To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2

Alison - Czw 11 Paź, 2007 21:43

Mnie najwiecej czasu rano zabiera obowiązkowy poranny spacer z psem. Jestem w stanie się umyć i ubrać w 10 min. Maluje się tyle co nic i to tylko jak mam zajęcia, żeby studentów nie straszyć. Włosów często w ogóle zapominam przeczesać, więc przeczesuję palcami chadzając ze psem po lesie. Najgorzej jak już nie ma zmiłuj i muszę rano umyć łeb. Jak jest ciepło wychodzę z mokrym, okoliczna ludność jest przyzwyczajona do takich widoków, kiedy jest zimno muszę użyć suszarki, bo schłabym 3 godziny, no i to jest masakra. Właśnie w poniedziałek umyłam rano głowę i pojechałam do pracy wyszuszona szuszarką i zanim doszłm z parkingu do pokoju, 3 osoby zdążyły mi zakomunikować: ale ty masz szopę dzisiaj...
Uwielbiam takie komentarze :(

Anonymous - Czw 11 Paź, 2007 21:47

Ja wstaję o 7, czasem jak nie mogę się zwlec - 7:10, 7:15. Wpuszczam koty, robię herbatke i sniadapki i czekam aż ta pierwsza wystygnie, po czym wsadzam głowe pod kran, suszarka, szczotka do modelowania i 7:20, 7:25 po robocie. Ubieram się, robię tapetę (w czasie tapetowania kota włazi na kolana na nasze poranne pieszczochy) z eylinerem włacznie i siadam do kompa na jakies 10 min (wypuścić Puszka-Okruszka na cmentarz i Beowulfa w misję). O godz 7:35 wyłaczam kompa, ubieramk butki, piję herbatke, zostawiam kanapki, 7:40 wychodze z domu. Teoretycznie nie mam prawa zdążyć na autobus co to jedzie o godz 7:42, ale on sie czesto spoznia, wiec jestem w sam raz. jak nie zdaze ide na stopa - jeszcze sie nigdy do pracy nie spoznilam. Po drodze zdaze sobie jeszcze sniadanko kupic.
Grunt to organizacja :D

Anonymous - Czw 11 Paź, 2007 22:01

Matulku, Ty jestes urocza właśnie z tą szopa. Po pierwsze - należysz do osób co to zawsze sie rzucają w oczy. A to fikuśny wisiorek, a to broszka, a to apaszka, a to szaliczek udrapowany. Włos rozwiany - to fakt, ale nie wyobrażam sobie Ciebie w żadnym innym fryzie. Po prostu taki ma byc.
Są czasem tacy ludzie co to potrafią worek zgrzebny nosić niczym sukienkę od Armaniego. I Ty do takich ludziów należysz. Czysta klasa. Mówi ci to Córa co to zawsze z zazdrością na Ciebie patrzy i oczu nie może oderwać od Ciebie. Prostota, klasa, smak i gust. Amen.
Dziewczyny - nie wierzcie tak do końca naszej Matuli. :confused3:

Marija - Czw 11 Paź, 2007 22:01

Abso-kurna-genialnie :-D . Gorzej, jak się kupa ludu wkoło kręci :? - nawet do toalety trzeba wchodzić po zsynchronizowaniu zegarków.
Marija - Czw 11 Paź, 2007 22:04

AineNiRigani napisał/a:
Prostota, klasa, smak i gust. Amen.
Dziewczyny - nie wierzcie tak do końca naszej Matuli. :confused3:
Amen. Kto Matulę widział, to wie. Kto nie widział - ojojoj, jak można żyć w takiej ignorancji? :banan_czerwony:
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 22:07

AineNiRigani napisał/a:
Po drodze zdaze sobie jeszcze sniadanko kupic.

