Filmy - Fajny film wczoraj widzialam... III
damamama - Śro 19 Lis, 2008 13:18
Nie pomyślałaś, że to jest jednak sposób na miarę przystępne oswojenie dziecka ze śmiercią?
RaczejRozwazna - Śro 19 Lis, 2008 13:40
jakoś nie przemawia do mnie taki sposób...
damamama - Śro 19 Lis, 2008 13:49
Moim zdaniem jest to podobnie jak z adopcją dziecka. Jeśli mu o tym powiesz w odpowiedni sposób wtedy gdy jest małe, to mało rozumiejąc "temat" przejdzie nad tym do porządku dziennego. Za to w wieku dojrzalszym jeśli ktoś "życzliwy" mu o tym doniesie, wcale go to nie dotknie albo jeśli tak to bardzo łagodnie.
RaczejRozwazna - Śro 19 Lis, 2008 14:02
Rozumiem o co Ci chodzi, i zgadzam się w sptawie adpcji. Ale ja własnie uważam, że mówienie w ten sposób o śmierci tak jak było pokazane to w tym filmie nie jest odpowiedni. Bo z jednej strony mówi się o niej "z przymrużeniem oka", z drugiej zaś eksponuje się nadmiernie. Np scena poważnej rozmowy ojca z synem, który prosi, aby tatuś się powtórnie nie żenił, a na pierwszym planie mamy stopy nieboszczyka... po co pytam? Odbierałam wrażenie, że to twócy filmu nie radzili sobie ze śmiercią... "Oswajanie" śmierci przezjej ośmieszanie nie jest dobrym sposobem. Bo jeśli kogoś dotyka śmierć kogoś bliskiego nigdy nie będzie mu "do śmiechu"... Wytłumaczyć dziecku śmierć można w inny sposób, niekoniecznie eksponując nieboszczyków w filmie. wyobrażam sobie zresztą pytania dzieci, gdy zobaczą tę scenę...
Jeden z najpiękniejszych sposobów mówienia o śmierci i oswajania się z nią był pokazany w filmie "Podążaj w stronę światła" o śmietrtelnie chorym chłopcu. To jak jego ojciec mówi ł o śmierci utkwiło mi głęboko, mimo iż film oglądałam jakieś 15 lat temu.
poważnie się zrobiło... ale ja nie umiem w inny sposób mówić o tych sprawach.
Gunia - Śro 19 Lis, 2008 18:08
Mi po Burtonie trupy niestraszne, więc lubię "Nianię".
Alicja - Śro 19 Lis, 2008 19:01
| RaczejRozwazna napisał/a: | | Jeden z najpiękniejszych sposobów mówienia o śmierci i oswajania się z nią był pokazany w filmie "Podążaj w stronę światła" o śmietrtelnie chorym chłopcu |
och jaki to był piękny film i ta pomoc w przejściu dziecka na drugą stronę przez najbliższą osobę, która przecież sama cierpiała. Pamiętam,że płakałam jak bóbr
Calipso - Śro 19 Lis, 2008 20:36
Jak tu smutno się zrobiło
Spójrzcie na Gunię,od razu się uśmiechniecie na ten widok
RaczejRozwazna - Śro 19 Lis, 2008 22:06
To był tylko smutek chwilowy.... A do Guni awka uśmiecham się jak tylko go zobaczę.... (do Guni zresztą też )
Copycat - Czw 20 Lis, 2008 11:51
To lepiej nie oglądaj "Zgonu na pogrzebie" :]
Gunia - Czw 20 Lis, 2008 16:25
Ogromne ciacho dla wszystkich fanek śpiących królewiczów:
.
A "Zgon na pogrzebie" widziałam i się nieźle uśmiałam, chociaż chwilami faktycznie bywał niesmaczny.
Calipso - Czw 20 Lis, 2008 17:06
O i tutaj ciacho Dwa ciacha
RaczejRozwazna - Czw 20 Lis, 2008 18:50
Gunia dzięki wygląda pysznie, ale się odchudzam : :
Harry_the_Cat - Czw 20 Lis, 2008 22:02
Właśnie wróciłam z Quantum of Solace. Ło maj got!
Noremalnie oglądałam z rozdziawioną buzią. Może nie do końca bondowski, ale film r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-y. Zdjęcia, montaż... Walki, pościgi - szacun wielki. Nigdy czegoś takiego w kinie nie widziałam.
miłosz - Czw 20 Lis, 2008 22:09
| Harry_the_Cat napisał/a: | Właśnie wróciłam z Quantum of Solace. Ło maj got!
Noremalnie oglądałam z rozdziawioną buzią. Może nie do końca bondowski, ale film r-e-w-e-l-a-c-y-j-n-y. Zdjęcia, montaż... Walki, pościgi - szacun wielki. Nigdy czegoś takiego w kinie nie widziałam. |
fajne nie i czekam na częśc trzecią żeby sie Daniel rozprawił z organizacją
Harry_the_Cat - Czw 20 Lis, 2008 22:14
Podobała mi się bardzo jeszcze scena w operze.
