To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fantastyka - Zmierzch, Nów i inne fazy ;)

spin_girl - Nie 22 Lis, 2009 14:52

Aragonte napisał/a:
Spin, trudno, będzie spoiler.
Jak niby miał jej unikać, skoro tuż po tym wyznaniu zapakowali go bryłę karbonitu i zamrozili? On nawet nie wiedział, czy przeżyje. I na pewno nie miał czasu na recytowanie wierszy w tym momencie czy górnolotne frazesy. Mnie to "wiem" idealnie pasowało do bohatera. Solo to nie sentymentalny kochanek (i dobrze, za to go lubię).

Spojleruj ile chcesz, nie mam zamiaru tego oglądać. Na "Powrocie Jedi" zasnęłam w kinie (jedyny raz w życiu) i na tym skończyła się moja przygoda z SW :mrgreen:
Mimo wszystko, ja bym nie chciała, żeby moim ostatnim słowem do ukochanej (?)osoby było "wiem". Nie wymagam wierszy, ale wypowiedzenie "me too" zajmuje tyle samo czasu co wypowiedzenie "I know". :wink:

Aragonte - Nie 22 Lis, 2009 15:12

Ale wtedy ta scena byłaby banalna, moim zdaniem. Właśnie dzięki temu "wiem" jest warta zapamiętania :) Nic na to nie poradzę, nudzą mnie przewidywalne do bólu miłosne dialogi. To jeden z powodów, dla których obawiam się, że nie zdzierżę "Zmierzchu" :roll:

Zaczynałaś od oglądania Powrotu Jedi? To znaczy od samiuśkiego końca :) Ale nie namawiam Cię na oglądanie, nie każdy musi to lubić.

Agn - Nie 22 Lis, 2009 15:30

Widzisz, Spin, problem w tym, że nie widziałaś SW, więc nie wiesz, jakiego typu postacią był Han Solo. U niego "wiem" znaczyło to samo, co "ja ciebie też". Leia o tym doskonale wiedziała. Poza tym w następnej części (jak ty zasnęłaś W KINIE???) jest odwrócona sytuacja, tym razem to Han mówił "I love you", a Leia "I know". I o to chodziło.
Prawdę rzecze Admete - Leia dobrze wiedziała, że jedno "Wiem" Hana to tak, jakby usłyszała właśnie "Kocham cię do szaleństwa".

A teraz wracając do miłości Belli - ja się nie zgadzam. Pół szkoły się kochało w Belli, i to jeszcze zanim przybyła w ogóle do szkoły (Meyer, ach, Meyer!), zainteresowanie okazuje jej też facet, który nie jest kapitanem drużyny futbolowej, którego można by podejrzewać o wredne zamiary, ale facet, do którego wzdychało niemało lasek, a on nie umawiał się z każdą po kolei.
Poza tym... no właśnie. Za co Bella go tak naprawdę kocha? Co i rusz widziałam teksty o jego pięknych rzęsach, boskim ciele, idealnych mięśniach, przecudnej urody twarzy, rewelacyjnych włosach, powalającym spojrzeniu (i jeszcze się świecił w słońcu pffffffff - Meyer, ach, Meyer!). Właśnie. Nie, że jest inteligentny i konwersacja z nim dostarcza jej niezwykłych wrażeń. Nie, że jest przystojny i, kurczę, raz by wystarczyło to powiedzieć, a poza tym po prostu fajny z niego chłopak, nie, że jest sympatyczny i ją powoli zdobywa, ba! Przecież on ją wręcz odtrąca za każdym razem, a ta i tak się pcha, gdzie jej nie chcą.
Za co go wielbi? Za urodę. Non stop gada o tym, jaki to on jest piękny. I to ma być prawdziwa, głęboka miłość? Jakoś mi się to nie widzi.
Edward swoją szosą pewnie też niby jej nie chce, ale nielogicznie non stop do niej leci jak pszczoła do miodu, bo Bella ładnie pachnie.
I dla mnie to, że ktoś nie jest facetem (tak, tu się zgodzę, z Edwarda nie jest żaden prawdziwy facet :mrgreen: ), tylko wampirem to żadne wyjaśnienie. Kiedyś był człowiekiem. Usiłuje udawać człowieka, by móc funkcjonować wśród ludzi. To niech się zachowuje jak człowiek. Tymczasem co widzimy? Rodzeństwo Cullenów stawia sobie obiadek przed noskami, ale prawie się nie ruszają i ostentacyjnie, w zamrożeniu nie jedzą. Wyróżniają się pod każdym względem, nie nawiązują żadnych "stosunków" z innymi. Równie dobrze mogliby sobie żyć w jakimś ciemnym lesie i nigdy nie zawitać do Forks.

spin_girl - Nie 22 Lis, 2009 16:08

Agn, a czytałaś Midnight Sun? To jest Zmierzch opowiedziany z punktu widzena Edwarda. Na razie jest 12 rozdziałów, które wyciekło do sieci i Meyer się wkurzyła i zawiesiła pisanie. W każdym razie Midnight Sun odpowiada na wszystkie zarzuty, które postawiłaś w poprzednim poście.
1.
Agn napisał/a:
Edward swoją szosą pewnie też niby jej nie chce, ale nielogicznie non stop do niej leci jak pszczoła do miodu, bo Bella ładnie pachnie

nie do końca. Edward ucieka i unika Belli bo ładnie pachnie. Tym, co go w niej od początku przyciągało był fakt, że nie słyszał jej myśli. Rozmowa z nią była dla niego niesamowicie fascynująca, bo musiał się skupiać i wszystko analizować. W MS wszystko jest dokładnie opisane. Najpierw tylko pilnował, czy Bella czegoś nie zauważyła, potem zaczął ją obserwować, dostzregał jej zalety, chciał z nią rozmawiać, bo nie potrafił zrozumieć jej reakcji ani wypowiedzi. Potem się zakochał. Jej krew była największą przeszkodą, bycie w jej towarzystwie sprawiało mu potworne, fizycze cierpienie.
2.
Agn napisał/a:
Kiedyś był człowiekiem

