To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

Ulka - Czw 01 Mar, 2007 14:19

QaHa napisał/a:
:shock: :roll: :shock: :thud: :shock: - elektrycy
:shock: :shock: :rotfl: :rotfl: :rotfl: - tynkarze
:cool: - JA

znaczy się, że tynkarze mają większe poczucie humoru? :mrgreen:

Anonymous - Czw 01 Mar, 2007 14:27

to logiczne. W koncu mowa była o przewodach elektrycznych i bardziej elektryków dotyczyło :D
QaHa - Czw 01 Mar, 2007 15:05

Ulka napisał/a:
znaczy się, że tynkarze mają większe poczucie humoru?

tynkarze to podwykonawcy a elektrycy jakby nasi i pode mną ehhehehe to biedactwa sa w szoku bo jak mi odbije to oni się beda ze mna musieli męczyć, hehehe ale tynkarzom sprawdzam obmiary :twisted: jak będą brykac to się im :bejsbol:
jak Mała Mi to Mała Mi a co!!

Alison - Czw 01 Mar, 2007 15:07

QaHa napisał/a:
Ulka napisał/a:
znaczy się, że tynkarze mają większe poczucie humoru?

tynkarze to podwykonawcy a elektrycy jakby nasi i pode mną ehhehehe to biedactwa sa w szoku bo jak mi odbije to oni się beda ze mna musieli męczyć, hehehe ale tynkarzom sprawdzam obmiary :twisted: jak będą brykac to się im :bejsbol:
jak Mała Mi to Mała Mi a co!!


Ja to Cię kobieto podziwiam, nie że chłopami rządzisz, bo to nie jest trudne, ale w takim męskim fachu, to naprawdę kaski z głów! :wink:

QaHa - Czw 01 Mar, 2007 15:20

Alison napisał/a:
kaski z głów!

no no no ja tu zaraz zrobie porządek KASKI NA GŁOWY !!! raz dwa! bo po premii pojadę


no coż zaraz to mnie za offtopa przerzegonią i skończy sie chojrakowanie i mądrzenie o kaskach

Marija - Czw 01 Mar, 2007 15:47

QaHa napisał/a:
ale tynkarzom sprawdzam obmiary :twisted: jak będą brykac to się im :bejsbol:
Uhhh, te obmiary się interesująco kojarzą :razz: .
Anonymous - Czw 01 Mar, 2007 15:57

QaHa napisał/a:
elektrycy jakby nasi i pode mną, ale tynkarzom sprawdzam obmiary :twisted:



Cokolwiek to oznacza... :roll:

QaHa - Czw 01 Mar, 2007 16:26

Marija napisał/a:
Uhhh, te obmiary się interesująco kojarzą .


AineNiRigani napisał/a:
Cokolwiek to oznacza...


no i dalejmusze offtopowac
obmiar to - wyliczenie wykonanych prac (tu powierznia ścian i sufitów na których położono tynk)
obmiar wykonuje sie po realizacji prac natomiast przed, dla celów prognozowych, kalkulacji, zamówień itp liczy się przedmiar :mrgreen:

asiek - Czw 01 Mar, 2007 18:14

Cytat:
obmiar to - wyliczenie wykonanych prac (tu powierznia ścian i sufitów na których położono tynk)
obmiar wykonuje sie po realizacji prac natomiast przed, dla celów prognozowych, kalkulacji, zamówień itp liczy się przedmiar

:shock: :shock: .... Czapki z głów! :cool:

asiek - Czw 01 Mar, 2007 18:20

....Darcy poczuł lekkość w sercu, ciężar ostatnich tygodni zmniejszył się....
Chyba każdemu miło się wraca do ukochanego, rodzinnego domu :smile:

Caroline :kwiatek:

Marija - Czw 01 Mar, 2007 18:38

QaHa napisał/a:
obmiar to - wyliczenie wykonanych prac ; dla celów prognozowych, kalkulacji, zamówień itp liczy się przedmiar :mrgreen:
To jeszcze może być rozmiar, wymiar i przymiar (liniowy) :roll: . Padam na twarz z podziwu przed kobietą-inżynierem :thud: :kwiatek: .
Alison - Czw 01 Mar, 2007 21:09

Jezu, niech ktoś tu pozamiata, bo znowu gadamy o wszystkim jeno nie podstępnym Darsiku :wink:
Maryann - Czw 01 Mar, 2007 21:30

Zaraz tam podstępnym... Teraz będzie taki miły, opiekuńczy i kochany... :serce:
QaHa - Pią 02 Mar, 2007 07:36

Maryann napisał/a:
Zaraz tam podstępnym... Teraz będzie taki miły, opiekuńczy i kochany...