Śniadanko to ja MUSZĘ zjeść w domu - inaczej padłabym zemglona po drodze na przystanek.
Wstaję zwykle ok. 6.00 (choć był taki rok, że wstawałam o 4.30 i 5.45 wychodziłam z domu). Kąpię się i - niestety - codziennie piorę perukę. To jakieś pół godziny. Potem kwadrans na makijaże, ze dwadzieścia minut na śniadanie, ubieram się i o 7.30 jestem gotowa do wyjścia.

Anonymous - Czw 11 Paź, 2007 23:32

No widzisz Maryjanku. Jak ja wstaje o 7 i o 8 jestem już w pracy - nie zdaze zglodniec :D
A lubie sobie schrupac swiezutka buleczke... :D

Maryann - Pią 12 Paź, 2007 05:52

No to wracamy do meritum, czyli do parku Pemberley... :-D

Rozdział VII część 11

Kiedy wymieniali wędkarskie opowieści, idące przodem damy zeszły do rzeki, aby zobaczyć jakąś niezwykła roślinę wodną. Pan Gardiner dobrodusznie zaproponował, aby zostali tu, gdzie są, aż panie wyrażą swoje zachwyty. Chociaż wolałby wziąć udział w tej niewielkiej ekspedycji, został z wujem Elizabeth, patrząc pilnie, czy nic złego obu paniom nie grozi.
- Mój drogi – powiedziała pani Gardiner do męża po powrocie – podaj mi, proszę, ramię. Obawiam się, że jestem bardziej zmęczona, niż mogłabym uwierzyć.
- Oczywiście, kochanie.
Pan Gardiner szybko podszedł do żony. Nadzieje Darcy’ego wzrosły. Kiedy Gardinerowie zostali z tyłu, zbliżył się do Elizabeth. Przyjęła jednak tę zmianę w milczeniu, a rondo jej czepka stwarzało między nimi barierę. Realizując swoje postanowienie, zamierzał zacząć znowu.
- Panie Darcy – zza ronda czepka doszedł go głos Elizabeth – Najwyraźniej pański dzisiejszy przyjazd był całkowicie nieoczekiwany. Pańska gospodyni powiadomiła nas, że z pewnością przyjedzie pan dopiero jutro, a my opuszczając Bakewell – odwróciła się do niego – Byliśmy również przekonani, że nie spodziewają się tu pana w najbliższych dniach. W innym przypadku nie ośmielilibyśmy się zakłócać pańskiej prywatności.
- Rzeczywiście, taki był mój plan – przyznał – Otrzymałem jednak wczoraj od rządcy wiadomość, że powinienem przyjechać szybciej. Wyprzedziłem o kilka godzin resztę towarzystwa, z którym podróżowałem. Dołączą do mnie jutro – przerwał, zastanawiając się, jak przyjmie to, co chciał jej powiedzieć, po czym mówił dalej – Są tam również pani znajomi. Pan Bingley i jego siostry.
Jedynie nieznaczny ukłon świadczył, że go usłyszała. Darcy rozejrzał się wokół i zacisnął usta z niepokojem. Rozmowa kręciła się w kółko, a on nie miał żadnego pomysłu, jak skłonić Elizabeth do czegoś więcej. Tak naprawdę, to wzmianka o Bingleyach mogła ją skłonić do jak najszybszej ucieczki. Ale nie wolno jej odejść ! Nie zanim pokaże je, że jest innym człowiekiem, niż ten, który nagabywał ją w salonie w Hunsford. Nie zanim Georgiana będzie miała możliwość spotkać się z nią – z tą, którą tak bardzo pragnęła poznać od czasu, gdy wspomniał o niej zeszłej jesieni. Uczepił się tej myśli.
- W towarzystwie tym znajdzie się jeszcze jedna osoba, która specjalnie pragnie panią poznać – wziął głęboki oddech – Czy pozwolisz mi, pani, czy też żądam zbyt wiele, bym przedstawił ci moją siostrę podczas twego pobytu w Lambton ?
To, co nastąpiło po tym, jak pochylił się, aby usłyszeć odpowiedź, było bezładną mieszaniną emocji, istota których sprowadzała się do wyrażonej chęci i zadowolenia Elizabeth ze spełnienia życzenia panny Darcy. Tak, będzie szczęśliwa mogąc przyjąć pannę Darcy nazajutrz po jej przyjeździe do domu. Kiedy skończyła, cisza znowu zapadła między nimi, teraz jednak Darcy’emu wydawało się, że cisza ta ma inny charakter. Mógł powiedzieć, że Elizabeth się ucieszyła, a on był zadowolony.
Szybko wyprzedzili państwa Gardinerów i znaleźli się blisko domu. Kiedy wolno zbliżyli się do niego, spojrzał na nią i zapytał:
- Panno Bennet, czy wejdzie pani do domu ? – w nagrodę otrzymał krótki błysk jej oczu – Z pewnością potrzebuje pani odpoczynku i poczęstunku. Mogłaby pani również wygodnie zaczekać na wujostwo.
- Nie, dziękuję – odparła – Wcale nie jestem zmęczona.
Znowu nastąpiła cisza. Patrzył na nią z niepokojem, zastanawiając się, co powinien zrobić. Wtedy nagle Elizabeth zaczęła mówić o innych wielkich domach, które widziała w trakcie swojej podróży, mogli więc dzielić się swoimi obserwacjami i opiniami o majątkach i ogrodach w okolicy aż do czasu, kiedy państwo Gardiner dotarli do celu. Powtórzył swoje zaproszenie, ale daremnie. Byli bardzo zobowiązani, ale to był bardzo długi dzień i muszą wracać do gospody. Posłano chłopca do stajni i wkrótce powóz zajechał.
- Pani Gardiner – podał jej rękę, aby pomóc jej wsiąść – Panno Bennet.
Odwrócił się do niej z taką samą pomocą, nie dbając o to, że jej krewni zauważą miękkość w jego głosie, czy to, że jego ręka zatrzyma się dłużej na jej ręce. Odsunął się od powozu, ale stał i patrzył za nimi znacznie dłużej, niż było to niezbędne, a potem wolno wrócił do domu.
Zrobił początek, a ona zgodziła się przyjąć go pojutrze. To wystarczyło.

