To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

North and South - serial BBC - Pierwsze wrażenia i późniejsze

Gosia - Sob 29 Gru, 2007 19:53

Tak, Caroline, ten film jest troche przygnebiajacy. Bardzo wspolczujemy Margaret tego ze zostala sama, wspolczujemy robotnikom, ze zyja w biedzie, wspolczujemy Thorntonowi, ze jest nieszczesliwie zakochany. A to zakonczenie (od zoltej rozy i Thorntona na łące) jest takie slodkie i optymistyczne! :D
Loana - Śro 02 Sty, 2008 10:13

Moja siostra wlasnie obejrzala 3 odcinek i stanela, stwierdzila, ze boi sie ogladac dalej... bo takie emocje i smutek. Racja, gdyby nie koncowka, to film bylby prawdziwym dramatem. Chociaz wg mnie nawet koncowka jest zabarwiona smutkiem, mogli inaczej pokazac, ze ten biedny Henry ZNOWU zostal odrzucony, a nie w super-wypasnie-romantycznej chwili wklejac jego smutna twarz... az mi sie przykro zrobilo, ze Margaret tak malo o niego dba... :(
Caroline - Śro 02 Sty, 2008 19:10

Loana napisał/a:
biedny Henry ZNOWU zostal odrzucony, a nie w super-wypasnie-romantycznej chwili wklejac jego smutna twarz... az mi sie przykro zrobilo, ze Margaret tak malo o niego dba...

Hehe, tu większość dam nie była tak litościwa jak Ty, loano, padały niewybredne przytyki do Henrysia, który się ze swoją paszczą w scenę całowania wtrynia :D

nicol81 - Śro 02 Sty, 2008 20:41

Na youtube jest scena peronowa, gdzie wycięli Henrysia.
W trzecim odcinku umiera pięć osób, chyba więcej śmierci na godzinę niż w "Teksańskiej masakrze piłą łańcuchową".
Odmowy Henriemu i Johnowi zaczynają siępodobnie, ale kończą inaczej- z powodu Małogsiowych uprzedzeń i frustracji.
Na pewno John mógł lepiej traktować robotników, ale Stephens sobie zasłużył :bejsbol:

fanturia - Śro 02 Sty, 2008 22:50

nicol81 napisał/a:
Odmowy Henriemu i Johnowi zaczynają siępodobnie, ale kończą inaczej- z powodu Małogsiowych uprzedzeń i frustracji.


:frustracja: ;) Kończą się inaczej, bo oświadczały się różnie inne osoby.


nicol81 napisał/a:
Na pewno John mógł lepiej traktować robotników, ale Stephens sobie zasłużył :bejsbol:


On i tak jak na tamte czasy nieźle ich traktował. To, co mi najbardziej przeszkadza w scenie ze Stephensem to kopanie leżącego.

nicol81 - Czw 03 Sty, 2008 11:23

Trzeba pamiętać, że to nie był pierwszy papieros Stephensa, czyli Thorton dał mu wcześniej już szansę. I o tym, że Higgins również potępił Stephensa. I o tej fabryce, która się spaliła z dużą ilością ofiar śmiertelnych.
Problem z Margaret polega na tym, że dowiedziawszy się tego wszystkiego, nie zrewidowała swojej opinii o Thortonie.

Gosia - Czw 03 Sty, 2008 12:33

Mysle, ze kazda z nas by byla oburzona takim traktowaniem innego czlowieka, mimo jego przewin. Najgorsze bylo to kopanie lezacego. I bylo dodane niepotrzebnie.
Wydaje mi sie ze scenarzysci mogli poprzestac na uderzeniu w twarz.

trifle - Czw 03 Sty, 2008 13:09

Też tak myślę i wcale się Margaret nie dziwię :roll: Ona przecież rozumiała, że Stephens robił źle, wystarczyłoby, gdyby Thornton go po prostu przegnał w cztery wiatry. To bicie było niepotrzebne, przynajmniej nie aż tyle - wyglądało, jakby T. był niewyżyty, brutalny :-|
fanturia - Czw 03 Sty, 2008 14:58

