Jane Austen - życie i epoka - Becoming Jane ("Zakochana Jane")
Anonymous - Czw 27 Wrz, 2007 20:57
Czyli rozgrzeszenie otrzymałam. A Pokuta dopiero w lutym?
Alison - Czw 27 Wrz, 2007 20:59
| Harry_the_Cat napisał/a: | | AineNiRigani napisał/a: | | Ot wołek jakich wiele. Przy Tomie wypada bledziusieńko przeraźliwie. |
Bosze, co za brednie. Ale Ci wybaczam.... |
A może barwnie jak rajski ptak? Stoi jak kołek w płocie, nie tańczy, nie czyta, nie gra w palanta, bo sam jest palantem to chyba dlatego nie musi. Mam mówić dalej?
Harry_the_Cat - Czw 27 Wrz, 2007 21:00
Mów Ali, akurat spływa to po mnie jak woda...
Alison - Czw 27 Wrz, 2007 21:04
| Harry_the_Cat napisał/a: | | Mów Ali, akurat spływa to po mnie jak woda... |
Twój ostatni post wcale o tym nie świadczy
Harry_the_Cat - Czw 27 Wrz, 2007 21:19
Ale zauważ z jaką częstotliwością wypowiadam się w tym wątku przy tak zażartej dyskusji
Alison - Czw 27 Wrz, 2007 21:22
| Harry_the_Cat napisał/a: | Ale zauważ z jaką częstotliwością wypowiadam się w tym wątku przy tak zażartej dyskusji |
Bo Ty od zawsze kocie lakonicznie miauczysz i taka juz Twoja uroda
nicol81 - Pią 28 Wrz, 2007 18:38
| AineNiRigani napisał/a: | na początku - jakby mnie ktoś tak zagrzmiał srana - przysięgam - rzuciłabym czymś cięzkim.
Ale w żadnym wypadku nie dostrzegam "traktowania" Wesleya - sory winetu, zrobiła to grzecznie i w sumie nie ma się co dziwić. Znowu sie kłania zasada prawej ręki i tyle.
No cóż, mnie tam Wesleya nie jest żal. Ot wołek jakich wiele. Przy Tomie wypada bledziusieńko przeraźliwie. Nie tylko kolorystycznie. |
Co to jest zasada prawej ręki?
Miałam na myśli przyjęcie przez nią jego oświadczyn- fakt i sposób, plus posądzenie o napisanie listu do wuja Toma.
Welsey nigdy by nie upokorzył swojej żony, nazywając córkę po swojej flamie.
Alison - Pią 28 Wrz, 2007 18:53
Welsey nigdy by nie upokorzył swojej żony, nazywając córkę po swojej flamie.
Ja czytam i oczom nie wierzę
nicol81 - Pią 28 Wrz, 2007 20:15
Czemu? Dla mnie nadanie córce imienia po swojej ex jest policzkiem wymierzonym żonie. Nawet jeśli ona nie zdaje sobie z tego sprawy.
snowdrop - Pią 28 Wrz, 2007 20:33
Hm, muszę się wtrącić i powiedzieć, że Tom raczej nie nazwał swojej córki po Jane Austen ale po swojej teściowej też Jane.
Taka podobno była tradycja.
Jeśli chodzi natomiast o film, to ja już swoją raczej negatywną opinię wyrażałam na forum JA. Napiszę zwięźle, że według mnie to przesadzili z ucieczką Jane i tym, że ona pierwsza całuje Toma.
Już nie wliczam w to faktu, że Tom nie był hulaką.
Anonymous - Pią 28 Wrz, 2007 20:59
| nicol81 napisał/a: | | Czemu? Dla mnie nadanie córce imienia po swojej ex jest policzkiem wymierzonym żonie. Nawet jeśli ona nie zdaje sobie z tego sprawy. |
Cóz, my z bratem mamy drugie imiona po pierwszych wielkich miłościach naszych rodziców. Czyżby moi rodzice się spolczikowali? Ja jestem Jolka po flamie (??) mojego taty.
