North and South - powieść - Tłumaczenia fragmentów powieści "N&S"
Balbina - Śro 20 Wrz, 2006 07:23
Ja też czytam i zapisuje mam drugą część od rozdziału XXX (i nie wiem czy cos przegapiłam ale brakuje mi rozdz. XXXVI?) teraz kopiuje sobie pierwszą część i powoli robi mi się z tego fajna książeczka. Bardzo jestem Ci wczięczna Gosieńko za tłumaczenie bo gdyby nie Ty to nie miałabym możliwości poznania N&S.
Caitriona - Śro 20 Wrz, 2006 09:02
Słoneczko, ja czytam. :grin:
Gosia - Śro 20 Wrz, 2006 10:52
No dobra, skoro tak to ciagne dalej
Juz duzo nie zostalo, bo zaczynaja sie rozdzialy przetlumaczone przez Alison.
Byly one zamieszczone na poprzednim forum.
Przed nami rozdzial 7. Jego pierwsza czesc zamieszcze po poludniu.
Balbina - Śro 20 Wrz, 2006 11:37
Na poprzednim forum to znaczy gdzie je znajdę podrzućcie adres bo ja zachłanna i chcę mieć wszystko
przecinek - Śro 20 Wrz, 2006 14:03
Oczywiście, że czytam, chociaż każdy kolejny fragment jest bardziej smutny od poprzedniego. Bardzo dziękuje za każdy tłumaczony rozdział.
marianna1 - Śro 20 Wrz, 2006 14:52
Jasne, że czytamy!!!!!!!! Ja na każdy fragment czekam z niecierpliwością !!!!!!:mrgreen:
Alison - Śro 20 Wrz, 2006 15:06
Jak czytacie, to uzewnętrznijcie to autorce, to naprawdę bardzo motywuje do pracy, jak się od czasu do czasu usłyszy miłe słowo, świadczące o tym, że to nie trafia w próżnię. Te tłumaczenia, to naprawdę kawał roboty, a dla Gosi szczególnie, bo jak twierdzi z angielskim tak sobie, więc się dziewczyny trochę postarajcie. Myśmy tu tyle komplementów się z Caroline nasłuchały, a Gosiaczek to co? Przecież największa mróweczka z nas wszystkich.
WIWAT DZIELNA GOSIA!!!!
Gosia - Śro 20 Wrz, 2006 15:17
Dziekuje!
No po TAKIM komplemencie, to juz musze publikowac ciag dalszy :grin:
dobrze Alisonku, podrzuce Ci te moje wypocinki wieczorem.
Teraz siedze bez wielkiego entuzjazmu (bo mnie troche co innego "wciągło" ) nad rozdzialem 8, nieprzetlumaczonym przez Ciebie, ale troche trudnawy jest, malo dialogow i mi ciezko idzie... ale nie dam sie
achata - Śro 20 Wrz, 2006 15:29
Czytuję regularnie, wczoraj wyjątkowo nie mogłam. Piękne fragmenty. To książkowe pożegnanie z Helston aż rozdziera serce bo zdążyłam już je sobie wyobrazić i polubić. Tak sie zastanawiam, jak doszlo do tego, ze Gosia walczy teraz z powieścią sama. Zbrakło chętnych do podziału pracy, czy to osobisty wybór?
Alison - Śro 20 Wrz, 2006 15:36
Chyba osobisty
Mnie już trochę ta książka znużyła, szczególonie, że dojechałyśmy do końca. Zaczynałam sama, w czasach ogólnego szału Ryśkowego, więc tłumaczyłam początkowo tylko sceny tylko z udziałem Thorntona, potem jakoś tak zaczęły się pojawiać głosy, że ciekawe jak to, ciekawe jak tamto, więc jakoś tak naturalną koleją rzeczy doszło do tłumaczenia całych rozdziałów, tym bardziej, że dołączyła do mnie Caroline, a pod sam koniec jeszcze Alraune. Słyszałam, że Alraune przymierzała się do tłumaczenia całości, ale ostatnio się jakoś nie odzywa, więc Gosia podjęła wyzwanie. Myśmy z Carolcią ostatnio produkowały polskie napisy do Bleak House, a Caroline z tego co wiem, konsultuje z Gosia niektóre fragmenty. Więc samopomoc babska i tak kwitnie, tylko tego nie widać
Kaziuta - Śro 20 Wrz, 2006 17:42
Przyznaję się bez bicia, że czytałam, ale po przerwie wakacyjnej trudno mi nadrobić zaleglości więc teraz nie czytam tylko kompletuje i przeczytam jako całość.
