Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
snowdrop - Nie 30 Wrz, 2007 10:31
Imię nadane po Jane mnie tak bardzo nie raziło, ale teraz po Waszych postach uświadomiłam sobie, że gdyby mój mąż nalegał na nazwaniu naszej córki imieniem swojej dawnej miłości to by było
A wracając do Toma to mógł się wykręcić że imię jest po teściowej a tak naprawdę myślał o JA. Może był z niego taki cwany lisek.
Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 10:36
coz... takiego go kochamy
nicol81 - Nie 30 Wrz, 2007 20:05
| AineNiRigani napisał/a: |
Oczywiscie, ze sie dalej kochają. Oboje przezyli niespelnioną miłość.
...Dla obojga była to pierwsza miłość.
|
Ja akurat w tych dwóch stwierdzeniach dostrzegam małą sprzeczność. Czym innym jest odczuwanie sentymentu wobec dawnych uczuć, czym innym kochanie jednej osoby całe życie mimo bycia w związku z inną. A to ten drugi wariant jest dla mnie przedstawiony w finale BJ.
Nie chcę robić osobistych wycieczek, mieszając w to twoich rodziców, ale rozumiem, że takie nadanie imienia może istnieć w różnych sytuacjach. Np. Dawid Copperfield i Agnieszka nazwali drugą córkę po jego pierwszej żonie. Tylko tam obie panie Copperfield były bliskimi przyjaciółkami, Dora pragnęła, by Agnieszka ją zastąpiła i z tekstu ponadto wyraźnie wynika, że to druga żona była tą jedyną.
Tego nie ma w BJ. Piszesz, że żona nie jest ważna w filmie- ale mimo że była o niej mowa, nigdy nie zoaczyliśmy jej, nie poznaliśmy jej imienia ani perspektywy. Pod koniec filmu Tom jest pokazany wyłącznie z Jane II. Nie pokazali go pod rękę z piękną połowicą.
Nie można tłumaczyć tego czasami. Czy w przysiędze małżeńskiej wówczas nie umieszczano "Love, honour and obey"? Do Toma można skierować słowa, jakie Eleonora wyglosiła do Willoughbiego, mówiąc, że postępuje niewłaściwie, wręcz karygodnie. Gdyż jego żona zasługuje na grzeczność i szacunek, nawet jeśli nie ona jest obiektem jego uczuć.
Alison - Nie 30 Wrz, 2007 20:22
O matko, a tu dyskusja wciąż trwa! No i jakie to dobre kino okazało się, skoro wzbudziło tyle emocji
Powiem tak - na uczucia nie ma rady. Czasem rozum mówi jedno, a serce i tak czuje zupełnie odwrotnie. O ile nawet Tom dalej odczuwał jakis sentyment do Jane, po tylu latach, to to już było coś, co i tak nie miało szans ani na spełnienie, ani na zagrożenie jego obecnemu związkowi, i tak jak już mówiłam, myślę, że to było tylko coś dla Jane, żeby wiedziała, że o niej nie zapomniał, że była ważna. Po tylu latach nie kocha się już danej osoby, kocha się wspomnienie o niej i takie dawne miłości wspomina się z uśmiechem rozrzewnienia. Dojrzały partner to zrozumie i nie będzie zazdrosny. Chcemy żeby nasze dzieci mialy ładne imiona, z czymś się kojarzące, jesli kojarzą się z jakimś dawnym, miłym okresem w naszym życiu, który juz minął i wiadomo, że nie wróci, dlaczego nie mielibyśmy dziecku nadać imienia, którego wymawianie jest dla nas przyjemne. Z czasem to imię jest juz imieniem tego konkretnego ludzika i tylko z nim sie kojarzy. Nie sądzę, żeby Tom wołając córkę, za każdym razem myslał o Jane, to absurdalne. Tak na dobrą sprawę "tym" momentem jest tylko chwila wyboru imienia, a potem ono żyje juz sobie własnym zyciem. Dla mnie to ładny gest i jako partnerce nigdy nie przyszłoby mi do głowy robic o coś takiego awantury, przeciez nikt nie bierze się znikąd, każdy ma za sobą jakieś przeżycia, jakąś przeszłość, cóż w tym złego, że chce jej dać jakieś nowe życie... Skoro to ja jestem żoną, to tamta jest już tylko cieniem, niech cień też ma swoje imię
Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 21:28
| nicol81 napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: |
Oczywiscie, ze sie dalej kochają. Oboje przezyli niespelnioną miłość.
