North and South - serial BBC - Thornton- dziewica?
Alicja - Pią 28 Lis, 2008 17:59
| Madalam napisał/a: | | Ja mam całkowicie odmienne wrażenie. Cały czas mi się bowiem wydaje, że oświadczyny Thorntona absolutnie nie były skutkiem zarozumialstwa, wynikającego z poczucia własnej wartości. On wcale się przy Margaret pewnie nie czuł. Był to raczej efekt postawienia wszystkiego na jedną kartę. Stwierdził, że jeśli jest choć jedna szansa na milion, musi z niej skorzystać. A okoliczności mogły go wprowadzić w błąd, co do istnienia takiej szansy |
zgadzam się, ja nie odebrałam jego oświadczyn jako poczucia wyższości pewności, tylko tak samo - jako chęć korzystania z okazji jaka się nadarzyła. Jako jedna szansa na milion, okoliczności, które MOGŁYBY Margaret zmusić choćby do zastanowienia na jego oświadczynami.
| Mag13 napisał/a: | | ale wcześniej Margaret nie dała mu przecież żadnego sygnału, iż cokolwiek mogłaby doń odczuwać |
jeden sygnal bym dostrzegła - jej zachowanie wobec niego przed całym tłumem rozjuszonych robotników. Jeśli nie tak zachowuje się kobieta której zależy... Innej tam nie widziałam, która by się o niego martwiła. Mógł mieć nadzieję
| Tamara napisał/a: | | w życiu ! nigdy! |
NIGDY
Gosia - Pią 28 Lis, 2008 18:22
Oczywiscie, że to była czysta zazdrość, ale i świadomość, że coś przed nim ukrywa. Bo Margaret mówi, że nikogo w domu nie ma, a widać walizeczkę i płaszcz, słychać śmiechy, a jednocześnie go nie chce zaprosić do środka. Oczywiście wysnuł z tego coś niekorzystnego dla siebie, może np. i to, że nim w jakiś sposób gardzi, może nie chce go poznawać ze swoim gościem.
Zresztą to scena, która została dodana, by eskalowac napięcie.
A poza tym ogromnie ją lubię, bo w niej RA/JT mi się bardzo podoba
Tamara - Pią 28 Lis, 2008 18:55
A w której on się nie podoba
Gosia - Pią 28 Lis, 2008 19:29
O! w scenie bicia robotnikow tez go nie lubię. W scenie pierwszych oswiadczyn tez wygląda trochę gorzej - te cienie na twarzy..
nicol81 - Sob 29 Lis, 2008 11:31
| Mag13 napisał/a: | | Moja uwaga o tapetach czy o zachowaniu Thorntona wynika z tego, co wiemy z adaptacji, i tak powinniśmy film interpretować, a nie dodawać tzw. wiedzę pozaźródlową...... |
O tapetach rzeczywiście nie wiemy z adaptacji- ale skromność i poczucie niżsozści Thortona moim zdaniem widać w obu źródłach...
| Mag13 napisał/a: | | No dobrze, ale czy nie jest czystą zazdrością reakcja Thorntona na płaszcz wiszący w sieni domu Hale'ów, i kuferek stojący na podłodze w scenie na ganku? Rzeczywiście odmowa zaproszenia go do domu przez Margaret nie była uprzejmym gestem, |
To nie tylko chodziło o uprzejmość, ale o jej kłamanie w żywe oczy...Dlatego nic dziwnego, że później nie miał wobec niej zaufania. Dla mnie to głównie uraza, nie zazdrość...
A ja nie lubię tylko, jak nie podaje wyciągnętej ręki panu Bellowi...
spin_girl - Nie 30 Lis, 2008 15:47
Mag- dlaczego, dlaczego,DLACZEGO nie możemy analizować i książki i filmu? Po kilkukrotnym przeczytaniu książki i wielokrotnym obejrzeniu filmu stwierdziłam, że filmowe i książkowe N&S to dokładnie ta sama historia! Zmieniono kilka szczegółów, ale jeśli chodzi o charakterystykę postaci pozostała ona identyczna. W filmie nie ma jak pokazać pewnych rzeczy, na przykład myśli czy wrażeń bohaterów, jeśli są subtelne, nie wszystko da się wyczytać z twarzy a książka dokładnie to opisze. Film musi też pominąć wiele drobiazgów (jak na przykład scenę z tapetami), ponieważ inaczej byłby zbyt długi. Ponieważ jednak film powstał na podstawie książki a nie książka na podstawie filmu, to zawsze będę traktować książkę jako podstawowe źródło informacji. Tym bardziej, że jest to wierna adaptacja we wszystkich ważych punktach.