ohohoho czyzby konfrontacja z Georgianą sprawiła ,że sie chlopak w łepek stuknie i przestanie niecnie przeciw Bigleyowi knować? A pobyt w domowych peleszach tak go odmieni , że pojedzie do lady C z rozanielonym i tęsknym serduchem no i zostanie z miejsca pogrążon na amen :mrgreen:

Maryann - Pią 02 Mar, 2007 08:20

Przeciw Bingleyowi to już co miał naknuć, to naknuł. :evil: Teraz może się zająć swoimi sprawami.
Co do rozanielonego i tęsknego serducha... Cóż, się okaże... :wink:

Alison - Pią 02 Mar, 2007 09:04

A gdzie ten Carolex? Ja tu czekam i czekam, bo muszę do fotografa, strzelić sobie po "en face" bo mi się paszport kończy za dwa tygodnie :? ??:
Maryann - Pią 02 Mar, 2007 09:10

Carolcia pewnie do kwiaciarni pobiegła po bukiet powitalny dla naszego bohatera... :wink:
Alison - Pią 02 Mar, 2007 09:12

Maryann napisał/a:
Carolcia pewnie do kwiaciarni pobiegła po bukiet powitalny dla naszego bohatera... :wink:


To niech już lepiej wraca, bo ja muszę wychodzić! :sad:

Maryann - Pią 02 Mar, 2007 09:16

Me too... :sad:
QaHa - Pią 02 Mar, 2007 09:23

słodycz oczekiwania :-)
Anonymous - Pią 02 Mar, 2007 09:25

Ja już kwitnę od czekania, więc mogę być zamiast tego kwiecia ... :D
Caroline - Pią 02 Mar, 2007 09:37

Rozdział V, cz.6
Zanim zdołali się zatrzymać, dziedziniec wypełnili krzątający się ludzie. Stajenni chwytali uprząż witając wracające konie z surową czułością. Mała armia lokajów pojawiła się, by zabrać kufry z powozu, podczas gdy Reynolds we własnej osobie otwierał drzwi powozu.
- Witamy w domu, panie Darcy! Witamy w domu, proszę pana! – głos kamerdynera zadrżał nieznacznie, podczas gdy Darcy wydostawał się z powozu.
- Reynolds! Dobrze jest być w domu… więcej niż dobrze – uśmiechnął się do jeszcze jednego ze swoich ludzi, którzy znali go od dzieciństwa. Spojrzał na zieleń zdobiącą bramę prowadzącą na dziedziniec.
- Widzę, że otrzymał pan moje instrukcje!
- Tak, proszę pana. Już zaczęliśmy, ale panna Georgiana chciała skonsultować z panem szczegół,y zanim powiesimy następne dekoracje.
Reynolds pochylił się konspiracyjnie i wyszeptał:
- Była szczęśliwa jak skowronek, proszę pana, przeglądając wszystkie błyskotki na strychu i sprawdzając świąteczne obrusy i nakrycia. Bogu dzięki! – wyprostował się o odwrócił, by wydać polecenia co do kufrów, a Darcy skierował się do bramy.
Przeciągał spacer w stronę podwójnego rzędu schodów prowadzących do hallu, spojrzał w górę i chwycił błysk koloru w oknie na drugim piętrze dającym najlepszy widok na podjazd i dziedziniec. Zatrzymał się i wypatrywał w oknie kolejnego błysku, jednak ten nie pojawił się, więc uśmiechając się do siebie Darcy wstąpił na schody, ręce zajął już guzikami przy płaszczu, by uwolnić się z tego brzemienia natychmiast po wejściu. Gdy drzwi otwarto zadanie było skończone i wzruszeniem ramion zrzucił łagodnie płaszcz na ręce lokaja, ale wszystko na nic. Georgiany nie było w hallu. Darcy rozglądał się pytająco, zreflektował się jednak, gdy pani Reynolds z ważniejszą służbą ukłoniła się witając wracającego do domu gospodarza.
- Panie Darcy, witamy w domu, proszę pana! – pani Reynolds powtórzyła słowa powitania swojego męża i tak jak on, wypowiedziała je z płynącym z głębi serca oddaniem.
- Pani Reynolds! Dziękuję. Bardzo dobrze jest być w domu – Darcy uśmiechnął się szczerze do kobiety, która była związana życiem jego rodziny odkąd Darcy miał cztery lata. – Czy panny Darcy nie ma, by mnie powitać?
- Panna Darcy przyjmie pana w pokoju muzycznym, proszę pana, tak jak wypada. Już nie jest dziewczynką bawiącą się lalkami, która zbiegała po schodach, gdy tylko wchodził pan do domu – zrugała go łagodnie. – Teraz to pan musi pobiec do niej! Na górę, do pokoju muzycznego, do widoku, który ucieszy pana serce – słowa utknęły jej w gardle na chwilę, oczy zaszły mgłą – tak jak cieszy oczy tej starej kobiety – pospiesznie wyciągnęła chusteczkę z kieszeni fartucha i wycierała oczy wskazując jednocześnie ręką na schody. – Proszę już iść!
- Tak, proszę pani – odpowiedział Darcy pospiesznie, ale potem dodał z lekkim uśmiechem – gdyby tylko miała pani kolację wcześniej dziś wieczorem. Talenty nowego kucharza w Leicester Arms są cokolwiek dyskusyjne, nie jadłem więc od południa nic oprócz chleba i lokalnego piwa.
- Niczego innego się nie spodziewaliśmy, proszę pana – westchnęła pani Reynolds – panna Darcy zaplanowała wspaniałą kolację powitalną, będzie gotowa na szóstą, jeśli tak pan sobie życzy.
- Panna Darcy…? – Darcy spojrzał w górę schodów w zamyśleniu. – Proszę mi wybaczyć – skłonił się na jej dygnięcie i skierował się po schodach do pokoju na drugim piętrze. Iskra nadziei poruszyła jego wyczuloną na wszystko, co dotyczy siostry uwagę, spieszył po schodach do pokoju muzycznego. Kilka szybkich kroków brakowało od góry, gdy zwolnił w pełnym nadziei oczekiwaniu, że powitają go nęcące dźwięki pianoforte lub miękki, melodyjny głos, ale ani jedno, ani drugie nie dotarło do jego uszu. Tylko tykanie wielkiego zegara w hallu uczciło jego przybycie. „Co się dzieje z Georgianą?”, zmarszczył brwi zaskoczony. Nie zeszła powitać go w domu ani, jak wszystko na to wskazuje, nie uczci jego przybycia piosenką. Może pani Reynolds się myliła i ona wcale nie oczekuje go w pokoju muzycznym. Zatrzymał się u zbiegu dwóch korytarzy, z których jeden prowadził do prywatnych pokoi, zagryzł dolną wargę rozglądając się we wszystkich kierunkach, narastająca cisza igrała z jego nadziejami. Czy to możliwe, że się łudził? Czy zmiany, które dostrzegł w jej liście były tylko pobożnym życzeniem? W niepokoju rosnącym z każdym krokiem, Darcy szedł wzdłuż ciemniejącego hallu aż dotarł do skrawka łagodnie jaśniejącej wyspy światła padającego przez drzwi z pokoju muzycznego. Zatrzymał się tuż przy brzegach plamy i bezskutecznie wytężał słuch, jakby mógł w jakiś sposób przewidzieć, co na niego czeka, ale nie dano mu żadnej sugestii. Nie miał choćby cienia przeczucia, wziął głęboki oddech przygotowując się na wszystko, co może się stać i wszedł.