...Dla obojga była to pierwsza miłość.
|
Ja akurat w tych dwóch stwierdzeniach dostrzegam małą sprzeczność. Czym innym jest odczuwanie sentymentu wobec dawnych uczuć, czym innym kochanie jednej osoby całe życie mimo bycia w związku z inną. A to ten drugi wariant jest dla mnie przedstawiony w finale BJ. . |
A gdzie sprzeczność? Czy pierwsza miłość nie może być niespełniona? I czy nie może w jakimś stopniu nadal trwać? Te pierwsze miłości maja juz tak w swoim charakterze - tkwią nam w pamięci. Czasem w postaci sentymentu, czasem w postaci żalu, gdy po niej nie przyszła kolejna.
Możemy oczywiscie potępiać Toma, że był wredny i nie zakochał się w swojej żonie. To był występek nie do wybaczenia. Szczególnie w tamtych czasach. Jak można się żenić dla pieniedzy i bez miłości.
Nicole, zrozum, że nie mozna oceniać obyczajowosci i postaci XIX-wiecznej perspektywą współczesnej. Ja rozumiem, ze to nie jest biografia jane, że w kilku momentach nie jest nawet historyczna, ale cały czas patrzysz na te nikomu niepotrzebną żone jakby wszystkie postaci żyły wśród nas w XX w.
Przysięga małzęńska mogła miec rozne teksty i zawierać nie takie obietnice. Ale te obietnice były całkowicie bez pokrycia. Biorąc pod uwagę, że Edward II również składał przysięgę małżeńską, a i przed i po ślubie miał ja w głębokim poważaniu - argument o rocie jest raczej słaby.
W tamtych czasach małżeństwo z miłości to była RZADKOŚĆ, zdrada była na porządku dziennym i nikt sie nią nie przejmował. Małżeństwo było przede wszystkim interesem rodzin, jego pobudką były korzysci finansowe lub polityczne. Żony musiały przełknąć z godnością kolejne kochanki i metresy swoich mężów. Jeśli pozycja żony była silniejsza mąż musiał być dyskretny, ale bynajmniej nie ze względu na żone, ale na ogólną opinię publiczna.
Nawet wielka miłośc Napoleona i Józefiny (a była naprawdę wielka i prawdziwa) nie zmieniła tego zwyczaju - oboje mieli po kilkunastu kochanków. Jedynie nasz jan Sobieski słynął z wierności. Do tego stopnia, że przez kilkaset lat szeptano o nim jak o okazie muzealnym na dworach całej Europy.
Dzisiaj dla nas zdrada jest czymś wielkim, ale głównie dlatego, że nasze małżeństwa opierają się na miłości. Przed ołtarzem ślubuje sie miłość wiernosc i uczciwość małżeńską az po grób. I chociaż święcie wierzymy w to co ślubujemy - zycie nam to weryfikuje. Stad i tak duzy odsetek rozwodów. Ale jak może być wiążąca przysięga, gdzie nie ma miłości? Już z natury rzeczy jest nieważna. Gdy jest miłość, zadna przysięga nie jest potrzebna, bo mamy ja w sercu. Gdy przysięga jest układem i transakcją pomiedzy dwojgiem ludzi, jak można mieć pretensje o to, ze w zwiazku brak miłosci? Przeciez to paranoja.
Nic nie wiemy o tej nieszczesnej żonie - jak mozemy w ogole tyle o niej gadac? Nie wiemy jaki miała charakter, jak wyglądała, jak sie zachowywała. Może nie miała cechy wartej pokochania? Może była niczym pani Palmer? Może nawet nie posiadała cechy, za która można ja było szanowac? Na jakiej podstawie można ją oskarżać czy bronic? Przeciez to irracjonalne. Jak wspominalam - to jak z tym baca, co na wiesc, ze zone gwalca w lesie powiedział: "A co to za las, ledwie kilka drzewek ..." Tutaj jest podobnie.
Szczerze powiedziawszy - schodze z tego tematu, bo wolę chyba rozmawiać o tym co wiemy z cała pewnoscią, niż o żonie widmo, co to ani sie nie pojawiła, ani właściwie nawet nie zaistniała filmie. W ogole dziwne jest, ze sie taki temat pojawił.
Temat lasu zostawiam zainteresowanym, ja przechodzę do bardziej interesujących rzeczy .
