To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Fanfiki, tłumaczenia, literacka twórczość własna - Megafanfik - tom II

QaHa - Śro 28 Lut, 2007 09:53

A to przepraszam niedouczonam. Hmm Lady Pamela dokładnie lekcje odrobiła przed napisaniem kontynuacji a mi pozostaje prześledzenie kawałka historii i wgryzienie sie w geografię Angli :-)
Kaziuta - Śro 28 Lut, 2007 12:11

Nie wiedziałam, że Carling jest taki wiekowy. :wink:
A jak czytam albo oglądam taką scenkę jak z powitania Darcyego zaraz mi sie przypomina biedny Maks z "Seksmisji", który mówił "...że miało być tak pięknie, autografy, wywiady, wizyty w zakładach pracy..." :wink:

Maryann - Śro 28 Lut, 2007 12:51

Filmowe Pemberley w grudniowej szacie:


Może śniegu trochę mniej, niż w opisie u lady Pameli, ale... Nawet pora dnia się mniej więcej zgadza.

Ulka - Śro 28 Lut, 2007 15:26

Bardzo mnie rozśmieszyła ta rywalizacja, jak najlepiej powitać dziedzica :mrgreen: Trochę ożywienia humorystycznego :lol:

Alison napisał/a:
Maryann napisał/a:
To się chyba nazywa curling, czyli tzw. toczenie czajnika - dyscyplina olimpijska...

Owszem, najgłupszy sport (?) jaki widziałam.

O nie, najgłupszy (?) to pokazali przed chwilą w TV - hokej POD lodem.. bez butli tlenowych.

asiek - Śro 28 Lut, 2007 18:25

Maryann...jakie piękne zdjęcia ! Zwłaszcza 1 bardzo urokliwe.
Jakaż odmiana w porównaniu z tym co widzę za oknem...

Darcy...niczym udzielny książę. Jako dobry pan z pewnością znał wszystkie imiona mijanej dziatwy :wink:
A z prawa pierwszej nocy korzystał ? :mrgreen:

Caroline :kwiatek:

Maryann - Śro 28 Lut, 2007 19:29

asiek napisał/a:
Maryann...jakie piękne zdjęcia ! Zwłaszcza 1 bardzo urokliwe.
Jakaż odmiana w porównaniu z tym co widzę za oknem...

Zdjęcia znalazłam na Wikipedii. To jest Chatsworth House - czyli Pemberley z DiU 2005.

Tak mi się marzy... Pojechać tam kiedyś i powłóczyć się po parku, jak Lizzy i Gardinerowie...

na tej rycinie to wypisz-wymaluj Pemberley...

Anonymous - Śro 28 Lut, 2007 19:43

Maryann napisał/a:
Tak mi się marzy... Pojechać tam kiedyś i powłóczyć się po parku, jak Lizzy i Gardinerowie...
[url=http://img171.images....th.jpg]Obrazek[/URL]
na tej rycinie to wypisz-wymaluj Pemberley...


Aaaaach (tutaj Aine wzdycha rozmarzając się)
I ja z Tobą :D

Maryann - Śro 28 Lut, 2007 21:03

QaHa napisał/a:
Hmm Lady Pamela dokładnie lekcje odrobiła przed napisaniem kontynuacji

Oj, tak. Im więcej szukam na ten temat, pod tym większym jestem wrażeniem. Ona naprawdę bardzo dokładnie odtworzyła realia epoki.
Te wszystkie detale, drobiazgi i drobiażdżki chwilami mnie irytują (bo akcja się przez tę drobiazgowość do przodu nie posuwa :wink: ), ale można się z nich naprawdę wiele dowiedzieć.

Maryann - Śro 28 Lut, 2007 21:07

AineNiRigani napisał/a:
Aaaaach (tutaj Aine wzdycha rozmarzając się)
I ja z Tobą :D

Tego lata przejeżdżałam całkiem niedaleko od tego miejsca. Ale - niestety - nasza droga wiodła w zupełnie inną stronę. Więc widziałam tylko drogowskaz... :sad:
Obiecałam sobie, że kiedyś się tam wybiorę. Tylko że jak zaczęłam obliczać koszta takiej ekspedycji, to mina mi zrzedła.

Ale jeszcze tak całkiem nie zrezygnowałam... :wink:

QaHa - Śro 28 Lut, 2007 21:16

Maryann napisał/a:
Te wszystkie detale, drobiazgi i drobiażdżki chwilami mnie irytują (bo akcja się przez tę drobiazgowość do przodu nie posuwa :wink: ), ale można się z nich naprawdę wiele dowiedzieć.

już za sam trud odtworzenia należy jej sie wszystkim sie chce tak dbać o szczegóły, chociaż fak te drobiazgi niekiedy przysłaniają akcje człowiek sie zastanawia co to ma być powieść romantyczna czy jakieś fabularyzowane opracowanie dot epoki

Maryann - Śro 28 Lut, 2007 21:23

JA się takimi drobiazgami nie zajmowała, bo nie musiała - ona pisała dla współczesnych sobie, dla których to wszystko było oczywiste i którzy potrafili wszystkie niuanse wyczytać między wierszami.
Chociażby jak tak sobie poczytamy te wyjątki z życia "wyższych sfer", to łatwiej nam zrozumieć, dlaczego Darcy z takim przekąsem i irytacją zareagował na zachwycone pytanie sir Williama, czy często tańczy w pałacu St.James. I rozumiemy, dlaczego najwyraźniej wcale tego towarzystwa estymą nie darzył...