W tym właśnie wątku- wątku o dziewictwie Thorntona wielokrotnie analizowaliśmy o, jak Gaskell chciała go przedstawić, czyli odwoływaliśmy się do książki. Właściwie cały czas analizowaliśmy książkowego Thorntona, bo wszyscy już na początku stwierdzili, że JT w wykonaniu RA na prawiczka nie wygląda. Nagły sprzeciw przy odwołaniu się do książki w kwestii tapet uważam za niekonsekwencję.
Thornton wkurzył się na Margaret, że go nie wpuściła, dlatego, że kłamała mu w żywe oczy (widział przecież kuferek i kapelusz) a poza tym jego kompleks niższości od razu podsunął mu wyjaśnienie jej oporu przed wpuszczeniem go do domu, jako wstyd przed przyznaniem się do znajomości z człowiekiem pracy wobec przyjezdnego gościa (pewnie frymuśnego znajomego z Londynu)
Na koniec: gdzie jest napisane w powieści, że Thornton nie był urodziwy??? Jego opis jest krótki: wysoki, ciemne włosy, piękne zęby i urzekający uśmiech, męskie rysy. Moim zdaniem wykapany RA.
Na sam koniec: Thornton dziewicą nie był- ani filmowy ani książkowy
Tamara - Nie 30 Lis, 2008 16:01
Nooo , jeżeli miał URZEKAJĄCY uśmiech (urzekający kobiety of kors - bo chyba nie mężczyzn ) to nijak nie mógł być dziewicą , na pewno niejedna panna sklepowa czy inna wdówka go dorwała
spin_girl - Nie 30 Lis, 2008 16:07
Nie wiem, czy dokładnie tego słowa użyto, ale Margaret od razu dostrzegła ten uśmiech i nie odmawiała mu uroku nawet w chwilach kiedy Thorntona nie cierpiała
Off top: ostatnio znowu przeczytałam Trędowadą (mam słabość do romansów)- chciałabym, żeby BBC to zrobiło. RA jako ordynat- rzucający rękawicę sferze w imię miłości a potem szlochający na grobie ukochanej. On tak ładnie umie cierpieć Jeszcze ładniej się wścieka No i tam jest dużo całowania i innych takich
Tamara - Nie 30 Lis, 2008 17:48
| spin_girl napisał/a: | On tak ładnie umie cierpieć Jeszcze ładniej się wścieka |
Anonymous - Nie 30 Lis, 2008 18:35
ale gdyby Jaś był dziewicem rzucałoby się to w oczy zarówno w książce a i w filmie nie dałoby się tego zataić
spin_girl - Nie 30 Lis, 2008 18:50
| Mag13 napisał/a: | | Patrzę na film także jako historyk - jeśli dokonuje się tzw. krytyki wewnętrznej źródła, tzn. jego oceny treściowej, liczy się jedynie to, o czym mówi samo źródło, nic mniej, nic więcej. Takim "źródłem" jest też filmowa wersją N&S, którą oceniam, analizuję motywacje postaci, sposób ich przedstawienia, wyłącznie na podstawie tego, co widzę, a nie tego, co zawiera tekst Gaskell. |
A ja patrzę na adaptację, jako opowiedzenie tej samej historii za pomocą innego medium- w tym wypadku filmu. Film jest dla mnie wizualizacją książki Ponieważ N&S nie ma oryginalnego scenariusza, a został on stworzony na bazie powieści Gaskell- tekst Gaskell pozostanie dla mnie zawsze oryginalnym źródłem a film wtórnym. A ponieważ w tym kraju panuje wolność, więc pozostanę przy swojej metodzie analizy i będę czasami dorzucać szczegół czy wątek znajdujący się w książce a nie w filmie. Patrzę na to jako filolog specjalizujący się w literaturze brytyjskiej- dla mnie zawsze książka to namber łan i źródło wszelkiej wiedzy
nicol81 - Nie 30 Lis, 2008 19:12
Hm- ciekawy problem
| Mag13 napisał/a: | Dlatego, że film, nawet będący adaptacją tekstu literackiego, stanowi odrębne dzieło artystyczne. Najłatwiej chyba byłoby przedstawić mój sposób rozumowania posługując się przykładem np. filmu nieudolnego, słabego, którego scenarzysta czy też reżyser tłumacząc zaniechania, niejasne wątki, brak klarowności, mógłby stwierdzić, że nie uważał za słuszne pokazania czegoś tam na ekranie, bo i tak jest to wyjaśnione np. w powieści.....
