobowej, Spin
spin_girl - Pon 07 Gru, 2009 10:09
Masz dużo racji, Aragonte, ale gdyby wszystkie książki pisać tym samym rodzajem narracji, to byłoby nudniej, prawda? To tak jakby wszystkie piosenki musiały być balladami. Pewnie, że dobra ballada nie jest zła, ale czasami chciałoby się posłuchać czegoś bardziej skocznego. Dlatego cieszę się, że są książki pisane w narracji pierwszoosobowej oraz te pisane w trzeciej osobie.
BeeMeR - Pon 07 Gru, 2009 12:33
| Cytat: | | I oryginał także nie zmienia faktu, że Edward mógłby się zdecydować czasem. Najpierw proponuje Belli, by razem pojechali do Seattle, a potem (jeszcze w tej samej rozmowie!) mówi jej, że powinna się od niego trzymać z daleka, przy czym on jest zmęczony trzymaniem się z daleka od niej, więc już nie będzie. Jezu, co za durny facet... | I to ma być ideał? Pfff...
Ale wierzę zupełnie, że taki fajny kumpel jak Jacob to może być tylko kumplem - i zupełnie nie kręcić jako facet
BeeMeR - Pon 07 Gru, 2009 12:37
| Aragonte napisał/a: | | Narracja pierwszoosobowa nie musi wynikać z lenistwa, ale de facto jest ograniczająca. Można ukazać tylko punkt widzenia jednego bohatera, innych już bezpośrednio się nie da. Podobnie jak Agn, nie bardzo za nią przepadam. | Ja też nie przepadam - a jeszcze mniej lubię formę epistolarną - ale to nie znaczy, że nie ma wyjątków - np. takim wyjątkiem, przed którym padam na pysk za cudne zróżnicowanie stylów, słownictwa itd. są Niebezpieczne Związki Choderlosa de Laclosa
Aragonte - Pon 07 Gru, 2009 14:40
Epistolarna to zupełnie insza inszość - i przed Laclosem też padam, tzn. padłam w liceum i jakoś mi tak zostało, choć dawno nie czytałam Niebezpiecznych związków.
BeeMeR - Pon 07 Gru, 2009 14:49
| Aragonte napisał/a: | | tzn. padłam w liceum i jakoś mi tak zostało, choć dawno nie czytałam Niebezpiecznych związków. | właśnie o to mi chodziło - ja mam tak, że jeśli padłam przed czymś dawno temu, to wolę nie tykać, żeby mi nie spadło z piedestału
RaczejRozwazna - Pon 07 Gru, 2009 15:37
| spin_girl napisał/a: | | RaczejRozwazna napisał/a: | | Poza tym wydawało mi się, że Edward po powrocie naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo Bella cierpiała... |
Oj zdawał...Jacob mu dokładnie pokazał kilka obrazków w swojej głowie, chyba na początku Eclipse. Wyraz twarzy Edwarda po obejrzeniu tych wspomnień jest porównany do tego, który miał, kiedy Jane sprawiała mu niewyobrażalny ból w pałącu Volturich. |
Taa z tym, że nawet Jacob nie widział Belli w fazie najbardziej ostrego "zjazdu". Tu może miałby cos do powiedzenia jedynie Charlie.
Ja Eclipse jedynie przeglądałam, więc nie pamiętam tej sceny o kt piszesz, natomiast utkwiła mi w pamięci inna - otóż na końcu Zaćmienia Bella tak bardzo cierpi (znowu ), tym razem po rozstaniu z Jacobem, że przerażony Edward pyta ją czy aby na pewno dobrze wybrała, gdyż nie widział jej jeszcze tak cierpiącej. Na to Bella sobie myśli, "tak, bo jak cierpiałam dużo bardziej to ciebie tu nie było".
Więc albo zobaczyć coś w myślach to jednak nie to samo co w realu (opcja, że Meyer jest jednak logiczna ), albo autorka zapomniała sobie, że Edward widział obrazki cierpiącej Belli w głowie Jake'a.