Ale masz racje Wesley nie nazwałby dziecka imieniem swojej "flamy". Jest zbyt doopowaty by ja mieć.
P.S. Zasada prawej ręki? Hmmm, cusik mi sie za młoda na nia wydajesz
Alison - Pią 28 Wrz, 2007 21:59
| AineNiRigani napisał/a: | Ale masz racje Wesley nie nazwałby dziecka imieniem swojej "flamy". Jest zbyt doopowaty by ja mieć.
|
Czy ja już kiedyś wspominałam jak jak za Tobą pasjami przepadam?
A co do zarzutów Śnieżyczki, to na miłość boską to przecież chyba nie miała być biografia Jane, więc cóż to za zarzut, że Tom nie był hulaką? W filmie też nim za bardzo nie był. Już samo to, że nie chciał pierwszy pocałować Jane, mimo że ponad wszelką wątpliwość był nią zauroczony, też za tym przemawia. Jeśli chciał mieć alibi na wydawanie pieniędzy, to cos tam musiał porozrabiać, bo nie da się mieć opinii hulaki siedząc w domu i czytając książki.
Ja myślę, że należy ten film traktować jako film z epoki, w którym wykorzystano realnie istniejące postaci do pokazania realiów tamtych czasów. Osoba Jane jest tu tylko pretekstem. Jeśli tak się do niego podejdzie te wszystkie zarzuty co do nieścisłości przestają mieć rację bytu. Po raz kolejny wyrażam swoje zdziwienie, czytałam dzis komentarze na Youtube i doprawdy nie wiem jak tłumaczyć, że zdecydowana większość osób na tym forum jest tym filmem rozczarowana. I don't understand
nicol81 - Pią 28 Wrz, 2007 22:14
Ja w ogóle nie patrzyłam na film jako biografię kogokolwiek, tylko na historię przedstawionych w nim bohaterów. I mi się nie podobało. W filmie jest wyraźnie zasugerowane, że imię córki jest po Jane, widzowie nie wiedzą, jak miała na imię teściowa Toma.
Dla mnie cały wątek z udawaniem hulaki jest nielogiczny- po co miałby ukrywać wysyłanie pieniędzy rodzinie. Do tej pory nawet go lubiłam (choć nie związek z Jane), ale to było idiotyczne. Ale imię po Jane to okruciństwo wobec żony. kobieta zasługiwała na szacunek.
Anonymous - Pią 28 Wrz, 2007 23:00
Nicol, w momencie gdy nie patrzysz na film jak na biografie, to po kiego grzyba zwracac uwage na to jak miala na imie corka Toma? Po drugie - skad wiadomo ze zona zaslugiwala na szacunek? Skad wiadomo, ze nie wiedziala o genezie imiena? Poniewaz nie rozpatrujemy tego w kategoriach biografii, a o zonie Toma nie wiemy nic, poza tym, ze zostala mu narzucona - to skad tak daleko idace przypuszczenia? Na jakiej podstawie? Moze ich syn ma imie jej pierwszej milosci (jak to w przypadku moim i brata). Moze ta zona byla istna harpia i hetera? A moze ona nie kochala Toma i akceptowala wybor toma? a moze to nie on wybiera? Wiemy, ze corka miala na imie jane, ale nie wiemy kto je nadal.
I mozemy tak mnożyć "mozenie" do uschnietej smierci. Tylko po co?
a dlaczego Tom udawal hulake i ukrywal pomoc rodzinie? Nawet dzisiaj w szkole bardzo czesto mozna zaobserwowac dzieciaki pochodzace z ubogich rodzin, ktore ze swojego ubostwa robia coś na ksztalt buntu, obnoszac sie nim niczym relikwia. Żeby brion Boze nikt nie pomyslal, ze chodza w obtarganych butach i spodniach, dlatego, ze nie stac ich na nowe. Chodza tak - bo chca. W ten sposob kreuje sie moda (slynne dziurawe dzinsy, buty z oderwanymi podeszwami, łaty na tyłku itd).
