To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Z Południa na Północ
Jane Austen, Elizabeth Gaskell, siostry Brontë - forum poświęcone ich twórczości, ekranizacji ich prozy i nie tylko.

Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")

Anonymous - Sob 29 Wrz, 2007 21:07

snowdrop napisał/a:
Język angielski jest przewrotny, jedno słówko może mieć kilka znaczeń. I tak mój nick - snowdrop - oznacza przebiśnieg. Jeden z pierwszych kwiatów symbolizujących nadejście wiosny. Ja nie cierpię zimy.

Natomiast co do tego, czy film powinien być oglądany jako biografia czy nie. To niestety ale wielu ludzi patrzy na niego jako na biografię. Bo przecież sam tytuł "Becomin' Jane" nie oznacza Zakochana Jane tylko coś jakby Stawanie się Jane.


W sumie nie ma znaczenia co jest w tytule, a co w treści. To czy film to Becoming Jane, czy Jane in love - sory winetu, ale jakos nie ma to zwiazku.
Biografia może mieć tytuł Kundun (Dalajlama), czy Na plebanii w Haworth (siostry Bronte), czy Niezłomne serce (JA)
A powieść beletrystyczna moze miec tytuł Horatio Hornblower jego życie i czasy (na ktore ostatnie autor niniejszego postu dał sie nabrac niczym dziecie... :D )
Dawno już sie nauczyłam, że ksiązki sie nie ocenia po okładce, a filmu po tytule. ;)

Anonymous - Sob 29 Wrz, 2007 21:14

nicol81 napisał/a:
Imię córki Toma jest ważne


Jeśli patrzysz na film jak na biografię - całkowicie zmienia się kontekst. Kiedy patrzymy jak na film o miłości - imię córki nabiera znaczenia, bo symbolizuje cząstke Jane, ktora na zawsze pozostała w Tomie. I to jest niezwykle piekne. Tylko po co mieszac do tego żonę, która w ogole nie ma znaczenia?

Alison - Sob 29 Wrz, 2007 21:29

AineNiRigani napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Imię córki Toma jest ważne


Jeśli patrzysz na film jak na biografię - całkowicie zmienia się kontekst. Kiedy patrzymy jak na film o miłości - imię córki nabiera znaczenia, bo symbolizuje cząstke Jane, ktora na zawsze pozostała w Tomie. I to jest niezwykle piekne. Tylko po co mieszac do tego żonę, która w ogole nie ma znaczenia?


Ja też nie bardzo rozumiem po co w to mieszać żonę, ktora w tym filmie trochę jest abstrakcją, nawet nie wiadomo czy żyje. Może Tom jest już wtedy wdowcem z córką :wink:
Ten numer z imieniem, to tylko znak dla Jane (która aż drgnęła słysząc imie córki Toma), że o niej nie zapomniał i że była naprawdę ważna. To wszystko.
Tak naprawdę imię było popularne i mogło z tym nie mieć nic wspólnego, ale dla niej to było COŚ. Na pocieszkę. Może dla niego zresztą też. :wink:

Alison - Sob 29 Wrz, 2007 21:30

Gosia napisał/a:
Nie chcialam sie wlaczac w dyskusje. Ale McAvoy mnie abolutnie nie kreci :roll:
Ani on jako aktor, ani postac jaką gra. Toma jako postaci nie darze zbytnią sympatią. Te hulanki i boks... Nie podoba mi sie tez to czytanie przez niego Jane "Toma Jonesa".
I rozne inne sytuacje. Jedyna scena ktora mnie urzekla to taniec na balu, wiecej nic.


Gosiu, walisz mnie w samo serce :wink:

snowdrop - Sob 29 Wrz, 2007 21:38

Jeśli potraktujemy film jako historię miłości dwóch osób, to zgadzam się w zupełności że jest piękny. Posiada wspaniałe sceny: z tańcem, w lesie jak Tom idzie i przewraca się potykając o gałęzie ( :lol: ) czy gdy Jane całuje Toma.
Moja siostra oglądała ten film chyba z 20 razy i jest pod jego ogromnym wrażeniem, pomimo tego że studiowała literaturę angielską (skończyła filologie ang.) i też jej coś tam nie pasuje z tą ucieczką.
No więc dobrze od tej pory traktuje go właśnie w ten sposób.

