North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
achata - Pon 25 Wrz, 2006 21:45
| Gosia napisał/a: | Rozdział VII, New scenes and faces
(Właściciel domu przyjął ich podziękowania bardzo spokojnie i pozwolił im myśleć, jeśli chcieli, że ustąpił ze swego mocnego postanowienia niezmieniania tapet. Nie musiał im szczególnie mówić, że go nie obchodził Wielebny Pan Hale, nieznany w Milton, że zrobił to chętnie na jedną zwięzłą prośbę pana Thorntona, zamożnego fabrykanta. |
Kochany ten Jasiu i jaki rycerski!
Monika - Wto 26 Wrz, 2006 09:11
A myślała już któraś z Was, żeby sobie tą książeczkę oprawić? Jak już wszystko ładnie zbierze się do kupy to chyba zacznę się rozglądać po introligatorniach (czy jak to teraz się zwie).
Harry_the_Cat - Wto 26 Wrz, 2006 10:16
Ja myślałam, i nawet zstanawiałam się czy nie poprodukować okładek, żeby, jesli ktoś będzie miał ochotę, to można było skorzystać.
Ciekawa też jestem ile by to u profesjonalnego introligatora kosztowało...
Anonymous - Wto 26 Wrz, 2006 12:09
| Monika napisał/a: | | A myślała już któraś z Was, żeby sobie tą książeczkę oprawić? Jak już wszystko ładnie zbierze się do kupy to chyba zacznę się rozglądać po introligatorniach (czy jak to teraz się zwie). |
ja myślałam nie tylko o oprawieniu sobie samego tekstu, ale i dodać tam zdjęcia z podpisem.
I przyznam się, że planuję zrobić coś na kształt "komiksu", ze zdjęciami z filmu, scena po scenie, zdanie po zdaniu.
Monika - Wto 26 Wrz, 2006 12:11
Świetny pomysł, cudownie byłoby mieć taką unikatową książkę "Północ Południe".
Ale pewnie trochę to po kieszeni potrzepie, co?
Anonymous - Wto 26 Wrz, 2006 12:22
zalezy od tego na jakim papierze wydrukuje. Z tego co się orientuje, to będę potrzebować ze 2-3 (max) zapasy kolorowych tuszy (przy komiksie). A na książke starczyłby tylko 1-2
Anonymous - Wto 26 Wrz, 2006 12:24
ew. myślałam też o wydaniu w którym wkleję sobie wywołane zdjęcia. 0,65-0,70 gr. za zdjęcie, ale za to troche brzydsze...
No chyba żeby całość zrobić w formie kroniki?
Nie wiem pomyśle.
Gosia - Wto 26 Wrz, 2006 18:30
No dziewczynki, ksiazka sie dalej tlumaczy
Jest prawie gotowy rozdzial 8, i przystepuje do tlumaczenia nieprzetlumaczonych fragmentow rozdzialu 9
Rozdział VIII
Home Sickness (Tęsknota za domem) cz. 1, s. 74
Trzeba było ładnych, jasnych tapet w pokoju, aby pogodzić je z Milton. Trzeba było czegoś więcej – więcej niż można było zrobić. Nadeszły gęste, żółte, jesienne mgły, a widok na równinę doliny, którą tworzył głęboki zakręt rzeki, został zasłonięty, gdy pani Hale przybyła do swego nowego domu.
Margaret i Dixon pracowały przed dwa dni, rozpakowując rzeczy i układając je, ale wciąż dom wyglądał jak w nieładzie, na zewnątrz gęsta mgła przesunęła się do samym okien i wpadała w każde otwarte drzwi, tworząc dławiący biały wieniec niezdrowych oparów.
- Och, Margaret, mamy tu mieszkać? – zapytała pani Hale z trwogą. Serce Margaret odpowiedziało ponurym echem na to postawione pytanie. Mogła jedynie nakazać sobie dać taką odpowiedź - Och, mgły w Londynie są czasami daleko gorsze!
- Ale wiesz, że to Londyn i tam są przyjaciele, wiesz co to znaczy. A tutaj – cóż! Jesteśmy osamotnieni. Och Dixon, co to jest za miejsce!