Nikt nie neguje głupiego zachowania Stephensa ani tego, że za swoje zachowanie słusznie wyleciał z pracy. Sam Thorton przyznał, że ma wybuchowy harakter. Po prostu nieco przesadził.
nicol81 - Nie 06 Sty, 2008 15:37

Nie widzę, gdzie Margaret przyznaje, ze Stephens zrobił źle. Kiedy wychodzi z ojcem z zebrania strajkowego i widzi, jak Thorton odmawia mu posady, znowu traktuje go jak podłego wyzyskiwacza. A wtedy już chyba słyszała od Higginsa, że Stephens zasłużył i znała historię spalonej fabryki.
Małgosi stanowczo przydałaby się wizyta w "Ziemi obiecanej" :roll:

Marta - Pon 07 Sty, 2008 12:40

Och, kobietki wy moje.... Och... chyba wiadomo, co znów popełniłam w ten weekend, żem się w tym wątku znalazła... och.... :rumieniec:
Co więcej, namówiłam mojego Mężczyznę, by obejrzał ze mną ten serial. Ogólnie mu się podobało. Nie zdążyłam niestety go wypytać dokładniej o wrażenia, jedyne, co udało mi się usłyszeć, to, cytuję: "Podoba mi się, że ten pan Thornton taki normalny jest" [hihi, "pan" o naszym Rysiu kochanym... :rotfl: no i "normalny" w ustach mojego Mena to naprawdę duży komplement...]