W MS Edward tłumaczy dokładnie, że wampiry to jednak osobny gatunek, inaczej myślą i czują, przede wszystkim wszystkie emocje się intensyfikują, stąd też ta miłosna obsesja. Poza tym jak łabędzie- łączą się w pary na całe życie.
3.
Agn napisał/a:
Usiłuje udawać człowieka, by móc funkcjonować wśród ludzi. To niech się zachowuje jak człowiek

również w MS jest napisane, że luzie instynktownie reagują na obecność wampirów w ten sposób, że ich unikają. Dlatego Cullenowie siedzieli sami w stołówce. Ludzie instynktownie trzymali się od nich z daleka i każdy podświadomie zdawał sobie sprawę, że z Cullenami jest coś nie tak. Nikt im się zbyt uważnie nie przyglądał.Czasami ludzie się domyślali, ale od tego Edward mógł czytać w myślach, żeby wyłapać to w porę i ostrzec rodzinę. Poza tym oni faktycznie nie mogli jesć, więc tylko drobili w palcach różne produkty, żeby panował jakiś ruch na talerzu. W Zmierzchu Bella podpuszcza Edwarda do zjedzenia kawałka pizzy i on to robi. W MS wspomina, że musiał potem zwrócić tą pizzę, która bardzo topornie pzeszła mu przez gardło.
4.
Agn napisał/a:
Pół szkoły się kochało w Belli, i to jeszcze zanim przybyła w ogóle do szkoły

a. Bella o tym nie wiedziała - to Edward czytał w myślach.
b. skoro się w niej kochali zanim przybyła, to znaczy, że nie kochali się w niej naprawdę i ona była na tyle inteligentna, że nie zwracała na to uwagi.
Poza tym to tylko w filmie tak wygląda, że ona za nim nachalnie biega. W książce mają kilka naprawdę ciekawych rozmów, poza tym on ją po prostu fascynuje, przyciąga. Co jest też jednym z powodów, dla których ona fascynuje jego- w odróżnieniu od reszty osób jej instynkt samoobronny nie działa. Zamiast go unikać ona chce z nim spędzać czas. Dostrzega szczegóły. Interesuje się nim. To jest dla Edwarda niezwykłe i ciekawe, w dodatku nie wie co ona naprawdę myśli. Widziałam już związki, które opierały się na głupszych podstawach.
Agn napisał/a:
Za co Bella go tak naprawdę kocha?

na pewno nie tylko za urodę. Posłużę się cytatem ze Zmierzchu "He's even more incredible behind the face". Bella widziała w Edwardzie coś więcej.

Admete - Nie 22 Lis, 2009 16:30

A najbardziej mnie bawi idea sentymentalnego wampira :-P :rotfl: Na dodatek wampir w szkole :lol: Ogólnie to mam z samymi wampirami do czynienia, co jeden to mroczniejszy. Zależy od tego, ile żelu wetrą we włosy ;) Boshe na co nam w tych czasach przyszło, każdy mit sprowadzą do polukrowanej opowieści dla młodzieży ;)
Agn piszesz tak, jakbyś czytała mi w myslach ;) Może jesteś wampirem? ;)

Agn - Nie 22 Lis, 2009 17:06

Spin, czytałam MS. Naprawdę. I powiem szczerze, że choć jest tam kilka świetnych scen (np. podobał mi się moment, w którym Ed kombinuje jakby tu zabić Bellę i wszystkich dookoła, a potem zatrzeć ślady), tak większość rzeczy wygląda mi na tuszowanie braków. Ten instynkt samozachowawczy brzmi naiwnie wobec kompletnego pozbawienia go Belli Swan (scena w Port Angeles z napadem - każdy NORMALNY człowiek usiłowałby po prostu zwiać, ruszyłby się z miejsca, tudzież wmurowałoby go ze strachu, ale to byłoby napisane, tymczasem nasza droga Bella nie dość, że na zaczepkę odpowiada "Hej" *ściana* to jeszcze analizuje, że nie ma sensu, by w ogóle się rozbiegała, bo się pewnie przewróci, Chryste Panie). Bo pomyśl, wyobraź sobie, że jesteś w lesie i widzisz uśpionego grizzly. Pech, prawda? Owszem, będziesz się starała oddalić, bo wiesz, że taki miś jest cholernie groźny. Ale z drugiej strony będziesz mu się bardzo, BAAAARDZO uważnie przyglądać, czy się aby nie ruszył. Owszem, jesteśmy w stanie wyczuć drapieżnika, kogoś groźnego, przeczucie czy obserwacja nam to ułatwiają. Ale tym bardziej wtedy obserwujemy przeciwnika, by mu w razie czego spierniczyć sprzed nosa.
Dalej - wampiry to inny gatunek. Nie zmienia to faktu, że kiedyś byli ludźmi i coś z człowieka powinno w nich zostać, nie tylko humanoidalna postać, ZWŁASZCZA jeśli będą chcieli żyć wśród ludzi. Czy to znaczy, że wampiry są kompletnie pozbawione możliwości adaptacji?
Poza tym totalną głupotą dla mnie jest to całe zapominanie poprzedniego życia po przemianie. Ke??? A niby dlaczego?
Dalej Bella o tym ich "kochaniu się" w niej nie wiedziała. Rzecz jasna to tylko zauroczenie, nie jakaś prawdziwa miłość. Niemniej musiałaby być kompletnie głupia, żeby nie zauważyć, że Mike Newton ma ochotę się do niej przykleić. I tak samo Eric. Brednia o wyobrażaniu sobie, że się w niej kochają (btw to, że o tym wspomniałam powinno ci powiedzieć, że czytałam MS, bo tego się dowiadujemy właśnie tam) to jedno, ale potem ewidentnie ją podrywano, usiłowano zwrócić na siebie jej uwagę. No i ten niewydarzony Tyler... :roll: Swoją szosą autorce polecałabym wyjść czasem między ludzi i zobaczyć z bliska nastolatki.
Odnośnie odtrącania Belli przez Edwarda - dlatego napisałam "niby". Bella nie może czytać mu z myślach (może to i dobrze? zanudziłaby się pewnie), więc ma przed sobą faceta vel. Adonisa, który raz jej mówi, że powinna się od niego trzymać z daleka, a z drugiej strony ciągle się przy niej kręci. Zgłupieć od tego można. Albo takie coś - facet jej mówi, że powinna się trzymać od niego z daleka, ale z drugiej strony (w czasie tej samej rozmowy) umawiają się na wspólny wypad w las. Jednym samochodem. Trochę ciężko się trzymać z daleka, jak się siedzi obok?