Za wszystko Gosieńce serdecznie dzięki
Dzięki Ci Gosieńko za Twe tłumaczenia,
Że każde obce słowo w polskie słowo zmieniasz,
Jak mróweczka pracujesz dniami i nocami
I nasze mrowisko ubarwiasz emocjami.
Caroline - Śro 20 Wrz, 2006 18:00
Gosiu, ja czytam, nie tylko jak mi podsyłasz, tutaj też
Gitka - Śro 20 Wrz, 2006 18:28
I ja, i ja - oczywiście też wszystko czytam!
Chociaż ostatnio miałam trochę zaległości (komputer okupuje mąż i tylko nagrywa i nagrywa, wiadomo dla kogo)
Gosiu, przecież wiesz, że ja za każde przetłumaczone słowo jestem wdzięczna!
Mag - Śro 20 Wrz, 2006 18:54
| Gosia napisał/a: | Czy ktos to jeszcze czyta? |
Gosiałku, nasza Mróweczko jak możesz wątpić?
ps. dzięki za regularne dostawy na pocztę
Gosia - Śro 20 Wrz, 2006 19:12
Oj dziewczynki, oczywiscie ze to osobisty wybor (dziekuje za troske )
Tak polubilam ta ksiazke, ze chcialam sie przekonac co bylo "przedtem", "jak do tego doszlo" itp. Chcialam sie zreszta zmierzyc z wyzwaniem, a uznalam, ze fragmenty bez Thorntona nie sa tak ogromnie wazne, ze nawet jesli cos zepsuje, przeinacze, Thornton wyjdzie cało
Oczywiscie nie zostalam pozostawiona sama sobie, dzielnie mi pomaga, mimo wielu innych obowiazkow, prywatnych i forumowych (Alison wymienila juz te ostatnie obowiazki) kochana Caroline, ktora czyta wszystkie moje tlumaczenia, i poprawia jakies koslawe wyrazenia czy zdania, a czasem nawet tlumaczy cale trudniejsze fragmenty (jak np. tekst z jakiej teologicznej ksiazki, ktory pan Hale cytuje Margaret), za co Ci skladam Caroline wielkie podziekowania.
Ciesze sie, ze ktos tam jeszcze czyta te moje nieudolne proby i naprawde bylo mi milo, ze jakos mi to tlumaczenie idzie, i ze sprawiam tym Wam choc troche przyjemnosci.
Gosia - Śro 20 Wrz, 2006 20:13
Rozdział VII, New scenes and faces (Nowe sceny i twarze) s. 65
Już w Milton cz. 1
Następnego popołudnia, około 20 mil od Milton, znaleźli się na małym odgałęzieniu linii kolejowej, które prowadziło do Heston. Samo Heston była to jedna, długa, rozchodząca się ulica, biegnąca równolegle do wybrzeża. Miało ono swój własny charakter, jakże różny od małych kąpielisk na południu Anglii, tak samo jak one różniły się od tych na kontynencie.
Aby użyć szkockiego słowa, każda rzecz wyglądała bardziej „rozmyślnie”. Wiejskie furmanki miały więcej żelaza, a mniej drewna i skóry, jeśli chodzi o uprząż, ludzie na ulicach, chociaż nastawieni na zażywanie przyjemności, mieli zaabsorbowane myśli. Kolory wyglądały na bardziej szare, trwalsze, nie tak jaskrawe i ładne. Nie było bluz roboczych, nawet wśród ludności wiejskiej, ograniczały ruchy i łatwo wkręcały się w maszyny, dlatego zwyczaj noszenia ich zanikł. W takich miastach na południu Anglii Margaret widziała sklepikarzy, którzy, gdy nie zajmowało ich prowadzenie interesu, przesiadywali w drzwiach ciesząc się świeżym powietrzem i przyglądając się ulicy. Tutaj, jeśli mieli wolną od klientów chwilę, zajmowali się swoim sklepem, nawet, jak Margaret sobie wyobrażała, zbytecznym rozwijaniem i zwijaniem zwoju wstążek. Wszystkie te różnice uderzyły Margaret, gdy ona i jej matka wyszły następnego ranka, szukać mieszkania do wynajęcia.