Anonymous - Pią 12 Paź, 2007 07:06

o malusi ...
Maryann - Pią 12 Paź, 2007 08:22

AineNiRigani napisał/a:
No widzisz Maryjanku. Jak ja wstaje o 7 i o 8 jestem już w pracy - nie zdaze zglodniec :D

To wcale nie chodzi o głód - ja po prostu rano jestem taka słaba, że padłabym na pierwszym skrzyżowaniu.
Nie to, co taka Elżbietka - przemaszerowała przez cały park w Pemberley i nawet nie zgłodniała... :wink:

Marija - Pią 12 Paź, 2007 08:30

Maryann napisał/a:
To wcale nie chodzi o głód - ja po prostu rano jestem taka słaba, że padłabym na pierwszym skrzyżowaniu.
Samochód lepiej podobno prowadzić na głodno - spostrzegawczość wzrasta :twisted: . Po dużym śniadaniu w domu mogłabym się pogrążyć w słodkim trawieniu, myśleć o wypadkach w Pemberley :serduszkate: . Jednym słowem, mam motywację, żeby bezpiecznie dojechać do pracy i rzucić się na kawę i chlebuś oraz na fanfika :mrgreen: .
Maryann - Pią 12 Paź, 2007 08:42

Marija napisał/a:
Samochód lepiej podobno prowadzić na głodno - spostrzegawczość wzrasta :twisted:

Na głodnego nie jestem w stanie myśleć o niczym innym, jak o tym, że chce mi się jeść. Nawet fanfik by mnie nie zainteresował... :wink:

Marija - Pią 12 Paź, 2007 08:51

Kwestia tresury organizmu, ja myślę :roll: . Latami się przyzwyczajasz, że głodniejesz ok. 7.45 (czyli drugie śniadanie ok. 13 :mrgreen: ), obiad na kolację, kolacja przez sen - to między 6 a 7 nie ma mowy, żebym już była głodna :lol: . A fanficzek na deser :-P .
Alison - Pią 12 Paź, 2007 09:16

AineNiRigani napisał/a:
A to fikuśny wisiorek, a to broszka, a to apaszka, a to szaliczek udrapowany.


