To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Ekranizacje - Duma i uprzedzenie (1995)

Sofijufka - Nie 21 Mar, 2010 15:05

bo w książce mozna było spokojnie opisać "wnętrze", odbiegajacej od przecietności Lizzie, a tu trzeba było to wszystko pokazać...
trifle - Nie 21 Mar, 2010 15:33

Ja muszę sobie książkę przypomnieć. Bo póki co, to ja nie wiem, o jakich zmianach mowa :mysle:
Tamara - Nie 21 Mar, 2010 15:44

O ile pamiętam podczas czytania listu jest pokazane , jak Wickham uwodzi Georgianę i jak Darcy przyjeżdża w ostatnim momencie , nakrywając ich na wspólnym czułym spacerze ; a sprowadzanie sobie panienek do pokoju w tak szacownej instytucji jak wyższa uczelnia było absolutnie nie do przyjęcia i człowiek przyzwoity tego nie robił .
nicol81 - Nie 21 Mar, 2010 16:41

Cytat:
bo w książce mozna było spokojnie opisać "wnętrze", odbiegajacej od przecietności Lizzie, a tu trzeba było to wszystko pokazać...

Ale Lizzy nie odbiegała od przeciętności jak to pokazano... :?

trifle napisał/a:
Bo póki co, to ja nie wiem, o jakich zmianach mowa

Jak mówiłam-śpiew w Pemberley, oficer na balu i zamiana ról z Jane.

Tamara napisał/a:
O ile pamiętam podczas czytania listu jest pokazane , jak Wickham uwodzi Georgianę i jak Darcy przyjeżdża w ostatnim momencie , nakrywając ich na wspólnym czułym spacerze

Tak, to jest pokazane (też niezgodne z książką, gdzie Georgiana sama się przyznała!), ale brak jest powrotu Wickhama po wydaniu pieniędzy, domagającego się jednak prebendy...

Tamara napisał/a:
sprowadzanie sobie panienek do pokoju w tak szacownej instytucji jak wyższa uczelnia było absolutnie nie do przyjęcia i człowiek przyzwoity tego nie robił .

Nie do przyjęcia i nieprzyzwoite tak- ale jako przykład absolutnej degeneracji wypada żałośnie :roll:

Sofijufka - Nie 21 Mar, 2010 16:51

nicol81 napisał/a:
Ale Lizzy nie odbiegała od przeciętności jak to pokazano...

odbiegała - przecietna panna to była taka poprawna i rozsądna Charlotta, układna i ustepliwa Jane, albo głupiutka Lydia. Zadziorna i inteligentna Lizzie, mająca swoje zdanie - była rzadkością...

nicol81 - Nie 21 Mar, 2010 18:20

Miałam na myśli, że nie odbiegała w taki sposób jak pokazano - tzn. nie śpiewała cudownie po włosku :roll: , nie leciał na nią przypadkowy oficer ani nie była bezbłędna...
A "zadziorna" to nie jest moim zdaniem słuszne określenie...

A Jane wcale nie była bardziej przeciętna od Lizzy- redukowanie jej do układnej i ustępliwej jest niesprawiedliwe. Przede wszystkim była idealistyczna i dostrzegająca dobro w innych- a takich ludzi było mało zarówno wtedy jak i teraz.

Trzykrotka - Nie 21 Mar, 2010 19:15

nicol81 napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Ale dlaczego w tej ekranizacji Lizzy byla większym ideałem niż w innych?

To głównie widać w trzech scenach. Na balu w Netherfield oficer bawiący z Lidią wyraźnie leciał na Lizzy.

No ja Cię proszę :mrgreen: Po pierwsze - chyba nie było to aż tak ewidentne, bo choć serial oglądałam w te i wewte, a ostatnio całkiem niedawno ze trzy razy pod rząd, to nie zauważyłam. A gdyby nawet - przecież Lizzy i Jane uważane były za lokalne piękności - chyba nic dziwnego, że jakiś oficer na którąś z nich leciał? :shock:

nicol81 napisał/a:
Po drugie jej śpiew w Pemberley- zachwycający i po włosku.

Daleko mu było do zachwycającego. W powieści jest napisane, że jej śpiew sprawiał słuchaczom (nie tylko nie obiektywnemu panu Darcy, ale np. gościom Lucasów) wiele przyjemności. Musiała grać i śpiewać na przynajmniej przeciętnym poziomie - jak w scenie z Pemberley, gdzie wyraźnie męczy się w górnymi dźwiękami.

nicol81 napisał/a:
Po trzecie- zamiana z książką kwestii jej i Jane dotyczących ucieczki Wickhama. W książce to Lizzy żałuje, że go nie wydały. Ta ostatnia jest nabardziej wnerwiająca, bo nic nie daje, poza pokazaniem Lizzy w lepszym świetle niż Jane.

