Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - MEGAFANFIK tom III część 2
asiek - Śro 10 Paź, 2007 21:48
| Ulka napisał/a: | asiek napisał/a:
A stringi ?
Dama o takich rzeczach nie mówi, nie myśli, nie wie.....
ale w tamtych czasach też cuś musieli mieć, choć lady Pamelka nie pisze...? |
To skąd Dama posiada wiedzę, o rzeczonej rzeczy ?
Maryann - Śro 10 Paź, 2007 21:59
| Ulka napisał/a: | | Caroline napisał/a: | | Prawdę mówiąc właśnie w filmie niewiarygodne mi się wydało, że Darcy tak rach-ciach i był gotowy, bo wydawało się, że jak tylko się rozstali to upokorzona i zawstydzona Elizabeth poleciała prosto do powozu. |
a wiesz, mnie też to dziwi. i drażni jako nielogiczność w ukochanym filmie. Oni ledwo doszli do powozu... |
Ależ nielogiczności tu nie ma nijakiej. W filmie był już wykąpany, więc zostało mu tylko ciuszki na suche zamienić. A w książce - gdzie o scenie "jeziorowej" mowy nie ma - tych operacji trzeba było wykonać stosownie więcej...
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 05:54
Rozdział VII część 10
Zrobili początek, nie był jednak w stanie powiedzieć, na ile dobry. Było bardzo możliwe, że zmierzał w kierunku kobiety, która wolałaby, żeby znajdował się raczej na Antypodach, a nie oprowadzał jej po swoim domu. Przywołał uczucia, które pojawiały się na jej twarzy, kiedy rozmawiali. Zamęt, zażenowanie, oba rzuciły swoje cienie na jej urok. Nie było jednak śladu niechęci, czy chłodnej uprzejmości, których się obawiał wyobrażając sobie takie spotkanie. Ani zadowolenia, przypomniał sobie. Ale nie ma na to rady. Nie mógł trzymać się od niej z daleka. Nie teraz, na jego własnej ziemi, kiedy ma najlepszą okazję, aby pokazać jej, wyrazić jej swoją wdzięczność za to, co dla niego zrobiła. Nadmiar uczuć przepełnił go po tej myśli i znowu uderzył go nieprawdopodobnie szczęśliwy traf, że przyjechała do Pemberley. Szedł dalej, aż na łuku ścieżki wyszedł im naprzeciw.
Tym razem była lepiej przygotowana i powitała go ze zwykłym sobie opanowaniem. Podnosząc głowę z ukłonu usłyszał słowa „czarujące” i „zachwycające”, dotyczące wszystkiego, co widziała. Podziękował jej bardziej powściągliwie i z miną bardziej opanowaną, niżby chciał. Pemberley zwykle było opisywane przez zwiedzających jako „czarujące” i „zachwycające”, nigdy wcześniej jednak te wyrazy najwyższego uznania nie miały takiego znaczenia. Elizabeth uznała jego dom za czarujący i zachwycający. Coraz lepiej.
Jego euforia miała jednak krótki żywot. Zaledwie zdążył jej podziękować, gdy zarumieniła się i zamilkła. Zawahał się, nie wiedząc, co począć na zmianę jej zachowania. Musi ją zainteresować, przywrócić tę swobodę, z jaką z nim rozmawiała. Ale co ? Jej towarzysze ! Jak mógł tak długo ich ignorować ! Muszą o nim myśleć, że…
- Panno Bennet, czy uczyni mi pani ten zaszczyt i przedstawi mnie swoim przyjaciołom ?
Spojrzenie, które skierowała na niego w odpowiedzi na jego prośbę, było osobliwą mieszaniną zaskoczenia i rozbawienia. Cokolwiek to miało oznaczać, idąc za nią w stronę jej czekających przyjaciół, obiecał sobie, że jej zaufa.
- Ciociu, wujku, czy mogę przedstawić pana Darcy’ego ? Panie Darcy, moi wujostwo, państwo Gardiner.
Krewni ! Patrzył na nich zaskoczony. Powinien się domyślić, ale stojący przed nim spokojny dżentelmen i dama byli tak niepodobni do znajomej mu rodziny Elizabeth, jak to tylko było możliwe.