Ty coś kręcisz córuś, boś widziała mnie chyba ze 3 razy :wink: ale kochany jesteś i tą miłością trochi zaślepiony :przytul: :mrgreen:

W filmie Darsik powiedział jej żeby nie czuła się niezręcznie z tym, że się spotkali, bo przyjechał niespodziewanie wcześniej, a tu zostawił ja z tym dyskomfortem psychicznym. I makabryczne są takie rozmowy jak się nie chce gadać, a trzeba jakoś podtrzymać konwersację.

Maryann - Pią 12 Paź, 2007 09:21

Alison napisał/a:
W filmie Darsik powiedział jej żeby nie czuła się niezręcznie z tym, że się spotkali, bo przyjechał niespodziewanie wcześniej, a tu zostawił ja z tym dyskomfortem psychicznym.

Tu mówi tylko to, co mu JA mówić kazała... :wink:

Alison napisał/a:
I makabryczne są takie rozmowy jak się nie chce gadać, a trzeba jakoś podtrzymać konwersację.

Uhmmm... To jest jak stąpanie po polu minowym... :wink:

Ania1956 - Pią 12 Paź, 2007 11:50

Maryann napisał/a:
Odwrócił się do niej z taką samą pomocą, nie dbając o to, że jej krewni zauważą miękkość w jego głosie, czy to, że jego ręka zatrzyma się dłużej na jej ręce. Odsunął się od powozu, ale stał i patrzył za nimi znacznie dłużej, niż było to niezbędne, a potem wolno wrócił do domu.


:serduszkate: Ja też chcę żeby ktoś tak o mnie zabiegał, był taki szrmancki i wogóle .. Urodziłam się w nie tej epoce co trzeba. :(

Gunia - Pią 12 Paź, 2007 17:10

No, no. To się nam akcja rozwija. :-D Z lekkim opóźnieniem dogoniłam wycieczkę po parkach Pemberley. :mrgreen: Dzięki, ABT! :kwiatki_wyciaga:
Anonymous - Pią 12 Paź, 2007 17:13

Alison napisał/a:
Ty coś kręcisz córuś, boś widziała mnie chyba ze 3 razy :wink: ale kochany jesteś i tą miłością trochi zaślepiony :przytul: :mrgreen:


Dokładnie 5 razy. I za każdym razem to samo spostrzeżenie - Matka ma klasę i basta !! :nudelkula1_zolta:

asiek - Pią 12 Paź, 2007 18:08

Maryann napisał/a:
damy zeszły do rzeki, aby zobaczyć jakąś niezwykła roślinę wodną. Pan Gardiner dobrodusznie zaproponował, aby zostali tu, gdzie są, aż panie wyrażą swoje zachwyty. Chociaż wolałby wziąć udział w tej niewielkiej ekspedycji, został z wujem Elizabeth, patrząc pilnie, czy nic złego obu paniom nie grozi.

Jaki Darsik rycerski... :serduszkate:
Można by pomyśleć, że ta niezwykła roślina mięsożerną była. :wink:

Maryann'ku :thanx:

