Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
Pemberley - Czw 18 Gru, 2008 10:28
A ja chcialabym zwrocic uwage milosniczek kryminalow, BBC, Kennetha Brannagta, kina spokojnego, skandynawskiego, tudziez tych, ktore lubia bohaterow angstowych w sensie "cierpiacych wiele " na 3 odcinkowy mini serial Wallander: http://www.imdb.com/title/tt1178618/
Bardzo dobrze mi sie ogladalo, piekne,czyste krajobrazy w sam raz na czas zimowy. Polecam...
Admete - Czw 18 Gru, 2008 14:04
Trzymamy rękę na pulsie Pem Ksiązki tez się dobrze czyta.
Harry_the_Cat - Czw 18 Gru, 2008 19:45
Załapałam się na kawałek w Szwecji... ale był po szwedzku
Ale Admete czuwa
Caitriona - Czw 18 Gru, 2008 19:48
Widziałam pierwszy ocinek, moim zdaniem świetna robota. Nie znam książek, ale widziałam już filmy produkcji Skandynawskiej. Ten jest lepszy, pewnie to zasługa Kennetha Admete
Admete - Czw 18 Gru, 2008 20:09
Ksiązki polecam, dobre kryminały
aneby - Sob 20 Gru, 2008 22:53
Obejrzałam My Blueberry Nights . Spodziewałam się czegos ciekawszego. Opowieść o młodej dziewczynie Elizabeth, która podróżuje aby się "odkochać" . Po drodze spotyka różnych ludzi z ich problemami. Rzecz w tym, że film nie skupia się konkretnie na niej - a to ona jest główną postacią. Historie pozostałych bohaterów spychają Lizzie na dalszy plan, a przecież to są watki poboczne. Opowieść, która powinna poruszać, mnie jakoś nie wzruszyła. Ani jej łzy mnie nie wzruszają, ani alkoholik X razy rzucający picie, ani hazardzistka mająca problem z ojcem. Takie flaki z olejem. Do tego w tle piosenki Nory Jones (skądinąd piękne) tu potęgują uczucie rozwlekłości akcji. A swoją drogą Norah powinna zostać przy śpiewaniu. To robi naprawdę dobrze. Aktorsko broni się Jude Law i Natalia Portman.
miłosz - Nie 21 Gru, 2008 22:56
| Caitriona napisał/a: | Widziałam pierwszy ocinek, moim zdaniem świetna robota. Nie znam książek, ale widziałam już filmy produkcji Skandynawskiej. Ten jest lepszy, pewnie to zasługa Kennetha Admete |
tego nie widziałam............... ale czy to ten sam bohater co sie pojawia na polszmacie w niedzielne wieczory od czasu do czasu???? Ksiązki świetne
Caitriona - Pon 22 Gru, 2008 12:55
Bohater ten sam, aktor inny
asiek - Pią 26 Gru, 2008 22:00
„Australia” – czekałam na ten film od kilku miesięcy z wiadomych powodów /vide avatar /. Dzisiaj spełniło się moje marzenie - i jak to w taki przypadkach bywa - rzeczywistość trochę rozminęła się z oczekiwaniami. Może zacznę od plusów…Film jest znakomicie sfotografowany i zmontowany, zdjęcia Interioru urzekają, efekty specjalne robią wrażenie, muzyka całkiem, całkiem…Jackman i Kidman tworzą wizualnie świetną parę /Bogiem a prawdą, wolałabym widzieć siebie bok Hugh’a , ale cóż nie można mieć wszystkiego /. Mimo obaw, przyznam że Nicole mile mnie zaskoczyła. Znakomicie poradziła sobie z rolą Lady Ashley i sądzę, że nie sposób jej nie polubić. Rola Hugh’a nie jest zbyt rozbudowana, więc na ekranie dominuje Nicole i aborygeńscy aktorzy. Jak już wcześniej wspominałam / w wątku dot. Jackmana/, „Australia” jest ukłonem wobec Aborygenów. Film dotyka problemu ”straconego pokolenia”, czyli dzieci poczętych z mieszanych związków Aborygenek i „białych” mężczyzn. Dzieci te były siłą odbierane matkom i umieszczane w misyjnych domach, gdzie izolowano je od tubylców i chrystianizowano. I właśnie takie dziecko - chłopiec o imieniu Nullah- jest głównym bohaterem i zarazem narratorem „Australii”. Film przesiąknięty jest magią Aborygenów. Widać reżyser chciał przybliżyć "człowiekowi zachodu" świat tubylców, ale w mojej ocenie nie bardzo mu to wyszło. Potraktował ten temat zbyt powierzchownie, zabrakło aury tajemniczości toteż rytuały Nullaha, czy też plemiennego szamana zamiast intrygować trochę śmieszą i rażą infantylnością.