A teraz ja.... no cóż... :serduszkate: To nie mój pierwszy raz, ale po dość długiej przerwie, więc wybaczcie mi obfitość wywodu...
Po Waszej dyskusji, rozniecanej bardzo przez Nicol, jakoś krytycznie patrzyłam na Margolkę. Przyznam, że wiele jej zachowań mi się nie podobało, choć nie wiem, czy zaliczyłabym do nich scenę oświadczyn... Wydaje mi się, że faktycznie się uprzedziła do. Johna, choć nie mogę mieć jej tego za złe po ich pierwszym spotkaniu. Rozumiem, że Stephens narażał fabrykę i ludzi, że to nie był jego pierwszy wybryk i że Thornton się zdenerwował, ale to kopanie leżącego... :? Była więc Margaret uprzedzona nieco i dość ciężko jej szło "oduprzedzanie". Bardzo nie podobała mi sie scena po herbatce u Hale'ów, gdy nie podała mu ręki. I nie przyjmuję jej wyjaśnienia, że nie zna obyczajów. Wydaje mi się, że jak się przebywa w obcym miejscu i nie chce być wyrzutkiem, to się stara poznać te obyczaje i ich przestrzegać. Zresztą mam wrażenie, że ona w ogóle jakaś taka niekumata, jeśli chodzi o obyczaje, w końcu sprawa z Henryczkiem to też z jej winy - nawet ja bym wiedziała, że gadanie o własnym ślubie przy jakimś facecie może być dwuznaczne, nawet w dzisiejszych czasach... Poza tym to, co mówiła do Johna w trakcie tej herbatki, jak wręcz oskarżała go o to, że jest szczęściarzem, mimo, że tak mało o nim wiedziała... Trochę za szybko go osądziła, według mnie. Na dodatek fakt, że wiedziała, że John nie jest dżentelmenem z pochodzenia, a wymagała od niego dżentelmeńskich zachowań, gdzie, według mnie, on i tak radził sobie całkiem dobrze na tym polu... Ach, ten John... :serce:
Poza tymi wpadkami ( o ile mi się inne nie przypomną...) uważam, że Margaret dobrze sobie radziła w nowej sytuacji - fakt, że cały dom, chora matka itd. znalazły się na jej głowie, że potrafiła pomagać Dixon, że nie miała wyrzutów do ojca, za to, że ich wywiózł, i właściwie, zabił tym żonę... A tak swoją droga - dlaczego Milton? Czy to było jakoś wyjaśnione w książce (nie czytałam... :ops1: ) lub w filmie, a ja przegapiłam? W ogóle to, że z powodu przekonań facet porywa rodzinę tyle mil od domu, gdzie zarobki i status niepewne... dla mnie to niepojęte... Ale że na dodatek Milton, tak nieprzyjazne, tak różne od Południa... Czy naprawdę nie mógł wybrać jakiegoś miasteczka na Południu? Tam chyba byłoby mu łatwiej znaleźć uczniów, ludzi głodnych wiedzy i rozrywek intelektualnych, w końcu Milton było miastem robotniczym, nie spodziewałabym się tam wielu chętnych do rozmów o Platonie, rzędu Johna... Ach, ten John... :serduszkate: No więc ten fakt mi spokoju nie daje - dlaczego Północ, dlaczego Milton?
Wracając do Margolki - naprawdę dziewczyna miała ciężkie życie w tym Milton, już nawet pomijając śmierć matki, przyjaciółki, potem ojca, klimat, niesprzyjający codziennym przechadzkom, wrogą przyszłą teściową i dziwnego faceta, który nagle się oświadcza... Dlatego wiele jestem jej w stanie wybaczyć.
Co do Johna... Jakoś nie potrafię się do niego przyczepić, zupełnie nie wiem, czemu... :wink: Choć chyba byłoby do czego. Też był dumny i nastawiony negatywnie. W scenie oświadczyn też go nieźle poniosło... Nie chciał słuchać wyjaśnień Margaret, gdy wpadł z wizytą akurat wtedy, gdy Fred był w domu... Swoją droga to też było nieostrożne ze strony Hale'ów, tak zostawiać jego torbę i płaszcz na wierzchu, rozmawiać i śmiać się w głos na całą ulicę...
Każde z nich miało swoje za uszami, no i w końcu o to chodzi, inaczej padli by sobie w ramiona przy pierwszym spotkaniu i nie byłoby serialu :-P
Uwielbiam sceny z Higginsem i Bessy. Bardzo podoba mi się zderzenie Johna z Higginsem, jak zaczynają rozmawiać itd. Każdy na dystans i dumny, ale mówiący prosto z serca.
Nie wiem, czy mnie nie zlinczujecie, ale lubię matkę Johna... Jej oddanie, prawdziwą miłość, zaangażowanie w fabrykę, mądrość... Owszem, ma swoje sceny, w których mnie drażni (jak każdy... hm... chyba poza Higginsami... :mysle: ) ale ogólnie odbieram ją raczej pozytywnie... No, może poza jej wymową, jak przez maskę Hannibala... :roll:
Pan Bell natomiast jest dla mnie zagadką... Niby jest taką "dobrą wróżką" dla związku Johna i Margaret ( w ostatecznym rozrachunku) ale nie raz namieszał nieźle... Na przykład tekstem na przyjęciu u Thorntonów... Nie wiem, o co mu wtedy chodziło, jaki miał w tym cel... Bardziej widzę "dobrą wróżkę" w postaci Higginsa... W ogóle ten człowiek mnie rozczula, robi mi się tak ciepło na sercu i w żołądku, jak go widzę... Mam ochotę go przytulić po prostu... A scena, jak chciał pogadać z Thorntonem i czekał na niego pod fabryką... :thud:
Co do samego filmu - uwielbiam muzykę. Nie ma jakiejś wielkiej różnorodności, są chyba trzy czy cztery motywy, które sie powtarzają, ale są tak piękne... :serduszkate:
Piękne są zdjęcia i ujęcia - Thornton przez okno, Margaret na podwórzu, oglądająca się za siebie, fabryka i biały śnieg bawełny i mnóstwo, mnóstwo innych...
No i oczywiście ten kontrast w kolorystyce między Helstone i Milton... Zwróciłam nawet uwagę na to, że sama Margaret ubiera się w Milton na szaro i brązowo, a w Helston pokazywana jest w jasnych, radosnych sukienkach. Poza zieloną kreacją na balu u Thotntonów i jedną jasną sukienką w groszki czy kwiatki zaraz po nim, widać ją tylko w szaro-burych sukniach.
A propos ubiorów, zastanowiło mnie, jak było w tamtych czasach z żałobą? Na pogrzebie matki byli oczywiście ubrani na czarno, ale zaraz potem Margaret ma swoje zwykłe suknie (też niezbyt wesołe, fakt... :? ) Ale później, gdy jest w Londynie, Edith mówi coś w stylu, że "nadal upiera się chodzić na czarno, mimo, że to już trzy miesiące minęły". A w końcu to rodzice, żałoba po nich chyba była dość długa? Czy wyrażano ją jakoś inaczej, niż przez ubiór?