W ogóle nie znoszą Edwarda cierpiącego z Bellą. Mogę zrozumieć, że dla faceta cierpienie najbliższej osoby, któremu to cierpieniu nie może zaradzić, jest strasznie deprymujące, ale, nie no, bez przesady, z opisów Meyer wyglada na to, jakby Ed miał się zaraz rozpłakać. Kurcze co za ciapa nie facet
Agn - zgadzam się co do joty w twoim opisie Edwarda i Jacoba.
BeeMer - Jacob zaczyna mimo wszystko trochę "kręcić" Bellę jako facet, ale już po swojej przemianie. W "Zmierzchu" to faktycznie niewinne chłopię było
annmichelle - Pon 07 Gru, 2009 16:05
| RaczejRozwazna napisał/a: | Mogę zrozumieć, że dla faceta cierpienie najbliższej osoby, któremu to cierpieniu nie może zaradzić, jest strasznie deprymujące, ale, nie no, bez przesady, z opisów Meyer wyglada na to, jakby Ed miał się zaraz rozpłakać. Kurcze co za ciapa nie facet |
OT (nie odnośnie Edwarda) : co ciapowatego jest w płaczu mężczyzny? Tylko kobiety mogą płakać z rozpaczy, smutku?
spin_girl - Pon 07 Gru, 2009 19:30
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Taa z tym, że nawet Jacob nie widział Belli w fazie najbardziej ostrego "zjazdu". Tu może miałby cos do powiedzenia jedynie Charlie. |
kej nie. To właśnie Sam znajduje Bellę w lesie bezpośrednio po rozstaniu z Edwardem, potem Jacob ogląda to sobie w głowie Sama ("it's a wolf thing") i właśnie ten obrazek "serwuje" Edwardowi w Eclipse.
| RaczejRozwazna napisał/a: | tym razem po rozstaniu z Jacobem, że przerażony Edward pyta ją czy aby na pewno dobrze wybrała, gdyż nie widział jej jeszcze tak cierpiącej. Na to Bella sobie myśli, "tak, bo jak cierpiałam dużo bardziej to ciebie tu nie było".
Więc albo zobaczyć coś w myślach to jednak nie to samo co w realu (opcja, że Meyer jest jednak logiczna ), albo autorka zapomniała sobie, że Edward widział obrazki cierpiącej Belli w głowie Jake'a. |
ja myślę, że on się nie poznał. Po rozstaniu z Jacobem Bella dała fizyczny wyraz swojemu cierpieniu poprzez porządne wypłakanie się. Po rozstaniu z Edwardem ona się pogrążyła w takim raczej niemym cierpieniu. Edward, jak każdy facet, spłoszył się na widok łez, tymczasem każda kobieta wie, że naprawdę źle jest wtedy, kiedy nie jest się w stanie zapłakać...
| annmichelle napisał/a: | | co ciapowatego jest w płaczu mężczyzny? Tylko kobiety mogą płakać z rozpaczy, smutku? |
właśnie. U nas ciągle pokutuje jakieś dziwne przekonanie, że mężczyzna, który płacze to albo ciapa albo pedał. Nie zgadzam się z tym poglądem. Mój ojciec jest chyba najbardziej męskim mężczyzną jakiego znam i w dodatku profesjonalnym kulturystą, więc tym dość mocno epatuje fizycznie, a jest szalenie "wzruszliwy" i nie wstydzi się uronić kilku łez, na przykład na pogrzebach, czy kiedy są jakieś wzruszające kawałki w telewizji (np. każdy reportaż o ś.p. JPII). Bardzo go cenię za tę zdolność okazywania uczuć.
Admete - Pon 07 Gru, 2009 21:12
Z innej beczki, ale o wampirach poniekąd:
http://film.onet.pl/0,0,2091264,wiadomosci.html
Brad Pitt zajmie się produkcją filmu "Vlad". Film przedstawi losy Włada Palownika, XV-wiecznego wołoskiego hospodara znanego lepiej jako Drakula.