QaHa - Śro 28 Lut, 2007 21:26

Maryann napisał/a:
JA się takimi drobiazgami nie zajmowała, bo nie musiała - ona pisała dla współczesnych sobie, dla których to wszystko było oczywiste i którzy potrafili wszystkie niuanse wyczytać między wierszami.
Chociażby jak tak sobie poczytamy te wyjątki z życia "wyższych sfer", to łatwiej nam zrozumieć, dlaczego Darcy z takim przekąsem i irytacją zareagował na zachwycone pytanie sir Williama, czy często tańczy w pałacu St.James. I rozumiemy, dlaczego najwyraźniej wcale tego towarzystwa estymą nie darzył...

Masz racje byłoby co najmniej śmieszne aby JA tłumaczyła i opisywała takie rzeczy ludziom sobie współczesnym. a A co do balów w pałacu St James to i z literatury tego okresu widać, iż był to bal dość mało prestiżowy

Maryann - Śro 28 Lut, 2007 21:58

Ale dla sir Williama był najwyraźniej kwintesencją tych, jak to je nazywał, "wyższych sfer towarzyskich". :wink:
Biedaczek... Gdyby się znalazł na balu u lady Melbourne i zobaczył roznegliżowaną lady Caroline, to by się z tych "wyższych sfer" wyleczył... Albo uznałby, że "tak wypada" i u siebie zaprowadziłby podobne obyczaje... :lol:

QaHa - Śro 28 Lut, 2007 22:01

Maryann napisał/a:
Albo uznałby, że "tak wypada" i u siebie zaprowadziłby podobne obyczaje... :lol:

:rotfl: i nikt nie zarzuciłby, że na prowincji jest nudno

asiek - Śro 28 Lut, 2007 22:10

Maryann napisał/a:
Tak mi się marzy... Pojechać tam kiedyś i powłóczyć się po parku, jak Lizzy i Gardinerowie...

Piękne marzenie .... :serce:

...ale ja bym wolała jak Lizzy i Darcy...z Gardinerami w tle :mrgreen: /bardzo odległym tle ... :wink: /.

Maryann - Śro 28 Lut, 2007 22:39

I żeby to tło oddalało się coraz bardziej, bo ciocię NOGI ROZBOLAŁY... :wink:
Caroline - Czw 01 Mar, 2007 09:05

Rozdział V, cz.5

- Miło będzie znaleźć się w domu, proszę pana – stwierdził Fletcher widząc, że Darcy po raz kolejny odwraca się do okna spragniony pożądanego od dawna widoku ziemi i domu swoich przodków.
- Hmmm – było jedyną odpowiedzią, jaką dostał, kiedy powóz potoczył się aleją do imponujących bram, które nawet teraz były szeroko otwarte na powitanie. Odźwierny pomachał zachęcając powóz do wjazdu i zastygł w ukłonie powitalnym, potem uniósł się z szerokim uśmiechem pozdrawiając podróżnikom zanim popędził zamknąć za nimi ciężką, żelazną bramę.
- Czy to gałązka ostrokrzewu w czapce Samuela, Fletcher? – Darcy odpowiedział pełnym uznania skinieniem na ciepłe powitanie odźwiernego.
- Sądzę, że tak, proszę pana. Tak, bez wątpienia ostrokrzew. Jak najbardziej na miejscu zważywszy na porę roku.
- Ach, tak… pora roku. – Darcy ponownie zamilkł, całą uwagę skupiając na przejeździe długą aleją. Prywatna aleja snuła się niespiesznie przez las opasujący zewnętrzne zakątki parku. Zaprojektowany sto lat wcześniej pod egidą pradziadka Darcy’ego, zmuszał wjeżdżających gości do spowolnienia biegu koni do spokojnego kłusa a potem wynagradzał ich cierpliwość więcej niż kilkoma czarującymi widokami ustronnych polanek, toczących się strumieni, które ukształtowały naturalne piękno Pemberley. Ogromne drzewa otaczające aleję były grubo pokryte śniegiem i w popołudniowym słońcu rzucały długie lawendowe cienie na aleję i drzewa przed nimi otulając powóz mroźną ciszą, w której niestrudzenie się poruszali. Darcy otworzył okno i mocno odetchnął ostrym powietrzem, wyczuwając jego znajomy, cierpki jak stare wino zapach. Byli prawie na miejscu. Konie przyspieszyły bieg, ich podniecenie udzieliło się pasażerom powozu na chwilę zanim wydostali się spoza drzew na grzbiet wzgórza. Nagle, całe Pemberley ukazało się przed nimi błyszcząc niczym upadła gwiazda na krystalicznym morzu.
Gładkie ściany zachodniej fasady jaśniały różowo w świetle zachodzącego światła, załamania schładzały jego barwę do fioletu, w takiej postaci je zobaczyli w gasnącym blasku. Mimo że nieuchronnie nadchodził moment skrycia się słońca, okna Pemberley zdawały się zbierać cały blask i same jaśniały płomieniami odbitej chwały, rzucając czerwono-złote promienie na otaczający śnieg, efekt powiększał się niewyobrażalnie, gdy ponownie odbijał je zamarznięty śnieg. Widząc to, Darcy poczuł lekkość w sercu, ciężar ostatnich tygodni zmniejszył się.
Zaczęli gwałtownie posuwać się w dół grzbietu wzgórza. Konie – drżące z pragnienia dostania się do domu – ruszyły cwałem, przed którym nikt w powozie nie zamierzał ich powstrzymywać. Uderzenia kopyt wybijały się nad trzeszczenie skóry i drewna, i brzęk szkła, zjechali ze wzgórza i wjechali w ostatni zakręt wyrzucając spod kół kamienie i błoto dając wielki popis spektakularnego powrotu do domu.. Wjechali na podjazd dworu Pemberley i Darcy usłyszał, że James wstrzymuje prowadzącego konia, jednocześnie ściągając wodze i wędzidła wbijające się w delikatne pyski. Zwolnili do kłusa, potem jeszcze bardziej do powolnego kroku w końcu do spokojnego stępa, po czym powóz zatrzymał się łagodnie przed łukowatym wejściem na zamknięty dziedziniec Pemberley.