BTW- to nie Daniel. To Bond. James Bond.
miłosz - Czw 20 Lis, 2008 22:17
| Harry_the_Cat napisał/a: | Podobała mi się bardzo jeszcze scena w operze.
BTW- to nie Daniel. To Bond. James Bond. |
jes - a opera Tosca tez mnie powaliła, no poprostu dobry film - ja już napissałam, że taki krwisty Bond z tego craiga, bo Pirsik wiadomo jako Bond jak sika to siada
choć Pirsika bardzo lubię i dostarczała mi wielu wzruszeń
Harry_the_Cat - Czw 20 Lis, 2008 22:20
I w ogóle... Może za dużo M - jako postaci było. No i Olga Kyrylenko też taka sobie. Dużo fajniejsza ta Brytyjka była.
Admete - Czw 20 Lis, 2008 22:32
A ja przegapiłam nowego Bonda, nie graja juz u mnie. Żałuję, że nie widziałam...Może kiedyś przy okazji. Casino sobie przypomnę...
Gosia - Czw 20 Lis, 2008 22:41
A ja ostatnio obejrzałam kolejny film według powieści Catherine Cookson "The Man Who Cried" (wersja z angielskimi napisami).
A powerful and evocative drama set against the turbulent backdrop of the 1930's Depression and the Second World War. The story follows the journey of one man - Abel Mason - and his search for happiness for himself and his young son, Dick. The pair have left behind Abel's vicious, nagging wife Lena to try and build a new life.
http://www.filmweb.pl/f24...ied%2C+The,1993

Obejrzałam go zaraz po zakupie na allegro ze względu na główną rolę Ciarana Hindsa (film z 1993 r. więc jest w nim młody). Okazało się że zagrała tu także Amanda Root.
Początek bardzo mi się podobał, zdjęcia, fabuła oraz muzyka.
Podróż syna z ojcem była ładnie pokazana, potem kolejne próby znalezienia pracy.
Wreszcie praca, którą znalazł przez przypadek, ale okazała się wybawieniem z trudnej życiowej sytuacji. Jednak... no właśnie, wściekałam się na bohatera za decyzje, które podejmował, rozumiem, że to co zrobił zrobił dla syna, ale póżniej to już zupełnie co innego. I co on w tamtej widział? Nigdy chłopów nie zrozumiem...
Zdrady widać mają we krwi....
Filmowi czegoś brakowało, do połowy byl interesujący, a pozniej coś tam zatracił, może jednak to wina autorki?
Ciaran poradził sobie nieźle, świetna była też Amanda.
Aha, nie mylić z innym filmem o tym samym tytule!
trifle - Czw 20 Lis, 2008 23:07
A ja obejrzałam na raty "Dwa dni w Paryżu", dziś skończyłam. Nie polecam. Jakiś taki pusty film, nie wiem właściwie o czym. Para - Francuzka (Marion) i Amerykanin - mieszkająca normalnie w NY - pojechała do Wenecji, w drodze powrotnej spędza owe dwa dni w Paryżu, gdzie mieszkają rodzice Marion. Oboje łażą, gadają o jakichś durnotach, które fakt, mają jakiś cień humoru i inteligencji, ale nie rozumiem, czemu to ma służyć. Co krok spotykają starych znajomych Marion, z którymi ta była ekhem blisko, a Amerykanin udaje, że jest ok, aż w końcu wybucha, trochę się kłócą, a potem następuje pseudo-zakończenie, bo nie zrozumiałam chyba na czym stanęło
Generalnie - strata czasu i nic więcej. Nawet na Paryż nie można sobie popatrzeć, bo nic tu ładnego nie zostało pokazane. Po co takie filmy robić? No po co?
Trzykrotka - Pią 21 Lis, 2008 00:14
A jeszcze okrzyknięto to wspaniałą komedią! Zgadzam się co do slowa. Okropny film, popłuczyny po wczesnym Woodym Allenie, momentami obrzydliwe.
trifle - Pią 21 Lis, 2008 00:34
| Trzykrotka napisał/a: | | A jeszcze okrzyknięto to wspaniałą komedią! |
No właśnie, chciałam go obejrzeć, bo miałam w głowie jakąś recenzję z wyborczej, jak to Julie Delpy się popisała reżysersko, że to takie inteligentne.. Eeeeee
Alicja - Pią 21 Lis, 2008 06:59
| Gosia napisał/a: | | Filmowi czegoś brakowało, do połowy byl interesujący, a pozniej coś tam zatracił, może jednak to wina autorki? |
czyli tego już nie mam kupować
Gosia - Pią 21 Lis, 2008 08:11
Nie, myślę, że obejrzeć można. Film zakupiony na allegro nie jest drogi, a ja w ogóle zbieram adaptacje prozy Cookson
Film mozna obejrzeć choćby dla Amandy i Ciarana.
Alicja - Pią 21 Lis, 2008 08:44
ja ostatnio też ale wybiórczo i te polecane
|
|
|