Maryann - Sob 13 Paź, 2007 08:29

Rozdział VII część 12

*******

Darcy z rosnącą irytacją przemierzał wzrokiem ograniczone przestrzenie swojego gabinetu. Czy coś mogło zająć go na tyle, aby jego ciało i umysł zaczęły funkcjonować według bardziej racjonalnych reguł ? Jak mógł zajmować się przyziemnymi obowiązkami, kiedy każda część jego ciała była tak bardzo świadoma wydarzeń tego popołudnia ?
Zostawiwszy za sobą uroczy widok zdziwionej Elizabeth, oglądającej się za siebie w jadącym powozie, wrócił do swojego gabinetu z zamiarem przygotowania się do spotkania, o które prosił go wczoraj rządca. Kiedy jednak drzwi gabinetu się za nim zamknęły i nie mógł być widziany przez nikogo ze służby, poczuł, że nie jest w stanie nic zrobić. Od kwadransa chodził po pokoju, niezdolny myśleć o niczym innym oprócz zdumienia i zachwytu z powodu spotkania Elizabeth w Pemberley. Słowa, które zamienili, czas, który spędził tak blisko niej, przepełniały jego umysł i serce. Odsunął je od siebie w oczekiwaniu na następne spotkanie, którego wizja wprawiała w drżenie każdy nerw. Dopiero pukanie Witchera, zapowiadające przybycie Sherilla kazało mu odsunąć od siebie te słodkie katusze i zająć się czymś innym.
Sprawy, z którymi przyszedł rządca, wymagały od Darcy’ego powrotu do obowiązków i wspólnego z Sherillem zajęcia się kilkoma skomplikowanymi sprawami dzierżawców oraz przyjrzenia się nieoczekiwanym przeszkodom w drenowaniu pól położonych nad rzeką. Kilka godzin później wciąż obaj, pochyleni nad biurkiem, zastanawiali się nad bilansami i szacunkami produkcji siana. W końcu, kiwnąwszy głową z uspokajającym uśmiechem, odesłał rządcę na obiad z zadaniem wprowadzenia w życie swoich poleceń. Problemy, które były powodem jego wcześniejszego przyjazdu, Darcy chciał rozwiązać w sposób dosyć nowatorski, który nie zdobył zrazu zaufania jego rządcy. W końcu zwyciężył, a scena taka nierzadko rozgrywała w tych ścianach podczas panowania kolejnych pokoleń Darcych. Ale, kiedy teraz rozglądał się wokół swego biurka, znowu zawładnęły nim wydarzenia, które miały miejsce wcześniej tego dnia, jego schronienie i siedziba stały się nagle zbyt małe, aby pomieścić to wszystko, z czym się zmagał.
Wstał i wziął głęboki oddech. Musi się uspokoić, w jakiś sposób połączyć to z trudem uzyskane uczucie znajomości siebie z okazją, jaką obdarzyła go Opatrzność. Jego wzrok spoczął na szklanej gablocie zawierającej najlepsze egzemplarze posiadanej przez niego ostrej broni. Hiszpański miecz, który wygrał od Saye’go, wkrótce znajdzie swoje miejsce wśród zwojów czerwonego aksamitu. Nawet jednak podchodząc do gabloty i kładąc rękę na zasuwie wiedział, że wyczerpująca walka z wyimaginowanym przeciwnikiem mu nie pomoże. Zasunął zasuwę. Nie, coś innego, gdzie indziej ! Gdzie ? Zanim oczami wyobraźni zobaczył odpowiednie miejsce, a nogi zaprowadziły go do drzwi i na zewnątrz. Wkrótce otwierał już drzwi do oranżerii, „Edenu” stworzonego przez jego rodziców.