Agn - Pon 07 Gru, 2009 22:18
| spin_girl napisał/a: | | Agn, nie uważam, żeby narracja pierwszoosobowa była lenistwem. Jest wielu zdolnych pisarzy, którzy posługują się tym rodzajem narracji. Na przykład moja ukochana Joanna Chmielewska. |
A także jeden z moich ulubieńców - pan Remarque (i też nie zawsze go za to kochałam, tak jak i były chwile, kiedy chciałam napisać pani Rice, by łaskawie spróbowała trzecioosobówki, bo ona nie gryzie). Niemniej w przypadku Meyer mam wrażenie, że jej się nie chciało lub się bała spróbować opisać np. walkę w pierwszym tomie. Łatwo poszło - pisała w pierwszej osobie, więc Bella sobie radośnie półmdleje i ma wizje z aniołem w roli głównej. Acz wypowiem się jeszcze na ten temat, bo już widzę, jak tłumaczkę poniosła wyobraźnia i jak np. spieprzyła scenę, w której Edward ratuje (znowu... ) Bellę w Port Angeles swoim "boskim głosem anioła" (czy coś w tym guście napisała), choć w oryginale nie ma o tym mowy.
Aaaale, najważniejsze! Spin, jeśli na myśleniu o wydaniu książki się nie skończy, to wiesz, wredna, czepialska Agn przeczyta. ^^
spin_girl - Pon 07 Gru, 2009 23:19
| Agn napisał/a: | | Acz wypowiem się jeszcze na ten temat, bo już widzę, jak tłumaczkę poniosła wyobraźnia i jak np. spieprzyła scenę, w której Edward ratuje (znowu... ) Bellę w Port Angeles swoim "boskim głosem anioła" (czy coś w tym guście napisała), choć w oryginale nie ma o tym mowy. |
OMG i jeszcze jej za to zapłacili
| Agn napisał/a: | | Aaaale, najważniejsze! Spin, jeśli na myśleniu o wydaniu książki się nie skończy, to wiesz, wredna, czepialska Agn przeczyta. ^^ |
heheh, a potem będę długo i szczegółowo tłumaczyć i uzasadniać każdy zwrot akcji Niech żyją wnikliwi i wymagający czytelnicy
Niestety chwilowo piszę książkę w narracji trzecioosobowej czyli własną pracę magisterską, co skutecznie zabija wszelką inną wenę, ale jak wreszcie skończę to chyba podejmę kolejną próbę. Ostatnia spaliła na panewce, kiedy obejrzałam miniserial "Lost in Austen", który w dużej mierze zawierał w sobie to, o czym chciałam napisać. Stwierdziłam, że nie ma sensu brnąć w coś, co ktoś już dość sprawnie zrealizował, więc skończyło się na trzech rozdziałach. Ale przynajmniej wiem, że pomysł miałam dobry, skoro podobny doczekał się realizacji, czyli potrafię myśleć komercyjnie Jeśli coś wreszcie stworzę to na pewno się pochwalę
RaczejRozwazna - Wto 08 Gru, 2009 11:20
Nie chodzi i o płacz mężczyzny jako taki - jest on jak najbardziej na miejscu. Chodzi mi raczej o to, że nie chciałabym aby po moim mężczyźnie tak bardzo było widać, że cierpi wraz ze mną. Tzn - kurczę jak to ująć - chciałabym, żeby w moim cierpieniu on był tym kimś "twardym", na którym można się oprzeć; cierpiący Edward budzi litość.
Eeee cokolwiek napiszę to nie tak jak chciałabym ując. Ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.