A w czasach JA, kiedy do materialnej strony zycia przywiazywalo sie szczegolna uwage, tym bardziej nie mozna bylo nie miec kasy. Wystarczylo, ze jest na utrzymaniu wuja. Takie cos mozna przelknac, w koncu niejeden mial podobnego mecenasa. Ale nikt tak naprawde nie znal rodziny toma w Irlandii, nie wiedział jak sie im wiedzie. mozna wiec było stworzyc kreacje. Nawet jak sie przyjmuje pomoc - trzeba pokazac, ze robi sie to niemal z łaski. I nigdy nie mozna pokazac prawdziwej sytuacji materialnej rodziny. Jesli ktos zada klopotliwe pytanie o finanse duzo lepiej brzmi "Splukałem sie wczoraj w pokera" niż "nie mam, bo jestem biedny". Predzej zagrac hulake i rozpustnika niz przyznac sie do ubostwa. Ot psychologia
jak dla mnie ten motyw jest jak najbardziej logiczny i doskonale wpasowany w nature ludzka, psychologie i socjologie. Przyczepilabym sie do kilku innych - ale tego nie zrobie
P.S. Matulu, nie pisałaś
Alison - Sob 29 Wrz, 2007 08:18
Na początku jest rozmowa z wujem, który wyraża swoją głęboką pogardę dla rodziny Toma i wyraża swoje zdanie, ze wiedzie im się tak źle, bo zachciało im się małżeństwa z miłości. Sam siebie daje za przykład, że żył całe życie statecznie jako kawaler i dlatego ma to co ma. Upokarza Toma na każdym kroku i ja sądzę nie życzyłby sobie wiedzieć, że pomaga jego rodzinie, która jak sądzi, powinna zostać ukarana, za to, że dała się ponieść emocjom i wykazała karygodnym brakiem rozsądku. Tom tego nie akceptuje, stąd to jego pokrętne postępowanie. Mam wrażenie Nicol, że bardzo powierzchownie obejrzałaś ten film.
A co do nadawania dzieciom imion po pierwszych miłościach, to często praktykowany obyczaj. Taka pierwsza niespełniona miłość zostaje w sercu na zawsze, jako coś czystego i pięknego. Niesie się ją przez całe życie, wspomina z rozrzewnieniem i partner najczęściej to akceptuje, bo sam ma taką w zanadrzu. Prawie każdy ma, więc czym się tu upokarzać...
Anonymous - Sob 29 Wrz, 2007 10:15
| Alison napisał/a: | | A co do nadawania dzieciom imion po pierwszych miłościach, to często praktykowany obyczaj. Taka pierwsza niespełniona miłość zostaje w sercu na zawsze, jako coś czystego i pięknego. Niesie się ją przez całe życie, wspomina z rozrzewnieniem i partner najczęściej to akceptuje, bo sam ma taką w zanadrzu. Prawie każdy ma, więc czym się tu upokarzać... |
Szczególnie, że - jakby nie bylo - jest to przeszlosc. Przyznam, ze nigdy nie bylam zazdrosna o przeszlosc. Jesli w ogole bylam - to o terazniejszosc i przyszlosc.
Matylda - Sob 29 Wrz, 2007 12:25
Mam już Zakochaną Jane w całości ale z ruskim dubingiem i jakoś śmieszno to brzmi chociaż to rozumiem
Alison - Sob 29 Wrz, 2007 13:15
| Matylda napisał/a: | Mam już Zakochaną Jane w całości ale z ruskim dubingiem i jakoś śmieszno to brzmi chociaż to rozumiem |
Oj to dużo tracisz, bo nie słyszysz tego jak Tom wymawia "widened", albo "extasy" albo "her brestsss extremely white"
Matylda - Sob 29 Wrz, 2007 13:29
Napisz o które sceny chodzi to odnajdę to w języku naszych braci ze wschodu
Anonymous - Sob 29 Wrz, 2007 15:52
wszystko w scenie z ptaszkami i jak Tom czyta Jane
Alison - Sob 29 Wrz, 2007 18:43
| AineNiRigani napisał/a: | | wszystko w scenie z ptaszkami i jak Tom czyta Jane |
Toma Jonesa...