Gdy stanął w środku, a drzwi za nim same się zamknęły, ogarnął go zapach żyznej ziemi i letnich kwiatów. W zapadającym zmierzchu nadal mógł odróżnić ulubiony fotel swojej matki, stojący wśród wijących się pędów winorośli, a obok niego szezlong, na którym jego ojciec spędził swoje ostatnie bolesne dni, otoczony przez żywe rezultaty sztuki jego żony i ich wzajemnego, głębokiego uczucia. Popatrzył w górę, na widoczne między gałęziami i pędami dzikiego wina ciemniejące niebo i grupy gwiazd. Wchłaniał ten wszechogarniający spokój. Elizabeth była blisko. Wyobrażał sobie, jak siedzi z wujostwem przy stole, z tymi pięknymi, błyszczącymi oczyma, uśmiechnięta, ale zamyślona, przeżywając raz jeszcze w zaciszu swego serca ich dzisiejsze spotkanie. Czego spodziewa się po nadchodzącej wizycie ? Czy była naprawdę tak zadowolona, jak on początku myślał ? To byłoby więcej, niż mu się należało. Czy też była tylko uprzejma, przyłapana na jego ziemi ? Westchnął i poszedł wolno do najdalszego zakątka oranżerii.
A Georgiana ! Uśmiechnął się na myśl o niej. Ogromnie się ucieszy z takich nowin ! Jak gorąco żałowała, że nie miała nigdy możliwości poznać Elizabeth. Ona, która tak bardzo tęskniła za serdeczną przyjaciółką. Nigdy nie znalazłaby drugiej tak pełnej optymizmu. Będzie im się pilnie przyglądał. Jeżeli, tak jak miał nadzieję, będą czerpać radość ze swojego towarzystwa, wycofa się, tak aby ich przyjaźń mogła rozkwitnąć. Jakiej lepszej przyjaciółki, czy powiernicy, mógłby pragnąć dla swojej siostry ?
Doszedł do końca oranżerii i zatrzymał się, przez chwilę spoglądając w ciemne ogrody za Edenem. Odwrócił się. Ponad sobą, przez szkło widział jasne ściany i rzęsiście oświetlone okna Pemberley połyskujące w nocnej ciemności. Elizabeth była blisko, podobnie, jak Georgiana, wspomnienia jego rodziców, a także jego przeznaczenie i ostatnio nabyta wiedza o tym, co to naprawdę oznacza. Tutaj, w tym miejscu, oni wszyscy wypełniali jego duszę popychając go w nowo nabytej wdzięczności i uczuciu spokoju. Ruszył z powrotem z uśmiechem na ustach. Tak, Georgiana będzie uradowana. Tak bardzo, że być może nie będzie chciała czekać cały dzień na zawarcie nowej znajomości ? Z całego serca wierzył, że tak będzie !