:)

Alison - Czw 01 Mar, 2007 09:09

Lawendowe cienie.... odpływam :thud:
Maryann - Czw 01 Mar, 2007 09:19

Pani nigdzie nie odpływa. Pani się z milady poetycznych opisów nie podśmiechiwuje. Pani zerknie parę postów wyżej na łobrazek z zimowym Pemberley. Ani chybi lady Pamela tyż go oglądała i się nim zainspirowała. :wink:
Alison - Czw 01 Mar, 2007 09:24

Ja się nie podśmiechiwuję. Ja się najpoważniej w świecie zachwycam, toż to przepiękne określenie i ja je bedę stosować namiętnie. Lawendowe cienie... już jak to brzmi łagodnie, człowiek widzi od razu miękkie cienie drzew na śniegu. Carolciu kocham Cię, bo na pewno dodałaś to od siebie, Pameli na pewno nie było by stać na taką poezję :wink:
Carolka w skrytości na pewno Trędzię podczytuje :razz: bo i te błyski w oknach, te łuny... idę poczytać coś ładnego :wink:

Maryann - Czw 01 Mar, 2007 09:41

Alison napisał/a:
Pameli na pewno nie było by stać na taką poezję :wink:

Oj, to Ty jeszcze wszystkich możliwości lady Pameli nie znasz. :smile: Poczekaj do III tomu, tam to dopiero będzie poezja... Głównie pod tytułem "Lizzy Bennet oczyma Darcy'ego". Mmmmm...

QaHa - Czw 01 Mar, 2007 10:05

Nie mogę czytać takich poetyckich opisów w pracy bo sie za bardzo rozmarzam ....
Ide walne elektrykom poemat na temat przewodów 1,5 w kolorze kości słoniowej, łagodnie wijacych się po chropawych płaszczyznach ścian, dążących do ciemnych czeluści niesmiało wtopionych w mur puszek elektrycznych.... :mrgreen:

Alison - Czw 01 Mar, 2007 10:17

QaHa napisał/a:
Nie mogę czytać takich poetyckich opisów w pracy bo sie za bardzo rozmarzam ....
Ide walne elektrykom poemat na temat przewodów 1,5 w kolorze kości słoniowej, łagodnie wijacych się po chropawych płaszczyznach ścian, dążących do ciemnych czeluści niesmiało wtopionych w mur puszek elektrycznych.... :mrgreen:


Qahuleczko, zrób tak, błagam!!! I koniecznie napisz o tych oczach co je zobaczyłaś, jak juz skończyłaś :rotfl:

QaHa - Czw 01 Mar, 2007 13:11

:shock: :roll: :shock: :thud: :shock: - elektrycy
:shock: :shock: :rotfl: :rotfl: :rotfl: - tynkarze
:cool: - JA

Alison - Czw 01 Mar, 2007 13:38

QaHa napisał/a:
:shock: :roll: :shock: :thud: :shock: - elektrycy
:shock: :shock: :rotfl: :rotfl: :rotfl: - tynkarze
:cool: - JA


:banan: Yes! Yes! Yes! a to ja, nie Marcinkiewicz :wink:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group