Ich dwie noce w hotelach kosztowały więcej niż pan Hale przewidywał, ale one cieszyły się mogąc wziąć pierwsze czyste, radosne pokoje, jakie były wolne do wynajęcia. Tam po raz pierwszy od wielu dni Margaret poczuła się spokojnie. W tym spokoju wiele było sennego rozmarzenia, który uczynił go jeszcze doskonalszym i komfortowym, by dawać wytchnienie.
Odległe fale rozbijające się o piaszczyste wybrzeże miarowym dźwiękiem, pobliskie krzyki małych poganiaczy osłów, niezwykłe sceny przesuwające się jak obrazy, których z lenistwa nie musiała sobie tłumaczyć, zanim jej nie minęły. Przechadzki na plażę, aby zaczerpnąć morskiego powietrza, miękkiego i ciepłego na tym piaszczystym brzegu pod koniec listopada; wielka, długa, zamglona linia horyzontu, dotykająca nieba o miękkich kolorach, biały żagiel odległej łódki, zmieniającej kolor na srebrny w jakimś bladym promieniu słońca. To wydawało się jak sen o dalszym życiu w takim luksusie zamyślenia o teraźniejszości, a nie dbając o przeszłość czy przyszłość.
Ale z przyszłością musiała się spotkać, bez względu na to, czy miała ona być surowa i twarda. Pewnego wieczoru zostało ustalone, że Margaret i jej ojciec pojadą następnego dnia do Milton i rozejrzą się za domem. Pan Hale otrzymał kilka listów od pana Bella i jeden czy dwa od pana Thorntona, i zależało mu, aby ustalić natychmiast wiele szczegółów respektujących jego pozycję i szanse na sukces w tym miejscu, co można było jedynie uczynić rozmawiając z tym drugim dżentelmenem. Margaret wiedziała, że powinni się przeprowadzić, ale czuła wstręt na myśl o fabrycznym mieście i uważała, że powietrze Heston korzystnie wpływało na matkę, toteż chętnie przełożyłaby wyprawę do Milton.
Na kilka mil, zanim osiągnęli Milton, zauważyli ołowianego koloru chmurę zawieszoną nad horyzontem. Wszystko było ciemniejsze w porównaniu z bladym, szaroniebieskim, zimowym niebem - w Heston można było dostrzec już pierwsze oznaki mrozu. Bliżej miasta powietrze miało nikły smak i zapach dymu, być może było bardziej pozbawione woni trawy i ziół, niż miało jakiś wyraźny smak czy zapach. Pospiesznie przemknęli przez długie, proste, smutne ulice regularnie wybudowanych domów, małych i ceglanych. Tu i tam wielkie, podłużne, wielookienne budynki fabryczne, jak kury wśród kurcząt, wypuszczały czarny, nieparlamentarny dym i wystarczająco tłumaczyły obecność chmury, która dla Margaret był zapowiedzią deszczu.
Balbina - Czw 21 Wrz, 2006 07:45
Nastepny kawał do kolekcji dzięki
Gosia - Czw 21 Wrz, 2006 20:17
Rozdział VII, New scenes and faces
(Nowe sceny i twarze) s. 67
Już w Milton cz. 2
Gdy przejeżdżali przez szersze i rozleglejsze ulice ze stacji kolejowej do hotelu, ciągle byli zatrzymywani; wielkie załadowane wozy blokowały niezbyt szerokie arterie. Margaret co jakiś czas jeździła do miasta wraz z ciotką. Ale tam ciężkie turkoczące pojazdy wydawały się różne w swoich celach i zamiarach; tu każdy furgon, każdy wóz czy wózek unosił bawełnę, zarówno w postaci worków, jak i splecioną w belach bawełnianą surówkę. Ludzie tłoczyli się na ścieżkach, wielu z nich było dobrze ubranych, jeśli chodzi o materiał, ale z niedbałością, która uderzyła Margaret, jakże inną od wytartej elegancji podobnej klasy w Londynie.