Gosia - Sob 29 Wrz, 2007 21:38

Dlatego właśnie nie chcialam włączac sie w dyskusje :rumieniec:
Alison - Sob 29 Wrz, 2007 21:44

Gosia napisał/a:
Dlatego właśnie nie chcialam włączac sie w dyskusje :rumieniec:


Ale się włączyłaś i złamałaś mi serce. Rozumiem, że to rewanżyk za moją niemiłość do Ralpha :roll:

Gosia - Sob 29 Wrz, 2007 21:55

Ali, dam ci plasterek na serduszko, chcesz? ;)

No coz - troche sie dziwilam tym Waszym zachwytom, ale nie smialam protestowac. :rumieniec:

Alison - Sob 29 Wrz, 2007 22:01

Gosia napisał/a:
Ali, dam ci plasterek na serduszko, chcesz? ;)


Chcę... :(

Gosia napisał/a:
No coz - troche sie dziwilam tym Waszym zachwytom, ale nie smialam protestowac. :rumieniec:


No cóż, niezbadane są itd... teraz wiem co czujesz, sama z Gitką w tym wąteczku O Ralphiku :wink:

Co ciekawe, to Tomaszkiem zachwycają się te osoby, które były razem w kinie. Interesujace... Może mysmy jakąś inną wersje filmu widziały? :mysle:

Anonymous - Sob 29 Wrz, 2007 22:05

snowdrop napisał/a:
Jeśli potraktujemy film jako historię miłości dwóch osób, to zgadzam się w zupełności że jest piękny. No więc dobrze od tej pory traktuje go właśnie w ten sposób.


I amen, Kwiatuszku, amen :D


P.S. Ja tez zawsze sie usmiecham jak widze Toma w tych chaszczach :D Nie wiem dlaczemu, ale zawsze kojarzy mi sie tam w tym fraczku z żuczkiem co to skoczył jak polny konik i z galanterią zdjął melonik (aczkolwiek wiem, ze ta czapa melonikiem nie była :D )

Alison - Sob 29 Wrz, 2007 22:08

AineNiRigani napisał/a:
P.S. Ja tez zawsze sie usmiecham jak widze Toma w tych chaszczach :D Nie wiem dlaczemu, ale zawsze kojarzy mi sie tam w tym fraczku z żuczkiem co to skoczył jak polny konik i z galanterią zdjął melonik (aczkolwiek wiem, ze ta czapa melonikiem nie była :D )


Dobre! Chociaż w tym kapilindrze to mi się za bardzo nie podoba. Jakos tak pajacowato wygląda. Ale co mi tam. W kluczowych scenach jest odkryty :wink:

Gosia - Sob 29 Wrz, 2007 22:19

Ja w wateczku o Ralphiku czuje sie calkiem dobrze. I wcale mi nie przeszkadza, ze jestem tam sama z Giteczka :D
Alison - Sob 29 Wrz, 2007 22:22

Gosia napisał/a:
Ja w wateczku o Ralphiku czuje sie calkiem dobrze. I wcale mi nie przeszkadza, ze jestem tam sama z Giteczka :D


No to tu się różnimy, bo ja to się lubię uczuciem dzielić i mi smutno, jak ktoś go dzielić ze mną nie chce :( :wink:

Gosia - Sob 29 Wrz, 2007 22:25

Kazdy sie lubi dzielic, ale nie zawsze jest to mozliwe, jak widac ;)

Jest takie powiedzenie, ktore mozna odniesc tez do filmu:

Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają :mrgreen:

Alison - Sob 29 Wrz, 2007 22:32

Gosia napisał/a:
Kazdy sie lubi dzielic, ale nie zawsze jest to mozliwe, jak widac ;)

Jest takie powiedzenie, ktore mozna odniesc tez do filmu:

Z gustami literackimi jest po trosze jak z miłością: zdumiewa nas, co też to inni wybierają :mrgreen:


Całe to forum jest idealną ilustracją tego powiedzenia :rotfl:

nicol81 - Sob 29 Wrz, 2007 22:47

AineNiRigani napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Imię córki Toma jest ważne


Jeśli patrzysz na film jak na biografię - całkowicie zmienia się kontekst. Kiedy patrzymy jak na film o miłości - imię córki nabiera znaczenia, bo symbolizuje cząstke Jane, ktora na zawsze pozostała w Tomie. I to jest niezwykle piekne. Tylko po co mieszac do tego żonę, która w ogole nie ma znaczenia?