W adaptacji wiele razy słowa jednych postaci wkładane są w usta innych. To jest akurat taki drobiazg, że równie dobrze można by dyskutować o kroju sukienek Lizzy ładniej uwydatniających biust niż sukienki Jane i tym podobnych.

Mnie się wydaje, że Lizzy wcale nie pokazano jako chodzącego ideału. Równie ważką sceną jak oficer lecący... itd jest rozmowa Lizzie w ojcem w obecności matki (o oświadczynach Collinsa) podczas której zakłada ona arogancko ręce w geście "odczepcie się ode mnie," czy podnosi głos starając się wymóc na ojcu zakazanie Lydii wyjazdu od Brighton.
Poza tym, brak ekranizacji ostatnich scen powieściowych, podczas których Lizzy i Darcy wyjaśniają sobie wszystkie etapy swojej miłości sprawia, że zostajemy z niezbyt komfortowym wrażeniem, o którym tu kiedyś pisałam - że Lizzy owszem, zakochała się, ale interesownie. Jej zdanie wypowiedziane w Pemberley "a mogłam być panią tego wszystkiego," nie jest załagodzone powieściową refleksją, że gdyby była tutaj panią, to zapewne kosztem zerwania znajomości z wujem i ciotką, którym teraz towarzyszy. Juz po zaręczynach mówi Jane, kiedy ta pyta, że zakochała się, kiedy zobaczyła "piękną posiadłość Pemberley" i znowu - nie ma dalej powieściowego wyjaśnienia, że to żarty - obie dziewczyny śmieją się, jakby rozumiejąc, że to bardzo ważny powód do miłości - wspaniały majątek wybranka.

Sofijufka - Nie 21 Mar, 2010 20:03

ale Lizzie błyska w tym momencie oczami w sposób sugerująy, ze żartuje :mysle:
Trzykrotka - Nie 21 Mar, 2010 20:05

Sofijufka napisał/a:
ale Lizzie błyska w tym momencie oczami w sposób sugerująy, ze żartuje :mysle:

Ale tylko sugerujący :wink: , a słowa "żartowałam" nie padają, nie padają...

Sofijufka - Nie 21 Mar, 2010 20:16

Justyna Orzelska, jak odpowiada Witoldowi na pytanie, czy wyjdzie za RÓZyca pytaniem, czy mogłaby odrzucic taką łaskę świetego Antoniego [czy jakos podobnie], tez nie wyjasnia mu, ze żartuje...
Trzykrotka - Nie 21 Mar, 2010 20:25

Sofi, ja to wiem i wcale nie mam tego niedopowiedzenia za złe Andrew Daviesowi. Ot, zauważyłam przy ostatnim seansie, że ci, którzy mówią, że Lizzie jest interesowna, moga mieć ku temu podstawy. A te przykłady podałam, żeby wykazać, że ocena nicol o wyidealizowaniu Lizzie w wersji z 1995 jest czysto subiektywna i nie ma podstaw w scenariuszu. Podobnie zresztą jak ocena pani Bennet jako karykaturalnej. Dla mnie taka nie jest. Tak właśnie widzę tę matronę, jako kogoś w rodzaju Lydii po latach, kiedy to braki z wychowaniu pogłębiły się, wzrosła pewność siebie "pani na włościach" i nie było nikogo, kto mógłby ja uciszyć i utemperować. Wielokrotnie w powieści mówi sie o tym, że swoim zachowaniem wzbudzała uczucie zażenowania u córek. Alison Staedman zagrała to znakomicie.
BeeMeR - Pon 22 Mar, 2010 09:29

Trzykrotka napisał/a:
Alison Staedman zagrała to znakomicie.
Och tak - uwielbiam jej panią Bennett :rotfl:
Tamara - Wto 23 Mar, 2010 19:27

BeeMeR napisał/a:
Trzykrotka napisał/a:
Alison Staedman zagrała to znakomicie.
Och tak - uwielbiam jej panią Bennett :rotfl:

Lepszej nie będzie :oklaski:

nicol81 - Wto 23 Mar, 2010 21:31

Trzykrotka napisał/a:
ocena nicol o wyidealizowaniu Lizzie w wersji z 1995 jest czysto subiektywna i nie ma podstaw w scenariuszu.

Jak nie ma podstaw w scenariuszu, skoro są dodane i zmienione sceny? Subiektywne może być ocenianie Lizzy jako interesownej. Ale nie np. zamiana kwestii bohaterek. To jest czarno na białym.

Trzykrotka napisał/a:
Wielokrotnie w powieści mówi sie o tym, że swoim zachowaniem wzbudzała uczucie zażenowania u córek.