Matylda - Pon 01 Paź, 2007 20:23
No i wątek zdechł .....
Anonymous - Pon 01 Paź, 2007 20:36
Eee tam zdechł... niedługo zaopatrzymy sie w teges bez ruskaja jazyka i dyskusja rozgorzeje na nowo
Alison - Pon 01 Paź, 2007 20:55
Kurcze nakryłyście mnie, bo ja, bo ja właśnie coś sobie tłumaczyłam i tylko tak na chwilke, na chwilunię maleńką palnęłam sobie partyjkę krykieta . Kocham ich oboje, jak sobie nawzajem przycierają nosa! Na a potem to juz nie mogłam sie oprzeć, żeby nie zajrzeć do biblioteki
Anonymous - Pon 01 Paź, 2007 20:58
ja mam te 3 najwazniejsze filmiki w zakładkach i codziennie sobie kukam ...
Alison - Pon 01 Paź, 2007 21:05
| AineNiRigani napisał/a: | ja mam te 3 najwazniejsze filmiki w zakładkach i codziennie sobie kukam ... |
No bo narazie nie da się żyć po prostu bez kukania.
Z pozdrowieniami Kukułka
P.S. A które to są 3 najważniejsze? (jak siem wstydzisz, pisz na priva)
praedzio - Pon 01 Paź, 2007 21:09
Obejrzałam Zakochaną Jane... Od razu śpieszę donieść, że James McAvoy nie zrobił na mnie takiego wrażenia jak na niektórych z was (aczkolwiek jako Tumnusa będę go wielbić na wieki!), jednakowoż jako bohater (Tom) - stoi on o wiele wyżej nad panem Wisleyem (którego również polubiłam). Nie ma sensu przytaczać powodów, dla których tak piszę, bo wiele z was już przede mną się w tej materii wypowiadało Może jeszcze kilka słów na temat Wisleya: żeby on się przez cały czas tak zachowywał jak pod koniec filmu, kiedy wiadomo juz było, że z małżeństwa będą nici, to naprawdę Jane miałaby orzech do zgryzienia... (a może nie, w końcu z miłością nie wygrasz...)
Trochę ta jego przemiana wydawała mi się niewiarygodna, bo np. podczas balu wkurzało mnie niesamowicie, jak on bezradnym wzrokiem spoglądał na swoją ciotkę, jakby oczekiwał jakichś wskazówek na odległość, co by tu zrobić, aby zjednać sobie niepokorną damę. To, że był nieśmiały, rzec można - taki drewniany - nie stanowi wielkiej moim zdaniem wady - bo w życiu liczą się inne rzeczy. Bardziej denerwowała mnie ta jego uległość wobec ciotki, musiało to również ostro wkurzać Jane, nawykłą do wyrażania swoich opinii bez żadnego pardonu (no, prawie).
Jestem jak najbardziej po stronie obozu Romantyczek i naprawdę byłabym za tym, żeby Jane uciekła z Tomem. Cóż, życie/scenarzyści zdecydowało inaczej.
Tak jeszcze na koniec dodam, że czytałam wasze wypowiedzi z naprawdę głębokim zainteresowaniem i podczas oglądania filmu niektóre mi się przypominały, np. uśmiałam się setnie mając w pamięci wypowiedź o romantycznych podróżach w Alpy tudzież inne urocze miejsca i widząc Toma na pierwszym "spacerze" w rodzinnych stronach Jane... "Oto przykład bohatera romantycznego" - pomyślałam sobie krztusząc się ze śmiechu. No, a później był bal ( ), jeszcze później scena ze świecznikiem (jeszcze więcej ), scena w lesie ( ) i jeszcze parę innych scen. Jakiś złośliwy leprechaun musiał włożyć wiadomy list w ręce Jane...
Alison - Pon 01 Paź, 2007 21:12
Noo, trochę z mieszanymi uczuciami, ale posunę się i zrobię Ci miejsce na naszej kanapie. Ale chyba jeszcze trochę musisz nad sobą popracować
praedzio - Pon 01 Paź, 2007 21:14
Umiem robić kanapkiiii...
Alison - Pon 01 Paź, 2007 21:16
| praedzio napisał/a: | :mrgreen: Umiem robić kanapkiiii... |
Kanapki to w tamtym obozie... Ty się lepiej jeszcze naoglądaj, to może sie jeszcze czego ładnego dopatrzysz, bo tak się jakoś zbyt zdawkowo zakfycasz, jak na mój gust
Marija - Pon 01 Paź, 2007 21:17
To kto siedzi na kanapie, te "robiące kanapki", czy te "tylko jedzące kanapki"?