Matylda - Sob 13 Paź, 2007 10:08

Maryannku dostajesz odznakę pracowita jak pszczółka

Taki duży kawałek
Poczytam sobie jeszcze raz
Dziękuję

Matylda - Sob 13 Paź, 2007 10:11

No tak jak Elizabeth to od razu Eden
Która kobieta ma takie szczęście :cry2:

Matylda - Sob 13 Paź, 2007 20:34

A mnie sie wydaje, że jednak się myli i prali ubrania
No tak ale dwa razy w roku :wink:

Alison - Nie 14 Paź, 2007 09:41

Rozdz. VII, cz. 13

- Panie Darcy, sir, zauważono powóz.
Darcy spojrzał znad książki i podziękował lokajowi, sam włożył zakładkę i odłożył tom na bok. Niewiele przeczytał, a jeszcze mniej zrozumiał, książka służyła raczej do maskowania jego oczekiwań co do dnia, niż była rzeczywistym przedmiotem zainteresowania. Obciągając mankiety i kamizelkę, otworzył drzwi i wyszedł do holu. Szerokie drzwi frontowe były otwarte, letni wietrzyk odkurzył drogę, na której, tak naprawdę on wypatrywał swojego własnego powozu, kołyszącego się elegancko w alei i poprzedzającego ekwipaż Bingley'a. Powozy wzbiły taki kurz, że wiaterek, przez drzwi wpędził go do środka i pokrył nim jego surdut, kiedy wyszedł im na spotkanie.Strzepując niechcianą patynę, tak by nie zepsuć efektu szczotkowania Fletcher'a, zebrał się by powitać siostrę i przyjaciół.
Do koni wiodących, szybko podbiegli sprawni chłopcy stajenni, podczas gdy armia lokajów otwierała drzwi powozów, spuszczała stopnie i odbierała od gości płaszcze, torby i walizy. Tak jak przewidział to Fletcher, przed swoim przybyciem w powozie dla służby, wcześniej tego ranka, szwagier Bingley'a wyszedł pierwszy, z twarzą czerwoną i spoconą od zbyt mocno, jak na podróż, ściśniętego krawata i gorsetu. Darcy zagryzł wargi na widok Hurst'a podczas gdy bezlitosne przymiotniki, którymi Fletcher słusznie obdarzył "talenta" nowego lokaja Hurst'a, dźwięczały mu cały czas w głowie. Ale to nie na Hurst'a zwrócił swoją natychmiastową uwagę, ani na nikogo z Bingley'ów. Zwrócił się raczej ku siostrze z pragnieniem i nadzieją, że już wkrótce podzieli się z nią swoim szczęściem.
- Bingley! Witaj! - uścisnął dłoń przyjaciela.
- Darcy! - Bingley westchnął niecierpliwie kiedy ściskał mu dłoń. - Dzięki Bogu, przyjechaliśmy! Nie uwierzyłbyś ile trzeba było zabrać dla mojej rodziny w podróż trwającą ledwie trzy godziny. - rzucił mordercze spojrzenie w stronę szwagra - A jedyny sojusznik, jakiego mogłeś oczekiwać, okazał się najgorszy ze wszystkiego!
- Masz moje współczucie - Darcy klepnął go w ramię - a szklaneczka czegoś pokrzepiającego czeka w Twoim pokoju.
- Cudownie! - Bingley uśmiechnął się i wspiął się na frontowe schody.
Wtedy Darcy odwrócił się do Hurst'a - Hurst, proszę wejdź i pozwól Reynolds'owi sobie pomóc, sir. Nie wyglądasz dobrze. Panie. - zwrócił się do panny Bingley i jej siostry i ukłonił się.
- Panie Darcy - panna Bingley wyciągnęła rękę - Nareszcie w Pemberley! Wydawało się, że ta droga nigdy się nie skończy.
Ledwie dotknął wyciągniętych ku niemu palców - Witam. Mam nadzieję, że podróż...
- Trudno uwierzyć jak była ohydna! - panna Bingley wzniosła oczy do nieba - Ale któż nie przecierpiałby więcej, jeśli u celu jest Pemberley! - rzuciła mu głębokie spojrzenie - Tak doskonałe! To wystarczająco zrekompensuje nam brak powietrza. Pan, sir, ma wszelkie prawo być dumnym, zarządzając tak szlachetną posiadłością.
- Dumny, panno Bingley? - uniósł brew - Mam nadzieję, że nie. - uśmiechnął się prosto w jej zdziwione oblicze i wskazał drzwi - Proszę pozwolić pani Reynolds wskazać sobie pani pokoje. Musi pani życzyć sobie odpocząć po takiej ohydzie, jaką musiała pani znosić.
Oczy Darcy'ego ominęły ją, a jego uśmiech rozszerzył się kiedy w końcu Georgiana pokazała się w drzwiach powozu. Szybko, podszedł do niej i pomógł wysiąść.
- Kochana! - ucałował ją w czoło i przytrzymując na ramieniu jej dłoń odzianą w rękawiczkę, pochylił się i szepnął - Już nie wiedziałem co począć, czekając na twój przyjazd. Stało się coś najwspanialszego!
- Co takiego? - zaśmiała się - To musi być coś naprawdę "wspaniałego", wnosząc z twojego uśmiechu.
- Bo tak jest - szepnął - Idź, odśwież się, i przyjdź prosto do mojej biblioteki. Spróbuj przyjść niezauważona - wskazał głową na pannę Bingley i panią Hurst, i popędzając ją dodał szybko - Pospiesz się!

Matylda - Nie 14 Paź, 2007 09:55

Strzepując niechcianą patynę, tak by nie zepsuć efektu szczotkowania Fletcher'a

Pamelka dba o szczegóły

szwagier Bingley'a wyszedł pierwszy, z twarzą czerwoną i spoconą od zbyt mocno, jak na podróż, ściśniętego krawata i gorsetu.

Ha ha ha

Dzięki Ali za miły poranek



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group