Oczywiście nie zabrakło i romantycznych scen, ale i one zostały potratkowane przez Baza po macoszemu. Według mnie brakuje w nich ognia, tego czegoś, co powoduje, że dopada nas stado motyli i czujemy się, jak na wiadomym peronie.
To tyle pierwszych wrażeń.
Fragment ścieżki dźwiękowej...
http://www.vanityfair.com...inal-score.html
Piosenka z filmu...
http://www.youtube.com/watch?v=LH-ocxMzN14
Gosia - Sob 27 Gru, 2008 00:15
Dzięki Asiek za recenzję.
Wiem mniej więcej czego mogę się spodziewać, bo ten film mnie interesuje.
RaczejRozwazna - Sob 27 Gru, 2008 19:42
W ramach nadrabiania zaległości filmowych obejrzałam podczas Świąt kilka fajnych filmów - jak zwykle jestem spóźniona, bo większośc pewnie to widziała po kilka razy
1. Ocean's eleven - dawno się tak nie usmiałam . Świetne aktorstwo, Clooney ( ), niezły Pitt, choć za nim nie przepadam i reszta. teraz w kolejce czekają dwunastka i trzynastka
2. Anna i król - piękne choć długie. Genialny Chow Yun-Fat, piękne widoki, romantyczna, acz niespełniona miłość, rewelacja. Słyszałam, że rolę Anny odrzuciła Kate Winslet. Szkoda, bo akurat ją lubię, a za Judi Foster nie przepadam. Za zimna i inteligentna do takiej roli... ale i tak super.
3. Dowód życia z Russelem Crowem i Meg Ryan - taka opowieśc o szlachetnym bohaterze. tak szlachetnym, że niemal nieprawdziwym... Ale jak na mnie - bomba. Lubię spiżowe postaci.
Gosia - Sob 27 Gru, 2008 19:48
| RaczejRozwazna napisał/a: |
2. Anna i król - piękne choć długie. Genialny Chow Yun-Fat, piękne widoki, romantyczna, acz niespełniona miłość, rewelacja. Słyszałam, że rolę Anny odrzuciła Kate Winslet. Szkoda, bo akurat ją lubię, a za Judi Foster nie przepadam. Za zimna i inteligentna do takiej roli... ale i tak super. |
Ja akurat się cieszę, że Judi gra w tym filmie, gdyż wygląda na trochę chłodną Angielkę, która jednak zakochuje sie w królu
Bardzo lubię ten film.
A Chow Yun-Fat tu
Harry_the_Cat - Sob 27 Gru, 2008 19:52
| RaczejRozwazna napisał/a: | 1. Ocean's eleven - dawno się tak nie usmiałam . Świetne aktorstwo, Clooney ( ), niezły Pitt, choć za nim nie przepadam i reszta. teraz w kolejce czekają dwunastka i trzynastka |
Bardzo dobry film!
BeeMeR - Nie 28 Gru, 2008 22:50
a ja dziś z Siostrzyczkami obejrzałam "Jeszcze dalej niż północ":
Szalenie mi się podobał ten ciepły, krzepiący, a jednocześnie tryskający humorem film Polecam każdemu, kto szuka inteligentnej (ale niekoniecznie ) rozrywki, dawki porządnego humoru i odstresowania
Trzykrotka - Nie 28 Gru, 2008 22:58
A ćwiczyłyście to piękne północne "e!", którym trzeba kończyć zdanie?
BeeMeR - Nie 28 Gru, 2008 23:01
No ba!
Znaczy się "e!?"
Anaru - Nie 28 Gru, 2008 23:28
Jasne! Dla mnie to brzmiało jak głębokie połączenie "ee!? i "aa!?"