Agn - Śro 09 Gru, 2009 00:05
Ja nie bałdzo. Moją ukochaną książką jest, oczywiście, Władca pierścieni Tolkiena. Książka, poza wieloooma walorami językowymi, budowy świata, postaci etc. ma jeszcze jedną cechę, która sprawia, że tak ją kocham - mężczyźni w tej książce bez skrępowania śmieją się, cieszą, śpiewają, ale i płaczą. Nie ma tam nigdzie poglądu, że to "niemęskie", że facet musi być "tym twardym".
Jak nie przepadam za Edwardem, tak jestem w stanie coś tutaj zrozumieć. Meyerowskie wampiry nie płaczą (oraz nie śpią, ale to pozostawię bez komentarza), bo nie mogą. To tak jakby zablokować ci jakiś sposób wyrażania emocji. Kiedy cierpisz łzy są naturalną reakcją. Edward, choć cierpiący, ale wciąż wiedzący lepiej, co dla Belli najlepsze mnie wkurza, ale od lat nie płakał, a, widocznie, ma taki, hmm, ludzki odruch.
*spogląda ze zgrozą na herbatę* Co było w tym kubku, że ja się wypowiadam o Edku w tym tonie?
I jeszcze jedno, bo mi umknęło...
Film o Władzie - o żesz ty... Panie i panowie, thin poleci na kina choćby na wrotkach!!!
spin_girl - Śro 09 Gru, 2009 12:15
| Agn napisał/a: | | Moją ukochaną książką jest, oczywiście, Władca pierścieni Tolkiena. Książka, poza wieloooma walorami językowymi, budowy świata, postaci etc. ma jeszcze jedną cechę, która sprawia, że tak ją kocham - mężczyźni w tej książce bez skrępowania śmieją się, cieszą, śpiewają, ale i płaczą |
I trzymają się za ręce. I śpią przytuleni. Zastanawiałam się kiedyś nad napisaniem pracy o motywach gejowskich we Władcy Pierścieni. Co nie zmienia faktu, że wolę mężczyzn, którzy potrafią okazywać emocje od tych, którzy udają macho.
RaczejRozwazna - Śro 09 Gru, 2009 13:40
No, tak... Ale cóż, to co mnie w "Władcy" nie raziło, a wręcz przeciwnie, wzruszało, to u Edwarda mnie denerwuje. Przypomina mi się taki dialog z jednej z ksiązek serii "Jeżycjady" Musierowicz. Senior rodu pyta małego Józinka, który ciągle dokucza swojemu kuzynowi:
Dziadek: powiedz mi Józefie, czy jest coś, co Cię drażni w twoim kuzynie Ignacym?
Józinek: jest.
Dziadek: cóż to takiego?
Józinek: On.
No to ja mam chyba tak samo do Edwarda
| spin_girl napisał/a: | Zastanawiałam się kiedyś nad napisaniem pracy o motywach gejowskich we Władcy Pierścieni. |
Tylko spróbuj Od "Władcy" wara!!
spin_girl - Śro 09 Gru, 2009 13:43
E, tam, nie ma rzeczy świętych, ani książek doskonałych. Mnie się LOTR bardzo podobał, ale kilka wad też w nim dostrzegłam i w ogóle mam wrażenie, że od czasu napisania tej książki czasy się nieco zmieniły i przyjaźń Sama i Froda może być postrzegana nieco inaczej. Niektóre opisy wydają się dość dwuznaczne...
praedzio - Śro 09 Gru, 2009 13:49
To, że świat oszalał, nie znaczy, że książka jest szalona. Ja też protestuję przed dopatrywaniem się we Władcy rzeczy, których tam nie ma.
spin_girl - Śro 09 Gru, 2009 13:55
No naprawdę, drogie panie Od co najmniej dziesięciu stron atakujecie od każdej możliwej strony moją obecnie ulubioną książkę, a ja ani razu nie uciekłam się do gwałtownych gestów. Ośmieliłam się powiedzieć dwa zdania nawet nie krytyki tylko innego punktu widzenia na temat LOTR i od razu w ruch poszły wałki i kałasze. Bardzo proszę o konstruktywne kontrargumenty Co więcej, nie przypominam sobie w książce ani jednego opisu fizycznej czułości między kobietą a mężczyzną, natomiast podróż Sama i Froda w takie opisy obfituje. Freud by się ucieszył...