- W istocie, proszę pani. Jestem pewna, że wkrótce wpędzi to panią do grobu, a wtedy wiem kto... panno Hale, to jest dla panienki za ciężkie!
- Wcale nie, dziękuję, Dixon – odpowiedziała Margaret chłodno. – Najlepszą rzeczą, którą możemy zrobić dla mamy to przygotować jej pokój, aby mogła położyć się do łóżka, podczas gdy ja pójdę i przyniosę jej filiżankę kawy.
Pan Hale był tak samo nie w humorze, i tak samo zwrócił się do Margaret oczekując współczucia.
- Margaret, sądzę, że to jest niezdrowe miejsce. Pomyśleć tylko, że zdrowie twojej matki albo twoje może ucierpieć. Żałuję, że nie wyjechaliśmy do jakiegoś wiejskiego miejsca w Walii, tu jest naprawdę strasznie – powiedział, podchodząc do okna. Nie było sposobu, aby go pocieszyć. Osiedlili się w Milton i musieli znosić gęstą mgłę przez całą tę porę roku, tak naprawdę od jakiegokolwiek innego życia byli odcięci okolicznościami równie przytłaczającymi jak ta mgła. Zaledwie dzień wcześniej, pan Hale obliczył z trwogą jak wiele kosztowała ich przeprowadzka i dwa tygodnie w Heston, i stwierdził, że to pochłonęło prawie cały jego niewielki zapas gotówki. Nie! Byli tutaj i tutaj muszą pozostać.
W nocy kiedy Margaret uświadomiła to sobie, poczuła, że aż musi usiąść w rozpaczy. Ciężkie, zadymione powietrze wisiało nad jej sypialnią, która zajmowała długi wąski występ z tyłu domu. Okno, umieszczone na dłuższej ścianie pokoju, wychodziło na białą ścianę podobnego występu, odległą o nie więcej niż 10 stóp. Majaczyła ona przez mgłę niczym wielka bariera odgradzająca od nadziei. Wewnątrz pokoju wszystko było w nieładzie. Wszystkie ich wysiłki były skierowane na to, by uczynić wygodnym pokój jej matki. Margaret siedziała na pudle, na którym widoczna była karta adresowa napisana w Helstone – w pięknym, ukochanym Helstone! Zatonęła w posępnych myślach, ale w końcu postanowiła trzymać z dala swój umysł od chwili obecnej, i nagle przypomniała sobie, że miała list od Edith, który przeczytała jedynie do połowy tego pracowitego ranka. Tam była mowa o przybyciu na Corfu, podróży po Morzu Śródziemnym – muzyce i tańcach na pokładzie statku, nowe radosne życie otwierało się przed Edith, jej dom z balkonem z treliażem, i widoki z niego na białe wybrzeże (klify) i błękitne morze. Edith pisała płynnie i dobrze, jeśli nie plastycznie. Nie tylko przedstawiała najistotniejsze i charakterystyczne punkty sceny, ale także wymieniała tyle przeróżnych szczegółów, by Margaret mogła wszystko ogarnąć, ona sama, kapitan Lennox i jeszcze jeden oficer, który niedawno się ożenił, dzielili willę wysoko na pięknych urwistych skałach zawieszonych nad morzem. Wydawało się, że ich dni, mimo późnej pory roku, wypełnione były żeglowaniem i piknikami, zawsze na powietrzu, w poszukiwaniu przyjemności, życie Edith zdawało się być jak błękitny nieboskłon ponad nią - całkowicie wolne od plam i chmur. Jej mąż musiał brać udział w ćwiczeniach, a ona jako najbardziej muzykalna żona oficera musiała kopiować nowe i popularne nuty ostatnich angielskich utworów muzycznych na użytek dyrygenta, wydawało się to ich najpoważniejszymi i najbardziej uciążliwymi obowiązkami. Wyrażała czule nadzieję, że jeśli regiment zatrzyma się jeszcze rok na Corfu, Margaret będzie mogła przyjechać i złożyć im długą wizytę. Pytała Margaret czy pamięta ten dzień sprzed dwunastu miesięcy, o którym Edith pisała, jak to cały dzień na Harley Street padał deszcz, i jak nie mogła założyć nowej sukni, aby pójść na głupi obiad, bo całe ubranie pochlapałaby w drodze do powozu, i jak na tym obiedzie spotkały po raz pierwszy kapitana Lennoxa.