- New Street – powiedział pan Hale - to, jak przypuszczam, jest główna ulica w Milton. Bell często mi o niej opowiadał. Otwarcie tej ulicy z pasem ruchu w postaci wielkiej arterii, odbyło się 30 lat temu, co spowodowało, że jego własność wzrosła na wartości. Przędzalnia bawełny pana Thorntona musi znajdować się gdzieś niedaleko stąd, gdyż jest on dzierżawcą pana Bella. Ale myślę, że wywodzi się z jego składu.
- Gdzie jest nasz hotel, tato?
- Blisko końca tej ulicy, jak sądzę. Zjemy lunch przed czy po tym jak obejrzymy domy, które zaznaczyłem w „Milton Times” ?
- Och, najpierw zróbmy to co mamy do zrobienia.
- Bardzo dobrze. Więc tylko zobaczę, czy jest dla mnie jakaś wiadomość lub list od pana Thorntona, który powiedział, że da mi znać, jeśli coś będzie wiedział o tych domach, i potem wyruszymy. Weźmiemy dorożkę, to będzie bezpieczniejsze niż zgubić się i spóźnić na popołudniowy pociąg.
Nie było listów, na które czekał. Zabrali się za poszukiwanie domu. Trzydzieści funtów rocznie było wszystkim, na co mogli sobie pozwolić, ale w Hampshire mogliby za te pieniądze znaleźć przestronny dom i przyjemny ogród. Tutaj, nawet niezbędne mieszkanie, składające się z dwóch salonów i czterech sypialni, wydawało się nieosiągalne. Przejrzeli całą listę, odrzucając każde z mieszkań, gdy je obejrzeli. Potem spojrzeli na siebie z trwogą.
- Musimy wrócić do drugiego, jak sądzę. To ono – w Crampton, czy tutaj nie nazywa się go przedmieściem? Tam były trzy salony, nie pamiętasz, że śmieliśmy się z ich liczby porównując z trzema sypialniami? Ale wszystko zaplanowałam. Frontowy pokój na dole będzie twoim gabinetem i naszą jadalnią (biedny tata!), bo wiesz, umieścimy mamę tak, by miała najpogodniejszy salon jak to tylko możliwe, a ten frontowy pokój na górze, z okropną niebieską i różową tapetą, i ciężkim gzymsem ma naprawdę ładny widok na równinę z wielkim zakrętem rzeki, lub kanału, czy cokolwiek to jest, poniżej. Za tym pokojem mogłabym mieć małą sypialnię w tym występie na czele pierwszego piętra schodów, nad kuchnią; i ty i mama - pokój za salonem, a ta szafa pod dachem będzie wspaniałą garderobą.
- Ale Dixon i dziewczyna, którą będziemy mieć do pomocy?
- Och, poczekaj chwilę. Jestem obezwładniona odkryciem swego własnego geniuszu urządzania. Dixon będzie mieć – pozwól mi pomyśleć, wpadłam już na to wcześniej - tylny salon. Myślę, że będzie jej się podobał. Ona narzeka tak bardzo na schody w Heston. A dziewczyna - to pochyłe poddasze nad twoim i mamy pokojem. Czy tak nie będzie dobrze?
- Ośmielę się powiedzieć, że będzie dobrze. Ale tapety. Co za gust! I takie przeładowanie domu kolorem i takimi sztukateriami!
- Mniejsza o to, tato! Z pewnością możesz nakłonić właściciela, żeby zmienił tapety w jednym lub dwóch pokojach - salon i twoja sypialnia, bo mama będzie miała najwięcej kontaktu z nimi. A twoje półki z książkami zakryją ten krzykliwy wzór w jadalni.