To chyba na razie tyle moich uwag... Zrobiłam błąd, że nie pisałam na bieżąco, po każdym odcinku, bo teraz myśli kotłują mi sie w głowie i nie potrafię ich uporządkować... :roll:
Aha, może jeszcze jedno... Zapomniałam o jednej scence, i gdy ją zobaczyłam, moje motylki ( wcześniej na w miarę kontrolowanym poziomie...) po prostu chciały mi z brzucha wylecieć, momentalnie sie spociłam, a serce mi tak zaczęło walić, że dostałam zawrotów głowy... Wiecie, która to była scena? Koniec pierwszego odcinka, gdy Margaret pisze list i mówi o śnieżnobiałym piekle i nagle w kadrze pojawia sie Ryś... Taki władczy, cudowny, wspaniały, pan fabryki, piekła i... mojego stada motyli brzusznych... :serce:

Sofijufka - Pon 07 Sty, 2008 13:11

Marto, pytasz "A propos ubiorów, zastanowiło mnie, jak było w tamtych czasach z żałobą? Na pogrzebie matki byli oczywiście ubrani na czarno, ale zaraz potem Margaret ma swoje zwykłe suknie (też niezbyt wesołe, fakt... ) Ale później, gdy jest w Londynie, Edith mówi coś w stylu, że "nadal upiera się chodzić na czarno, mimo, że to już trzy miesiące minęły". A w końcu to rodzice, żałoba po nich chyba była dość długa? Czy wyrażano ją jakoś inaczej, niż przez ubiór? "
Otóż:
Żałoba po ojcu lub matce powinna była trwać rok. Przez pół roku noszono ubrania z serży [cienka wełna] przybranej krepą, z czarnym tiulem przy szyi i nadgarstkach. Gruby welon [woalka], ale nie opuszczona na twarz i okrywająca całą postać, jak u wdowy, lecz odrzucona do tyłu. Welon wdowi był krytykowany przez lekarzy, którzy uważali, że powoduje on wiele schorzeń oczu [ślepote i kataraktę} oraz podrażnienie śluzówki nosa [=katar]. Coś mogło w tym być, gdyż farba mogła miec podrażniające działanie.
Przez 6-9 miesięcy wolno było nosić tylko ozdoby z dżetów [gagat], wyjątek stanowiły diamenty w pamiątkowej [żałobnej?] bizuterii.
Po sześciu miesiącach - czas na "drugą żałobę", trzymiesięczną: budka z jedwabiu lub słomki [liści palmowych], przybrana krepą i wstążką, stroje z czarnego, matowego materiału.. Żałobne kwaity lub marszczona krepa przy nadgarstkach zastępowane są "Półżałobą"[również trzymiesięczną] - strojami szarymi, jasnofioletowymi, biało czarnymi, wolno nosić zwykła biżuterie.

Gosia - Pon 07 Sty, 2008 13:23

Jeśli chodzi o miltońskie stroje Margaret - nic dziwnego, skoro sama mowi czesto o kurzu i pyle. Szkoda by bylo pewnie jasnych sukienek. Zreszta chodzilo na pewno wlasnie o ten kontrast jasnej soczystej w kolorach Pólnocy z szaroburym Południem.

Dlaczego Milton (chodzilo naprawde o Manchester) - wybor byl o tyle celowy, ze panu Hale chodzilo o to, zeby byl tam zupelnie nieznany. Nie chcial spotykac sie z dotychczasowym srodowiskiem, ktore mogloby mu miec za zle jego rezygnacje.
Milton znal dobrze pan Bell i to on poradzil panu Hale wybor tego miasta. Wiadomo bylo, ze nie ma tam nauczycieli, wiec dla pana Hale byla to szansa na znalezienie pracy.