Ale jej obawy miały racjonalne uzasadnienie- a w tej wersji zrobiono z niej wiariatkę, a z pana B. męczennika :roll:

Trzykrotka - Wto 23 Mar, 2010 23:02

nicol81 napisał/a:

Jak nie ma podstaw w scenariuszu, skoro są dodane i zmienione sceny?

Po to, żeby z dobrego dzieła literackiego stworzyć dobre dzieło ekranowe? Na tym polega adaptowanie. Nie na przenoszeniu powieści na ekran scena po scenie. W rozdziale o scenariuszu z Making Of..., Andrew Davies wyjaśnia nie tylko swoją motywację co do scen dodanych, ale ogólne zasady przenoszenia powieści na ekran.

Trzykrotka napisał/a:

Ale jej obawy miały racjonalne uzasadnienie- a w tej wersji zrobiono z niej wiariatkę, a z pana B. męczennika :roll:

Nie, nie wariatke. Nadpobudliwą, krzykliwą, irytującą matronę. Do wariatki bardzo jej daleko. Natomiast gdyby każdy męczennik miał tak wygodnie ułożone życie, jak ekranowy pan Bennet z 1995, to tylko sobie życzyć żeby też tak mieć. Jego mina pełna pogodnego sarkazmu, kieliszek sherry, książki i zacisze wygodnej biblioteki, ewidentna, gnuśna niechęć do podejmowania wysiłków i nietajona uciecha, jaką czerpał z pokpiwania sobie z żony - jakoś już bardziej pan Bennet 2005 wyglądał mi na niechlujnego desperata zakopanego w jakiejś ciemnej komórce, bez dostępu do grzebienia i lustra.

Tamara - Śro 24 Mar, 2010 21:35

Pani Bennett jest dokładnie taka jak w książce - histeryczna i głupia , eks-trzpiotka :roll:
nicol81 - Śro 24 Mar, 2010 22:12

Trzykrotka napisał/a:
Po to, żeby z dobrego dzieła literackiego stworzyć dobre dzieło ekranowe? Na tym polega adaptowanie. Nie na przenoszeniu powieści na ekran scena po scenie. W rozdziale o scenariuszu z Making Of..., Andrew Davies wyjaśnia nie tylko swoją motywację co do scen dodanych, ale ogólne zasady przenoszenia powieści na ekran.

To jaką facio miał motywację co do zamiany kwestii Jane i Lizzy?
Przenoszenie powieści na ekran polega na: 1. translacji słowa na obraz, 2. dostosowaniu do możliwości technicznych, 3. skrótach i doborze scen dopasowanym do tematyki, 4. ewentualnie dodanych scenach zastępujących narratora lub myśli bohaterów (co w sumie można podciągnąć pod 1.). Nie na radosnej twórczości Jędrusia...

Trzykrotka napisał/a:
Jego mina pełna pogodnego sarkazmu, kieliszek sherry, książki i zacisze wygodnej biblioteki, ewidentna, gnuśna niechęć do podejmowania wysiłków i nietajona uciecha, jaką czerpał z pokpiwania sobie z żon

Męczeńskie tkwienie nad rachunkami, wymiana spojrzeń przewracających oczami z Lizzy... (która w książce cierpiała, gdy ojciec drwił z matki)
Bennet 2005 ma u mnie krechy za bycie zbyt miłym (przeproszenie Mary? ruszenie sięna bal w Meryton? :roll: )

Tamara napisał/a:
Pani Bennett jest dokładnie taka jak w książce - histeryczna i głupia , eks-trzpiotka

Ale nie tylko to- jest też ofiarą swojego męża. A winą Daviesa jest to, że wszyscy pamiętają panią Bennet jako głupią histeryczkę, a Jane jako głupią, potulną panienkę...

Trzykrotka - Śro 24 Mar, 2010 23:35

nicol81 napisał/a:

To jaką facio miał motywację co do zamiany kwestii Jane i Lizzy?

A, to już musisz jego zapytać :mrgreen: . Nie sądzę, żeby ta zamiana miała kardynalne znaczenie dla jakości dzieła.
nicol81 napisał/a:
Przenoszenie powieści na ekran polega na: 1. translacji słowa na obraz, 2. dostosowaniu do możliwości technicznych, 3. skrótach i doborze scen dopasowanym do tematyki, 4. ewentualnie dodanych scenach zastępujących narratora lub myśli bohaterów (co w sumie można podciągnąć pod 1.). Nie na radosnej twórczości Jędrusia...