Harry_the_Cat - Wto 26 Wrz, 2006 19:38
Aine, widzę, że główka pracuje. Ja tez już myslę o ilustracjach. Komiks raczej odpada, a na pewno cała powieść - ile to by tomów wyszło ?
Ale może poszczególne sceny...
Jak wyprodukuje jakies ilustracje, to wam dam znać - oczywiście w oparciu o fotki z filmu!
Ja z ta oprawą jeszcze nie wiem. Chyba musze się rozejrzeć...
I myślę, zebyśmy mogły wspólnie redakcje tekstu zrobić - zeby wylapać literówki, itd.
Anonymous - Wto 26 Wrz, 2006 20:15
Ja myślałam zrobić to tak, zeby zdjęcia dać co 2 kartke. najciekawsze i najładniejsze, ale ze sceny która była na tych wcześniejszych 2 stronach. Pod ilustracjami opis, a raczej fragment ksiązki odpowiadający temu zdjęciu.
Np. po tym jak pojawia się Thornton zdjęcie Ryśka a pod nim podpis
Jest wysoki, barczysty, tak około trzydziestki, z twarzą ani zwyczajną, ani nazbyt przystojną, nic szczególnie przykuwającego uwagę. No i raczej nie typ dżentelmena, ale tego przecież należało oczekiwać.
Oczywiscie to jest długie, ale o coś takiego mi chodzi. Jak się odnajdę w płytach, umieszczę tutaj scenariusze LOTRów które tak sobie zrobiłam.
przecinek - Wto 26 Wrz, 2006 20:39
Dziękuję Gosiu za kolejny wspaniały fragment. Czy przypominacie sobie czy w filmie jest pokazana sypialnia czy pokój Margaret? Ja kojarzę tylko salon, kuchnię, gabinet pana Hale’a i pokój pani Hale i korytarze, ale nie pokój Margaret. Czyżby był aż tak nieciekawy?
Harry_the_Cat - Wto 26 Wrz, 2006 20:42
Pokój Margaret pokazany jest na koncu 1. odcinka - jak śpi na biurku i przed oświadczynami, jak czyta list od Edith.
Mag - Wto 26 Wrz, 2006 20:56
Gosieńko wielkie dzięki naprawdę nie pamietałam juz reakcji Margerytki na Jaśka i tego początku w Milton.
Swoją droą to p. Hale mógł się przejechać do miasta i zobaczyć w co pakuje rodzinę , a nie polegać tylko na p. Bellu
Gosia - Wto 26 Wrz, 2006 21:07
Moze takie podroze byly zbyt kosztowne
Mag - Wto 26 Wrz, 2006 21:34
Ale przecież decydował o losie wszystkich - dla mnie to kolejny minus.
poza tym gdyby znał sytuację nie musiałby później żałować gotówki pochłoniętej przez pobyt p, Hale w uzdrowisku...