Przepiękny film, bardzo polecam.
Chociaż nasza siostra ciut zrzędziła na nieco inne tłumaczenie niż poprzednio widziane.
Trzykrotka - Nie 28 Gru, 2008 23:28
A wpadki na napisach końcowych obejrzałyście? I wiecie już, co to takiego straszliwego jest "szadź"?
Kapitalny, ciepły film, policzki mnie bolały od uśmiechania się podczas oglądania.
Anaru - Nie 28 Gru, 2008 23:29
| Trzykrotka napisał/a: | | A wpadki na napisach końcowych obejrzałyście? I wiecie już, co to takiego straszliwego jest "szadź"? |
No właśnie nie, bo tam już brakło tłumaczenia
Zamierzam wyciągnąć naszą Mamę do kina, powinno jej się bardzo spodobać.
spin_girl - Pon 29 Gru, 2008 10:52
Zupełnie przypadkowo obejrzałam ten film w Święta i szalenie mi się spodobał. Jako filologa, najbardzie bawiły mnie, oczywiście, różnice językowe
Wyobrażenie żony o północy było genialne
Moją ulubioną sceną jest scena maskarady, kiedy żona głównego bohatera przyjeżdża na północ i mieszkańcy organizują jej wioskę zgodną z jej wyobrażeniami- genialne!
BeeMeR - Pon 29 Gru, 2008 10:58
Wyobrażenia nie tylko żony, ale i znajomych , policjanta - maskarada - coś pięknego!
Trzykrotka - Pon 29 Gru, 2008 11:52
| spin_girl napisał/a: | Moją ulubioną sceną jest scena maskarady, kiedy żona głównego bohatera przyjeżdża na północ i mieszkańcy organizują jej wioskę zgodną z jej wyobrażeniami- genialne! |
Mnie się to akurat mniej podobało, za to lekcja rozwożenia listów bez upijania się - miody! Płakałam ze śmiechu pod koniec.
spin_girl - Pon 29 Gru, 2008 12:40
| Trzykrotka napisał/a: | | za to lekcja rozwożenia listów bez upijania się - miody! |
O tak, to było rewelacyjne!
Caroline - Pon 29 Gru, 2008 21:58
Ostatnio widziałam dwa filmy, oba niezłe, oba ze starymi znajomymi
Nr 1
Happy-Go-Lucky
Świetny film Mike'a Leigh ("Sekrety i kłamstwa", "Vera Drake"). W głównej roli Sally Hawkins, czyli długodystansowa Anna Elliot z ostatnich Perswazji. Epizod ponurego księgarza zagrał Elliot Cowan, czyli najnowszy pan Darcy z "Lost in Austen".
Cały film to właściwie wycinek z życia Poppy, głównej bohaterki, którą można by nazwać wzorcem z Sevres optymizmu.
Polecam bardzo film, zwłaszcza tym, którzy widzieli i spodobały im się poprzednie filmy Mike'a Leigh.
A do poczytania dwa wywiady, jeden z M. Leigh, drugi z S. Hawkins.
Sally: http://wyborcza.pl/1,7684...zczesliwia.html
Mike: http://wyborcza.pl/1,7547...i_potworne.html
Caroline - Pon 29 Gru, 2008 22:13
Nr 2
Body of Lies czyli "W sieci kłamstw"
Niezła sensacja w doborowej obsadzie (Russel Crowe, nietitanicowy Leonardo di Caprio), reżyseria Ridley Scott.
Stary znajomy: Mark Strong, czyli pan Knightley z brytyjskiej "Emmy"!
To już drugi po "Syrianie" film, w którym M.Strong gra postać arabskiego pochodzenia. Ot jak sytuacja geopolityczna wpływa na kariery aktorów o określonym wyglądzie
Aż sprawdziłam skąd mu się ta śniada fizys wzięła: Mark Strong ma korzenie austriackie i włoskie, urodził się w Londynie jako Marco Giuseppe Salussolia.
Jeśli ktoś lubi pana Knightleya w jego wydaniu i samego M. Stronga w ogóle, to "W sieci kłamstw" jest pozycją obowiązkową, jego postać naprawdę robi wrażenie.
|
|
|