Nic podobnego. Polega na przeniesieniu dzieła z jednego medium w drugie, kompletnie różne tak, żeby powstała nowa wartość. Sceny dodane, jeżeli zmieniałyby zasadniczo wymowę powieści, czy charakter bohaterów - potępiłabym, jak wersję MP Rozemy. Ale nie DiU 1995, w której służą temu, co wymieniłam powyżej, czyli stworzeniu dobrego dzieła filmowego.

nicol81 napisał/a:

Męczeńskie tkwienie nad rachunkami, wymiana spojrzeń przewracających oczami z Lizzy... (która w książce cierpiała, gdy ojciec drwił z matki)

Sorki, ale Ty nie wywracasz oczami dostając wyciąg z konta? Ja i owszem. I nie uważam się za męczennicę. Śmiem twierdzić, ze serialowy pan Bennet i serialowa Lizzy świetnie się bawili przewracając do siebie oczami. I powtarzam, jeżeli męczennik ma taki żywot jak schludny, ironiczny leniwie zakopany z towarzystwie ulubionych książek pan Bennet - to ja tez poproszę!

nicol81 napisał/a:
]]
jest też ofiarą swojego męża. A winą Daviesa jest to, że wszyscy pamiętają panią Bennet jako głupią histeryczkę, a Jane jako głupią, potulną panienkę...

TY pamiętasz jak powyżej. JA nie :-D . A więc nie "wszyscy."
Ofiara i męczennik. Nicol, my na pewno oglądałyśmy ten sam serial?

trifle - Śro 24 Mar, 2010 23:59

Jane też wcale nie pamiętam jako głupią, potulną panienkę. Łagodną, spokojną, uległą może tak. Ale głupia i potulną?

Też się zastanawiałam, czy to ten sam serial był ;)

Trzykrotka - Czw 25 Mar, 2010 08:41

Jane głupiutka, pan Bennet męczennik, pani Bennet ofiara, Lizzy słodki ideał. To na pewno nie jest moje postrzeganie tego serialu.
BeeMeR - Czw 25 Mar, 2010 08:46

Cytat:
jest też ofiarą swojego męża.
On nie jest poniekąd ofiarą jej? ;)
Oni są oboje siebie warci, i w tym ogromny ich urok - :mrgreen: z jednej strony niby (bo ja to odbieram jako "niby", a nie "serio") się wzajem denerwują grą słówek czy nadmiernym entuzjazmem, a z drugiej czerpią przyjemność z bycia z tą drugą osobą, choć tak ogromnie różną, wymieniają też przecież ciepłe spojrzenia i w gruncie robią też czasem to, co drugiej osobie na pewno się spodoba - np. zawsze podobało mi się to, że pan Bennet drażni się nieco słownie z panią Bennett, ale już odwiedził nowego sąsiada, bo wiedział, że jej będzie na tym ogromnie zależało.
Przynajmniej ja ich tak odbieram - ciepło, ale nie idyllistycznie.

Trzykrotka - Czw 25 Mar, 2010 09:00

BeeMeR napisał/a:
Przynajmniej ja ich tak odbieram - ciepło, ale nie idyllistycznie.


Dokładnie tak! Na pewno działali sobie na nerwy, bo byli zbyt różni, ale nie widzę w tym żadnej patologii. Tak jest w 50% przeciętnych rodzin (niestety)!

Tamara - Czw 25 Mar, 2010 19:46

nicol81 napisał/a:

Ale nie tylko to- jest też ofiarą swojego męża. A winą Daviesa jest to, że wszyscy pamiętają panią Bennet jako głupią histeryczkę,

Znaczy w jakim sensie ofiarą ? Że nie próbował jej przerobić na mądrą kobietę ? Przecież by się nie dało , dysponowała mniej więcej taka samą ilością rozumu co Lidia :roll: A wszyscy pamiętają ją jako histeryczkę przede wszystkim z książki , gdzie urządza histerie i wpada w skrajne nastroje z byle powodu :roll: Zaś Austen wyraźnie pisze , że była głupia , używając nawet tego słowa :mrgreen:

nicol81 - Czw 25 Mar, 2010 22:27

Tamara napisał/a:
Znaczy w jakim sensie ofiarą ? Że nie próbował jej przerobić na mądrą kobietę ? Przecież by się nie dało , dysponowała mniej więcej taka samą ilością rozumu co Lidia

U Austen jest częsty motyw par, które wpływają na siebie- pozytywnie lub negatywnie. A Lidia była jaka była przez zaniedbanie ojca oraz zły przykład matki i przez poświęcanie jej mało uwagi.

Trzykrotka napisał/a:
Jane głupiutka, pan Bennet męczennik, pani Bennet ofiara, Lizzy słodki ideał. To na pewno nie jest moje postrzeganie tego serialu.

O pani Bennet ofierze mówiłam jako w książce...

BeeMeR - Pią 26 Mar, 2010 08:03

nicol81 napisał/a:
A Lidia była jaka była przez zaniedbanie ojca oraz zły przykład matki i przez poświęcanie jej mało uwagi.
Oraz - jednakowoż - przez genetycznie wrodzone skłonności. A jak ktoś ma złe skłonności, to czasem się ich nawet przykładem czy nakazem nie wytępi :mysle:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group