Gosia - Śro 27 Wrz, 2006 17:51
Rozdział VIII
Home Sickness (Tęsknota za domem) cz. 2, s. 76
Tak! Margaret pamiętała to dobrze. Edith i pani Shaw wyszły na obiad, Margaret dołączyła do przyjęcia wieczorem. Wspomnienie luksusu całego wyposażenia, majestatycznego piękna umeblowania, wielkości domu, spokojnej beztroski gości – wszystko stanęło jej żywo przed oczami, w dziwnym kontraście do teraźniejszości. Gładkie morze pochłonęło dawne życie nie zostawiając śladu, który by wskazał, gdzie ono było. Zwykłe obiady, wizyty, zakupy, wieczorki taneczne, wszystkie one wciąż się odbywały i odbywać się miały, chociaż ciotki Shaw i Edith już tam nie było, a za nią oczywiście tęskniono jeszcze mniej. Wątpiła, czy ktokolwiek z tego starego grona myślał o niej, poza Henry Lennoxem. On także, jak wiedziała, usiłował zapomnieć o niej, z powodu bólu, który wywołała. Słyszała często, jak chwalił się umiejętnością odsuwania wszelkich nieprzyjemnych myśli daleko od siebie. Potem zastanawiała się nad tym co być mogło. Gdyby dbała o niego jak o ukochanego i przyjęła go, a nastąpiłaby ta zmiana przekonań jej ojca i wynikająca z tego zmiana pozycji, nie mogła wątpić, że zostałoby to przyjęte przez pana Lennoxa z irytacją. Było to gorzkie upokorzenie dla niej w pewnym sensie, ale mogła znieść je cierpliwie, ponieważ wiedziała, że zamiary ojca były czyste i pomagało jej znosić jego błędy, chociaż były one w jej mniemaniu ciężkie i poważne. Ale fakt, że świat, w swoim brutalnym surowym osądzie, uważał że jej ojciec został zdegradowany, mogłoby przytłoczyć i irytować pana Lennoxa. Gdy uświadomiła sobie,że tak być mogło, zaczęła być wdzięczna za to, co ostatecznie się stało. Byli teraz na dnie, nie mogło być gorzej. Zdumienie Edith i konsternacja ciotki Shaw muszą być przyjęte z odwagą, kiedy nadejdą ich listy. Tak więc Margaret podniosła się i zaczęła wolno się rozbierać, rozkoszując się w pełni luksusem powolności ruchów o tej późnej porze po minionym pośpiechu całego dnia. Czuła się śpiąca, miała nadzieję na zaznanie spokoju, jakiegokolwiek, wewnętrznego czy zewnętrznego. Ale gdyby wiedziała, jak długo potrwa zanim spokój nadejdzie, jej serce pogrążyłoby się w rozpaczy. Pora roku była bardzo niekorzystna zarówno dla ciała, jak i duszy. Matka przeziębiła się, a sama Dixon wyraźnie nie czuła się dobrze, chociaż Margaret nie mogła obrazić jej bardziej, niż próbując jej pomóc albo troszcząc się o nią. Nie było mowy o jakiejś dziewczynie do pomocy, wszystkie pracowały w fabrykach, a te, które się zgłaszały Dixon rugała za to, że przeszło im przez myśl, iż takie jak one godne są powierzenia pracy w domu dżentelmena. Tak więc musieli cały czas zatrudniać sprzątaczkę. Margaret pragnęła posłać po Charlottę, ale oprócz zastrzeżeń, że była lepszą służącą niż oni mogli sobie na to pozwolić, odległość była zbyt duża.
Balbina - Czw 28 Wrz, 2006 07:04
Dzięki Gosieńko
Gosia - Czw 28 Wrz, 2006 08:12
Drobiażdzek
Nadmienię, że juz wlasciwie przełożony zostal rozdzial 9, a raczej jego nieprzetlumaczone fragmenty, a ja sie biore za 10 ....
Gosia - Czw 28 Wrz, 2006 17:32
Rozdział VIII
Home Sickness (Tęsknota za domem) cz. 3, s. 77
Pan Hale spotykał się z kilkoma uczniami, rekomendowanymi mu przez pana Bella albo bardziej wpływowego pana Thorntona. Byli w większości w tym wieku, kiedy wielu chłopców wciąż mogło chodzić do szkoły, ale zgodnie z powszechnymi i najwyraźniej uzasadnionymi poglądami Milton, aby uczynić z chłopca dobrego fabrykanta, trzeba go od dzieciństwa przyzwyczaić do życia w fabryce lub biurze lub składzie. Jeśli nawet zostałby wysłany do szkockich uniwersytetów, wróciłby nieprzystosowany do handlowych zajęć, tym bardziej gdyby poszedł do Oxfordu czy Cambridge, gdzie można było wstąpić dopiero po ukończeniu osiemnastu lat. Tak więc wielu fabrykantów zatrzymywało przy sobie czternasto- czy piętnastoletnich synów, zdecydowanie ucinając wszelkie próby zwrócenia się w stronę literatury i doskonalenia umysłu, w nadziei skierowania całej siły i energii na pole handlu. Jednak byli niektórzy mądrzejsi rodzice i młodzi ludzie, którzy mieli poczucie swoich braków, i próbowali temu zaradzić. Mało tego, było kilku niemłodych już, ale dojrzałych ludzi, którzy mieli świadomość własnej niewiedzy i uczyli się tego, czego mogli nauczyć się wcześniej. Pan Thornton był być może najstarszym z uczniów pana Hale`a. Był z pewnością jego ulubionym uczniem. Pan Hale miał zwyczaj cytować jego opinie tak często i z takim szacunkiem, że stało się to przedmiotem żartów i zdumienia, ile czasu w ciągu godziny wyznaczonej na naukę, spędzili na nauce, a ile na konwersacji.