PS Mnie idea sentymentalnego wampira sama w sobie nie razi. Ale niech to ma jakieś ręce i nogi.

PPS Btw Spin podoba mi się, że wreszcie ktoś porządnie broni tej książki, wspiera się cytatami. Zazwyczaj wielbiciele sagi szybko się zamykają i nie ma z kim dyskutować. :roll:

spin_girl - Nie 22 Lis, 2009 17:47

Agn napisał/a:
Ten instynkt samozachowawczy brzmi naiwnie wobec kompletnego pozbawienia go Belli Swan (scena w Port Angeles z napadem - każdy NORMALNY człowiek usiłowałby po prostu zwiać

No właśnie. A ona nie wieje. To znaczy, że instynkty ma na bakier. Chociaż, powiem szczerze, że chociaż nie wiem, jak tam z moimi instynktami, to tak jak Bella, mam problemy z koordynacją i uciekanie biegiem nie byłoby u mnie na pierwszym miejscu. Raczej również myślałabym jakby ewentualnie uderzyć napastnika. Dlatego bardzo się zadziwiłam, kiedy usłyszałam, jak wiele osób krytykuję tę scenę. Bella pomyślała sobie, że jeśli ucieknie, zaraz się przerwóci i tyle jej: będzie leżeć bezbronna na ziemi. Natomiast jeśli spróbuje zadać napastnikom ból, może coś na tym ugrać. Ja bym chyba też bym tak kombinowała.
Agn napisał/a:
Ale tym bardziej wtedy obserwujemy przeciwnika, by mu w razie czego spierniczyć sprzed nosa

A wyobraź sobie taką sytuację: idziesz ciemną ulicą, nagle z bramy wychodzą pijani dresiarze. Owszem będziesz ich obserwować uważnie, ale raczej nie gapiąc się na nich. Wręcz przeciwnie - starannie będziesz unikać ich spojrzenia i postarasz się w miarę szybko usunąć z ich zasięgu. Tak właśnie robili ludzie z Cullenami - instynktownie usuwali się z ich zasięgu. Obserwowali ich, owszem, ale z dystansu. Po stwierdzeniu, że nie stanowią bezpośredniego zagrożenia, zadowalali się omijaniem ich szerokim łukiem i instynktowną niechęcią- Bella od razu dowiaduje się, że Cullenowie nie są w Forks lubiani.
Agn napisał/a:
Poza tym totalną głupotą dla mnie jest to całe zapominanie poprzedniego życia po przemianie. Ke??? A niby dlaczego?

Dlaczego zaraz zapominanie? Oni nie zaominali, tylko wspomnienia stawały się mgliste z powodu tego, że zmieniała się percepcja. Otwierały się te dodatkowe szufladki w mózgu i dlatego ludzkie wspomnienia wydawały im się niewyraźne - widzieli je ludzkimi oczami, słyszeli ludzkimi uszami, wąchali ludzkim nosem, czyli w stosunku do ich nowych, wampiszych zmysłów wszystko było 1000 razy mniej intensywne - ergo, zamazane. Chyba podobnie jest z naszymi wspomnieniami z wczesnego dzieciństwa, zanim na dobre zaczęliśmy pojmować otaczającą nas rzeczywistość. Przynajmniej moje są dość niewyraźne - raczej odczucia i zamazane obrazy niż konkretne, pełne wspomnienia.
Agn napisał/a:
btw to, że o tym wspomniałam powinno ci powiedzieć, że czytałam MS, bo tego się dowiadujemy właśnie tam

mnie się wydawało, że czytałaś, ale nie byłam pewna :-) ostatecznie, mogłaś nie mieć ochoty zagłebiać się w kolejną część sagi. Natomiast zainteresowanie Mike'a, Tylera i Erica ewidentnie widać w standartowym Zmierzchu, nie tylko w MS. Wydaje mi się, że w tym przypadku Bella wychodziła z tego samego założenia co Jessica- zwracają na nią uwagę, bo jest nowa "you're the shiny new toy". Forks to małe miasteczko, mało w nim atrakcji. Poza tym Bella wspomina, że w Phoenix nikt się nią nie nteresował - tym bardziej miała prawo być nieufna.
Agn napisał/a:
więc ma przed sobą faceta vel. Adonisa, który raz jej mówi, że powinna się od niego trzymać z daleka, a z drugiej strony ciągle się przy niej kręci. Zgłupieć od tego można

i tutaj widzę typowy przykład nastolatki - takie zachowanie zdecydowanie wystarczy aby pobudzić wszystkie jej młodzieńcze hormony. Ma się od niego trzymać z daleka, więc, oczywiście się w nim zakochuje. A potem już jest za późno...
Cytat:
PPS Btw Spin podoba mi się, że wreszcie ktoś porządnie broni tej książki, wspiera się cytatami. Zazwyczaj wielbiciele sagi szybko się zamykają i nie ma z kim dyskutować.