BeeMeR - Śro 09 Gru, 2009 13:59
| spin_girl napisał/a: | | nie przypominam sobie w książce ani jednego opisu fizycznej czułości między kobietą a mężczyzną, | ja sobie w ogóle mało kobiet tam przypominam
A wszelkie sugestie odnośnie "przyjaźni" Frodo i Sama traktuje li i jedynie żartobliwie - czytając książkę dwukrotnie ani mi w głowie powstała taka myśl
Admete - Śro 09 Gru, 2009 14:23
Jakie argumenty? Nie ma co porównywać. WP to literatura, która przetrwała już pół wieku, a teksty pani M. to takie czytadła ocierające się o grafomaństwo, za 5 lat wszyscy o nich zapomną. I nie zamierzam dawać argumentów, bo to bezsensowne. Zresztą to profanacja dla WP by była. Z jednej strony wiedza literacka, kulturowa, wiedza o języku i stylach profesora Tolkiena, z drugiej pani Meyer z umiejętnościami pisarskimi na poziomie szkółki pisarskiej. Zauważ, że ja w ogóle nie biore pod uwagę treści. Mogła mieć nawet dobre pomysły, ale wykonanie jest ledwie dostateczne. Owszem opieram sie na tym nieszczęsnym tłumaczeniu polskim, ale sądzę, że jakiegoś dramatycznego polepszenia stylu w wersji angielskiej nie ma. Może miała dobrego redaktora i wyłapał błędy, które posiada wersja polska i to tyle. Nadal będę twierdzić, że dodatkowo tłumaczenie polskie jest koszmarne i to już wina tłumacza. Nie wystarczy tylko przełożyć słowo w słowo, trzeba jeszcze znać dobrze swój włąsny język i zasady gramatyczne nim rządzące. Dobry tłumacz poradzi sobie z tekstem, słaby nie. Mam na półce pięknie przetłumaczone książki - choćby tom opowiadań Angeli Carter Czarna Wenus. Jest tam bogactwo stylistyczne i językowe, które tłumacz oddał w sposób mistrzowski. To już jak źle trzeba tumaczyć, żeby o tyleż prostszy tekst, jednolity pod względem stylu przetłumaczyć z błędami?
Może mi sie temat nie podoba, mogę się dziwić bohaterom i ich miałkości - to już kwestai interpretacji. Może jestem na takie romantyczności uodporniona - mój zysk albo moja strata. Ja tylko cały czas mówię, że to po prostu słaba powieść, miałka literatura napisana nijakim stylem. Gdyby ten pomysł opracował ktoś inny, obdarzony większym talentem, to pewie mogłaby mi się spodobać. Kto wie?
Co do interepretacji i wątków homoseksualnych - każdy widzi w tekście to, co chce, jego
sprawa, co mu sie kojarzy.
spin_girl - Śro 09 Gru, 2009 14:53
A w którym momencie ja powiedziałam, że Zmierzch i LOTR są równie dobre? Albo w ogóle je porównywałam? To są dwie różne książki, jak dla mnie kompletnie nie do zestawiania czy porównywania. I co tu mają do rzeczy tłumaczenia?