Patrzę na film także jako historyk - jeśli dokonuje się tzw. krytyki wewnętrznej źródła, tzn. jego oceny treściowej, liczy się jedynie to, o czym mówi samo źródło, nic mniej, nic więcej. Takim "źródłem" jest też filmowa wersją N&S, którą oceniam, analizuję motywacje postaci, sposób ich przedstawienia, wyłącznie na podstawie tego, co widzę, a nie tego, co zawiera tekst Gaskell. |
| spin_girl napisał/a: | | A ja patrzę na adaptację, jako opowiedzenie tej samej historii za pomocą innego medium- w tym wypadku filmu. Film jest dla mnie wizualizacją książki Ponieważ N&S nie ma oryginalnego scenariusza, a został on stworzony na bazie powieści Gaskell- tekst Gaskell pozostanie dla mnie zawsze oryginalnym źródłem a film wtórnym. A ponieważ w tym kraju panuje wolność, więc pozostanę przy swojej metodzie analizy i będę czasami dorzucać szczegół czy wątek znajdujący się w książce a nie w filmie. Patrzę na to jako filolog specjalizujący się w literaturze brytyjskiej- dla mnie zawsze książka to namber łan i źródło wszelkiej wiedzy |
W sumie nie wiem, z którym spojrzeniem się bardziej zgadzam
nicol81 - Nie 30 Lis, 2008 19:29
A, tylko mój problem polega na tym, że nie wiem, na którą opcję spożytkować moją wolność
Z opcją rozdzielnych źródeł mam ten problem, że jeśli i film, i książkę się lubi, to rozdzielić jest bardzo trudno- to wtórna praca umysłu. Naturalnie przychodzi uzupełnianie informacji filmowych książkowymi, jeśli nie ma rażących sprzeczności.
Natomiast z opcją książki jako podstawowego źródła jest problem taki, że często wartości, idee i przesłanie obydwu źródeł się różnią istotnie- i wówczas się nie daje.
Gosia - Nie 30 Lis, 2008 19:37
Ja tak jak Nicole - trudno mi rozdzielić do końca film od książki, kocham i to i to.
I to czego nie wiem z filmu dopowiadam sobie z książki, np. wcześniejsze lata Margaret.
spin_girl - Nie 30 Lis, 2008 19:39
| nicol81 napisał/a: | | Natomiast z opcją książki jako podstawowego źródła jest problem taki, że często wartości, idee i przesłanie obydwu źródeł się różnią istotnie- i wówczas się nie daje |
W takim przypadku nie analizuje się ich razem, tylko porównuje Na szczęście filmowe i książkowe N&S bardziej dopełniają się niż różnią.
nicol81 - Nie 30 Lis, 2008 22:16
| Mag13 napisał/a: | | A najlepszą metodę wynaleziono w Polsce - najlepiej po prostu nie tlumaczyć powieści Gaskell na nasze. Wtedy nic się nam w głowach nie miesza! |
Ale to do każdej sfilmowanej książki jest ten problem, nie tylko Gaskell
Alicja - Pon 01 Gru, 2008 07:08
| Mag13 napisał/a: | Wtedy taka odpowiedż wydawała mi się szczytem bezczelności kapitalistycznych burżua!
A teraz robię to samo! |
| Mag13 napisał/a: | | Ja tylko z nieśmiałością pewną przypominam, że jestem wiekowa! |
a po raz n-ty nieśmiało zaprzeczam
wracając do tematu, co nie zmienia faktu nie-dziewictwa Thorntona
Calipso - Pon 01 Gru, 2008 13:42
| Mag13 napisał/a: | A myśl o jego dziewictwie jest prawdziwie słodka! |
Słodka?? Pod jakim względem?
Alicja - Pon 01 Gru, 2008 14:42
| Mag13 napisał/a: | | Jaka wynikałaby bowiem dla nas korzyść z faktu bycia przez T. nie-dziewicą? |
może niekoniecznie dla nas osobiście ( ale by była kolejka ), ale myślę również o jego szczęściu i życzę mu nie-dziewictwa
spin_girl - Pon 01 Gru, 2008 15:52
| Mag13 napisał/a: | | A myśl o jego dziewictwie jest prawdziwie słodka! |
Jak dla kogo...dla mnie jest raczej przerażająca. W tym wieku....brrr....