Ja, dla odmiany, mogę długo i wyczerpująco. :mrgreen: Traktuję to jako wprawkę do udowadniania swojego punktu widzenia w pracy magisterskiej :mrgreen: Prawie mi szkoda, że mi się jednak nie podobało, uwielbiam udowadniać, dlaczego mi się nie podoba. :wink:

RaczejRozwazna - Nie 22 Lis, 2009 18:18

No to jeszcze ja słówko (MOGĘ MOGĘ??) - które zresztą przewijało się w postach Agn. Uważam jednak tę sagę za grafomaństwo a to z jednego prostego powodu. Otóz bohaterowie nie mają żadnych zainteresowań! No nic! Ani Bella, ani Edward. Cokolwiek - ciuchy, samochody, perfumy (wymieniam już z najniższej półki). Szkoła - znamy tylko lekcje biologii (zaineresowania bohaterów nie widać), no i WF -z powodów oczywistych nielubiany przez Bellę. No dobrze - on słucha Debussy'ego, a ona czyta "Wichrowe wzgórza". Wydaje mi się, że dlatego Meyer szybko przeszła do tej "dozgonnej miłości" - bo, do choroby, oni po prostu nie mieli o czym ze sobą gadać. A wyznaniami miłości typu "jesteś dla mnie wszystkim" można sporo kartek zapełnić, a dodatkowo to oczekiwanie na pierwszy pocałunek i coś więcej... no i tak czyta się czyta i czyta (no i idzie do kina :-D ), a z tego nic - przynajmniej dla mnie - nie wynika.
Meyer po prostu nie umie opisywać przyjaźni, umiejętności patrzenia w tym samym kierunku, a nie tylko we własne oczka. No tak, ale autorka nie określiła żadnego kierunku, w który bohaterowie mogliby patrzeć..

Agn - Nie 22 Lis, 2009 19:21

Ja będę w punktach pisać.

1. I właśnie dlatego tyle osób tak krytykuje scenę napadu. Jakie szanse Bella miała wobec... ilu ich tam było? Czterech napastników? Uderzyć? Cholera, dziewczyno, wiej ile sił w nogach! Poza tym adrenalina skutecznie utrzymuje na nogach, wierz mi. Doświadczyłam tego. Nie jestem wysportowana (Admete może potwierdzić, że ja i sport to odległe planety), biegam wolno i krótko, gdyż szybko się męczę. Ale kiedy wystartował do mnie rozszczekany rottweiler, właśnie adrenalina pozwoliła mi dostać takiej pary w nogach jak nigdy na żadnym WF-ie. I przy okazji - właśnie ucieczka była pierwszym, o czym... nie tyle pomyślałam, co zadecydowało całe moje ciało. Więc dla mnie jednak odruchy bezwarunkowe górują. I nie do uwierzenia jest dla mnie pseudochłodna kalkulacja wystraszonej dziewczyny. Poza tym Meyer najwyraźniej boi się opisywać jakąkolwiek akcję. Albo Bella mdleje od upływu krwi, albo siedzi w namiocie z dala od akcji, a że wszystko napisane pierwszoosobówką, to się autorka wysilać nie musi. Bohaterka jest z dala od centrum wydarzeń, więc sobie siedzi i czeka, aż się wszystko skończy. I podejście Stefanii wychodzi też w scenie w Port Angeles. Bella musiałaby ruszyć tyłek i biec. Nie jest tak ciężko opisać pęd. Natomiast Meyer tego nie robi. I ogólnie przez to książka robi się przeraźliwie przegadana.
Btw WFu padłam przy scenie, w której Bella opisywała, jak to nauczyciel robił wykład o badmingtonie. Gra okazała się tak skomplikowana, że facet nie wyrobił się w ciągu jednej lekcji. o_O
2. Dresiarze wychodzą pijani z bramy. Ok. Idą za mną? Przyspieszam. Oni też przyspieszają? Zwiewam. Najlepiej krzycząc. Obrona zaczyna się w momencie, gdy mnie dopadną.
Opcja druga - są zalani, ale nie stanowią zagrożenia. I tak ich obserwuję. Bo kurczę diabli wiedzą, co im strzeli do łba. Natomiast o ich urodzie bym się z pewnością nie rozpływała. Poza tym niejaka Jessica Stanley usiłowała się zbliżyć do Edwarda. Nie wyszło, bo nie wyszło (i tu się Edkowi w ogóle nie dziwię, bo z taką idiotką nawet bym się kolegować nie chciała). Ale jednak spróbowała. Ją też zawiódł instynkt?
3. Odnośnie zapominania - ok, przeczytałam BD w formie ebooka, możliwe, że coś było nie tak z tłumaczniem, jednakowoż pamiętam scenę wyraźnie, kiedy to Bella chciała koniecznie wracać do domu, bo już zapominała o Renesmee (ja normalnie nie mogę z tego imienia :rotfl: ). Własna córka. A powinna czuć do niej coś mocniejszego, w końcu to własne dziecię, które tak kochała i chroniła przed śmiercią. A i ona jej się rozmywała we wspomnieniach. Nie sądzę, by perspektywa jej się jakoś zmieniała. Wciąż pozostaje w stosunkach z Nessie matka-dziecko. Wydała ją na świat. Nijak tego nie chwytam.
4. W Phoenix nikt się nią nie interesował, bo pewnie było tam mnóstwo lasek, które ją biły na łeb na szyję. Zgoda. Jednakowoż w Księżycu w nowiu Bella już od dawna nie jest nowinką, tymczasem Mike nadal skacze wokół niej jak piesek. A jak się krzywił, gdy na "randkę" wzięła ze sobą Jacoba, ojoj...
5.
Cytat:
i tutaj widzę typowy przykład nastolatki - takie zachowanie zdecydowanie wystarczy aby pobudzić wszystkie jej młodzieńcze hormony. Ma się od niego trzymać z daleka, więc, oczywiście się w nim zakochuje. A potem już jest za późno...

Przyznam szczerze, że taką reakcję znam tylko z książek, natomiast w życiu jej na oczy nie widziałam, wręcz przeciwnie. Dziewczyny się zniechęcają. Fajny, przystojny chłopak ich interesuje, ale jak je odpycha - trudno. Trochę nieprzyjemne, nikt nie lubi odrzucenia, ale do przeżycia. A nawet dochodzą do wniosku, że to jakiś dziwak, bo woli spędzać czas samotnie w ciemnym pokoju czy coś.
6. Jeszcze tak odnośnie tych wyznań miłości, które mi tak przeszkadzały. Gdyby taki dialog był jeden, np. na końcu. Spoko, przełknęłabym. Ale przez całą książkę bohaterowie się zapewniają o swoich uczuciach i potem jako wisienkę na czubeczku torta czytelnik dostaje "Jesteś całym moim życiem". W tym momencie gałki oczne mnie zabolały, bo zafudowałam im największy wywrót ze wszystkich wywrotów, jakie wykonałam w trakcie lektury.