Alison - Pon 01 Paź, 2007 21:20
| Marija napisał/a: | To kto siedzi na kanapie, te "robiące kanapki", czy te "tylko jedzące kanapki"? |
Na kanapie siedzą te od cudnych widoków, wierszy i jaskółek i tych przystojnych właścicieli posiadłości, niechby i zbankrutowanych, ale o wielkich sercach. Reszta smaruje chleb szmalcem i se go pożera. I od kanapy wara. Chyba, ze ktoś zmieni zdanie na temat Toma, to prosiemy.
praedzio - Pon 01 Paź, 2007 21:24
| Alison napisał/a: | | Ty się lepiej jeszcze naoglądaj, to może sie jeszcze czego ładnego dopatrzysz, bo tak się jakoś zbyt zdawkowo zakfycasz, jak na mój gust |
Matuś, pamiętasz, że ja jestem lakoniczny Edzio?
Dodam tylko, że McAvoy ma jak dla mnie elfią urodę i naprawdę nadaje się do grania takich postaci jak m.in. Pan Tumnus (Chętnie zobaczyłabym go jako rozpustnego Puka ) W roli romantycznych bohaterów jakoś go nie widzę, sorry...
P.S. Aaaaa! Romantyczki mnie nie chcą, Realistki (mniej lub bardziej cyniczne) też... Nikt mnie nie lubi...
Alison - Pon 01 Paź, 2007 21:29
| praedzio napisał/a: |
P.S. Aaaaa! Romantyczki mnie nie chcą, Realistki (mniej lub bardziej cyniczne) też... Nikt mnie nie lubi... |
Ależ lubiejemy Cię, bo dostrzegamy w Tobie trochę upośledzony ale jednak materiał na Romantyczkę. Ty kobietko się lepiej wsłuchaj w te erotyczne tony w jego głosie, albo w te tragiczne skowyty na koniec, to Ci elfy z głowy wywietrzeją. Słowem patrz sercem i uchem, że się tak wyrażę... Oczy przymknij i poczekaj na efekt...
praedzio - Pon 01 Paź, 2007 21:45
Hm... *próbuje zgodnie z zaleceniem Matki odegnać wizję elfa sprzed oczu - z marnym skutkiem* Jak jużem rzekła, scena w lesie (kiedy on ją tak namiętnie całuje) naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Tom zaimponował mi wtedy zlekceważeniem wszelkich zasad i tym, że dał się ponieść uczuciom.
A w scenie balu, kiedy smutna i znudzona Jane tańczy z Wisleyem, gdy nagle niczym promień słońca pojawia się na sali wirujący w tańcu Tom (odejdź precz, elfie!), poczułam się jak Jane - absolutnie roztopiona w tym słońcu.
Co do akustycznych wrażeń, chyba jeszcze raz zajrzę do filmu...
nicol81 - Pon 01 Paź, 2007 21:47
| AineNiRigani napisał/a: | Możemy oczywiscie potępiać Toma, że był wredny i nie zakochał się w swojej żonie. To był występek nie do wybaczenia. Szczególnie w tamtych czasach. Jak można się żenić dla pieniedzy i bez miłości.
Nicole, zrozum, że nie mozna oceniać obyczajowosci i postaci XIX-wiecznej perspektywą współczesnej. Ja rozumiem, ze to nie jest biografia jane, że w kilku momentach nie jest nawet historyczna, ale cały czas patrzysz na te nikomu niepotrzebną żone jakby wszystkie postaci żyły wśród nas w XX w. |
Potępiać go można nie za brak miłości dla żony, a za brak szacunku dla niej. Chyba to nie pogląd współczesny, skoro Eleonora Dashwood oceniała Willoghbiego podobnie:
| Eleonora Dashwood napisał/a: |
Dokonałeś pan wyboru. Nikt cię do tego wyboru nie zmuszał. Żona ma prawo do pańskiej grzeczności, a przynajmniej do szacunku.
|
Wiem, że mężczyźni mieli metresy, ale to nie wykluczało szacunku do żon. Kurtyzany się ma poza domem, natomiast dzieci z ich imionami są częścią domowego ogniska.