Żona jest bez znaczenia, bo jest bez znaczenia dla Toma i to nie dla mnie piękne, a smutne. Robienie symbolu cząstki swojej ex z córki, którą ma się z bezimienną, abstrakcyjną żoną nie jest dla mnie piękne. Dzieci powinny łączyć parę, nie służyć jako pamiątki dawnych związków.
Wiem, że niejednej Jane na imię Burek, ale w tym kontekście cel imienia wypadł jednoznacznie. Czy znacie kogoś, kto odebrał inaczej sens Jane II?
W finale Tom i Jane nadal się kochają jak przed laty. To nie pamiątka przeszłego uczucia, którą mogliby inaczej przedstawić. Gdyby był wdowcem, natychmiast ruszyłby do niej.

Ulka - Sob 29 Wrz, 2007 22:55

nicol81 napisał/a:
Dzieci powinny łączyć parę,

odezwę się odnośnie tego zdania-dzieci nie powinny łączyć pary, parę powinna łączyć miłość, z której dopiero urodzą się dzieci. Co do reszty - zgadzam się. takie trwanie mentalnie czy uczuciowo w związku dawno byłym jest nie fair wobec obecnego partnera, delikatnie mówiąc .

nicol81 - Sob 29 Wrz, 2007 23:17

Zasadniczo miłość powinna, oczywiście zgadzam się. Ale nawet tam, gdzie nie mamy do czynienia z małżeństwem opartym na romantycznej miłości, istnieje związek dwojga ludzi, budowany przez nich wspólnie. A jednym z jego istotnych elementów są dzieci. Symbolizowanie za ich pomocą ex-narzeczonych jest :-P odrobinkę nietaktowne.
Anonymous - Sob 29 Wrz, 2007 23:23

nicol81 napisał/a:
AineNiRigani napisał/a:
nicol81 napisał/a:
Imię córki Toma jest ważne


Jeśli patrzysz na film jak na biografię - całkowicie zmienia się kontekst. Kiedy patrzymy jak na film o miłości - imię córki nabiera znaczenia, bo symbolizuje cząstke Jane, ktora na zawsze pozostała w Tomie. I to jest niezwykle piekne. Tylko po co mieszac do tego żonę, która w ogole nie ma znaczenia?


Żona jest bez znaczenia, bo jest bez znaczenia dla Toma i to nie dla mnie piękne, a smutne. Robienie symbolu cząstki swojej ex z córki, którą ma się z bezimienną, abstrakcyjną żoną nie jest dla mnie piękne. Dzieci powinny łączyć parę, nie służyć jako pamiątki dawnych związków.
Wiem, że niejednej Jane na imię Burek, ale w tym kontekście cel imienia wypadł jednoznacznie. Czy znacie kogoś, kto odebrał inaczej sens Jane II?
W finale Tom i Jane nadal się kochają jak przed laty. To nie pamiątka przeszłego uczucia, którą mogliby inaczej przedstawić. Gdyby był wdowcem, natychmiast ruszyłby do niej.


Nicol, o jakich my czasach mówimy? Czasach, gdy małżeństwo bez miłości było normą, a dziecko jedynie efektem ubocznym kilku chwil przyjemnosci? To nie XX, czy XXI, a i dzisiaj dziecko czasem dzieli a nie łaczy.
Żona nie była ważna w całości historii, to nagle miałaby sie stac wazna pod koniec filmu? Sory winetu, ale o czym my mowimy?
Oczywiscie, ze sie dalej kochają. Oboje przezyli niespelnioną miłość. W dzisiejszych czasach nie byloby mowy o Jane II, bo oboje pobraliby sie na pohybel wujostwu i biedzie. Dzisiaj łatwiej się usamodzielnić...
Dla obojga była to pierwsza miłość. Ja swoją wspominam z równym sentymentem i poki co - jeszcze sie spod jej wplywu nie wydobylam.
Nicol, przypuszczam, ze jeszcze nie przezylas prawdziwej milosci, stad i taka jednoznaczość i czarno-białość w poglądach. A w życiu nie ma tak, że coś jest albo białe, albo czarne. Pomiedzy jest tysiące odcieni szarości...