Margaret raczej sprzyjała temu lekkiemu, przyjemnemu sposobowi widzenia znajomości jej ojca z panem Thorntonem, gdyż czuła, że matka miała skłonność do patrzenia na tę nową przyjaźń męża z zazdrością. Tak długo jak jego czas był zajęty wyłącznie książkami i wiernymi, tak jak w Helstone, wydawała się mało dbać o to, czy widzi go dużo czy wcale, ale teraz, kiedy niecierpliwie wyczekiwał każdego spotkania z panem Thorntonem, wyglądała na rozdrażnioną i zirytowaną, jak gdyby po raz pierwszy lekceważył jej towarzystwo. Pochwały pana Hale`a odnosiły zwykły skutek nadmiernych pochwał, skłaniały do buntu jak przeciw Arystydesowi zwanemu Sprawiedliwym.
Po spokojnym życiu na wiejskiej plebanii przez ponad dwadzieścia lat, było coś oszałamiającego dla pana Hale`a w energii, która pokonywała ogromne trudności z łatwością; siła maszyn w Milton, siła ludzi w Milton, wywierała na nim wrażenie wielkością, której ulegał nie wnikając w jej istotę. Ale Margaret mniej wychodziła z domu, między ludzi i maszyny, widziała mniej siły i jej zewnętrznych przejawów, a jeśli tak się zdarzało, uderzało ją, jak pojedynczy ludzie, na których życie wpływały te same siły, które wpływały na masy ludzi, cierpieli dla dobra wielu. Jak zawsze pojawiało się to samo pytanie, czy zrobiono wszystko, by cierpienia tych jednostek uczynić jak najmniejszym. Czy też, w tym triumfalnym pochodzie stratowano bezsilnych zamiast ostrożnie przenieść ich na pobocze, usunąć z drogi zdobywców, którym nie mieli siły dotrzymać kroku w marszu?
julianna - Pią 29 Wrz, 2006 15:07
Czytałam ten temat przez pół nocy (ponieważ jestem nowa na tym forum - mam "małe";-) zaległości) i wstałam od komputera oszołomiona i pełna podziwu. Dziewczyny-tłumaczki - jesteście NIESAMOWITE!!! Tyle pracy, wysiłku włożyłyście w to, aby przetłumaczyć tę powieść. To naprawdę NIESAMOWITE! Jesteście CUDOWNYMI KOBIETAMI!!! Nie chciałabym aby tyle pracy się zmarnowało i jestem za tym, aby coś z tym olbrzymim przedsięwzięciem zrobić. Może byśmy to wydały w formie książkowej? Jest teraz wiele drukarni, które drukują na zamówienia.
Pozdrawiam!!!
Gosia - Pią 29 Wrz, 2006 17:09
Rozdział VIII
Home Sickness (Tęsknota za domem) cz. 4, s. 79
Na Margaret spadło wyszukanie służącej do pomocy Dixon, która od początku postanowiła przyjąć odpowiednią według niej osobę do wykonywania wszelkich ciężkich prac w domu. Ale wyobrażenia Dixon na temat pomocnych dziewcząt były oparte na wspomnieniach schludnych starszych uczennic ze szkoły w Helstone, które były tylko zbyt dumne, aby przyjść na plebanię w pracowitym dniu, traktowały panią Dixon z ogromnym szacunkiem i bały się jej bardziej niż pana i pani Hale. Dixon nie była obojętna ta pełna respektu cześć, lubiła ją, pochlebiało jej to tak, jak Ludwikowi XIV pochlebiali dworzanie kryjący oczy przed oślepiającym blaskiem jego obecności.