W ogóle jakoś tak agresywnie się zrobiło, najwyraźniej wsadziłam kij w mrowisko z tymi wątkami homoseksualnymi w LOTR, książkę czytałam raz więc nie mam wystarczającej wiedzy merytorycznej, żeby się kłócić, chociaż mnie się akurat takie myśli nasuwały, kiedy to czytałam i nie tylko mnie, zaczęłyśmy sobie z koleżanką z roku żartować kiedyś na ten temat przy okazji maratonu filmowego LOTR i całkiem fajna merytorycznie dyskusja nam z tego wyszła, ona właśnie była w trakcie pisania pracy o przekładach LOTR i chcąc nie chcąc siedziała w tekście dość mocno i zaczęła się śmiać, że jak już raz na to zwróciła uwagę to prawie w każdym rozdziale coś znajdowała. Tym niemniej, widzę, że moja żartobliwa uwaga trafiła na mur nieprzychylności zdeklarowanych fanek, więc się zamykam, żeby nie robić nikomu przykrości, ale uważam, że nie trzeba w tym celu do mnie strzelać ani grozić wałkiem, wystarczy dobry kontrargument, w końcu siedzimy na tym forum, żeby dyskutować.
I jeszcze na koniec jedna uwaga - fakt, że ktoś mówi, że książka jest klasyką nie znaczy, że nie można jej krytykować. Każdy czytelnik ma prawo do własnego zdania, nawet na temat klasyki. Od razu przypomina mi się takie powiedzenie "gówno jest dobre-miliony much nie mogą się mylić". Fakt, że miliony mówią, że coś jest dobre jeszcze nie znaczy, że to jest święte. Inaczej Zmierzch byłby święty
Rozważna, wydaje mi się, że w momencie, w którym doszłyśmy do punktu, że nie lubisz Edwarda "bo jest", nie mogę już z Tobą polemizować wobec czego składam broń i już Cię nie będę przekonywać, że Edward fajnym chłopakiem (wampirem) był.
Admete - Śro 09 Gru, 2009 15:00
To przecież napisałam, że każdy ma prawo do własnej interpretacji, teraz Ty mnie nie zrozumiałaś. Mnie tam nie przeszkadza, ze masz takie skojarzeniu. Co za problem, żaden.Ja za to nic nie mogę poradzić na to, że Zmierzch przyprawiał mnie najpierw o wybuchy śmiechu,a potem o irytację.
I gdzie ta agresja? W tym, że uważam, iż Zmierzch to kiepska literatura? To jest kiepska literatura i tyle. Wolno mi tak uważać, tak samo jak Tobie wolno inaczej - z całym szacunkiem. Dobra - naprawdę zamykam sie na tematy zmierzchowe, na kluczyk, który wyrzucam w morze. Miłej dalszej dyskusji życzę
Gdzie ktoś napisał, ze WP jest święty? I czy ktoś napisał, że nie wolno go atakować?
Jak to co mają do rzeczy tłumaczenia? Ależ wszystko mają. W końcu jesteśmy w Polsce i ludzie tutaj czytaja po polsku, należy im sie dobre tłumaczenie książki. Nieważne jakiej. Chyba lepiej by było, żeby książka, którą lubisz, miała dobre tłumaczenie? To rodzaj szacunku zarówno dla czytelnika jak i pisarza. Książki mają nie tylko dostarczać rozrywki, mają też uczyć - choćby dobrego stylu.
spin_girl - Śro 09 Gru, 2009 15:13
| Admete napisał/a: | | teraz Ty mnie nie zrozumiałaś. |
tak, chyba mamy jakieś kłopoty komunikacyjne.
| Admete napisał/a: | | I czy ktoś napisał, że nie wolno go atakować |
kilka postów wcześniej było coś w stylu "od WP wara...", Admete, ja naprawdę nie komentowałam wyłącznie Twojego ostatniego posta.
| Admete napisał/a: | | Jak to co mają do rzeczy tłumaczenia? Ależ wszystko mają |
zgadzam się z resztą tej wypowiedzi, ale akurat nie złapałam, do czego ona się odnosi. Od dwóch stron dyskusja toczyła się na temat męskości mężczyzn oraz mojego najwyraźniej źle wymierzonego spopstrzeżenia, że w WP są motywy gejowskie. Argument o tłumaczeniach zbił mnie nieco z tropu, dlatego zapytałam się, co mają do rzeczy tłumaczenia.
|
|
|