- Do usług, sir – skłonił się.
- Do usług – odparł pan Gardiner – Ogromnie spodobał nam się pański dom i majątek, panie Darcy. Muszę też od razu powiedzieć, jak wspaniale zajęła się nami pańska służba. Przyjęto nas w Pemberley znacznie milej, niż w innych wielkich domach, które odwiedzaliśmy w czasie naszej podróży.
- Miło mi to słyszeć – uśmiechnął się na dźwięk szczerej przyjemności, brzmiący w głosie pana Gardinera – Miło nam, że zapracowaliśmy sobie na tak dobrą opinię – odwrócił się do damy – Madame, mam nadzieję, że spacer po parku nie był dla pani zbyt męczący. To dosyć długi dystans.
Pani Gardiner uśmiechnęła się promiennie.
- Muszę panu przyznać, że jestem zmęczona, ale rzadko zdarza się być tak wspaniale nagrodzonym za wysiłek. Pemberley jest piękniejsze, niż słowa mogą opisać.
- Dziękuję – skłonił się – Niech mi będzie wolno odprowadzić państwa zamiast Simona. Myślę, że wiem na temat parku prawie tyle, co on.
Zgodzili się chętnie, odprawiwszy więc wdzięcznego ogrodnika z powrotem do jego przycinania, zajął miejsce obok pana Gardinera. Już po kilku minutach przekonał się, że jego towarzysz to nie tylko człowiek o wybitnej inteligencji i smaku, ale również zawołany wędkarz. Zachwycony, że udało mu się znaleźć coś tak wspólnego im obu, zaprosił go na wędkowanie w rzece, kiedy tylko będzie miał ochotę, zaproponował pożyczenie sprzętu i doradził, gdzie najlepiej łowić.
Matylda - Czw 11 Paź, 2007 07:36
Ale nie ma na to rady. Nie mógł trzymać się od niej z daleka. Nie teraz, na jego własnej ziemi, kiedy ma najlepszą okazję,
No no no , a jednak grubość portfela potrafi przemówić do kobiety ....
A może tylko mężczyźni tak myślą
Ja też uwielbiam tę scenę gdy Darsik biegnie w tej mokrej fryzurze po schodach i wzrokiem szuka Lizzy
W końcu sie ożywia, jakiś taki energiczny sie staje
Dzięki Maryjanku ranna ptaszyno
Alison - Czw 11 Paź, 2007 07:45
Och ptraszki moje, jak miło zacząć miło dzień
trifle - Czw 11 Paź, 2007 11:52
| Maryann napisał/a: | | trifle napisał/a: | Pół godziny się ubierał.. |
A bo to tak długo ? Ja potrafię znacznie dłużej... |
Nie no, ja też potrafię dłużej Ale on się powinien sprężyć, raz dwa, tam dama czeka, a może ucieeeeka...
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 11:56
| trifle napisał/a: | Ale on się powinien sprężyć, raz dwa, tam dama czeka, a może ucieeeeka... |
No ale brudny miał ją gonić ?
Marija - Czw 11 Paź, 2007 12:06
Hehe, a gdzie on się miał zabrudzić? Przy młócce pszenicy? Poza tym, w filmie był umyty ...
Jak gonił, to i tak się był upocił .
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 12:17
| Marija napisał/a: | | Hehe, a gdzie on się miał zabrudzić? |
W czasie jazdy zakurzoną drogą...
| Marija napisał/a: | w filmie był umyty ... |
Toteż w filmie szybciej ją dogonił...
Marija - Czw 11 Paź, 2007 12:28
Ciekawe, czy w tamtych czasach ludzie byli tacy wrażliwi na kurz na drodze . Tak sobie te filmy oglądam: panie chodziły w sukniach. Co ile czasu mogły je zmieniać na czyste? Nie pociły się aby przy domowych pracach i innych okazjach? Teraz trudno czasem tę samą bluzkę dzień po dniu założyć (a latem to ze dwie dziennie), ciach do pralki, a te biedule, zapocone w tej samej sukni przez dwa tygodnie? że już o różnych innych powodach do kąpieli nie wspomnę
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 13:01
| Marija napisał/a: | | panie chodziły w sukniach. Co ile czasu mogły je zmieniać na czyste? Nie pociły się aby przy domowych pracach i innych okazjach? |
W czasach JA to może tak źle nie było, bo przecież te muśliny i perkaliki nie były trudne do prania (nawet biorąc pod uwagę brak detergentów i wysokich technologii pralniczych) - tyle, że żółkły, więc ponoć wielki świat to wysyłał swoje indyjskie muśliny do prania do... Indii właśnie, wierząc, że jest to niezbędne, aby ich niepokalaną biel zachować jak najdłużej.