Ja uwielbiam panią Thornton, naprawde :D Wspaniala posagowa postac, nie odbieram jej negatywnie, no moze poza tą scena, gdy zwraca sie do robotnicy w fabryce (chodzilo o jej chore dziecko). Ale poza tym kocha bardzo syna, jest z niego dumna.

Scena z klaczkami "I`ve seen hell" tez nalezy do jednej z moich ulubionych.

fanturia - Pon 07 Sty, 2008 14:01

Gosia napisał/a:
Ja uwielbiam panią Thornton, naprawde :D Wspaniala posagowa postac, nie odbieram jej negatywnie, no moze poza tą scena, gdy zwraca sie do robotnicy w fabryce (chodzilo o jej chore dziecko). Ale poza tym kocha bardzo syna, jest z niego dumna.


Uwielbiam to dla mnie troche za duzo powiedziane ;) Ale lubie ja. A w tej scenie wcale nie jest taka zła. Dziecko chore nie powinno pracować. Mogłaby wywalic i dziecko i matke z pracy. A pozwoliła przyprowadzić zastępstwo. A przecież chętnych na to miejsce nie brakowało.

Marta - Pon 07 Sty, 2008 14:12

Dziękuję Gosiu za wyjaśnienie. Tak sądziłam, że to pan Bell miał w kwestii przeprowadzki do Milton jakiś udział. Myślę jednak, że można było wybrać jakąś mieścinkę na Południu, na tyle daleko od Helstone, by nie obracać się w dawnym towarzystwie. No ale wtedy nie byłoby fabrykantów, zwłaszcza jednego, i nie byłoby historii :wink:
Dziękuję Sofi, wiele mi to tłumaczy, jednak w świetle tych objaśnień widzimy małą niekonsekwencję twórców filmu jeśli chodzi o żałobę Margaret... Ale nie będę się tego czepiać :wink:

nicol81 - Pon 07 Sty, 2008 15:16

fanturia napisał/a:
Gosia napisał/a:
Ja uwielbiam panią Thornton, naprawde :D Wspaniala posagowa postac, nie odbieram jej negatywnie, no moze poza tą scena, gdy zwraca sie do robotnicy w fabryce (chodzilo o jej chore dziecko). Ale poza tym kocha bardzo syna, jest z niego dumna.


Uwielbiam to dla mnie troche za duzo powiedziane ;) Ale lubie ja. A w tej scenie wcale nie jest taka zła. Dziecko chore nie powinno pracować. Mogłaby wywalic i dziecko i matke z pracy. A pozwoliła przyprowadzić zastępstwo. A przecież chętnych na to miejsce nie brakowało.

Całkowicie się zgadzam z oceną sceny z dzieckiem.
A co do Higginsa- też go lubię i uwielbiam jego związek z Johnem :serduszkate: , ale wcale nie jest idealny. Ma również na początku problemy z dostrzeżeniem perspektywy innych osób- np.Thortona czy Bouchera.

fanturia - Pon 07 Sty, 2008 15:51

Nikt w tej książce/ filmie nie jest idealny. I pewnie dlatego tak nam sie podoba :mrgreen:
Caroline - Pon 07 Sty, 2008 21:40