Ale tylko wierna miłość do pani Hale mogła skłonić ją, żeby znosiła szorstki, niezależny sposób, w jaki wszystkie miltońskie dziewczęta, które zgłaszały się na służbę, odpowiadały na jej zapytania odnoszące się do ich kwalifikacji. Pozwalały sobie nawet same zadawać pytania, mając wątpliwości i obawy dotyczące wypłacalności rodziny, która mieszkała w domu za trzydzieści funtów rocznie i jeszcze miała tak wysokie mniemanie o sobie, by trzymać dwie służące, w tym jedną tak wielką i dostojną. Pan Hale nie był już postrzegany jak wikary z Helstone, ale jak człowiek o ograniczonych dochodach.
Margaret była zmęczona i zniecierpliwiona wiadomościami, które Dixon przynosiła pani Hale na temat zachowania ich niedoszłych służących. Odrzucały ją surowe, niegrzeczne maniery tych ludzi, kryła się za swą wystudiowaną dumą przed ich swobodnymi zaczepkami i z trudem znosiła nieskrywaną ciekawość co do majątku i pozycji rodziny, która żyła w Milton, a nie była zaangażowana w żaden rodzaj handlu. Ale im boleśniej odczuwała ich impertynencję, tym usilniej milczała na ten temat; w każdym razie biorąc na siebie poszukiwania służącej, oszczędzała matce litanii żalów i opowieści o rzeczywistych lub wydumanych zniewagach.
Skutkiem tego Margaret chodziła do rzeźników i sklepów z artykułami spożywczymi w poszukiwaniu doskonałej dziewczyny, obniżając z tygodnia na tydzień swoje oczekiwania, gdy stwierdziła, że są kłopoty ze znalezieniem kogokolwiek w fabrycznym mieście, kto nie wolałby lepszych zarobków i większej niezależności pracy w fabryce.
To był dla Margaret rodzaj próby - wyjść samej w to tłoczne, ruchliwe miejsce. Wyobrażenia pani Shaw na temat stosowności i jej własna bezradna zależności od innych, sprawiały, że zawsze upierała się, by Edith i Margaret towarzyszył lokaj, gdy wychodziły poza Harley Street lub w bezpośrednie sąsiedztwo.
Zasady te ograniczały niezależność Margaret i po cichu buntowała się przeciwko nim swego czasu, podwójnie cieszyły ją więc swobodne przechadzki i włóczęgi w leśnym okresie życia, przez kontrast, jaki stanowiły z poprzednim. Chodziła energicznym, pewnym krokiem, który od czasu do czasu przechodził w bieg, jeśli spieszyła się, a od czasu do czasu zamierał w całkowitym bezruchu, gdy stała słuchając lub obserwując jakieś dzikie stworzenie, które zawyło w pokrytym liśćmi zaułku lub widząc ich ostre jasne oczy poprzez niskie zarośla lub krzaki janowca.
To była próba zamienić taki ruch lub taki spokój, kierowany tylko własną, słodką wolą na równomierny, stosowny krok, jaki wymuszała ulica. Mogłaby śmiać się z siebie za zwracanie uwagi na taką zmianę, gdyby nie poważniejsze strapienie.
Gosia - Pon 02 Paź, 2006 17:37
Rozdział VIII
Home Sickness (Tęsknota za domem) cz. 5, s. 81
Przez tę część miasta, w której położone było Crampton, przebiegała droga często uczęszczana przez robotników. W bocznych ulicach znajdowało się wiele fabryk, z których wylewały się strumienie mężczyzn i kobiet dwa czy trzy razy dziennie.