RaczejRozwazna - Nie 22 Lis, 2009 19:37

:zalamka: :zalamka: :thud:

http://www.filmweb.pl/top...IĆ!+MUSZĘ!.html

O Matko I Córko!!!! Chyba nie zdawałam sobie z prawy z wrażenia, jaki saga ta budzi wśród nastolatek (i nie tylko)

Aragonte - Nie 22 Lis, 2009 19:46

Chyba wypowiadają się głównie czternastolatki, a przynajmniej one zdeklarowały się co do wieku.
Orty mnie osłabiły.

Dobra, wracam do nudnych wykładów z językoznawstwa :-|

spin_girl - Nie 22 Lis, 2009 20:00

1.
Agn napisał/a:
Poza tym Meyer najwyraźniej boi się opisywać jakąkolwiek akcję.

a scena, w której Bella zasuwa przez Volterrę by uratować Edwarda? I akcja, i bieganie... :mrgreen: Na logikę: jakie ona miała szanse uciec tym kolesiom? Każdy z nich na pewno biegał szybciej niż ona...
2.
Agn napisał/a:
Opcja druga - są zalani, ale nie stanowią zagrożenia. I tak ich obserwuję. Bo kurczę diabli wiedzą, co im strzeli do łba

i tak sobie stoisz do uśmiechniętej śmierci, czy raczej nieznacznie acz energicznie oddalasz się od nich, starając się nie zwrócić na siebie ich uwagi? Jeśli chodzi o Edwarda, to nie stanowił tak sztampowego zagrożenia jak dresiarze. Mam wrażenie, że tutaj następowało starcie dwóch systemów: zaczepnego i obronnego. Obronny kazał ludziom trzymać się z daleka od wampirów, natomiast zaczepny należał do wampirów: "everything about me invites you in: my looks, my smell, my voice..." Jessica najwyraźniej była bardziej podatna na instynkt zaczepny Edwarda niż na własny obronny.
3. Ok, teraz jestem confused. Myślałam, że chodziło o zapominanie ludzkich wspomnień, natomiast scena z Reneesme to zupełnie co innego. Chyba miałaś naprawdę słabe tłumaczenie. Już w New Moon Edward mówi "our kind gets easily distracted". Scena z Reneesme jest właśnie tego ilustracją: Bella, która jest młodym wampirem, nie do końca panuje nad swoim umysłem, który "rzuca się" z jednej myśli w drugą z całą intensywnością. Bardzo łatwo było właśnie rozproszyć jej uwagę na chwilę, sprawić by skupiła się na czymś innym. Na chwilę "rozproszyła" się w lesie i skupiła na pożądaniu do męża, jednak na dźwięk imienia córki natychmiast skupiła się na niej. Rozproszenie, nie zapomnienie.
4. Jeden Mike wiosny nie czyni, tym bardziej, że nie przeszkadzało mu się przerzucić na Jessicę w pierwszej części.
5. Gdzieś słyszałam, że nie ma lepszego tekstu na podryw niż "tylko się we mnie nie zakochuj" - w każdym od razu budzi się duch przekory. "chyba nie powinniśmy być przyjaciółmi" najwyraźniej zadziałało w ten sam sposób :mrgreen:
6. Ok, wyznań jest bardzo dużo. Ja je łykam jak młody pelikanik, bo akurat lubię. :wink:
RaczejRozwazna napisał/a:
No to jeszcze ja słówko (MOGĘ MOGĘ??) - które zresztą przewijało się w postach Agn. Uważam jednak tę sagę za grafomaństwo a to z jednego prostego powodu. Otóz bohaterowie nie mają żadnych zainteresowań! No nic! Ani Bella, ani Edward. Cokolwiek - ciuchy, samochody, perfumy (wymieniam już z najniższej półki). Szkoła - znamy tylko lekcje biologii (zaineresowania bohaterów nie widać), no i WF -z powodów oczywistych nielubiany przez Bellę. No dobrze - on słucha Debussy'ego, a ona czyta "Wichrowe wzgórza".

Bella jest dość nudna - to fakt. Jej największą pasją są książki. Edward natomiast skończył studia na różnych kierunkach, komponuje, jest melomanem, gra w szachy, interesuje się samochodami, czyta, etc. etc. Dopiero kiedy pojawia się Bella zawiesza wszystko na kołku i zaczyna interesować się wyłącznie nią.

Agn - Nie 22 Lis, 2009 20:18

1. Tak, w drugiej części jej się jakoś trafiło. Ale w trzeciej już wystraszyła się "ogromu" wydarzeń. I co? Belka siedzi w namiociku i czeka. A jak przybywa Victoria to za wiele też nie ma, bo Ed szybko z nią kończy.
2. Nie no, proszę cię, Spin, jasne, że obserwuję ich kątem oka, szybko się oddalając!
3. Okej, dobra, jestem skłonna do poświęceń. Przeczytam jeszcze raz, na czym polegała ta sytuacja z Renesmee, tym razem w książce.
4. Jessica dla Mike'a była takim jakby... lizakiem zamiast ciastka, na które miał ochotę. Od początku robił za adoratora, jak mu nie wychodziło z Bellą, no cóż, dobra, może być Jessica. Jak się nie ma, co się lubi...
5. To bzdura. Nie działa w praktyce. Chyba że między osobami, które najchętniej by się na siebie rzuciły i skończyły w łóżku, tylko grają w jakąś dziwną grę dla gry.
6. No właśnie ja nie znoszę wyznań, bo choć bohaterowie zapewniają się o swoim uczuciu, ja nie czuję niczego więcej poza irytacją. Nie, wróć, nie tak - wyznania mogą być. Ale nie non stop, bo mnie licho bierze.
7. Ed może i się interesuje samochodami, ale w którejś części ktoś mu powiedział, by tak nie wyskakiwał z tą pomocą Mike'owi, chyba że się podszkoli wcześniej u Rosalie. :lol:

spin_girl - Nie 22 Lis, 2009 20:51

1. Siedzi bo jej Edward kazał. Bella kilkakrotnie próbowała wszystkich namówić, żeby ją puścili do walki, chciała się zamienić w wampira, żeby móc walczyć z nimi, chciała uciec spod oka opiekunów i dopiero wizja Alice, że Bellza zabłądzi po drodze i nic nie zdziała ją powstrzymała od akcji. Przed namiocikiem natomiast wykazała się inwencją - sama się zraniła, żeby odwrócić uwagę Victorii (i kolejny przykład distraction- wystarczył zapach krwi, żeby na chwilę "zpomniała" o walce)
2. No właśnie. Ludność Forks też się oddalała obserwując Cullenów kątem oka. A kątem oka się zbyt wiele szczegółów nie dostrzeże...
3. Cieszę się :mrgreen:
4. Owszem. Ale jak powiedziała Bella "Mike-schmike" oraz "I'd rather die than be with Mike Newton" :wink:
5. Czy ja wiem, czy nie działa? Moim zdaniem taki tekst pobudza ciekawość, chęć sprawdzenia o co chodzi, zainteresowanie....A poza tym Edward chciał się przecież rzucić na Bellę :-P
6. Rozumiem to.
7. Się interesuje, ale nie musi się znać. On był bardziej artystycznym duchem, poza tym rodzinnym mechanikiem była Rosalie i pewnie nie pozwalała reszcie Cullenów nawet zbliżać się do samochodów pod tym kątem :mrgreen:

Agn - Nie 22 Lis, 2009 21:04

1. A Ed siedzi z nią, bo tym razem to ona mu kazała. Naprawdę, miałam ochotę walnąć tę dziewczynę czymś ciężkim w łeb.
2. Ale ploty o nich ludność puszczała, czyli nie tylko kątem oka na nich patrzyli.
3. Robię to tylko dla ciebie. Bo inaczej nie będę mogła dalej dyskutować.
4. Właściwie to jej się trudno dziwić, Mike nie był specjalnie atrakcyjny jako partner. Znaczy się pomijając jego żelowe włoski, po prostu jego osobowość była... taka sobie. Choć z drugiej strony u Eda osobowości nie zobaczyła, a już ją ciągnęło, by go poznać.
5. Tylko że w realnym świecie możesz się dowiedzieć np. że facet ćpa, a nie że jest tajemniczym pięknym wampirem, który ci się za 3 tomy oświadczy.
6. Rosalie to kolejna postać, której chciałam dać w łeb. Ja rozumiem poniekąd jej niechęć do Belli, sama tej postaci nie znoszę, ale nie rozumiem totalnej pogardy, bo ona chce z czegoś zrezygnować. To jak pogardzać inną kobietą, bo nie chce mieć męża i dzieci. Można tego nie rozumieć, ale nie wolno pogardzać. To w końcu nasze życie.

(Kurczę, dlaczego ja jutro muszę jechać do pracy i spędzić w niej cały dzień? Nie będę mogła siedzieć i dyskutować, esz...)

spin_girl - Nie 22 Lis, 2009 21:40

1. Mnie to też nieco wkurzyło, ale z drugiej strony...po prostu myśl o jego utracie była dla niej nie do zniesienia. Wiedziała, że może mu zapewnić "dziką kartę" i bezpieczeństwo jeśli zagra egoistycznie. Miłość, niestety, jest egoistyczna.
2. No, o to mi chodziło. I to jest dla mnie sensowne: widzieli tyle, żeby się zorientować, że coś jest nie tak, ale nie tyle, żeby ich zdemaskować. Tylko Bella się mocniej zainteresowała szczegółami.
3. Dziękuję i cieszę się. Tekst jest zawsze najlepszym źródłem argumentów.
4. Mike był beznadziejny. A u Edwarda, moim zdaniem, dostrzegała coś więcej niż "oryginalną" urodę. Od samego początku. Wydaje mi się, że w przypadku Belli była to, do pewnego stopnia, miłość od pierwszego wejrzenia. A na pewno fascynacja od pierwszego wejrzenia, którą dziwne zachowanie Edwarda, połączone z kilkoma niezwykłymi rzeczami, typu zatrzymanie i podniesienie ręką vana, tę fascynację pogłębiło.
5. Nie każdy ma takiego farta jak Bella :mrgreen: Po to jest świat fikcyjny, żeby na chwilę uciec od beznadziei realnego. Przynajmniej dla mnie. Dlatego lubię różnego rodzaju chick filicki, czytając książkę czy oglądając film chcę na chwilę zapomnieć o tym, że w realnym świecie dużo łatwiej spotkać ćpuna niż zakochanego wampira.
6. Zgadzam się. Też nie lubię Rosalie. Ale, jak powiedział Edward "her mind is a shallow pool". Emmet się przy niej marnował.
7. I tyle ewangelii na dzisiaj, jutro mam mnóstwo pracy więc odezwę się dopiero wieczorem. Dziękuję za dzisiejszą dyskusję, było super :kwiatki_wyciaga: :hug_grupowy: dawno się tak nie nagadałam, aż mi się lakier starł z czubków paznokci :mrgreen: Szkoda tylko, że na razie samotnie stoję na pozycji obronnej całej sagi, ale może ktoś do mnie niedługo dołączy :-)
A tymczasem :grobek:

Agn - Nie 22 Lis, 2009 21:48

1. Belli ciężko jakoś przyjąć do wiadomości, że Cullenowie nie są bezbronni. Łyknęła, że wszyscy idą się tłuc, ale nie - Edek musi zostać. Ciekawe, czy gdyby szedł na wojnę, też by mu zabroniła. I co on wtedy na to. Gdyby byli prawdziwymi ludźmi i była powszechna mobilizacja. No, Bella, miałabyś problem...
2. I też zauważyli, że Cullenowie są "dziwni". Teorie dośpiewali własne, ale ślepi nie byli. Małe miasteczko to jednak zły pomysł, łatwiej zniknąć w tłumie.
3. Ja się swoją szosą zastanawiam, czy Bella fascynowałaby się Edwardem tak samo, gdyby wbijał w nią ten mroczny wzrok, ale z drugiej strony był np. gruby i miał pryszcze (wieczność z trądzikiem - oj, frustracja!). Założę się, że nie.
4. Ja to rozumiem, ale wolę, gdy powieść trzyma się choć trochę realizmu, bym mogła w tę historię uwierzyć. Bez wiary w historię nie mogę się oprzeć pokusie, by trzasnąć autora w łeb. A tu zima.
5. O ile mnie pamięć nie myli o intelekcie Emmetta miał równie niskie mniemanie.