Marta napisał/a:
Dziękuję Gosiu za wyjaśnienie. Tak sądziłam, że to pan Bell miał w kwestii przeprowadzki do Milton jakiś udział. Myślę jednak, że można było wybrać jakąś mieścinkę na Południu, na tyle daleko od Helstone, by nie obracać się w dawnym towarzystwie. No ale wtedy nie byłoby fabrykantów, zwłaszcza jednego, i nie byłoby historii :wink:
Ja jeszcze dodam, że pan Hale musiał zacząć zarabiać na siebie i rodzinę w nowym zawodzie, a za Milton przemawiało to, że miał tam swojego pierwszego ucznia (więc od razu "dochód") i że takich uczniów mogło tam być więcej. Thornton nie był wyjątkiem, wielu innych podobnych do niego fabrykantów miało braki w wykształceniu a poprawiwszy swoją sytuację materialną, chcieli także w innych dziedzinach zbliżyć się do tych "wyższych" sfer społecznych. Poza tym, nawet jeśli sami nie chcieli się dokształcać, prawdopodobnie chcieliby kształcić swoje dzieci. Druga rzecz to właśnie to, że na północy pojawiły się pieniądze i prawdopodobnie praca w zawodzie nauczyciela/korepetytora była tam bardziej intratna. Trzy, pan Hale opuszczał kościół w atmosferze, jeśli nie skandalu, to niezrozumienia - jego własna żona uważała to za hańbę, więc szukanie miejsca z dala od znajomych było jak najbardziej uzasadnione.
I jeszcze jeden argument, być może tak naprawdę najważniejszy, bo nie wydaje mi się, żeby powody materialne były dla takiego pana Hale najważniejsze - wydaje mi się, że on szukał nowych wyzwań, pola do popisu, na którym na nowo potwierdziłby swoją wartość, a "dzikie" w pojęciu południa Milton było właśnie takim miejscem. Pan Hale był człowiekiem ambitnym i był idealistą, nie poszedłby na kompromis, jakim pewnie w jego pojęciu byłoby zamieszkanie na południu.

Sofi, dzięki za imponujące wyjaśnienia!

Gosia - Pon 07 Sty, 2008 21:50

Ja tez podziwiam wiedze Sofijufki dotyczącą róznych aspektów życia w Anglii w XIX wieku.
Sofi, czy konczylas anglistyke czy to Twoje zainteresowania?

Sofijufka - Pon 07 Sty, 2008 22:05

Gosia napisał/a:
Ja tez podziwiam wiedze Sofijufki dotyczącą róznych aspektów życia w Anglii w XIX wieku.
Sofi, czy konczylas anglistyke czy to Twoje zainteresowania?

Dzięki :rumieniec: Nie, kończyłam bibliotekoznawstwo, ale cała rodzina [z wyjatkiem brata-polonisty] zajmowała się historią. Uczyłam się czytac na Chłędowskim [Rzym, ludzie odrodzenia, Rzym-ludzie baroku itd] oraz takiej pieknej, XIX-wiecznej historii świata, zdobionej miedziorytami. No - to się nie mogło dobrze skończyć....
Tak że historia to moje hobby.
Nawet się mi to przydało, kiedy Super z okazji końca wieku zaczął wydawac dodatek historyczny: w 1999 - koniec Milleniumu, a w 2000 - koniec wieku.
W pierwszym dodatku każdy numer poświęcony był jednemu wiekowi, ale artykuły były pisane tak, jak w Suprze. Baardzo to było fajne i przy okazji dowiedziałam się wielu rzeczy. Potem były "Tajemnice świata" , a moja działka to były wydarzenia historyczne, historia mody, wynalazków, paranormalne różne, historia różnych słówek i powiedzonek...

Gosia - Pon 07 Sty, 2008 22:19

Sofijufka napisał/a:
Uczyłam się czytac na Chłędowskim [Rzym, ludzie odrodzenia, Rzym-ludzie baroku itd] oraz takiej pieknej, XIX-wiecznej historii świata, zdobionej miedziorytami. No - to się nie mogło dobrze skończyć....

To faktycznie nie moglo sie dobrze skonczyc ;) Takie ksiazki potrafią byc fascynujące :D
Dzieki za wyjasnienia Sofijufko. Mam nadzieje, ze w dalszym ciagu bedziesz sie z nami dzielic swoją wiedzą, bo Twoje wyjasnienia roznych niezrozumialych dla nas kwestii, sa bardzo cenne.

P.S. Jesli chodzi o Chłędowskiego, to obiecuje sobie od dawna, ze przeczytam jego pamietniki. Mialam je kiedys w reku.