- Więc sądzisz, że ten będzie najlepszy? W takim razie, lepiej będzie jak pójdę natychmiast i wpadnę do tego pana Donkina, do którego odwołuje mnie to ogłoszenie. Odwiozę cię do hotelu, gdzie możesz zamówić lunch i odpocząć, a zanim to będzie gotowe, powinienem być już z tobą. Mam nadzieję, że uda mi się namówić go do zmiany tapet.
Margaret też miała taką nadzieję, chociaż nic nie powiedziała. Nigdy nie miała do czynienia z gustem lubującym się w zdobieniach, choćby najgorszym, gorszym jeszcze niż zwyczajność i prostota, które same w sobie stanowiły ramy dla elegancji. Jej ojciec odwiózł ją przed wejście do hotelu i zostawił u stóp schodów, udał się pod adres właściciela domu, na który się zdecydowali.
achata - Pią 22 Wrz, 2006 12:02
| Gosia napisał/a: | ;)
Jej ojciec odwiózł ją przed wejście do hotelu i zostawił u stóp schodów, udał się pod adres właściciela domu, na który się zdecydowali. |
Czy to od tego momentu zaczęły się tłumaczenia? Mam nadzieję, że da radę skompletować fragmentarycznie przetłumaczone rozdziały. Pozdrówki
Gosia - Pią 22 Wrz, 2006 14:26
Tak, od tego momentu zaczely sie tlumaczenia.
Ja uzupelnilam ten 7 rozdzial o pozostale fragmenty, a teraz mecze rozdzial 8, ktory nie byl przetlumaczony
Balbina - Pią 22 Wrz, 2006 14:47
Gosiu jesteś wielka
Gitka - Pią 22 Wrz, 2006 16:24
Ja też bardzo dziękuję Gosiu.
Piękne te opisy, przed oczami mam dom Margaret
Gosia - Pią 22 Wrz, 2006 17:09
E tam, jaka tam wielka!
Rozdział VII, New scenes and faces
(Nowe sceny i twarze) s. 71
Tadam! Pojawia sie Thornton!
Tu zaczyna się fragment ["Pierwsze spotkanie”] tłumaczony przez Alison:
[W momencie kiedy Margaret położyła dłoń na klamce drzwi salonu, dogonił ją biegnący za nią kelner:
- Proszę mi wybaczyć madam. Ten pan odszedł tak szybko, że nie zdążyłem mu powiedzieć. Pan Thornton przyszedł dosłownie chwilę po tym jak państwo wyszli. Jak zrozumiałem mieli państwo wrócić w ciągu godziny, powiedziałem mu to i właśnie przyszedł znowu 5 minut temu i powiedział, że poczeka na pana Hale’a. Jest teraz w pani pokoju madam..............itd]
Nastepuje rozmowa Margaret z Thorntonem, wraca ojciec.
Ciąg dalszy rozdziału VII
Już w Milton cz. 3
Pan Hale i jego gość mieli sobie dużo do powiedzenia przez wzgląd na ich wspólnego przyjaciela, pana Bella; a Margaret zadowolona, że jej rola zabawiania gościa już się zakończyła, podeszła do okna, próbując oswoić się z dziwnym wyglądem ulicy. Była tak pochłonięta obserwowaniem, tego co się działo za oknem, że usłyszała z trudem, że jej ojciec mówi do niej, więc powtórzył jeszcze raz swoje słowa:
- Margaret! Właściciel domu upiera się w zachwycie nad tymi okropnymi tapetami i boję się, że musimy je pozostawić.
- Och mój kochany! Przepraszam! –odpowiedziała i zaczęła rozważać możliwość chociaż ich częściowego ukrycia swoimi szkicami, ale w końcu porzuciła ten pomysł, bo to by tylko pogorszyło sytuację. Jej ojciec, tymczasem ze swoją grzeczną wiejską gościnnością, namawiał pana Thorntona, aby został i zjadł z nimi lunch.
To byłoby bardzo kłopotliwe dla niego, mimo to czuł, że ustąpiłby, gdyby Margaret słowem lub spojrzeniem poparła zaproszenie ojca. Był zadowolony, że tego nie zrobiła, a mimo to był na nią z tego powodu zirytowany. Skłoniła głowę nisko i poważnie, gdy odchodził i poczuł, że jest bardziej niezręczny i zakłopotany, niż kiedykolwiek wcześniej w całym swoim życiu.