Dopóki Margaret nie nauczyła się pór ich wejść i wyjść z fabryki, niefortunnie natykała się na nich. Szli spiesznie naprzód mając śmiałe, nieustraszone twarze z głośnymi śmiechami i żartami, zwłaszcza skierowanymi do tych, którzy zdawali się stać wyżej od nich jeśli chodzi o sferę czy pozycję. Ton ich nieopanowanych głosów i ich niedbałość względem wszystkich zwykłych zasad grzeczności obowiązujących na ulicy, wystraszyły Margaret trochę na początku. Dziewczęta z ich surową, ale nie nieprzyjazną swobodą, zwykły komentować jej suknię, nawet dotykać jej szala czy sukni aby sprawdzić materiał, a nawet, raz czy dwa razy była zapytana o jakiś przedmiot, który szczególnie wzbudził ich podziw. Było tak wiele prostego polegania na jej kobiecym zrozumieniu dla ich miłości do ubioru i na jej uprzejmości, że grzecznie odpowiadała na ich pytania, gdy tylko je zrozumiała, lekko uśmiechając się na ich uwagi.
Nie miała nic przeciwko spotykaniu nawet wielu dziewcząt, nieważne jak głośno mówiących i hałaśliwych. Ale obawiała się i oburzała na robotników, którzy nie komentowali jej sukni, ale jej wygląd w ten sam bezpośredni sposób. Ona, która dotąd czuła, że nawet najbardziej wytworna uwaga na temat jej osobistej powierzchowności była impertynencją, musiała znosić nieskrywany podziw tych bezpośrednich ludzi. Ale ta bezpośredniość była znakiem niewinności ich intencji, nie było ich zamiarem urażenie jej wrażliwości, dostrzegłaby to, gdyby mniej obawiała się bezładnego tłumu. Wraz ze strachem pojawiał się błysk oburzenia, który sprawiał, że jej twarz czerwieniła się a ciemne oczy płonęły, gdy słyszała niektóre z ich wypowiedzi. Mimo to były jeszcze inne słowa, które, gdy znalazła się już w spokojnym, bezpiecznym domu, bawiły ją, nawet jeśli jednocześnie irytowały.
Na przykład, pewnego dnia, gdy minęła grupę mężczyzn, kilku z nich zwróciło się do niej, z życzeniem by była ich ślicznotką, nie był to niezwykły komplement, ale jeden z pozostających w tyle dodał „Twoja śliczna twarz, moja dziewczyno, sprawia że dzień wydaje się pogodniejszy”.
Innego dnia, gdy bezwiednie uśmiechnęła się do jakiejś myśli, biednie ubrany robotnik w średnim wieku skierował do niej słowa: „Uśmiechaj się, dziewczyno, kto by się nie uśmiechał mając taką śliczną buzię”.
Ten człowiek wyglądał na tak udręczonego, że Margaret nie mogła się powstrzymać, żeby nie odpowiedzieć uśmiechem, ucieszona, że jej wygląd, taki jaki był, może mieć siłę przywołania przyjemnych myśli. Wydawało się, że on zrozumiał jej znaczące spojrzenie i ciche porozumienie nawiązało się między nimi, ilekroć mieli okazję w ciągu dnia natknąć się na siebie. Nigdy nie wymienili słowa, nic nie zostało powiedziane poza tym pierwszym komplementem, jednak Margaret przyglądała się temu człowiekowi z większym zainteresowaniem, niż komukolwiek innemu w Milton. Raz czy dwa, w niedziele, widziała go spacerującego z dziewczyną, wyraźnie jego córką, i jeśli to możliwe, wyglądającą bardziej niezdrowo niż on sam.
Matylda - Pon 02 Paź, 2006 21:51
Gosiu staram się to nadrobić
To ogrom pracy
Jak to wszystko jesteś wstanie ogarnąć i zrobić???
Gosia - Pon 02 Paź, 2006 21:52
No przeciez tlumacze tylko male rozdzialki
i uzupelniam to co nie bylo przelozone ..
achata - Pon 02 Paź, 2006 23:21
| Gosia napisał/a: | Rozdział VIII
Home Sickness (Tęsknota za domem) cz. 5, s. 81
Ten człowiek wyglądał na tak udręczonego, że Margaret nie mogła się powstrzymać, żeby nie odpowiedzieć uśmiechem, (...) Raz czy dwa, w niedziele, widziała go spacerującego z dziewczyną, wyraźnie jego córką, i jeśli to możliwe, wyglądającą bardziej niezdrowo niż on sam. |
Że niby Higgins był słabowity i niezdrowy? Hm.
|
|
|