P.s. Ale pompatycznie i zyciowo zabrzmialo !!!
To pisałam ja, smarkata córusia-Ainusia...

Anonymous - Sob 29 Wrz, 2007 23:25

nicol81 napisał/a:
Zasadniczo miłość powinna, oczywiście zgadzam się. Ale nawet tam, gdzie nie mamy do czynienia z małżeństwem opartym na romantycznej miłości, istnieje związek dwojga ludzi, budowany przez nich wspólnie. A jednym z jego istotnych elementów są dzieci. Symbolizowanie za ich pomocą ex-narzeczonych jest :-P odrobinkę nietaktowne.


Nicol, ja ponownie przypominam o imieniu moim i mojego brata. Moi rodzice żyją ze soba szczesliwie ponad 30 lat. Mimo tego okropnego nietaktu nadania swoim dzieciom imiona swoich pierwszych miłości, którymi dla siebie bynajmniej nie byli...

Ulka - Nie 30 Wrz, 2007 00:54

Ale dla Nicol akurat takie nadawanie imion jest nietaktowne i nie widzę tu sprzeczności z postępowaniem Twoich rodziców. Każdy ma inną wrażliwość, inne rzeczy są dla niego w porządku i nie w porządku. Moi rodzice też żyją ze sobą ileś tam lat na szczęście :) - a są momenty, że myślę "ja bym tak nie mogła"-bo ja inaczej widzę pewne rzeczy. I dla mnie - przy czym zaznaczam, że nie widziałam filmu, więc wypowiadam się nie na temat konkretnych postaci- przynajmniej na dziś nie wydaje się czymś dobrym pielęgnowanie sentymentu dla dawnej "miłości". Czym innym jest jednak-przypuszczam-sentyment, jakim darzysz, Aine, swoją pierwszą miłość, i powody, dla których Twoi rodzice tak a nie inaczej dali Ci na imię, a czym innym ciągłe łudzenie się i idealizowanie kogoś z przeszłości. Życie złudzeniami. Oczywiście, inna sprawa, że w tamtych czasach kwestia uczciwości małżeńskiej prezentowała się nieco inaczej i to co piszę pewnie jest bardziej współczesne..
A teraz zalepcie mi buzię plastrem... ;)

Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 01:26

Ulenko, poruszasz obie moje wypowiedzi. Jak wspominalam - inne jest pojecie milosci dzisiaj, inne bylo 100-200 lat temu. Biorac pod uwage fakt, że rzadko które było zawierane w wyniku uczucia, a para Sobieski-Marysieńka to wielka rzadkość, nie mozna patrzec obecnymi kategoriami. Ja rozumiem, ze film nie jest biografią, ale tam jest tyle nieścisłosci epokowych, tyle pola do popisu dla krwiożerców tego filmu. Czepianie sie tego imienia uważam za typowe zagranie jak w tym dowcipie z baca i lasem. :D
Matylda - Nie 30 Wrz, 2007 01:57

snowdrop napisał/a:

Moja siostra oglądała ten film chyba z 20 razy i jest pod jego ogromnym wrażeniem, pomimo tego że studiowała literaturę angielską (skończyła filologie ang.) i też jej coś tam nie pasuje z tą ucieczką.
.

może za dużo razy oglądała :wink:
Ja np zauważyłam ,że gdy powóz wjeżdżał na dziedziniec wyraźnie widać współczesny budynek z oknem i to też mi nie pasuje :wink:

Matylda - Nie 30 Wrz, 2007 02:00

Te hulanki i boks...

Przecież to świadczy o jego tężyźnie fizycznej :?

Anonymous - Nie 30 Wrz, 2007 10:09

szczegolnie, ze boks byl wowczas bardzo modny. I nie wspomne o tym, ze bardzo dlugo obowiazkowy w szkolach ...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group