- Więc, Margaret, teraz udamy się na lunch, jak najszybciej możemy. Zamówiłaś go?
- Nie, tato, ten człowiek był tutaj, gdy weszłam i nie miałam sposobności tego zrobić.
- W takim razie musimy wziąć cokolwiek, co możemy dostać. Boję się, że on musiał czekać długą chwilę.
- Wydawało mi się to niezmiernie długo. Przyszedłeś w ostatniej chwili. On nigdy nie kontynuował żadnego tematu, tylko dawał krótkie, ostre odpowiedzi.
- Ale bardzo trafne, muszę powiedzieć. Jest trzeźwo myślącym człowiekiem. Powiedział (czy nie słyszałaś?), że Crampton leży na piaszczystym gruncie i zdecydowanie jest to najbardziej zdrowa dzielnica na przedmieściach Milton.
Kiedy wrócili do Heston, zdali relację z całego dnia pani Hale, która miała wiele pytań, na które musieli odpowiedzieć w przerwach na picie herbaty.
Gitka - Pią 22 Wrz, 2006 17:15
Ach "ten człowiek" tyle zamieszania sprawi w jej życiu...
Dzięki.
Gosia - Pon 25 Wrz, 2006 17:28
Rozdział VII, New scenes and faces
(Nowe sceny i twarze) cz. 2, s. 73
[Tu następuje fragment przetłumaczony]
- No i jaki jest ten twój pan Thornton?
- Zapytaj Margaret – opowiedział mąż – miała możliwość dłuższej konwersacji, kiedy ja rozmawiałem z właścicielem domu.
- Och, doprawdy nie wiem jaki on jest – powiedziała Margaret leniwie, zbyt zmęczona, żeby wysilić się na jakiś szczegółowy opis. Ale zaraz zmobilizowała się i powiedziała:
- Jest wysoki, barczysty, tak około... ile papa?
- Myślę, że ma około trzydziestki.
- Około trzydziestki, z twarzą ani zwyczajną, ani nazbyt przystojną, nic szczególnie przykuwającego uwagę. No i raczej nie typ dżentelmena, ale tego przecież należało oczekiwać.
- Nie wulgarny czy jednak prostacki – wtrącił jej ojciec, raczej niezadowolony z lekceważenia jakie okazywano jego jedynemu przyjacielowi, jakiego miał w Milton.
- Och, nie – powiedziała Margaret – nie chodziło mi o twarz, ale o charakter, w takim
wyrażaniu stanowczości i siły, mógłby być albo wulgarny albo prostacki. Nie chciałabym musieć się z nim targować, wygląda na bardzo nieugiętego. Generalnie człowiek, który tworzy dla siebie własną niszę, mamma. Bystry, rozważny i silny. Jak przystało na wspaniałego kupca.
- Nie nazywaj fabrykantów z Milton kupcami, Margaret, powiedział ojciec.
- Oni są zupełnie różni.
- Doprawdy? Używam słowa odnoszącego się do wszystkich, którzy mają coś wspólnego ze sprzedażą, ale jeśli myślisz, że termin jest niewłaściwy, tato, nie będę go używać.
Ale mamo! Skoro mówimy o wulgarności i pospolitości, musisz się przygotować na tapetę w naszym salonie. Różowe i niebieskie róże, z żółtymi liśćmi. Tak jak ciężkie sztukaterie wokół pokoju.
Ale kiedy przeprowadzili się do ich nowego domu, okropne tapety zniknęły. Właściciel domu przyjął ich podziękowania bardzo spokojnie i pozwolił im myśleć, jeśli chcieli, że ustąpił ze swego mocnego postanowienia niezmieniania tapet. Nie musiał im szczególnie mówić, że go nie obchodził Wielebny Pan Hale, nieznany w Milton, że zrobił to chętnie na jedną zwięzłą prośbę pana Thorntona, zamożnego fabrykanta.
|
|
|