Obawiam się, że i tak zostałyśmy same w tej dyskusji. I pewnie wystraszyłyśmy innych potencjalnych dyskutantów. Ale dyskusja jest bardzo, bardzo ciekawa i chętnie ją będę kontynuować jutro wieczorem, po pracy. Tuż przed moim wyjściem na NM (wtorkowy wieczór). Wiem, jesteś sama jedna na linii obrony sagi, ale z drugiej strony jesteś pierwszą osobą, z którą dyskutuję na ten temat, która się nie poddaje i podaje naprawdę ciekawe argumenty, wsparta książką, nie tylko domysłami. I to jest właśnie bardzo dobre.
Dobrej nocy!
A na dobranoc taka ciekawostka: http://www.ikea.com/pl/pl...oducts/20093060
:lol:

RaczejRozwazna - Nie 22 Lis, 2009 22:26

No przy takiej dyskusji to sorry... :co_stracilam:

Przeczytawszy dwa tomy nie mogłam się w nim doszukać tych wszechstronnych zainteresowań Edwarda.... Nie chodzi też o to, że Meyer napisała, że coś tam skończył, coś komponuje etc. Chodzi o to, że nic z tego NIE MA w ksiązce. Innymi słowy - oprócz uganianiem się za realnymi i potencjjalnymi mordercami Belli to oni nic razem wspólnie nie robią. Kurczę, mogliby chociażby próbować ratować świat :mrgreen:

Cytat:
A na dobranoc taka ciekawostka: http://www.ikea.com/pl/pl...oducts/20093060


:rotfl: a co jest w środku???

Admete - Nie 22 Lis, 2009 22:36

Cytat:
Otóż ta saga jest tak magicznie dziwna. Czytasz ją i cały świat w okół Ciebie nie istnieje. Nie ma nic, tylko Bella i Edward


O słodki Eru jedyny ;) :rotfl:

Cytat:
Nie chcesz z nikim gadać, bo czujesz że oni są "gorsi". Że nie czytali książki, to nie są w to wtajemniczeni. Robi Ci się przykro, czy też nawet wpadasz w taki mini dołek


Mini dołek? Taki od mini-golfa? ;) :rotfl:

Cytat:
I zastanawiam się dlaczego wszystko tak blednie


Wzrok ci sie psuje dziecino ;)

Dzięki RaczejRozważna za rozrywkę. Misatyzm wiecznie żywy ;)

RaczejRozwazna - Pon 23 Lis, 2009 14:01

Admete... :rotfl:

No i obejrzałam „Zmierzch” (I cz.)
Nie mogłam pozwolić, żeby omijała mnie tak fascynująca dyskusja w wątku - a książki czytałam piąte przez dziesiąte. :-P

No i mam bardzo mieszane odczucia. Tzn. jednak nadal nie rozumiem fenomenu tej sagi, ani też samego Edwarda, nawet „cofając się” myślą do zamierzchłych czasów, gdy byłam nastolatką.
Gdybym nie oglądała tego jako adaptację książki, budzącej taką fascynację młodzieży (czyli pewne interesujące zjawisko socjologiczne) prawdopodobnie w ogóle nie skończyłabym oglądać tego filmu. Chociaż, chociaż – muzyka, absolutnie GENIALNA. Tzn. nie, żebym lubiła takie klimaty (wręcz przeciwnie), ale dawno już nie słyszałam tak dobrze komponującej się muzyki z obrazem w filmie. Dwa fragmenty mnie więc zachwyciły – pierwsze wejście Cullenów , na tle tego niepokojącego i fascynującego tematu z lekką zmianą gdy pojawi się Edward, super… I meczyk – te rockowe brzmienia położyły mnie wręcz na łopatki. Późniejsze wejście tych „złych” też było świetne pod względem muzyki. W ogóle taka lekko psychodeliczna muza niesamowicie wkomponowała się w klimat filmu (który notabene akurat mi nie odpowiadał). Natomiast zdziwiłam się, bo nie znalazłam tego fragmentu, który zachwycił mnie uprzednio – pt. „kołysanka Belli” – co to w takim razie jest? Muzyka promocyjna?