Gorzej chyba było wcześniej i później, bo ciężkie suknie z brokatów, aksamitów i jedwabi, (co to wody raczej nie lubią) były chyba rzeczywiście prane dosyć rzadko... Pamiętam niejasno takie pralniczo-higieniczne dywagacje w książkach Magdaleny Samozwaniec i jej wspomnienia o unoszących się specyficznych aromatach.
Marija - Czw 11 Paź, 2007 13:12
| Maryann napisał/a: | | Pamiętam niejasno takie pralniczo-higieniczne dywagacje w książkach Magdaleny Samozwaniec i jej wspomnienia o unoszących się specyficznych aromatach. | Ja cię dziękuję, taki dobrze zapocony aksamit ...
Matylda - Czw 11 Paź, 2007 13:46
a te biedule, zapocone w tej samej sukni przez dwa tygodnie? że już o różnych innych powodach do kąpieli nie wspomnę
Dlatego gdy widziałam zabawę wiejską w nowej Dumie pomyślałam- jak tam musiało śmierdzieć.........
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 14:00
| Matylda napisał/a: | jak tam musiało śmierdzieć......... |
Zaraz tam śmierdzieć. A perfumy od czego ?
Marija - Czw 11 Paź, 2007 14:04
| Maryann napisał/a: | | Matylda napisał/a: | jak tam musiało śmierdzieć......... |
Zaraz tam śmierdzieć. A perfumy od czego ? | Taka kombinacja zapachowa nazywa się potocznie "g...w lesie" (może ja dzisiaj nie zjem obiadu? )
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 15:15
| Marija napisał/a: | Taka kombinacja zapachowa nazywa się potocznie "g...w lesie" |
Niezależnie jak się nazywa, to i tak z pewnością pachnie o niebo ładniej od tego, czym teraz się zajmuję.
A wracając do meritum - w czasie spaceru naszej czwórki z pewnością tylko aromat róż się unosił...
Admete - Czw 11 Paź, 2007 15:30
A mnie sie wydaje, że jednak się myli i prali ubrania Od czegoś w końcu ta służba była. Były studnie i woda. Jak ktoś chciał, to się umył. Moja mama do 29 roku życia, już jak mężatką była, mieszkała w domu bez bieżącej wody, ze studnią na podwórku, toaletą za domem. I nie chodziła brudna Nikt brudny nie był, moja babcia też nie. Wcześniej w tym domu wychowało się siedmioro dzieci. Wodę można ze studni przynieść, zagotować na kuchni opalanej drewnem, wlać do miski, wanienki ustawionej na środku kuchni...A ludzie z klasy średniej i bogatsi mieli ku temu warunki. Z końcem XVIII wieku na higienę zaczęto chyba zwracac większa uwagę - w końcu to Wiek Rozumu był U Austen w domu pompa do wody była, pralnia jakaś na pewno też.
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 15:40
| Admete napisał/a: | A mnie sie wydaje, że jednak się myli i prali ubrania Od czegoś w końcu ta służba była. Były studnie i woda. Jak ktoś chciał, to się umył. |
Niby tak, tyle same możliwości nie wystarczą (wystarczy w dzisiejszych czasach w upalny dzień przejechać się środkiem publicznej komunikacji).
| Admete napisał/a: | Z końcem XVIII wieku na higienę zaczęto chyba zwracac większa uwagę - w końcu to Wiek Rozumu był |
Zgadzam się, że w czasach JA chyba rzeczywiście bardziej dbano o higienę, niż jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej (kiedy uważano, że woda człowiekowi szkodzi, a uboczne efekty jej nieużywania można zamaskować pachnidłami). W końcu pod tymi zwiewnymi regencyjnymi szatkami wiele się ukryć nie dało...
asiek - Czw 11 Paź, 2007 20:04
| Maryann napisał/a: | | Nie mógł trzymać się od niej z daleka. |
To leć za ukochaną.........., a my za tobą !