Tamara - Pon 01 Gru, 2008 19:49
| Mag13 napisał/a: | Ale zarówno w książce, jak i w filmie nie rzuca się również w oczy, że dziewicą nie był, bo i tego nie daloby się na tym forum zataić! |
Ooo , zgłaszam sprzeciw co do filmu ! Rzuca się od razu że dziewicą nie był , któraż dziewica po pysku leje raczej przestrasza się i ucieka , a spojrzenie w scenie peronowej , o czym niedawno była mowa ? I zgadzam się (jak zwykle) ze Spin , że facet-dziewica w tym wieku to horror
Tamara - Pon 01 Gru, 2008 20:34
TAK patrzeć to dziewica nie może , bo to spojrzenie świadome swoich męskich możliwości i zamiarów co do panny M.
spin_girl - Wto 02 Gru, 2008 10:26
| Mag13 napisał/a: | | Thornton ma wzrok człowieka zgłodnialego.... |
Bo jest wyposzczony! Ale NIE dziewiczy! Wie, co chce robić z Margaret i dlatego taki wygłodniały jest
Tamara - Śro 03 Gru, 2008 11:08
| Mag13 napisał/a: |
A ja lubię myśleć o Thorntonie jako człowieku kierujacym się swoją wolą, a nie czym innym! |
Hmmm , szczerze mówiąc człowiek , który nie daje się ponieść uczuciom i namiętności nawet jako młodzieniec i kieruje się wyłącznie rozumem jest dosyć przerażający i nieludzki w sensie emocjonalnym - jakby kierował się wyłącznie wyrachowaniem , co się kalkuluje a co nie (straszne skutki romansu - zdrowotne , religijne itp) . Chciałabym tu sięgnąć do skarbnicy mądrości ludowej i przytoczyć dwa przysłowia jakże adekwatne do sytuacji - "czego Jaś się nie nauczy , tego Jan nie będzie umiał" i "starego psa nowych sztuczek nie nauczysz" . Jeśli młody człowiek nie nauczy się nawiązywać intymnego kontaktu z kobietą , jako bardzo dorosły nie będzie tego umiał i tej umiejętności nie nabędzie , bo czas nabywania tych umiejętności też jest ograniczony do pewnego wieku .
spin_girl - Śro 03 Gru, 2008 13:47
| Tamara napisał/a: | | Mag13 napisał/a: |
A ja lubię myśleć o Thorntonie jako człowieku kierujacym się swoją wolą, a nie czym innym! |
Hmmm , szczerze mówiąc człowiek , który nie daje się ponieść uczuciom i namiętności nawet jako młodzieniec i kieruje się wyłącznie rozumem jest dosyć przerażający i nieludzki w sensie emocjonalnym - jakby kierował się wyłącznie wyrachowaniem , co się kalkuluje a co nie (straszne skutki romansu - zdrowotne , religijne itp) . Chciałabym tu sięgnąć do skarbnicy mądrości ludowej i przytoczyć dwa przysłowia jakże adekwatne do sytuacji - "czego Jaś się nie nauczy , tego Jan nie będzie umiał" i "starego psa nowych sztuczek nie nauczysz" . Jeśli młody człowiek nie nauczy się nawiązywać intymnego kontaktu z kobietą , jako bardzo dorosły nie będzie tego umiał i tej umiejętności nie nabędzie , bo czas nabywania tych umiejętności też jest ograniczony do pewnego wieku . |
Tamaro- krynico mądrości Ty moja! Zgadzam się z każdym słowem!
Thornton kierujący się całe życie rozumem i żelazną wolą i nagle zakochujacy się na zabój w kobiecie, o której wiedział, że się dla niego nie nadaje, że on jej się nie podoba, że są z dwóch różnych światów? Gdzie w takim razie ten rozum i wola, kiedy rozsądek przeczył wszelkiej nadziei po scenie pożegnania Fredericka, lub chociażby po druzgocącej odmowie oświadczyn? Dlaczego Thornton nie zapanował wtedy nad uczuciem? Bo uczucia i namiętność jednak rządziły jego charakterem- nie wola i rozum.
|
|
|