Gosia - Czw 10 Sty, 2008 17:42

Przesluchalam wczoraj wieczorem przed snem sciezke dzwiekowa do "North and South". Niektore dialogi po prostu uwielbiam np. scena oswiadczyn, rozmowa Johna z matka (przed oswiadczynami), przedstawianie Thorntona Margaret przez jej ojca, rozmowa Higginsa z Thorntonem itd itd. No i oczywiscie scena peronowa. Look Back tez dziala na mnie mocniej gdy slucham tej sceny, niz gdy ogladam ją w filmie.
Swietnie wspolbrzmia razem glosy Danieli i Richarda, uwielbiam tez glos Sinead Cusack.
Gdy slucham tej sciezki, widze wyraznie, plastycznie wszystkie te sceny i przezywam je na nowo. Zaluje tylko, ze nie ma w tym zestawie ostatniej rozmowy pani Thornton z Margaret.
A scena peronowa....wprost cudna jest ta muzyka. Gdy jej slucham, to az zapiera mi dech w piersiach, zwlaszcza, gdy muzyka przyspiesza... :serduszkate:
Strasznie tez lubie ten motyw, ktory konczy rozmowe miedzy Thorntonem a matką przed oswiadczynami.
Martin Phipps stworzyl cos fantastycznego.
A glos Rysia.... co tu duzo mowic... :serce2:


Edit:
Przy okazji, znalazlam fragment sceny oswiadczyn po angielsku:

John Thornton: Miss Hale, I didn't just come here to thank you. I came... because... I think it... very likely... I know I've never found myself in this position before. It's... difficult to find the words. Miss Hale, my feelings for you... are very strong...
Margaret Hale: Please! Stop. Pray, please don't go any further.
John Thornton: Excuse me?
Margaret Hale: Please don't continue in that way. It's not the way of a gentleman.
John Thornton: I'm well aware that in your eyes at least, I'm not a gentleman. But I think I deserve to know why I am offensive.
Margaret Hale: It offends me that you should speak to me as if it were your... duty to rescue my reputation!
John Thornton: I spoke to you about my feelings because I love you; I had no thought for your reputation!
Margaret Hale: You think that because you are rich, and my father is in... reduced circumstances, that you can have me for your possession! I suppose I should expect no less from someone in trade!
John Thornton: I don't want to possess you! I wish to marry you because I love you!
Margaret Hale: You shouldn't! Because I do not like you, and never have.



Loana - Pią 11 Sty, 2008 09:19

Jejku, przeczytalam scene oswiadczyn, zobaczylam i uslyszalam ja w glowie i juz - MOTYLKI!!! Wspaniala scena, te emocje, widzialne i niewidzialne, lamiacy sie glos Rysia... zaskoczona i zraniona Margaret, to calkowite niezrozumienie swoich uczuc i uczuc drugiej osoby... jejku, i pomyslec, ze to po prostu jacys tam ludzie zagrali wg ksiazki angielskiej autorki - niby nic, a jakie emocje, jakie uczucia wywoluje. Dla mnie jest to fenomen, tak dobrze zrobiony serial, ze pomimo przesluchania (w teledysku :P ) kilkudziesieciu razy tej samej sceny nadal ma ona ogromny potencjal w motylkach :) . A sama scena nie bylaby taka emocjonalna, gdyby nie wczesniejsza akcja. Po prostu PERFECT!!! :)
Sofijufka - Pią 11 Sty, 2008 11:47

Oj, wkurza mnie ta Margaret :wsciekla:
Na ramieniu ma chipa wielkości pałacu kultury i wyżywa się na facecie....
Qurcze! Nawet gdyby się oświadczał dla ratowania jej reputacji, to normalna panna powinna mu podziękować i w delikatnych słowach odrzucić ofertę. A nie tak kijem krikietowym bez łeb :nudelkula1_zolta:

Anonymous - Pią 11 Sty, 2008 12:10

o to zależy. Bo ja bym mogła tak sobie pomyśleć. 'przychodzi ratować mi reputację, tylko dlatego, jeszcze myśłi, ze mi łaskę zrobi'
no to ode mnie mógłby jeszcze po łbie dostać. :bejsbol:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group