Maryann, | Maryann napisał/a: | | W czasach JA to może tak źle nie było, bo przecież te muśliny i perkaliki nie były trudne do prania (nawet biorąc pod uwagę brak detergentów i wysokich technologii pralniczych)... ( |
Ostatnio myślałam o tym, patrząc na mokre suknie Maryann i Eleonor /RiR1995/. Wstarczył mały spacer po łące, czy parku, aby dół sukni był utytłany.
A cóż miała począć biedna Jane Eyre, mając tylko jedną kieckę na zmianę ?
Anonymous - Czw 11 Paź, 2007 20:13
| trifle napisał/a: | Pół godziny się ubierał.. Co ona - znaczy Pamela - zrobiła z tego Darcy'ego.. |
Jak zawsze refleks szachisty, ale wole sobie poczekac i przeczytac kilka odcinków na raz
Nie strzymałam i napisze, że w dokładnie pół godziny to ja się ubieram, myje głowę, ułożę fryz, robię tapetę, zjem śniadanie i jeszcze zdążę kotę wygłaskać.
No dobra. Nie w pół godziny, a dokładnie 40 minut.
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 20:26
| AineNiRigani napisał/a: | w dokładnie pół godziny to ja się ubieram, myje głowę, ułożę fryz, robię tapetę, zjem śniadanie i jeszcze zdążę kotę wygłaskać.
No dobra. Nie w pół godziny, a dokładnie 40 minut. |
To ja się chyba do Cię na kurepetycje zgłoszę, bo tyle czasu to potrzebuję na kąpanie z myciem peruki...
asiek - Czw 11 Paź, 2007 20:38
| Maryann napisał/a: | | To ja się chyba do Cię na kurepetycje zgłoszę, |
Ja tyyyż... Ostatnio strasznie się guzdrzę.
Alison - Czw 11 Paź, 2007 20:42
| Maryann napisał/a: | To ja się chyba do Cię na kurepetycje zgłoszę, bo tyle czasu to potrzebuję na kąpanie z myciem peruki... |
A peruka schnie luzem czy szuszysz szuszarką?
Wiecie co? Zauważyłyscie, ze z wiekiem rośnie (równolegle do obwodu w biodrach) wielkość kosmetyczki? Kiedyś to ja ruszałam na jakiś wyjazd z jednym kremem i szlus, a teraz masz, żel do mycia, balsam do ciała, krem do rąk, krem na dzień, krem na noc, krem pod oczy, panie Boże - przecież i tak nie wierzę, że to jakos działa, ale człowiek jakis durny jest i wlecze to wszystko za sobą. Potem jak wraca padniety z terenu to tylko bierze prysznic i tak nie ma siły się tym wszystkim napastować, ale wlec za soba musi. Paranoja
Maryann - Czw 11 Paź, 2007 20:49
| Alison napisał/a: | A peruka schnie luzem czy szuszysz szuszarką? |
Luzem tylko i wiłącznie. Przy tak "obfitym" upierzeniu, jak moje, to żaden problem - wysycha na wiór max w trzy kwadranse.
A szuszarkę to nawet kiedyś miałam... Chyba nawet gdzieś jeszcze leży w rupieciach. Nie używam, bo po niej to mam na głowie jeszcze mniej niż normalnie...
| Alison napisał/a: | | żel do mycia, balsam do ciała, krem do rąk, krem na dzień, krem na noc, krem pod oczy, panie Boże - przecież i tak nie wierzę, że to jakos działa |
A nie działa ?
Marija - Czw 11 Paź, 2007 21:18
Ja mam taki rozpęd jak Aine: od 6 do 7 - mycie, ubieranie, fryzowanie, robienie kanapek, szykowanie dzieciom ubrań do szkoły, chlipnięcie kawy. Samo suszenie włosów z poklepaniem się pianką - jakieś 2 minuty . I starczy. Ale jakby jakaś pokojowa przejęła część tych porannych czynności, to czemu nie . No i nie mam kota do wygłaskania .
|
|
|