Mag - Sob 29 Wrz, 2007 19:59
| Alison napisał/a: | | Na początku jest rozmowa z wujem, który wyraża swoją głęboką pogardę dla rodziny Toma i wyraża swoje zdanie, ze wiedzie im się tak źle, bo zachciało im się małżeństwa z miłości. Sam siebie daje za przykład, że żył całe życie statecznie jako kawaler i dlatego ma to co ma. Upokarza Toma na każdym kroku i ja sądzę nie życzyłby sobie wiedzieć, że pomaga jego rodzinie, która jak sądzi, powinna zostać ukarana, za to, że dała się ponieść emocjom i wykazała karygodnym brakiem rozsądku. | Ja tez mam takie wrażenie- wuj wyśmiewa matkę Toma, ze z miłosci wylądowała w nędzy. Tom pozorując hulaszcze życie wysyła rodzinie część swoich pieniędzy od wuja. On na pewno wiedział z kim i gdzie Tom "urzęduje" i przymykał na to oko pewnie dorzucając czasem drobne Kwoty. Wysłanie Toma na wieś ma go odsunąć od rozrywek, które jego wuj uznawał za ważne dla Toma. Ale to zagmatwałam, mam nadzieję, że ktoś zrozumie
snowdrop - Sob 29 Wrz, 2007 20:45
Język angielski jest przewrotny, jedno słówko może mieć kilka znaczeń. I tak mój nick - snowdrop - oznacza przebiśnieg. Jeden z pierwszych kwiatów symbolizujących nadejście wiosny. Ja nie cierpię zimy.
Natomiast co do tego, czy film powinien być oglądany jako biografia czy nie. To niestety ale wielu ludzi patrzy na niego jako na biografię. Bo przecież sam tytuł "Becomin' Jane" nie oznacza Zakochana Jane tylko coś jakby Stawanie się Jane.
Gosia - Sob 29 Wrz, 2007 20:50
Nie chcialam sie wlaczac w dyskusje. Ale McAvoy mnie abolutnie nie kreci
Ani on jako aktor, ani postac jaką gra. Toma jako postaci nie darze zbytnią sympatią. Te hulanki i boks... Nie podoba mi sie tez to czytanie przez niego Jane "Toma Jonesa".
I rozne inne sytuacje. Jedyna scena ktora mnie urzekla to taniec na balu, wiecej nic.
nicol81 - Sob 29 Wrz, 2007 21:00
| AineNiRigani napisał/a: | | Nicol, w momencie gdy nie patrzysz na film jak na biografie, to po kiego grzyba zwracac uwage na to jak miala na imie corka Toma? |
Ja nie traktuję tego filmu jako prawdziwą historię Jane Austen i Toma Lefroya, którzy kiedyś naprawdę żyli. Tylko historię Jane i Toma przedstawioną na ekranie. I dlatego patrzę, jak ta historia się tam prezentuje, bez żadnych odnośników do realnie żyjących osób, którzy w moim odczuciu nie mają nic wspólnego z bohaterami filmu. Oceniając Jane i Toma, mówię o postaciach, które zamieszkują ramy filmu.
Imię córki Toma jest ważne nie jako informacja biograficzna o prawdziwym Tomie. W tym filmie jest pokazane jako hymn do Wielkiej Miłości Toma i Jane. Dlatego nie jest to hołd złożony przelotnemu, acz słodkiemu uczuciu z durnej młodości Toma. Jane nie jest w finałowej scenie przedstawiona jako przeszłość Toma, tylko jako jego teraźniejszość i przyszłość. I to budzi we mnie niesmak.
Żona Toma mogła być harpią i heterą oraz jeszcze inne h, ale to jego żona- kobieta, którą wybrał (choć pasywnie) i której złożył przysięgę. Zasługiwała na szacunek. Zresztą twórcy filmu nawet nie postarali się pokazać jej jako zgagę i zmorę- jest po prostu nieobecna, co w ostatecznym rozrachunku jest dla mnie jeszcze bardziej obraźliwe.
|
|
|