To że ponad połowa ludzi kłamie, nie oznacza, że nie można ich potępiać.
| AineNiRigani napisał/a: | Ale jak może być wiążąca przysięga, gdzie nie ma miłości? Już z natury rzeczy jest nieważna. Gdy jest miłość, zadna przysięga nie jest potrzebna, bo mamy ja w sercu. Gdy przysięga jest układem i transakcją pomiedzy dwojgiem ludzi, jak można mieć pretensje o to, ze w zwiazku brak miłosci? Przeciez to paranoja.
Nic nie wiemy o tej nieszczesnej żonie - jak mozemy w ogole tyle o niej gadac? Nie wiemy jaki miała charakter, jak wyglądała, jak sie zachowywała. Może nie miała cechy wartej pokochania? Może była niczym pani Palmer? Może nawet nie posiadała cechy, za która można ja było szanowac? Na jakiej podstawie można ją oskarżać czy bronic? Przeciez to irracjonalne. |
Przysięga jest wiążąca, bo jest aktem ducha człowieka. Uczucia miłości nie można sobie nakazać, jednak można kierować swoją uwagą, oddaniem czy zaangażowaniem. A na pewno szacunkiem. Brak uczucia z tego nie zwalnia, co widać po wielu współczesnych związkach.
Nie wiem, jaie kryteria stosujesz do podziału ludzi na godnych i niegodnych miłości czy szacunku- ale nawet jeśli Mrs Tom Lefroy była Pol Potem, to nie tylko zasługiwała na szacunek, ale miała do niego prawo- przez sam fakt złożonej przez niego przysięgi małżeńskiej.
snowdrop - Pon 01 Paź, 2007 22:07
Co Wy kobietki chcecie od Elfów. Musze tu stanowczo stanąć w ich obronie. Ja elfy uwiebiam. Fakt, są może mniej męscy ale za to jacy zwinni, subtelni i szybcy.
Jak gram w gierki, w których jest możliwość wyboru postaci (Kohan, Władcy pierścieni) zawsze jestem elfem. I bardzo dobrze mi z tym.
Elfy rules!
Matylda - Pon 01 Paź, 2007 22:11
Ależ Tom chyba nie zdradzał żony.
W każdym razie w filmie nic o tym nie ma
Więc dlaczego tak sie rozwodzimy o tej przysiędze małżeńskiej
Mam wrażenie , że wiesz więcej od nas
Może córka miała rzeczywiście imię po babci , a że przy okazji imię to miała właśnie miłość Toma..............??
Może tę zbieżność imion odebrała niewłaściwie Jane Austen a my razem z nią ????
Gdzieś w duszy pewnie wierzyła , że taka miłość jest wieczna a imię to tylko symbol.
Ja mam wrażenie , że to właśnie Jane w swoim życiu, a nie jej książkowe bohaterki spotkała tą najpiękniejszą miłość - choć nie spełnioną
Tom charakteryzował się najwspanialszymi cechami doskonałego, młodego faceta. Chociaż motywy jego postępowania poznałam dopiero pod koniec filmu w karczmie.
Szkoda , że faceci na starość tak kapcanieją . Ech..............
asiek - Pon 01 Paź, 2007 22:36
| praedzio napisał/a: | | Romantyczki mnie nie chcą, Realistki (mniej lub bardziej cyniczne) też... Nikt mnie nie lubi... |
Praedziu pójdź w me ramiona. Jako przedstawicielka RealnychRomantyczek oświadczam, że Cię chcę i lubię.
Podzielam Twoje zdanie, że Tom, jakkolwiek miły z niego łobuziak, nie nadaje się na bohatera romantycznego. Bohater romantyczny bowiem zaczyna się od 180 cm wzrostu w górę. Ot, co.
| Matylda napisał/a: | | Szkoda , że faceci na starość tak kapcanieją . Ech.............. |
Mati, oni tak kapcanieją tylko przy swoich żonach, bo kiedy w polu rażenia pojawia się cudza żona, to cudownie sie ożywiają.
Anonymous - Pon 01 Paź, 2007 22:53
| Alison napisał/a: | No bo narazie nie da się żyć po prostu bez kukania.
Z pozdrowieniami Kukułka
P.S. A które to są 3 najważniejsze? (jak siem wstydzisz, pisz na priva) |
Matus Toma mam sie wstydzić ???? No wiesz????? !!!!
Biblioteka, taniec i las
asiek - Pon 01 Paź, 2007 23:06
Kobietki, a co u Kaziutki ? Zagląda tu czasem ?
|
|
|