Chodzi o ten fragment:
http://www.youtube.com/wa...feature=related

A teraz film jako adaptacja: Z jednej strony jest on o niebo lepszy niż książka – mniej rozwlekły, nie koncentrujący się tak na „boskim pięknie Edwarda” itd., poza tym całkiem dobre aktorstwo (Carlise, Alice, Jacob – super dla mnie). Z drugiej strony od książki gorszy – kurczę, klimat tego filmu był dla mnie koszmarny. Strasznie depresjo-genny i „nieludzki”. Główni bohaterowie – wiecznie skrzywiona Bella (przez cały film ani jednego szczerego wybuchu śmiechu bohaterki!), jakieś chore relacje domowe, kontakt Belli z matką, a zwłaszcza z ojcem: czy oni nie umieli zamienić jednego słowa razem? Wyglądało to jakby się strasznie ze sobą męczyli. Dodatkowo szaro-bura kolorystyka filmu i – zupełnie niepotrzebne – akcenty thillera. Ale przede wszystkim Edward. Ludzie, co w nim można widzieć? Dla mnie zachowywał się całkiem jakby był lekko chory psychicznie albo na psychotropach. Poważnie, takie odniosłam wrażenie. Ten zwolniony tok mowy, uśmiechanie się do siebie samego, zupełny brak logiki postępowania, nieprzewidziane zachowanie… no sorry Winetou. Jeszcze byłoby to uzasadnione na początku, gdy jest na granicy wytrzymałości, aby się na Bellę nie rzucić, ale później? Reszta Cullenów zachowywała się całkiem normalnie (jak na wampirów). Scena z ranną Bellą , gdzie Carlise wręcz odciąga od niej Alice była baardzo przekonująca; uwierzyłam wtedy w jednym momencie w wampirzą naturę Alice niż wcześnie przy tych wszystkich rozdzierających zapewnieniach Edwarda i ciężkich spojrzeń spode łba. Wybaczcie, ale na tle innych Cullenów Edward wyglądał jako niedorozwinięty, zagubiony, najmłodszy członek rodziny (a był, o ile mi się zdaje „najstarszym” dzieckiem Carlise’a).

Krótkie wejścia Jacoba i Billy’ego były jak świeży powiew powietrza w dusznej i chorej atmosferze filmu. Wreszcie ktoś normalny, a przy tym ciepły i serdeczny. Pójdę na „Księżyc w nowiu” tylko dlatego, że jest Jacob, a nie ma Edwarda. Poza tym te wilczki wyglądają super… :wink:

Agn - Pon 23 Lis, 2009 21:53

Odpowiadając na pytanie odnośnie utworu - tego nie ma nawet na oficjalnym soundtracku Cartera Burwella. I nie jest to też utwór skomponowany przez Rpattza. To może być jeden z tych utworków, które pojawiły się przed premierą filmu, określane mianem kołysanki, ale wzięte z kosmosu i nie mające z soundtrackiem nic wspólnego.
Słodki utworek, choć mnie jakoś nie zachwyca...

spin_girl - Wto 24 Lis, 2009 13:39

No jakże, przecież jest scena, w której Edward gra dla Belli kołysankę. No to co on tam gra? To musi być "Kołysanka Belli". Edward pokazany jest w różnych ujęciach przy fortepianie, widać, jak gra.
Nashira - Wto 24 Lis, 2009 13:50

wiecie co, chyba przezytam wreszcie ksiązki,a lejakos mi sie film nie podobał, jakos tak średnio wszystko, a juz zachwytów nad koślawej urody Pattisonem tymże bardziej nie rozumiem :thud:
jak wypiję sama butelkę winka, to tez nei zauważe, czy na dworze pada czy nie, tylko zaczytam sie uciekającymi literkami..
ide poszukac ksiązki.. moze mnei zachwyci odwrotnie proporcjonalnie do filmu :lol: :party:

spin_girl - Wto 24 Lis, 2009 13:53

RaczejRozwazna napisał/a:
wiecznie skrzywiona Bella (przez cały film ani jednego szczerego wybuchu śmiechu bohaterki!),

No cóż, Bella to nie była zbyt radosna dziewczyna...
RaczejRozwazna napisał/a:
jakieś chore relacje domowe, kontakt Belli z matką, a zwłaszcza z ojcem: czy oni nie umieli zamienić jednego słowa razem?

Owszem. Bella miała problemy z relacjami intepersonalnymi. Jest taki cytat na początku książki "I don't relate well to people my age. Maybe I don't relate well to people, period." Potem zaś wspomina, że odziedziczyła tę ułomność właśnie po ojcu. Uważam, że ten problem jest w filmie pokazany świetnie, czego dowodem jest moja mama, która (nie czytając uprzednio książki) od razu powiedziała "Boże, jacy oni są razem zabawni. Tacy niezdarni, widać, po kim to odziedziczyła". :-)
RaczejRozwazna napisał/a:
Wybaczcie, ale na tle innych Cullenów Edward wyglądał jako niedorozwinięty, zagubiony, najmłodszy członek rodziny

Bo był zagubiony. Edward był w najtrudniejszym momencie swojej egzystencji. W momencie poznania Belli cierpiał akurat na porządną depresję, nie widział sensu i celu swojej egzystencji, gardził sobą i swoim gatunkiem, a jednocześnie (tak mi się wydaje) gardził ludźmi, tym bardziej, że czytał te ich różne głupie i płytkie myśli. Potem poznał Bellę i zaczął się szarpać. Jego nastrój faktycznie zmieniał się jak w kalejdoskopie: raz ulegał ciekawości (co się roi w głowie Belli), raz frustracji (że nie może jej czytać w myślach), raz irytacji (że nie może jej po prostu zignorować, ani z nią być), raz smutkowi (że nie może/nie powinien z nią być), raz radości (że ona najwyraźniej go lubi), raz złości (że tyle problemów), a ponieważ Bella od początku wyzwalała w nim silne emocje, sprawiał wrażenie, jakby miał to dwubiegunowe cośtam (nie pamiętam jak to jest po polsku, ale Bella go nawet pyta "are you bipolar?"). Doiero po przeczytaniu Midnight Sun mamy obraz tego, ile naraz sprzecznych ze sobą myśli przelatywało mu przez głowę.
RaczejRozwazna napisał/a:
Chodzi o ten fragment:
http://www.youtube.com/wa...feature=related

To nie jest kołysanka Belli. Kołysanka Belli jest grana w filmie przez Edwarda.

RaczejRozwazna - Wto 24 Lis, 2009 14:49

Spin, jak to wykładasz to aż mi się zaczyna wszystko podobać :lol: Widać, że pracujesz z literaturą.
No cóż, jestem zmęczona pracą, więc potrzebuję normalności, a męczący się ze sobą i z innymi Edward tylko mnie zirytował. Ale oglądałam film z moją siostrą, a ona twierdzi że to ze mną jest coś nie tak, a nie z Edwardem :mrgreen:

Co do kołysanki - wiem, że Edward ją gtra (akurat nie bardzo mi się podoba) - ale ten fragment też który zarzuciłam też bywa nazywany Kołysanką Belli.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group