:)

Anonymous - Pią 02 Mar, 2007 09:48

opis wybitnie kojarzy mi sie z oskarżonym wchodzacym do sali gdzie ma zostać wydany werdykt.
No czerwona kartka za Bingley'a zostaje zmieniona na żółtą. Za stosunek do Georgiany :D

QaHa - Pią 02 Mar, 2007 09:50

:kwiatek: :serce:
Alison - Pią 02 Mar, 2007 12:20

Uff, Jaś Kaczorowski doczekał...W nagrodę za załatwienie 1000 spraw w rekordowo krótkim czasie, dostałam ciasteczko... :wink: Carol, tylko czemu Ty nas tak olewasz? Wiem, ze nie masz czasu, ale tak tęsknię za Twoim krystalicznym dowcipem, i ciągle muszę sie obchodzić smakiem :cry: :cry:

Co do Darcy'ego, to matko on jest sakramencko upierdliwy. Wczoraj tłumaczylam kolejny kawałek... ciągle coś go truje, zastanawia, martwi się na zapas. Nie cierpię takich ludzi. Jeszcze trochę i przestanę go chcieć na męża dla Lizzy. Rezydencja rezydencją, lawendowe cienie lawendowymi cieniami, ale do diaska, ile można wytrzymać z takim mości Czepialskim?

P.S. Odebrałam zdjęcia od fotografa :shock: Hmmm, wiem że nie jestem Marilyn Monroe, ale to co oni wymyślili teraz do tych paszportów, te biometryczne fotografie... Taż mnie za sam wygląd za żadną granicę nie puszczą!!! Gęba na cały kadr, włosy do tyłu, uszy na wierzch, uśmiechnąć się nie wolno (mnie tylko wystarczy powiedzieć - proszę się nie uśmiechać i jestem ugotowana :neutral: ), w dodatku gość mi włosy obciął (bo rzekomo mam ich za dużo :shock: ). No po prostu Poszukiwany, poszukiwana, wanted 100 000$, Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, Fala zbrodni i te sprawy.... :sad:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group